Teraz jest Wt, 18 gru 2018, 11:21

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 2 z 2 [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Złotą i Zieloną Drogą - Przed Świtem

Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 30 mar 2011, 23:17 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Za otwartymi drzwiami rozciągało się spore pomieszczenie - jasno oświetlone dzięki dwóm dużym oknom.
Przy ścianach stały masywne regały, na których w precyzyjnym szyku poustawiano słoje, dzbany i pudełka - każde opatrzone etykietą.
Na trzech biurkach ustawiono najróżniejsze przybory, które przywodziły na myśl pracownię obłąkanego alchemika - szklane butle różnych kształtów i rozmiarów, konstrukcje z rurek i pojemników, filigranowe wagi i małe naftowe kaganki. W jednej ze ścian znajdował się pokaźnych rozmiarów kominek, który przekształcono w coś pośredniego między warsztatem kowala a pałacową kuchnią.
Zapach ziół, węgla i siarki mieszał się w powietrzu tworząc przenikliwą, choć przyjemną woń.

Selena stała za jednym ze stołów, starannie odmierzając porcję gęstej rubinowej substancji. W stojącym obok niej kociołku coś bulgotało gwałtownie.
Dziewczyna wlała czerwoną maź do naczynia i zamieszała szybko, po czym zgasiła ogień i odetchnęła głęboko. Uniosła głowę i uśmiechnęła się do stojącego w drzwiach kuzyna.

- Witaj w tajemnej komnacie przybytku doktora Tregartha, - powiedziała naśladując głos medyka. - To dzięki tym straszliwym urządzeniom ratowanie życia naszych pacjentów jest coraz prostsze.

Opłukała dłonie w stojącej na niskim stoliku misce i wytarła je w fartuch.

- Przyszedłeś po swoje lekarstwo?



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 16 cze 2011, 05:01 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Przez kilka uderzeń serca Cierń zafascynowany przyglądał się kuzynce. Selena wydawała się idealnie pasować do każdego tła - nawet do tego dziwacznego i budzącego niepokój otoczenia, w którym widział ją teraz. Była taka... prawdziwa. Gdziekolwiek się znalazła, owijała wokół siebie rzeczywistość niczym miękki kolorowy szal stanowiący naturalne dopełnienie jej stroju.

Wojownik miał ochotę wyjąć kartkę i zacząć rysować - tu i teraz, stojąc w drzwiach tajemnej komnaty - chociaż wiedział, że jego nieoszlifowane umiejętności nie podołają zadaniu i nie uda mu się pokazać niezwykłych cech Seleny za pomocą kilku kresek i plam.

Jego zamiłowanie do rysowania pojawiło się już w dzieciństwie, ale nigdy nie kształcono go w tym kierunku, pomijając lekcje techniki tatuażu - to była sztuka, którą jego opiekun ze względu na swoją przynależność kastową uznawał za istotną. Poza tym jego krewni najwyraźniej zdawali sobie sprawę, że droga, którą wskaże młodzieńcowi życie opierać się będzie na innych zdolnościach. Oczywiście mieli rację - gdy jest się samotnym wyrzutkiem przede wszystkim trzeba się umieć obronić, żeby przetrwać. Mimo to Cierniowi czasem brakowało warsztatu, jaki mogłaby mu zapewnić edukacja pod okiem dobrego nauczyciela, który wyszlifowałby jego talent.
Jednak wybory, których niegdyś dokonał, sprawiły, że nie mógł poświęcić się całkowicie sztuce malarskiej, a ponieważ w wyznawanych przez niego prostych zasadach brak całkowitego poświęcenia równał się brakowi szacunku, nigdy nie próbował nawet rozpocząć nauki. Poza tym nie potrafił sobie wyobrazić, jaki artysta zechciałby przyjąć na ucznia kogoś, kto częściej miał na rękach krew niż farbę...

Mocniej zacisnął dłoń na mieczu i powoli wszedł do pomieszczenia. Żartobliwa wypowiedź Seleny sprawiła, że po raz kolejny ogarnęło go poczucie winy, dokuczliwe niczym jątrząca się rana. Okłamywanie kuzynki wydawało mu się niewybaczalną zbrodnią. Z drugiej strony, mając świadomość, jak bolesna mogłaby być dla niej prawda, nie potrafił zdobyć się na jej wyjawienie. Nie był przesądny, ale w tym wypadku miał nieodparte wrażenie, że słowa wypowiedziane głośno zabrzmią jak wyrok.

"Słowa potrafią zniszczyć. Cisza potrafi leczyć. Mędrzec wie, kiedy należy milczeć, a kiedy mówić.
Wiedza może krępować. Niewiedza może wyzwolić. Prorok wie, kiedy należy mówić, a kiedy wykazać się niewiedzą.
Zręczne ostrze tnie celnie, nie znając słów, milczenia, wiedzy czy niewiedzy. I to jest mądrość wojowników."


- przypomniał sobie słowa, które kiedyś przekazał mu dziadek - osoba, z którą spędzał najwięcej czasu przed opuszczeniem rodzinnych stron, i która w największym stopniu go ukształtowała. To dzięki ciągłym pouczeniom starszego wojownika Cierń jeszcze w dzieciństwie niemal całkowicie przestał się odzywać:

"Jeśli masz czas i siłę żeby mówić, to znaczy, że powinieneś ciężej trenować."

To dzięki jego surowemu wychowaniu, był tak zdyscyplinowany i oddany kodeksowi:

"Nie wiem, jakim zasadom będziesz hołdował, chłopcze - musisz stworzyć je sam - ale wiedz jedno: jeśli kiedykolwiek je złamiesz, sam zamienisz swoje życie w piekło. Wierz mi - płynie w tobie moja krew."

Uśmiechnął się w duchu na wspomnienie surowej twarzy, której lewą połowę całkowicie pokrywały tatuaże. Kiedy był chłopcem, miał wrażenie, że nic - nawet najmniejszy szczegół - nie mogło się ukryć przed przenikliwym spojrzeniem czujnych jasnych oczu... W jego kuzynce również bez wątpienia płynęła krew ich wspólnego przodka.

Podszedł do Seleny, uważając żeby niczego nie strącić swoim bagażem. Spojrzał na nią wesoło i zasalutował.

- Tak jest.

Dziewczyna skinęła głową. Podeszła do regału i zdjęła pokrywę z glinianego słoja, na którego etykiecie widniało kilka słów w nieznanym Cierniowi języku.

- Pamiętaj, żeby dokładnie przestrzegać dawki i zażywać wywar regularnie - powiedziała, nabierając cierpko pachnącej mieszanki i sypiąc ją do niedużego woreczka. - Stopniowo będziesz mógł przyjmować go coraz rzadziej, aż wreszcie - za miesiąc lub dwa - odstawisz go zupełnie. Mogę mieć tylko nadzieję, że do tego czasu nie wpadniesz w szpony żadnej nowej parszywej używki...

Odwróciła się z szerokim uśmiechem na ustach. Zgrabnie związała rzemyki sakiewki i wręczyła ją kuzynowi.

- Pamiętaj, że będę miała na ciebie oko. - Bez ostrzeżenia objęła wojownika w pasie i przytuliła się do niego mocno.

Cierń właśnie otwierał usta żeby odpowiedzieć, ale gest dziewczyny tak go zaskoczył, że zupełnie stracił wątek. Skupił się na tym, aby powstrzymać swoje zwyczajne odruchy - rozluźnił zaalarmowane nagłą bliskością drugiej osoby ciało i odsunął jak najdalej od Seleny miecz, na którym kurczowo zacisnęły się jego palce. Wreszcie drugim ramieniem niepewnie objął dziewczynę.

I jak tu cię zrozumieć, Kuzynko? Jak za tobą nadążyć? Jesteś jedną z tych przedziwnych istot, które w jednej chwili potrafią walczyć jak lwice, a zaraz później sprawiać wrażenie kruchych i bezbronnych niczym nowonarodzone kocię... Trzeba mieć doskonały refleks, żeby móc w porę dostosować się do tych nagłych zmian...

Pomimo tych rozmyślań, Cierń był w pełni świadomy, że tak naprawdę to on byl zupełnie bezbronny wobec Seleny. Ciepło, którym tak hojnie go obdarzała sprawiało, że pieczołowicie wznoszona przez wojownika od wielu lat twierdza niknęła w oczach, jak połacie śniegu pod dotykiem wiosennego słońca.

Zapach jej włosów obudził w nim tęsknotę za domem, z którego go wygnano. Przypomniał mu ogród matki latem - pełen kwiatów, ziół i owoców...

Przymknął oczy, opierając policzek o skroń kuzynki.

- Żadnych używek. Masz na to moje słowo, Seleno - powiedział cicho i powoli, delektując się spokojem chwili.



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 29 gru 2011, 01:35 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Selena delikatnie uwolniła się z objęć kuzyna i przyjrzała mu się uważnie.

- Wyglądasz zdecydowanie lepiej, niż kiedy tu dotarliśmy – uśmiechnęła się, choć jej głos brzmiał poważnie. – Mam nadzieję, że ten stan się utrzyma...

Przez chwilę milczała, nie spuszczając z Ciernia wzroku, po czym wróciła do stołu, przy którym pracowała. Przełożyła kilka narzędzi, jakby zastanawiała się nad czymś.

- Ja... – zaczęła, nie podnosząc głowy, - chciałam ci podziękować. Za wspólną podróż. I za twoją cierpliwość – drobne dłonie błądziły po blacie, jakby dziewczyna szukała czegoś konkretnego. - Dbaj o siebie, Kuzynie.

Wrzuciła kilka podłużnych nasion do możdzierza i zaczęła zgniatać je tłuczkiem. Przygryzła wargę, skupiając się na zadaniu.

Wojownik milczał. Stał przez chwilę bezradnie, przyglądając się kuzynce; nie wiedząc co powinien powiedzieć lub zrobić. Zastanawiał się, czy skoro zajęła się ziołami, był to znak, że powinien już iść i zostawić ją w spokoju – to byłaby dla niego najbardziej naturalna reakcja. Jednak coś go powstrzymywało przez opuszczeniem pracowni. Czy była to świadomość, że może to być jego ostatnie spotkanie z Seleną? Czy po prostu fakt, że ta niezwykła dziewczyna w tak krótkim czasie stała się ważną częścią jego życia i tyle jej zawdzięczał?
Niepewnym i bardzo ostrożnym ruchem, jakby bał się, że jego wielokrotnie splamione krwią palce mogłyby splugawić nieskazitelną skórę dziewczyny, położył rękę na drobnej dłoni Seleny, przerywając jej pracę.

- Zobaczymy się jutro – powiedział po prostu, wciąż zakłopotany jej podziękowaniami.

Skinęła głową i nakryła jego dłoń swoją.

- Oczywiście - powiedziała cicho, po czym dodała: - a teraz zmykaj już stąd. Mam sporo pracy, a po pracowni nie powinny pałętać się osoby nieupoważnione.

Usta zadrżały jej z rozbawienia, gdy parodiowała Tregartha.
Cierń uwolnił dłoń, uśmiechnął się i skinął głową. Nie mówiąc nic więcej, odwrócił się i wyszedł na szpitalny korytarz, kierując się w stronę ogrodu.

Pomiędzy drzewami panowała cisza mącona jedynie świergotem jakiegoś ptaka, który skutecznie krył się przed wzrokiem ciekawskich pomiędzy liścmi. Od czasu do czasu plusnęła woda w sadzawce.
Cierń odetchnął głęboko i rozejrzał się wokół. Jego ostatnie chwile w szpitalu okazały się być szczęśliwie pozbawione niechcianego towarzystwa. Uśmiechnął się pod nosem i szybko pokonał korytarz prowadzący do wyjścia.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 10 sty 2012, 01:44 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Znalazłszy się na zalanym światłem słonecznym placu, przystanął mrużąc oczy i zastanawiając się, gdzie powinien się udać. Ze swoich wcześniejszych spacerów nie przypominał sobie żadnego miejsca, w którym mógłby się zatrzymać.

W najbogatszej dzielnicy Thoris widział kilka okazałych zajazdów, ale miał przeczucie, że nie byłby tam mile widzianym gościem, bez względu na ilość posiadanego złota. Ani szlachta, ani kupcy nie byliby szczęśliwi przebywając pod jednym dachem z kimś takim, jak on.

Mógł oczywiście udać się na poszukiwania lokum w biedniejszych dzielnicach, ale tam miałby dużo mniejsze szanse na spokojne spędzenie czasu pozostałego do pojedynku. I mimo że przymilny szept w jego głowie kusił możliwością złożenia w ofierze kilku żyć jeszcze tej nocy, wojownik wiedział, że nie powinien ryzykować. Musiał jutro być w jak najlepszej formie, a przede wszystkim musiał przeżyć do jutra. Zobowiązał się do wykonania zadania o świcie.

Właśnie - o świcie. O świcie miał się spotkać ze swoim przewodnikiem. Na tym placu. Ruszył przed siebie przecinając pustą przestrzeń i rozglądając się dookoła.

Nie na tyle wytwornie, żeby od gości oczekiwano osobistych posługaczy i herbów rodowych... - ta myśl przywołała wspomnienie ojca. Bezwiednie zacisnął pięści, a jego twarz stężała, ale zaraz skarcił się w myślach. Nie powinien się rozpraszać. Kilka głębokich oddechów i wrócił do teraźniejszości. - ...jednak na tyle drogo, żeby zapewniało to spokój, ciszę i dyskrecję. Nie tak elegancko, żeby komuś przeszkadzał prosty strój i dwuręczny miecz, jednak wystarczająco, żeby postawa i broń nie sprowokowały jakiejś bandy pijanych najemników do bójki...

Podniósł głowę.

Przed sobą ujrzał duży budynek z czerwonej cegły. Na niedawno odnowionym szyldzie widniał kogut. Kamienica, mimo że dobrze utrzymana, wydawała się nieco zbyt zwyczajna, żeby przyciągnąć typową klientelę z pierścieniami herbowymi. Jednak zadbany budynek z pewnością nie stanowił areny pijackich potyczek podnieconych używkami włóczęgów.

Może to właśnie miejsce, którego szukam... gdzie za odpowiednią opłatą nikt nie będzie mnie niepokoił... - pomyślał z nadzieją i wszedł do środka.



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Złotą i Zieloną Drogą - Przed Świtem
PostNapisane: So, 31 mar 2012, 15:49 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Pomiędzy okrągłymi stolikami pozostawiono wystarczająco dużo przestrzeni, by goście mogli czuć się komfortowo. Właściciel karczmy zdecydowanie stawiał na klientów o zasobnych kiesach, a takich nie potrzeba wielu. Wnętrze - prawdopodobnie - miało być przytulne, ale Cierń doszedł do wniosku, że ten efekt nie został osiągnięty - zakurzone zasłony przykrywały popękane ściany, a w kącie sufitu rozpięta była pajęczyna.

Kilku klientów podniosło wzrok na wchodzącego mężczyznę; niektórzy dłużej zatrzymali spojrzenie na wystającej znad ramienia rękojeści miecza. Po chwili jednak powrócono do przerwanych rozmów. Większość gości wyglądała na mieszczan - pewnych siebie, próżnych i obnoszących się ze swoim bogactwem.
Uwaga Ciernia skupiła się na postaci siedzącej przy oknie - szczupły nieznajomy czytał książkę i popijał wino. Siedział wygodnie rozparty i zdawał się nie zwracać uwagi na ludzi dokoła. Pod rozchyloną na piersiach koszulą widać było fragment barwnego tatuażu.

Na znajdującej się po lewej stronie scenie rudowłosy minstrel odstawił talerz, otarł usta serwetką i zaczął stroić lutnię.

Cierń podszedł do baru - młody człowiek w haftowanej kamizelce uśmiechnął się uprzejmie.

- Witam w "Kogucie" - powiedział. - Czym mogę służyć?

Spojrzenie wojownika przesunęło się po wypełniających półki butelkach, zarejestrowało uchylone drzwi za plecami barmana i rękojeść poręcznej pałki - "przyjaciela karczmarza" - pod leżącą na półce ścierką.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 6 lip 2012, 21:37 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Nie czuł się dobrze w takich miejscach, pośród ich przepełnionej pychą i arogancją klienteli, uważającej się za panów świata. Bez względu na to, czy byli to ociekający złotem kupcy czy zubożali szlachcice częstokroć korzystający z kies bogatych mieszczan pod pretekstem fałszywych obietnic podniesienia ich statusu. Wojownik zwykle starał się unikać spotkań z takimi ludźmi, jeśli tylko było to możliwe...

***

Ponad gwar panujący w karczmie wzniósł się przenikliwy dźwięk wymierzonego policzka i wykrzyczana obelga. Głos należał do jego siostry, więc Cierń natychmiast odwrócił sie od baru, żeby ocenić sytuację.
W ciągu kilku uderzeń serca udało mu się dotrzec do Cień i zasłonić ją przed ciosem otyłego, bogato odzianego mężczyzny. Pięść, którą wojownik zatrzymał zanim dotarła do celu, uzbrojona była w liczne pierścienie, które razem tworzyłyby całkiem efektywny kastet.

- Uciekaj - syknął do bliźniaczki w ojczystej mowie, a sam bez wahania wymierzył cios mężczyźnie, żeby wzbudzić większe zamieszanie. Uderzenie nie było na tyle mocne, żeby go poważnie skrzywdzić, ale wystarczające, żeby się przewrócił, pociagając za sobą stół. Dokładnie tego było trzeba, by w karczmie wywiązała się bijatyka.

Upewniwszy się, że Cień udało się uciec, wojownik miał zamiar się wycofać, ale otoczyło go pięciu zbrojnych, najwyraźniej ochroniarzy grubasa. Cierń już sięgał po miecz, kiedy dostrzegł patrol straży wchodzący do zajazdu. Zawahał się. To wystarczyło przeciwnikom - wykorzystali swoją szansę. Potężny cios w kark powalił Ciernia na kolana, a kolejny sprawił, że świat pogrążył się w ciemności...


***

Cierń ukłonił się mężczyźnie uprzejmie, usiłując uciszyć zarówno głosy bolesnych wspomnień, jak i obudzoną przez nie krwiożerczą bestię, czającą się tuż pod powierzchnią świadomości...

- O ileż piękniej w oczach twego Pana wyglądałoby to miejsce skąpane we krwi... Krwi zadufanych w sobie, aroganckich wieprzy. Z poderżniętymi gardłami z pewnością przestaliby się pogardliwie uśmiechać... Wreszcie możesz się zemścić! Na co czekasz?

- Zamknij się i daj mi odpocząć! Do świtu. Chociaż do świtu... - pięści wojownika zacisnęły się bezwiednie. Próbował oddychać spokojnie i głęboko, żeby utrzymać kontrolę nad sobą. Gdzieś w korytarzach labiryntu odgradzającego potwora od rzeczywistości rozległ się śmiech. Jego echo przetaczało się bez końca między murami twierdzy.

- Od służby nie ma odpoczynku! Gdzie twój honor? Gdzie twoja duma? Gdzie lojalność? - szyderstwo kapało z każdego słowa niczym kwas palący duszę wojownika, kropla za kroplą tworząc jątrzące się rany.

- Już dość! Błagam! - Cierń desperacko próbował skupić myśli na czekającym go zadaniu. Musiał robić wszystko po kolei, krok po kroku, bez pośpiechu, nie dając się ponosić emocjom. Sekret tkwił w metodycznym działaniu. To dawało uczucie kontroli. Najpierw wynająć pokój, potem spróbować odpocząć, zaparzyć i wypić zioła, zjeść kolację, wziąć kąpiel, wyspać się, wstać przed świtem, przygotować się do walki...

- Witaj, panie... - zaczął, podnosząc głowę i spoglądając na barmana, który odruchowo cofnął się o krok, widząc wciąż płonącą w oczach wojownika żądzę mordu. Skruszony Cierń natychmiast ponownie spuścił wzrok.

Spokój... Kontrola... Spokój... - powtarzał w myślach, biorąc kolejny głęboki wdech.

- Potrzebuję miejsca, w którym mógłbym wypocząć w spokoju... – dodał cicho, przepraszającym tonem. Kiedy ponownie podniósł wzrok, nie było w nim już ani śladu poprzednich emocji.

- Slyszysz? W spokoju!

- Na jedną noc. Zapłacę z góry - wyjaśnił.

Barman szybko wziął się w garść i przywołał na twarz profesjonalny - choć nieco niepewny - uśmiech.

- Oczywiście, szanowny panie, - powiedział. - Dysponujemy w tej chwili kilkoma wolnymi pokojami. Jesteśmy renomowanym lokalem i dbamy oczywiście o wszelkie wygody naszych gości. W cenie pokoju ma pan kąpiel oraz poranny posiłek, wedle potrzeby serwowany do łóżka. - Wróciwszy w znane sobie rejony młodzieniec zupełnie odzyskał panowanie nad sobą i wywijał językiem jak zdolny szermierz mieczem. – Gdyby życzył pan sobie dodatkowych wieczornych rozrywek, za odpowiednią dopłatą możemy zapewnić także i wysoko wykwalifikowane towarzystwo. Nie dopuszczamy do obniżania standardów, ani do niewłaściwych zachowań w "Kogucie" - dodał z lekkim naciskiem, akurat wystarczającym, by nie zabrzmiało to jak pogróżka.

***

Ocucił go chlust lodowatej wody. Poczuł tępe pulsowanie z tyłu głowy, ostry ból rozciągniętych na boki ramion, chłód wiatru na skórze i oblepiającą ciało mokrą tkaninę koszuli. Nie mógł się ruszyć – sznury były mocno zaciśnięte wokół nadgarstków. Usłyszał gwar głosów i przenikliwe krakanie wrony. Powoli otworzył oczy. Ujrzał ubitą ziemię dziedzińca, na którym klęczał, ale wszystko było zamglone i niewyraźne. Potrząsnął głową, ale jedynym efektem była kolejna fala bólu.
Szarpnięcie za włosy zmusiło go do spojrzenia w górę. W oślepiającym blasku słońca zobaczył przed sobą potężnie zbudowanego człowieka, który obrzucił go badawczym spojrzeniem. Cierń przypomniał sobie pięciu napastników z karczmy - czy to był jeden z nich? Odruchowo zapamiętywał szczegóły jego wyglądu - poziomą bliznę przecinającą policzek od nosa, usta wykrzywione w obleśnym uśmiechu, głęboko osadzone oczy, w których błyszczało podniecenie, poplamiony skórzany kaftan, trzymany w potężnej dłoni zwinięty bat...

- Jest przytomny - oznajmił mężczyzna z nieskrywanym zadowoleniem i puścił go. Głowa Ciernia opadła bezsilnie. Wiedział, co miało się wydarzyć - widział to już wielokrotnie. Próbował oddychać spokojnie, skoncentrować się na czymś, na czymś ważnym, żeby nie myśleć o hańbie i bólu. Narastający w nim gniew uniemożliwiał mu to zadanie.

Donośny głos gdzieś niedaleko obwieszczał wyrok.

- ...obrazę godności... pobicie... - Cierń rejestrował tylko niektóre słowa, resztę zagłuszało dudnienie krwi w skroniach, tępy ból głowy i wzbierająca w nim furia. - ... pięćdziesiąt batów...

„- Zabijesz ich. Już niedługo. Zabijesz ich wszystkich. Bedą wspaniałą ofiarą... Upokorzenie jest doskonałym towarzyszem w łowach..." - przymilny szept rozbrzmiewał obietnicą spełnienia...


***

- Możesz się zemścić za wszystkie upokorzenia... Wiem, że tego chcesz... Pomogę ci...

- Nie ma takiego upokorzenia, na które bym nie zasłużył... To, że oni o tym nie wiedzą niczego nie zmienia... Zostaw mnie... w spokoju... proszę... do świtu... - wojownik podjął kolejną desperacką próbę skoncentrowania się na chwili obecnej - pokój, najpierw pokój. Potrzebował samotności i ciszy.

Barman przesunął w jego kierunku niewielką kartkę, na której wypisał ołówkiem cyfrę.
Wojownik wyjął cztery monety z sakiewki i położył je na papierze.

Proste, drobne czynności... rzeczywistość... cierpliwość... spokój...

- Dziękuję, rozumiem - powiedział z pokorą. - Nie sprawię kłopotu.

Błyskawicznym gestem barman zgarnął pieniądze z kontuaru i sięgnął do skrzynki zawieszonej na ścianie.
Klucz przytwierdzony był do drewnianej kuli z wypalonym numerem 8.

- Po schodach na górę, szanowny panie - uśmiechnął się barman. - Witamy pod Kogutem. Proszę dać znać, kiedy będzie pan życzył sobie zaznać kąpieli.

Wojownik wziął klucz, skinął głową i powoli ruszył w stronę schodów, starając się nie myśleć o zgromadzonych w sali potencjalnych ofiarach.

***

Poczuł ostre szarpnięcie, któremu towarzyszył dźwięk rozdzieranej tkaniny. Miał nadzieję, że oprawca nie będzie się zbyt uważnie przyglądał pokrywającym jego plecy wzorom – w przeciwnym razie wojownika mogła czekać wizyta w lochach inkwizycji i śmierć na stosie.
Miał nadzieję, że Cień udało się uciec. Nie chciał, żeby spotkało ją coś takiego... albo jeszcze gorszego.

„- Twoja krew i twój ból, tak jak i twoja śmierć, są również ofiarami dla twojego Pana. Nie zapominaj o tym...”

Przymknął oczy i wstrzymał oddech. Zacisnął pięści i do granic wytrzymałości napiął mięśnie ramion.

„- Myśl o zemście, o tym ile ofiar przyniesie twojemu Panu.”

Pierwsze uderzenie spadło nagle, bez ostrzeżenia. Najpierw usłyszał trzask bata, a dopiero potem dotarła do niego eksplozja bólu. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz, ale udało mu się powstrzymać krzyk. Wciągnął powietrze przez zęby. Kolejne uderzenie nadeszło zaraz po pierwszym, malując kolejną płonącą bólem linię na skórze wojownika.

„Dwa” – kolejny płytki wdech. „Nie wolno ci stracić przytomności... Wytrzymasz do końca! Trzy...” - liczył, żeby skupić się na czymś i nie dać ogarnąć się zwierzęcej furii i szaleństwu.

Przed oczami widział padające pod ostrzem ciała swoich oprawców – kończyny odcinane kawałek po kawałku, buchającą z ran krew – to już nie była walka, to były pełne okrucieństwa tortury. Nie! Nie stanie się takim potworem. Nie będzie się znęcał nad nikim dla przyjemności. Bez względu na to, co z nim zrobią.

„Cztery...”

Musiał się opanować. Potrzebował ziół, fajki...

„Pięć...”

Pojedyncze smugi płonącego bólu zaczęły zlewać się w jeden szalejący pożar, który zdawał się ogarniać całe jego ciało, a każdy kolejny cios był jedynie butlą oliwy sprawiającą, że ogień stawał się coraz większy i wybuchał z coraz potężniejszą siłą.

„Sześć...” – wyrwał mu się jęk. Mocniej zacisnął zęby. Poczuł w ustach słodki smak krwi. Uparcie liczył. Każde uderzenie bata oddzielał od kolejnego jeden oddech. Nie słyszał już nawet trzasku bicza, jedynie kolejne przypływy bólu, niczym fale rozbijające się o brzeg. Za wszelką cenę walczył o zachowanie przytomności, rzucając w myślach liczby niczym wyzwanie.

„Musisz... wytrzymać... dwadzieścia trzy...”

W jego głowie rozległ się upiorny śmiech.

„- Wreszcie możesz sprawdzić jak jesteś silny... ile potrafisz znieść...”

„Zamknij się... nic o mnie nie wiesz...” przed jego oczami tańczyły krwawe cienie - ulotne postacie, które umykały, gdy próbował się na nich skupić, ale miał nieodparte wrażenie, że to okaleczone, powykręcane ciała. Oddechy mijały, a wraz z nimi kolejne liczby odchodziły w przeszłość. Nie czuł już niczego, poza palącym bólem.

„Wytrzymasz...Czterdzieści cztery... Już niedługo...”

„- Wytrzymałbyś drugie tyle, gdyby było trzeba...”

„Czterdzieści dziewięć... Ofiara... ” miał wrażenie, że nie było ani jednego kawałka jego ciała czy duszy, który nie miałby ochoty wyć z bólu. W porównaniu z tym wszelkie rany, które odniósł w licznych walkach, były niczym. Nie wiedział, czy to bat, czy upokorzenie powodowało to uczucie...

„Pięćdziesiąt...” bezwładnie zawisł w więzach, desperacko łapiąc powietrze. Nie mógł powstrzymać dreszczy.

„- Doskonale... zemsta będzie słodka...”

Znów ogarnęła go ciemność.


***

Oparł się ciężko o framugę, usiłując uspokoić oddech.

„Fajka... Zioła... Nie!” Potrząsnął głową.

Podniósł wzrok - numer osiem.
Powoli, jakby bał się, co zastanie w środku, otworzył drzwi.


Ostatnio edytowano N, 8 lip 2012, 16:51 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 7 lip 2012, 06:28 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Pokój – zgodnie z przewidywaniami, był przestronny i jasny. Przy oknach – otwartych teraz – wisiały ciężkie kotary, nieco przykurzone i wystrzępione. Na ciemnym wzorzystym dywanie stał okrągły stolik, który „ozdobiono” glinianym wazonem z garścią przywiędłych kwiatów. Dwa krzesła, szerokie łoże z wyblakłym baldahimem i wąska komoda o sześciu szufladach stanowiły całe umeblowanie pokoju.
W powietrzu unosił się ulotny zapach więdnących roślin, splatający się z wonią kurzu i krochmalu. Na łóżku leżało prześcieradło kąpielowe.

Wystarczy.

Nie był to pokój luksusowy – umierające kwiaty podkreślały ogólne wrażenie minionej świetności „Koguta”, podtrzymywane za pomocą uprzejmości personelu, czystej pościeli i nie dość dokładnego sprzątania. Cierń nie poszukiwał jednak luksusu, tylko spokoju. A to – tego był pewien – miał zagwarantowane w zadowalającym stopniu.
Miał wrażenie, że dyskrecja stanowiła największy atut „Koguta”. Podejrzewał, że w tej kwestii personel był solidny jak tutejsze meble.

***

Przez uchylone drzwi dostrzegł niewiele: wodę rozlaną na dywanie, skorupy rozbitego dzbana, obracającą się w kącie miskę.
Przede wszystkim widział jednak płonące z wściekłości zielone oczy, burzę płomiennorudych włosów i gwałtownie nadlatujące w jego stronę krzesło.
Popchnął drzwi i usłyszał trzask pękającego mebla. Po chwili otworzył je ponownie. Zielone oczy nadal lśniły – ale teraz nie było już w nich gniewu.
Cicho zamknął drzwi za sobą.

Kiedy później wracał do siebie, ne jego koszuli wysychały Jej łzy.


***



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 11 lip 2012, 14:32 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Zdjął miecz z pleców i przez chwilę stał oparty o drzwi, patrząc na miejsce, które na tę noc miało stać się jego domem. Być może ostatnim, jaki będzie mu dany.
Ogrom chwilowo należącej do niego przestrzeni dał mu świadomość zdobytej właśnie wolności; i samotności, która była jej efektem ubocznym. A jedyna osoba, dla której bez chwili wahania poświęciłby jedno i drugie była... No wlaśnie, gdzie była? Jedyne, co miał, to list, który zostawiła odchodząc, i którego treść traktował z równym przywiązaniem, jak kapłani boskie objawienia. A przecież od tamtej pory wiele się mogło zmienić...

Dość! Najpierw tu i teraz. Resztą będziesz martwił się potem. Kiedy nie będziesz miał rozkazów do wykonania i dostaniesz informacje, o które prosiłeś, będzie czas na rozmyślania, co dalej. Najpierw musisz przeżyć! Potrzebowałeś samotności i spokoju, żeby móc przygotować się do pojedynku. Masz, co chciałeś. Powinieneś być wdzięczny. Nie zawsze mogłeś liczyć na taki luksus. - uśmiechnął się drwiąco do swoich myśli. – No tak...

Podszedł do łoża i delikatnie, z szacunkiem ułożył na nim miecz.

To jest twoje życie. Nie jakieś ulotne banialuki, jak wolność, które i tak nie mają znaczenia...

Zdjął kamizelkę i powiesił ją na krześle. Zsunąwszy buty, ułożył je równo koło łożka.

Metodyczne działanie... Krok po kroku... - wiedział, że każdy drobny codzienny rytuał stanowił nić łączącą go z rzeczywistością.

Położył na stoliku plik rysunków i zawiniątko z przyborami do tatuażu, rozsznurował tasiemki koszuli i położył się na łóżku. Powoli odzyskiwał spokój - potrzebował jeszcze chwili, żeby w pełni dojść do siebie.
Zapach umierających kwiatów przypominał mu inne miejsce, w którym często szukał samotności, ale tam ponad przekwitłe rośliny przebijała się dużo mocniejsza słodka woń kadzideł i mdlący odór zgnilizny.

W gruncie rzeczy tam pasujesz dużo bardziej, niż do pławiącego się w dawnej świetności burdelu, który nawet wionąc rozkładem wciąż pozostaje bardziej świątynią życia niż śmierci... – uśmiechnął się i przymknął oczy. Kiedyś wiele czasu spędzał w podobnym do "Koguta" miejscu, ale teraz wydawało się to tak odległe, jakby wydarzyło się jedynie w snach. Zresztą wcale nie tęsknił do tamtych chwil – mimo wszystko cenił sobie tę odrobinę niezależności, jaką się obecnie cieszył. Pomimo czujnych oczu Pracodawcy, które zdawały się wiedzieć o nim wszystko, nadal miał więcej prywatności i przestrzeni niż za czasów spędzonych na krótkiej smyczy paranoicznej siostry, która chciała kontrolować każdy jego krok...

***

Poczuł dotyk na spierzchniętych wargach. Z trudem przełknął niewielki łyk wody. Świadomość wracała stopniowo, ale bardzo szybko zdominował ją ból, który przywrócił mu zagubione w niebycie fragmenty minionych wydarzeń.
Powoli otworzył oczy. Było ciemno. Przed sobą ujrzał sylwetkę kobiety, która podtrzymywała mu głowę, przemywając twarz wilgotnym kawałkiem płótna. Spróbował się poruszyć, ale odrętwiałe ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie czuł ramion ani nóg, więc mógł się jedynie domyślać, że znajdował się w tym samym miejscu, w którym zostawił go kat.

- Spokojnie... – wyszeptała nieznajoma. – Już cię uwalniam... Nie szarp się... – jej głos brzmiał kojąco, jakby mówiła do przerażonego zwierzęcia. Przecięła sznury i przytrzymała wojownika, którego odrętwiałe ręce nie były w stanie zapewnić mu żadnego oparcia. Zmiana pozycji spowodowała eksplozję bólu. Wyrwał mu się jęk. Nie miał już siły nad tym panować.

- Już dobrze... Cicho... Zabiorę cię stąd... Spróbuj wstać... Powoli... – kobieta wciąż szeptała do niego uspokające słowa, jakby próbowała go oswoić.

Po chwili, która wydawała się trwać całe godziny i została okupiona kolejnymi wybuchami oślepiającego bólu, Cierń został postawiony na nogi. Kręciło mu się w głowie, ale powoli odzyskiwał panowanie nad swoim ciałem. Z pomocą kobiety był w stanie iść.

- To tutaj – powiedziała wskazując na niewielką chatę. Kiedy weszli, posadziła go na sienniku i zaczęła krzątać się po izbie. W świetle paleniska, nad którym gotowała się woda, wojownik mógł lepiej przyjrzeć się kobiecie. Wydawała się bardzo młoda - przypuszczał, że nie miała jeszcze dwudziestu lat. Jej ciemne włosy splecione w gruby warkocz częściowo schowane były pod chustką, kształtna twarz - ogorzała od słońca, a w oczach i ruchach dostrzegł niezwykłą determinację.

- Będę musiała otworzyć twoje rany, żeby je oczyścić... - stanęła przed nim, przyglądając mu się badawczo i przyłożyła dłoń do jego czoła. - Nie masz gorączki, to dobrze...

Wojownik skinął głową.

- Mój... miecz? – wychrypiał cicho.

- Spokojnie, wszystko jest tam – wskazała kąt izby. Dostrzegłszy znajomy kształt Cierń uspokoił się nieco.

- Dziękuję... - powiedział szczerze.

- Najpierw trzeba opatrzyć rany, potem będziesz dziękował – odparła rzeczowo.

Po chwili przyniosła miskę z wodą i kilka innych przedmiotów i zabrała się za usuwanie resztek więzów i strzępów koszuli. Wojownik uważnie obserwował każdy jej ruch.

- Z tym też trzeba będzie coś zrobić... – powiedziała, przyglądając się krytycznie krwawym śladom na nadgarstkach Ciernia, - ale wszystko po kolei...

Pomogła mu zdjąć buty, a potem spojrzała na niego przekrzywiając głowę i marszcząc brwi, jakby się nad czymś zastanawiała.

- Myślę, że łatwiej ci będzie wytrzymać, jeśli się położysz... – zaczęła ostrożnie. - Będzie bolało, ale... spróbuj nie hałasować, dobrze? Nie chciałabym ogłaszać wszystkim, że tu jesteś...

Skinął głową, nie wiedząc, co powiedzieć, a ona obdarzyła go pokrzepiającym uśmiechem. Jej energia i pogoda ducha wydawały się dziwnie nie na miejscu. Ostro kontrastowały z jakąś głęboko ukrytą raną, którą wojownik instynktownie wyczuwał. Jednak w tamtym momencie nie miał siły się nad tym zastanawiać ani zadawać pytań.
Na razie postanowił jej zaufać i posłusznie się położył, a ona od razu zabrała sie do pracy. Metodycznie oczyszczała każdą ranę i okładała jakąś mazią o ostrym ziołowym zapachu. Ból pojawiał się falami, a potem cichł i odchodził, pozostawiając po sobie jedynie niewyraźne echo. Wojownik robił się coraz bardziej senny. Wreszcie poddał się swojemu ciału i pozwolił, żeby po raz kolejny tego dnia otuliła go ciemność. Jednak tym razem powitał ją z otwartymi ramionami.


***

Otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju, przypominając sobie gdzie się znajdował. Światło zachodzącego słońca wpadało przez otwarte okno. Usiadł i przeciągnął się leniwie.

Skoro już się uspokoiłeś, to teraz możesz wypić napar doktora... – pomyślał poprawiając koszulę i zakładając buty.

Wziął sakiewkę i woreczek z ziołami i, zamknąwszy pokój, ruszył na dół.



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 2 z 2 [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u