Teraz jest Wt, 19 cze 2018, 18:58

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 2 z 2 [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Pytania i poszukiwania

Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: So, 16 paź 2010, 02:58 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Doktor Tregarth wynurzył się nagle spomiędzy drzew. Światło odbiło się od szkieł jego okularów, nadając mu niepokojący wygląd. Szczupła, poorana siecią zmarszczek twarz była poważna i skupiona. Szedł spokojnym krokiem, a szara szata sprawiała, że wyglądał krucho i nierealnie w pełnym soczystej zieleni ogrodzie.

Lalaith drgnęła na widok medyka i westchnęła cicho. Teraz, kiedy miała szansę przeanalizować wydarzenia ostatnich minut, miała wrażenie, że jej opowieść naprawdę wyglądała na bredzenie wariatki. Ale przecież widziała to wszystko na własne oczy! Błyskawice, zaskoczone spojrzenie Sylwava i...

Bogini! Czy ja tracę rozum? Czy to wszystko mi się zdawało?

Mirandor wstał z ławki i skłonił się z szacunkiem starszemu mężczyźnie.
Nie rozumiał wiele, ale był pewien, że wydarzyło się tutaj coś bardzo złego, i jedyną osobą, która mogłaby cokolwiek wyjaśnić był ten dziwny szaman o poważnej twarzy.

Tregarth zatrzymał się nieopodal ławki i uśmiechnął się do wpatrzonych w niego ludzi.

- Właśnie się dowiedziałem, że miały tu miejsce jakieś dziwne wydarzenia - ostry głos lekarza brzmiał dość łagodnie. - Może zechcecie mi państwo opowiedzieć co się stało? Chętnie pomogę rozwiać wątpliwości i znaleźć lekarstwo na państwa niepokoje.

Na twarzy medyka wciąż widniał spokojny uśmiech, a brzmiące w jego głosie zainteresowanie było szczere i zadziwiająco kojące.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 20 paź 2010, 13:15 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith nie bardzo wiedziała, co zrobić z rękami. Splotła je więc na podołku i podniosła wzrok na lekarza. Jego uspokajający głos był tak niepodobny do zwyczajowo używanego wobec pacjentów tonu chłodnego racjonalizmu, że kapłanka przez krótką chwilę miała ochotę opowiedzieć medykowi całą historię „teraz już i natychmiast”.
Zreflektowała się jednak, zerkając na stojącego opodal Mirandora.

- Doktorze, ja… chciałam przeprosić za zamieszanie. Nie wiem, jak to wszystko wyjaśnić, ani od czego zacząć. Ale ja jeszcze tutaj zostaję i odpowiem na każde pytanie, a ten pan – ruchem głowy wskazała odzianego w futra drwala – przyszedł do Sylwava… który zniknął, jakkolwiek to brzmi. A pan Mirandor nie jest pacjentem szpitala, więc może w pierwszej kolejności…?

To, co ja mam do powiedzenia, nie jest takie proste…I nie brzmi dobrze. Wcale nie brzmi. – Westchnęła ciężko na myśl o tym, co ją czekało, kiedy zaczną się pytania.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Cz, 4 lis 2010, 02:58 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Kto? Że ja? - pomyślał Mirek i spojrzał na Lekarza.

- Ja, Prose Pana, prysedłem do Sylwava, miał dziś iść ze mną i ja... - głos uwiązł mu w gardle, - nie wiem... Pani Lalait mówi, że on zniknął jak duch.

Zaraz, wczoraj mnie nie posłuchał, ja go obraziłem. Lepiej będę milczał - postanowił nagle.

- Ja, Prose Pana, nie widziałem już Sylwava dzisiaj. Pani Lalait widziała go - spojrzał na kobietę; - chyba ostatnia, nim zabrał go Zły Duch. Ja chcę tylko wiedzieć, gdzie on jest i cy można mu pomóc, albo iść do niego. To był mój psyjaciel.

Wpatrywał się w medyka, licząc na to, że Lalaith zaraz powie, co się stało. On sam przeciwko Złym Mocom nie mógł nic poradzić, był niczym mrówka naprzeciw niedźwiedzia. Jedynie jego wiara, że czuwały nad nim Dobre Siły, dodawała mu odwagi, aby mógł przynajmniej o tym mówić. Znów ukradkiem zacisnął w pięści wiszące na rzemieniach talizmany wzywając wszelkie Mądrości i Świętości na pomoc.

I niech ktoś w końcu mu wszystko wyjaśni!



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 12 lis 2010, 18:51 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Lekarz słuchał uważnie. Jego oczy nieruchomo wpatrywały się w twarze, na których malowało się zagubienie i strach. Podniósł ręce w uspokajającym geście.

- Przede wszystkim bardzo proszę, żeby się państwo uspokoili - powiedział zgrzytliwie. - Nerwy zawsze są złym doradcą. Proszę postarać się ułożyć myśli i spokojnie opowiedzieć mi, co się wydarzyło. Dopóki nie poznam faktów, nie będę w stanie nic dla państwa zrobić - powtórzył z lekkim naciskiem.

Opuścił dłonie i skierował spojrzenie na Lalaith.

- Jeśli dobrze rozumiem, to właśnie pani była naocznym świadkiem wydarzeń - kontynuował. - Może zatem opisze mi pani, co się stało i dlaczego uważa pani, że wysoki, silny mężczyzna mógł zniknąć jak mgła? Jestem przekonany, że istnieje jakieś logiczne wyjaśnienie jego nieobecności w szpitalu; zdaje mi się, że pan Sylwav planował wybrać się na spacer po mieście, poznać okolicę... - przez twarz medyka przemknął zdawkowy uśmiech. - Nie ma potrzeby, żeby interpretować jego wyjście jako efekt działania sił nadprzyrodzonych.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 17 lis 2010, 17:25 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith westchnęła ciężko. W innym stanie ducha, jeszcze parę tygodni temu, zwyczajnie zaczęłaby wrzeszczeć na tego człowieka, rugając go za brak zrozumienia prostych zdań i za to, że zupełnie nie słucha, co się do niego mówi. Teraz… Teraz zwyczajnie nie miała na to sił.

Zresztą… to i tak wszystko jedno. Ktoś musi to opowiedzieć, czy uwierzy czy nie. Nawet jeślibym mu to napisała, nie zabrzmi bardziej wiarygodnie. Sama nie wiem, co o tym wszystkim sądzić… – pomyślała, mnąc w dłoniach brzeg szpitalnego szlafroka.

- Dobrze… Ktoś i tak musi z siebie zrobić wariata – szepnęła bardziej do siebie niż do dwóch stojących nieopodal mężczyzn. – Panie doktorze, to co powiem, na pewno zabrzmi jak bredzenie obłąkanego. Zwłaszcza, że nie mam żadnych dowodów. Oprócz, oczywiście, nieobecności Sylwava w szpitalu. – Niespokojnie wierciła się na swoim miejscu, nie bardzo wiedząc, od czego zacząć relację. - Ja i Sylwav wyszliśmy do ogrodu, żeby chwilę porozmawiać i poczekać na Selenę. Ona miała nam wydać jakąś odzież na zmianę. Chcieliśmy wyjść do miasta i trochę się rozejrzeć… Strasznie nam się to czekanie dłużyło, więc na chwilę weszliśmy do budynku, poszukać kogoś z personelu, ale nikogo nie spotkaliśmy. Hm… Sylwav w sumie nie zachowywał się cicho, więc aż dziwne, że nikomu nie zakłócił pracy. Potem wróciliśmy tutaj i…- zawahała się. - Czy pan, doktorze, wierzy w magię? – kapłanka z trudem wypowiedziała ostatnie zdanie.

- Nie bardzo rozumiem, co moje przekonania na jakikolwiek temat mają wspólnego z opisem faktów, o który panią prosiłem - powiedział sucho Tregarth, wracając do swego zwykłego tonu.

Im dalej w las, tym więcej drzew… Niewiarygodne dopiero się zacznie.

- Ekhm… Ma znaczenie. Bo widzi pan, wróciliśmy tutaj, rozmawialiśmy. Sylwav opowiadał o swojej pracy. Nie mnie oceniać, czy mówił poważnie, czy w niewybredny sposób żartował, ale mówił, że zabija magów… - po plecach kapłanki przebiegł dreszcz. – A kiedy go dotknęłam… - Lalaith zupełnie zaschło w ustach. Samo wspomnienie było na tyle przerażające, że ciężko było jej mówić dalej.

– Sylwava oplotły trzaskające błękitne iskry. Nie wiem, jak to wyjaśnić! On tez nie wiedział, wyglądał na równie zaskoczonego, co ja. Potem był już tylko oślepiający błysk, który zmusił mnie do zamknięcia oczu. I huk, jak grom uderzający w taflę wody. Kiedy otworzyłam oczy, Sylwava już nie było. Tu nie ma mowy o spacerze! O magii – tak. O siłach nadprzyrodzonych, jak chce Mirandor – proszę… Ale spacer?! Doktorze - ludzie nie znikają tak po prostu. Nie biegają też z prędkością błyskawicy, prawda?

Lalaith oddychała ciężko, czując w głowie pulsujący ból. Stres dawał o sobie znać. Nie panowała ani nad oddechem, ani nad dudniącym biciem serca. Starała się myśleć logicznie, uspokoić się, ale sytuacja, której była świadkiem wymykała się jakiejkolwiek logice.

Mirandor może mieć rację. Magia, bogowie, złe duchy – jak zwał, tak zwał, ale to, co się tutaj wydarzyło, musiało być nadprzyrodzone! I jedyne, czego się obawiam, to że miało związek ze mną…

Tregarth zastanawiał się przez chwilę. Przymknął oczy i ścisnął palcami grzbiet nosa. Potem pokiwał głową i spojrzał na Mirandora, napotykając pełen oczekiwania wzrok.

- Czy kiedykolwiek wcześniej zdarzały się pani podobne manifestacje mocy nadprzyrodzonej? - zapytał wciąż niewzruszonym tonem medyk. - Jeśli dobrze pamiętam, uczyła się pani w jakiejś świątyni... czy takie zjawiska to element... zwyczajowej edukacji w pani zakonie?

Kapłanka spojrzała lekarzowi w oczy.

- Edukacji? Pan doktor ma na myśli wprowadzanie w trans?! Tak, uczyłam się w szkole zakonnej, ale świątynia Diyoli to miejsce nauki zielarzy, medyków, a nie wieszczek. Jeżeli pan sugeruje że nałykałam się jakichś sprowadzających wizje ziół, to chciałam tylko przypomnieć, że jedyne medykamenty z jakimi miałam tu do czynienia, to wasze medykamenty, doktorze…

Usta lekarza wykrzywił trudny do określenia grymas.

- Mam na myśli jedynie to, czy uczono panią posługiwania się magią kapłańską - ostatnie słowa zabrzmiały tak, jakby Tregarth opowiadał o czymś obrzydliwym. - Wiele religii uznaje za niezbędne posługiwanie się takimi... metodami... w celu jak najlepszego pozyskiwania... współwyznawców... - zatarł dłonie i przyglądał się kapłance. - Bez wątpienie i pani... bóstwo... uznaje czasem za słuszne obdarzyć kogoś ze swych szczególnie żarliwych wyznawców możliwością porażenia niewiernych albo nadprzyrodzonego - niemal wypluł to określenie - uleczenia kurzajek...

Kapłanka skuliła się w sobie. Słowa Tregartha, choć wypowiadane spokojnym tonem, niosły ze sobą taki ładunek emocjonalny, że kobieta poczuła się, jakby ktoś raz za razem dawał jej w twarz. I ten Ktoś właśnie obrażał jej Boginię!

Tak, tobie by się to przydało, żeby ci coś porazić… Wybacz, Diyolo!

- Pan mnie obraża. Mnie i moje bóstwo… Nie uczono mnie magii kapłańskiej. I nigdy mi nie wmawiano, że moja bogini ma na celu ”porażanie niewiernych albo leczenie kurzajek”. Raczej, że pozwala nam zrozumieć otaczający świat. Ba, nigdy mnie nie nakłaniano do pozyskiwania współwyznawców, ani nie uczono pogardy do rzeczy, o których nie mam pojęcia. Jak rozumiem, uważa pan magię kapłańską albo za kuglarstwo, albo za coś głęboko niemoralnego? Nie musi pan wierzyć w cuda, rozumiem, ale tym samym nie mam nic, co by było w stanie wyjaśnić panu zniknięcie Sylwava, przykro mi. Jestem wszak tylko prostą zielarką, otumanioną dymem kadzideł świątynnych. Co ja mogę wiedzieć? – ostatnie słowa wypowiadała już przez zaciśnięte zęby, drżąc na całym ciele. Wpatrywała się w punkt przed swoimi stopami, a w jej duszy budziły się najgorsze demony.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: So, 20 lis 2010, 19:36 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Wiele nie rozumiał, ale nie chciał również się wtrącać w rozmowę tutejszego Szamana z tą Panią. Wytężał słuch i umysł by jak najlepiej pojąć sens rozmowy.

Im dalej w las tym więcej drzew...

Może nie do końca rozumiał słowa, lecz było dla niego jasne, że Szaman obwiniał Kobietę o zniknięcie Sylwava. Zaraz postanowił się jej przyjrzeć. Dyskretnie postarał się odsunąć jak najdalej. Była co najmniej podejrzana - jeśli nie zła i oddająca cześć Złym Duchom.
Oczekiwał dalszego rozwoju wydarzeń licząc, że Szaman odgoni złe moce i przywoła Sylwava tutaj z Dolnego Świata, gdzie pewnie... wysłała go ta wiedźma.

Jednak wiele faktów mu nie pasowało - nie odzywał się, nie mając pewności, że dobrze rozumiał treść rozmowy. Oskarżenie niewinnej kobiety byłoby dla niego niewybaczalne.
Wszystko w rękach Szamana.

- Preprasam Pana - odezwał się nieśmiało, spoglądając w twarz Lekarza, - ale co ja mam zrobić dalej?



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 11 gru 2010, 01:46 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Lekarz popatrzył ponad głową brodacza.

- O, właśnie to, czego potrzebujemy najbardziej - powiedział cicho.

Mirandor odwrócił się, by napotkać skupione spojrzenie nadchodzącego alejką pomocnika szamana. Mężczyzna niósł tacę, na której stały dwa kubki. Znad krawędzi naczyń unosiła się para.

- Myślę, że powinni państwo wypić zioła - stwierdził spokojnie medyk, uśmiechając się do swych rozmówców. - Niezależnie od natury wydarzeń, których byliście świadkami, najlepiej będzie najpierw uspokoić nadszarpnięte nerwy, a potem raz jeszcze przeanalizować dostępne fakty.

Adrian podał kubek Lalaith, a drugi wręczył Mirandorowi.
Napój pachniał świeżą trawą, suszonymi śliwkami i wilgotną ziemią.
Tregarth przyglądał się przez chwilę zmarszczonym podejrzliwie brwiom Lalaith.

- Zapewniam panią - zaskrzeczał wreszcie, - że wywar ten zawiera jedynie mieszankę pospolitych roślin cenionych za swe uspokajające właściwości. Gwarantuję, że żadne z zastosowanych ziół nie posiada cech wieszczogennych...

Postawny pomocnik stanął za medykiem i uważnie przyglądał się siedzącej na ławce pacjentce.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 10 sty 2011, 12:43 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Niewiele myśląc, Lalaith wypiła napar tak szybko, jak było to możliwe, zważając na jego temperaturę. W końcu byli z Mirandorem pacjentami tego przybytku – nie otrują jej.
A i tak żadne zioła sprowadzające wizje nie mogły zesłać jej nic gorszego, niż to, co już miała okazję zobaczyć.
Kątem oka zerknęła znad brzegu kubka na pomocnika doktora Tregartha.

- Wyglądam groźniej niż zazwyczaj? – mruknęła między jednym a drugim łykiem herbatki. Skończywszy napar, odstawiła kubek na ławkę i zwróciła się do lekarza: - Co dalej, doktorze? Co dalej z tym wszystkim?

Co dalej z Sylwavem? Ze mną i Mirandorem? Gdzie zniknął Syl, i czy tam, gdzie jest, będzie bezpieczny? I…czy to moja wina?



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Śr, 30 mar 2011, 23:09 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Trochę kręciło jej się w głowie.
Powoli usiadła na łóżku i otworzyła oczy.

W sali było cicho - tylko dwa zniżone głosy prowadziły przyciszoną rozmowę.
Rozejrzała się - przy jednym z chorych siedział ciemnowłosy mężczyzna; żywo gestykulując opowiadał coś leżącej na łóżku postaci.

Próbowała przypomnieć sobie, skąd się tu wzięła, ale trudno jej było zebrać myśli. Pamiętała ogród i doktora Tregartha...

Był też Mirandor... Tregarth dał nam jakieś zioła...

Wzrok Lalaith spoczął na brodatej postaci leżącej w sąsiednim łóżku - gdyby nie krzaczasta broda, towarzysz Sylwava wyglądałby jak śpiące dziecko. Futro, którym się okrywał, wisiało na wezgłowiu mebla, a pozbawiony płaszcza mężczyzna zdawał się być mniejszy, choć jego muskularne ramiona znamionowały wielką siłę.

Przypomniała sobie niedowierzanie malujące się na twarzy medyka... i przerażenie Mirandora...
Przypomniała sobie rozszerzone w wyrazie grozy oczy Sylwava... i rozbłysk błękitnego światła...

O, Bogini...

- Sylwav... - szepnęła, unosząc dłonie do ust.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Wt, 3 maja 2011, 12:33 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Zioła zaaplikowane przez doktora Tregartha nie niosły ukojenia, pozwoliły jej tylko zapaść w sen bez snów. A teraz znów siedziała na szpitalnym łóżku, nie wiedząc nic. W sali nadal było jasno, jednak, biorąc pod uwagę, że był środek niezwykle upalnego lata – mogła spać pół godziny albo dwa dni.

Tregarth nie tyle nawet, że mi nie wierzy… ale w zasadzie pogardza wszystkim co łączy się z przymiotnikiem „nadprzyrodzony”. Nie wiem, jak z nim rozmawiać… obawiam się jednak, że niebawem znów będę musiała. Może od razu pójdę znów wypić tej jego herbatki?

Jęknęła cicho. Musiała się dowiedzieć, co naprawdę - oprócz uprzedzeń - sądzi o tym wszystkim ich lekarz. W czasie, kiedy ona i Mirandor spali, wiele mogło się przecież zmienić. Sylwav…

Sylwav mógł pojawić się w szpitalu! – Lalaith miała nadzieję, że jeszcze go zobaczy. Poza tym, może on potrafiłby wyjaśnić cokolwiek z wydarzeń, które miały miejsce w ogrodzie. Przeszło jej przez myśl, by pójść poszukać Seleny.
Podciągnęła kolana pod brodę i przymknęła oczy.

Muszę się zastanowić…

Kapłanka zaczynała czuć się coraz bardziej zagubiona, chociaż teoretycznie znajdowała się w bezpiecznym miejscu, z dala od szaleńca, którego zabawką była niedawno. Jednak nawet za grubymi murami szpitala wciąż przytrafiały jej się historie, które zwykłych ludzi jakimś szczęśliwym trafem omijały. Lalaith wcale nie czuła się wyróżniona, raczej napiętnowana. Wyuczone modlitwy nie przynosiły oczekiwanego spokoju ducha, a śpiewane cicho hymny powodowały tylko, że chciało jej się płakać. Wszystko wyglądało nie tak, jak oczekiwała! Wyuszyła w Drogę, by pomagać tym, którzy jej potrzebują, i uczyć się od tych, którzy posiadali większą wiedzę. Miała zobaczyć nowe miejsca, poznać nowych ludzi, być może znaleźć Mistrza, który zechce udzielić jej nauki. A tymczasem siedziała w szpitalu jako pacjentka, pod opieką lekarza, który miał ją za wariatkę; z poharataną i bolącą ręką - bezużyteczna. Zaczynała mieć poczucie, że wszystko, czego się dotknie, musi się nie udać…

Bzdura! Trochę logiki: to nie jest możliwe. Diyolo, tylko dlaczego czuję się taka mała i bezbronna…? Dlaczego czuję się, jakby to wszystko była moja wina?

Otworzywszy oczy zerknęła na śpiącego spokojnie Mirandora. Pamiętała ostatnią wymianę zdań – tak samo jak ona, nie miał pojęcia o tym, co działo się wokół niego. A jednak, mimo postury niedźwiedzia, sprawiał wrażenie bardziej zagubionego i wystraszonego niż ona, bardziej „nietutejszego”.

Chciałabym mu pomóc… Chciałabym sama dowiedzieć się czegokolwiek. Ale jeżeli znów coś się rozsypie? Nie wiem, co mam robić! Kogo zapytać, gdzie pójść… Szukać Seleny? Doktora?! – fuknęła zirytowana. Nigdy nie czuła się tak „poplątana” – miotać się przy każdej podejmowanej decyzji nie było do niej podobne. Dawna Lalaith po prostu robiła różne rzeczy, bo uważała, że są słuszne, albo zwyczajnie dlatego, że chciała coś zrobić. Jednak coś w samej istocie bycia Lalaith zmieniło się z powodu ostatnich przeżyć. I to coś bardzo jej się nie podobało. Miała ochotę nawrzeszczeć sama na siebie i nazwać się tchórzem… A z drugiej strony chciałaby żeby ktoś ją przytulił, pozwolił płakać, aż zabraknie jej łez, a potem pomógł poskładać jej świat. Wzięła głęboki oddech, podniosła się niepewnie i zaczęła zmierzać w kierunku rozmawiającej pary.

No, dobrze Panienko, to teraz weź się w garść, i chociaż spróbuj… Popłakać w kącie możesz zawsze. Może tamtych dwoje widziało ostatnio Selenę…



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: N, 19 cze 2011, 00:17 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Mirandor zbudził się ze snu. Pustka w jego zarośniętej głowie zaraz zaczęła zapełniać się pytaniami - myśli niczym fala przypływu zapełniały umysł.

Gdzie jestem? - było pierwszą wyrazistą kwestią w natłoku myśli.

Rozejrzał się na prawo i lewo nie podnosząc głowy z wygodnego i czystego łóżka.
Ostrożnie dotykał materiału, którym był okryty, posłania, na którym leżał. Wzrok błądził po pęknięciach na suficie, badał wyznaczane przez rysy ścieżki, wreszcie spojrzał w okno za którym malowało się czyste niebo.

Czas coś z tym zrobić! Łeb nie boli - nie jestem pijany...

- Pseprasam, Pani, ale cemu tu jesteśmy? - spytał koncentrując spojrzenie na Lalaith. - Dałbym głowę, że wcoraj nic nie piłem...

Uśmiechnął się przepraszająco i wstał powoli, rozciągając zesztywniałe mięśnie. Spojrzał na Lalaith wyczekująco.



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Cz, 23 lut 2012, 17:17 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Dziewczyna drgnęła, usłyszawszy za swoimi plecami pytanie skierowane właśnie do niej. Przystanęła, niepewna co zrobić.

Pytanie mnie o drogę jest jak pytanie ślepca… Jak mam pomóc tobie, skoro sama sobie jeszcze nie pomogłam?! Pociąganie za nitki Losu wybitnie mi nie wychodzi. Pójdziemy gdzieś, a tego biedaka zeżre smok. Albo mnie… Co w sumie rozwiązałoby pewne problemy.

Wzięła głęboki oddech i z mocnym postanowieniem nie robienia niczego, odwróciła się ku pytającemu. Przebyła w kilku krokach drogę powrotną do swojego łóżka i usiadła sztywno na jego skraju, spoglądając na Mirandora.

- Dzień dobry… Doktor Tregarth dał nam jakieś zioła, pamiętasz? – Lalaith starała się dostrzec cień zrozumienia na twarzy przymusowego towarzysza „terapii” - Zioła nasenne, albo uspokajające, albo obydwa, jak sądzę. Potem najpewniej albo ktoś nas tutaj odprowadził, zanim posnęliśmy, albo dotaszczył już po tym. Nic więcej nie wiem.. – rozłożyła ręce w geście bezradności.

Wezmę się w garść… Naprawdę, postaram się naprawić wszystko. Tylko jeszcze chwilę posiedzę. Poczekam na Selenę, albo kogoś. Postaram się nie popsuć niczego, Diyolo. Tylko mi pomóż, choć troszkę…proszę… To niepodobne do mnie. Ale na co mogę Ci się przydać teraz, Bogini? Poobijana, poraniona i przestraszona. Na co mogę się przydać jemu?
– zastanawiała się, nie spuszczając oczu z brodatego mężczyzny.
Choć fale irytacji i rozpaczy mieszały się i przelewały w jej myślach, Lalaith starała się zachować spokój i wyglądać na opanowaną. Naprawdę była na siebie wściekła za to, jak bardzo nie potrafi sobie poradzić. Z drugiej strony naprawdę nie chciała by znów komuś stała się krzywda, tylko dlatego, że znalazł się za blisko niej. Musiała wrócić do równowagi. Inaczej, jeżeli w tym wszystkim straci samą siebie, zapomni o swojej Drodze – kim będzie?

- Chciałabym powiedzieć Ci coś więcej, ale… Cóż, chyba musimy poczekać na pomocników doktora. Bez jakichś wyjaśnień i tak nic nie zrobimy, a błąkanie się po tych wszystkich salach chyba nie będzie dobrym pomysłem. Powiedz mi, proszę, jak się czujesz?



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 7 lip 2012, 00:33 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Mirandor patrzył na nią ufnie – i przez to jeszcze bardziej poczuła się winna. Nie miała pojęcia, co mogłaby powiedzieć, żeby pocieszyć tego wielkoluda.
Zanim brodacz zdążył odpowiedzieć na jej pytanie, z głębi szpitala dobiegł okrzyk:

- Zastałem jakiegoś doktora?

Lalaith poderwała się na równe nogi, rozpoznając głos.

-Syl…?! Niemożliwe żebyś… – nie dokończyła.

Obróciła się w kierunku, z którego dobiegał głos, spodziewając się raczej, że się przesłyszała, niż że zobaczy przed sobą Sylwava. Nie byłaby w stanie uczynić ani kroku, choćby ją do tego zmuszano torturami.

- Nie, nie, nie… - powtarzała cicho – To po prostu nie dzieje się naprawdę. – Czekała na chwilę, kiedy właściciel głosu znajdzie się w zasięgu jej wzroku. Wszystkie mięśnie napięły się do granic bólu, zalewając ciało dziewczyny falami dreszczy - ziołowa terapia uspokajająca Doktora Tregartha niestety już dawno przestała działać. Co chwilę wstrzymując oddech wpatrywała się w przestrzeń przed sobą.

Mirandor popatrzył na nią zdumiony.

- To Sylwav - powiedział cicho, a jego oczy rozbłysły szczerą radością. - Wrócił...

Po chwili, która Lalaith wydała się długa jak rok, powietrze przeszył skrzek doktora Tregartha:

- Hej tam! Potrzebuję pomocy!

Przede wszystkim pomagać - przemknęło przez myśl kapłance.

Cały lęk i niepewność, które skuwały jej nogi jak lód, zniknęły w jednym momencie. Dreszcze ustały, a ból w ręce jakby zmalał. Nie liczyło się nic, tylko On.
Dawno wyuczone w Świątyni zwyczaje wzięły górę nad panicznym lękiem i szaleństwem, które wkradało się w jej myśli - nie miało znaczenia, jaką opinię miał o niej Tregarth, liczył się czas. Kilka chwil, w których zawsze musiała zdążyć zapomnieć o głodzie i bezsennych nocach spędzonych w domach chorych, a przypomnieć sobie wszystko, co wiedziała o ratowaniu życia. Teraz – tak jak wtedy - była sobą. Sylwav – wrócił i potrzebował pomocy.

Diyolo… dam radę.

- Wiem. – odpowiedziała Mirandorowi już biegnąc w stronę, z której dobiegł jej uszu głos medyka. Nawet nie obejrzała się za siebie.

Kiedy znalazła się w potężnym holu, Tregarth wprowadzał po schodach ciemnowłosego wojownika. Sylwav był zgięty wpół i przyciskał rękę do brzucha.

Lalaith zapraszam TUTAJ.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Cz, 12 lip 2012, 21:49 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Szybki rozwój wypadków nieco oszołomił Mirandora, jednak znajomy głos zaraz zerwał go na równe nogi. Złe Duchy nie opuściły Dolnego Świata i nie porwały jego towarzysza?
Do rzucenia się za wybiegającą Lalaith powstrzymywała go jedynie tląca się niepewność co do prawdziwości wszystkich wydarzeń do teraz. Wierzył dziewczynie, że Sylwav przepadł na zawsze.
Jednak... czyżby ktoś chciał go oszukać? Niewiarygodne.
Jednak Sylwav szukał... szamana? Tutejszego doktora? A może to właśnie pan tego domu ukrył Sylwava przedemną?
Powoli skierował się do drzwi przez które wybiegła Lalaith.
Co było wczoraj, przestało mieć znaczenie - Sylwav potrzebuje pomocy a wraz z tą myślą nadleciała z pędem błyskawicy następna.
Wszystko stało się jasne! Sylwav, on jedyny, będzie znał odpowiedzi na wszystkie dręczące drwala pytania!
- Sylwaw? - Spytał nieco głośniejszym tonem, nie skrywając nuty niepewności w swym głosie.



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 2 z 2 [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u