Teraz jest Śr, 18 lip 2018, 09:43

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 1 z 2 [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Pytania i poszukiwania

Autor Wiadomość
 Tytuł: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: N, 28 lut 2010, 20:14 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Sylwav wszedł do przestronnej sali, pomiędzy równe rzędy łóżek. Pomiędzy nimi szła ślicznotka, którą wczoraj widział w ogrodzie. Miała na sobie lśniącą sukienkę, sugerującą kształty skrywanego przez nią ciała. Czarna, równo przycięta grzywka zasłaniała oczy, zmuszając do skupienia uwagi na pełnych wargach, które rozchyliły się w uśmiechu.

- Witam pana, - powiedziała dziewczyna, dygając. - Szuka pan czegoś? Mogę jakoś pomóc?

* * *

- Widzę, że zdecydowała się pani na radykalne zmiany - zauważył Tregarth, gestem nakazując jej usiąść. - Zważywszy na pożałowania godny stan, w jakim znajdowała się pani wczoraj, już na pierwszy rzut oka widać radykalną poprawę.
Jak już wspominałem, pani przypadek wymaga jedynie solidnych posiłków i odpoczynku, lada dzień odzyska pani siły i wigor. Do tego czasu będzie pani miała możliwość poznać miasto i zdecydować, co pragnie pani robić dalej.

Szczupłe, silne dłonie przesuwały się po ranach kapłanki, sprawdzając ich stan.

- Jak zamierza pani spędzić dzisiejszy dzień? Myślę, że dobrym pomysłem mógłby być spacer, choćby po naszym ogrodzie. Pogoda dopisuje, a słońce i przyjazne otoczenie bez wątpienia wspomogą proces wracania do zdrowia...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 1 mar 2010, 18:40 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Im większa odległość dzieliła go od nieznajomego wojownika, tym szybciej odzyskiwał równowagę psychiczną, której zdawało mu się brakować podczas ostatniej rozmowy.

Co się właśnie stało? Przecież to był, do cholery, zwykły człowiek. Poza zgrabniejszymi ruchami nie wyróżniał się absolutnie niczym. Nie dość, że czułem się jak idiota, to miałem wrażenie, że sama decyzja podjęcia rozmowy była jedną z gorszych w moim życiu. Nawet mu się, cholera, nie przedstawiłem! Muszę unikać tego typa.
Jeśli mam skopać tyłek magowi, to muszę przestać wymiękać przed takimi cherlakami.


W tym momencie zerknął na własny tors, ramiona i nogi.

Wyglądam jak pieprzone szczudło. Kolejna rzecz, za którą w najbliższym czasie będzie trzeba się wziąć.

Na widok znajomej osoby mimowolnie się uśmiechnął. Poświęcił chwilkę na przyjrzenie się dziewczynie. Od razu przypomniał sobie obraz sadzawki i kąpiącej się w niej ślicznotki.

- Selena, Selena, Selena - zanucił. - Być może to ciebie szukam - wyciągnął przed siebie dłoń, czekając na uścisk. - Sylwav.

Naprawdę muszę zacząć przedstawiać się ludziom w terminie.


Ostatnio edytowano N, 7 mar 2010, 02:19 przez Sylwav, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 3 mar 2010, 16:47 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Posłuszna gestom doktora, kobieta przysiadła na skraju łóżka i bez słowa skargi poddała się oględzinom.

- Dziękuję, doktorze… Nie mam chyba zbyt konkretnych planów na tę chwilę. Ciężko je mieć, kiedy w sumie nic nie zachowało się z rzeczy, które miałam ze sobą w drodze… - mruknęła bardziej do siebie, niż do lekarza. Nie chciała spędzić całego dnia samotnie, włócząc się po szpitalu. A jedyną nadzieją na wyzwolenie była młoda pomocnica doktora Tregartha.

- W zasadzie myślałam, że mogłabym jakoś pomóc Selenie tutaj w szpitalu… Właśnie czekam na coś do przebrania, a raczej ubrania…

Tregarth popatrzył na pacjentkę, mrużąc oczy.

- Jeżeli czuje się pani na siłach, to nie widzę powodu, dlaczego nie pozwolić pani się rozruszać. Poproszę Selenę, żeby spytała w kuchni albo w pralni, czy nie przyda im się dodatkowa para rąk do pracy. Wątpię, żeby potrzebny był ktoś na stałe, ale przynajmniej się pani czymś rozerwie... - pokiwał głową. - Myślę, że posiniaczona i podrapana ma pani niewielkie szanse na znalezienie pracy w mieście...

- Cóż, słuszna uwaga. Dziękuję. Niestety chyba jeszcze długo nie dorównam prezencją pana pomocniczce - kapłanka uśmiechnęła się blado. - Pomyślałam, że być może mogę pomóc przy innych chorych... Poprawianie poduszek, karmienie, rozmowa albo noszenie ziół nie wymagają chyba więcej niż dobrych chęci do tego? Swoją drogą, sądziłam, że Selena jest tutaj "na stałe".

- Owszem - odpowiedział lekarz, - ale to nie oznacza, że zatrudniamy tutaj każdą chętną do pracy. Mam troje pomocników i ten stan w zupełności wystarcza do sprawnego zajmowania się pacjentami. Szpital nie potrzebuje dodatkowych pielęgniarzy - to nie jest duże miasto... Jeśli jednak chce pani zająć czymś ręce, to jest tu więcej zajęć niż poprawianie poduszek - przeciągnął sylaby, jakby wsłuchiwał się w brzmienie użytego przez Lalaith zwrotu.

Ton głosu lekarza nie był nerwowy, ale coś w nim drażniło.

- Nie chciałam dać panu do zrozumienia, że tylko z tego składa się praca w szpitalu, bo zapewniam - świetnie wiem, iż jest inaczej. Po prostu stwierdziłam, że na pewno są jakieś nieskomplikowane zajęcia, które można powierzyć takiej niesprawdzonej osobie jak ja. Ale może faktycznie powinnam zostać przy spacerach... - stwierdziła bez entuzjazmu.

- Bez wątpienia znajdziemy dla pani coś nieskomplikowanego i niezbyt męczącego - odparł swym skrzekliwym tonem Tregarth. - Myślę, że pani stan nie wymaga szczególnego leczenia. Proszę wracać do formy, a ja zadbam, żeby była pani odpowiednio karmiona. Życzę miłego dnia - skinął głową i uśmiechnął się zdawkowo.

Lalaith nie pozostało zatem nic więcej, jak odpowiedzieć grzecznym skinieniem i poczekać na powrót Seleny. Kobieta zupełnie nie miała pomysłu na to, co dalej zrobić ze swoim niedawno ocalonym życiem. Wszelkie dotychczas powzięte założenia "wzięły w łeb" – jakby powiedział towarzysz jej wszystkich szalonych eskapad.

Tęsknię za nim. – pomyślała z lekkim zdziwieniem.

Jak dotąd, czego by nie próbowała się chwycić, trafiała na swego rodzaju mur. Cierń – ewidentnie miał ją za osobę, do której poziomu nie warto się zniżyć. Doktor Tregarth nie szukał pomocnika na stałe, a Mistrza Vardaliena otaczała zmowa milczenia.

Zatem Selena…


Ostatnio edytowano N, 7 mar 2010, 02:23 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 7 mar 2010, 02:32 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i skłoniła głowę. Jej czarne wlosy lśniły, jakby własnie wyszła z wyśnionej przez wojownika sadzawki, a suknia sprawiała wrażenie spływającej po ciele wody. Choć wszystko było tu dla Sylwava nowe i nieznane, ta młoda kobieta zdawała się skrywać najwięcej tajemnic - nie pasowała do zapylonych dróg, kamiennych murów szpitala ani do czerstwych ludzi, przechadzających sie po okolicy. Na takim tle wyglądała jak drogocenny klejnot w hałdzie węgla lub rzadki gatunek ptaka, który zabłąkał się do kurnika.

- Bardzo mi przyjemnie, - powiedziała śpiewnym tonem, w którym brzmiało rozbawienie. - Pochlebia mi pan. Jak zatem mogłabym panu pomóc?

* * *

Przez chwilę patrzyła na medyka, który podszedł do kolejnego z pacjentów i przysiadł na jego łóżku, żeby porozmawiać.
Nie była w stanie zakwestionować jego kompetencji, ale zdecydowanie nie podobal jej się sposób, w jaki ja traktował.

Pralnia?! Kuchnia?!

Zdawała sobie sprawę, że wciąż było przed nią wiele nauki, ale kilka lat spędzonych w zakonie dało jej mocne podwaliny wiedzy i nie byla "pierwsza lepszą" amatorką, która nadawałaby się jedynie do prania cuchnących szmat!
Selena ewidentnie była młodsza od niej i bez wątpienia nie dysponowała równie rozległą wiedzą... Być może w "królestwie doktora Tregartha" panowała zasada: kto pierwszy, ten lepszy...
A może chodziło o idiotyczną "prawdę życiową", że kobiety nie powinny wdzierać sie w domenę mężczyzny? Chyba, że były uroczymi zwiewnymi stworzeniami, budzącymi pragnienie roztoczenia nad nimi opieki - a taka przecież była ciemnowłosa pomocnica: urocza, młodziutka i zawsze gotowa do pomocy...
Tregarth najwyraźniej był jednym z tych mężczyzn, którzy nie potrafili - mimo swej ogromnej wiedzy - wyjść poza myślenie schematami. Jak wieśniacy w jej rodzinnej wiosce, jak każdy, kogo napotykala na swej drodze.
Jak Cierń... Co pozwalało mu wynosić się ponad nią? Dlaczego niby to on miałby zniżać się do jej poziomu? A może nie był w stanie wznieść się, by jej dorównać? Moze jego wyniosle milczenie nie ukrywało tajemnic, tylko... brak czegokolwiek wartego wyrażenia?

Poczuła falę irytacji, która zaczynała rozpalać jej gniew.
Czy to znaczyło, ze niezależnie od tego, dokąd się uda, miała napotykać na swej drodze ludzi nie potrafiących myśleć poza utartymi schematami? Czy nie zasługiwała na to, by pozwolić jej się wykazać, by mogła udowodnić, że jest warta więcej niż byle praczka? Że uczyła się, starała, pokonywała własne słabości i mur niechęci, żeby być widziana taką, jaka była w rzeczywistości - bystrą, silną i niezależną! Wyruszyła w Drogę, wędrowała pieszo wiele mil, przeżyła okrutną grę szaleńca - a teraz miała zostać zredukowana do roli podkuchennej?

Wiedziała doskonale, na jak wiele ją stać.
Teraz musiała tylko udowodnić to otaczającym ją niedowiarkom...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 10 mar 2010, 15:26 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Potrząsnęła głową ze smutkiem. Nigdy nie zakładała, że Droga którą obrała będzie prosta. Ale też nikt nie uprzedzał, że mogła się skończyć, zanim na dobre się zaczęła.
Niezależnie od tego, jak bardzo irytował ją sposób bycia i wysławiania się doktora Tregartha, nie mogła nie przyznać mu racji. Z cieniami pod oczami, mnóstwem zadrapań i sińców, obandażowaną ręką, która raczej uniemożliwiała dźwiganie ciężkich rzeczy, a do tego ledwie akceptująca swój nowy wizerunek Lalaith była nieomal pewna, że nie znajdzie żadnej pracy.

Siedem nieszczęść, ósma bida… – tak chyba mawiała jej matka.

Póki Tregarth uznawał Lalaith za rekonwalescentkę mogła przebywać w szpitalu – miała gdzie spać, karmiono ją niemal po królewsku... A do tego lubiła towarzystwo Seleny – dawało jej namiastkę normalności.
Ale jak długo mogła tu być? Tydzień? Więcej? Wszystko zależało od doktora – nie mogła przecież pozorować złego samopoczucia tylko dlatego, że nie miała gdzie się podziać! Miała tylko nadzieję, że do czasu, kiedy będzie musiała opuścić szpital, jej wygląd przynajmniej częściowo wróci do jakiejkolwiek akceptowalnej normy. A co dalej? Wyjść ze szpitala to jedno, żyć potem dalej - to drugie. Znaleźć jakieś zajęcie, miejsce do spania, zacząć odbudowywać stracony zapas ziół…

Wrócić na Drogę?

Kapłanka dotąd nie myślała o Thoris inaczej, jak o przystanku na drodze. Jednak teraz powoli uświadamiała sobie, że wszystko, co miała, bezpowrotnie straciła. Zanim będzie mogła ruszyć w jakąkolwiek dalszą podróż, musiała zająć się tak trywialnymi sprawami jak pieniądze, odzienie, broń i przede wszystkim zioła – w jej fachu rzecz niezbędna.

Muszę koniecznie porozmawiać z Seleną. Ona na pewno będzie umiała zdobyć informacje o tym, kto w mieście mógłby potrzebować zielarki. Musi być jakaś nadzieja na zajęcie dla kogoś, kto zna się na ziołach na tym końcu świata! A może powinnam się tym nie martwić? Spójrzcie na ptaki niebieskie, co nie sieją i nie zbierają, a Pani karmi je… – przypomniała sobie słowa pochwalnego psalmu dla Diyoli. - Może powinnam znaleźć jakąś karawanę, której przyda się medyk? Wtedy przynajmniej ktoś mógłby w zamian za to, co wiem, zainwestować w mój ekwipunek. Pieniądze w takiej sytuacji byłyby drugorzędne… – rozważała kolejne pomysły.

Teraz musiała tylko grzecznie zaczekać na powrót Seleny.


Ostatnio edytowano Pn, 15 mar 2010, 15:29 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 10 mar 2010, 19:22 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Uspokój się, miałeś do czynienia z nikłą liczbą kobiet, a co dopiero tak urodziwych, więc zachwyt nad niniejszym obiektem jest naturalną reakcją. Przede wszystkim ma być luz i pewność siebie.
Cholera, jakim cudem przy drugim spotkaniu tak dużo zyskała?


- Cóż... wprawdzie miałem w planach emocjonującą grę w szachy z doktorkiem, ale na twój widok ponownie zapragnąłem napić się herbatki w miłym towarzystwie. Kiedy kończysz pracę?

Karczma zaczeka. Nie ma możliwości żebym znalazł kogoś bardziej interesującego od stojącej przede mną żylety. Poza tym jestem jej cholernie ciekaw.
No i okaże się na ile teoria zasłyszana u jajogłowych pokrywa się z praktyką.


Ostatnio edytowano Pn, 15 mar 2010, 15:31 przez Sylwav, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 15 mar 2010, 15:33 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Dziewczyna przechyliła głowę zaskoczona.

- Grę? - zapytała. - Nie zdawałam sobie sprawy, że doktor Tregarth oddaje się jakimś rozrywkom... Najwyraźniej macie panowie wiele wspólnych tematów - powiedziała tonem pełnym zdumienia. - Nie chciałabym być przyczyną, dla której zrezygnuje pan z możliwości spędzenia czasu z doktorem. Jeśli jednak ma pan ochotę napić się, chętnie spełnię pańskie życzenie.

Dygnęła z gracją, a tkanina jej stroju zamigotała, przykuwając uwagę mężczyzny do cielesnych walorów pielęgniarki.

- Cóż, to czy ja chcę się z Tobą napić herbaty nie ulega wątpliwości. Pytanie, czy ty też tego chcesz.

Selena zaśmiała się.

- W takim razie może wypijemy ją w ogrodzie? - zaproponowała śpiewnym tonem. - Pracuję dziś do wieczora, a potem mam jeszcze obowiązki u mojego Mistrza. Obawiam się, że kiedy skończę pracę na dziś, będę marzyła tylko o tym, by położyć się spać... Tymczasem po obiedzie nie czeka mnie nic pilnego, więc chętnie dotrzymam panu towarzystwa.

- Miejsce nie ma dla mnie znaczenia. Ogród jest tak samo dobry jak wszystko inne. Czyli rozumiem, że jesteśmy umówieni?

- Proszę czekać na mnie w ogrodzie po obiedzie - odpowiedziała spokojnie, znów lekko dygając. - Będę na pewno.

Dziewczyna minęła Sylwava i wyszła z sali. Mężczyzna poczuł otaczający ją zapach - przyjemną woń kwiatów i gorącego ciała.
Otrząsnął się, jakby usnął i próbował się przebudzić. Wreszcie rozejrzał się po sali, do której wkroczył.
Kamienne ściany były szare i wysokie, okna umieszczone ponad dwa metry nad podłogą wpuszczały do pomieszczenia rozproszone światło. Długie rzędy łóżek wypełniały przestrzeń, choć stosunkowo niewiele z nich było zajętych. Nie było tu żadnych zbędnych mebli - gdzieniegdzie stało samotne krzesło, najpewniej dla gości pacjentów, pod ścianami stały trzy parawany; żadnych szaf, szafek, stolików.
Tregarth oglądał właśnie gardło jednego z chorych - drobnego mężczyzny z ciemnymi włosami z okazałym tatuażem na wątłej klatce piersiowej - obraz przedstawiał smoka z szeroko rozwiniętymi skrzydłami, a przecinała go jasna blizna, ciągnąca się prawie przez cały tors pacjenta. Sylwav ruszył więc pomiędzy łóżkami, by dotrzeć do lekarza.

* * *

Doktor badał kolejnych pacjentów, przechodząc od jednego do drugiego. W przypadku niektórych spradzał stan ran, innym oglądał gardła lub oczy. Z każdym rozmawiał przez chwilę, zadawał jakieś pytania, słuchał odpowiedzi i kiwał głową. Ze względu na rozmiary sali chorych i fakt, że poszczególni pacjenci - prawdopodobnie dla zagwarantowania im spokoju - rozmieszczeni byli w oddalonych od siebie łóżkach, nie była w stanie usłyszeć rozmów.

Nagle uwagę Lalaith zwrócił mężczyzna idący w stronę lekarza. Choć miał na sobie przykrótki szlafrok, od razu rozpoznała w nim aroganckiego wojownika, którego widziała wczoraj w ogrodzie. Szedł ku Tregarthowi, a na jego twarzy malował się uśmiech samozadowolenia. Nieznajomy nie wyglądał na chorego ani rannego.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 15 mar 2010, 21:32 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Leci na mnie.

Uśmiechnął się pod nosem, gdy go mijała.

A na pewno ja na nią. Cholera, dziewczyna na piątkę. Z drugiej strony to podobno normalka - najpierw facet jest zachwycony, by po jakimś czasie dnia sobie bez lubej nie wyobrażać, a później...

***

- ...ta zimna suka wbija ci nóż w plecy, po czym trzy razy go przekręca - powodowany złością mężczyzna opluł się.
- Wbija ci nóż w plecy? - spytał chłopak, widocznie zbity z pantałyku.
- I obraca - wytarł usta. - Trzy razy. Nie słuchasz? Naucz się jednego, chłopcze - kobietom nie można ufać. To są podłe, dwulicowe stworzenia.
- Wszystkie są podłe?
- I dwulicowe! - wyprostował się na ławce. - Słuchaj, co się do ciebie mówi! Faceci, ogólnie rzecz biorąc, przewyższają kobiety pod względem fizycznym i żadne gadanie o tęgich babach tego nie zmieni. Kobiety natomiast wykorzystują inny atrybut.

Chłopak wykonał rękoma niedwuznaczny gest z pytającym grymasem na twarzy.

- Też - odpowiedział mężczyzna. - Ale mówiłem raczej o maltretowaniu psychicznym. Jeśli nie zgnoją cię pięściami, to wesprą się słowem. Mówię ci, nikt nie potrafi znęcać się nad człowiekiem przy użyciu samej jadaczki, jak kobieta.
- Mam uwierzyć w to, że jak one coś powiedzą, to ja się tym przejmę? - prychnął młodzieniec. - Bez przykładu się nie obędzie.
- Chcesz przykładu? Proszę - wczoraj, kiedy doszło do naszej małej sprzeczki, ona stwierdziła, że jestem łysym
marszczyfredem od siedmiu boleści. Łysym! Wyobrażasz to sobie?
- Tak po prawdzie, to troszkę...
- Nie kończ! Dobrze ci radzę, chłopcze. To, że robię tu przy probówkach, nie znaczy, że nie mogę ci porządnie przydzwonić. Zapamiętaj, co ci dzisiaj powiedziałem: nie ufaj babie.
- A komu mogę zaufać?
- Krawcowi, on jest ważny. No i fryzjer też się liczy. No, chyba, że okażą się babami. Wtedy ufaj tylko sobie.


***

- Tja... - uśmiechnął się do wspomnień i natychmiast uświadomił sobie, jak bardzo brakowało mu kogoś w charakterze pomocnej dłoni. Albo chociaż przypadkowo napotkanego łysiejącego naukowca, który opowiedziałby mu jakąś anegdotkę o kobietach.

W końcu otrząsnął się i przeszedł do badania wzrokiem pomieszczenia. Do sal, jakich widywał w Argutum dziesiątki, ten skromniutki szpital raczej nie dorastał, ale miał swój urok. A przede wszystkim sprawny personel, którego przedstawiciela Sylwav właśnie zamierzał zagaić.

Zwykle gdy zawracałem naukowcom głowę błahymi sprawami, to dostawałem po łbie.

Zatrzymał się na chwilę, by przemyśleć wszystkie "za" i "przeciw". W końcu zrobił krok naprzód.

W razie czego poćwiczę uniki.

- Witam, doktorku. Ja tylko na chwilkę. Chciałbym dowiedzieć się, gdzie mogę dostać jakąś odzież? Przejdę się na godzinkę czy dwie do miasta i wolałbym moim szlafroczkiem nie prowokować władz do zaludnienia mną jakiegoś mniej przyjemnego pomieszczenia od tych zastanych w twoim zacnym szpitalu - zaczerpnął powietrza.


Ostatnio edytowano Wt, 16 mar 2010, 02:27 przez Sylwav, łącznie edytowano 2 razy


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 16 mar 2010, 02:27 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Tregarth oderwał wzrok od pacjenta i spojrzał na intruza.

- Zupełnie nie rozumiem - zaczął cicho, - dlaczego założył pan, że moje zadania w szpitalu dotyczą garderoby pacjentów.
Jeżeli umknęło to pańskiej uwadze, to pozwolę sobie zauważyć, że w tej placówce pracuje kilka osób, pełniących funkcje zwane pomocniczymi, do których bez wątpienia zaliczyć można nie tylko podawanie leków i zmianę opatrunków, ale także zajmowanie się odzieżą i innymi ruchomościami moich podopiecznych.
Byłbym niezmiernie wdzięczny, gdyby takie kwestie poruszał pan z moimi podwładnymi, zwłaszcza w czasie, gdy ja zajmuję się zadaniami zwyczajowo należącymi do medyków.

Choć lekarz nie podniósł głosu, jego spojrzenie miotało błyskawice. Sylwav odruchowo zrobił krok do tyłu.

- Moje zainteresowanie pańskim przypadkiem - ciągnął Tregarth zgrzytliwym głosem - nie uprawnia pana do zawracania mi głowy sprawami pozbawionymi znaczenia, ani nie stawia na pozycji priorytetowej względem innych pensjonariuszy naszego szpitala. To zarezerwowane jest dla pacjentów, których stan wymaga najwyższej uwagi, z racji realnego zagrożenia życia.
Pan, drogi panie, wymaga regularnych zmian opatrunków i przyjmowania wzmacniających dekoktów. Nie jest pan konający, ani nie grozi panu utrata integralności cielesnej. W kwestii ewentualnych rozmów lub konsultacji, przyjmuję pacjentów popołudniami w moim gabinecie, o czym, nawiasem mówiąc, miał pan możliwość przekonać się wczoraj.

Okulary Tregartha lśniły jak stalowe ostrza, a jego twarz stężała w kamienną maskę.

- Jeśli zatem będzie pan łaskaw - wycedził medyk, - proszę pozwolić mi wrócić do pacjenta i znaleźć sobie kogoś z pomocników, którzy, jak sama nazwa wskazuje, chętnie udzielą panu pomocy w szlachetnym zadaniu odnalezienia pańskiej garderoby.

Lekarz obrzucił Sylwava jeszcze jednym miażdżącym spojrzeniem, po czym ponownie schylił się nad wytatuowanym chudzielcem. Pacjent nieznacznie wzruszył ramionami i mrugnął porozumiewawczo do zabójcy magów.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Cz, 18 mar 2010, 12:18 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
On…? – Lalaith uniosła brwi, nie dowierzając oczom. Kapłanka była zaskoczona, widząc czarnowłosego mężczyznę odzianego w szpitalny szlafrok. Nie wyglądał na kogoś potrzebującego pomocy, więc nie sądziła, że zabawi w szpitalu na dłużej. A może symulował, żeby trzymać się bliżej Seleny? W końcu podczas ostatniego spotkania nietrudno było dostrzec jego zainteresowania uroczą pomocnicą doktora.
W odczuciu kapłanki nieznajomy wyglądał na obytego w świecie - jak ktoś, kto wszędzie czuje się u siebie. Tym dziwniejsze wydawało się, że chciał zatrzymać się na dłużej w Thoris. Dla Lalaith, wychowanej z dala od miast może było ono wielkie, ale jednak było też miastem na rubieżach cywilizacji – jak mawiały kapłanki w Świątyni.

Rozejrzawszy się po sali chorych kapłanka nadal nie dostrzegała Seleny. Wstała więc poprawiając miękki szlafrok, i ruszyła w kierunku czarnowłosego przybysza. Jeżeli miała wprowadzić w życie jakiekolwiek swoje założenia, lepiej było nie kierować się subiektywnym odczuciem sympatii – ten pewny siebie typ mógł być przydatny, mógł znać wielu ludzi – Ważnych Ludzi – ba, mógł wiedzieć o Thoris i okolicach więcej niż ona sama. I był niezwykle wygadany! A to też mogło się przydać...

Tak przypuszczam...
W końcu kiedy uciekasz przed śmiercią z ręki szaleńca, nie bardzo jest czas na podziwianie krajobrazu i czytanie tabliczek informacyjnych…
– nutka czarnego humoru wkradła się w myśli kobiety.

Czarnowłosy właśnie skończył rozmowę z doktorem Tregarthem, albo może raczej, sądząc po zachowaniu obydwu – rozmowa została zakończona - z chirurgiczna precyzją - przez doktora. Kobieta raz jeszcze poprawiła odzienie, strzepnęła z ramion niewidzialny pyłek, próbując dodać sobie nieco pewności siebie i przyoblekłszy twarz w najsympatyczniejszy uśmiech, na jaki było ją stać, ruszyła w stronę mężczyzny. Po drodze bardzo starała się wmówić sobie, że nowy wygląd, to nowe ja, pozwoli jej zacząć wszystko zmieniać.

Jak cię widzą, tak cię piszą... Wyglądaj na interesującą i pewną siebie, nie daj się zbyć.

- Witaj, panie… - skłoniła lekko głowę, nie spuszczając jednak swych zielonych oczu z twarzy przybysza.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: N, 21 mar 2010, 13:58 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
- Stary, uważaj na doktorka. Chyba nie jest dzisiaj w humorze - zaszeptał przygarbiony do zbliżającej się persony. - Oj... przepraszam, myślałem, że jesteś... - spuścił wzrok, próbując stłumić uśmiech. - Ekhm... Czemu zawdzięczam zainteresowanie?

Wpadka. Jeden widok chodzącego w sukience Adriana i już nie potrafię odróżnić kobiety od mężczyzny.

Otworzyła oczy szerzej, oblewając się rumieńcem. Szczupłą dłonią przeczesała krótkie włosy, również parskając stłumionym, nieco nerwowym chichotem.

- Tak... rozumiem, że można się było pomylić... Co do zainteresowania - może to bardziej ciekawość z mojej strony. Jestem obca w tych stronach, a to pokręcone miejsce dotąd nie przyniosło mi szczęścia w nawiązywaniu znajomości. No, może za wyjątkiem Seleny...

Nieznacznym ruchem głowy wskazała doktora Tregartha.

- A co do niego... - szepnęła konfidencjonalnie - on chyba nie miewa lepszego nastroju, jeśli mam być szczera.

- Jesteś nowa w pokręconym miejscu i z wyjątkiem Seleny nie poznałaś nikogo miłego? No proszę, to prawie jak ja - zabójca magów dał się wciągnąć w rozmowę, ignorując jednocześnie temat doktorka. - Sylwav - wyciągnął przed siebie dłoń.

- Byłbym zobowiązany - zaskrzeczał doktor Tregarth odwracając się, - gdyby znaleźli sobie państwo inne miejsce do prowadzenia konwersacji.

Spojrzał z niezadowoleniem na Sylwava i Lalaith.

- O, my niedyskretni - zarechotał wojownik. - Co powiesz na ogród... nie dosłyszałem imienia - zmrużył oczy, czekając na odpowiedź rozmówczyni.

Kapłanka zawahała się na krótką chwilę. Następnie podała dłoń mężczyźnie.

- Lalaith. - Skłoniła się lekko. Następnie obróciwszy się w stronę lekarza, odpowiedziała, starając się naśladować jego obojętny ton: - Bardzo nam przykro, że zaburzyliśmy pana rytm pracy. Obiecujemy poprawę, a teraz pozwoli pan, że już sobie pójdziemy? Na przykład do ogrodu... - obróciwszy nieznacznie głowę mrugnęła porozumiewawczo do Sylvawa.

Czy ja powiedziałem ogród? Ze wszystkich pieprzonych miejsc w szpitalu musiałem wybrać ogród! Najważniejsze to nie patrzeć w górę. I ciągle wmawiać sobie, że niebo mnie nie zeżre.

Jego oczom ponownie ukazały się piękne kwiaty, drzewa i innego rodzaju zielenina. Jakkolwiek urzekające, widoczki kojarzyły mu się tylko z jedną myślą, znacznie silniejszą, niż wcześniej - to wszystko nie znajduje się w pomieszczeniu. Zwłaszcza, gdy mimowolnie zerknął na prostokątną sadzawkę, w której idealnie odbijało się słoneczne światło. Biegnący po plecach dreszcz zmusił go do zgarbienia się. Pod wpływem jakiejś samczej konieczności udowodnienia samemu sobie, że ma jaja jak dzwon, wojownik wkroczył do ogrodu i zajął miejsce na ławce. Poczekał, aż Lalaith uczyni to samo.

Niebo nie spadnie na ciebie, ani ty nie zostaniesz wciągnięty przez niebo. Będziesz siedział na tej pieprzonej ławeczce i spokojnie sobie gawędził.

- Ktoś cię nieźle urządził, dziewczyno - zmierzył ją wzrokiem, stosunkowo opanowany. - Czy przeszkodzi ci, jeśli zapytam kto?

Kapłanka zajęła miejsce obok Sylwava, kierując na niego spojrzenie, w którym na chwile zamigotał strach. Kobieta wyprostowała się jednak, i zapytała:

- To zależy, czy lubisz długie historie o psychopatach i ludzkiej głupocie. Kobiecej głupocie głównie...

- Te o kobiecej, to moje ulubione - uśmiechnął się bezczelnie.

- Zaczyna się pewnie jak setki historii tego typu. Pytanie, czy masz czas by wysłuchać reszty?

Sylwav zadumał się przez chwilę.

- A istnieje jakaś krótka wersja tej historii? Tak by porządnie omówić tę część o ludzkiej głupocie... o, przepraszam, kobiecej.

Lalaith zapatrzyła się w przestrzeń ponad głową Sylwava.

- Tak. Istnieje. Urządził mnie tak facet, który chciał żebym zabiła dla niego innego jego więźnia. Ale bez pomocy tamtego nie uciekłabym... Więc nie zabiłam. A teraz wyglądam tak. To chyba najkrótsza wersja... - szepnęła cicho.

Gdy smutna historia dobiegła końca, Sylwav zadumał się przez chwilę, sprawiając wrażenie, jakby analizował bieg opowieści. Następnie przeniósł wzrok na Lalaith i zapytał poważnie:

- A gdzie tu wzmianka o kobiecej głupocie?

Zdumiona, spojrzała w oczy mężczyzny. Znów, lekko nerwowym ruchem, przeczesała włosy.

- Zaufanie komuś kto zgarnia z traktu pożartą przez leśne żyjątka i zakurzoną jak siedem nieszczęść kobietę, oferując jej luksusy, jakich na oczy nigdy wcześniej nie widziała - to chyba jest objaw głupoty, nie wydaje ci się? A ty? Co ciebie zatrzymało w tym dziwnym miejscu, bo nie sprawiasz wrażenia chorego... O ile oczywiście mogę zapytać. - dodała pospiesznie.

- Mnie? Zwykły atak bandytów - zaczął potakiwać, by dodać opowieści wiarygodności. - Zaczepili mnie i mojego towarzysza na trakcie. On, o dziwo, wyszedł z tego cało... - zmarszczył na chwilę brwi.

Ten pieprzony Mirandor... Coś mi tu śmierdzi. Gość miał opatrzoną całą klatkę piersiową. To stworzenie, którego truchło leżało przy ognisku, musiało go nieźle urządzić. Sam był zdziwiony, kiedy Tregarth oznajmił mu, że tylko marnuje w szpitalu czas. Był cały i zdrów. Coś ukrywa, cholera, i dowiem się co, kiedy tylko go znowu zobaczę.

- ... natomiast mnie ucięli w nogę - podjął. - Wdało się... jakieś zakażenie, czy coś w tym guście... nie znam się na medycynie. W każdym bądź razie musiałem zostać na obserwacji. Pewnie niedługo stąd wyjdę. Do tego czasu cieszę się darmową wyżerką i noclegiem. I może towarzystwem - zrobił się przez chwilę nieobecny.

Byle tylko nie siedzieć na herbatce jak kołek. Nie ma nic gorszego niż cholerna cisza, która może być zastąpiona rozmową.

- Zdążyłaś już poznać Selenę? - wyrwał się z zamyślenia.



_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: N, 21 mar 2010, 20:20 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith słuchała z uwagą opowieści Sylwava, aż do momentu, kiedy zmienił temat, wspominając Selenę. Roześmiała się perliście.

To nie on próbuje zauroczyć Selenę – to ona jego zauroczyła! A wyglądał na tak pewnego siebie…

- O tak, już wspominałam: to jedyna osoba, z którą do momentu poznania Ciebie udało mi się zamienić kilka miłych słów. Jest bardzo... hmm… sympatyczna. I ładna – kapłanka spojrzała na towarzysza, nieco poważniejąc. - Pozwól że będę szczera...Ostatnim razem trudno było nie zauważyć, że jesteś nią zainteresowany.
Zaś co do darmowej wyżerki – zacytowała słowa mężczyzny – to chyba mamy ten sam dylemat. Nie mam jeszcze żadnych pomysłów na czas, kiedy doktor uzna mnie za zbędne szpitalowi obciążenie – westchnęła.

No, chyba, że jednak uda mi się znaleźć jakieś zajęcie i towarzystwo. – zamyśliła się, patrząc na siedzącego obok mężczyznę. - Jakaś kandydatura już jest. Chyba nie pali mi się do kolejnej samotnej wędrówki. Przynajmniej tymczasem…

- Aż tak widać, że jestem nią zainteresowany? A wspominała może coś o mnie? – Sylwav zmrużył oczy, jednocześnie uśmiechając się.

Nie jest taki zły - pomyślała… Na pierwsze wrażenie trochę bufon, ale sympatyczny. I wiele zyskuje, kiedy znaleźć z nim temat do rozmów.

Zastanowiła się nad odpowiedzą, jakiej powinna udzielić.

Czy ja chce mieć na sumieniu czyjeś romanse? O, Diyolo…ten facet naprawdę wpadł po uszy. Zresztą, czemu się dziwić – Selena jest śliczna jak z obrazka. I ma dobre serce…

- Nie wiem, czy jest zainteresowana bardziej, niż innymi. Ona wydaje się być zainteresowana każdym, kto jest pod opieką Tregartha. Jest na równi miła dla wszystkich. Jedyne, co mogłam zaobserwować, to chyba jakaś głębsza zażyłość z Cierniem - nie wiem, czy trafiłeś na tego osobnika, ale sadzę że trudno go nie rozpoznać... Postawny, tatuaże na ciele, małomówny.

Przechyliła nieco głowę, uważnie przyglądając się zmianom na twarzy mężczyzny. W końcu właśnie odbierała mu część nadziei na awanse do ślicznej pomocnicy lekarza. Mężczyzna rozsiadł się na ławce, po czym przeniósł wzrok na paprotki, widocznie niezadowolony z odpowiedzi Lalaith. Gdy wspomniała o Cierniu, Sylwav potrzebował chwili, by przypomnieć sobie czy miał do czynienia z kimś takim.

- Cierń... - spojrzał w dół, jakby od wpatrywania się w ziemię miał doznać olśnienia. - Ach, ten Cierń - stwierdził z dziwnym grymasem na twarzy. - Zamieniłem z gościem kilka słów. Jakiś taki... nieprzyjemny. Oni niby są razem?

Oj…- Lalaith wciągnęła powietrze z cichutkim syknięciem.

- Tego nie wiem... Po prostu sądzę, że znają się nieźle. Kiedy przyszedł do Seleny, był bardzo... grzeczny, powiedziałabym nawet, że jego maniery były dworskie. Choć dla mnie nie był szczególnie miły. Widzę, że ten typ po prostu tak ma. Stąd wnioskuję, że muszą się znać. Zawsze możesz sam ją zapytać.

- Całkiem niezły pomysł - odpowiedział śmiertelnie poważnie. - Już to widzę: "Hej Selena, zastanawialiśmy się właśnie, czy nie jesteś razem z Cierniem, bo tak się składa, że mam na ciebie ochotę, a przez wspomnianego jegomościa moje starania mogą pójść w niwecz". Oszalałaś? - szturchnął ją ramieniem. - No ale są razem, czy nie?

Kobieta spojrzała na rozmówcę, próbując dorównać mu powagą, ale słowa, jakich użył do opisania sytuacji, nie pozwoliły jej na to.

- Przepraszam... - starała się opanować, - nie czuj się urażony, ale twoje słowa mnie rozbroiły. Nie wiem, czy są razem... Nie pytałam. Nie twierdzę, że są. No, i w końcu nie jestem czarownicą - nie szperam ludziom w głowach. Mówię tylko, co widziałam, a widziałam jedynie, że Cierń potrafi wykrzesać z siebie więcej niż jedno zdanie, i nawet sporą dawkę dobrych manier dołożyć do tego. Pff - równie dobrze to może być zwykły znajomy, a nie jednodniowy pacjent, jak my. - Za szturchnięcie odwdzięczyła się żartobliwym, mającym wyglądać protekcjonalnie, poklepaniem po ramieniu.

- Miałam nadzieję pójść i wydębić jakieś ubranie, zamiast tego rozebrania - zmięła w palcach brzeg szlafroka.

- Dobry pomysł. I tak miałem iść na jakiś czas do miasta - wstał z ławki. - Prowadź - wyciągnął przed siebie rękę w zapraszającym geście.

Lalaith dygnęła z gracją, dostosowując się do Sylwava.

-Zatem zapraszam w skromne progi… - wskazała dłonią wejście do budynku. - Też nie chcę tu zgnić. Skoro wybierasz się na miasto... może szukasz towarzystwa? Ja również powinnam się tu nieco rozejrzeć… - zaczęła, prowadząc go ku drzwiom.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Wt, 23 mar 2010, 21:48 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
- Całe towarzystwo, jakiego obecnie potrzebuję, znajduje się teraz w jakiejś tawernie w tym mieście. A przynajmniej mam nadzieję, że tam jest - spojrzał w górę, jakby groził samemu stwórcy. - Mimo to nie zaszkodzi dodatkowa twarz, do której będzie można otworzyć gębę - stwierdził. - Mam nadzieję, że nie szukasz towarzystwa na dłużej, bo kiedy tylko zawinę się ze szpitala, pozbywam się każdego zbędnego balastu i ruszam dalej w pojedynkę.

Spoważniał po chwili.

Cholera, szkoda będzie podziękować za podróż Mirandorowi.



_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Pt, 26 mar 2010, 12:56 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
No i cóż – miało być tak pięknie, wyszło jak zawsze… - Kapłanka zerknęła na Sylwava, starając się nie okazać rozczarowania.

- Czyli masz już umówione spotkanie w Thoris…? Zatem nie wiem, czy powinnam przeszkadzać. Szczerze mówiąc, właściwie szukałam towarzystwa na dłużej, bo sama chciałam jak najszybciej znów ruszyć w Drogę, a na tę chwilę chyba nie bardzo mam z czym – rozłożyła ręce. – Tym samym nie pali mi się do samotnych wędrówek… - powiedziała, wkraczając w chłodny cień szpitalnych murów, do którego zdążyła już przywyknąć.

Czasem się zastanawiam, czy to złośliwość losu, czy przeznaczenie zagnało mnie do tego miasta, a teraz nie chce wypuścić… Może dla Sylwava też jestem tylko kobietą – do podziwiania, lub rozmowy, ale nie do towarzystwa w podróży. – westchnęła cicho.

Miała jednak jeszcze nadzieję, że uda jej się przekonać mężczyznę do wspólnej podróży, lub choćby dowiedzieć się czegoś więcej o mieście idąc z nim, nawet jeśli później ich drogi się rozejdą.

- Ale do miasta chętnie pójdę. Tak, czy inaczej powinnam się trochę rozejrzeć, zwłaszcza, że nikogo tu nie znam. A to znalezienia pracy nie ułatwia.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Pn, 12 kwi 2010, 15:52 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
- A cóż ty byś chciała robić w tym zaścianku?

- Szczerze? Nie mam pojęcia... Najpewniej znaleźć jakąś pracę, by mieć szansę wyrwać się z tej mieściny... - kobieta rozejrzała się dookoła, po czym zaprowadziła wojownika wgłąb budynku.

Lalaith starała się wypatrzyć kogoś z pracujących w szpitalu osób, by móc zapytać o Selenę. Dość szeroki korytarz powadził do obszernej sali, w której centralnym punkcie zaczynały się szerokie schody prowadzące na górę. Kamienne pomieszczenie było ogromne - wysokie i jasne. Kamienie posadzki były sfatygowane wieloma latami ciągłej krzątaniny, ale wymyte do czysta. Naprzeciw wejścia znajdowały się dwie pary drzwi.

- To dokąd dalej? Jak na razie ani śladu Seleny... A zresztą - ani śladu nikogo

- Całe życie tłumaczono mi, żeby postępować prawo. Więc chodźmy w prawo - mrugnął.

Na niebiosa, czy ja jestem w stanie rzucać jeszcze bardziej czerstwymi żartami?

Kapłanka spojrzała na towarzyszącego jej mężczyznę, z trudem tłumiąc rodzący się w gardle śmiech.

- Cóż.... to faktycznie ciekawa metoda... A droga dobra jak każda inna. Może w końcu ktoś raczy nam dać jakieś łachy na zmianę? - zastanawiała się na głos. - A zatem prawe drzwi.

Kierując się słuszną filozofią życiową wojownika, dwójka rezydentów szpitala zawędrowała do niewyróżniającego się niczym szczególnym korytarza. Jak większość tego typu korytarzy, ten pozbawiony był jakichkolwiek ozdób, za wyjątkiem obecnych na ścianach bardzo funkcjonalnych uchwytów na pochodnie. O ile nazwać je można ozdobą. Wzrok Sylwava przykuły na chwilę widoczne po lewej stronie drzwi. Powstrzymał się przed zerknięciem przez dziurkę od klucza. Zamiast tego skierował wzrok przed siebie, orientując się, iż korytarz, w którym się znajdowali, skręca w prawo.

- Nadgryź uchwyt na pochodnie - powiedział całkiem poważnie do Lai, nie spoglądając na nią. - Będziemy wiedzieli, gdzie byliśmy - wyjaśnił, po czym ruszył dalej korytarzem.

Obyło się bez żadnych niespodzianek - za zakrętem wojownik zastał te same, niemalże gołe ściany i kamienną posadzkę, tyle że tym razem drzwi było jakby więcej. Po dwie pary z każdej strony. Na końcu korytarza zdawały się być prowadzące w dół schody.

Jeszcze trochę i zgubię się w tym pieprzonym szpitalu.

- Jest tu kto!? - wydarł się.



_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 13 kwi 2010, 15:24 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Kobieta nie zareagowała ani słowem na propozycję gryzienia uchwytów w ścianach. Tak naprawdę nie do końca była przekonana, czy w przypadku Sylwava poważny ton jest równoznaczny z poważnymi myślami. Kiedy szli dalej musiała przyznać przed sobą, że korytarze szpitala nie różnią się od siebie niemal niczym.
Jedno co nam zostaje, to chyba zapamiętywać po kolei ile zakrętów, drzwi i korytarzy już pokonaliśmy. No, i oczywiście w którą stronę… Chociaż z drugiej strony…

- Nie sądzę, abyśmy mogli zgubić się w szpitalu, Syl – ty chyba troszkę dramatyzujesz… - stwierdziła. – A tak poza tym, to wiesz, ze zbierzemy niezłe cięgi za te wrzaski?

- Wiem, wiem - machnął ręką. - W Firmie też ciągle zwracano mi uwagę. Mam problemy z zamykaniem gęby - spojrzał w stronę korytarza, który zdążyli już przebyć. - Wróćmy do sali i poczekajmy na kogoś, kto w końcu wskaże nam właściwą drogę.

Kapłanka również obejrzała się za siebie, a następnie zerknęła na schody, które mieli przed sobą.

- Naprawdę sądzisz, że możemy się tutaj zgubić? Czy to jakaś klaustrofobia? Szpital jak szpital, nie trzymają tu przecież pozamykanych w klatkach bestii…Ale niech tam – machnęła ręką lekceważąco i okręcając się wokół własnej osi skierowała kroki w stronę z której przyszli – jeśli chcesz zawróćmy. A tak właściwie, to czego ty będziesz szukał w Thoris? To podobno są same krańce samych krańców cywilizacji…

Słuchał uważnie, próbując nadążyć na tokiem myślenia Lalaith.

- Jeśli o mówienie chodzi, łatwo się nakręcasz. Eee... czego szukam? - odnalazł w pamięci pytanie. - Przede wszystkim kogoś, kto pomoże mi w opuszczeniu tego zaścianka. Wątpię, żebym znalazł tu to, czego naprawdę szukam. Trzeba mi do większej aglomeracji.

Kapłanka nie sprawiała wrażenia urażonej komentarzem o własnej gadatliwości.
Ehe, dla mnie to miasto jest wielkie, choć ciągle mi powtarzano, że to koniec świata. A jemu zdaje się za małe…Gdzie musiał się wychowywać ktoś taki?

- Zatem miejsce, z którego tu dotarłeś musi być ogromne! Zresztą, komuś twojego pokroju, pewnie nietrudno będzie znaleźć kogoś, kto cię stąd wywiezie albo zajęcie które zapewni ci fundusze na samotną podróż. No, chyba, że śpisz na workach pieniędzy – zażartowała, spoglądając znacząco na szpitalny szlafrok.

Kiedy dotarli do sali, z której zaczęli zwiedzanie szpitala, kobieta zatrzymała się.
- No, dobrze, to co teraz? Nadal ani żywej duszy… Wracamy zapuszczać korzenie w ogrodzie? - zapytała, a w wyniku braku protestów lub innych propozycji poprowadziła Sylwava do miejsca, w którym siedzieli wcześniej.

- W pale mi się nie mieści, że są miejsca w tym szpitalu, gdzie nie krzątają się lekarze – Sylwav zaczął gadać do siebie. - Może małe miasteczka tak mają. Hmm... - spojrzał na Lalaith. - Orientujesz się gdzie położone są jakieś większe miasta? Mam na myśli naprawdę dużych rozmiarów metropolie - zawiesił obie dłonie w powietrzu, pokazując o jakie rozmiary mu chodzi.

Kapłanka podążyła wzrokiem za dłońmi mężczyzny.

Między rozpiętymi ramionami mógłby pewnie zmieścić trzydrzwiowy kredens… – uśmiechnęła się pod nosem.

- Tak, to daje wyobrażenie o twoich planach. Ale ja chyba nie mogę ci pomóc, Thoris dla mnie wydaje się naprawdę duże, zwłaszcza, że wychowywałam się raczej z dala od wielkich miast. Przykro mi…Nawet tutaj nie miałam okazji do zwiedzania, prosto z traktu trafiłam pod opiekę Tregartha i jego pomocników. Właśnie… - rozejrzała się – czy Selena zapadła się pod ziemię? Chodź, usiądziemy grzecznie na ławeczce i zaczekamy, aż ktoś nas znajdzie. – puściła oczko do mężczyzny.

- W porządku... - spojrzał na Lalaith podejrzliwie, po czym usiadł koło niej. - Chyba faktycznie nie trzeba było opuszczać tego cholernego ogrodu - spojrzał w górę i wzdrygnął się. - Skoro to jest dla ciebie naprawdę duże miasto - szybko podjął dialog, żeby zapomnieć, gdzie się znajduje - to gdzie się do tej pory chowałaś?

Uwadze Lalaith nie umknęło drżenie, jakie przebiegło po ciele mężczyzny.
- Coś się stało? – zapytała, podążając wzrokiem za spojrzeniem Sylwava. Nie dostrzegła jednak w widoku błękitnego nieba niczego niezwykłego.

- Wiesz, to było miasteczko pośród lasów, spory kawał drogi stąd. Przejeżdżający tamtędy zawsze nazywali je Daleką Drogą… W końcu żeby rozwinąć w sobie zamiłowanie do zbierania zielska, trzeba mieć z nim do czynienia – zażartowała. – Swoją drogą, potrzeba ci będzie kogoś, kto lepiej zna tereny Cesarstwa, żeby cię stąd poprowadził…

A mnie chyba dobrej wróżki spełniającej życzenia, żeby ruszyć się stąd gdziekolwiek. O, Diyolo… Nie wiem już, czy powinnam iść z Sylwavem szukać wrażeń w mieście, czy wręcz przeciwnie – siedzieć tutaj, póki mogę, i próbować skontaktować się z Mistrzem Vardelienem. Ten człowiek musi być przecież chodzącą encyklopedią!



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Pt, 16 kwi 2010, 15:59 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
- Być może - odpowiedział na propozycję zielarki. - A więc wcześniej zbierałaś zieleninę? Kręcą cię takie rzeczy?

- Kręcą? - zawiesiła głos, próbując zrozumieć, co miał na myśli Sylwav. - Nie, to chyba nie jest dobre słowo. Po prostu lubię wiedzieć jakie mają... hmm... możliwości. Czy dana roślina szkodzi, czy pomaga. Gdybym miała szukać rozrywki, nie szukałabym jej w zbieraniu ziół.

- Kręci - stwierdził. - Ale skoro tak się przed tym bronisz, to powiedz mi, jakie inne rodzaje rozrywki masz na myśli?

- To w głównej mierze zależy od towarzystwa... Zresztą, kapłanka która nas uczyła, zwykła mawiać, że inteligentny człowiek się nie nudzi. A ty w czym szukasz rozrywki?

- W nabijaniu na pal czarokletów - odpowiedział bez mrugnięcia. - Ale w tym przypadku mam podobnie, jak ty z roślinkami. Mamy to szczęście, że nasze główne zajęcie sprawia nam przyjemność - wskazał palcem siebie i Lalaith. - O innego rodzaju rozrywkach, które mnie kręcą, dopiero mam się zamiar dowiedzieć. Być może...

Zamilkł na krótką chwilę.

Całe Argutum jest być może w tej chwili mielone jakimś pieprzonym zaklęciem, a ja myślałem tylko o zabawieniu się. Jak ostatni gnojek. Chrzanić kurtyzany i tawerny, trzeba na nowo przeanalizować priorytety.

- ... być może nie w najbliższej przyszłości, ale zaraz po tym jak wrócę do domu i ostatecznie upewnię się, że moja rodzina jest cała i zdrowa.

Kapłanka przyjrzała się uważniej twarzy Sylwava. Żaden mięsień nie drgnął, nic w tonie głosu nie zdradzało, że mężczyzna żartuje. Mimo woli rozejrzała się po ogrodzie, szukając wzrokiem kogokolwiek.

- Ty żartujesz, tak? - zapytała niepewnie. - Czy właśnie chcesz mi oznajmić, że jesteś jakimś cholernym najemnikiem, czy co? To może jeszcze zapoluj dla zachowania formy na człowieka, który mnie tu wpakował? - westchnęła. - I masz rodzinę, tam skąd pochodzisz? Właśnie - to znaczy skąd, bo że nie jesteś tutejszy już wiem...

- Na niebiosa, czy ty pamiętasz pytania po tym, jak je zadasz? - roześmiał się. - Nieważne. Pochodzę z Arzilii, jeśli ci to cokolwiek mówi. Trafiłem do pieprzonego Thoris nie z własnej woli. A człowiek, który cię tu wpakował, to jeden z powodów, przez który wolę kontynuować wędrówkę sam. Bo twoje problemy - palcem wskazującym dotknął klatki piersiowej Lalaith - stają się moje - wskazał na siebie.

Lalaith złapała mężczyznę za nadgarstek.

- Ręce to masz szybkie - rzuciła - ale trzymaj je z dala od mojego dekoltu. Pff...

- Łoo! - krzyknął zaskoczony. - Co złego to nie ja - uniósł dłonie do góry, w geście kapitulacji.

Kapłanka pogroziła Sylwavowi palcem, ale bez zbytniego przekonania.

- Jak rozumiem ironia to obce dla ciebie słowo? - zapytała przekornie. - Na pewno nie będę ci dokładać swoich problemów. Ale widzę, że i tak nie dasz się namówić na dodatkowe towarzystwo w podróży...

- To czy dołożysz mi swoje problemy, nie zależy od ciebie, Lai - uśmiechnął się smutno. - Obawiam się, że same cię znajdą. Problemy należy kończyć raz na zawsze, inaczej wracają - wyrecytował jedną z podrzuconych mu formułek.

- Wolałabym jednak, żeby mnie nie znajdowały. A już na pewno w wypadku tego jednego problemu... - odpowiedziała. - Nie szukam sobie wrogów, uwierz.

- Fakt, że nie szukasz sobie wrogów i problemów nie uchronił cię przed typem, który posłał cię do szpitala. Powinnaś się już nauczyć, że to nie my decydujemy o tym, w jakie gówno wdepniemy.



_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 22 kwi 2010, 15:42 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith westchnęła cicho, wzruszając ramionami.

Nie można się z nim nie zgodzić, ale jeśli zacznę myśleć w ten sposób, to nie pozostaje nic więcej, jak usiąść i płakać…

- Może i nie – przytaknęła niechętnie, – ale to nie zatrzymuje nas w jednym, względnie bezpiecznym miejscu, prawda? – kobieta przymknęła oczy.

- Nie mogę się lękać. Strach zabija umysł. Strach jest małą śmiercią, która niesie ze sobą całkowite unicestwienie. Stawię mu czoło. Pozwolę aby zalał mnie, przelał się przeze mnie, a kiedy odpłynie, obrócę oko swej jaźni i spojrzę na jego drogę. Tam gdzie przeszedł strach, nie będzie już nic. Zostanę tylko ja. – wyszeptała pełnym emocji głosem.

I niech to będzie prawda, niech to będzie wysłuchana modlitwa…

Sylwav siedział przez chwilę nieruchomo patrząc przed siebie, po czym zwinął język w rurkę. Zmarszczył brwi, jakby coś sobie uświadomił.

- Abstrahując od tego, że Twoja wypowiedź była całkiem epicka, - nagrodził Lalaith oklaskami - to mam rozumieć, że chcesz całkowicie stłumić strach?

Kobieta spojrzała na Sylwava z ukosa, teatralnie skłaniając głowę.

- Ha ha ha? Tak, dziękuję. I nie. Nie wierzę, że całkowity brak strachu jest możliwy. Po prostu nie uważam, że jak już człowiek stwierdzi, że świat jest ogromnym, i w znacznej części niezbyt miłym miejscem, parafrazując Twoją wypowiedź – że na każdym zakręcie można po uszy wpaść w gówno, – skrzywiła się, wymawiając te słowa, – to trzeba siąść i nic nie robić. Nie chcę tylko, żeby strach był czymś, co mnie powstrzymuje przed działaniem… Rozumiesz? Ty niczego się nie boisz? – zapytała.

Po tym, jak Lai zadała pytanie, Sylwav spojrzał gdzieś hen daleko. Sprawiał wrażenie, jakby przypominał sobie jakieś odległe, kluczowe w jego życiu wydarzenia. Kapłanka podążyła za spojrzeniem mężczyzny, jakby niebo nad ich głowami mogło dać jej odpowiedź na pytanie, o czym myślał Sylwav.

- Kiedyś... - zawiesił głos. - Kiedyś uderzyłem niedźwiedzia tak mocno, że jego tata eksplodował - mrugnął. - Chociaż po tym, co ja tu widzę - rozejrzał się dokoła, - możecie nie wiedzieć, co to eksplozja.
Wracając do twojego pytania - to, że ludzie się boją, jest prawdą tak oczywistą, że zamiast odpowiedzieć, sam o coś Cię zapytam. Kiedy ostatnim razem spotkało cię coś naprawdę przyjemnego?

Lalaith zaśmiała się perliście.

- Wiemy, co to eksplozja, ale chciałabym zobaczyć takiego samobójcę, który porywa się z pięściami na nasze miśki. Jego ostatnimi słowami byłoby pewnie „oddawaj moją rękę bydlaku” – mrugnęła porozumiewawczo.
- Wymigujesz się – żartobliwie dźgnęła mężczyznę w tors. – No, dobrze, coś przyjemnego – zawahała się. Na chwilę zapadło milczenie. Lalaith uśmiechnęła się do własnych myśli, a następnie, przypomniawszy sobie o obecności Sylwava, spłonęła rumieńcem, jakby mężczyzna umiał czytać jej w myślach.– A co masz na myśli? – próbowała dociec. - W życiu jest mnóstwo drobnych przyjemnostek, cała sztuka w tym, żeby je dostrzec. Kiedy ostatnio spotkało mnie coś miłego…? Najbliższe nam czasowo wydarzenie to chyba będzie… spotkanie z tobą? – zaryzykowała. Spojrzała w oczy mężczyzny, ciekawa jego reakcji.

Uniósł brwi po samą czuprynę, po czym spojrzał z udawanym smutkiem na kapłankę.

- Biedne maleństwo - poklepał ją po ramieniu. - Życie musiało cię nieźle skopać, skoro podoba ci się moje towarzystwo. Po takiej traumie może być już tylko lepiej - uśmiechnął się troszkę nazbyt szeroko. - Jesteś zielarką, tak? Jest w tym ogrodzie jakaś nielegalna roślina?

Biedactwo?

- Co takiego? - zapytała zaskoczona, zupełnie nie rozumiejąc. - Nielegalne rośliny? - powtórzyła kręcąc głową. - Nie słyszałam, by ktokolwiek zabraniał jakimś ziołom rosnąć, albo żeby kogo wpakowali do celi za uprawę zieleniny... - rozejrzała się po ogrodzie pełnym zadbanych, przyciętych krzewów i wypielęgnowanych klombów, po czym protekcjonalnym, choć nie pozbawionym delikatności gestem, żartobliwie pogłaskała Sylvawa po głowie. - Jakie rośliny miałyby być nielegalne, i dlaczego?



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 24 kwi 2010, 10:21 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Lalaith poczuła dziwny chłód. Spojrzała na dłoń, którą gładziła Sylwava - pełzały po niej błękitne iskierki przeskakujące pomiędzy jej palcami, a włosami mężczyzny. Przestraszona cofnęła rękę i napotkała rozbawione spojrzenie rozmówcy, najwyraźniej nie zdającego sobie sprawy z pasm niebieskiego światła, które przesuwały się szybko po jego głowie.
Próbowała go ostrzec, ale głos nie potrafił przedostać się przez ściśnięte przerażeniem gardło. Kapłanka cofnęła się, podnosząc ręce do twarzy.

Sylwav nie rozumiał nagłego zwrotu w zachowaniu posiniaczonej kobiety. Rozbawienie zniknęło jednak z jego twarzy, gdy przed oczami przesunęła mu się niebieska błyskawica.
Zerwał się na równe nogi, ale to sprawiło jedynie, że błękitne wyładowania ogarniać zaczęły jego klatkę piersiową i ramiona. W powietrzu rozszedł się zapach jak po burzy.

Błyskawice lizały ciało mężczyzny, sięgały ławki, pobliskich drzew i powierzchni sadzawki. Trzask wyładowań brzmiał jak dźwięk łamanych gałęzi. Lalaith drżała sparaliżowana strachem.

Co ja zrobiłam?

Gwałtowny rozbłysk białego światła zmusił kapłankę do zamknięcia oczu. Gdy je otworzyła, była w ogrodzie sama.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 28 kwi 2010, 15:26 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Przez krótka chwilę rozglądała się oszołomiona. Po Sylwavie nie pozostał nawet ślad. Powietrze przeszył wibrujący krzyk Lalaith.

Kobieta opadła na ławkę jak kukiełka, której ktoś przeciął sznurki.

Co… co się tu dzieje? Przecież nie mogło mi się wydawać! Przecież…- kapłanka z niedowierzaniem i przerażeniem spoglądała to na swoje dłonie, to na puste miejsce na ławce, gdzie jeszcze przed chwilą siedział Sylwav. Bezradnie gładziła dłonią zimny kamień. Zupełnie nie potrafiła sobie wytłumaczyć tego, co przed chwilą widziała.

To ja?! Czy on…? Diyolo, co tu się wyprawia? To…to nie mogłam być ja!... Przecież nie jestem Naznaczona… Niemożliwe.
Nikt, chyba nikt nie ma takiej mocy! On po prostu zniknął…
– myślała, podciągając kolana pod brodę. Nie miała odwagi nawet się poruszyć. Nie wiedziała też, czy ktokolwiek oprócz niej widział zniknięcie mężczyzny. Albo słyszał huk błyskawic w ogrodzie.
Trzęsąc się od powstrzymywanych łez nie potrafiła powstrzymać fali czarnych myśli.

Ze mną coś musi być nie tak! Najpierw każą mi zabić krasnoluda, potem ginie przeze mnie niewinny człowiek, a teraz… Teraz to! Do demonów, czy jestem jakimś przeklętym fatum?! Czy ja robię coś złego? Ja się naprawdę staram robić wszystko tak, jak mnie uczono, Matko… Iść Drogą, która przyniesie coś dobrego…Nie mam już sił, naprawdę, nie mam. – bezradnie zaciskała pięści, nawet nie zauważając płynących po policzkach łez.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 6 maja 2010, 14:29 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Lalaith usłyszała ciężkie kroki i poderwała się na równe nogi.
Spomiędzy drzew wybiegł ogromny brodaty mężczyzna, pomimo upału okryty futrami. Groźnie łypiąc oczami rozglądał się po ogrodzie. Kapłanka zasłoniła usta, zauważywszy ściskaną przez upiornego brodacza siekierę.
Przerażona cofnęła się o kilka kroków, otulając się szlafrokiem.

Usłyszała szelest, gdy po alejce przemknęła wysoka sylwetka w szarej szacie.

* * *

Mirandor dostrzegł nadbiegającego mężczyznę, ale nie zdążył zareagować. Młodzieniec niemal dorównywał mu wzrostem i miał przewagę zaskoczenia. Jednym ciosem wytrącił drwalowi siekierę, po czym wykręcił mu rękę i powalił na ziemię. Potężne ciało uderzyło o alejkę. Mirandor potrząsnął głową i prychnął wypluwając piach. Gwałtownym szarpnięciem przetoczył się na plecy, starając się przygnieść napastnika, który znów okazał się być szybszy i poderwał się zwinnie, odskakując od leżącego brodacza. Błyskawicznie chwycił siekierę i odrzucił ją do tyłu.

- Wystarczy tego dobrego - chłopak patrzył groźnie na Mirandora. - W szpitalu nie wolno nosić broni. Ani, tym bardziej, wygrażać nią pacjentom! Leż spokojnie i wytłumacz się natychmiast.

Drwal ocenił swoje możliwości: leżał na ziemi bezbronny, a górujący nad nim mężczyzna w sukni nawet nie miał przyspieszonego oddechu. Mirandor przypomniał sobie, że spotkał już tego młodzieńca - wczoraj, kiedy przybył z Sylwavem do śpitala.

* * *

Lalaith z zapartym tchem patrzyła na szybkie działanie szpitalnego pomocnika, który z potężnym brodaczem poradził sobie bez wysiłku. Poczuła jak drżą jej nogi. Zbyt wiele dziwnych i strasznych rzeczy działo się w zbyt krótkim czasie...
Uświadomiła sobie, że oddychała spazmatycznie, a łzy nadal płynęły po jej twarzy.

Stojąc nad krwiożerczym dzikusem, mężczyzna w szarej szacie skinął jej spokojnie głową, jakby chciał pokazać, że teraz już on zajmie się szaleńcem.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 10 maja 2010, 13:03 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith łapała powietrze haustami, niczym ktoś, kogo właśnie uratowano przed utopieniem.
Skinienie głowy mężczyzny w zgrzebnej szacie wcale jej nie uspokoiło, jednak odruchowo odpowiedziała skinieniem.

Spokój, spokój dziewczyno! Bo jedyne, czego teraz ci brakuje, to zemdleć… – próbowała uspokoić oddech i dudniące w uszach tętno. A nie było to wcale łatwe dla kogoś, kto w kilkadziesiąt godzin zobaczył więcej, niż przez całe poprzednie lata spędzone w rodzinnych stronach.

Lalaith zrobiła kilka chwiejnych kroków w stronę ławki, z której poderwała się na widok dzikusa odzianego w futra, a następnie opadła na nią ciężko. Dłonie tak mocno zacisnęła na brzegu siedziska, że aż pobielały jej kostki. Jakby niewzruszony kamień był jakąś gwarancją bezpieczeństwa.

I oddychaj, durna, nie zapomnij o oddychaniu… W końcu, jak by nie było, każda opowieść dąży do punktu kulminacyjnego, a tam się wszystko wyjaśnia… Chyba.

- Więc niechże mi ktoś wyjaśni, co tu się wyprawia – szepnęła pod nosem, niepewnie lustrując okolicę. Wielkolud w futrach leżał spokojnie, przewrócony na alejkę przez stojącego nad nim chłopaka – chyba jakiegoś pomocnika w szpitalu.
Wierzchem dłoni Lalaith otarła mokre policzki, a następnie przycisnęła szczupłe palce do skroni, zaciskając powieki. Od nadmiaru wrażeń kręciło jej się w głowie.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Wt, 11 maja 2010, 17:48 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Nagle powalony, musiał poświęcić chwilę na zebranie myśli i ułożenie sobie wszystkiego w głowie. Robił to powoli, co z punktu widzenia napastnika mogło wyglądać, jakby barbarzyńca mówił coś bezgłośnie przez chwilę. W końcu jednak zamknął usta i doszedł do wniosku, że padł ofiarą jakiegoś nieporozumienia, z którego chciałby się jak najlepiej teraz wytłumaczyć.

- Pseprasam, Sanowny Panie, - rozpoczął, dalej leżąc na ziemi, - ale siekiera nie jest bronią, ale moim narędziem do pracy w lesie - wpatrywał się w reakcję młodzika. - Prysedłem tutaj do mojego kompana, Sylwava, który dzisiaj miał wyjść z tego domu. Mieliśmy wiele do zrobienia, chciałem z nim porozmawiać sybko.

Leżał nie ruszając się zbytnio. Było mu nieco szkoda wyczyszczonych ubrań, ale i tak by je z czasem ubrudził, nie było to ważne. Teraz tylko panicznie pragnął, by rozmówca - napastnik - zareagował tak, jak on tego oczekiwał - czyli zaprowadził mnie do Sylwava.

- Sedłem tędy, bo byłem tu wcoraj, u Samana, i tutaj z Sylwavem rozmawiałem myślałem, że tu jest, ale słysałem tylko kryk kobiety i tutaj wesłem, bo nie wiedziałem, co się dzieje. Nic wam nie zrobiłem, prose Pana.

Zakończył słowną tyradę nie ruszając się z ziemi, jedynie przekręcił głowę tak, by zauważyć kobietę na ławce.

- Nic Sanownej Pani nie zrobiłem - zwrócił się do niej, - tylko sukam Sylwava, widziała go Pani może?

Rozpaczliwie chciał usprawiedliwić wszystkim dookoła swoją obecność tutaj, chciał, by wszystko skończyło się dobrze, z uśmiechem, i żeby każdy poszedł w swoją stronę.

Wpadł jeszcze na genialny - jak dla siebie - pomysł:

- Preprasam[i/], jeżeli to, jak wyglądam, mogło [i]Sanowną Panią prestrasyć, nie chciałem nic złego, sukam tylko mojego kompana.

Postarał się, by na jego twarzy zagościł na koniec przyjazny ciepły uśmiech...



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 17 maja 2010, 11:14 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Młodzieniec patrzył na powalonego brodacza, a na jego twarzy malowało się absolutne zdziwienie. Raz po raz zerkał w kierunku ławki, na której siedziała pacjentka.
Kiedy Mirandor zamilkł, chłopak zdawał się nad czymś zastanawiać, wreszcie podjął decyzję i wyciągnął rękę. Po chwili wahania drwal przyjął oferowaną pomoc. Jednym silnym ruchem młodzieniec podniósł wciąż oszołomionego brodacza.

- Bardzo mi przykro, - powiedział skruszony, otrzepując gościa z kurzu. - Usłyszałem krzyk, a kiedy dobiegłem na miejsce, zobaczyłem jak biegnie pan z siekierą. Sam pan rozumie, że w takiej sytuacji raczej trudno zaczynać rozmowę...

Chłopak wyglądał na zawstydzonego. - niezgrabnie starał się doprowadzić strój Mirandora do porządku. Jego spojrzenie ponownie spoczęło na Lalaith.

- Przepraszam za zamieszanie - uśmiechnął się blado. - najwyraźniej oboje zbyt pochopnie wyciągnęliśmy wnioski z nagłego pojawienia się pana... gościa - dokończył niezręcznie.

Lalaith uspokajała się powoli - okazało się, że obaj mężczyźni przybiegli jej na pomoc. Popatrzyła na nich z wdzięcznością.
Zarówno pracownik szpitala, jak i nieznajomy brodacz - przyjaciel Sylwava! - byli bardzo wysocy i potężnie zbudowani. Mężczyzna z siekierą wydawał się być jeszcze większy przez okrywające go futra. Z brodatej twarzy patrzyły oczy, które bardziej pasowałyby do twarzy dziecka - szczere, ciepłe i... nieco zagubione.
Ubrany w szary strój podwładny Tregartha był wyraźnie młodszy - przystojną poważną twarz miał gładką i lśniącą od potu. Luźna szata nie była w stanie ukryć potężnej klatki piersiowej i silnych ramion chłopaka.

- Zaraz sprawdzę, czy pański przyjaciel może pana przyjąć, - powiedział osiłek, po czym zwrócił się do pacjentki: - Czy mogę zrobić coś dla pani? Może przyniosę coś na uspokojenie? Albo odprowadzę panią do sali?



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 19 maja 2010, 14:51 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Z miejsca, w którym siedziała, obydwaj mężczyźni wydawali się jej jeszcze potężniejsi, niż w rzeczywistości. A ona czuła się mała i zagubiona.

Zupełnie jak ty, co? – zerknęła w stronę mężczyzny odzianego w futra i uśmiechnęła się ciepło.

- Bardzo przepraszam za to zamieszanie, to moja wina – skierowała wzrok na chłopaka w szarej szacie, zawstydzona spuściła głowę i wymamrotała cicho – Ja… ja sądzę, że szukanie Sylwava w szpitalu nie ma sensu…

Młodzieniec popatrzył na nią zaciekawiony.

- Wyszedł na spacer? - zapytał. - Wie... pani, dokąd?

Kapłanka pokręciła głową.

- Lalaith… wystarczy Lalaith - nie jestem nikomu panią – znów spojrzała na młodzieńca. Usta kobiety drżały – Sylwav…zniknął. Rozmawialiśmy i nagle - nie mam pojęcia, jak do tego doszło – ogarnęła go sieć błękitnych błyskawic, potem był już tylko huk i oślepiający rozbłysk… - opowiadała szybko, pełnym napięcia głosem. – Otworzyłam oczy, a jego nie było. Pamiętam jeszcze krzyk… I potem was tutaj.

To się chyba nie kwalifikuje do kategorii „spacer”.

Chłopak milczał przez chwilę, po czym uśmiechnął się blado.

- Mhmmm - mruknął, - rozumiem... Może ja lepiej poproszę doktora Tregartha... On najlepiej wie, co dzieje się w szpitalu... - Raz jeszcze zmierzył pacjentkę spojrzeniem, po czym ruszył w kierunku jednego z wyjść z ogrodu.

Cudownie…

Lalaith westchnęła ciężko, próbując opanować oddech i drżenie całego ciała. Już miała prosić chłopaka, by dał jej dokończyć, ale nie miała sił na spieranie się z niedowiarkiem.

Pewnie wziął mnie za wariatkę, w sumie się mu nie dziwię. – pomyślała, kiedy jej pełen rozżalenia wzrok napotkał spojrzenie Mirandora.

- Ty mi pewnie też nie wierzysz, co?



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Cz, 20 maja 2010, 18:29 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Cieszył się, że jednak wszystko się ułożyło dobrze. Najwyraźniej nikt nie miał mu za złe jego zachowania. Postanowił później spytać Sylwava o to, jak się powinien zachować. Po czym spojrzał na Lalaith i wysłuchał uważnie jej słów. Części nie zrozumiał, ale wolał się nie odzywać.
Zaniepokoił się: Sylwav sobie gdzieś poszedł. Albo go zabrali.
Chwilę rozmyślał nad słowami nim się odezwał do kobiety.

- Nie rozumiem, prose Pani - rozpoczął podchodząc do niej. - Nie wsystko zrozumiałem - zamilkł zanurzając się w odmęty złych domysłów. Nie mógł uwierzyć, że Sylwav sobie poszedł bez niego; że tak odszedł.

Może Sylwav nie lubił mnie? Mam nadzieję, że nie. A może go wczoraj obraziłem, jak nie potrafiłem sam pójść znaleźć sobie miejsca do spania? Nie wierzę.

Musiał lepiej zrozumieć kobietę.

- Pseprasam, ale cy mogłaby mi Pani wytłumacyć gdzie posedł Sylwav? Może go jeszcze dogonię, znajdę, nie wiem...

Usiadł na ławce i wpatrywał się w kobietę.



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 26 maja 2010, 11:45 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith przesunęła się nieco, robiąc miejsce dla przybysza. Popatrzyła ze współczuciem na ogromnego mężczyznę. Jego sposób mówienia i zachowania sprawiał, że kobieta była niemal pewna – ten człowiek musiał przybyć z bardzo odległych krain.

Widać rozumiesz jeszcze mniej niż ja… A niewiele brakowało i byłabym na tobie odreagowała swoje zdenerwowanie. Chciałam powiedzieć prawdę – to teraz mam, wezmą mnie za wariatkę. Trudno… sama się prosiłam.

Przez chwilę zastanawiała się, jak powinna wytłumaczyć temu olbrzymowi o oczach zagubionego dziecka, co się stało. Jak wytłumaczyć coś, czego jej samej nie udało się pojąć?

- Mam na imię Lalaith, nie mów do mnie „proszę pani”… - zaczęła. – Sylwav nigdzie nie poszedł. Na pewno nie z własnej woli. Ale myślę, że go nie dogonisz – starała się ostrożnie dobierać słowa. – Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć… - zawahała się. – Sylwav był tutaj ze mną w ogrodzie, a potem zniknął, choć nigdzie nie szedł. Jak duch…

Przymknęła oczy, próbując zebrać myśli. Niestety, nic co mogłaby powiedzieć lub zrobić nie mogło potwierdzić prawdziwości opisywanych przez nią wydarzeń.

I, na wszystkich bogów, jak to możliwe, że nikt nic nie widział i nie słyszał?!



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: So, 29 maja 2010, 12:43 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Wstał, poprawił kurtę i odparł:

- Mnie nazywają Mirandorem, prose Pani - powiedział, po czym się poprawił: - Pani Lalait.

Już nie usiadł. Widać docierało do niego znaczenie słów kobiety. Złapał w garść wiszące u pasa na rzemieniach talizmany i zaczął powoli układać sobie w głowie, co się stało.

- Nie wiem, cy dobre rozumiem, Pani Lalait, ale chyba wiem, co się stało - powiedział cicho, przerażony wizją losu Sylwava. - Nie powinni tam iść. Zabrały go Złe Duchy - powiedział patrząc na Kobietę, jakby chciał jej coś wytłumaczyć. - Saman mi o tym powiedział. Prysedł do mnie dziś i mi powiedział, że stanie się coś złego, ale nie rozumiałem. Teraz wiem. Nie powinni tam iść z Konradem.

- To strasne - dodał po krótkiej chwili zastanowienia. - Co ja mogę zrobić? - spytał bardziej sam siebie, pozbawiony nadziei, że kiedykolwiek jeszcze zobaczy swojego kompana. - Może, - szukał nowego punktu zaczepienia, światełka w tunelu - może saman, który mieska w tym domu, będzie coś wiedział?



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 8 cze 2010, 11:51 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith otwierała i zamykała usta, nie wiedząc, czy w ogóle powinna coś mówić. Choć ze słów Mirandora nie dało się wywnioskować wiele, kobieta domyślała się, że droga do Thoris również dla Sylwava i jego kompana nie była spokojnym spacerem.

Złe duchy?!

- O czym ty opowiadasz, człowieku? – zapytała, zupełnie nie rozumiejąc opowieści mężczyzny. – Szaman? Masz na myśli doktora Tregartha – tego, co opatrywał Sylwava?

On pewnie się na niewiele zda w walce ze złymi duchami. Ani z siłami nadprzyrodzonymi… Ale coś mi się w tym wszystkim bardzo nie podoba. Bardzo…

Kapłanka rozejrzała się po ogrodowych alejkach.

- Siadaj, doktor i tak tutaj przyjdzie. Ten miły pan, który cię powalił na ziemię już po niego poszedł – westchnęła, wiedząc, że była głównym powodem wezwania Tregartha do ogrodu. Miała teraz chwilę, by uważniej przyjrzeć się Mirandorowi. Z tej krótkiej obserwacji wnioskowała, że ów mężczyzna nie stanowił zagrożenia dla nikogo, może oprócz samego siebie, zupełnie nie znając miejsca w którym się znalazł. Mimo wszystko niełatwo było siedzieć spokojnie, kiedy w głowie kłębiły się najróżniejsze pytania, na które żądne z nich nie miało logicznych odpowiedzi. Od czasu, kiedy była małą dziewczynką, nie czuła się równie niepewnie.

No, to poczekajmy… Teraz się zadzieje.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytania i poszukiwania
PostNapisane: Pt, 11 cze 2010, 23:45 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
- Tak, Pani Lalait, chodziło mi o Pana, który lecył Sylwava - odparł speszony faktem, że nie został zrozumiany.

Oferta ciekawej pracy w lesie zeszła na dalszy plan.
Usiadł ostrożnie obok kobiety nie mówiąc nic więcej. Wsparł ręce na udach i oglądał swoje spracowane dłonie. Czas oczekiwania dłużył mu się niemiłosiernie.

A przez chwilę układało się dobrze - pomyślał rozglądając się dookoła. Jednak bańka prysła i siedział tutaj czekając na lekarza.



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 2 [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u