Teraz jest Pt, 25 maja 2018, 02:18

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 1 z 2 [ Posty: 38 ]  Przejd┼║ na stron─Ö 1, 2  Nast─Öpna strona

Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem

Autor Wiadomo┼Ť─ç
 Tytu┼é: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: Wt, 16 mar 2010, 01:47 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Cier┼ä nie lubi┼é targowisk. Smr├│d, t┼éok i ha┼éas w┼éa┼Ťciwe tym miejscom sprawia┼éy, ┼╝e czu┼é si─Ö zirytowany i zniesmaczony. Dlatego zatrzyma┼é si─Ö u wylotu ulicy wychodz─ůcej na zastawiony r├│┼╝nobarwnymi straganami plac i rozejrza┼é si─Ö uwa┼╝nie. Prawie od razu zauwa┼╝y┼é komin ku┼║ni i ruszy┼é w jego kierunku.
Min─ů┼é ulicznika, kt├│ry szed┼é z naprzeciwka z drwi─ůcym u┼Ťmieszkiem na twarzy. Ich spojrzenia spotka┼éy si─Ö na chwil─Ö, podczas kt├│rej smarkacz poblad┼é i przyspieszy┼é kroku.

Drzwi do ku┼║ni by┼éy szeroko otwarte i - cho─ç mog┼éo si─Ö zdawa─ç, ┼╝e to niemo┼╝liwe - bi┼é z nich ┼╝ar wi─Ökszy, ni┼╝ panuj─ůcy na zewn─ůtrz.
Wysoki k─Ödzierzawy m─Ö┼╝czyzna w sk├│rzanym fartuchu sprawdza┼é wywa┼╝enie kr├│tkiego miecza. Drugi - m┼éodszy - podsyca┼é ogie┼ä w piecu za pomoc─ů wielkiego miecha.
Cier┼ä rozejrza┼é si─Ö uwa┼╝nie - wi─Ökszo┼Ť─ç asortymentu stanowi┼éy najprzer├│┼╝niejsze narz─Ödzia: m┼éoty, szpadle, ostrza kos; w k─ůcie sta┼éa skrzynka pe┼éna podk├│w. Na szerokim stole l┼Ťni┼éy r├│wno u┼éo┼╝one no┼╝e i sierpy, na p├│┼ékach umieszczono pude┼éka opisane liczbami. O trzy kowad┼éa oparte by┼éy masywne m┼éoty kowalskie.

- Witam - kędzierzawy miał ciepły, niski głos. - Jak mogę panu pomóc?



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 16 mar 2010, 13:19 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
- Witaj, Panie - Cierń ukłonił się mężczyźnie. - Szukam pana Eryka Thorwalda.

Kowal obrzuci┼é przybysza taksuj─ůcym spojrzeniem i skin─ů┼é g┼éow─ů.

- W takim razie pańskie poszukiwania dobiegły końca - powiedział rozbawiony. - Stoi przed panem we własnej osobie.

Wojownik u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö.

Tutaj chyba mog─Ö po prostu od razu przej┼Ť─ç do rzeczy i nikogo nie obra┼╝─Ö... Przynajmniej mam tak─ů nadziej─Ö...

- Mi┼éo mi, jestem Cier┼ä - zacz─ů┼é, uwa┼╝niej przygl─ůdaj─ůc si─Ö kowalowi; nadal si─Ö u┼Ťmiecha┼é. - Pan Schundatt bardzo wysoko ceni tw├│j kunszt, Panie. Powiedzia┼é mi, ┼╝e jeste┼Ť jedyn─ů osob─ů w Thoris, do kt├│rej mog─Ö si─Ö zwr├│ci─ç... - zamilk┼é i machinalnie potar┼é d┼éoni─ů prawy nadgarstek.

Kowal skin─ů┼é g┼éow─ů i wr├│ci┼é do sprawdzania miecza. Cier┼ä z zaciekawieniem przygl─ůda┼é si─Ö, jak k─Ödzierzawy m─Ö┼╝czyzna balansowa┼é broni─ů na d┼éoni. Kiedy miecz znieruchomia┼é, wojownik u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö nieznacznie. Proste stalowe ostrze pozbawione zdobie┼ä nie przyci─ůgn─Ö┼éoby pewnie uwagi klient├│w na targowisku po┼Ťr├│d setek mieni─ůcych si─Ö b┼éyskotkami zabawek. Jednak na pierwszy rzut oka by┼éo wida─ç, ┼╝e mog┼éo d┼éugo i wiernie s┼éu┼╝y─ç nowemu w┼éa┼Ťcicielowi - je┼Ťli o nie odpowiednio zadba; a ┼Ťrodek ci─Ö┼╝ko┼Ťci umiejscowiony niemal przy samym jelcu sugerowa┼é, ┼╝e bro┼ä powinna znale┼║─ç si─Ö w r─Ökach kogo┼Ť, kto przedk┼éada┼é szybko┼Ť─ç i finezj─Ö nad brutaln─ů si┼é─Ö.

- Jak zatem mog─Ö panu pom├│c? - zapyta┼é Thorwald wyrywaj─ůc Ciernia z zamy┼Ťlenia. - Chyba pan Schundatt nie przys┼éa┼é mi nowego czeladnika?

Cier┼ä drgn─ů┼é lekko i podni├│s┼é wzrok na rozm├│wc─Ö.

- Obawiam si─Ö, Panie, ┼╝e niestety nie zajmuj─Ö si─Ö tak szlachetn─ů sztuk─ů - powiedzia┼é szczerze, daj─ůc sobie czas na zebranie my┼Ťli. - Potrzebuj─Ö... hmm... prezentu... - czego┼Ť dyskretnego, czym zr─Öczna dama mog┼éaby si─Ö obroni─ç w razie zagro┼╝enia. Chcia┼ébym prosi─ç o pomoc w wyborze - doda┼é.

Kowal popatrzy┼é uwa┼╝nie na klienta i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö ze zrozumieniem.

- Nie wiem, czy wybra┼é pan odpowiednie miejsce - powiedzia┼é. - Damy zazwyczaj gustuj─ů w b┼éyskotkach... No, ale wierz─Ö, ┼╝e pan S. nie wys┼éa┼éby pana do mnie bez powodu.

Wzruszył ramionami i powoli odłożył miecz.

- My┼Ťli pan o czym┼Ť konkretnym? - zapyta┼é. - Sztylet, pugina┼é? Czy wola┼éby pan co┼Ť... mniej rzucaj─ůcego si─Ö w oczy?

Obawiam się, że błyskotek, jakie przypadłyby do gustu tej konkretnej damie raczej nie znajdę w Thoris.

- Dok┼éadnie tak - Cier┼ä skin─ů┼é g┼éow─ů. - Najlepiej co┼Ť mniej rzucaj─ůcego si─Ö w oczy.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: So, 20 mar 2010, 15:11 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Kowal pokiwa┼é g┼éow─ů i wytar┼é d┼éonie w ┼Ťcierk─Ö.

- No dobrze, - powiedzia┼é wykonuj─ůc zapraszaj─ůcy gest r─Ök─ů. - Prosz─Ö za mn─ů.

Ruszy┼é w g┼é─ůb pomieszczenia, w stron─Ö tylnej ┼Ťciany ku┼║ni. Cier┼ä poszed┼é za nim, przygl─ůdaj─ůc si─Ö m─Ö┼╝czy┼║nie.
Thorwald by┼é do┼Ť─ç m┼éody, niewiele zmarszczek dostrzec mo┼╝na by┼éo na jego przystojnej twarzy, a w g─Östych kr─Öconych w┼éosach nie by┼éo ┼Ťladu siwizny. Porusza┼é si─Ö jak wojownik - z gracj─ů i pewno┼Ťci─ů, a jego przenikliwe spojrzenie zdawa┼éo si─Ö wypatrywa─ç wszelkich oznak s┼éabo┼Ťci rozm├│wcy. Muskularne ramiona i szerokie plecy bardziej pasowa┼éy do jego profesji ni┼╝ dzieci─Öcy u┼Ťmiech i zawadiacki b┼éysk w oku.

Kowal zatrzyma┼é si─Ö przy ┼Ťcianie, kt├│ra okaza┼éa si─Ö by─ç szerokimi wrotami, i przekr─Öci┼é klucz w zamku.
Wojownik z ogromnym zaskoczeniem patrzy┼é na skryty za drzwiami rega┼é, wype┼éniony broni─ů - zamkowa zbrojownia nie powstydzi┼éaby si─Ö takiego zbioru! Miecze, szable, rapiery, sztylety i no┼╝e mia┼éy tu swoje miejsca, gdzie - starannie u┼éo┼╝one lub powieszone - czeka┼éy na klient├│w ku┼║ni. G┼éadkie ostrza i doskonale wyszlifowane kraw─Ödzie odbija┼éy i za┼éamywa┼éy ┼Ťwiat┼éo p┼éomieni paleniska. Kotwiczki do lin, mocowane do but├│w raki, groty strza┼é i skomplikowane ma┼ée l┼Ťni─ůce urz─ůdzenia cieszy┼éy oko precyzj─ů wykonania, a rzadkie, starannie ryte zdobienia sugerowa┼éy, ┼╝e rzemie┼Ťlnik wi─Öksz─ů wag─Ö przyk┼éada┼é do u┼╝yteczno┼Ťci narz─Ödzi, ni┼╝ do ich spektakularno┼Ťci.

Thorwald zdj─ů┼é z jednej z p├│┼éek drewnian─ů skrzynk─Ö i otworzy┼é j─ů przed Cierniem.

- Tutaj trzymam rzeczy wykonane przez... innych - powiedzia┼é. - By─ç mo┼╝e znajdzie pan co┼Ť, co spodoba si─Ö pa┼äskiej damie.

Postawił skrzynię na blacie.
Odblask p┼éomieni zata┼äczy┼é w fasetach kosztowno┼Ťci wype┼éniaj─ůcych skrytk─Ö. D┼éugie szpilki do w┼éos├│w, stanowi─ůce takie same zagro┼╝enie dla nosz─ůcej je kobiety, jak i dla nieostro┼╝nego napastnika, zdobione misternymi wzorami i barwnymi kamieniami grzebienie o ostrych z─Öbach, bransolety i puzderka o nieznanym Cierniowi przeznaczeniu - wszystko to zdawa┼éo si─Ö porusza─ç i dr┼╝e─ç niczym k┼é─Öbowisko kolorowych w─Ö┼╝y lub zab├│jczych skorupiak├│w.

Kowal opar┼é si─Ö o ┼Ťcian─Ö i skrzy┼╝owa┼é ramiona na szerokiej piersi. U┼Ťmiecha┼é si─Ö z zadowoleniem nie spuszczaj─ůc oka z oszo┼éomionego klienta.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: N, 21 mar 2010, 13:50 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Wojownik przez chwil─Ö sta┼é jak skamienia┼éy, przygl─ůdaj─ůc si─Ö zawarto┼Ťci pude┼éka i nie bardzo wiedz─ůc, co z tym zrobi─ç.

Chyba nieco przeceni┼éem swoje mo┼╝liwo┼Ťci... Nawet nie wiem, do czego s┼éu┼╝y wi─Ökszo┼Ť─ç tych... rzeczy...

Spojrza┼é t─Ösknym wzrokiem na miecze znajduj─ůce si─Ö na regale i westchn─ů┼é zrezygnowany, ponownie skupiaj─ůc uwag─Ö na mieni─ůcej si─Ö wszystkimi kolorami t─Öczy zawarto┼Ťci pude┼éka. Czu┼é si─Ö bezradny w zetkni─Öciu z takim rodzajem broni.

Zdaje si─Ö, ┼╝e mam spore braki w edukacji... No c├│┼╝... Ucze┼ä nieudacznik porzucony przez mentork─Ö... - pomy┼Ťla┼é z pewnym rozbawieniem.

Ostro┼╝nie si─Ögn─ů┼é do skrzyni, podnosz─ůc pierwszy z brzegu drobiazg i ogl─ůdaj─ůc go dok┼éadnie. Chcia┼é znale┼║─ç co┼Ť, czego przeznaczenie by┼éoby mu przynajmniej mgli┼Ťcie znajome, co mog┼éoby chocia┼╝ odlegle przypomina─ç stylistyk─Ö zdobie┼ä, jakie zna┼é ze stron rodzinnych, i co nie stanowi┼éoby zbyt krzykliwej ozdoby dla Seleny. Po obejrzeniu trzech szpil do w┼éos├│w i dw├│ch grzebieni ju┼╝ zupe┼énie mieni┼éo mu si─Ö w oczach, ale jego determinacja nie s┼éab┼éa. Kolejny przedmiot wyj─Öty ze szkatu┼éy okaza┼é si─Ö by─ç niewielkim inkrustowanym puzderkiem, kt├│re jeszcze bardziej zbi┼éo go z tropu. Przygl─ůda┼é mu si─Ö przez chwil─Ö, zastanawiaj─ůc si─Ö w jaki spos├│b mog┼éo s┼éu┼╝y─ç do obrony czy te┼╝ ataku...

Wojownik potrafi zaakceptowa─ç pora┼╝k─Ö, nawet je┼Ťli to nie walka na ┼Ťmier─ç i ┼╝ycie... - pomy┼Ťla┼é ┼Ťmiej─ůc si─Ö w duchu. - W┼éa┼Ťnie zosta┼éem pokonany przez skrzyni─Ö ┼Ťwiecide┼éek... Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz...

* * *

Siedzia┼é na ┼é├│┼╝ku, przygl─ůdaj─ůc si─Ö rozsypanym przed nim kolorowym kamieniom r├│┼╝nej wielko┼Ťci i kszta┼étu. Promienie s┼éo┼äca odbija┼éy si─Ö od le┼╝─ůcego przed nim skarbu, maluj─ůc barwne wzory na ┼Ťcianach pomieszczenia. Nie mia┼é zielonego poj─Öcia, co m├│g┼éby z tym zrobi─ç. Nie rozumia┼é te┼╝ do ko┼äca, dlaczego ludzie tak bardzo cenili sobie kolorowe kawa┼éki ┼éadnych ska┼é... Z pewno┼Ťci─ů m├│g┼éby to wszystko wymieni─ç na z┼éoto. Tylko po co mu z┼éoto? Opar┼é si─Ö o wezg┼éowie ┼é├│┼╝ka, mru┼╝─ůc oczy. Jego uwag─Ö przyku┼é b┼éysk zieleni - zupe┼énie jak Jej oczy, kiedy si─Ö ┼Ťmia┼éa...
Pochyli┼é si─Ö nad kamieniami i zacz─ů┼é odk┼éada─ç na bok te zielone. By┼éo ich dziewi─Ö─ç. U┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö do siebie. Ju┼╝ wiedzia┼é. Wzi─ů┼é ze sto┼éu czysty arkusz papieru i zacz─ů┼é rysowa─ç...


* * *

Podni├│s┼é wzrok najpierw na rega┼é z mieczami, a potem na wyra┼║nie rozbawionego kowala i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö zak┼éopotany.

- Przyznaj─Ö, ┼╝e nigdy nie mia┼éem do czynienia z tego rodzaju... broni─ů - ostatnie s┼éowo wypowiedzia┼é z pewnym wahaniem, jakby nie by┼é pewien, czy by┼éo w┼éa┼Ťciwe. - Gdyby chodzi┼éo o miecz, sprawa by┼éaby prosta. Ale tutaj jestem bezradny - doda┼é szczerze, wskazuj─ůc na zawarto┼Ť─ç skrzyni. - Czy mog─Ö liczy─ç na twoj─ů pomoc, Panie...?



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: ┼Ür, 24 mar 2010, 00:55 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Kowal b┼éysn─ů┼é z─Öbami w u┼Ťmiechu.

- Je┼Ťli to pana pocieszy - powiedzia┼é weso┼éo, - to ja te┼╝ nieszczeg├│lnie mam rozeznanie w tego typu cackach. Podobnie jak wi─Ökszo┼Ť─ç moich klient├│w. Pewnie dlatego ta skrzynia stale stoi tam w k─ůcie i tylko warstwa kurzu na niej ro┼Ťnie.
Ale pomog─Ö jak potrafi─Ö. Co pan chce wiedzie─ç?

Cier┼ä przeczesa┼é palcami w┼éosy. Wcale go to nie pocieszy┼éo, ale nie potrafi┼é powstrzyma─ç u┼Ťmiechu. Jedyne, co m├│g┼é teraz zrobi─ç, to pom├│c w pomaganiu. Ponownie spojrza┼é na zawarto┼Ť─ç skrzyni, pr├│buj─ůc pouk┼éada─ç w g┼éowie, co chcia┼é powiedzie─ç.

- C├│┼╝... - zacz─ů┼é niepewnie. - Tak naprawd─Ö cokolwiek, Panie. Dama, o kt├│rej wspomnia┼éem, dobrze radzi sobie z mieczem, ale w mie┼Ťcie ta forma samoobrony raczej nie wchodzi w gr─Ö. My┼Ťl─Ö, ┼╝e nie b─Ödzie go nosi┼éa, a chcia┼ébym ┼╝eby mia┼éa mo┼╝liwo┼Ť─ç obrony w razie... - przerwa┼é na chwil─Ö i zmarszczy┼é brwi, powa┼╝niej─ůc - nag┼éych wypadk├│w. - Po raz kolejny podni├│s┼é puzderko zaintrygowany. - Hmm... do czego to w┼éa┼Ťciwie s┼éu┼╝y, Panie?

Thorwald wzi─ů┼é drobiazg do swej du┼╝ej d┼éoni. Cier┼ä zwr├│ci┼é uwag─Ö na jasn─ů obr─ůczk─Ö na serdecznym palcu kowala.

- Zasadniczo to cacko mo┼╝e pe┼éni─ç r├│┼╝ne funkcje - powiedzia┼é obracaj─ůc pude┼éeczko. - Sprawdzi si─Ö jako puderniczka, tabakiera albo pude┼éko na bi┼╝uteri─Ö - uchyli┼é pokrywk─Ö pokryt─ů mistern─ů siatk─ů rze┼║bie┼ä uk┼éadaj─ůcych si─Ö w spl─ůtane ga┼é─ůzki kwitn─ůcego powoju. Wewn─ůtrz znajdowa┼éa si─Ö niewielka przestrze┼ä, w kt├│rej mo┼╝na by zmie┼Ťci─ç kilka pier┼Ťcionk├│w lub niezbyt okaza┼éy naszyjnik.
- Tutaj jest bezpiecznik - kontynuowa┼é kowal, wskazuj─ůc drobny element. - Wystarczy go przesun─ů─ç, a potem nacisn─ů─ç tak - zamkn─ůwszy puzderko, sprawnie umie┼Ťci┼é palce w dw├│ch punktach.

Z cichym szelestem wok├│┼é kraw─Ödzi wysun─Ö┼éy si─Ö ostrza, sprawiaj─ůc, ┼╝e drobiazg zacz─ů┼é przypomina─ç kwiat s┼éonecznika.
Zaskoczony Cier┼ä podni├│s┼é wzrok na Thorwalda i napotka┼é porozumiewawczy u┼Ťmiech. Jakby mimochodem kowal cisn─ů┼é pude┼éeczko w kierunku wr├│t do ku┼║ni. Jeden z czeladnik├│w wyprostowa┼é si─Ö, s┼éysz─ůc cichy ┼Ťwist mijaj─ůcego go o milimetry pocisku, kt├│ry z g┼éuchym stukni─Öciem wbi┼é sie w drewnian─ů framug─Ö. Na klepisko sp┼éyn─ů┼é powoli kosmyk w┼éos├│w ch┼éopaka.

- ... i nieproszonego go┼Ťcia ma si─Ö z g┼éowy na dobre - doko┼äczy┼é Thorwald, szczerz─ůc w u┼Ťmiechu swoje du┼╝e bia┼ée z─Öby.

- Nieszczeg├│lne rozeznanie? Jeste┼Ť, Panie, niezwykle skromny - powiedzia┼é Cier┼ä, patrz─ůc na kowala. - Co w takim razie z tego zbioru poleci┼éby┼Ť w sytuacji, kiedy napastnik jest ju┼╝ zbyt blisko, ┼╝eby czym┼Ť w niego rzuca─ç?

Thorwald przerzuci┼é kilka b┼éyskotek, marszcz─ůc brwi. Krytycznie obejrza┼é szpile do w┼éos├│w o lekko sp┼éaszczonych ko┼äcach, skomplikowan─ů brosz─Ö z czarnymi kamieniami i tajemniczo wygl─ůdaj─ůcy przedmiot o wrzecionowatym kszta┼écie. Pokr─Öci┼é g┼éow─ů.

- Hm... - mrukn─ů┼é wreszcie. - Wtedy chyba raczej sugerowa┼ébym kawa┼é solidnego ┼╝elaza - powiedzia┼é si─Ögaj─ůc na p├│┼ék─Ö. Podni├│s┼é w─ůski sztylet o zgrabnej r─Ökoje┼Ťci owini─Ötej rzemieniem i pasem b┼é─Ökitnej tkaniny. Na dopasowanej pochwie wyt┼éoczony by┼é kwiat o pi─Öciu p┼éatkach.
- To te┼╝ w zasadzie bardziej zabawka - stwierdzi┼é, wysuwaj─ůc ostrze, - ale do damskiej d┼éoni na pewno b─Ödzie pasowa─ç.

Cier┼ä u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö, odzyskawszy nieco rezon.

- Ten pomys┼é bardziej do mnie trafia - powiedzia┼é kiwaj─ůc g┼éow─ů. - My┼Ťl─Ö, ┼╝e nie b─Ödzie si─Ö zbyt rzuca┼é w oczy, jako cz─Ö┼Ť─ç kobiecego stroju.

- Mog─Ö pokaza─ç panu jeszcze inne no┼╝e - zaproponowa┼é kowal. - Ale ten jest chyba najbardziej finezyjny. Niewielu ludzi potraktuje tak─ů bro┼ä powa┼╝nie, cho─ç metal jest przedni, a ostrza doskona┼ée. Mam tylko nadziej─Ö, ┼╝e pa┼äska dama potrafi obchodzi─ç si─Ö z broni─ů wystarczaj─ůco dobrze, by nale┼╝ycie zadba─ç o taki prezent - zmarszczy┼é brwi.

- Potrafi, Panie - powiedzia┼é Cier┼ä z przekonaniem, wspominaj─ůc podr├│┼╝ w towarzystwie kuzynki. - Nie chcia┼ébym zabiera─ç wi─Öcej czasu. Ufam twojemu wyborowi.

Rzemie┼Ťlnik skin─ů┼é g┼éow─ů i zatrzasn─ů┼é wieko skrzyni z bibelotami. Odstawi┼é j─ů na p├│┼ék─Ö, jakby chcia┼é o niej jak najpr─Ödzej zapomnie─ç, po czym zamkn─ů┼é wrota schowka na klucz.

- Pozostaje jeszcze kwestia ceny - popatrzył uważnie na klienta. - Płaci pan teraz, czy rozlicza się z panem S.?

- Ta druga opcja, Panie, je┼Ťli nie masz nic przeciwko...

Thorwald u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö ze zrozumieniem.

- Jasna sprawa - powiedzia┼é, wci─ů┼╝ taksuj─ůc Ciernia wzrokiem. - Wybaczy pan moj─ů bezczelno┼Ť─ç, ale... nie wygl─ůda pan na... pracownika pana Schundatta. Nowy... w bran┼╝y?

- To fakt, nie wygl─ůdam - odpowiedzia┼é wojownik nieco zak┼éopotany, doskonale zdaj─ůc sobie spraw─Ö, ┼╝e niewiele mia┼é wsp├│lnego z wyrafinowanym towarzystwem, kt├│re mia┼é okazj─Ö spotyka─ç w czasie swoich wizyt w rezydencjach podobnych do tej, jak─ů w Thoris zajmowa┼é Schundatt; na dodatek w─ůtpi┼é, ┼╝eby to si─Ö kiedykolwiek zmieni┼éo. - Szczerze m├│wi─ůc, by┼éem zdziwiony, ┼╝e w og├│le mnie rekomendowano. Ale najwyra┼║niej nawet kto┼Ť taki, jak ja, mo┼╝e by─ç im przydatny... - wzruszy┼é ramionami i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö.

Kowal odwzajemni┼é u┼Ťmiech, ale jego oczy pozosta┼éy uwa┼╝nie wpatrzone w Ciernia.

- Najwa┼╝niejsze, ┼╝eby by┼é ruch w interesie - stwierdzi┼é. - Gdyby potrzebowa┼é pan jeszcze kiedy┼Ť prezentu dla damy, zapraszam serdecznie - uk┼éoni┼é si─Ö i mrugn─ů┼é zawadiacko, wr─Öczywszy sztylet klientowi.

Odprowadzi┼é Ciernia do wr├│t ku┼║ni i bez wysi┼éku wydoby┼é zmy┼Ťln─ů puderniczk─Ö z deski, w kt├│rej utkwi┼éy ostrza.
Wojownik ukłonił się.

- Dzi─Ökuj─Ö bardzo za pomoc - powiedzia┼é szczerze. - ┼╗ycz─Ö powodzenia w interesach, Panie, i samych nie problematycznych klient├│w - doda┼é z u┼Ťmiechem.

- I nawzajem - odparł Thorwald poważnie.

Cierń wkroczył ponownie w gwar targowiska.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: Cz, 25 mar 2010, 15:31 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Powodzenie z pewno┼Ťci─ů si─Ö przyda, chocia┼╝ z klientami nie mam do czynienia. C├│┼╝, jutro oka┼╝e si─Ö jak problematyczne jest zadanie... Schundatt mia┼é racj─Ö - Eryk Thorwald jest prawdziwym artyst─ů i to przypuszczalnie w wi─Öcej ni┼╝ jednej dziedzinie. Niezwyk┼éy cz┼éowiek.

Stan─ůwszy na ulicy wojownik zmarszczy┼é nos. U┼Ťmiech od razu znikn─ů┼é z jego twarzy. W ku┼║ni mo┼╝e i by┼éo gor─Öcej ni┼╝ na zewn─ůtrz, ale nie by┼éo tam t┼éumu ludzi roztaczaj─ůcych ca┼é─ů mas─Ö niezwykle ostrych i nieprzyjemnych woni.

Co za okropne miejsce... A oni wszyscy z tak─ů lubo┼Ťci─ů tu przychodz─ů... - pokr─Öci┼é g┼éow─ů z niedowierzaniem. - Cz─Ö┼Ť─ç z nich z pewno┼Ťci─ů ma tu sprawy i znikaj─ů po ich za┼éatwieniu... ale co z tymi, kt├│rzy ┼éa┼╝─ů po tym placu ca┼éymi dniami albo stoj─ů na rogach uliczek i pod straganami i marnotrawi─ů czas na rozmowach? Dziwaczne.

Niestety, sam też miał tu jeszcze sprawy do załatwienia.
Schowa┼é zakupiony prezent za pazuch─Ö i ruszy┼é w g┼é─ůb placu w poszukiwaniu jakiego┼Ť opakowania dla podarunku.

Hm... Niebieska chusta byłaby doskonała...

Id─ůc przez plac stara┼é si─Ö unika─ç najbardziej zat┼éoczonych miejsc. Skupia┼é sie jedynie na najbli┼╝szym otoczeniu, ignoruj─ůc ha┼éas i zamieszanie panuj─ůce na targu. Potrzebowa┼é jeszcze dw├│ch rzeczy - mia┼é nadziej─Ö szybko je znale┼║─ç i wr├│ci─ç do zacisznego schronienia pod czujnym okiem Seleny i doktora Tregartha.
Chcia┼é dobrze sp─Ödzi─ç ten dzie┼ä - wyciszy─ç si─Ö i uspokoi─ç my┼Ťli przed jutrzejszym porankiem; przygotowa─ç si─Ö na decyzj─Ö Bog├│w, jakakolwiek b─Ödzie.
Miał nadzieję, że nawet takie miejsce jak targowisko mu w tym nie przeszkodzi...



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pn, 5 kwi 2010, 21:45 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Wojownik szed┼é mi─Ödzy straganami, pobie┼╝nie patrz─ůc na ich zawarto┼Ť─ç. Nie reagowa┼é na zach─Öcaj─ůce gesty sprzedaj─ůcych, ani na okrzyki, kt├│rymi zachwalali sw├│j towar.

- Soczyste jak usta wr├│┼╝ki s─ů moje wi┼Ťnie i gruszki! - krzycza┼éa wysoka kobieta w ciemnozielonej koszuli.
- Pol─Ödwica! Ciel─Öcina! Dziczyzna! Mi─Öso kruche i ┼Ťwie┼╝utkie! Mo┼╝na je┼Ť─ç nawet na surowo! - zach─Öca┼é gruby masarz o g┼éadko ogolonych policzkach.
- Warzywa prosto z pola! Obficie podlewane! Pogoda nie zmieniła ich w wióry!

Gwar g┼éos├│w zlewa┼é si─Ö w jednostajny szum, nad kt├│ry wzbija┼é si─Ö okrzyk aktualnie mijanego straganiarza. Nie znajduj─ůc niczego interesuj─ůcego, Cier┼ä szed┼é dalej staraj─ůc si─Ö unika─ç st┼éoczonej ci┼╝by.

Kupiec sprzedaj─ůcy ryby by┼é niewysoki, d┼éugow─ůsy i jasnow┼éosy. Okaza┼éy brzuch nie przeszkadza┼é mu w b┼éyskawicznym odcinaniu ┼éb├│w i patroszeniu towaru. Blade okr─ůg┼ée oczy szeroko osadzone w t┼éustej twarzy bystro patrzy┼éy wok├│┼é. Schrypni─Ötym g┼éosem handlarz zach─Öca┼é do zakup├│w na swoim straganie:

- Świeże ryby! Doskonałe na obiad, jeszcze lepsze na kolację! - wrzeszczał. - Soczyste i delikatne Jak usta dziewicy! Mięsiste i jędrne jak uda kochanki!
Dla pani szanownej szczupaczek, czy lin?

Cier┼ä zbli┼╝y┼é si─Ö nieufnie, marszcz─ůc nos. Wo┼ä ryb by┼éa... intensywna, bardzo intensywna. By─ç mo┼╝e kupiec nie k┼éama┼é i cz─Ö┼Ť─ç asortymentu by┼éa ┼Ťwie┼╝a, ale zapach reszty sam m├│g┼éby zosta─ç pokrojony i sprzedawany w soczystych kawa┼ékach.

- A pan taki szczuplutki! - krzykn─ů┼é kupiec widz─ůc wojownika, - od razu wida─ç, ┼╝e potrzeba panu solidnego posi┼éku! Mo┼╝e sumik? - pulchn─ů d┼éoni─ů chwyci┼é t┼éuste rybie cielsko o szerokim pysku. - Wyborna rybka! Mi─Ösko mi─Öciutkie jak piernat w ┼é├│┼╝ku kurtyzany! Zaraz pan krzepy i ch─Öci do amor├│w nabierze!

Cier┼ä wykona┼é oszcz─Ödny ruch d┼éoni─ů i lekko pokr─Öci┼é g┼éow─ů w odmowie. Tak czy owak b─Ödzie musia┼é tu wr├│ci─ç, ale najpierw chcia┼é kupi─ç to, czego zapach nie b─Ödzie zwraca┼é uwagi ca┼éej okolicy.

Zostawiwszy za sob─ů stoiska z produktami spo┼╝ywczymi m─Ö┼╝czyzna min─ů┼é handluj─ůcych narz─Ödziami i broni─ů - dostrzega┼é tu wiele blask├│w i ornament├│w, ale mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e nic spo┼Ťr├│d prezentowanych tu przedmiot├│w nie mog┼éo si─Ö r├│wna─ç z rzemios┼éem Thorwalda.
Wkr├│ce b┼éysk stali zast─ůpi┼éy satynowe l┼Ťnienia tkanin i mieni─ůce si─Ö linie skomplikowanych wzor├│w wyszywanych z┼éot─ů nici─ů i koralikami. Przyt┼éoczony r├│┼╝norodno┼Ťci─ů barw, faktur i deseni wojownik rozgl─ůda┼é si─Ö oszo┼éomiony, zastanawiaj─ůc si─Ö, jak trudno b─Ödzie mu znale┼║─ç to, czego poszukiwa┼é.

- Dzie┼ä dobry - Cier┼ä podni├│s┼é wzrok s┼éysz─ůc przyjemny niski g┼éos. - Jak mog─Ö panu pom├│c?

Kobieta by┼éa niewysoka i bardzo szczup┼éa - a┼╝ dziw, ┼╝e jej szyja nie z┼éama┼éa si─Ö pod ci─Ö┼╝arem z┼éotej bi┼╝uterii - sznury i ┼éa┼äcuchy przetykane cennymi kamieniami rzuca┼éy kosztowne blaski na twarz handlarki i prezentowane przez ni─ů towary. G┼éadko zaczesane jasne w┼éosy okala┼éy poci─ůg┼é─ů twarz o w─ůskich ustach i szarych oczach, w kt├│rych czai┼é si─Ö lisi b┼éysk.

- Szuka pan gotowego stroju, czy tkaniny? Mam wszystko, o czym może pan zamarzyć - aksamity, jedwabie, satyna, tłoczone adamaszki, wszelkie kolory i wzory.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: ┼Ür, 7 kwi 2010, 00:59 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Cier┼ä z pewnym trudem oderwa┼é wzrok od rozpraszaj─ůcych uwag─Ö migotliwych wzor├│w na tkaninach i przyjrza┼é si─Ö kobiecie.

No dobrze. Niech będzie. Mam nadzieję, że zakończenie tej sprawy nie okaże się zbyt kłopotliwe ani czasochłonne...

Przywo┼éa┼é na twarz uprzejmy u┼Ťmiech i sk┼éoni┼é si─Ö w odpowiedzi na pozdrowienie.

Obawiam się, Pani, że spełnienie moich ewentualnych marzeń jest zupełnie poza twoim zasięgiem...

- Witaj, Pani - zacz─ů┼é, zastanawiaj─ůc si─Ö nad dalszymi s┼éowami, kt├│re mog┼éyby skr├│ci─ç rozmow─Ö do niezb─Ödnego minimum. - Szukam chusty lub czego┼Ť podobnego, co mog┼éoby skry─ç podarek przed oczami damy. Najlepiej, ┼╝eby tkanina by┼éa b┼é─Ökitna. Przedmiot jest tej wielko┼Ťci - pokaza┼é d┼éo┼ämi d┼éugo┼Ť─ç sztyletu. Wci─ů┼╝ si─Ö u┼Ťmiecha┼é.

Sprzedawczyni u┼Ťmiechn─Ö┼éa si─Ö szeroko i zatar┼éa d┼éonie. Liczne bransolety zad┼║wi─Öcza┼éy na jej szczup┼éych nadgarstkach.

- Chusty i szale! - powiedzia┼éa zachwycona. - Oczywi┼Ťcie!

Zakrz─ůtn─Ö┼éa si─Ö za lad─ů i roz┼éo┼╝y┼éa przed Cierniem kilka kawa┼ék├│w materia┼éu r├│┼╝nej wielko┼Ťci i koloru.

- Delikatny szyfon w kolorze morskiej wody - m├│wi┼éa wyg┼éadzaj─ůc tkaniny, - turkusowy jedwabny szal obszyty drobnymi kryszta┼éami g├│rskimi - niezwykle szykowny... T┼éoczony at┼éas, dese┼ä w li┼Ťcie akantu, kolor szyi pawia... B┼é─Ökitna jak letnie niebo jedwabna chusta z delikatnymi liliowymi fr─Ödzlami... R─Öcznie haftowany szafirowy adamaszek...

Wojownik podni├│s┼é d┼éo┼ä, usi┼éuj─ůc zwr├│ci─ç na siebie uwag─Ö i przerwa─ç potok niezrozumia┼éych s┼é├│w.

Nie, nie, nie. Nie mam całego dnia, Pani. Poza tym i tak nie jestem w stanie docenić uroków twego towaru, więc nie marnujmy na to czasu.

Gestem wskaza┼é na b┼é─Ökitn─ů chust─Ö z fr─Ödzlami.

- Ta b─Ödzie doskona┼éa - powiedzia┼é wci─ů┼╝ uprzejmym, ale do┼Ť─ç stanowczym tonem. Chcia┼é przerwa─ç ten pokaz zanim sp─Ödzi godzin─Ö, ogl─ůdaj─ůc ka┼╝dy mo┼╝liwy odcie┼ä niebieskiego i wszystkie wzory i techniki, jakimi mo┼╝na ozdobi─ç materia┼é.

- Doskona┼éy wyb├│r - kobieta nie przestawa┼éa si─Ö u┼Ťmiecha─ç. Podnios┼éa wybran─ů tkanin─Ö i rozci─ůgn─Ö┼éa j─ů na ca┼é─ů szeroko┼Ť─ç, by klient m├│g┼é si─Ö jej dobrze przyjrze─ç. - Jedyne trzy z┼éocisze, m┼éody paniczu - przymru┼╝y┼éa oczy. - To niewiele za najprzedniejszy jedwab...

Cier┼ä skin─ů┼é g┼éow─ů, potwierdzaj─ůc ch─Ö─ç zakupu.

Tak, jestem got├│w zaspokoi─ç twoj─ů chciwo┼Ť─ç, Pani, a s┼éowa, kt├│rymi zachwalasz sw├│j towar nie maj─ů dla mnie ┼╝adnego znaczenia, poniewa┼╝ brak mi wiedzy, ┼╝eby je sprawdzi─ç. Je┼Ťli jeste┼Ť taka, jak wi─Ökszo┼Ť─ç ludzkich kupc├│w, to z pewno┼Ťci─ů k┼éamiesz jak z nut... Po prostu miejmy to ju┼╝ za sob─ů.

Wci─ů┼╝ utrzymuj─ůc na twarzy mask─Ö uprzejmo┼Ťci, po┼éo┼╝y┼é trzy z┼éote monety na roz┼éo┼╝onych tkaninach.
Pieni─ůdze szybko znikn─Ö┼éy pomi─Ödzy fa┼édami sukni, a rozpromieniona kobieta z┼éo┼╝y┼éa zr─Öcznie niebieski materia┼é i wr─Öczy┼éa go m─Ö┼╝czy┼║nie.

- Obdarowana na pewno b─Ödzie panu przychylna - powiedzia┼éa z b┼éyskiem w oku. - Szcz─Ö┼Ťciara z niej...

- Dzi─Ökuj─Ö - powiedzia┼é wojownik i uk┼éoni┼é si─Ö ponownie, chowaj─ůc chust─Ö. - ┼╗ycz─Ö mi┼éego dnia, Pani.

Odwr├│ci┼é sie i ledwo powstrzymuj─ůc westchnienie ulgi ruszy┼é z powrotem ku tej cz─Ö┼Ťci targowiska, gdzie znajdowa┼éy si─Ö stragany z ┼╝ywno┼Ťci─ů.

Jeszcze tylko jeden drobiazg i mog─Ö opu┼Ťci─ç to piekielne miejsce - pomy┼Ťla┼é z u┼Ťmiechem, wspominaj─ůc z┼éo┼╝on─ů obietnic─Ö.

Nie mia┼é problem├│w z ponownym odnalezieniem sprzedawcy ryb - wo┼ä jego stoiska wybija┼éa si─Ö ponad inne ju┼╝ z daleka. Usi┼éuj─ůc nie oddycha─ç zbyt g┼é─Öboko, przyjrza┼é si─Ö krytycznie oferowanemu towarowi.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pt, 16 kwi 2010, 15:11 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Ryby wy┼éo┼╝one by┼éy w wilkinowych koszach i na kapu┼Ťcianych li┼Ťciach. Wojownik patrzy┼é na wi─Öksze i mniejsze cia┼éa pokryte ┼éusk─ů i ┼éypi─ůce na niego martwymi oczami. Widzia┼é niedu┼╝e srebrzyste rybki powi─ůzane rzemykami w p─Öczki i w─Ö┼╝owate cielska o ciemnej g┼éadkiej sk├│rze po┼éyskuj─ůcej od t┼éuszczu, p┼éaskie brunatne stworzenia o otwartych pyskach i p─Ökate potwory przypominaj─ůce zmory z sennych koszmar├│w.

- A jednak pan wr├│ci┼é, co? - zagadn─ů┼é kupiec k┼éaniaj─ůc si─Ö odchodz─ůcej mieszczce. - Wiedzia┼éem, ┼╝e musi si─Ö pan skusi─ç na rybk─Ö! Nie ma to jak poje┼Ť─ç czego┼Ť naprawd─Ö smakowitego! To co b─Ödzie? Sumik? Czy mo┼╝e lin?

Cier┼ä sk┼éoni┼é si─Ö handlarzowi. Intensywny zapach unosz─ůcy si─Ö wok├│┼é stoiska by┼é prawie ponad jego si┼éy, a ilo┼Ť─ç rodzaj├│w stworze┼ä wodnych wystawionych na straganie r├│wnie┼╝ mog┼éa doprowadzi─ç do zawrotu g┼éowy. Musia┼é szybko si─Ö st─ůd oddali─ç.

- Szukam raczej czego┼Ť mniejszego, Panie - zacz─ů┼é pr├│buj─ůc odnale┼║─ç w┼Ťr├│d towaru co┼Ť zbli┼╝onego do jego potrzeb. - Mo┼╝e to by┼éoby odpowiednie... - powiedzia┼é wskazuj─ůc na stos niewielkich ryb.

- Przecie┼╝ to panu zaledwie na jeden z─ůb wystarczy! - wykrzykn─ů┼é rozbawiony sprzedawca. - Przecie┼╝ pan nie czapla, ┼╝eby do dzioba ryb─Ö po rybie pakowa─ç! Z okonk├│w baba zup─Ö ugotuje, ale naje┼Ť─ç si─Ö tym nie idzie! M├│wi─Ö panu, ┼╝e dla pana lepszy sumik b─Ödzie, albo przynajmniej lin!

Cierń powstrzymał westchnienie.

-To nie dla mnie, Panie - wyja┼Ťni┼é spokojnie. - Taki jeden oko┼ä b─Ödzie w sam raz - powiedzia┼é u┼Ťmiechaj─ůc si─Ö uprzejmie i k┼éad─ůc na d┼éoni sprzedawcy srebrn─ů monet─Ö. - B─Öd─Ö wdzi─Öczny, je┼Ťli raczysz go w co┼Ť zapakowa─ç.

Kupiec popatrzy┼é na srebrzysty kr─ů┼╝ek metalu, po czym podni├│s┼é wzrok na klienta. W oku grubego m─Ö┼╝czyzny l┼Ťni┼éa satysfakcja.

- Ale┼╝ oczywi┼Ťcie, szanowny panie, - powiedzia┼é u┼Ťmiechaj─ůc si─Ö szerzej ni┼╝ zachwalany sumik, - ju┼╝ pakuj─Ö.

Pulchne d┼éonie porusza┼éy si─Ö nad wyraz zr─Öcznie, gdy handlarz zawija┼é pasiast─ů ryb─Ö w kapu┼Ťciany li┼Ť─ç.

- Prosz─Ö pami─Öta─ç, ┼╝e najlepiej poda─ç go z ziemniaczkami i koperkiem - instruowa┼é. - Rybk─Ö zesma┼╝y─ç na z┼éocisto, lekko doprawi─ç sol─ů, ziemniaczki ugotowa─ç i sypn─ů─ç hojnie siekanym koperkiem. Niebo w g─Öbie! A jak ma pan smak na delicje, to niech pan podejdzie do starej kowalowej, tam w rogu - wskaza┼é palcem; - i we┼║mie od niej cho─çby garstk─Ö kwaszonej kapustki! Nikt nie robi takiej kapustki jak ona! Paluszki liza─ç, panie szanowny, paluszki liza─ç!

Cier┼ä odebra┼é pakunek od handlarza i skin─ů┼é g┼éow─ů wci─ů┼╝ si─Ö u┼Ťmiechaj─ůc.

- Dziękuję, Panie, - skłonił się ponownie. - Życzę miłego dnia.

Cier┼ä by┼é zadowolony, ┼╝e uda┼éo mu si─Ö zdoby─ç wszystko, czego potrzebowa┼é. Satysfakcj─Ö jednak zak┼é├│ca┼éo mu zm─Öczenie. T┼éum krzycz─ůcych ludzi, smr├│d spoconych cia┼é, nadmierna gadatliwo┼Ť─ç kupc├│w - to wszystko sprawia┼éo, ┼╝e marzy┼é ju┼╝ tylko o zaszyciu si─Ö w miejscu, kt├│re chwilowo stanowi┼éo jego przysta┼ä. Tam co prawda tak┼╝e nara┼╝ony by┼é na nadmiar s┼é├│w, ale mia┼é nadziej─Ö, ┼╝e dzi┼Ť towarzystwa dotrzyma mu kot. A on nie m├│wi┼é zbyt wiele...
Kiedy opuszcza┼é targowisko, jego uwag─Ö przyci─ůgn─Ö┼éa twarz mijanej kobiety - wydatne ko┼Ťci policzkowe i sko┼Ťne oczy nie pozostawia┼éy w─ůtpliwo┼Ťci, ┼╝e w jej ┼╝y┼éach p┼éyn─ů─ç musia┼éa krew Najstarszej Rasy. Nieznajoma mia┼éa z┼éocist─ů cer─Ö i czarne jak noc w┼éosy g┼éadko zaczesane do ty┼éu i splecione w gruby warkocz. Szpiczaste uszy ozdabia┼éy niewielkie fioletowe kamienie.
T┼éum rozst─Öpowa┼é si─Ö przed ni─ů, a jej przej┼Ťcie wywo┼éywa┼éo fal─Ö podnieconych szept├│w.
Kobieta zdawa┼éa si─Ö by─ç w pe┼éni ┼Ťwiadoma wywo┼éywanego poruszenia - sz┼éa z dumnie podniesion─ů g┼éow─ů i zdawa┼éa si─Ö u┼Ťmiecha─ç z wy┼╝szo┼Ťci─ů. Fioletowa tunika podkre┼Ťla┼éa jej nienaganne kszta┼éty, a srebrzystoszary plecak, cho─ç wypchany, nie spowalnia┼é jej ruch├│w.

Wojownik nie obejrza┼é si─Ö za elfk─ů. Korzystaj─ůc z wy┼éomu, kt├│ry w t┼éumie wywo┼éa┼éo jej przej┼Ťcie, przemkn─ů┼é szybko ku wylotowi ulicy i ruszy┼é w stron─Ö szpitala.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: Pt, 16 kwi 2010, 17:54 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Cier┼ä szed┼é przed siebie szybkim krokiem. Im bardziej oddala┼é si─Ö od gwaru i smrodu targowiska, tym lepszy mia┼é humor. W por├│wnaniu z tym, co zostawia┼é za sob─ů, szpital jawi┼é mu si─Ö jako oaza spokoju.

Zdziwi┼éa go obecno┼Ť─ç elfki w tym miasteczku na ko┼äcu ┼Ťwiata. W─ůtpi┼é, aby znajdowa┼éa si─Ö tutaj ambasada Starszej Rasy. Jednak nieznajoma z pewno┼Ťci─ů nie wygl─ůda┼éa na kogo┼Ť, kto chcia┼éby si─Ö brata─ç z ludzkim mot┼éochem. Widocznie mia┼éa tu jakie┼Ť sprawy do za┼éatwienia albo by┼é to po prostu przystanek na trasie jej w─Ödr├│wki. Co prawda elfy rzadko w─Ödrowa┼éy po ludzkich terenach, a jeszcze rzadziej z w┼éasnej woli...
Wojownik westchn─ů┼é.

* * *

Zako┼äczy┼é wieczorny trening, schowa┼é miecz i sta┼é przez chwil─Ö bez ruchu patrz─ůc na niebo i ciesz─ůc si─Ö spokojem. Ksi─Ö┼╝yc sta┼é ju┼╝ wysoko nad dachami budynk├│w miasta, a karczma by┼éa pogr─ů┼╝ona w ciszy. Wysoka posta─ç zeskoczy┼éa niemal bezg┼éo┼Ťnie na bruk dziedzi┼äca i wyl─ůdowa┼éa z gracj─ů. Cier┼ä drgn─ů┼é i spojrza┼é na intruza, ale powstrzyma┼é ch─Ö─ç ponownego dobycia broni. Zamiast tego pochyli┼é g┼éow─Ö, dotykaj─ůc palcami czo┼éa, a p├│┼║niej przy┼éo┼╝y┼é d┼éo┼ä do piersi i uk┼éoni┼é si─Ö nisko.

- Panie? - powiedzia┼é cicho, podnosz─ůc wzrok.

Przybysz przygl─ůda┼é si─Ö Cierniowi przez chwil─Ö. Niedba┼éym gestem odrzuci┼é do ty┼éu d┼éugie kruczoczarne w┼éosy, co ods┼éoni┼éo uszy o szpiczastych ko┼äc├│wkach.

- Nie┼║le sobie radzisz z mieczem, ch┼éopcze, jak na... - wykona┼é d┼éoni─ů obra┼║liwy gest i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö pogardliwie.

Wojownik zacisn─ů┼é z─Öby, ale jedynie ponownie si─Ö uk┼éoni┼é. Nie m├│g┼é sobie pozwoli─ç na uniesienie si─Ö dum─ů w tej sytuacji. Wiedzia┼é, ┼╝e ten elf by┼é tu dla Niej.

- Dzi─Ökuj─Ö... - odpowiedzia┼é, usi┼éuj─ůc zapanowa─ç nad tonem g┼éosu. W sko┼Ťnych fioletowych oczach jego rozm├│wcy zal┼Ťni┼éy iskierki rozbawienia.

- Co powiesz na ma┼éy sparring? - ton g┼éosu elfa wyra┼║nie sugerowa┼é, jak wielki zaszczyt czyni wojownikowi t─ů propozycj─ů. Drapie┼╝ny u┼Ťmiech ods┼éoni┼é r├│wne z─Öby.

Cier┼ä skin─ů┼é g┼éow─ů.

- Jak sobie ┼╝yczysz, Panie.

Dobyli niemal bli┼║niaczych dwur─Öcznych mieczy i przez chwil─Ö stali naprzeciw siebie w milczeniu. Cier┼ä stara┼é si─Ö opanowa─ç gniew, wiedz─ůc, ┼╝e w tej walce impulsywno┼Ť─ç oznacza┼éaby pora┼╝k─Ö przed pierwsz─ů wymian─ů cios├│w. Wyr├│wna┼é oddech, pewniej chwyci┼é bro┼ä. Na chwil─Ö ca┼éy ┼Ťwiat jakby zamar┼é, aby tym silniej wybuchn─ů─ç nag┼é─ů eksplozj─ů ruchu...


* * *

Wojownik otrz─ůsn─ů┼é si─Ö ze wspomnie┼ä. Zbyt ┼╝ywo pami─Öta┼é tamto upokorzenie. Skierowa┼é my┼Ťli na inne tory. Po┼éo┼╝enie s┼éo┼äca sugerowa┼éo, ┼╝e zosta┼éo mu jeszcze troch─Ö czasu do obiadu, ale nie mia┼é ju┼╝ ochoty na spacery po tym zakurzonym, odpychaj─ůcym mie┼Ťcie.
Z ulg─ů przekroczy┼é drzwi do szpitala i wszed┼é do zacisznego ogrodu.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: Pt, 23 kwi 2010, 22:11 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
- Jak mi┼éo zn├│w pana widzie─ç. - Skryt─ů w cieniu kapelusza twarz des Esseintesa rozpromienia┼é szeroki u┼Ťmiech.

Ogrodnik sta┼é przy krzewie r├│┼╝anym z l┼Ťni─ůcymi no┼╝ycami w d┼éoni. Przez rami─Ö przewieszony mia┼é kosz, w kt├│rym delikatnie uk┼éada┼é ┼Ťcinane kwiaty.

- Uda┼é si─Ö panu poranny spacer? - uwa┼╝ne spojrzenie zatrzyma┼éo si─Ö na trzymanych przez wojownika kapu┼Ťcianych li┼Ťciach. - Czy┼╝by nie ufa┼é pan naszej kucharce?

Cierń odpowiedział ukłonem na pozdrowienie.

- Nie, nie. Sk─ůd┼╝e znowu, Panie - powiedzia┼é wyra┼║nie zak┼éopotany, podkre┼Ťlaj─ůc swoje s┼éowa gestem. - Ehmm... Spacer, tak, bardzo... Errrm... owocny - doda┼é pr├│buj─ůc zmieni─ç temat.

- Podoba si─Ö panu nasze miasteczko? - zapyta┼é des Esseintes, ┼Ťcinaj─ůc kolejn─ů r├│┼╝─Ö i w─ůchaj─ůc j─ů z wyra┼║n─ů przyjemno┼Ťci─ů.

Wojownik przeczesa┼é palcami w┼éosy zastanawiaj─ůc si─Ö nad odpowiedzi─ů.

- Ehmm... Wydaje si─Ö by─ç do┼Ť─ç... spokojne - powiedzia┼é niepewnie.

Ogrodnik wybuchn─ů┼é ┼Ťmiechem.

- Strasznie si─Ö pan myli, panie Cierniu, - powiedzia┼é wreszcie, ocieraj─ůc oczy r─Ökawem szaty. - Thoris t─Ötni ┼╝yciem i obfituje w najr├│┼╝niejsze wydarzenia. Pewnie dlatego, ┼╝e przyci─ůga do┼Ť─ç... specyficzn─ů grup─Ö podr├│┼╝nik├│w - twarz m─Ö┼╝czyzny spowa┼╝nia┼éa.
- Ale pewnie lepiej, że nic gwałtownego nie spotkało pana podczas przechadzki - dodał. - Jeszcze pan nie wydobrzał...

Cier┼ä usiad┼é na ┼éawce i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö pod nosem.

- Dzielnica, po kt├│rej spacerowa┼éem wydawa┼éa si─Ö do┼Ť─ç spokojna, Panie - odpowiedzia┼é tonem usprawiedliwienia. - No, mo┼╝e opr├│cz targowiska... ale takie miejsca zwykle s─ů... gwarne... - doda┼é krzywi─ůc si─Ö lekko. Wyj─ů┼é przybory do rysowania i zacz─ů┼é rozgl─ůda─ç si─Ö po ogrodzie.

- Nie tylko targowiska... - mrukn─ů┼é pod nosem ogrodnik. - Kupi┼é pan jakie┼Ť pami─ůtki?

- Nie dla siebie, Panie - wojownik podni├│s┼é wzrok na gospodarza i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö ponownie. Mia┼é nadziej─Ö, ┼╝e Selena nie b─Ödzie rozczarowana jego skromnym podarkiem. Spojrza┼é na otoczon─ů brzozami sadzawk─Ö i zacz─ů┼é kre┼Ťli─ç pierwsze linie na papierze.

- Mam nadzieje, ┼╝e nie da┼é si─Ö pan nabra─ç ┼╝adnemu z miejscowych naci─ůgaczy - u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö des Esseintes. - Niekt├│rzy z nich tylko czekaj─ů na ┼éatwowiernych w─Ödrowc├│w, ┼╝eby wcisn─ů─ç im jakie┼Ť ┼Ťmieci za ca┼ékiem powa┼╝ny grosz... Ale pan do naiwniak├│w chyba nie nale┼╝y...

No┼╝yce szcz─Öka┼éy raz za razem, ko┼äcz─ůc ┼╝ycie kolejnych kwiat├│w, kt├│rych smuk┼ée ┼éodygi sk┼éadane by┼éy w wiklinowym koszu. W ogrodzie by┼éo cicho, ka┼╝dy d┼║wi─Ök zdawa┼é si─Ö by─ç zwielokrotniony przez panuj─ůcy tu spok├│j: monotonny szmer odbijaj─ůcej si─Ö od kamiennych brzeg├│w wody, szelest brzozowych li┼Ťci, szum przesuwaj─ůcego si─Ö po papierze rysika, miarowy rytm serca skupionego wojownika. Ostrza des Esseintesa - pana i w┼éadcy tego zak─ůtka - wdziera┼éy si─Ö w t─ů melodi─Ö jak ostatni krzyk konaj─ůcych r├│┼╝.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: So, 24 kwi 2010, 00:55 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Cier┼ä ju┼╝ niemal zapomnia┼é o ha┼éasie i nieprzyjemnych woniach, kt├│re nie tak dawno zostawi┼é za sob─ů. Ogr├│d dzia┼éa┼é koj─ůco i nawet konieczno┼Ť─ç prowadzenia rozmowy z des Esseintesem nie dra┼╝ni┼éa wojownika. Pod jego d┼éoni─ů powoli powstawa┼é obraz tego przepe┼énionego spokojem miejsca, a ka┼╝dy kolejny detal wy┼éaniaj─ůcy si─Ö z plam szaro┼Ťci zaciera┼é resztki irytacji i zm─Öczenia.

Dopiero po chwili dotar┼éy do niego ostatnie s┼éowa ogrodnika. U┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö do siebie.

Oni nawet nie musz─ů mnie nabiera─ç, Panie. Zwykle ko┼äcz─Ö ich zadanie, zanim jeszcze dobrze zaczn─ů. Czy┼╝by┼Ť ty te┼╝ przywi─ůzywa┼é tak wielk─ů wag─Ö do "grosza"?

- Przeceniasz mnie, Panie - powiedzia┼é patrz─ůc z rozbawieniem na w┼éadc─Ö ogrodu.

Des Esseintes zerkn─ů┼é na wojownika. W g┼é─Öbokim cieniu kapelusza oczy zal┼Ťni┼éy biel─ů.

- Mo┼╝e mi pan wierzy─ç, panie Cierniu, ┼╝e jestem doskona┼éym znawc─ů ludzi - s┼éowa by┼éy ciche, ale wojownik s┼éysza┼é je tak wyra┼║nie, jakby ogrodnik sta┼é tu┼╝ obok. - Rzadko myl─Ö si─Ö w swoich ocenach...

Wytatuowany m─Ö┼╝czyzna spowa┼╝nia┼é i przez chwil─Ö uwa┼╝nie przygl─ůda┼é si─Ö swojemu rozm├│wcy.

Ludzi powiadasz, Panie? To by wyja┼Ťnia┼éo, dlaczego pozwalasz mi przebywa─ç w twoim ogrodzie; dlaczego ze mn─ů rozmawiasz; dlaczego si─Ö u┼Ťmiechasz; dlaczego w twoim spojrzeniu nie ma nienawi┼Ťci ani strachu...

W jego oczach pojawi┼é si─Ö niepokoj─ůcy b┼éysk, ale szybko opu┼Ťci┼é wzrok i pochyli┼é g┼éow─Ö w uk┼éonie.

- Wybacz, Panie, nie chcia┼éem ci─Ö urazi─ç - powiedzia┼é cicho, a rysik ponownie zacz─ů┼é taniec po kartce.

- I jeszcze ta... - g┼éo┼Ťny trzask no┼╝yc zn├│w rozci─ů┼é cisz─Ö. Des Esseintes zmru┼╝y┼é oczy napawaj─ůc si─Ö woni─ů kwiatu przed z┼éo┼╝eniem go w koszu. - Nie urazi┼é mnie pan. Wielu przybywaj─ůcych do mego ogrodu m├│g┼éby uczy─ç pan manier. O┼Ťmieli┼ébym si─Ö nawet stwierdzi─ç, ┼╝e z etykiety stworzy┼é pan mur chroni─ůcy pana przed ┼Ťwiatem zewn─Ötrznym...

Szum rysika usta┼é. Cier┼ä zastyg┼é w bezruchu, a jego mi─Ö┼Ťnie napi─Ö┼éy si─Ö jakby szykowa┼é si─Ö do walki. Jednak nie oderwa┼é wzroku od rysunku.
Ogrodnik u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö i wsun─ů┼é no┼╝yce mi─Ödzy kolczaste ┼éodygi.
Przeszedł kilka kroków i zatrzymał się nieopodal sadzawki, gdzie rosły delikatne kwiaty o niewielkich niebieskich płatkach.

- Wierzy si─Ö, ┼╝e niezapominajki maj─ů pot─Ö┼╝n─ů moc - powiedzia┼é, nagle zmieniaj─ůc temat; - ┼╝e pomagaj─ů odzyska─ç utracone wspomnienia, zw┼éaszcza te najprzyjemniejsze. Podobno bogowie stworzyli je z kawa┼éeczk├│w nieba i zostawili na ziemi, by wzbudza─ç w nas t─Ösknot─Ö za tym, czego ┼Ťmiertelnicy nie potrafi─ů sobie przypomnie─ç...

Wojownik rozlu┼║ni┼é si─Ö i podj─ů┼é przerwan─ů prac─Ö. S┼éucha┼é ogrodnika w milczeniu.

O tak, Bogowie z pewno┼Ťci─ů doskonale si─Ö bawi─ů t─Ösknot─ů ┼Ťmiertelnik├│w. Wymachuj─ů im przed nosem obietnic─ů spe┼énienia marze┼ä, ale bardzo dbaj─ů, ┼╝eby to spe┼énienie zawsze znajdowa┼éo si─Ö poza zasi─Ögiem...

Spojrzał na drobne błękitne kwiaty, a potem na swojego rozmówcę.

- Do┼Ť─ç okrutny zamys┼é, Panie... - powiedzia┼é sil─ůc si─Ö na oboj─Ötny ton.

- Niemo┼╝no┼Ť─ç zrozumienia boskich plan├│w nie czyni ich jeszcze okrutnymi - powiedzia┼é spokojnie des Esseintes. - Cho─ç niew─ůtpliwie wielu bog├│w to do┼Ť─ç... krwio┼╝ercze istoty.

Ogrodnik patrzył na Ciernia z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

- A jednak nieprzerwany ci─ůg modlitw snuje si─Ö ku niebu na skrzyd┼éach nadziei na ┼éaskawo┼Ť─ç i wielkoduszno┼Ť─ç nawet najokrutniejszych mieszka┼äc├│w Krainy Bog├│w... - powiedzia┼é cicho. - No i s─ů jeszcze niezapominajki.

Wojownik ponownie powrócił do swojego rysunku.

Taka krwio┼╝ercza istota, jak cz┼éowiek musi czci─ç krwio┼╝erczych Bog├│w. A ┼éaskawo┼Ť─ç i wielkoduszno┼Ť─ç mog─ů by─ç r├│wnie niezrozumia┼ée, jak okrucie┼ästwo...

- W rzeczy samej, Panie - powiedzia┼é nie podnosz─ůc wzroku. Tym razem nie uda┼éo mu si─Ö ukry─ç nuty goryczy w g┼éosie.

- Obowi─ůzki wzywaj─ů - powiedzia┼é nagle ogrodnik. - Bez w─ůtpienia spotkamy si─Ö jeszcze p├│┼║niej. Tymczasem niech pan pomy┼Ťli o niezapominajkach, panie Cierniu. To naprawd─Ö niezwyk┼ée kwiaty: fragmenty nieba otaczaj─ů czyste, bia┼ée serce gotowe pomie┼Ťci─ç ca┼ée ┼╝ycie.

S┼éysz─ůc pierwsze s┼éowa des Esseintesa, wojownik wsta┼é i powoli podszed┼é do swojego rozm├│wcy. Poda┼é mu kartk─Ö ze szkicem i uk┼éoni┼é si─Ö.

- Dziekuję, Panie - powiedział tylko, zanim odwrócił się i odszedł, żeby zabrać pozostawiony na ławce pakunek.

Je┼Ťli nawet niezapominajki rosn─ů pod murami ponurych twierdz, to jedyny los kt├│ry mo┼╝e je tam spotka─ç, to brukaj─ůce ich szlachetn─ů barw─Ö plamy krwi i ┼éami─ůcy ich delikatne ┼éodygi ci─Ö┼╝ar upadaj─ůcych trup├│w...

Kiedy ruszy┼é ┼Ťcie┼╝k─ů w kierunku wej┼Ťcia do budynku, ogrodnika ju┼╝ nie by┼éo.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Cz, 6 maja 2010, 14:07 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Kot wylegiwał się na dachu starej szopy.
S┼éo┼äce sta┼éo wysoko i zalewa┼éo niewielkie podw├│rko swoim ciep┼éym blaskiem, bezlito┼Ťnie obna┼╝aj─ůc stan drewnianej chatki, rdz─Ö na ko┼éowrocie studni i podniszczone fasady otaczaj─ůcych placyk budynk├│w.

Cier┼ä zamkn─ů┼é za sob─ů drzwi. Kot leniwie podni├│s┼é g┼éow─Ö i spojrza┼é na m─Ö┼╝czyzn─Ö spod przymkni─Ötych powiek, w kt├│rych odbi┼éo si─Ö ┼Ťwiat┼éo. Wojownik u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö.
Powoli podszed┼é do szopy i rozwin─ů┼é przyniesiony prezent. U┼éo┼╝y┼é ryb─Ö na kapu┼Ťcianych li┼Ťciach i podszed┼é do studni, by umy─ç r─Öce. Obmy┼é spocon─ů twarz i och┼éodzi┼é kark.
Kiedy skończył, zwierzę już ucztowało.
M─Ö┼╝czyzna usiad┼é przy drzwiach wej┼Ťciowych i przygl─ůda┼é si─Ö kotu. Zgrabna sylwetka, szpiczaste uszy, g┼éadki ogon opuszczony prawie poziomo nad ziemi─ů - zwierzak skupiony by┼é na jedzeniu, ┼Ťwiat przesta┼é dla niego istnie─ç, nie liczy┼éo si─Ö nic i nikt. Doskona┼ée skupienie na najwa┼╝niejszym w tym momencie celu stanowi┼éo zadziwiaj─ůco koj─ůcy dla Ciernia widok.

Jaki┼Ť czas p├│┼║niej kot przerwa┼é uczt─Ö i zabra┼é si─Ö za toalet─Ö. R├│┼╝owy j─Özyk miga┼é, gdy oblizywa┼é ┼éapki i czy┼Ťci┼é nimi uszy i pyszczek. Wojownik bardzo ceni┼é t─Ö cech─Ö kot├│w - ich pedantyczna wr─Öcz dba┼éo┼Ť─ç o czysto┼Ť─ç stawia┼éa je ponad innymi zwierz─Ötami, czyni┼éa bardziej... zrozumia┼éymi? Pokr─Öci┼é g┼éow─ů, sam sobie zaprzeczaj─ůc - nie, kot├│w nie da┼éo si─Ö zrozumie─ç, by┼éy synonimem tajemniczo┼Ťci. Ich decyzje i zwyczaje potrafi┼éy zaskoczy─ç nawet wtedy, gdy wydawa┼éo si─Ö, ┼╝e ich zachowanie powinno by─ç doskonale przewidywalne.
Najedzony i czysty kot wreszcie zainteresowa┼é si─Ö m─Ö┼╝czyzn─ů siedz─ůcym po drugiej stronie podw├│rka. Popatrzy┼é na niego i przeci─ůgn─ů┼é si─Ö, pr─Ö┼╝─ůc szczup┼ée cia┼éo i ogon, po czym niespiesznie ruszy┼é w kierunku Ciernia. Powoli stawia┼é ┼éap─Ö za ┼éap─ů. W po┼éowie drogi nagle zmieni┼é zdanie i zwinnie wskoczy┼é na cembrowin─Ö studni. Usiad┼é majestatycznie podnosz─ůc g┼éow─Ö i owin─ů┼é przednie ┼éapy ogonem, patrz─ůc spokojnie na "go┼Ťcia".

No w┼éa┼Ťnie...



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Cz, 6 maja 2010, 15:17 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Cier┼ä siedzia┼é wygodnie oparty o ┼Ťcian─Ö i obserwowa┼é poczynania kota. Nie chcia┼é wykonywa─ç ┼╝adnych gwa┼étownych ruch├│w, ┼╝eby nie sp┼éoszy─ç W┼éadcy Podw├│rka. W ko┼äcu by┼é tylko go┼Ťciem na jego terenie, a gospodarzowi nale┼╝a┼é si─Ö szacunek.

- Dzi─Ökuj─Ö za przyj─Öcie mojego skromnego daru, - s┼éowa by┼éy bardzo ciche, ale wyra┼║nie mo┼╝na w nich by┼éo wyczu─ç u┼Ťmiech widoczny na twarzy m─Ö┼╝czyzny. - Czy to znaczy, ┼╝e mog─Ö jeszcze przez chwil─Ö zosta─ç w twoim kr├│lestwie, R├│┼╝nooki?

Zdawał sobie sprawę, że nie będzie to długa chwila, ponieważ zbliżała się pora obiadu, a obiecał, że się nie spóźni.
Wyj─ů┼é spod kamizelki w─ůski sztylet i jedwabn─ů chust─Ö, po czym powoli zawin─ů┼é prezent, kt├│ry mia┼é zamiar wr─Öczy─ç kuzynce. Przygl─ůda┼é si─Ö przez chwil─Ö niebieskiej tkaninie. Przedmiot, kt├│ry skrywa┼éa, zapewne nie by┼é godny "anio┼éa", ale obecnie wojownik nie mia┼é nic wi─Öcej do zaoferowania. Poza tym i tak nie mia┼é poj─Öcia, jak m├│g┼éby wyrazi─ç wszystko, co chcia┼é jej powiedzie─ç. Selena wywo┼éywa┼éa w nim emocje, kt├│rych nigdy nie budzi┼éa w nim jego w┼éasna siostra. Przez ca┼ée lata dba┼é o bezpiecze┼ästwo bli┼║niaczki, cz─Östo wysokim kosztem, i robi┼é wszystko, czego od niego za┼╝─ůda┼éa, poniewa┼╝ z┼éo┼╝y┼é przysi─Ög─Ö. ┼ü─ůczy┼éa ich ta niezrozumia┼éa wi─Ö┼║, kt├│ra pojawia si─Ö mi─Ödzy rodze┼ästwem wsp├│lnie przychodz─ůcym na ┼Ťwiat - nawet teraz Cier┼ä wiedzia┼é, ┼╝e jego siostra ┼╝y┼éa - ale tak naprawd─Ö nigdy nie rozumia┼é Cie┼ä: by┼éa jego ca┼ékowitym przeciwie┼ästwem, a jej zachowanie niejednokrotnie budzi┼éo odraz─Ö i sprzeciw, chocia┼╝ nigdy tego nie okaza┼é. Z kuzynk─ů by┼éo zupe┼énie inaczej - wojownik czu┼é si─Ö przy niej swobodnie i wcale nie przeszkadza┼éo mu, ┼╝e tak niewiele o niej wiedzia┼é. Fakt, czasami go onie┼Ťmiela┼éa lub zaskakiwa┼éa i nie potrafi┼é si─Ö odnale┼║─ç w jej nag┼éych zmianach nastroju, ale to nie mia┼éo znaczenia. Po prostu bardzo chcia┼é, ┼╝eby by┼éa bezpieczna i szcz─Ö┼Ťliwa - i to nie dlatego, ┼╝e wuj prosi┼é go o zapewnienie jej ochrony. Po prostu uwa┼╝a┼é, ┼╝e tak w┼éa┼Ťnie powinno by─ç. ┼╗e na to zas┼éugiwa┼éa...

Odnajdywanie drogi do nawet najbardziej obwarowanego serca...

Wojownik za┼Ťmia┼é si─Ö w duchu i schowa┼é zawini─ůtko, po czym ponownie spojrza┼é na kota, kt├│ry trwa┼é w bezruchu obserwuj─ůc uwa┼╝nie dzia┼éania m─Ö┼╝czyzny. Wygl─ůda┼é niczym pos─ů┼╝ek jakiego┼Ť b├│stwa na o┼étarzu zapomnianej ┼Ťwi─ůtyni. Podobno koty by┼éy stworzeniami magicznymi...

- Czy jeste┼Ť pos┼éa┼äcem Bog├│w? I przychodzisz tu jedynie, by odpocz─ů─ç od swoich obowi─ůzk├│w? - Cier┼ä wci─ů┼╝ m├│wi┼é bardzo cicho.

M├│j odpoczynek nied┼éugo dobiegnie ko┼äca. Przynajmniej na chwil─Ö. Ale chcia┼ébym ci─Ö zapami─Öta─ç, przyjacielu, a nawet Komu┼Ť pokaza─ç...

M─Ö┼╝czyzna jeszcze przez chwil─Ö patrzy┼é na kocura, po czym wyj─ů┼é przybory do rysowania i zabra┼é si─Ö do pracy. Chwilowo odebrano mu mo┼╝liwo┼Ť─ç odnajdywania spokoju w pomna┼╝aniu szczelnie otaczaj─ůcych jego cia┼éo ciernistych pn─ůczy, kt├│re by┼éy dla niego zar├│wno rani─ůcymi kajdanami spowijaj─ůcymi besti─Ö, jak i pancerzem chroni─ůcym stra┼╝nika, wi─Öc pozosta┼é mu tylko rysik i papier, ale w tym momencie to w zupe┼éno┼Ťci wystarcza┼éo...



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: Pt, 7 maja 2010, 01:02 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Ciche stukni─Öcie gdzie┼Ť wysoko przyku┼éo uwag─Ö zwierz─Öcia, kt├│re podnios┼éo g┼éow─Ö i zmru┼╝y┼éo oczy. Cier┼ä spojrza┼é w tym samym kierunku. Mi─Ö┼Ťnie napi─Ö┼éy si─Ö instynktownie, a d┼éo┼ä odruchowo si─Ögn─Ö┼éa ku nieobecnej r─Ökoje┼Ťci miecza.
Na kraw─Ödzi dachu przycupn─Ö┼éa drobna sylwetka. Znajduj─ůce si─Ö nad jej ramieniem s┼éo┼äce uniemo┼╝liwia┼éo dostrze┼╝enie jakichkolwiek szczeg├│┼é├│w ubioru czy rys├│w twarzy. Uniesiona d┼éo┼ä wykona┼éa oszcz─Ödny gest. Cier┼ä rozlu┼║ni┼é si─Ö nieco.
Niewielki jasny przedmiot sp┼éyn─ů┼é powoli na ziemi─Ö w pobli┼╝u szopy. Kiedy wojownik ponownie zerkn─ů┼é na dach, by┼éy tam tylko dwa l─ůduj─ůce w┼éa┼Ťnie go┼é─Öbie.

Na zwoju widniała pieczęć Fryderyka Schundatta.

Cier┼ä oderwa┼é wzrok od przesy┼éki i spojrza┼é na ocieraj─ůcego si─Ö o jego nogi kota. Pomruk zadowolenia wprawia┼é w dr┼╝enie szczup┼ée cia┼éo zwierz─Öcia, kt├│re wreszcie postanowi┼éo nagrodzi─ç starania go┼Ťcia chwil─ů ┼éaskawo┼Ťci. Wojownik przykucn─ů┼é i podrapa┼é W┼éadc─Ö Podw├│rka za uchem.

- Wybacz, R├│┼╝nooki, nie wiedzia┼éem, ┼╝e z mojego powodu kto┼Ť postanowi zak┼é├│ci─ç spok├│j twojej domeny - w cichym g┼éosie pobrzmiewa┼éa skrucha.

Po chwili uwaga m─Ö┼╝czyzny ponownie skoncentrowa┼éa si─Ö na li┼Ťcie.

Szanowny Panie,
z ogromn─ů satysfakcj─ů informuj─Ö Pana, ┼╝e warunki transakcji zosta┼éy zaakceptowane bez zastrze┼╝e┼ä. Finalizacja nast─ůpi w uzgodnionym terminie.
Pozosta┼ée szczeg├│┼éy umowy pozostaj─ů bez zmian.
┼╗ycz─Ö owocnego spotkania.
F.S.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pt, 7 maja 2010, 16:08 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń schował list i jeszcze przez chwilę głaskał kota, ale czar prysł.

Rzeczywisto┼Ť─ç wdar┼éa sie do jego samotni, bezlisto┼Ťnie przypominaj─ůc, ┼╝e nie by┼é wolnym cz┼éowiekiem. Dopiero co zd─ů┼╝y┼é zrzuci─ç ┼éa┼äcuch trzymany przez siostr─Ö, a w zamian dosta┼é jedwabn─ů wst─ů┼╝k─Ö eleganckiej organizacji, kt├│ra najwyra┼║niej bardzo troszczy┼éa si─Ö o konwenanse, jednocze┼Ťnie bardzo dobitnie daj─ůc do zrozumienia, ┼╝e ca┼éy czas ma swoich podw┼éadnych w zasi─Ögu wzroku - zapewne jedynie dla ich dobra, oczywi┼Ťcie.
Jednak to od Niej dosta┼é t─Ö wst─ů┼╝k─Ö i by┼éa to jedna z nici, kt├│ra mog┼éa pom├│c mu do Niej dotrze─ç, a zatem by┼éa niezwykle cenna. To dawa┼éo mu determinacj─Ö, by sprosta─ç wymaganiom swoich nowych prze┼éo┼╝onych - Ona za niego r─Öczy┼éa i Jej honor by splami┼é, gdyby zawi├│d┼é. Nie mia┼é wi─Öc innej mo┼╝liwo┼Ťci, ni┼╝ przyjmowa─ç ewentualne zlecenia i mie─ç nadziej─Ö, ┼╝e zdo┼éa J─ů odnale┼║─ç, zanim kt├│re┼Ť zadanie go przero┼Ťnie i zako┼äczy jego karier─Ö.

Wojownik westchn─ů┼é. Metody dzia┼éania organizacji, do kt├│rej teraz nale┼╝a┼é, by┼éy kolejn─ů z ca┼éej masy rzeczy, do kt├│rych b─Ödzie si─Ö musia┼é przyzwyczai─ç. Z drugiej strony, czy by┼éby w stanie nauczy─ç si─Ö ┼╝y─ç bez obro┼╝y? Nawet gdyby uwolni┼é si─Ö od wp┼éyw├│w ludzi, zawsze zostawa┼é jeszcze Ten, kt├│remu z takim oddaniem od lat sk┼éada┼é ofiary. A Cier┼ä g┼é─Öboko wierzy┼é, ┼╝e na tej drodze doszcz─Ötnie spali┼é za sob─ů wszystkie mosty.

A nawet gdybym m├│g┼é, czy tak naprawd─Ö chcia┼ébym zawr├│ci─ç? Czy odwa┼╝y┼ébym si─Ö? - M─Ö┼╝czyzna zadr┼╝a┼é, czuj─ůc szamotanie si─Ö potwora uwi─Özionego w najbardziej obwarowanych zak─ůtkach jego duszy. Nie chcia┼é tego nawet rozwa┼╝a─ç. To by┼é zbyt niebezpieczny teren. Nag┼éy ruch wyrwa┼é go z rozmy┼Ťla┼ä. To sp┼éoszony kot odskoczy┼é od niego i wdrapa┼é si─Ö ponownie na dach szopy. Z bezpiecznej odleg┼éo┼Ťci spogl─ůda┼é na Ciernia szeroko otwartymi oczami.

- Prosz─Ö o wybaczenie, Wasza Wysoko┼Ť─ç - wojownik wsta┼é, po czym sk┼éoni┼é si─Ö z szacunkiem. - Nie chcia┼éem ci─Ö zaniepokoi─ç. A teraz, je┼Ťli pozwolisz, po┼╝egnam si─Ö ju┼╝. Czas na mnie.

Jeszcze przez moment przygl─ůda┼é si─Ö kotu. Zwierz─Ö chyba si─Ö uspokoi┼éo. U┼éo┼╝y┼éo sie wygodnie na dachu szopy i wygrzewa┼éo si─Ö na s┼éo┼äcu. Cier┼ä zabra┼é porzucony rysunek i przyjrza┼é si─Ö niedoko┼äczonej pracy. Otwieraj─ůc drzwi ,ostatni raz zerkn─ů┼é na podw├│rko.

- I dzi─Ökuj─Ö za pozowanie do portretu, - doda┼é z u┼Ťmiechem. - Do zobaczenia, R├│┼╝nooki.

Wszedł w przyjemny chłód korytarza i ruszył w kierunku sali chorych.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pn, 10 maja 2010, 15:03 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
W wielkiej sali było cicho i spokojnie.
Chorzy spali lub le┼╝eli w ciszy, wpatrzeni w sufit. Dw├│ch gra┼éo w jak─ů┼Ť gr─Ö - owini─Öci szlafrokami siedzieli naprzeciwko siebie i komentuj─ůc cicho, z satysfakcj─ů zagrywali kolejne karty.
Mijaj─ůc jedno z ┼é├│┼╝ek Cier┼ä zawaha┼é si─Ö na chwil─Ö. Materac nakryty by┼é starannie prze┼Ťcierad┼éem, na kt├│rym le┼╝a┼éa pojedyncza niezapominajka. Wojownikowi zdawa┼éo si─Ö, ┼╝e wcze┼Ťniej kto┼Ť tutaj le┼╝a┼é.

Powoli podszed┼é do w┼éasnego miejsca i usiad┼é. U┼éo┼╝y┼é obok siebie niebieskie zawini─ůtko i zwitek szkic├│w, po czym rozejrza┼é si─Ö wok├│┼é, jakby widzia┼é to miejsce po raz pierwszy.
Kamienne ┼Ťciany ogranicza┼éy spor─ů przestrze┼ä wype┼énion─ů r├│wnymi rz─Ödami szpitalnych ┼é├│┼╝ek. Wysoko umieszczone okna wpuszcza┼éy do ┼Ťrodka ┼Ťwiat┼éo rozpromieniaj─ůce ┼Ťwie┼╝o wyprane prze┼Ťcierad┼éa. W sali by┼éo czysto i przestronnie, pachnia┼éo krochmalem i szarym myd┼éem.
Pacjent├│w nie by┼éo zbyt wielu, a ci, kt├│rzy znajdowali si─Ö pod opiek─ů doktora Tregartha, nie narzucali si─Ö pozosta┼éym pensjonariuszom - jakby to pot─Ö┼╝ne miejsce wymaga┼éo zachowania powagi i wzgl─Öd├│w wobec potrzeby intymno┼Ťci. A mo┼╝e po prostu bali si─Ö zarazi─ç?

Wbrew swoim oczekiwaniom, Cier┼ä wypoczywa┼é w thoryjskim szpitalu. Pomijaj─ůc przypadkowe spotkania z niekt├│rymi z pensjonariuszy, mia┼é tu zagwarantowany spok├│j i wy┼Ťmienit─ů kuchni─Ö, a najsro┼╝szym stra┼╝nikiem by┼éa jego kuzynka... M├│g┼é trafi─ç gorzej.
Przypomina┼é sobie szpitale, w kt├│rych zdarzy┼éo mu si─Ö przebywa─ç wcze┼Ťniej - przy┼Ťwi─ůtynne lazarety, w kt├│rych cisza wci─ů┼╝ m─ůcona by┼éa monotonnymi mod┼éami kap┼éanek o powa┼╝nych twarzach; miejsca, w kt├│rych oczekiwanie na bosk─ů interwencj─Ö cz─Östo zast─Öpowa┼éo rzeteln─ů wiedz─Ö, i w kt├│rych najch─Ötniej stosowanym lekiem by┼éy krzepi─ůce s┼éowa i blade u┼Ťmiechy.
My┼Ťla┼é o lekarzach, w kt├│rych r─Öce trafi─ç mo┼╝na by┼éo w ka┼╝dym mie┼Ťcie Cesarstwa - rze┼║nik├│w pr─Ödzej amputuj─ůcych zranion─ů ko┼äczyn─Ö, ni┼╝ staraj─ůcych si─Ö j─ů uratowa─ç; przekonanych o w┼éasnej wszechwiedzy bufon├│w, ┼╝─ůdaj─ůcych straszliwych sum za sw├│j czas i umiej─Ötno┼Ťci; czy wreszcie - chytrych szarlatan├│w maskuj─ůcych sw─ů bezradno┼Ť─ç trudnymi s┼éowami i kolorowymi p┼éynami w male┼äkich fiolkach.
Tak, zdecydowanie mógł trafić gorzej...



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 11 maja 2010, 10:23 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Zwykle zreszt─ů trafia┼é gorzej, ale nigdy nie narzeka┼é. Po prostu wynosi┼é si─Ö ze szpitali, kiedy tylko by┼é w stanie - najcz─Ö┼Ťciej pod os┼éon─ů nocy i niezbyt oficjalnie. A dalszym leczeniem zajmowa┼éa si─Ö jego siostra.

Jednak teraz by┼éo inaczej. Pomijaj─ůc nawet fakt, ┼╝e nie chcia┼é sprawia─ç k┼éopot├│w Selenie, po odej┼Ťciu z lazaretu, w kwestii powrotu do zdrowia wojownik by┼éby zdany tylko na siebie. A nie zna┼é si─Ö na leczniczych miksturach, wi─Öc musia┼é zaufa─ç doktorowi Tregarthowi i mistrzowi Vardalienowi. Nawet nie ze wzgl─Ödu na rany odniesione w walce - banda┼╝owa─ç ci─Öcia i tamowa─ç krwawienia potrafi┼é sam. Zreszt─ů te drobnostki i tak si─Ö ju┼╝ zagoi┼éy. Teraz du┼╝o bardziej niepokoi┼éy go ewentualne efekty uboczne odstawienia mieszanki zi├│┼é, kt├│ra do tej pory towarzyszy┼éa mu ka┼╝dego dnia. Po prostu si─Ö ba┼é. Bardzo. Jednak nie przera┼╝a┼éa go ┼Ťmier─ç - czy to w walce, czy na szafocie - kt├│r─ů bez w─ůtpienia zako┼äczy┼éaby si─Ö utrata kontroli nad sob─ů. Przera┼╝a┼éo go, ┼╝e przed ┼Ťmierci─ů m├│g┼éby sta─ç si─Ö zwyczajn─ů besti─ů, pozbawion─ů honoru i godno┼Ťci.
Wojownik wzdrygn─ů┼é si─Ö.
Tak, zdecydowanie miał za co być wdzięczny personelowi tego szpitala.

Pami─Öta┼é tylko jedno miejsce ze swoich wcze┼Ťniejszych w─Ödr├│wek, kt├│re wzbudzi┼éo w nim takie uczucia. Co dziwne, by┼é to przytu┼éek prowadzony przez kap┼éanki...

* * *

Otworzy┼é oczy. O┼Ťlepi┼éo go ┼Ťwiat┼éo. Kr─Öci┼éo mu si─Ö w g┼éowie. Kiedy ┼Ťwiat przesta┼é wirowa─ç, wojownik ujrza┼é nad sob─ů drewniane belki jakiego┼Ť sufitu. Usiad┼é gwa┼étownie, szukaj─ůc swojej broni, ale natrafi┼é jedynie na siennik i okrywaj─ůce go prze┼Ťcierad┼éo. Nag┼éy ruch wzbudzi┼é fal─Ö b├│lu i nudno┼Ťci. Pojawi┼éa si─Ö przy nim starsza kobieta w bia┼éym habicie i po┼éo┼╝y┼éa mu d┼éo┼ä na piersi.

- Wszystko w porz─ůdku, dziecko, odpoczywaj - us┼éysza┼é jej koj─ůcy g┼éos. Opad┼é z powrotem na poduszk─Ö, pr├│buj─ůc sobie przypomnie─ç, sk─ůd si─Ö tu wzi─ů┼é.

Go┼Ťciniec. Czw├│rka zbir├│w. Jeden mia┼é kusz─Ö. Chcieli z┼éota, kt├│rego nie mia┼é. Zdo┼éa┼é zabi─ç trzech, zanim ogarn─Ö┼éa go ciemno┼Ť─ç...

Ponownie spojrza┼é na kobiet─Ö, kt├│ra w┼éa┼Ťnie szykowa┼éa jaki┼Ť napar.

- Jak...? - wychrypia┼é, ale uciszy┼éa go gestem, podaj─ůc mu kubek. Wojownik pos┼éusznie wypi┼é gorzki nap├│j.

- Dzi─Ökuj─Ö - powiedzia┼é nieco pewniejszym g┼éosem, ale kobieta tylko po┼éo┼╝y┼éa palec na ustach i pokr─Öci┼éa g┼éow─ů.

- Śpij, musisz odzyskać siły.


* * *

Kilka dni p├│┼║niej dowiedzia┼é si─Ö, ┼╝e podr├│┼╝uj─ůce kap┼éanki znalaz┼éy go ledwie ┼╝ywego w ka┼éu┼╝y krwi przy drodze i zabra┼éy ze sob─ů. M├│wi┼éy, ┼╝e to cud, ┼╝e w og├│le wr├│ci┼é do ┼Ťwiata ┼╝ywych po tak powa┼╝nej ranie g┼éowy, i ┼╝e powinien dzi─Ökowa─ç Bogini. On mia┼é na ten temat nieco inne zdanie, ale wiedzia┼é, ┼╝e powinien przynajmniej podzi─Ökowa─ç im. Kiedy jako tako odzyska┼é si┼éy, sp─Ödza┼é kolejne dni pomagaj─ůc przy r├│┼╝nych pracach - od r─ůbania drewna i noszenia wody, po wymian─Ö drzwi, czy napraw─Ö dachu stajni. Nie trwa┼éo to d┼éugo, bo jego ├│wczesne ┼╝ycie szybko si─Ö o niego upomnia┼éo. Jednak ten wy┼╝ebrany u siostry czas wype┼éniony prostymi fizycznymi pracami by┼é dla wojownika chwil─ů prawdziwego spokoju i odpoczynku. A spotkane wtedy kap┼éanki by┼éy jedynymi, kt├│re nie pr├│bowa┼éy narzuca─ç mu swojej wiary, ani obrz─Öd├│w, ani w og├│le niczego. Po prostu zostawia┼éy go w spokoju.

Tak samo jak personel szpitala doktora Tregartha zostawia┼é wojownika samemu sobie. Tylko ┼╝e tutaj kazano mu po prostu odpoczywa─ç, a Cier┼ä nie by┼é zwolennikiem bezczynno┼Ťci. Ale nie narzeka┼é. Potrafi┼é sam sobie zaj─ů─ç czas, nawet przy tak ograniczonych mo┼╝liwo┼Ťciach.

Podni├│s┼é swoje szkice i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö przygl─ůdaj─ůc si─Ö kotu siedz─ůcemu na cembrowinie.
Miał co robić.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: Pt, 14 maja 2010, 11:41 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
┼╗a┼éowa┼é, ┼╝e nie mia┼é farb. Dwubarwne spojrzenie burego kota kry┼éo w sobie wi─Öcej, ni┼╝ tylko zadziorn─ů wy┼╝szo┼Ť─ç nad rodzajem ludzkim - wywo┼éywa┼éo wspomnienia, budzi┼éo t─Ösknot─Ö. T─Ösknot─Ö za czym┼Ť, czego nawet nie potrafi┼é uj─ů─ç w s┼éowa, o czym ba┼é si─Ö my┼Ťle─ç, aby nie zerwa─ç cienkiej nici, kt├│ra mog┼éa doprowadzi─ç go do celu. Zwyk┼ée bure zwierz─Ö - dachowiec, jakich pe┼éno by┼éo w ka┼╝dym ludzkim siedlisku, sta┼é si─Ö ┼é─ůcznikiem pomi─Ödzy zasnut─ů ponurym cieniem przesz┼éo┼Ťci─ů a pe┼én─ů nieodkrytych tajemnic przysz┼éo┼Ťci─ů wojownika.

Szybkie ruchy d┼éoni sprawia┼éy, ┼╝e kocia sier┼Ť─ç na rysunku g─Östnia┼éa i pokrywa┼éa si─Ö ciemnymi pr─Ögami, smuk┼éa linia ogona nabra┼éa obj─Öto┼Ťci, a uszy zdawa┼éy si─Ö nas┼éuchiwa─ç zbli┼╝aj─ůcych si─Ö krok├│w. Arty┼Ťcie uda┼éo si─Ö uchwyci─ç czujn─ů i pe┼én─ů godno┼Ťci poz─Ö zwierz─Öcia. Kolejne kreski pog┼é─Öbi┼éy spojrzenie, zarysowa┼éy nastroszone w─ůsy i wydoby┼éy sugesti─Ö skrytych pazur├│w.

Zakupy i towarzystwo kota odsun─Ö┼éy od Ciernia my┼Ťli o jutrzejszym poranku. Skupiony na portrecie W┼éadcy Podw├│rka, my┼Ťla┼é tylko o refleksach ┼Ťwiat┼éa na szarym futrze skrywaj─ůcym silne mi─Ö┼Ťnie drapie┼╝nika, o kszta┼écie ┼║renic i linii zwini─Ötego wok├│┼é przednich ┼éap ogona; my┼Ťla┼é o proporcjach cia┼éa, o jego formie i skrytej w nim dynamice.
Mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e powstaj─ůcy obraz by┼é najlepszym, jaki kiedykolwiek stworzy┼é - nie pokazywa┼é jedynie wygl─ůdu, ale przede wszystkim istot─Ö kota - to, co sprawia┼éo, ┼╝e by┼é tym, czym by┼é; to, co czyni┼éo go Kotem.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: So, 15 maja 2010, 00:50 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Cier┼ä sko┼äczy┼é prac─Ö i zdziwiony przygl─ůda┼é si─Ö swojemu rysunkowi.

"...a nawet Komu┼Ť pokaza─ç..."

Czu┼é, ┼╝e ta jedna my┼Ťl by┼éa powodem, dla kt├│rego uda┼éo mu si─Ö stworzy─ç co┼Ť, co przekracza┼éo jego dotychczasowe mo┼╝liwo┼Ťci.

"...chc─Ö J─ů jeszcze chocia┼╝ raz zobaczy─ç..."

Czy to dzi─Öki temu uda┼éo mu si─Ö prze┼╝y─ç szalon─ů walk─Ö z bandytami? Wtedy te┼╝ by┼é... zaskoczony. Wychodz─ůc na spotkanie siedmiu wrog├│w nie spodziewa┼é si─Ö nawet dotrwa─ç do ko┼äca potyczki. A jednak by┼é teraz tutaj. Wci─ů┼╝ ┼╝ywy.
Nigdy wcze┼Ťniej nie my┼Ťla┼é, ┼╝e chcia┼éby prze┼╝y─ç kolejny dzie┼ä. Nigdy wcze┼Ťniej mu nie zale┼╝a┼éo.

Opad┼é na ┼é├│┼╝ko i przymkn─ů┼é oczy. Zbyt wiele rzeczy zmienia┼éo si─Ö zbyt szybko. Mimo ┼╝e pozornie trwa┼é w stagnacji, uwi─Öziony w szpitalu.

Czy jutro sama determinacja wystarczy?

Wiedzia┼é, ┼╝e wybra┼é niezwykle brutalny spos├│b rozwi─ůzania sprawy. Nawet pancerz dawa┼é niewielkie szanse w walce dwur─Öcznym mieczem. Jego brak oznacza┼é, ┼╝e pojedynek do ┼Ťmierci jednego z przeciwnik├│w stawa┼é si─Ö starciem do pierwszej krwi. W tym przypadku pierwsza krew najcz─Ö┼Ťciej by┼éa ostatni─ů...
Bezwiednie zacisn─ů┼é palce na rysiku.
Nie chcia┼é teraz o tym my┼Ťle─ç. Nie chcia┼é o niczym my┼Ťle─ç.

Otworzył oczy i spojrzał na znajomy kamienny sufit.
To by┼é niezwykle m─Öcz─ůcy dzie┼ä. I wcale nie mia┼é si─Ö ku ko┼äcowi...



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 15 cze 2010, 14:41 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Us┼éysza┼é ciche kroki na posadzce. Nie musia┼é patrze─ç, ┼╝eby rozpozna─ç Selen─Ö - nawet po kamiennej pod┼éodze porusza┼éa si─Ö z niemal bezg┼éo┼Ťn─ů gracj─ů.

- Ju┼╝ jeste┼Ť... - powiedzia┼éa zatrzymuj─ůc si─Ö przy ┼é├│┼╝ku kuzyna. - Mam nadziej─Ö, ┼╝e spacer by┼é przyjemny.

Usiad┼é, s┼éysz─ůc jej g┼éos. Dziewczyna brzmia┼éa dziwnie nieobecnie.

- Mamy pewne... zamieszanie - wyja┼Ťni┼éa, dostrzeg┼észy uwa┼╝ne spojrzenie wojownika. - Przyj─Öta wczoraj pacjentka chyba ma za┼éamanie nerwowe, a m─Ö┼╝czyzna z urazem r─Öki nagle znikn─ů┼é ze szpitala. Najprawdopodobniej wyszed┼é w szlafroku, wi─Öc spodziewamy si─Ö, ┼╝e stra┼╝ miejska znajdzie go bez trudu; pewnie b─Ödzie zwraca┼é na siebie uwag─Ö... Doktor jest bardzo zdenerwowany...

Selena machinalnie bawiła się końcem warkocza. Była spięta i zaniepokojona.

- No, ale to nie dotyczy ciebie - u┼Ťmiechn─Ö┼éa si─Ö i zatar┼éa d┼éonie. - Obiad powinien by─ç ju┼╝ got├│w... Mam nadziej─Ö, ┼╝e jeste┼Ť g┼éodny.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: ┼Ür, 8 wrz 2010, 11:39 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Cier┼ä zmarszczy┼é brwi i przygl─ůda┼é si─Ö kuzynce. Nigdy wcze┼Ťniej nie widzia┼é jej tak zdenerwowanej. Zapomnia┼é o jutrzejszym pojedynku, o w─ůtpliwo┼Ťciach zwi─ůzanych z wci─ů┼╝ nie do ko┼äca sprawn─ů r─Ök─ů, o m─Öcz─ůcym pobycie na targowisku, o narastaj─ůcym uczuciu g┼éodu i o wszystkich innych - mniej lub bardziej istotnych - sprawach, kt├│re wcze┼Ťniej zaprz─ůta┼éy jego uwag─Ö. Czu┼é w g┼é─Öbi duszy pi─Ötrz─ůc─ů si─Ö fal─Ö gniewu na tych desperacko potrzebuj─ůcych by─ç w centrum uwagi ludzi, kt├│rzy, czy to wiedzeni egoizmem, czy bezmy┼Ťlno┼Ťci─ů, zak┼é├│cali spok├│j Seleny...

- Trzeba było zabić tę dziewkę wczoraj. Nie sprawiałaby problemów.
- Zostaw mnie w spokoju! Wyka┼╝esz si─Ö o ┼Ťwicie.


Z pewnym trudem st┼éumi┼é ┼╝─ůdz─Ö mordu i skupi┼é si─Ö na chwili obecnej. Wiedzia┼é, ┼╝e najcz─Ö┼Ťciej przez niego stosowany spos├│b pozbywania si─Ö problem├│w nie mia┼é zastosowania w tej sytuacji.

Wbrew pozorom szpitale nie s─ů jednak miejscami ka┼║ni... - za┼Ťmia┼é si─Ö gorzko w duchu. Musia┼é znale┼║─ç inn─ů drog─Ö, ┼╝eby pom├│c Selenie.

Za┼éamanie nerwowe tej pa┼é─Ötaj─ůcej si─Ö dziewczynki nie zaskoczy┼éo go. Ju┼╝ poprzedniego wieczoru zachowywa┼éa si─Ö do┼Ť─ç dziwnie, a potem jeszcze te krzyki w nocy. Najwyra┼║niej nie by┼éa wystarczaj─ůco silna, ┼╝eby ogarn─ů─ç swoje ostatnie prze┼╝ycia. Pewnie jak odpocznie pod troskliw─ů opiek─ů, to poczuje si─Ö lepiej. Nie mia┼é poj─Öcia, kim by┼é m─Ö┼╝czyzna z urazem r─Öki, ale skoro wyszed┼é, to chyba znaczy┼éo, ┼╝e czu┼é si─Ö dobrze. A ┼╝e w szlafroku? No c├│┼╝... mo┼╝e mia┼é do┼Ť─ç szpitalnych mur├│w i bardzo mu si─Ö spieszy┼éo, ┼╝eby za┼╝y─ç nieco swobody. To akurat Cier┼ä by┼é w stanie zrozumie─ç. Selena z pewno┼Ťci─ů niepotrzebnie si─Ö zamartwia┼éa, ale wiedzia┼é, ┼╝e by┼éo to wpisane w jej obecne zaj─Öcie, a poza tym nie m├│g┼é zmieni─ç jej charakteru. Co wi─Öc m├│g┼é zrobi─ç?

- Czy mog─Ö ci si─Ö na co┼Ť przyda─ç, kuzynko? - wsta┼é i przywo┼éa┼é na twarz krzepi─ůcy u┼Ťmiech, ostatecznie spychaj─ůc w cie┼ä kusz─ůce podszepty ┼╝─ůdnego krwi potwora.

- Oczywi┼Ťcie, ┼╝e mo┼╝esz, - odpar┼éa dziewczyna z szelmowskim u┼Ťmiechem. - Zdrowiej i dbaj o siebie, drogi kuzynie. Dzi─Öki temu przynajmniej o ciebie nie b─Öd─Ö musia┼éa si─Ö martwi─ç.

W┼éa┼Ťciwie nie spodziewa┼é si─Ö innej odpowiedzi. Jednak ta otwarta deklaracja jego bezu┼╝yteczno┼Ťci uderzy┼éa niezwykle celnie.

- Hahaha! Jeste┼Ť ┼╝a┼éosny! Co niby chcia┼éby┼Ť tu robi─ç? Pr─Ödzej przyda┼éby┼Ť si─Ö grabarzowi do rozkr─Öcenia interesu!
- Zamknij si─Ö! Nie twoja sprawa!


Twarz wojownika stężała. Zmiana była subtelna, ale nie udało mu się ukryć jej całkowicie.

- Jestem już zdrowy, kuzynko. Nie musisz się o mnie martwić - powiedział z nieco większym naciskiem niż zamierzał.

U┼Ťmiech dziewczyny znikn─ů┼é na chwil─Ö, zaraz jednak pojawi┼é si─Ö ponownie.

- W kwestii twojego zdrowia ostateczne zdanie nale┼╝y do doktora Tregartha, Cierniu, - odpar┼éa swobodnie. - Ale to dobry znak, ┼╝e czujesz si─Ö ju┼╝ dobrze. Przynios─Ö ci obiad, pe┼ény ┼╝o┼é─ůdek doskonale wp┼éywa na popraw─Ö nastroju.

Samokontrola. Samokontrola. Samokontrola. - opu┼Ťciwszy wzrok, powtarza┼é w my┼Ťlach to jedno s┼éowo niczym magiczne zakl─Öcie. Ledwie s┼éysza┼é, co do niego m├│wi┼éa Selena. Fakt, ┼╝e nie by┼é w stanie ca┼ékowicie zapanowa─ç nad swoim zachowaniem, tylko bardziej rozpala┼é jego gniew.

Jeszcze tylko p├│┼é dnia i jedna noc... Byle do ┼Ťwitu...

Podni├│s┼é spojrzenie na kuzynk─Ö, usi┼éuj─ůc si─Ö uspokoi─ç i rozlu┼║ni─ç.

- Wybacz, Seleno... Nie mia┼éem zamiaru... - zacz─ů┼é cicho i urwa┼é. Na kr├│tk─ů chwil─Ö w jego spojrzeniu zago┼Ťci┼é strach, ale zosta┼é natychmiast ukryty pod zwyk┼é─ů mask─ů spokoju. - Doktor powiedzia┼é, ┼╝e jutro mnie wypu┼Ťci, ale... - zawaha┼é si─Ö. Wydawa┼é si─Ö bezradny i zagubiony, jednak mimo wszystko wci─ů┼╝ by┼éo w nim co┼Ť gro┼║nego. By┼é jak otumanione ludzk─ů dobroci─ů drapie┼╝ne zwierz─Ö, w kt├│rym w ka┼╝dej chwili mo┼╝e obudzi─ç si─Ö naturalny instynkt.

I co niby chcia┼éby┼Ť jej powiedzie─ç? "Droga kuzynko, by─ç mo┼╝e jutro o tej porze odb─Ödzie si─Ö m├│j pogrzeb. Ale mniejsza z tym. Teraz najwa┼╝niejsze jest to, ┼╝e nie chc─Ö tu oszale─ç, wi─Öc, b┼éagam, pozw├│l mi robi─ç co┼Ť po┼╝ytecznego, nawet je┼Ťli mia┼ébym obiera─ç warzywa w kuchni albo pra─ç prze┼Ťcierad┼éa..." Nie b─ůd┼║ ┼Ťmieszny...

Najwyra┼║niej odzyska┼é r├│wnowag─Ö. Wszelkie oznaki s┼éabo┼Ťci znikn─Ö┼éy.

- Na spacerze my┼Ťla┼éem o tym, co mog─Ö zrobi─ç, ┼╝ebym nie musia┼é si─Ö o ciebie martwi─ç - u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö weso┼éo i wyj─ů┼é zza pazuchy b┼é─Ökitne jedwabne zawini─ůtko. - Prosz─Ö.

- Jest pi─Ökna, dzi─Ökuj─Ö. Nie trzeba by┼éo zadawa─ç sobie tyle trudu... - zacz─Ö┼éa dziewczyna, ale ochoczo wyci─ůgn─Ö┼éa r─Öce i przyj─Ö┼éa podarunek. Umilk┼éa, gdy poczu┼éa ci─Ö┼╝ar tkaniny. Drobne d┼éonie porusza┼éy si─Ö szybko, odwijaj─ůc ukryty w zwojach materia┼éu przedmiot. Westchn─Ö┼éa z zachwytem, gdy jej oczom ukaza┼é si─Ö w─ůski sztylet.

- Nie wiem, jak mam ci dzi─Ökowa─ç, kuzynie - wyszepta┼éa, nie podnosz─ůc g┼éowy. ┼Üwiat┼éo zata┼äczy┼éo na wysuni─Ötym z pochwy ostrzu. - Jest cudowny...

Zanim zd─ů┼╝y┼é odpowiedzie─ç, Cier┼ä niemal straci┼é r├│wnowag─Ö, gdy filigranowa dziewczyna rzuci┼éa mu si─Ö na szyj─Ö. Przytuliwszy go mocno, odsun─Ö┼éa si─Ö i u┼Ťmiechn─Ö┼éa promiennie.

- Jeste┼Ť najwspanialszym kuzynem na ┼Ťwiecie - powiedzia┼éa dygaj─ůc.

Wojownik otrz─ůsn─ů┼é si─Ö z zak┼éopotania spowodowanego nag┼éym atakiem czu┼éo┼Ťci. Ostatnie s┼éowa Seleny zabrzmia┼éy w jego uszach niczym drwina, chocia┼╝ nawet przez jedno uderzenie serca nie podejrzewa┼éby swojej kochanej kuzynki o takie okrucie┼ästwo.

By┼éem rozczarowaniem jako syn i jako wnuk, niejednokrotnie zawiod┼éem jako brat, towarzysz i przyjaciel, a w drodze do tego miasteczka okaza┼éo si─Ö, ┼╝e w roli kuzyna jestem r├│wnie kiepski, jak we wszystkich pozosta┼éych. Fakt, ┼╝e ty tak nie uwa┼╝asz, kuzynko, niczego nie zmienia. Po prostu nie powinienem wci─ůga─ç nikogo na swoj─ů ┼Ťcie┼╝k─Ö, nawet je┼Ťli mia┼éby by─ç jedynie obserwatorem; ani zbacza─ç ze swojej drogi na szlaki innych, poniewa┼╝ wtedy b┼é─ůdz─Ö i trac─Ö poczucie celu... Nigdy nie b─Öd─Ö takim kuzynem, na jakiego zas┼éugujesz, Seleno...

Wyrwa┼é si─Ö z gorzkich rozmy┼Ťla┼ä i spojrza┼é na dziewczyn─Ö, z trudem przywo┼éuj─ůc na twarz u┼Ťmiech.

- M├│wisz tak tylko dlatego, ┼╝e nie masz por├│wnania ÔÇô ton mia┼é by─ç ┼╝artobliwy, ale Cier┼ä nie by┼é w pe┼éni zadowolony z efektu.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: So, 16 pa┼║ 2010, 03:21 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Selena za┼Ťmia┼éa si─Ö g┼éo┼Ťno, przymykaj─ůc oczy.

- Ale┼╝ mam, m├│j drogi! - powiedzia┼éa; - oj, mam! Powiniene┼Ť pozna─ç syn├│w Eishan'oe!

Wci─ů┼╝ ┼Ťmiej─ůc si─Ö cicho przycisn─Ö┼éa do piersi w┼éa┼Ťnie otrzymane prezenty i ruszy┼éa w kierunku wyj┼Ťcia. Cier┼ä patrzy┼é na ni─ů zastanawiaj─ůc si─Ö, jak by┼éo mo┼╝liwe, by p┼éyn─Ö┼éa w niej ta sama krew, kt├│ra wype┼énia┼éa ┼╝y┼éy Cie┼ä i jego samego. A mo┼╝e to dziedzictwo ojc├│w mia┼éo decyduj─ůce znaczenie?
Potrz─ůsn─ů┼é g┼éow─ů, by odegna─ç niechciane my┼Ťli.

Odruchowo si─Ögn─ů┼é po rysik i pergamin. Przez chwil─Ö g┼éadzi┼é rozwini─Öty arkusz, pozwalaj─ůc wzrokowi b┼é─ůdzi─ç po nier├│wno┼Ťciach powierzchni i delikatnych przebarwieniach zdobi─ůcych j─ů jak subtelny haft. Przenikaj─ůce do wn─Ötrza sali ┼Ťwiat┼éo nasyca┼éo pergamin blaskiem, nadaj─ůc mu poz├│r ┼╝ywej tkanki - l┼Ťni─ůce i matowe przestrzenie zdawa┼éy si─Ö skrywa─ç gotowy rysunek, kt├│ry nale┼╝a┼éo jedynie z nich wydoby─ç, nada─ç mu ostateczny kszta┼ét.

R─Öka bezwiednie zacz─Ö┼éa porusza─ç si─Ö nad kartk─ů, a mu┼Ťni─Öcia rysika pog┼é─Öbia┼éy cienie ┼é─ůcz─ůce si─Ö w siatk─Ö.

- Smacznego, panie pacjencie - serdeczny g┼éos Seleny wyrwa┼é m─Ö┼╝czyzn─Ö z tw├│rczego zamy┼Ťlenia. Dziewczyna sta┼éa przy jego ┼é├│┼╝ku z tac─ů wype┼énion─ů smakowito┼Ťciami.

Cier┼ä z przyjemno┼Ťci─ů zauwa┼╝y┼é, ┼╝e kuzynka narzuci┼éa na ramiona otrzymany przed chwil─ů szal.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é: Re: Z┼éot─ů i Zielon─ů Drog─ů - Przed ┼Üwitem
PostNapisane: Wt, 19 pa┼║ 2010, 18:30 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
- Dzi─Ökuj─Ö - u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö do swojej uroczej stra┼╝niczki.

Fakt, ┼╝e z twarzy i ruch├│w dziewczyny znikn─Ö┼éy wszelkie oznaki wcze┼Ťniejszego stresu i zdenerwowania, sprawi┼é, ┼╝e i Cier┼ä si─Ö uspokoi┼é. By┼é jej za to wdzi─Öczny, wiedz─ůc, ┼╝e spok├│j stopniowo przekszta┼éci si─Ö w ten specyficzny rodzaj wyciszenia, kt├│ry zwykle pojawia┼é si─Ö przed walk─ů, pozwalaj─ůc mu ca┼ékowicie skoncentrowa─ç si─Ö na czekaj─ůcym go zadaniu. Teraz dopiero u┼Ťwiadomi┼é sobie, jak bardzo brakowa┼éo mu tego uczucia. Z drugiej strony zastanawia┼é si─Ö, czy uda mu si─Ö osi─ůgn─ů─ç ten stan bez pomocy s┼éodko pachn─ůcej trucizny, w kt├│rej oparach tak d┼éugo ukrywa┼é si─Ö przed ┼Ťwiatem i samym sob─ů.

Wreszcie masz szans─Ö przekona─ç si─Ö, kim jeste┼Ť i na ile ci─Ö sta─ç bez sztucznego "wsparcia"... Oby┼Ť jej nie zmarnowa┼é...

Zanim przyj─ů┼é tac─Ö z r─ůk Seleny, od┼éo┼╝y┼é na bok zacz─Öty przed chwil─ů rysunek. Niewiele jeszcze by┼éo wida─ç po┼Ťr├│d sieci kresek i pozornego chaosu ja┼Ťniejszych i ciemnejszych plam, ale Cier┼ä ju┼╝ rozpoznawa┼é skryte w mroku kszta┼éty budynk├│w karczmy, o┼Ťwietlone ┼Ťwiat┼éem ksi─Ö┼╝ycowym kamienie dziedzi┼äca, a przede wszystkim znajduj─ůc─ů si─Ö na pierwszym planie posta─ç... Najwyra┼║niej jego umys┼é nie b┼é─ůdzi┼é, kiedy by┼é spuszczany ze smyczy. To by┼é dobry znak.

W g┼é─Öbi sali rozleg┼é si─Ö cichy j─Ök. Selena podnios┼éa g┼éow─Ö zaniepokojona. Zostawiwszy kuzyna samego, szybko ruszy┼éa w stron─Ö cierpi─ůcego pacjenta.
Cier┼ä przez chwil─Ö patrzy┼é na jej zdecydowane gesty - cho─ç by┼éa bardzo m┼éoda, zdawa┼éa si─Ö doskonale wiedzie─ç, co powinna robi─ç, a serdeczny u┼Ťmiech prawie nigdy nie znika┼é z jej twarzy. Pensjonariusze thoryjskiego szpitala mogli na tym tylko skorzysta─ç, a jego droga kuzynka bez w─ůtpienia spe┼énia┼éa si─Ö w tej roli ÔÇô by┼éo wida─ç, ┼╝e promienia┼éa, mog─ůc pomaga─ç innym. A┼╝ trudno by┼éo uwierzy─ç, ┼╝e - b─Öd─ůc wci─ů┼╝ dzieckiem - mia┼éa w sobie tak wiele matczynego ciep┼éa.

Smakowite zapachy unosz─ůce si─Ö ze spoczywaj─ůcej na jego kolanach tacy przerwa┼éy rozmy┼Ťlania wojownika i zmusi┼éy go do skupienia uwagi na obiedzie. Nadal by┼é pod wielkim wra┼╝eniem intensywno┼Ťci, z jak─ů jego zmys┼éy odbiera┼éy rzeczywisto┼Ť─ç. Oczywi┼Ťcie mia┼éo to r├│wnie┼╝ swoje wady...

Na przyk┼éad id─ůc na targowisko, w─Öch i s┼éuch powinno si─Ö zostawia─ç przed wej┼Ťciem... ÔÇô za┼Ťmia┼é si─Ö w duchu.

Jednak wspania┼ée potrawy przygotowywane przez pani─ů Whitlow by┼éy istn─ů uczt─ů dla wszystkich zmys┼é├│w, a z ka┼╝dym kolejnym posi┼ékiem Cier┼ä odkrywa┼é proste przyjemno┼Ťci, o kt├│rych istnieniu wcze┼Ťniej nie mia┼é poj─Öcia.
Tak by┼éo i tym razem ÔÇô jad┼é powoli, rozkoszuj─ůc si─Ö smakiem, zapachem, wygl─ůdem, a nawet faktur─ů ka┼╝dego sk┼éadnika. Nie m├│g┼é oprze─ç si─Ö wra┼╝eniu, ┼╝e ka┼╝dy k─Ös by┼é kolejnym krokiem oddalaj─ůcym go od przesz┼éo┼Ťci, z kt├│r─ů pragn─ů┼é zerwa─ç.

Kiedy sko┼äczy┼é obiad i wypi┼é zio┼éowy napar, maj─ůcy pom├│c mu wytrwa─ç bez narkotyku, od┼éo┼╝y┼é tac─Ö, u┼éo┼╝y┼é si─Ö wygodnie na ┼é├│┼╝ku i siedzia┼é bez ruchu, przygl─ůdaj─ůc si─Ö wzorom malowanym na nagich ┼Ťcianach przez promienie popo┼éudniowego s┼éo┼äca - po prostu ciesz─ůc si─Ö chwil─ů.

"...bo mo┼╝e by─ç ostatni─ů..."

Podni├│s┼é rysunek i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö. ┼╗ycie niezwykle hojnie obdarza┼éo go pi─Öknymi chwilami i chocia┼╝ czasami, gdzie┼Ť w g┼é─Öbi duszy odzywa┼é si─Ö szyderczy g┼éos, m├│wi─ůcy ┼╝e na to nie zas┼éu┼╝y┼é, to Cier┼ä z wdzi─Öczno┼Ťci─ů przyjmowa┼é i smakowa┼é ka┼╝d─ů z nich, wiedz─ůc ┼╝e nie jemu o tym decydowa─ç, czy by┼é godny je prze┼╝ywa─ç czy nie.

Teraz mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e sztormy, kt├│re targa┼éy nim w ostatnim czasie, przycich┼éy, a chmury rozp─Ödzi┼é wiatr, ukazuj─ůc mu czyste niebo.
Znaj─ůc mo┼╝liwo┼Ťci swoich pracodawc├│w, by┼é pewien, ┼╝e nied┼éugo otrzyma informacje, kt├│re pokieruj─ů jego dalszymi krokami. Selena by┼éa bezpieczna i szcz─Ö┼Ťliwa, znalaz┼észy swoje miejsce. O ┼Ťwicie b─Ödzie mia┼é mo┼╝liwo┼Ť─ç z┼éo┼╝enia kolejnej ofiary, a na dodatek odzyska┼é dawno porzucon─ů wolno┼Ť─ç i otrzyma┼é mo┼╝liwo┼Ť─ç poznawania ┼Ťwiata na nowo, jak ┼Ťlepiec, kt├│ry w cudowny spos├│b nagle odzyska┼é wzrok...

Rysik zacz─ů┼é kre┼Ťli─ç kolejne linie na papierze.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pn, 8 lis 2010, 03:07 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
- Doskonale - skrzekliwy g┼éos przeci─ů┼é skupienie m─Ö┼╝czyzny, kt├│ry natychmiast podni├│s┼é wzrok na zbli┼╝aj─ůcego si─Ö doktora Tregartha.

- Prosz─Ö, niech pan nie wstaje - ci─ůgn─ů┼é medyk, dostrzeg┼észy ruch wojownika. - Nie powinien pan sobie przeszkadza─ç, nie zajm─Ö panu wiele czasu.

Lekarz zatrzyma┼é si─Ö przy ┼é├│┼╝ku Ciernia, a na jego ustach pojawi┼é si─Ö cie┼ä u┼Ťmiechu.

- Kiedy zobaczy┼éem pana pierwszy raz, nie s─ůdzi┼éem, ┼╝e oka┼╝e si─Ö pan takim... - zastanowi┼é si─Ö przez chwil─Ö, po czym doko┼äczy┼é z satysfakcj─ů: - ...doskona┼éym pacjentem. Stosuje si─Ö pan do wszelkich zalece┼ä, przyjmuje leki w wyznaczonych porach, dok┼éada stara┼ä, by proces ozdrowie┼äczy przebiega┼é niezak┼é├│cony. O takim rekonwalescencie lekarz mo┼╝e tylko marzy─ç!
Przepraszam, ┼╝e nies┼éusznie oceni┼éem pana na pocz─ůtku... naszej znajomo┼Ťci.

Wojownik wyprostowa┼é si─Ö i od┼éo┼╝y┼é rysunek przygl─ůdaj─ůc si─Ö lekarzowi z uprzejmym zainteresowaniem.

- Jak pan wie, konsultowa┼éem pa┼äski przypadek z Mistrzem Vardalienem - podj─ů┼é Tregarth niezra┼╝ony milczeniem "rozm├│wcy". - Jeste┼Ťmy zgodni, ┼╝e w obliczu pa┼äskiej odpowiedzialnej postawy i dobrze goj─ůcych si─Ö ran, mo┼╝emy wypisa─ç pana ze szpitala, pod jednym wa┼╝nym warunkiem.

Usta medyka drgn─Ö┼éy niemal niezauwa┼╝alnie, gdy podni├│s┼é ko┼Ťcisty palec, by pogrozi─ç nim pacjentowi, kt├│ry nadal w ┼╝aden spos├│b nie zareagowa┼é na przemow─Ö.

- Musi pan obieca─ç, ┼╝e nadal regularnie b─Ödzie pan przyjmowa┼é lekarstwo naszykowane przez Mistrza Vardaliena - m├│wi┼é Tregarth spokojnie. - Proces detoksykacji jest d┼éugotrwa┼éy, a ewentualny nawr├│t g┼éodu mo┼╝e za┼éama─ç kuracj─Ö i pchn─ů─ç pana z powrotem w szpony na┼éogu. Mieszanka zio┼éowa, kt├│r─ů panu zaaplikowali┼Ťmy, powinna pom├│c w najtrudniejszym okresie. Stopniowo b─Ödzie pan m├│g┼é zmniejsza─ç dawki, a┼╝ do odstawienia leku.
Pozwol─Ö sobie zauwa┼╝y─ç, ┼╝e pana organizm radzi sobie zdumiewaj─ůco dobrze z syndromem abstynencyjnym, co pozwala nam rokowa─ç osi─ůgni─Öcie sukcesu o wiele szybciej, ni┼╝ mogliby┼Ťmy si─Ö spodziewa─ç w przypadku kogo┼Ť o s┼éabszej woli. Pa┼äska kuzynka uwa┼╝a, ┼╝e poradzi┼éby pan sobie r├│wnie dobrze bez medykament├│w, lecz pozwol─Ö sobie pozosta─ç w tej materii nieco bardziej sceptyczny. Odrobina pomocy jeszcze nikomu nie zaszkodzi┼éa... he... he... - Cier┼ä u┼Ťwiadomi┼é sobie, ┼╝e Tregarth pr├│buje si─Ö ┼Ťmia─ç.

- C├│┼╝ pozostaje... - odchrz─ůkn─ů┼é medyk, nie doczekawszy si─Ö reakcji na sw├│j "┼╝art". - Od jutra rana mo┼╝e si─Ö pan uwa┼╝a─ç za cz┼éowieka nie potrzebuj─ůcego ju┼╝ pomocy medycznej. Selena przyniesie panu zapas zi├│┼é, a swoje rzeczy b─Ödzie pan m├│g┼é odebra─ç od Adriana.
Mam nadzieję, że nie dane nam będzie spotkać się tu zbyt szybko... ha... ha... - medyk zatarł dłonie z wyraźnym zadowoleniem.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pn, 8 lis 2010, 17:34 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Przez ca┼éy czas trwania przemowy na twarzy wojownika nie drgn─ů┼é ani jeden mi─Ösie┼ä, chocia┼╝ w jego g┼éowie raz za razem rozlega┼éy si─Ö salwy ┼Ťmiechu zamieszkuj─ůcego tam potwora, a Cier┼ä wyj─ůtkowo si─Ö z nim zgadza┼é. Jednak jego w┼éa┼Ťnie opiewana przez medyka si┼éa woli pozwoli┼éa mu opanowa─ç zar├│wno bezbrze┼╝ne zaskoczenie, jak i narastaj─ůc─ů ochot─Ö wybuchni─Öcia ┼Ťmiechem. Dopiero po ostatnich s┼éowach Tregartha pacjent zdecydowa┼é si─Ö na u┼Ťmiech, kt├│ry mia┼é by─ç odpowiedzi─ů na zdumiewaj─ůc─ů prezentacj─Ö poczucia humoru lekarza.

Wychodzi na to, ┼╝e zawdzi─Öczam ci du┼╝o wi─Öcej, ni┼╝ mi si─Ö wydawa┼éo, Seleno... Jakich jeszcze pi─Öknych bajek o mnie naopowiada┼éa┼Ť poza romantyczn─ů histori─ů o ratowaniu przed bandytami? Jeste┼Ť niezwykle niebezpieczn─ů osob─ů, bo dzi─Öki twojemu urokowi wszyscy wierz─ů w ka┼╝de s┼éowo, kt├│rym zechcesz ich uraczy─ç... Dziekuj─Ö. Gdyby tylko ten biedny doktor wiedzia┼é, jak nies┼éusznie czyni zmieniaj─ůc swoj─ů pocz─ůtkow─ů ocen─Ö... ÔÇô Cier┼ä poczu┼é ogarniaj─ůc─ů go fal─Ö wdzi─Öczno┼Ťci wobec swojej kochanej kuzynki, kt├│ra przy─çmi┼éa zar├│wno niedowierzanie, jak i upiorne rozbawienie, ale trwa┼éo to zbyt kr├│tko.

- Doskonały pacjent! Odpowiedzialna postawa! Zabij go! Pokaż doktorkowi jak bardzo się myli!
- Zamknij si─Ö! Sam zdecyduj─Ö, kogo po┼Ťwi─Öci─ç mojemu Panu.

W jego g┼éowie po raz kolejny zabrzmia┼é przepe┼éniony okrucie┼ästwem ┼Ťmiech, ale na zewn─ůtrz nic si─Ö nie zmieni┼éo. Kilka spokojnych oddech├│w zepchn─Ö┼éo podszepty bestii na dalszy plan.
Wstał.

No dobrze... Sprawdźmy zatem, jak wiele może zdziałać reputacja...

- Dzi─Ökuj─Ö, doktorze - zacz─ů┼é, k┼éaniaj─ůc si─Ö. - Nie chcia┼ébym nadu┼╝ywa─ç okazanego zaufania, ale je┼Ťli to nie problem, my┼Ťl─Ö, ┼╝e du┼╝o lepiej odpocz─ů┼ébym dzisiejszej nocy w jakim┼Ť zaje┼║dzie... - doda┼é po chwili.

Zawsze warto spr├│bowa─ç...

- Oczywi┼Ťcie rozumiem pa┼äskie pragnienie jak najrychlejszego wydostania si─Ö ze szpitala. Z┼éo┼Ťliwi twierdz─ů, ┼╝e w szpitalu nie da si─Ö wr├│ci─ç do zdrowia - cie┼ä u┼Ťmiechu zn├│w pojawi┼é si─Ö na mgnienie oka. - Je┼Ťli obieca pan nadal przyjmowa─ç lekarstwo, z mojej strony nie u┼Ťwiadczy pan ┼╝adnych przeszk├│d wobec przeniesienia si─Ö w bardziej lecznicze miejsce. Obawiam si─Ö jednak, ┼╝e przekonanie pa┼äskiej opiekunki to ju┼╝ zupe┼énie odr─Öbna sprawa. Spodziewam si─Ö, ┼╝e znajdzie pan odpowiednie argumenty, aby przekona─ç j─ů o s┼éuszno┼Ťci swojej decyzji.

Min─Ö┼éa chwila, zanim do Ciernia dotar┼éo znaczenie s┼é├│w lekarza. To by┼éo zadziwiaj─ůco ┼éatwe zwyci─Östwo i to na polu, na kt├│rym wojownik nigdy nie spodziewa┼éby si─Ö kapitulacji Tregartha...

Oczywi┼Ťcie zawsze jest jeszcze gro┼║ny stra┼╝nik do ob┼éaskawienia... ÔÇô u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö w duchu przypomniawszy sobie wizerunek Seleny, kt├│ry narysowa┼é tego ranka. - Zawsze warto spr├│bowa─ç... Ale to p├│┼║niej. Teraz nale┼╝a┼éoby odwdzi─Öczy─ç si─Ö medykowi za jego uprzejmo┼Ť─ç... Musisz si─Ö postara─ç.

- Nie mia┼éem zamiaru ci─Ö urazi─ç, Panie ÔÇô zacz─ů┼é przepraszaj─ůcym tonem, sk┼éadaj─ůc kolejny uk┼éon. - Bywa┼éem ju┼╝ w przybytkach mieni─ůcych si─Ö leczniczymi, jednak ten jest wyj─ůtkowy... pod wieloma wzgl─Ödami ÔÇô podni├│s┼é wzrok na Tregartha. - Chocia┼╝by ten cudowny ogr├│d... - u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö. - Nie wyobra┼╝am sobie, ┼╝ebym m├│g┼é otrzyma─ç lepsz─ů pomoc po mojej trudnej decyzji i za to jestem ogromnie wdzi─Öczny ÔÇô powiedzia┼é szczerze.

Jednak wola┼ébym sp─Ödzi─ç czas pozosta┼éy mi do ┼Ťwitu w spokoju, bez potrzebuj─ůcych towarzystwa i uwagi natr─Öt├│w...

- W takim razie zostawiam pana z przygotowaniami do batalii o wolno┼Ť─ç - powiedzia┼é medyk. - Mam nadziej─Ö, ┼╝e si─Ö panu powiedzie. Powodzenia.

Sk┼éoni┼é si─Ö lekko i ruszy┼é do wyj┼Ťcia.
Wojownik odpowiedzia┼é uk┼éonem, po czym opad┼é z powrotem na ┼é├│┼╝ko wyczerpany rozmow─ů i przymkn─ů┼é oczy. Wci─ů┼╝ nie otrz─ůsn─ů┼é si─Ö z szoku, ┼╝e kto┼Ť m├│g┼é m├│wi─ç o nim takie rzeczy, ale jego my┼Ťli ju┼╝ wybiega┼éy w przysz┼éo┼Ť─ç.
Nie planowa┼é toczy─ç wi─Öcej bitew do ┼Ťwitu, ale stawka by┼éa wysoka i wiedzia┼é, ┼╝e nie m├│g┼é si─Ö wycofa─ç. Brak spokojnego odpoczynku tej nocy m├│g┼é zadecydowa─ç o jego ┼Ťmierci w czasie porannej walki, ale tego nie m├│g┼é powiedzie─ç Selenie. Jak wi─Öc mia┼é j─ů przekona─ç do zwr├│cenia mu wolno┼Ťci? Otworzy┼é oczy i skupi┼é uwag─Ö na swojej kuzynce, kt├│ra nadal asystowa┼éa jednemu z pacjent├│w.

W ostatniej rozmowie wyra┼║nie da┼éa┼Ť do zrozumienia, ┼╝e liczysz si─Ö ze zdaniem doktora, wi─Öc w┼éa┼Ťciwie dlaczego mia┼éaby┼Ť mie─ç co┼Ť przeciwko, skoro Tregarth wyrazi┼é zgod─Ö, moja droga stra┼╝niczko...? ÔÇô na pewnym poziomie ┼Ťwiadomo┼Ťci Cier┼ä mia┼é mgliste przeczucie, ┼╝e to wcale nie by┼éo takie proste, a na dodatek nie mia┼é zielonego poj─Öcia, jak podej┼Ť─ç Selen─Ö, ┼╝eby zgodzi┼éa si─Ö wypu┼Ťci─ç go spod swoich opieku┼äczych skrzyde┼é. Wiedzia┼é jednak, ┼╝e niczego nie wymy┼Ťli, wi─Öc jedyne co m├│g┼é zrobi─ç to odpocz─ů─ç i zebra─ç si┼éy do nadchodz─ůcej bitwy o wolno┼Ť─ç, a by─ç mo┼╝e r├│wnie┼╝ o przetrwanie.
G┼é├│wna trudno┼Ť─ç polega┼éa na tym, ┼╝e musia┼é wygra─ç nie rani─ůc przeciwnika...



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 30 lis 2010, 02:19 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Kilka minut później Selena podeszła do kuzyna, by odebrać brudne naczynia. Na tacy piętrzył się stos talerzy pozostawionych przez innych pacjentów.

- Zjedzone? - zapyta┼éa u┼Ťmiechaj─ůc si─Ö serdecznie. - No to co jeszcze moge zrobi─ç, ┼╝eby uprzyjemni─ç ci popo┼éudnie?

Na widok zbli┼╝aj─ůcej si─Ö dziewczyny Cier┼ä usiad┼é, po czym u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö i skin─ů┼é g┼éow─ů.

- Obiad by┼é doskona┼éy. Dziekuj─Ö - powiedzia┼é szczerze. - Je┼Ťli masz woln─ů chwil─Ö, kuzynko, chcia┼ébym zamieni─ç z tob─ů kilka s┼é├│w - doda┼é niepewnie. - W┼éa┼Ťnie rozmawia┼éem z doktorem Tregarthem.

Dziewczyna zawahała się i zacisnęła usta. Przez moment patrzyła na Ciernia bez słowa.

- Wygl─ůda┼é na zadowolonego... - powiedzia┼éa cicho. - Nie chcesz chyba powiedzie─ç, ┼╝e dzieje si─Ö z tob─ů co┼Ť bardzo z┼éego? - Naczynia na tacy zabrz─Öcza┼éy, gdy zadr┼╝a┼éy trzymaj─ůce je d┼éonie. - Nawet Mistrz twierdzi┼é, ┼╝e bardzo dobrze sobie radzisz... - urwa┼éa, zauwa┼╝ywszy uspokajaj─ůcy gest kuzyna.

Widz─ůc reakcj─Ö Seleny wojownik wsta┼é, przej─ů┼é tac─Ö i po┼éo┼╝y┼é j─ů na ┼é├│┼╝ku

- Nie, nie, nic z tych rzeczy - powiedzia┼é szybko, chc─ůc uspokoi─ç kuzynk─Ö. - Wr─Öcz przeciwnie - doda┼é z u┼Ťmiechem. - Doktor powiedzia┼é, ┼╝e je┼Ťli obiecam regularnie pi─ç napar Mistrza Vardaliena, to nie ma potrzeby trzyma─ç mnie d┼éu┼╝ej w szpitalu. Chcia┼éem si─Ö podzeli─ç dobr─ů nowin─ů.

Selena wyra┼║nie si─Ö odpr─Ö┼╝y┼éa, a na jej usta powr├│ci┼é u┼Ťmiech.

- No to zupe┼énie nie rozumiem, dlaczego zrobi┼ée┼Ť taki upiorny wst─Öp - powiedzia┼éa, splataj─ůc ramiona na piersiach. - To doskonale, ┼╝e wracasz do zdrowia! Jestem przekonana, ┼╝e kuchnia pani Whitlow i opieka doktora sprawi─ů, ┼╝e najdalej za tydzie┼ä wr├│cisz do formy. Gratuluj─Ö!

Szeroki u┼Ťmiech dziewczyny zdawa┼é sie rozja┼Ťnia─ç ca┼ée pomieszczenie.

- Przepraszam, nie s─ůdzi┼éem ┼╝e m├│g┼é zabrzmie─ç upiornie ÔÇô powiedzia┼é wojownik zak┼éopotany. Dopiero po chwili dotar┼é do niego sens pozosta┼éych s┼é├│w Seleny. Nie mia┼é tygodnia na powr├│t do formy. Zosta┼éa mu jeszcze tylko ta jedna noc. I zupe┼énie nie wiedzia┼é, jak o ni─ů walczy─ç.

- My┼Ťl─Ö, ┼╝e przede wszystkim dobrze mi zrobi odpoczynek w nie-szpitalnym ┼é├│┼╝ku, kuzynko - powiedzia┼é usi┼éuj─ůc si─Ö u┼Ťmiechn─ů─ç.

Nawet je┼Ťli by┼éa zaskoczona, Selena nie da┼éa tego po sobie pozna─ç.

- Uwa┼╝asz, ┼╝e ┼é├│┼╝ka tutaj s─ů niewygodne? - zapyta┼éa spokojnym tonem, jakby z namys┼éem. - Zdawa┼éo mi si─Ö, ┼╝e dotychczas nie mia┼ée┼Ť problem├│w ze snem pod tym dachem... - delikatny u┼Ťmiech nadal widnia┼é na jej ustach, a pozycja cia┼éa wci─ů┼╝ by┼éa swobodna, ale... nagle pojawi┼éa si─Ö jaka┼Ť, niemal nieuchwytna, sugestia braku spokoju.
I - by─ç mo┼╝e - krzyku.
Prawdopodobnie te┼╝ chaotycznie... nie, jednak nie chaotycznie... - celnie i ┼Ťwiadomie zadawanych cios├│w drobnych pi─Ö┼Ťci.

Cier┼ä z pewnym trudem powstrzyma┼é instynktown─ů ch─Ö─ç os┼éoni─Öcia si─Ö przed uderzeniem. Poczu┼é ogarniaj─ůc─ů go fal─Ö bezradno┼Ťci. Mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e na cienkim lodzie pod jego stopami zacz─Ö┼éy pojawia─ç si─Ö rysy. Nie mia┼é poj─Öcia, jak si─Ö broni─ç, ale wiedzia┼é, ┼╝e nie m├│g┼é si─Ö podda─ç. Spu┼Ťciwszy g┼éow─Ö, gor─ůczkowo zastanawia┼é si─Ö nad nast─Öpnym ruchem. A ┼Ťwiadomo┼Ť─ç, ┼╝e ka┼╝dy fa┼észywy krok m├│g┼é doprowadzi─ç do ostatecznej pora┼╝ki lub - co gorsza - zranienia "przeciwniczki", wcale mu nie pomaga┼éa.

- Nie chodzi o ┼é├│┼╝ka, kuzynko... - zacz─ů┼é bezradnie, podnosz─ůc wzrok na Selen─Ö. - Po prostu... potrzebuj─Ö samotno┼Ťci, ┼╝eby w pe┼éni doj┼Ť─ç do siebie... a poza tym ciebie tu i tak nie ma w nocy... przecie┼╝ mo┼╝emy zobaczy─ç si─Ö rano...

- Rozumiem - powiedziała powoli dziewczyna. - Skoro tak, to mogę ci tylko życzyć szybkiego powrotu do formy.

Cier┼ä mia┼é poczucie, ┼╝e dzia┼éo si─Ö co┼Ť, czego zrozumienie zupe┼énie przekracza┼éo jego znajomo┼Ť─ç kobiecej natury. Selena by┼éa opanowana, ale wojownik zna┼é ten rodzaj spokoju. Zazwyczaj towarzyszy┼é ocenianiu mo┼╝liwo┼Ťci przeciwnika i odszukiwaniu s┼éabych punkt├│w, kt├│re m├│g┼é zdradzi─ç, zanim pad┼é pierwszy cios.

- Wiesz ju┼╝, gdzie si─Ö zatrzymasz?



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: ┼Ür, 1 gru 2010, 00:58 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Cier┼ä sta┼é przez chwil─Ö bez ruchu, przypatruj─ůc si─Ö Selenie. Nie m├│g┼é uwierzy─ç w to, co w┼éa┼Ťnie us┼éysza┼é. Brzmia┼éo jak zwyci─Östwo. Podejrzanie zbyt ┼éatwe zwyci─Östwo. Na dodatek jego "przeciwniczka" zachowywa┼éa si─Ö tak, jakby walka jeszcze si─Ö nawet nie zacz─Ö┼éa. Gdzie wi─Öc by┼é haczyk? Jak─ů pu┼éapk─Ö na niego zastawi┼éa?

Aura, kt├│r─ů w tym momencie roztacza┼éa wok├│┼é siebie kuzynka, sprawia┼éa, ┼╝e wojownik czu┼é si─Ö pokonany, pomimo tego, co przed chwil─ů powiedzia┼éa. Co┼Ť ewidentnie umkn─Ö┼éo jego uwadze, a doskonale wiedzia┼é, jak zab├│jcze bywa┼éy szczeg├│┼éy...

Szukasz s┼éabo┼Ťci, Seleno? Zdziwi┼ébym si─Ö, jakby┼Ť znalaz┼éa cokolwiek innego... - z pewnym trudem powstrzyma┼é westchnienie. Nadal czu┼é si─Ö zupe┼énie bezradny w obliczu sytuacji i wci─ů┼╝ nie wiedzia┼é, co powinien powiedzie─ç. A ona najwyra┼║niej czego┼Ť oczekiwa┼éa.

- Ja... - zacz─ů┼é niepewnie, nie odrywaj─ůc od niej wzroku. - Nie... Jeszcze nie... Widzia┼éem wiele zajazd├│w spaceruj─ůc po mie┼Ťcie... - przerwa┼é na chwil─Ö.

To chyba nie jest dobra odpowied┼║. Skup si─Ö!

- Mia┼éem zamiar poprosi─ç o rad─Ö kogo┼Ť z personelu - doda┼é po chwili.

Selena wzruszy┼éa ramionami i u┼Ťmiechn─Ö┼éa si─Ö.

- Nie wiem, czy to najlepszy pomys┼é - powiedzia┼éa. - Wszyscy pracownicy szpitala s─ů miejscowi. Ich opinie na temat zajazd├│w chyba nie b─Öd─ů szczeg├│lnie przydatne...

Wojownik pokiwa┼é g┼éow─ů.

Gdyby┼Ť w ten spos├│b post─Öpowa┼é w walce, by┼éby┼Ť martwy zanim by si─Ö jeszcze zacz─Ö┼éa, ┼éamago!

- No tak... Oczywi┼Ťcie. Masz racj─Ö, kuzynko - przeczesa┼é palcami w┼éosy, nie pr├│buj─ůc ukry─ç zak┼éopotania. - B─Öd─Ö wi─Öc chyba musia┼é zda─ç si─Ö na instynkt cz─Östego bywalca zajazd├│w... - doda┼é ┼╝artobliwie.

- Jestem pewna, ┼╝e tw├│j instynkt pomo┼╝e ci dobrze wybra─ç, kuzynie - odpar┼éa z u┼Ťmiechem brunetka. Ponownie pokiwa┼éa g┼éow─ů. - Daj mi zna─ç, na co si─Ö zdecydujecie...

Wyg┼éadzi┼éa sp├│dnic─Ö i si─Ögn─Ö┼éa po tac─Ö. Na kr├│tk─ů chwil─Ö Cier┼ä dostrzeg┼é d┼éugie ciemne rz─Ösy i bursztynowy blask oczu Seleny, zazwyczaj skrytych pod grzywk─ů.

- Do zobaczenia wkrótce, Cierniu, - powiedziała dziewczyna serdecznie. - I pamiętaj, że zanim wyruszysz na poszukiwania swojej samotni, masz się zgłosić po zapas ziół.

- Dzi─Ökuj─Ö, kuzynko ÔÇô jego g┼éos przepe┼éniony by┼é mieszanin─ů zagubienia i szczerej wdzi─Öczno┼Ťci. Nadal nie mia┼é poj─Öcia, co si─Ö w┼éa┼Ťnie wydarzy┼éo. Zasalutowa┼é, u┼Ťmiechaj─ůc si─Ö weso┼éo, chocia┼╝ wcale nie by┼éo mu do ┼Ťmiechu.

Tak naprawd─Ö we mnie nie wierzysz, Seleno... i oczywi┼Ťcie masz racj─Ö. Chocia┼╝ wyb├│r karczmy to akurat najmniejszy k┼éopot. Czy si─Ö jeszcze zobaczymy? Wszystko zale┼╝y od tego, co wydarzy si─Ö o ┼Ťwicie ÔÇô z kim przyjdzie mi skrzy┼╝owa─ç ostrze i czy moje umiej─Ötno┼Ťci oka┼╝─ů si─Ö wystarczaj─ůce... - pomy┼Ťla┼é ju┼╝ spokojniejszy, przygl─ůdaj─ůc si─Ö odchodz─ůcej dziewczynie. Pomimo ┼╝e wci─ů┼╝ mia┼éa w sobie co┼Ť z tego weso┼éego brzd─ůca, kt├│rym czasami si─Ö opiekowa┼é przed opuszczeniem rodzinnych stron, to jednak bez w─ůtpienia by┼éa ju┼╝ kobiet─ů - i to tak─ů, kt├│ra doskonale radzi┼éa sobie o w┼éasnych si┼éach i nie musia┼éa opiera─ç si─Ö na ramieniu m─Ö┼╝czyzny. Z jakiego┼Ť powodu ten fakt budzi┼é w nim uczucie przypominaj─ůce dum─Ö, chocia┼╝ wojownik nie do ko┼äca rozumia┼é dlaczego.
Usiad┼é na ┼é├│┼╝ku, opieraj─ůc si─Ö wygodnie o wezg┼éowie, i przymkn─ů┼é oczy. Wci─ů┼╝ by┼é oszo┼éomiony niespodziewanym zwyci─Östwem ÔÇô nie m├│g┼é uwierzy─ç, ┼╝e tak ┼éatwo odzyska┼é wolno┼Ť─ç.

No dobrze... i co dalej?

* * *

Przenikaj─ůce przez listowie promienie s┼éo┼äca malowa┼éy mozaikowe wzory na mchu. Gdzie┼Ť wysoko, w koronach drzew ┼Ťpiewa┼éy ptaki. Skryte w trawie kolorowe kwiaty nie┼Ťmia┼éo ukazywa┼éy swe czaruj─ůce oblicza uwa┼╝nemu w─Ödrowcowi, a wok├│┼é nich brz─Öcza┼éy skuszone zapachem pszczo┼éy. ┼Ücie┼╝ka by┼éa w─ůska i co chwil─Ö nikn─Ö┼éa w┼Ťr├│d le┼Ťnego runa. W oddali widnia┼éa plama ┼Ťwiat┼éa ÔÇô niewielka polana, kt├│ra by┼éa ulubionym miejscem biegn─ůcej przed nim dziewczynki, odk─ůd pierwszy raz j─ů tam zaprowadzi┼é. Wcze┼Ťniej by┼éa to po prostu jego kryj├│wka ÔÇô miejsce, gdzie przychodzi┼é w poszukiwaniu samotno┼Ťci: ┼╝eby w spokoju poczyta─ç, porysowa─ç czy nawet potrenowa─ç bez nara┼╝ania si─Ö na wrogie lub pogardliwe spojrzenia i zaczepki tych, kt├│rych obra┼╝a┼éo samo jego istnienie; czasami te┼╝ szuka┼é tutaj schronienia przed m─Öcz─ůcym towarzystwem swojej bli┼║niaczki. Jego malutka kuzynka by┼éa jedyn─ů osob─ů, z kt├│r─ů zdecydowa┼é si─Ö podzieli─ç pilnie strze┼╝on─ů tajemnic─ů...

Nagle dziecko zatrzymało się i odwróciło do niego.

- Aran, Aran! Chod┼║ szybko, bo pan motyl ucieknie do swojego domku i nigdy go nie znajdziemy ÔÇô podbieg┼éa do niego i z┼éapa┼éa go za r─Ök─Ö, poci─ůgaj─ůc za sob─ů w stron─Ö polany. Cier┼ä podda┼é si─Ö i przyspieszy┼é kroku, r├│wnocze┼Ťnie staraj─ůc si─Ö zadba─ç, ┼╝eby zaaferowana dziewczynka si─Ö nie przewr├│ci┼éa.

Nagle znowu si─Ö zatrzyma┼éa i zadar┼éa g┼éow─Ö do g├│ry. M┼éodzieniec stan─ů┼é za ni─ů i spojrza┼é w tym samym kierunku.

- Aran, zobacz! Prezent! - spr├│bowa┼éa si─Ögn─ů─ç w g├│r─Ö po okaza┼éy kwiat zwisaj─ůcy z ga┼é─Özi nad ich g┼éowami, ale by┼é dla niej zdecydowanie zbyt wysoko.

- Prezent? - zapyta┼é Cier┼ä z u┼Ťmiechem. - Dla kogo?

Dziewczynka podskoczy┼éa, ale nadal nie mog┼éa dosi─Ögn─ů─ç wymarzonej zdobyczy. Podnios┼éa wzrok na kuzyna i wyci─ůgn─Ö┼éa r─Öce.

- Dla pana motyla ÔÇô powiedzia┼éa, jakby zdziwiona, ┼╝e ch┼éopak m├│g┼é nie wiedzie─ç czego┼Ť tak oczywistego. - Pom├│┼╝, prosz─Ö ÔÇô u┼Ťmiechn─Ö┼éa si─Ö uroczo.

M┼éodzieniec wzi─ů┼é dziewczynk─Ö na r─Öce, ┼╝eby mog┼éa zerwa─ç ÔÇťprezentÔÇŁ. Kiedy tylko jej si─Ö uda┼éo, uca┼éowa┼éa go w policzek, zwinnie zsun─Ö┼éa si─Ö na ziemi─Ö i pobieg┼éa w stron─Ö polany, rado┼Ťnie wymachuj─ůc swoim trofeum.

- No chod┼║! - krzykn─Ö┼éa odwracaj─ůc g┼éow─Ö. - Szybko!

Cier┼ä ruszy┼é za ni─ů.
Kiedy dotarli do polany, ma┼éa po raz kolejny si─Ö zatrzyma┼éa. Spojrza┼éa na niego powa┼╝nie, przyk┼éadaj─ůc palec do ust.

- Zosta┼ä tu, Aran, bo jeste┼Ť za du┼╝y i pan motyl si─Ö przestraszy ÔÇô wyszepta┼éa z przej─Öciem, patrz─ůc na drug─ů stron─Ö polany, gdzie ros┼éa k─Öpa dzwonk├│w. - Tylko pami─Ötaj ÔÇô znowu wymownie przy┼éo┼╝y┼éa palec do ust. - A ja zanios─Ö mu prezent ÔÇô nie czekaj─ůc na odpowied┼║, zacz─Ö┼éa skrada─ç si─Ö przez polan─Ö niczym poluj─ůcy kociak.

M┼éodzieniec usiad┼é oparty o pie┼ä drzewa i z u┼Ťmiechem przygl─ůda┼é si─Ö poczynaniom kuzynki. Jak na zaledwie czteroletniego brzd─ůca, by┼éa wyj─ůtkowo zwinna, a jej urok m├│g┼éby stopi─ç lodowiec ÔÇô wszyscy przepowiadali, ┼╝e w przysz┼éo┼Ťci z┼éamie wiele serc.
Mia┼é tylko nadziej─Ö, ┼╝e ta cudowna istota nigdy nie do┼Ťwiadczy takiego traktowania, na jakie skazany by┼é on sam, odk─ůd pierwszy raz opu┼Ťci┼é bezpieczne ┼Ťciany rodzinnego domu...

- Pan motyl uciek┼é! Nie chce si─Ö ze mn─ů zaprzyja┼║ni─ç ÔÇô dziewczynka wr├│ci┼éa do niego wyra┼║nie ura┼╝ona. Ma┼ée d┼éonie zacisn─Ö┼éa w pi─ůstki. - Nie dam mu prezentu!

Cier┼ä wyci─ůgn─ů┼é z zaci┼Ťni─Ötej r─ůczki kwiat i wetkn─ů┼é go w czarne g─Öste w┼éosy ma┼éej obra┼╝alskiej.

- Mo┼╝e to jednak by┼é prezent dla ciebie? - zapyta┼é z u┼Ťmiechem i podni├│s┼é si─Ö. - Chod┼║, poszukamy innego pana motyla, skoro ten okaza┼é si─Ö takim gburem... - wzi─ů┼é ma┼é─ů za r─Ök─Ö i ruszy┼é na drug─ů stron─Ö polany.

Dziewczynka podskoczy┼éa rado┼Ťnie, po czym od razu sprawdzi┼éa czy kwiat nie wypad┼é jej z w┼éos├│w.

- Dobrze! Ale te┼╝ musi by─ç niebieski ÔÇô zakomunikowa┼éa stanowczo i ruszy┼éa za kuzynem.


* * *

Wojownik otworzy┼é oczy i wpatrzy┼é si─Ö w kamienie sufitu. Nie zdawa┼é sobie sprawy, ┼╝e na jego twarzy go┼Ťci┼é u┼Ťmiech. Nigdy nie s─ůdzi┼é, ┼╝e tak odleg┼ée wspomnienia jeszcze kiedy┼Ť do niego wr├│c─ů.
Jednak teraz nie m├│g┼é pozwoli─ç sobie na luksus ponownego prze┼╝ywania pi─Öknych chwil z przesz┼éo┼Ťci. Musia┼é si─Ö skupi─ç na prze┼╝yciu chwili obecnej...

Wsta┼é, pozbiera┼é swoje rzeczy i poprawi┼é schludnie z┼éo┼╝on─ů po┼Ťciel. Upewniwszy si─Ö, ┼╝e pozostawia wszystko w jak najlepszym porz─ůdku, uda┼é si─Ö na poszukiwanie Adriana, ┼╝eby odzyska─ç sw├│j miecz i kilka drobiazg├│w, kt├│re mog┼éy si─Ö przyda─ç w najbli┼╝szym czasie. Zdecydowa┼é, ┼╝e je┼Ťli b─Ödzie mia┼é tak─ů mo┼╝liwo┼Ť─ç, zostawi w szpitalu cz─Ö┼Ť─ç swoich rzeczy do czasu wykonania zadania. Nie chcia┼é, ┼╝eby wpad┼éy w niepowo┼éane r─Öce, je┼╝eli zginie, a pozostawione tutaj zapewne w ko┼äcu trafi┼éyby do Seleny.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 4 sty 2011, 02:02 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Adriana odnalaz┼é w hallu szpitala. M┼éodzieniec schodzi┼é w┼éa┼Ťnie po schodach, otrzepuj─ůc z kurzu r─Ökawy szaty.

- Dzie┼ä dobry - powiedzia┼é skin─ůwszy g┼éow─ů. Uwa┼╝ne spojrzenie przesun─Ö┼éo si─Ö po wojowniku. - Rozumiem, ┼╝e pragnie pan odebra─ç swoje rzeczy. - Prosz─Ö za mn─ů.

Ruszy┼é naprz├│d, wci─ů┼╝ staraj─ůc si─Ö oczy┼Ťci─ç szat─Ö.

- Dzie┼ä dobry - Cier┼ä uk┼éoni┼é si─Ö i pod─ů┼╝y┼é za swoim przewodnikiem szcz─Ö┼Ťliwy, ┼╝e nie musia┼é niczego t┼éumaczy─ç.

Kiedy drzwi do magazynu stan─Ö┼éy otworem, pomocnik medyka sk┼éoni┼é si─Ö przepraszaj─ůco.

- Pozwoli pan, ┼╝e zostawi─Ö pana na chwil─Ö samego - powiedzia┼é. - Musz─Ö doprowadzi─ç si─Ö do porz─ůdku - w bezradnym ge┼Ťcie podni├│s┼é brudne d┼éonie, pokazuj─ůc je rozm├│wcy. - Zaraz wr├│c─Ö.

Wojownik skin─ů┼é g┼éow─ů i skoncentrowa┼é si─Ö na swoim plecaku, odk┼éadaj─ůc na bok rzeczy, kt├│re chcia┼é zostawi─ç, je┼Ťli b─Ödzie mia┼é tak─ů mo┼╝liwo┼Ť─ç.

- Wszystko w porz─ůdku? Niczego nie brakuje? - g┼éos Adriana sprawi┼é, ┼╝e d┼éo┼ä Ciernia odruchowo zacisn─Ö┼éa si─Ö na r─Ökoje┼Ťci le┼╝─ůcego przed nim miecza. Zreflektowa┼é si─Ö jednak szybko i cofn─ů┼é r─Ök─Ö, odwracaj─ůc si─Ö w stron─Ö przybysza.

- Oczywi┼Ťcie, dzi─Ökuj─Ö - zacz─ů┼é z u┼Ťmiechem. - Tylko... mam pro┼Ťb─Ö... czy m├│g┼ébym tu zostawi─ç cz─Ö┼Ť─ç swojego baga┼╝u? - zapyta┼é cicho. - Nie wyje┼╝d┼╝am jeszcze, a my┼Ťl─Ö ┼╝e tutaj b─Ödzie bezpieczniejszy ni┼╝ w karczmie... - wyja┼Ťni┼é.

Wzrok młodzieńca zatrzymał się na chwilę na plecaku pacjenta.

- My┼Ťl─Ö, ┼╝e doktor nie b─Ödzie mia┼é nic przeciwko temu - zacz─ů┼é ostro┼╝nie. - Bardzo prosz─Ö. Sam pan widzi, ┼╝e i tak niewiele tu przechowujemy - d┼éoni─ů wskaza┼é na puste p├│┼éki; - a poza mn─ů chyba i tak nikt tutaj nie schodzi.

Wzruszy┼é ramionami i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö lekko.

- Dzi─Ökuj─Ö - odrzek┼é wojownik, r├│wnie┼╝ si─Ö u┼Ťmiechaj─ůc i u┼éo┼╝y┼é na regale kilka drobiazg├│w. Spojrza┼é na dwa kr├│tkie ostrza, ale nie si─Ögn─ů┼é po nie, a jedynie zarzuci┼é sobie na rami─Ö plecak i chwyci┼é dwur─Öczny miecz.

- Powinienem si─Ö po nie zg┼éosi─ç w ci─ůgu kilku najbli┼╝szych dni - zacz─ů┼é, ponownie spogl─ůdaj─ůc na Adriana. - A je┼Ťli by tak si─Ö nie sta┼éo, prosz─Ö po prostu przekaza─ç je mojej kuzynce - doda┼é po chwili wahania.

Ch┼éopak patrzy┼é na Ciernia spokojnie, a w jego oczach zal┼Ťni┼éa iskra zrozumienia. Powoli skin─ů┼é g┼éow─ů.

- Oczywi┼Ťcie.

Cier┼ä uk┼éoni┼é si─Ö z wdzi─Öczno┼Ťci─ů, ale nic nie powiedzia┼é.
W milczeniu wrócili na górę. U szczytu schodów wojownik przerwał ciszę.

- Nie wiesz, Panie, gdzie znajd─Ö Selen─Ö?

- O tej porze powinna by─ç w pracowni zielarskiej - odpar┼é Adrian, wskazuj─ůc w stron─Ö drogi na pi─Ötro. - Trzecie drzwi na prawo.

- Dziękuję - wojownik po raz kolejny się ukłonił.

- Do widzenia - rzucił krótko młodzieniec. - I słońca za plecami.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pn, 14 lut 2011, 00:57 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 12 pa┼║ 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń podniósł uważny wzrok na Adriana.

Jeste┼Ť doskona┼éym obserwatorem, Panie, i wyci─ůgasz niezwykle celne wnioski. Teraz jestem ci za to wdzi─Öczny, bo wreszcie spotka┼éem kogo┼Ť, komu niczego nie trzeba t┼éumaczy─ç, ale by┼éby┼Ť bardzo gro┼║nym przeciwnikiem... Pozostaje jedynie mie─ç nadziej─Ö, ┼╝e pozostawisz swoje wnioski dla siebie. A je┼Ťli nie, c├│┼╝ - sam jestem sobie winien.

Skin─ů┼é g┼éow─ů i u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö w podzi─Ökowaniu, po czym ruszy┼é po schodach. Jego krokom towarzyszy┼éa dziwna mieszanina ulgi i niepokoju. Nie zwyk┼é pozostawia─ç za sob─ů wiedzy o sprawach, kt├│re dotyczy┼éy tylko jego. Tym razem by┼éo inaczej... Jednak nie mia┼é ju┼╝ na to wp┼éywu, wi─Öc skupi┼é my┼Ťli na rozmowie, kt├│ra czeka┼éa go za "trzecimi drzwiami na prawo".

Ufam, ┼╝e nie zmieni┼éa┼Ť zdania, kuzynko, i pozwolisz mi si─Ö uwolni─ç spod swojej troskliwej opieki...

Mia┼é nadziej─Ö, ┼╝e spotkanie z Selen─ů nie b─Ödzie d┼éugie. Ok┼éamywanie jej nie przychodzi┼éo mu ┼éatwo, ale prawda i tak nie przesz┼éaby mu przez gard┼éo.



_________________
Cier┼ä jest wysoki, jak na cz┼éowieka. Nie wygl─ůda na wielkiego osi┼éka, ale dwur─Öczny miecz przewieszony przez plecy sk┼éania do przemy┼Ťlenia tej kwestii. Postrz─Öpione, br─ůzowo rude w┼éosy okalaj─ů pozbawion─ů zarostu twarz nie si─Ögaj─ůc nawet ramion. Zielone oczy spogl─ůdaj─ů na ┼Ťwiat ze spokojem i tylko w g┼é─Öbi dostrzec mo┼╝na niepokoj─ůce ogniki. Nosi lu┼║ne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

M├│j czas wkr├│tce nadejdzie.
Modl─Ö si─Ö tylko o dobr─ů ┼Ťmier─ç.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wy┼Ťwietl posty nie starsze ni┼╝:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 2 [ Posty: 38 ]  Przejd┼║ na stron─Ö 1, 2  Nast─Öpna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegl─ůda forum

U┼╝ytkownicy przegl─ůdaj─ůcy ten dzia┼é: Brak zidentyfikowanych u┼╝ytkownik├│w i 1 go┼Ť─ç


Nie mo┼╝esz rozpoczyna─ç nowych w─ůtk├│w
Nie mo┼╝esz odpowiada─ç w w─ůtkach
Nie mo┼╝esz edytowa─ç swoich post├│w
Nie mo┼╝esz usuwa─ç swoich post├│w

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne u┼╝ytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u