Teraz jest Cz, 15 lis 2018, 09:11

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 1 z 1 [ Posty: 15 ] 

Mieszkańcy kamiennych domów

Autor Wiadomość
 Tytuł: Mieszkańcy kamiennych domów
PostNapisane: Cz, 26 lis 2009, 04:48 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Rozmowa z Sylwavem pokrzepiła Mirandora. Nieco bardziej pewny siebie ruszył korytarzem. Po dłuższej chwili zorientował się, że zabłądził - trafił do wielkiej sali, w której stały drewniane kadzie, a na rozwieszonych sznurach schły płachty tkaniny i elementy strojów. Zawahał się i rozejrzał niepewnie. Poza drzwiami, którymi tu dotarł z pomieszczenia wydostać się można było jeszcze przez trzy wyjścia. Nie wiedział jednak, które było właściwe.
Na szczęście odnalazł go tam pucołowaty chłopak w powłóczystej szacie.

- O, już panowie skończyli - zauważył spokojnie, nie zwracając uwagi na stropioną minę Mirandora. - Pozwoli pan, że odprowadzę go do wyjścia.

Zwalisty mężczyzna potulnie pozwolił się powieść przez kamienne korytarze. Milczał, aby nie prowokować kolejnych niezrozumiałych uwag.
Dopiero w ogrodzie, gdy uczynny młodzieniec wskazał mu drogę do wyjścia, odważył się zapytać o karczmę, w której mógłby spać.

- Najbliżej jest Kogut - powiedział rumiany chłopak, - ale oni pewnie nie... hmm... Wie pan co? Dwie przecznice stąd stoi Czterolistna Koniczyna, to takie... hmm... miejsce, które przyjmuje wszystkich pop... hmm... pogubionych... Po wyjściu ze szpitala proszę ruszyć na wschód. To niedaleko - uniósł dłoń, jakby chciał poklepać potężnego mężczyznę, lecz zrezygnował. - Gdyby się pan zgubił, lub nie dostrzegł koniczyny na szyldzie, niech pan zapyta kogoś z przechodniów. Do widzenia.

Po chwili Mirandor szedł już ulicą, stosując się do wskazówek młodziana w sukni. Opisane przezeń miejsce znalazł dość szybko, bo trudno było przeoczyć wielką zieloną koniczynę wymalowaną na desce zawieszonej nad otwartymi szeroko drzwiami.

- Bądź pozdrowiony, wędrowcze, - powiedział chudy mężczyzna o wystającej szczęce i przerzedzonych włosach. - Jeśli szukasz schronienia i spokoju, to twa wędrówka właśnie się zakończyła.

Niepewny uśmiech pojawił się na twarzy gospodarza, który nieufnie przyglądał się przybyszowi.
Na tle szarej koszuli wyraźnie odcinał się zawieszony na rzemieniu duży drewniany wisior z namalowaną głową sowy. Mężczyzna tarł dłonią o dłoń, jakby próbował zmyć z nich niewidzialny brud.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 26 lis 2009, 20:44 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
- Dzień dobry Panu - rozpoczął Mirandor. - Sukam miejsca, by spać. Chciałbym zostać do jutra tu. Zjeść. Pryjaciel powiedział, że tu można i jest dobre.

Zaraz przyszły mu do głowy zniekształcone rady Sylwava.

- Ale nie dam się osukać. Jak powiedział mój towarys: kto będzie mnie osukiwał, tego mam powiesić za jaja - powiedział ostrzejszym tonem, po czym wyjął podstawowe narzędzie negocjacji - Sakwę.

- Tego ci pewno potreba, dobry cłowieku? - potrząsnął mieszkiem, by zawartość zabrzęczała.


Ostatnio edytowano Wt, 1 gru 2009, 02:37 przez Mirandor, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 1 gru 2009, 02:38 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Mężczyzna zamrugał nerwowo, a na jego twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia. Przestąpił z nogi na nogę.

- Eee... - wymamrotał. - W naszym schronisku nie oszukujemy ludzi – powiedział urażony. - Oferujemy gościnę i odpoczynek tym, którzy zabłąkali się do Thoris... i potrzebują wytchnienia po trudach podróży. - Wciąż zacierał ręce. - Nie mamy luksusów, ale... nasze łóżka są czyste, a pokarmy smaczne, choć... ee... niewyszukane.

Wzrok gospodarza przesuwał się po potężnej sylwetce brodacza, zatrzymując się dłużej na okrywających ją futrach i - na siekierze. Po chwilowym wahaniu dźwięk wydany przez sakiewkę przywrócił mu rezon.

- Działamy dobroczynnie i utrzymujemy schronisko z datków, więc jakakolwiek darowizna będzie dla nas błogosławieństwem, - dłonie mężczyzny zacisnęły się na wisiorze. Błysnęły sowie oczy. - Kuchnia pracuje cały dzień , a... eee... łaźnia... - znów zaczął się jąkać; - całą dobę. Pewnie chce pan zmyć z siebie... ee... pył dróg, które pan... ee... przemierzył...?

Dziwaczny człowieczek przypominał Mirandorowi starą wiewiórkę – ciągle wydawał urywane szczekliwe dźwięki, rozglądał się nerwowo i wciąż się poruszał, jakby wietrzył zbliżające się zagrożenie. Być może zawieszony na szyi wizerunek sowy był talizmanem, mającym go ustrzec przed niebezpieczeństwem?



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 22 gru 2009, 13:00 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Dziwne zachowanie rozmówcy nie wpłynęło na jego decyzję - udało mu się coś osiągnąć w tym dziwnym miejscu. Podniesiony na duchu tym sławetnym zwycięstwem, odparł:

- Dobre, zostanę z wami do jutra. Zaprowadzis mnie na miejsce? I nie wiem ile mam wam dać z worecka.

Włożył rękę do woreczka i wymacał jeden krążęk. Przyjrzał się rozmówcy jeszcze raz i złapał jeszcze jeden krążek. Była to ważna decyzja - wyjmie za mało to go nie przyjmą, a jeśli wyjmie za dużo to da się oszukać... A jak Sylwav się dowie, to będzie niepocieszony, że Mirandor dał się wykiwać.

Wyjął dwie monety - dla niego wyglądające identycznie i nie posiadające żadnej wartości. Wyciągnął otwartą dłoń z leżącymi na niej pieniędzmi w kierunku dziwnego człowieka, uśmiechając się przy tym szeroko, co miało maskować jego niepewność w kwestii podjętej decyzji.

- Starcy mi na noc? I na jedzenie? - powiedział z uśmiechem. - Jak tak, to prowadź mnie do środka. Chciałbym odpocąć porądnie i jutro już iść stąd dalej do Sylwava, który na mnie ceka niedaleko. Mam nadzieję, że dobre karmice bo dawno nie jadłem dobrego jedzenia.


Ostatnio edytowano Wt, 12 sty 2010, 23:42 przez Mirandor, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 12 sty 2010, 23:42 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Mężczyzna skupił wzrok na pieniądzach. Przełknął ślinę.

- Wiele modłów wzniesiemy, sławiąc pańską hojność - powiedział, odbierając pieniądze i szybko chowając je w zanadrze. - Proszę za mną.

Mirandor ruszył za prowadzącym go mężczyzną.
Krótki korytarz prowadził do niedużego pomieszczenia, w którym stały cztery schludnie zasłane łóżka.

- Tutaj może pan odpocząć - powiedział gospodarz, wykonując zamaszysty gest ręką. - Proszę zostawić swoje rzeczy i przejść do łaźni, to te drzwi na końcu korytarza. Ktoś z łaziebnych pomoże panu doprowadzić się do porządku. Świetlica znajduje się na lewo od wejścia - tam dostanie pan ciepły posiłek.

Mężczyzna patrzył na Mirandora świdrującym wzrokiem. Znów odruchowo zacierał dłonie, przez co przypominał wiewiórkę obracającą orzech w łapkach.

- Wierzę, że będzie pan zadowolony z pobytu u nas - powiedział, kładąc dłoń na klamce. - Gdyby potrzebował pan pomocy, proszę dać mi znać.

Skłonił się lekko i wycofał z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 14 sty 2010, 01:00 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Gdy został sam, odetchnął z ulgą. Udało mu się. Wreszcie udało mu się dostać to, czego chciał od ludzi w tym dzikim zawiłym świecie. Zajął łoże najdalej od drzwi. Zrzucił z siebie plecak i skórzane kurty, po czym przeciągnął się i usiadł na łóżku.

Zamyślił się nad faktem, że może być zmuszony dzielić z kimś to pomieszczenie - nie było to dla niego nowością. Przecież gdy nadchodziły srogie zimy, całe rodziny musiały spać jak najbliżej siebie, by nie pozamarzać. Różnica między rodzinnym bałaganem, a tym miejscem polegała na tym, że tu nie było jego rodziny, a mogli się wprowadzić obcy dziwni ludzie, którzy będą z niego szydzić w niezrozumiały dla niego sposób.

Nie ma co martwić się na przyszłość, Mirandorze! - pomyślał sobie i przywołał w pamięci słowa dziwnego człowieczka - Łaźnia - doprowadzić się do porządku - ciekawe co miał na myśli? Będę musiał sprawdzić.

Druga część wypowiedzi - posiłek na lewo - była dla niego dużo łatwiejsza do zrozumienia.

Choć miejscowi mogli uważać Mirandora za dzikiego i nieokrzesanego, to jednak nawet on czuł swój intensywny zapach. Dawno, naprawdę dawno, nie korzystał z dobrodziejstw mycia się.

Podniósł swój tobół, włożył do niego skórzane kurty, a sakwę z monetami wcisnął na dno. Całość położył na łóżku, by zaznaczyć swą obecność. Pozostawiwszy dobytek, wyszedł i powoli ruszył w prawo, by doprowadzić się do porządku. Przy okazji z ciekawością zaglądał do każdego otwartego pomieszczenia, jakie mijał po drodze. Nasłuchiwał też czy nie było tu innych gości...


Ostatnio edytowano Pn, 18 sty 2010, 23:35 przez Mirandor, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 19 sty 2010, 00:19 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Minął dwa pokoje podobne do tego, w którym zostawił swoje rzeczy: proste łóżka, na których leżała pościel, jacyś ludzie, którzy przerywali rozmowy i patrzyli z zaciekawieniem na zwalistego brodacza, pod którym uginały się deski podłogi.
Otworzył drzwi, które prowadziły do "łaźni".
Pomieszczenie wypełniała para wodna i zapach wilgoci. Stały tu trzy wielkie kadzie wypełnione gorącą wodą. W jednej z nich siedziało dwóch mężczyzn, którzy umilkli, gdy Mirandor wkroczył do środka.
Podobny do gospodarza człowieczek w długiej szacie podszedł do olbrzyma i uśmiechnął się niepewnie.

- Witam pana, - wymamrotał. - Jeśli chce pan się odświeżyć, to bardzo... zapraszam... - wskazał na pustą balię, nad którą unosiła się para. - Proszę się rozebrać i wchodzić do środka... Już niosę mydło i tarkę...

Oszołomiony przybysz skinął głową i zaczął zdejmować buty.
Meżczyźni którzy go obserwowali, wymieniali jakieś uwagi przyciszonymi głosami. Pod ścianą stała długa ława, na której leżały ubrania i torby. Po chwili zastanowienia, Mirandor złożył tam swoje przepocone i zakrwawione rzeczy, po czym śmiało wszedł do balii.
Gorąca woda nieco piekła, ale i sprawiała przyjemność. Kiedy usiadł, poczuł jak z jego mięśni znika napięcie. Z dziecinną frajdą zanurzył się cały, mocząc włosy - sztywne od pyłu i potu. Wynurzył się prychając jakby nurkował w górskim jeziorze. Obok niego stał łaziebny.

- To mydło i tarka - powiedział, podając olbrzymowi szarą bryłę czegoś lśniącego i karbowany drewniany drążek. - Jeżeli pan sobie życzy, to upierzemy pańskie ubranie... Wygląda, jakby przeszło... przeszedł pan w nim wiele mil...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 22 sty 2010, 01:33 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Woda jest gorąca. Jakie to dziwne uczucie - pomyślał Mirandor, rozkoszując się nowymi doznaniami, jakie niósł ten stan. Od razu poczuł ulgę i wspomnienia ciężkich przepraw ostatnich dni nieco przygasły. Rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym spojrzał na towarzyszących mu mężczyzn, których obdarzył przelotnym uśmiechem.

Odruchowo skinął głową w odpowiedzi na pytanie człowieka w szacie. Nie chciał go pytać, co miało dać mu pranie ani do czego to służyło. Jedynie dla pewności spytał:

- A kiedy mi je oddas? Muse mieć co ubrać. Możes odnieść mi je do łóżka zaraz potem?

Mocno schwycił podane mu przedmioty. Bryła mydła chciała mu się wyślizgnąć z rąk, lecz pochwycił ją, odkładając drewniane urządzenie. Całą uwagę skupił na dziwnym szarym obiekcie - po raz kolejny nie chciał się zbłaźnić i pytać do czego służy, więc tylko skinął głową człowiekowi.
Znów się zanurzył, by nie musieć odpowiadać na jakiekolwiek trudne pytania.

Po chwili wystawił głowę nad wodę sprawdzając czy dalej był obserwowany przez człowieka w szacie. Dla pewności znów zanurkował w gorącą i przyjemną wodę. W końcu się wynurzył. Pozostawiając mydło w spokoju, przyjrzał się tarce.

Kształt może i znajomy... - pomyślał, próbując sobie przypomnieć do czego to mogło służyć. Nie wpadł, niestety, do czego miał mu się przydać ten kawał drewna.

Zaraz jednak pomyślał o dwóch innych mężczyznach. Rozkładając ramiona na krawędzi balii, odchylił głowę, by móc obserwować pozostałe kąpiące się osoby. Zwrócił uwagę na to, czy też posiadali takie przyrządy i co z nimi robili.

Chwila dyskretnej obserwacji dała Mirandorowi niezbędną wiedzę. Czy to z ciekawości czy z potrzeby upodobnienia się, zaczął się myć tak jak tamta dwójka. Czuł się dziwnie podczas tej czynności, ale był też zadowolony - poznał kolejny element życia tutejszych ludzi i dowiedział się co to mydło.

Po chwili został w łaźni sam. Rozmyślał chwilę nad zaletami kąpieli w drewnianych misach: o ile było to wygodniejsze i cieplejsze niż górskie jezioro i można się było myć w domu, samemu. Postanowił, że jak wróci, to taką balię sobie zbuduje i zawsze będzie się w niej kąpał. A może i ojciec się by skusił? Na stare lata nie musiałby myć się w jeziorze.

Woda powoli stygła, toteż i zapał Mirandora do zostania w niej ulatywał. Wstał, otrzepał się z wody i stanął rozmyślając.

Nie ma tu moich ubrań. - Był to niemały problem, bo wiedział że po drodze mógł spotkać ludzi, a w pokoju gdzie leżał plecak też ktoś mógł już spać. A i pewnie były tu kobiety...
Rozejrzał się szukając czegoś do owinięcia się lub przynajmniej okrycia. Zauważył leżący na ławie ręcznik. Wytarł się porządnie, a następnie owinął się nim prowizorycznie w pasie.
Wyszedł z łaźni czysty i zadowolony i od razu skierował się do pokoju, w którym przydzielono mu łóżko. Tak niezwykła dla niego ciepła kąpiel wywołała u niego uczucie senności i zmęczenia; może to też trudy ostatnich dni i ciężkie przeżycia spowodowały, że położył się na łóżku z zamiarem jedynie krótkiej drzemki...


Ostatnio edytowano Cz, 11 lut 2010, 21:14 przez Mirandor, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 11 lut 2010, 21:15 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Chatę rozjaśniał jedynie tańczący płomień niedużego paleniska. Intensywnie pachnący dym wypełniał pomieszczenie zacierając kształty i kolory - jedynie ognisko można było dostrzec wyraźnie.
Ciemna pomarszczona dłoń wysunęła się zza zasłony oparów, kilka ziaren spadło pomiędzy płomienie, które zafalowały, zalśniły błękitem i wydłużyły się, niemal dotykając palców starego mężczyzny.

- A więc przyszedłeś do mnie, mój synu - w zadymionej chacie głos zabrzmiał głucho, ale znajomo. - Nie wiedziałem... ciekawe...

Mirandor nie potrafił wykrztusić z siebie ani słowa. Chciał rozejrzeć się po chacie, dostrzec rozmówcę, zbliżyć się do ognia - ale czuł się schwytany w pułapkę.

- Myślałem, że to ja będę musiał pójść do ciebie... - ciągnął skryty pośród kłębów dymu mężczyna. - Zaskoczyłeś mnie, Mirandorze. Ale to dobry znak...

Podobna do ptasich szponów ręka znów pojawiła się tuż nad ogniem; tym razem po to, by cisnąć garść żółtego proszku, który zalśnił niczym skupisko gwiazd, po czym płomienie zmniejszyły się i odzyskały naturalny kolor.
Dym rozwiał się, odsłaniając siedzącego przy palenisku Szamana. Znajome szare oczy patrzyły na Mirandora, a na pooranej głębokimi zmarszczkami twarzy malował się niewzruszony spokój.

- Mam nadzieję, że podoba ci się Kraj na Południu, chłopcze. Nadal nie rozumiem, dlaczego tak bardzo pragnąłeś tam wyruszyć, a Duchy nie są zgodne, jaka przyszłość jest ci pisana - rodzimy język brzmiał jak muzyka dla znajdującego się daleko od domu wędrowca; - ale nie dlatego cię szukałem...

Starzec podniósł drewniany kubek i napił się parującego trunku. Mirandor dostrzegał teraz wypełnione najróżniejszymi przedmiotami półki, pietrzące się w kącie futra, które musiały stanowić legowisko Szamana, starannie ustawione na niskim stoliku flaszki i garnce, poukładane w koszu zwoje. Nigdy wcześniej nie był w Chacie Szamana - miejscu stanowiącym wśród jego ludu tabu; schronieniu mędrca, którego odwiedzać mogli jedynie najdostojniejsi członkowie plemienia. Odetchnął głęboko zachwycony możliwością rzucenia okiem na sekrety czarownika.

- Zwróciłeś na siebie uwagę Duchów, Mirandorze, - powiedział poważnym tonem Szaman i pochylił się w stronę brodacza. Wplecione w pożółkłe siwe włosy kamyki i koraliki zagrzechotały groźnie. - Długi cień padł na twój los. Uważaj na siebie, chłopcze. Strumienie magii wirują i kłębią się wokół ciebie...

Brodacz poczuł szarpnięcie - jakby ktoś pociągnął go za kurtę. Gwałtowny ruch sprawił, że Chata Szamana zafalowała i szybko zaczęła się oddalać. Po chwili palenisko było już tylko niedużym świetlnym punktem w jednolitej ciemności.

- ... długi cień...


Mirandor usiadł na łóżku i przetarł oczy. Jego owłosiona pierś unosiła się w szybkim oddechu, a serce dudniło mocno. Światło słoneczne oświetlało pokój. Trzy pozostałe łóżka nadal były puste. Na jednym z nich ktoś położył ubrania mężczyzny - czyste i zacerowane.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 28 lut 2010, 14:13 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Siedział jeszcze przez chwilę na łóżku rozciągając palce. Rozmyślał o tym, co mu się przyśniło... Szaman z jego rodzinnych stron zechciał się z nim skontaktować? Było to zbyt realistyczne, jak na zwykły sen.

Zostałem ostrzeżony. Coś się stanie złego - podsumował szybko. - Więc jednak zdenerwowałem Złe Duchy, zbudziłem je pozwalając Konradowi i Sylwavowi iść na ten cmentarz... Muszę uważać, bardzo uważać.

Ręką ostrożnie wymacał rzemienie z talizmanami u pasa. Wierząc w ich dobroczynną moc, zacisnął na nich dłoń.

Szaman mi pomoże. Dlatego zechciał mnie ostrzec. Będę się pilnował!
Sylwav! Muszę go ostrzec. Też jest w niebezpieczeństwie...
Złe duchy.


Szybko jednak przemyślenia natury mistycznej zastąpiły potrzeby fizyczne i fizjologiczne.

Wstał z łóżka i zebrał swoje rzeczy. Zastanawiał się, jak takie problemy rozwiązywało się tutaj, pośród dziwnych ludzi w tym jakże odpychającym miejscu. Z tym problemem również postanowił zasięgnąć rady, ale krępował się spytać Sylwava, jak się tu załatwiało takie sprawy...
Chyba jednak będzie musiał się przemóc i spytać swego przewodnika, jak tego dokonać w tym ludzkim siedlisku, aby nie wpakować się w kłopoty.

Przyjrzał się swoim ubraniom i powąchał je - chyba nigdy nie były takie czyste. Pospiesznie się ubrał, włożył resztę rzeczy do plecaka i opuścił pokój - chciał koniecznie coś zjeść i iść do Sylwava.

Poszukując miejsca, z którego dochodził zapach żywności, dotarł do jadalni. Stanął w progu i wciągnął aromatyczne zapachy, jakie się tu unosiły. Przyglądając się, co robili inni goście podszedł do miejsca, z którego te wonie dochodziły. Gdy zauważył kobietę rozdającą jedzenie, spytał:

- Dzień dobry, chciałbym coś zjeść. Dałem wcoraj za to z worecka kilka świecących... kółek.


Ostatnio edytowano N, 7 mar 2010, 02:15 przez Mirandor, łącznie edytowano 2 razy


_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 7 mar 2010, 02:16 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Ciemnowłosa kobieta w szarym stroju uśmiechnęła się do Mirandora i skinęła głową.

- Usiądź wygodnie bracie, - powiedziała, - a ja przyniosę ci strawę.

Gestem wskazała mu miejsce na ławie, tuż obok mężczyzny z ogoloną glową, który obrzucił go uważnym spojrzeniem znad swej miski.
Mirandor usiadł i rozejrzał się po sali. Przy kilku stołach siedzieli ludzie jedzący kaszę i rozmawiający o swoich sprawach. Wyglądali normalnie - niektórzy nawet, jakby pochodzili z rodzinnej wioski Mirandora - brodaci, barczyści, albo niewysocy i krępi, o poważnych twarzach i ponurych spojrzeniach. Ludzie, którzy znali życie proste i ciężkie, i których codzienność odbijała się w sieci zmarszczek i blizn.

Kobieta wróciła szybko i postawiła przed brodaczem drewnianą miskę wypełnioną pachnącą kaszą suto okraszoną lśniącymi skwarkami i kubek z wodą.

- Smacznego, - rzuciła wracając do pracy.

Mirandor wziął się do jedzenia. Był głodny, a prosta strawa od razu przypadła mu do gustu.

- Skąd jesteś? - Sąsiad olbrzyma miał niski, pewny głos. - Nie wyglądasz na Imperiała...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Mieszkańcy kamiennych domów
PostNapisane: N, 4 kwi 2010, 10:55 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Rozkoszował się smacznym jedzeniem i rozmyślał o wydarzeniach ostatnich dni: jak chwile z Konradem i Sylwavem odmienne były od jego dotychczasowego życia. Pomyślał, że na całym świecie utrzymywanym przez wielkie drzewo Ar Łuk Mas wielu było takich podróżników, awanturników, poszukiwaczy skarbów... I że było tu wiele niezbadanych miejsc, pełnych groźnych tajemnic.
Oraz Złych Duchów.

Na pewno Złych Duchów- skwitował wracając na stare tory myślowe.

Słowa obcego mężczyzny zatrzymały łyżkę Mirandora w połowie drogi do ust. Poczuł się zagrożony i zaszczuty. Czego też mogą ode mnie chcieć?. Odłożył łyżkę i powoli, zachowując powagę, spojrzał na rozmówcę. Choć był spięty, starał się odpowiedzieć jak najbardziej zrozumiale.

- Dzień Dobry Panu. - rozpoczął, obdarzając rozmówcę nerwowym uśmiechem. - Nie jestem stąd. Prysedłem tutaj z daleka, z gór i wioski w lesie. Podróżuję z Sylwavem w różne miejsca. Cemu pytas?



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Mieszkańcy kamiennych domów
PostNapisane: Pt, 16 kwi 2010, 14:58 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Nieznajomy miał jasne włosy związane w gruby warkocz i lnianą koszulę z podwiniętymi rękawami. Brązowe oczy patrzyły badawczo na Mirandora, gdy mężczyzna przeżuwał posiłek. Zdawało się, że wieki trwało, zanim przełknął i przemówił znowu.

- Wyglądasz na silnego - mruknął. - Przydałby nam się taki mocarz w grupie. - Skinął głową wskazując na stojący przy ławie topór. - Skoro siekierą robisz, to wyrąb ci pewnie nieobcy?

Mirandor skinął niepewnie głową i nerwowo rozejrzał się na boki.

- Jeśli zostajesz w Thoris na dłużej, to może chcesz trochę zarobić? Mamy robotę przy wycince; kilka drzew trzeba ściąć i oczyścić, a jak potrafisz, to i na deski pociąć. Robota ciężka, ale dobrze płacą, a z takim bykiem jak ty, uwinęlibyśmy się raz-dwa!

Drwal odłożył łyżkę i otarł usta dłonią.

- Co powiesz, olbrzymie? Wchodzisz w to?



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Mieszkańcy kamiennych domów
PostNapisane: Pt, 23 kwi 2010, 12:00 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Mirandor ucieszył się - tutaj w tym odległym miejscu były jednak rzeczy, na których znał się dobrze i które mogły pomóc mu się utrzymać.

- Pracowałem w lesie - odparł nieznajomemu, - wycinałem drewa. Dziękuję Panu.

Odłożył łyżkę i wstał. Nie chciał zmarnować takiej szansy. Wyciągnął dłoń by się przedstawić.

- Z chęcią pracować będę w lesie, Panie. Nazywają mnie Mirandor.

Poczekał, aż rozmówca zareaguje, i kontynuował wypowiedź.

- Zanim będę mógł zacząć, musę porozmawiać z pryjacielem. Jestem tutaj nowy, nie mam nic: gdzie spać i mieskać. Jak mógłbym do Pana pryjść później?

Sam nie chciał podejmować takich decyzji. Mirandor związał swoje losy z Sylwavem, w nim szukał oparcia, rady i pomocy w obcym świecie. Dlatego najważniejsze dla niego było wrócić do kompana i z nim porozmawiać o swojej przyszłości.

- Ja też zatrzymałem się tutaj, żeby nie wydawać brzęków na noclegi - odpowiedział mężczyzna. - Braciszkowie są nienachalni, a warunki w porządku...
Zaraz po śniadaniu ruszamy do lasu - wskazał na siedzących nieopodal kompanów. - Możesz iść z nami, albo dotrzeć później. Wychodzimy przez zachodnią bramę, a wycinka jest ze dwa kilometry w głąb gęstwy. Jak już wejdziesz do lasu, to pewnie nas usłyszysz. - Uśmiechnął się.

- W porządku, znajdę was w lesie jak wsystko omówię z kompanem. - Mirandor wrócił do jedzenia posiłku. Teraz robił to w niemałym pośpiechu, choć w głębi serca ciągle nie był pewien, co począć: jeśli pójdzie w las, Sylwav nie pójdzie za nim. A idąc z Sylwavem, nie wiedział, na co się porywa. Sam nie wiedział, czego chciał. Nie po to wyruszył w świat, by i tutaj rąbać drewno...

Porozmawiam z Sylwavem, on mi dobrze poradzi.

Skończył posiłek i pospiesznie opuścił przybytek, kierując się do miejsca, gdzie zostawił Sylwava.



_________________
Cierpienie to nadzieja. Nadzieja to krew. Krew to życie. Słowa we krwi. Myśli we krwi. Marzenia we krwi.

A cel wciąż uświęca środki Szaleńcom od lat
To MY karmimy ich milczeniem.
Milczenie to TAK.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 6 maja 2010, 14:32 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Odnalezienie kamiennego budynku, w którym zostawił towarzysza, nie nastręczyło drwalowi żadnych problemów. Lata spędzone wśród surowych bezdroży nauczyły go zapamiętywać kluczowe elementy otoczenia, dzięki którym mógł kierować się prosto do celu.
W powietrzu czuć jeszcze było nocny deszcz, choć słońce osuszyło już bruk i domy. Mieszkańcy tłoczyli się na ulicach, spiesząc do codziennych zajęć. Zafascynowany Mirandor patrzył na ich kolorowe stroje i rumiane twarze i mimo woli słuchał gwaru rozmów i nawoływań pozbawionych dla niego znaczenia, ale oddalających wspomnienie dziwnego snu, który poważnie go przeraził.

Na wielkim placu ludzi było niewielu. Jakiś mężczyzna siedział na kamiennej ławce, wystawiając twarz do słońca, dwie dziewczyny z wiklinowymi koszami szły rozmawiając cicho. Stado gołębi przeleciało ponad pomnikiem starca z psem i zniknęło za lśniącą oślepiająco kopułą potężnej świątyni.
Kolejny słoneczny dzień. Nic się nie zmieniło, wszystko wyglądało spokojnie i bezpiecznie.
A jednak Mirandor wiedział, że było inaczej - nocne wydarzenia na szlaku, świętokradztwo jego towarzyszy i atak skrzydlatego demona: to wszystko sprawiło, że nad życiem brodatego mężczyzny zawisł gęsty cień. Dlatego Szaman przybył, aby go ostrzec; dlatego kazał mu mieć się na baczności.
Starając się odgonić złe myśli, drwal potrząsnął głową i wszedł do chłodnego korytarza domu, w którym był Sylwav.Zamknął za sobą drzwi i powoli ruszył przed siebie.

Nagle powietrze przeszył wysoki krzyk.
Mężczyzna ścisnął stylisko siekiery i przyspieszył. Do ogrodu wpadł biegiem, rozglądając się szybko w poszukiwaniu zagrożenia.
Zalany światłem słonecznym trawnik i lśniące soczystą zielenią liście drzew wyglądały pięknie i spokojnie, migocąca powierzchnia sadzawki rozsiewała wokół tańczące odblaski. Nie było tu niczego strasznego.
Ubrany w szary płaszczyk posiniaczony chłopak zerwał się z ławki i popatrzył na zwalistego przybysza załzawionymi oczami.

Zapraszam ponownie do SZPITALA, Mirandorze. A.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 1 [ Posty: 15 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u