Teraz jest Pt, 25 maja 2018, 02:17

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 1 z 2 [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Złotą i Zieloną Drogą - Udręka i... bezczynność

Autor Wiadomość
 Tytuł: Złotą i Zieloną Drogą - Udręka i... bezczynność
PostNapisane: Śr, 9 wrz 2009, 02:12 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Mniej więcej kwadrans zajął mu powrót do miejsca, z którego wyruszył. Przed jego oczami rozciągał się plac, nad którym górował jasny masyw świątyni.
Z jednego ze sklepów wyszła tęga kobieta w powłóczystej sukni i niosąca naręcze pakunków dziewczyna. Wysoki mężczyzna w ciemnej kamizelce i śnieżnobiałej koszuli - najpewniej właściciel - stanął na progu i kłaniał się w pas odchodzącej klientce, która nawet się nie odwróciła by zaszczycić go spojrzeniem. Cierń uśmiechnął się pod nosem, widząc grymas, który przemknął przez twarz sklepikarza.

Niespiesznym krokiem ruszył ku widocznym z daleka białym kolumnom placówki doktora Tregartha.
Mijając witrynę sklepu ze strojami wojownik przypomniał sobie o planowanych zakupach - jego gwałtowny tryb życia sprawiał, że koszule zużywały się w zastraszającym tempie... Nie zamierzał wyglądać jak dzikus... albo żebrak.
Wszedł do środka.

Owionął go znajomy zapach - jaśmin i konwalie z domieszką drewna.
Poza stojącym na wystawie manekinem, który zwrócił jego uwagę już wcześniej, w środku stały jeszcze dwa podobne, na których udrapowane były wystawne suknie - fioletowa, o głębokim dekolcie i długich rękawach, oraz zielona - haftowana w srebrne kwiaty.
Na kontuarze piętrzyły się bele tkanin, które starał się pozwijać mężczyzna w kamizelce. Na widok wchodzącego klienta podniósł wzrok. Wyraz kupieckiego zainteresowania przez chwilę zastąpił grymas zdumienia, po czym na twarzy pojawiła się zawodowa uprzejmość.

- Witam... pana - wahanie było krótkie, ale zauważalne. - Czym mogę panu służyć?

Cierń uśmiechnął się niemrawo w odpowiedzi. Już zaczął żałować swojej decyzji o zakupach, zwłaszcza po poprzedniej niezwykle wyczerpującej rozmowie. Ale skoro kości zostały rzucone, to może lepiej mieć to za sobą...

- Dzień dobry - skinął głową na powitanie. - Szukam... hmmm... koszuli... być może dwóch... - powiedział niepewnie.

Sprzedawca poruszył się delikatnie.

- Oczywiście, - powiedział. - Jakich dokładnie? Batyst, jedwab, bawełniana satyna? Białe czy w kolorze? Do pańskiej cery, ośmielę się zauważyć, doskonale pasowałby pudrowy róż albo coś w szlachetnej szarości. Żabot, stójka, czy może długi kołnierzyk? Może coś ekstrawaganckiego? W obecnym sezonie panowie najchętniej wybierają hafty na piersiach... Koszule pod surdut, czy raczej do kurtki? - W oczach mężczyzny lśniła zawodowa kompetencja i chęć uszczęśliwienia klienta... nawet wbrew jego woli.

Wojownik spojrzał bezradnie na sprzedawcę, usiłując jakoś poukładać w głowie przynajmniej tę część wywodu, którą zrozumiał. Nie była to zbyt imponująca część.

- Hmmm... chodzi mi o coś nie krepującego ruchów i wygodnego... - przerwał, nie wiedząc co więcej mógłby powiedzieć.

- Drogi panie, - uśmiechnął się pobłażliwie gospodarz, - pracują dla nas najlepsze szwaczki w mieście! Nasze stroje może pan nosić z powodzeniem zarówno na rautach, jak i na polowaniach! Jedyne, co musi pan zrobić, to przedstawić swoje oczekiwania, a my urzeczywistnimy każde pańskie marzenie o idealnej garderobie.

Cierń po raz kolejny postanowił zignorować trudne słowa.

- Ehmmm... - zaczął. Dlaczego najprostsze rzeczy zawsze były aż tak skomplikowane...? - To raczej do stroju podróżnego... niezbyt ozdobne...

Oczy sprzedawcy rozbłysły.

- Rozumiem... - mrugnął porozumiewawczo. - Elegancja bez błyskotek. Wysoka jakość broni się najlepiej w wyważonych formach. Proponuję zatem satynę; klasyczny kołnierz, rękaw lekko poszerzony i sznurowanie jedwabną taśmą. W jakim kolorze szanowny pan nosi się najchętniej?

- ...

- ... czyli coś neutralnego - pokiwał głową sprzedawca. - Doskonale. Proszę mi pozwolić zdjąć miarę, - szybko wyszedł zza lady i zbliżył się do Ciernia. W jego dłoniach nagle pojawiła się długa taśma. Wojownik odruchowo cofnął się o krok. Właściciel sklepu zawahał się tylko przez chwilę. - Proszę stanąć plecami do mnie... dobrze... teraz proszę podnieść ręce do góry... doskonale. Jeszcze długość... - Szybkie i pewne dłonie przesuwały się błyskawicznie po plecach oszołomionego klienta. - I już po strachu...

Mężczyzna nagle znalazł się przed Cierniem - profesjonalny błysk w oku, uprzejmy usmiech na ustach.

- Dwie klasyczne koszule na miarę - powiedział. Wojownik skinął głową, wierząc, że tego się od niego oczekuje. - Powinny być gotowe za trzy dni. Jestem pewien, że będzie pan zachwycony.

Na chwilę zapadło milczenie. Sprzedawca zatarł dłonie i przymrużył oczy.

- Wierzę, że nie odbierze pan tego jako zniewagi, - zaczął ostrożnie, - ale jest pan nowym klientem... W takich sytuacjach przywykliśmy pobierać opłatę... z góry...

Cierń po raz kolejny skinął głową, czekając na dalsze słowa.
Kupiec podszedł do kontuaru i napisal coś na kawałku pergaminu. Po chwili wrócił do klienta i wręczył mu karteczkę z wypisaną kwotą. Wojownik rzucił okiem na cyfrę, sięgnął do sakiewki i podszedł do kontuaru zostawiając na nim sześć złotych monet.
Sprzedawca skinął głową zadowolony.

- Dokąd mamy dostarczyć gotowe zamówienie?

- Odbiorę osobiście, dziękuję.

- Doskonale... - powiedział kupiec. Tym razem rzeczywiście w jego głosie słychać było zadowolenie. - Czy mogę pana zainteresować czymś jeszcze?

- Mam jeszcze pytanie... - Cierń zawahał się, ale najwyraźniej postanowił kontynuować. - Gdzie w Thoris powinienem się udać w celu zakupu broni?

- Po drugiej stronie placu znajdzie pan wyśmienity salon z wszelkiego rodzaju ostrzami - powiedział krawiec, dziwnie akcentując ostatnie słowo. - Myślę, że powinien utrafić w pański wyrafinowany gust.

Wojownik zmarszczył lekko brwi, zastanawiając się nad specyficzną intonacją sprzedawcy, ale skinął jedynie głową.

- Dziękuję. Do widzenia - powiedział i skierował sie do wyjścia. Nie czuł się na siłach na kolejne konwersacje tego typu, więc postanowił odłożyć wizytę w salonie na później.

Zanim dotarł do szarego budynku szpitala, z jednej z kamienic przy placu wyszła nad wyraz okazała postać. Nawet na zatłoczonym targowisku rzucałaby sie w oczy; Na pustym placu zaś zwracała uwagę jak pożar w centrum miasta.
Kobieta była bardzo wysoka i bardzo... postawna. Szerokie ramiona, wielkie piersi i rozległe łono przywodziły na myśl pradawne boginie płodności. Przystojna choć surowa twarz znajdowała sie pomiędzy nastroszoną fryzurą udekorowaną piórami, a potężnym złotym naszyjnikiem spoczywającym na głębokim dekolcie. Szkarłatna suknia szeleściła jak las jesienią, a połyskujące na niej kryształy migotały jak strumień. Cierń zmierzył spojrzeniem ogromną kobietę i napotkał jej wzrok. Nieznajoma uśmiechnęła się szeroko i mrugnęła do niego. Szła szybkim, prężnym krokiem, głośno tupiąc obcasami. Wkrótce weszła do karczmy z kogutem na szyldzie.

Wojownik potrząsnął głową i popchnął drzwi prowadzące do szpitala. Poczuł przyjemny chłód kamiennego korytarza.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 5 paź 2009, 23:57 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń zamknął za sobą drzwi i z westchnieniem ulgi oparł się o ścianę. Nigdy nie sądził, że powrót do szpitala może go ucieszyć, ale tym razem był niemal szczęśliwy, że spacer miał już za sobą.
Rzeczy, które ludzie uważali za istotne były dla niego powodem nieustającego zdumienia.

Jak można zachwycać się koszulą?

Pstrokate zjawisko, które minął na placu było ostatnią plamą dopełniającą obraz ogólnego zagubienia. Postura kobiety kazała wyobrażać ją sobie z toporem w dłoniach, odzianą w kolczugę i hełm, z okrzykiem bojowym rzucającą się w wir bitwy. Jej strój natomiast budził skojarzenia z profesją, która nijak nie pasowała do potężnej wojowniczki.
Cierń ponownie potrząsnął głową. Nie miał ochoty się nad tym zastanawiać.

Z ogrodu dobiegły go głosy kilku osób. Jeśli był teraz pewien czegokolwiek, to tego że nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Ruszył więc przed siebie szybkim krokiem, omijając ogród i udając się prosto do sali, w której całkiem niedawno odzyskał przytomność. Nie obdarzając nawet przelotnym spojrzeniem żadnego z obecnych tam pacjentów doktora Tregartha, podszedł do swojego łóżka. Kilkoma oszczędnymi ruchami złożył znajdującą się na nim pościel, po czym usiadł i wyjął plik kartek oraz rysik. Przez chwilę przyglądał się białemu papierowi. Bardzo chciał zająć się dopiero co zaczętym tatuażem, ale miał przed oczami mroczną wizję reakcji lekarza na oddawanie się tego typu rozrywkom w jego placówce, a poza tym narzędzia pozostały w plecaku bezpiecznie zamkniętym w piwnicy. Zaczynał żałować, że nie skorzystał z oferty wypożyczenia książki, którą tak wspaniałomyślnie złożono mu jakąś godzinę temu. Perspektywa długich godzin niemal całkowitej bezczynności, które czekały go w najbliższym czasie napawała go niepokojem. Chciał już wyruszyć w dalszą drogę, ale zdawał sobie sprawę, że niewiele mógł zdziałać bez informacji, więc, nawet pomijając odniesione rany i upór doktora co do konieczności dalszego leczenia ich na miejscu, nie miał innego wyjścia, jak tylko czekać na jakiekolwiek wieści dotyczące celu podróży. Miał jedynie nadzieję, że siatka informacyjna jego pracodawców okaże się godna swojej reputacji.
Próbując odsunąć na bok niechciane myśli, Cierń oparł się wygodnie o wezgłowie łóżka i zaczął rysować...



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 13 paź 2009, 23:33 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Kolejne kreski pojawiały się na papierze – szybkie, pewne ruchy dłoni mężczyzny przywoływały zarysy abstrakcyjnych kształtów; subtelne lub mocne walory tworzyły wrażenie głębi. Stopniowo plątanina światła i ciemności zaczęła formować się i dookreślać sugerowane dotychczas formy. Cierń nie skupiał się na tym, co rysował – jego myśli popłynęły o wiele dalej, a oczy patrzyły poprzez kartkę; nie tyle w konkretne miejsce, ile w bliżej nieokreśloną przestrzeń, a może i czas.

Podziemna kamienna sala była przestronna, a jej sklepienie znajdowało się wysoko ponad głowami podróżników.
Dźwięki kroków były coraz wyraźniejsze, a potężniejące w pomieszczeniu napięcie zdawało się zagęszczać powietrze i utrudniać oddychanie. Wszyscy zaciskali dłonie na broni i rozglądali się nerwowo. Tylko Ona wydawała dyspozycje, choć widać było, jak bardzo była niespokojna i spięta.
A jednak ściskająca strzałę dłoń nie zadrżała, gdy do komnaty wpadła banda straszliwych istot uzbrojonych w zardzewiałe miecze. Napięcie eksplodowało w bitewnym zapamiętaniu.

Arogancki rzezimieszek wykrzykiwał coś butnie, przecinając kości; ciemny strój siostry zniknął za jednym z podtrzymujących sklepienie filarów; rudy warkocz podskakiwał w zabójczym tańcu, gdy Łuczniczka chwyciła za ostrze.
Wrogów było coraz więcej – wpadali do komnaty w upiornym milczeniu i napierali na podróżników, beznamiętnie depcząc po ciałach poległych.

Długi miecz Ciernia bez problemu przedzierał się przez szeregi atakujących, tnąc, miażdżąc i niszcząc. Było ich jednak coraz więcej.
Wojownik krwawił.

Zauważył od razu, gdy się zachwiała i osunęła na ziemię.


Dłoń mężczyzny znieruchomiała, a w zamglonych oczach zapłonął ogień; rysy twarzy stężały. Przymknął oczy i potrząsnął głową.
Lodowate palce przerażenia zacisnęły się na jego gardle – tak samo jak wtedy. Wtedy jednak mógł podejść do Niej, upewnić się że żyje.
Teraz nie wiedział, co się z Nią działo, nie wiedział, gdzie była, nie wiedział z kim...
Ręka z rysikiem drgnęła i podjęła przerwaną pracę.

Wyobraźnia podsuwała mu kolejne obrazy, różne scenariusze, które przecież mogły się wydarzyć.
Które się wydarzyły.

Przenikające przez liście światło budzące diamentowe lśnienia w jej misternie splecionych włosach; zwiewna suknia utkana przez Jej babkę; pełne niedowierzania spojrzenia skośnych oczu śledzących Jej kroki.

Rozchylone usta, poszarpana rana na twarzy, splątane rude włosy rozrzucone na poduszce. Słaby, prawie niesłyszalny oddech. I męski głos nakazujący wyjście...

Znajomy gest rąk niedbale związujących włosy w luźny węzeł – robiła to zawsze, gdy rozważała kolejne posunięcia. Stalowe szpilki w zaciśniętych ustach – by uporać się z fryzurą i móc zająć się tym, co naprawdę ważne.
I błysk nieustępliwej pewności siebie w oku.

Jej silne ciało wijące się w jego uścisku, obcasy boleśnie raniące łydki – jak tygrysica walczyła, by Ją wypuścił...
Ten jeden raz tylko on mógł obronić Ją przed Nią samą.

Mogła być wszędzie; sama lub w towarzystwie; szczęśliwa, smutna lub przerażona; bezpieczna lub nie.
Żywa lub martwa.

Na pewno żywa...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 14 paź 2009, 18:43 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń zamarł w bezruchu. Rysik wysunął się z drżącej dłoni i upadł na ziemię wraz z nieskończonym rysunkiem. Wojownik zamknął oczy i kurczowo zacisnął palce na sienniku. Dudniło mu w uszach. Czy to jego serce wybijało ten szalony rytm? Wszystkie mięśnie napięły się, jak przed walką. Czuł jak mur jego spokoju pęka, niczym lód na wezbranej wiosennymi roztopami rzece. Musiał coś zrobić... wyjść... zanim wydarzy się coś, czego sobie nie wybaczy. Wiedział doskonale, co mogło mu pomóc – co zawsze mu pomagało. Przed oczami stanął mu obraz łamanej fajki i porzuconego zapasu ziół. Ta droga była już zamknięta...

Czymkolwiek mnie nafaszerowałeś, doktorze, chyba właśnie przestaje działać... Trzeba było mnie zamknąć w lochach... Zakuć w łańcuchy... Tam byłbym bezpieczny... Dlaczego zostałem w tym przeklętym miejscu...?

Jego myśli rwały się jak wątłe nici babiego lata. Nie zdawał sobie sprawy, że całym jego ciałem wstrząsały drgawki. Otworzył oczy i spojrzał przed siebie mętnym wzrokiem, ale już ledwie dostrzegał szpitalna salę. Obraz zasnuła czerń i czerwień. Czuł zapach krwi zmieszany z Jej zapachem. Spróbował wstać w desperackiej próbie ucieczki, chociaż gdzieś w głębi wiedział, że nie mógł uciec przed samym sobą. Nie udało mu się postawić nawet jednego kroku - osunął się ciężko na kolana. Opuścił głowę i ukrył twarz w dłoniach.

Nie! Nie! Nie! – powtarzał w myślach, próbując odnaleźć w sobie siły do dalszej walki. Miał jedynie nadzieję, że nikt teraz do niego nie podejdzie, nie postanowi mu pomagać. Wtedy mógłby nie dać rady...

- Nie łatwiej byłoby skończyć z tym wszystkim?
- Tylko na tyle cię stać?
- Topór katowski czy miecz... żadna róznica. Weź ze sobą tak wielu, jak się da...
- Zamknij się!
- Ilu byś rozszarpał gołymi rękami, zanim by cię zabili? A może dałbyś się schwytać żywcem?


Cierń zdusił jęk w gardle. Ogarnął go lodowaty chłód. Gorączkowo szukał oparcia dla resztek świadomości. Jego wcześniejsza radość z przetrwania została zadeptana niczym jakiś ohydny robak. Jak mógł sądzić, że piekło miał już za sobą... Naiwny...

- Jesteś żałosny.
- Wiem!
- Twoja służba...
- Wiem!
- Więc...?
- Nie!


Zacisnął zęby na dłoni, żeby powstrzymać szloch. Ostry ból oddał mu fragment rzeczywistości...

* * *

Stali naprzeciw siebie z obnażoną bronią. Cierń był bliski furii. Głupawy rzezimieszek doprowadzał go do szału, jak nikt inny. Zostało mu jedynie na tyle samokontroli, że nie zadał pierwszego ciosu. Czekał na ruch przeciwnika.

Nagle między nimi pojawiła się Ona. Spojrzała najpierw na zabijakę, a potem na Ciernia.

- Wiedziałam, że na niego nie mogę liczyć... ale ty... od ciebie oczekiwałam więcej...

Rozczarowanie w Jej spojrzeniu i zawód w głosie były nie do zniesienia. Wojownik schował miecz, odwrócił się i odszedł bez słowa.


* * *

Siedział skulony na podłodze. Miał mglistą świadomość tego, że żył, że oddychał, że jego serce nadal biło. Jednak odpychał od siebie wszelkie myśli o posiadanym ciele, którym mógłby pokierować, aby wyrwać się z tego piekła w taki sposób, o jakim szeptały przymilne głosy w jego głowie. Nie! To on zdecyduje. To on znajdzie wyjście z tego koszmaru. Nie potrzebował pomocy.



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 17 paź 2009, 23:06 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Czerń i czerwień odpływały stopniowo, zastępowane przez kojącą szarość chłodnego kamienia. Cierń zdał sobie sprawę, że oddycha chrapliwie i ciężko, poczuł metaliczny smak krwi w ustach i ból pogryzionej dłoni.

Znowu to samo...

Z wysiłkiem chwycił krawędź łóżka i wspiął się na nie, by odpocząć. Położył się i starał wyrównać oddech. Widok gładkiego sufitu był wspaniałą odmianą po obrazach podsuwanych przez rozgorączkowany umysł. Nie chciał pamiętać, nie chciał myśleć, nie chciał czuć.
Zacisnął pięści. Raz jeszcze spróbował oczyścić umysł. W tej chwili każda myśl niosła śmiertelne zagrożenie, a on już odzyskał świadomość celu. Był pewien, co chce osiągnąć, gdzie się znaleźć...

... i z kim...

Niemal bez wysiłku zignorował jadowity szept dobiegający z najmroczniejszych cieni podświadomości.
Myślał o drodze, którą miał do pokonania; o murach, które zostaną zburzone i o tych, które musiał zbudować; myślał o mostach, które spalił i o tych, które wciąż płonęły.

To nie upadek kształtuje duszę, lecz to, czy się po nim podniesiesz.

Podnosił się już wiele razy – tak wiele, że dawno już przestał liczyć. Jedyne co go zastanawiało, to czy wreszcie przestanie upadać, czy też osiągnie punkt, z którego nie będzie się w stanie podźwignąć.
Przypomniał sobie szczupłą, surową twarz dziadka, który potrafił dostrzec w Cierniu więcej, niż wszyscy inni:

- To zawsze jest kwestia wyboru. Twojego wyboru, chłopcze – mówił. - Tylko ty możesz zdecydować, czy wstaniesz i ruszysz dalej, czy też zostaniesz w miejscu, gdzie padłeś, z twarzą w błocie.

Niemal usłyszał jego głos.
Zdało mu się, że znów leży na trawie – brudny i zmęczony wyczerpującym treningiem. Prawie czuł zapach wiosennych ziół.
Zamrugał i znów zobaczył kamienny sufit.
Oddychał spokojnie.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 18 paź 2009, 20:00 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń skoncentrował się na miarowym oddechu i regularnych liniach w szarym kamieniu. Tę potyczkę udało mu się przetrwać. Ale czy kiedykolwiek zakończy wojnę? Czy uda mu się obłaskawić na dobre tkwiącą w nim bestię, zanim pręty klatki ugną się i pękną pod ciągłymi atakami? Tak, był żałosny - bezlitosny zabójca, który posłał dziesiątki, setki a może i tysiące dusz w prezencie swojemu Panu; wielki wojownik, który już dawno pogodził się ze śmiercią - a często z utęsknieniem oczekiwał jej czułych ramion - kulił sie ze strachu, a nawet zamieniał w bezradne, skamlące szczenię, kiedy przyszło mu stanąć do walki z samym sobą.

...kwestia wyboru...

Zraniona ręka pulsowała kojącym echem rzeczywistości. Dlaczego to ból zawsze zapewniał mu zwycięstwo w tego rodzaju bitwach? Cóż było tak nadzwyczajnego w cierpiącym ciele, że potrafiło sprowadzić umysł z powrotem z najgłębszego koszmaru?

Czy to jest właśnie wybór? Ranić siebie, żeby nie krzywdzić innych?

Był na tyle zmęczony nadmiarem wydarzeń tego dnia, że sen wydawał się kuszącą możliwością. Jednak mężczyzna nie chciał zamykać oczu. Jeszcze nie teraz. Wciąż był zbyt blisko piekła.

Podniósł się powoli i sięgnął po porzuconą kartkę i rysik. Przez chwilę przyglądał się plamom czerni, szarości i bieli, w których można było dostrzec zarysy drzew i ledwie widoczną między nimi kobiecą sylwetkę. Nie miał siły dokończyć rysunku. Zdjął buty i opadł z powrotem na siennik z arkuszem papieru przyciśniętym do piersi.


Ostatnio edytowano Pn, 19 paź 2009, 21:43 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 19 paź 2009, 21:45 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Usłyszał kroki i ciche nucenie. Podniósł się czujnie na łokciach i zauważył zbliżającą się Selenę. Na jego widok dziewczyna uśmiechnęła się i przyspieszyła.

- Wreszcie jesteś - powiedziała zatrzymując się przy jego łóżku. - Już zaczynałam się zastanawiać... Mam nadzieję, że jesteś głodny - szybko zmieniła temat i podała Cierniowi tacę.

Zapach pieczonego mięsa wypełnił nozdrza mężczyzny. Ku jego zaskoczeniu obok posiłku leżała szczotka do włosów i szczelnie zamknięty słoiczek.

- To nie dla ciebie! - zaśmiała się Selena i zabrała drobiazgi. - Mamy nową pacjentkę, biedaczka jest w strasznym stanie... - Zamilkła na chwilę, jakby się nad czymś zastanawiała. - Zjedz grzecznie wszystko, kuzynie, - powiedziała wreszcie z figlarnym uśmiechem, - a ja pójdę po druga porcję. I po twoje zioła. Smacznego!

Nie czekając na podziękowania, dziewczyna odwróciła się szybko i ruszyła z powrotem do kuchni.
Cierń popatrzył na apetyczne danie i kubek napoju. Był głodny. Usiadł i zaczął jeść - skupił się na smaku mięsa, aromacie przypraw, cierpkości wina; na drobiazgach, które przybliżały go do życia, do realności, do świata.
Kończył już, gdy wróciła Selena.
Przyjął podany przez dziewczynę kubek naparu i zawahał się przez chwilę. Jego wzrok padł na stopę kuzynki, która miarowo uderzała o posadzkę.

To chyba jest jakaś wrodzona predyspozycja... - pomyślał i posłusznie zaczął pić.

- Brudne naczynia zabiorę w drodze powrotnej - powiedziała brunetka i ruszyła dalej. Cierń patrzył na jej zwinne ruchy i rozkołysaną spódnicę, która migotała barwami.

Selena zatrzymała się i postawiła tacę na wolnym łóżku. Powiedziała coś do leżącej postaci spowitej miękkim płaszczem kąpielowym. Kobieta o splątanych brązowych włosach usiadła i spojrzała na stojąca przed nią postać.
Wojownik odstawił pusty kubek i położył się powoli.
Był już zupełnie spokojny.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 20 paź 2009, 00:55 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń leżał z rękami pod głową, a jego wzrok znowu błądził po szarych kamieniach sufitu. Był zmęczony, bardzo zmęczony. Nawet przymusowe opóźnienie dalszej podróży już go nie irytowało. Wręcz przeciwnie - możliwość odpoczynku i bezczynności powitał z wdzięcznością. Jak przez mgłę docierała do niego pieśń nucona przez kuzynkę wciąż zajmującą się nową pacjentką. Znajoma melodia i brzmienie dawno nie słyszanych słów przywołały wspomnienia: szelest sukni, błysk ozdób w rudych włosach, spojrzenie zielonych oczu...

Obudziło go poczucie czyjejś obecności - zbyt blisko. A może był to jakiś dźwięk.
Wojownik zerwał się z posłania, instynktownie szukając rękojeści miecza, ale jego dłoń natrafiła na pustkę.

- Spokojnie, to tylko ja - usłyszał znajomy głos, a jego spojrzenie odnalazło sylwetkę Seleny. Dotarło do niego gdzie był.

- Przepraszam - wychrypiał i potrząsnął głową, próbując strząsnąć z siebie resztki snu.

Uśmiechnęła się do niego ze zrozumieniem.

- Czy potrzebujesz czegoś jeszcze, kuzynie? Ja już kończe pracę na dziś i wracam do Mistrza Vardaliena.

Cierń pokręcił głową i spróbował odpowiedzieć uśmiechem. Chyba z marnym skutkiem.

- Miłego wieczoru, kuzynko.

- Zobaczymy się rano. Do tego czasu troszczyć się o was będzie Daniel. Bądź grzeczny.

Wojownik skinął głową słabo, ale Selena już się odwróciła.
Jego wzrok spoczął na porzuconym rysunku. Podniósł kartkę i rysik, oparł się o wezgłowie łóżka i siedział bez ruchu, wpatrując się w papier. Nie miał pewności czy był w stanie rysować, ale wiedział, że sen nie wróci od razu.



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 21 paź 2009, 19:58 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Naszkicowane szybko drzewa miały chropawą korę i strzępiaste liście. Cierń nie znał nazwy tego gatunku, ale dobrze pamiętał je z rodzinnych stron – ciepłą, spękaną powierzchnię pni, delikatny meszek porastający powierzchnię liści, intensywny zapach, który wydzielały o świcie. Sylwetkę pomiędzy nimi ukształtowały otaczające postać cienie – zarys biodra stapiał się z roślinnością, białe ramiona wyłaniały się spośród gałęzi, gładkie włosy prześwitywały wśród listowia.
Wojownik myślał przez chwilę, że kobieta zagubiła drogę w lesie; teraz był pewien, że doskonale znała drogę i wiedziała, dokąd zmierza.

Przyjemne uczucie sytości i cierpkość wina rozlewały się powoli po ciele mężczyzny. Czuł się wygodnie i komfortowo. Był pewien, że dzisiejszej nocy będzie spał spokojnie.

Zrobił już wszystko, co miał zrobić.
Selena dotarła do Thoris cała i zdrowa. Podjęła naukę u swojego nowego Mistrza, dostała pracę w szpitalu. Była sprytniejsza i bardziej zaradna, niż mogło się wydawać wnioskując na podstawie jej wieku. Teraz nadeszła pora, by Cierń skupił się na swoich sprawach.
W tej kwestii też poczynił już najważniejsze kroki. Pozostawało już tylko czekać. Niejasno zdawał sobie sprawę, że oczekiwanie jest wpisane w naturę jego pracy – nie sądził tylko, że może być tak potwornie uciążliwe...

Zastanawiał się, dokąd teraz będzie musiał pojechać. Przyszła mu na myśl postać żołnierza z opowieści dziadka: po skończonej wojnie bohater tułał się po morzach przez dziesięć lat, miotając się od wyspy do wyspy, nie mogąc wrócić do domu i ukochanej kobiety, bo naraził się bogom.
Czy tak samo miało być w jego przypadku? Czy zazdrosny bóg już nigdy nie pozwoli mu Jej zobaczyć? Posplata drogi, rozstawi przeszkody na traktach, zmyli kierunki na rozstajach?

Odetchnął ciężko i zerknął na świetlistą postać na rysunku. Dopiero teraz zauważył żądło uśpionego wśród kamieni skorpiona i oko skrytego w gąszczu liści kruka.
Ona doskonale wiedziała, dokąd zmierzała i co pragnęła osiągnąć. Zdawała sobie sprawę z zagrożeń, na które mogła się natknąć po drodze. Doskonale opanowała taniec życia i kolejne kroki przychodziły instynktownie, z niepowtarzalnym wdziękiem.
Drzewa na rysunku zakołysały się. Kruk nastroszył pióra i błysnął żółtym okiem. Kobieta zdawała się nie dotykać ziemi. Jej włosy chwytały promienie słońca i lśniły jak płynny ogień.

- Ona ma rację... - głos brzmiał jak szept na granicy snu.


- Co takiego? - zapytał Cierń otwierając oczy.

- Pytałem, czy zje pan kolację, - głos należał do pulchnego młodzieńca, który stał przy łóżku wojownika i wskazywał ręką w stronę drewnianego wózka, na którym stał stos talerzy i pokaźny garnek, z którego dobywała się smakowita woń gulaszu.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 22 paź 2009, 00:09 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Wojownik usiadł i przetarł twarz dłońmi, powoli wracając do rzeczywistości. Ponownie spojrzał na chłopaka i na wózek, tym razem nieco przytomniej. Skinął głową w odpowiedzi na pytanie, chociaż tak naprawdę wcale nie był głodny.

Prześpię pół dnia, a w nocy będę się snuł po korytarzach... Doskonale...

Cienie były nieco dłuższe, ale z wysoko położonych okien nadal wpadało sporo światła. Najwyraźniej nie minęło zbyt dużo czasu od wyjścia Seleny. Mimo że sen trwał tak krótko, mężczyzna czuł się wypoczęty,
jednak brak zwykłego rytmu dnia towarzyszącego mu od tak dawna, powodował u niego jakieś dziwne zagubienie, którego nie potrafił do końca zdefiniować. Przypuszczał, że zioła jakimi go raczono, nie pozostawały bez wpływu na ogólne otępienie umysłu i podejrzany spokój, ale wątłość nici łączącej go z rzeczywistością poważnie go niepokoiła.

Cierń przyjął posiłek z cichym "dziękuję" i nie poświęcił młodzieńcowi więcej uwagi. Miska parującego gulaszu również nie zdołała zatrzymać jego koncentracji na dłużej. Po zaledwie kilku kęsach strawy myśli wojownika znowu zaczęły błądzić i zupełnie zapomniał, co właściwie robił.

Może powinienem dać sobie spokój z walką i zająć się czymś innym... Poszukać jakiejś innej drogi... Może... Chyba oszalałem!

Potrząsnął głową energicznie i spojrzał na niedokończone jedzenie.

Co się ze mną dzieje? Nie minął przecież nawet jeden dzień odkąd tu jestem... Oby ten gadatliwy medyk rychło uznał, że jestem zdrowy. Muszę się stąd jak najszybciej wynieść!

Cierń nie pamiętał, kiedy ostatni raz z własnej woli spędził tyle czasu w jakimkolwiek szpitalu, czy innym tego typu przybytku. Zwykle, jak tylko był w stanie się ruszać, zbierał manatki i znikał, zanim ktokolwiek zdążył sobie o nim przypomnieć. Tym razem było inaczej - postanowił, że zostanie ze względu na Selenę, ale już zaczynał wątpić, czy była to właściwa decyzja.
Szybko skończył jeść. Miał ochotę wyjść do ogrodu; zrobić cokolwiek, byle tylko oddalić się na chwilę od tych wszystkich łóżek.


Ostatnio edytowano Pn, 26 paź 2009, 00:27 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 26 paź 2009, 00:28 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Puste naczynia zostawił na łóżku, po czym zdecydowanym krokiem ruszył ku wyjściu z sali.
Zignorował ciche dźwięki łyżek uderzających o drewniane miski. Chorych nie było wielu, a jednak nie czuł się komfortowo w pomieszczeniu zajmowanym przez obcych mu ludzi.
A może chodziło o to, że po prostu nie lubił szpitali?

Ogród był pusty.
Cisza i chłód cienistego gaju podziałały na Ciernia o wiele lepiej niż kamienna sala, bardziej przypominająca posępne katakumby. Długie cienie drzew i budynków szpitala spowijały przedwieczornym mrokiem urokliwy zakątek. W zapadającym powoli zmierzchu róże des Esseintesa pachniały oszałamiająco, przesycając powietrze swą wonią. Pnie brzóz pociemniały, a ich delikatne liście drżały delikatnie.
Wojownik wyczuł subtelną zmianę w powietrzu i uśmiechnął się lekko.

Powoli podszedł do ławki i usiadł obserwując spokojną taflę sadzawki, w której głębi przesuwały się widmowe sylwetki ryb pokonujących w kółko te same trasy. Było coś niezwykle kojącego i hipnotyzującego w ich ruchu – pozornie przypadkowym i bezsensownym, a jednak określającym wyraźnie ich życie.
Mężczyzna przymknął oczy i odchylił głowę, wystawiając twarz na czuły dotyk wiatru, który teraz, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, postanowił dać nieco wytchnienia wszystkim ludziom zmęczonym ciągłym upałem letnich miesięcy.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 26 paź 2009, 19:39 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Siedział bez ruchu, delektując się ciszą i samotnością. Niewielki ogród stanowił idealne schronienie. Odgrodzony od świata szarymi ścianami był niczym obraz z kojącego snu, do którego rzeczywistość - przynajmniej na razie - nie miała wstępu.

Cierń marzył o stworzeniu takiego spokojnego zakątka gdzieś pomiędzy murami, którymi podzielił swoją duszę. Był zmęczony błądzeniem po zbudowanym przez siebie labiryncie. Plątanina korytarzy, która miała więzić potwora, już dawno stała sie jego prywatnym piekłem. Nie pamiętał nawet, kiedy pogodził się z istnieniem dziesiątek drzwi, które wolałby pozostawić zamknięte na głucho, i zaprzestał szukania drogi, ani dlaczego właściwie zaakceptował ponurą konieczność uwięzienia strażnika razem z bestią.
Dopiero teraz, kiedy przestał się otępiać narkotykiem, wiele rzeczy zaczynało do niego docierać. Musiał jakoś stawić czoła temu wszystkiemu... Ale czy był na to gotowy? Czy kiedykolwiek mógł być?

Otworzył oczy i spojrzał na niebo poprzecinane smukłymi liniami gałęzi. Chłodny wiatr dawał iluzję wolności, chociaż wojownik doskonale wiedział, że to miejsce - bez względu na to, jak piękne - było jedynie kolejną klatką, w której dał się zamknąć z własnej woli. Zresztą i tak musiał pozostać w Thoris aż do uzyskania jakiejś odpowiedzi na nurtujące go pytanie, więc może to i lepiej, że ten czas spędzał bezpiecznie w szpitalu. Miał wrażenie, że gdyby włóczył się samotnie po tym obcym mieście w oczekiwaniu na wieści, bardzo szybko wplątałby się w coś, co i tak zaprowadziłoby go do medyka, jeśli nie do kostnicy. Niemal słyszał niespokojne kroki uwięzionej bestii głodnej krwi.

Nie chciał o tym myśleć. Nie chciał o niczym myśleć. Nie miało to większego sensu, dopóki nie dowie się, co dalej.
Ponownie przeniósł wzrok na błyskające w sadzawce ryby. Przypominał rozleniwionego kota, który zastanawiał się, czy woli się pobawić i coś upolować, czy nadal wygrzewać się w słońcu. Groźny błysk w oczach sugerował, że to nie karpie były jego wymarzoną zdobyczą...


Ostatnio edytowano Wt, 27 paź 2009, 04:24 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 27 paź 2009, 04:25 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Nie przypuszczał dotychczas, że jedna drobna - zdawałoby się - decyzja może zmienić tak wiele. Zdawał sobie sprawę, że dopiero wkroczył na nową drogę, ale doznania, które stały się na niej jego udziałem, obiecywały kolejne - nieznane, dziwne, skłaniające do przemyślenia wielu spraw. Spraw, które dotychczas były dla Ciernia oczywiste, codzienne, niepodważalne.

Po raz pierwszy od - kiedy? - bardzo dawna zyskał poczucie, że... żyje. Zniknął pierwszy mur odgradzający go od świata; przytłumione zmysły na nowo uczyły się smaków, zapachów i dźwięków. Pozbawiony innych spraw umysł odnalazł problemy, które lata temu odsunięte zostały na bok, by dac miejsce cudzym planom, celom, zamiarom.
Cierń skrzywił się, jakby dotknął otwartej rany.

Niezaprzeczalnie - kobiety odgrywały ogromną rolę w jego życiu. Dostrzegał to coraz wyraźniej - podobnie jak fakt, że ich siła niosła ze sobą na równi destrukcję i kreację. Z tymi - , która w nim najwięcej zniszczyła, miał nadzieję już się nie spotkać. Starał się nawet o niej nie myśleć...

Cóż...

A Ta, która zapoczątkowała nowy etap w jego życiu, nigdy niczego od niego nie oczekiwała, niczego nie żądała. Jej milcząca akceptacja potrafiła zmotywować go do przemian, o których wcześniej nawet by nie pomyślał.

To była deszczowa noc.
Przerażony koń pędził brukowaną ulicą. Jeździec stoczył się z siodła i padł na ziemię. Podeszli do niego szybkim krokiem. Z mokrej ciemności wynurzyła się wysoka zakapturzona postać.
Cierń patrzył jak dwie dłonie sięgają po kawałek pergaminu wystający z kieszeni trupa.

- Ta wiadomość przeznaczona jest dla mnie - powiedział niski zmysłowy głos spod kaptura.

Wojownik popatrzył na siostrę i dobył miecza.

- Nie robiłbym tego - rzucił inny obcy głos. Cierń zmierzył wzrokiem zbliżającego się mężczyznę z obnażonym ostrzem w dłoni.

- Koperta nie jest zaadresowana - rzuciła krótko Cień.

- Jest moja - nie ustępowała postać w kapturze.

- A możesz to udowodnić?

- Może wejdziemy do środka i przedyskutujemy to w bardziej... cywilizowany sposób? - oszczędny gest wskazał drzwi pobliskiej karczmy.

Miecze zostały schowane. Wymieniono podejrzliwe spojrzenia. Dwie pary podróżnych weszły do dusznej tawerny. Wysoka postać zsunęła kaptur. W blasku świec zalśniły rude włosy. Ciekawe oczy śledziły nowych klientów.


Teraz znów miał wrażenie, jakby go obserwowano.
W mroku pomiędzy drzewami zamajaczyła jasna sylwetka.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 28 paź 2009, 00:14 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń doskonale zdawał sobie sprawę, że nie był jedynym pacjentem doktora Tregartha, a ogród - niestety - nie był jego prywatnym schronieniem. Po wcześniejszych wydarzeniach, które miały miejsce w tym uroczym zakątku, chwila samotności pomiędzy pniami brzóz była miłą niespodzianką, ale nic nie trwało wiecznie...

Wojownik ponownie przeniósł spojrzenie na marszczoną wiatrem taflę sadzawki. Zapadający zmierzch po raz kolejny skierował jego myśli ku rozciagającemu sie za murami szpitala miastu...
Miał wielką ochotę udać się na nocny spacer po mniej eleganckich dzielnicach Thoris. Wiedział jednak, że zarówno zupełnie obcy teren, jak i brak broni, znacznie zwiększały ryzyko, a wolał oszczędzić Selenie porannej wiadomości o jego śmierci lub rychłej egzekucji, a nawet widoku kolejnych obrażeń na jego ciele. Szczera troska okazywana mu przez kuzynkę od czasu, kiedy dziewczyna uratowała mu życie, pozostawiała go zupełnie bezbronnym wobec jej wymagań i zaleceń. Dokładanie jej kłopotów czy zmartwień było ostatnim, czego wojownik mógł sobie życzyć. Przez ostatnie dni i tak już narobił jej i sobie wystarczająco dużo wstydu.

Samokontrola...


Ostatnio edytowano N, 1 lis 2009, 02:15 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 28 paź 2009, 11:28 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić. Po dość niefortunnym zakończeniu rozmowy z Danielem wyszła z sali, by odetchnąć, oraz by nie przeszkadzać nikomu więcej. Być może głupotą było liczyć na samotność w tak dużym budynku, zapewne pełnym chorych i personelu szpitala, ale nie umniejszało to zaskoczenia i zażenowania, jakie poczuła młoda kapłanka na widok przystojnego mężczyzny, nieruchomo wpatrującego się w taflę wody.
Odziana jedynie w płaszcz kąpielowy, zatrzymała się, nie wiedząc co powinna uczynić.

Podejść? A może zawrócić…? Tylko dokąd?

Stała drżąc lekko, częściowo ukryta pomiędzy pniami drzew. Nieśmiałość i zawstydzenie, jakie odczuwała na myśl o rozmawianiu w takim stroju z kimkolwiek, kto nie był częścią personelu medycznego, mieszały się z ciekawością, jaką budził nieznajomy.
Mężczyzna siedzący na ławce miał w sobie coś niezwykle przyciągającego. Przez dłuższą chwilę przypatrywała się sieci splątanych tatuaży na jego ciele, po czym ostrożnie stąpając po chłodnej trawie ruszyła w stronę sadzawki.

Przedwieczorne cienie nadawały temu miejscu jakiejś magicznej aury, dziwnej tajemniczości, zupełnie jakby była to dzika polana pośród głuszy, a nie - stworzony ręką człowieka ogród. Spokój, jakim tchnęło to miejsce, pozwalał zapomnieć, że było ogrodzoną kamiennymi murami oazą zieleni w środku wielkiego miasta.

Lalaith czuła się niepewnie w roli pacjentki. Leżenie w łóżku, nawet w największej, najpiękniejszej sali w tym szpitalu, było jej zdaniem dobre dla naprawdę ciężko rannych lub konających. Sama wolała być po drugiej stronie – jako ta, która niesie pomoc. Ale, jako że nie miała na razie większego na to wpływu, do genialnych specyfików doktora Tregartha postanowiła dołożyć jeszcze spacer.

I być może chwilę rozmowy z kimś interesującym... Kto przede mną nie ucieknie jak ten biedny chłopaczek, który boi się tutejszego zielarza niczym diabeł święconej wody - pomyślała uśmiechając się.

Cichy plusk wody i szmer listowia działały na nią niezwykle kojąco, niosąc ze sobą wspomnienie najlepszych chwil w rodzinnych stronach. Dziewczyna podeszła do sadzawki, starając się nie przeszkadzać zamyślonemu nieznajomemu.
Przysiadła na samym skraju wody, skąd mogła obserwować nieznajomego, jednocześnie nie wchodząc w jego linię wzroku. Wsparłszy się na zdrowej ręce przyglądała się krążącym pod powierzchnią wody rybom, co jakiś czas mimowolnie zwracając spojrzenie ku przystojnej twarzy oraz niezwykłym tatuażom oplatającym ciało mężczyzny. Póki co ograniczała się do obserwacji, nieznajomy bowiem wyglądał na zatopionego we własnych myślach i, mimo wszystko, nie chciała mu przeszkadzać. Nawet jeśli dzielili ten sam skrawek ogrodu, każde błądziło myślami w sobie tylko znanych rejonach.
Miała jednak nadzieję, że będzie mogła zamienić z nim choć kilka słów.

- Widzę, że nie tylko moje życie ktoś chciał skrócić, ale i twoje również… Nie poszczęściło się nam w drodze do Thoris, panie... – powiedziała, nie próbując nawet dociec, ile ran musiało się kryć pod tymi bandażami. W zamyślaniu pokręciła głową. Brązowe, nadal częściowo splątane włosy, osypały się na twarz kapłanki.


Ostatnio edytowano N, 1 lis 2009, 02:22 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 28 paź 2009, 23:55 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Mężczyzna nie poruszył się ani nie spojrzał na postać, która usadowiła się na ziemi. Jednak był doskonale świadomy zarówno obecności dziewczyny, jak i jej ukradkowych spojrzeń. Czyżby była to kolejna osoba z leśnej głuszy, jak ten chłopaczek wcześniej, skoro takie wynalazki cywilizacji jak ławka były jej nie w smak? Czy po prostu jak większość ludzi uznała, że siadanie blisko niego nie było bezpieczne, i dlatego tak mu się przyglądała?
Cierń zdawał sobie sprawę, że jego obecność często budziła niepokój. Ale jeśli tak było w tym przypadku, to dlaczego po prostu nie odeszła?

Cóż...

Nie widział innej pacjentki w szpitalu, poza tą, o której wspominała kuzynka... ale chyba jej stan nie był aż tak straszny, skoro spacerowała zamiast leżeć. Zresztą to nie była jego sprawa. Nie był medykiem.
Te wszystkie błahostki na chwilę zawróciły jego myśli z niebezpiecznych torów. Nie była to długa chwila, bo szybko uznał, że właściwie go to nie obchodziło. Ale wtedy nieznajoma postanowiła się odezwać...

Samokontrola...

Najwyraźniej dziewczyna oczekiwała jakiejś reakcji z jego strony.

Kolejna próba... Przynajmniej tym razem, nie jest to jakiś wyrostek marzący o chwale... Chociaż wtedy przynajmniej stąpałem po znanym gruncie... A tutaj? Nieważne...
Selena najwyraźniej żywi wobec niej jakieś ciepłe uczucia, nawet jeśli to jedynie litość... A ja obiecałem kuzynce, że będe grzeczny...
- uśmiechnął się w duchu na wspomnienie Seleny, ale żadna zmiana na jego twarzy nie zdradziła, o czym myślał.

Opuścił ręce i oparł je na udach. Prawe przedramię również ozdabiały czarne kolczaste pnącza, częściowo ukryte pod bandażem owiniętym wokół nadgarstka.

- Wręcz przeciwnie - powiedział rzeczowym tonem, jakby te dwa słowa wyjaśniały wszystko. Jego wzrok nadal błądził po powierzchni wody.


Ostatnio edytowano N, 1 lis 2009, 02:26 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 29 paź 2009, 22:21 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Mężczyzna wyglądał na spiętego - na wzór dzikiego kota, którego każdy mięsień mówi, że w siedzeniu bez ruchu jest jakiś cel. Kobieta podniosła wzrok próbując dostrzec spojrzenie nieznajomego.

- Wręcz przeciwnie? Muszę przyznać, panie, że twoja odpowiedź dorównuje oryginalnością twemu wyglądowi. Nie wiem, jak to bywa w twoich stronach, ale tam, skąd pochodzę, pobicia, napaści i wszelakie rany raczej nie stanowią o dobrej podróży… - powiedziała, posyłając mężczyźnie półuśmiech.

Wojownik ponownie skrzyżował ręce na piersi i oparł się wygodnie, jakby wcześniej miał zamiar wstać, ale jednak zmienił zdanie.

- Mnie nikt nie napadł...- powiedział spokojnie.

Spokój zielonego zakątka zdążył załagodzić zepsuty niefortunną rozmową z Danielem nastrój kapłanki. Toteż półsłówka, jakimi odpowiadał Nieznajomy, niezbyt ją zirytowały. Raczej dawały do myślenia.

- Dobrze. Przepraszam, zacznijmy tę znajomość jeszcze raz… Na imię mi Lalaith. Jak sądzę, pan również jest pacjentem doktora Tregartha? Pewnie nie powinnam zatem pytać, skoro nie był to napad, kto pana tak urządził?

Cierń pierwszy raz przeniósł wzrok na dziewczynę. Spojrzenie zielonych oczu niosło w sobie coś niepokojącego. Lalaith zamarła, czując jak po plecach przebiegają jej dreszcze.

Znów oczy zielone...

Skinął głową - być może w pozdrowieniu, a być może przytakując słowom swojej rozmówczyni.

- Jestem Cierń - powiedział tym samym spokojnym głosem. - Nie zapytałem ich o imiona, ale to już nie ma znaczenia - dodał chłodno.

Kolejne zielone oczy w przeciągu kilkudziesięciu godzin spoglądały na Lalaith, zamrażając czas wokół niej na sekundy, które wydają się wiekiem. Spokojny ton głosu mężczyzny brzmiał tak, jak zdaniem Lalaith mógłby brzmieć głos Morza -gdyby ono mogło mówić.

Cichy, spokojny, ani zimny ani gorący - po prostu jest.

- Nie ma znaczenia... bo juz nie żyją? Czasem się zastanawiam, co się stało z tym, który mnie zagnał aż tu, jako pacjentkę Tregartha, i podopieczną Seleny. Panie Cierniu - jesteś wojownikiem?

Kolejne skinienie głową było jedyną odpowiedzią.

- Nie jesteś z tych, którzy sami zaczynają rozmowę… Bo, widzisz, pewien Szlachcic, zresztą również posiadacz zielonych, jak twoje, oczu, panie, urządził sobie zabawę, obierając za zwierzynę łowną krasnoluda imieniem Grum, a jako broń mającą go zabić - mnie. Jak się zapewne domyślasz, nie przysporzyłam mu zbyt wiele zabawy, uwalniając jego trofeum. W zamian za to postanowił więc upolować mnie… Po to tylko, by darować mi życie, rzucając mi tę łaskę w twarz, jak nic nie znaczący śmieć. Jesteś wojownikiem, powiedz mi więc, czemu życie nie ma dla niektórych żadnej wartości? Dlaczego stanowi przedmiot targów lub głupich gier? Dlaczego ludzie robią takie rzeczy, Cierniu?

Kobieta zamilkła, jakby wyrzucenie z siebie tych gorzkich myśli kosztowało ją mnóstwo sił. Wzrok znów błądził po liniach krętych tatuaży na ciele nowo poznanego mężczyzny.

- Nie znam się na szlacheckiej rozrywce - powiedział, wzruszając ramionami. - Ale polowanie na bezbronnych - zmierzył dziewczynę wzrokiem - nie dostarcza jej chyba zbyt wiele...

Wyrwana z zamyślenia, Lalaith wypowiedziała na głos pytanie, które cisnęło się na usta od momentu, gdy mężczyzna jej się przedstawił.

- Cierń... czy to od tych tatuaży? Czy może to tatuaże mają obrazować twoje imię? – zawiesiła na chwilę głos. - Ja też nie znam się na szlacheckich, jak to nazwałeś, rozrywkach- dodała po chwili. - Aczkolwiek nie w tym rzecz, czy ja mogę być dla kogoś zabawką, bo, choć ludzi należy kochać, a przedmiotów używać, znalazłoby się wielu, dla których taką zabawką mogłabym się stać. Chodzi o to, czy pozbawianie życia, lub wyrządzanie krzywdy… zupełnie umyślnie… po to tylko, by sprawić ból, ma jakikolwiek sens? Czy to naprawdę kogoś bawi? I dlaczego?

- Imię było pierwsze - powiedział wojownik i zamilkł na chwilę zamyślony. - Przecież nadal żyjesz... - dodał po chwili, przyglądając się dziewczynie z lekkim zdziwieniem w zielonych oczach.

- Nie odpowiedziałeś na pytanie... Ja żyję, ale człowiek, który chciał mi pomóc, już nie – wyrzuciła z siebie, patrząc Cierniowi w oczy.

- Najwyraźniej miał mniej szczęścia - mężczyzna ponownie wzruszył ramionami. - A swoje pytania powinnaś kierować do tego szlachcica.

- Uwierz mi, największym błogosławieństwem mojego życia będzie go już więcej nie spotkać… Choć powiedział, że powinnam mieć się na baczności, gdyby chciał kiedyś odebrać swój dług za nie uśmierconego krasnoluda. Dług w postaci mojego życia…
A ty? Nie masz żadnej historii, którą chciałbyś przestrzec bezbronną dziewczynkę pałętająca się samotnie tu i ówdzie? – zapytała z nutką ironii w głosie. - I żadnej historii, skąd wzięły się te tatuaże?… Chyba, że nie chcesz o tym mówić?


Ostatnio edytowano N, 1 lis 2009, 02:35 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 30 paź 2009, 01:54 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń nie za bardzo wiedział, jak się zachować. Dziewczyna zasypywała go pytaniami, na które nie znał odpowiedzi i opowieściami, które nie były jego sprawą; prosiła go o rady w kwestiach, które go w ogóle nie interesowały...

Czy ja wyglądam, jak ktoś, na czyim ramieniu można się wypłakać? Najpierw ten chłopiec, a teraz ona... Dziś mam szczęście... Ehhh... Dlaczego nie ma tu Seleny? Ona by wiedziała, co zrobić...

Do tamtego chłopaka z mieczem mógł się przynajmniej jakoś odnieść, ale Lalaith i jej przemyślenia były poza jego domeną. Nie za bardzo wiedział, czego od niego oczekiwano.

Co ja mogę wiedzieć o bezbronnych pałętających się dziewczynkach? Do tej pory miałem do czynienia tylko z uzbrojonymi kobietami, a one zwykle się nie pałętały...

Wojownik powstrzymał westchnienie, a jego spojrzenie ponownie skupiło się na powierzchni wody.

- Niech się nie pałęta... - powiedział z przekonaniem. - A tatuaże w większości zrobiłem sam.

- Łatwo ci powiedzieć "niech sie nie pałęta". To jest moje powołanie.
Jesteś, panie Cierniu, wojownikiem, więc wiem, że to słowo nie jest ci obce. Powołanie, które wybrałam. Droga, którą zamierzam kroczyć, niekoniecznie sama. Ale nie będę siedzieć zamknięta w klatce czterech ścian, łudząc się, że poza nimi nie ma świata, a nawet jeśli, to jest zupełnie miłym miejscem. Bo wiem już, i bardzo boleśnie się o tym przekonałam, że nie jest.
Ale nie zrezygnuję. To moja Droga, moja pasja... Moje całe życie zostało zdefiniowane przez ten wybór. I on swiadczy o mnie, tak jak te tatuaże świadczą o tobie samym - mówiła z taką pasją, że jej słowa mogłyby kruszyć mury. Cały czas nie spuszczała oczu z mężczyzny.
- Myślę, że ludzie widzą we mnie zarazem znacznie mniej i znacznie więcej, niż jest w rzeczywistości. Zależy tylko, na co patrzą. - dodała po chwili.

Wojownik po raz kolejny spojrzał na dziewczynę zaskoczony. Ilość wyrzucanych przez nią słów była stanowczo ponad jego siły.

O czym ona w ogóle mówi?

- Ehmm... Dobrze - powiedział niepewnie i skinął głową, jakby chciał się utwierdzić w przekonaniu, że było to właściwe słowo.

- Możesz po prostu skręcić jej kark... po co to wszystko?
- Zostaw mnie!
- Chcesz tego - nie oszukuj się!
- Zostaw mnie!


Kapłanka nieomal się roześmiała, widząc w oczach Ciernia takie zaskoczenie i, być może, niepewność? Przez chwilę przypominał jej kogoś zupełnie bliskiego, chłopaka, nie - mężczyznę, trochę zagubionego w tym mieście i, tak samo, jak ona niepewnego, co go tu czekało.

- Nie bywasz często zagadywany, prawda? Zwłaszcza przez kogoś takiego jak ja... - w jej zielonych oczach zagościły pogodne iskierki. Uśmiechnęła się do niego. Może mężczyzna był oschły, ale Lalaith miała wrażenie, że to tylko wierzchnia skorupa. Pancerz, za którym kryło się znacznie więcej.

- Cierń. I cierniowe tatuaże... Jesteś tajemnicą, ukrytą za tymi zielonymi oczami. I chyba nie chcesz o sobie opowiadać, panie Cierniu.

- No dalej! Pokaż jej, kim jesteś naprawdę!
- Nie wiesz, kim jestem!
- To ty nie wiesz, kim jesteś!


Twarz wojownika stężała. Mięśnie skrzyżowanych ramion napięły się. Wyglądał teraz jak kamienny posąg, a nie żywa istota - bardzo zimny kamienny posąg.

Samokontrola... Poradzę sobie z tym... Obiecałem Selenie, że będe się trzymał z dala od kłopotów, więc zostanę tutaj i poradzę sobie z tym...
Czego ona ode mnie chce? Przecież niewiele się różnię od tego szlachcica, którego tak się boi...


- Jesteś nawet gorszy niż on...

- W rzeczy samej. - Głos był jeszcze spokojniejszy niż poprzednio, ale było widać, że mężczyzna wkładał sporo wysiłku w panowanie nad sobą.

Oczy Lalaith przygasły.

- Przepraszam... ja... nie chciałam Cię zranić w żaden sposób. Przepraszam... - podniósłszy się, zrobiła kilka kroków w kierunku Ciernia. Wyciągnęła dłoń ku mężczyźnie i zamarła w tej pozycji, będąc dosłownie o krok przed nim, nie wiedząc, czy mogła sobie pozwolić na zuchwałość dotknięcia go.
- Nie będe Cię nakłaniała do zwierzeń, chciałam tylko porozmawiać... Każdy z nas ma swoje tajemnice. Wspomnienia, które nas kształtują. Spójrz na mnie - mówisz o mnie "bezbronna", a niejeden siepacz nie przeżyłby tego, co ja przeżyłam, uzbrojona najpierw tylko w sztylet, a później już nawet bez niego.

Kiedy dziewczyna wstała i zaczęła podchodzić, wojownik opuścił głowę i uniósł rękę w obronnym geście, nie patrząc na Lalaith. Miała wrażenie, że drżał.

- Nie zbliżaj się! - słowa nie były głośne, ale w głosie było coś nieludzkiego i przerażającego, co kazało jej się cofnąć.
Jej słowa nawet do niego nie docierały. Walczył o władzę nad sobą z potworem, który pragnął krwi...

- Zabij ją wreszcie! Na co czekasz?
- Zamknij się!


Przestraszona reakcją Ciernia i tonem jego głosu Lalaith cofnęła się o krok. Trwała tak pomiędzy chęcią dotknięcia go, a pragnieniem ucieczki. A do tego teraz czuła się winna temu, że obudziła w nim duchy przeszłości. Stała niepewna jego reakcji, jedną drżącą rękę wciąż wyciągając ku niemu, drugą zaś przytrzymując poły kapielowego płaszcza.

- Nie zrobię Ci krzywdy... Proszę, uspokój się. Spójrz, nic Ci przecież nie grozi - starała się przemawiać do niego jak najłagodniejszym tonem, uspokoić, tak jak się uspokaja przerażone zwierzę, choć głos jej drżał. - Nie podejdę, już wszystko w porządku. Nie musisz się mnie bać... - powtarzała jak modlitwę ochronną.

Wojownik słyszał tylko pojedyncze słowa.

- Nie zrobi ci krzywdy! Widzisz? Jaka łaskawa! Zabij ją! Uwolnij się!
- Zostaw mnie w spokoju!


Podniósł się z ławki.

- Przepraszam - wychrypiał, wciąż nie patrząc na dziewczynę. Odwrócił się szybko i nie oglądając się za siebie wyszedł z ogrodu, kierując się z powrotem do sali chorych.

Nie wyjdziesz dzisiaj z tego szpitala! Nie dasz się zabić na ulicy! Wrócisz do łóżka i będziesz tam leżał do rana. Jak będziesz miał szczęście, to zaśniesz...
Samokontrola...


Ostatnio edytowano N, 1 lis 2009, 02:42 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 1 lis 2009, 02:43 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Szedł szybko przed siebie, zaciskając pięści i szczęki.
Nie miał problemu z odnalezieniem drogi do łaźni – niebawem znalazł się przed właściwymi drzwiami. Popchnął je i rozejrzał się wokół – balię opróżniono i wyszorowano. Drewniana ławka stała pusta.

Nie tutaj...

Wrócił na korytarz. Kilka kroków dalej znalazł następne drzwi, a za nimi krótkie, ciemne przejście. Kolejna klamka...
Podwórze otoczone było budynkami. Z tej strony nie zamieszczono okien. Przestrzeń pomiędzy nagimi ścianami przecinały sznury na bieliznę. W kącie stała nieduża drewniana szopa zamknięta na zardzewiały skobel. Na środku kamiennego bruku znajdowała się studnia. Na cembrowinie leżał bury kot, liżący w skupieniu swoją łapę.
Słysząc otwierające się drzwi, zwierzę przerwało toaletę i popatrzyło na intruza. Błysnęły wielkie oczy, gdy nieproszony gość poddany został uważnej obserwacji.
Kiedy Cierń zbliżył się do studni, kocur skoczył na ziemię, po czym wspiął się na dach szopy.

Mężczyzna zaczerpnął wiadro lodowatej wody i zanurzył w niej dłonie, po czym ochlapał twarz. Miał wrażenie, że w kontakcie z jego skórą woda z sykiem zamieni się w parę.

- Powinieneś tam wrócić...

Kolejna zimna fala uderzyła w twarz Ciernia. I jeszcze jedna. Woda kapała z mokrych włosów na ramiona i pierś wojownika.

- Dokończyć dzieło...

Jeszcze raz. I jeszcze.
Najchętniej wskoczyłby do studni. Jego ciało płonęło trawione ogniem, który zdążył już poznać od najokrutniejszej strony: palił, ale nie spalał, nie dawał wytchnienia. Wiecznotrwały, gorący, niszczycielski.
Jeszcze raz.
Stał pochylony, patrząc na krople wody spływające po ciemnych kosmykach jego włosów.

* * *

Siedzieli przy stole naprzeciwko siebie.
Uważne spojrzenie przesuwało się z Ciernia na jego siostrę i z powrotem. Z opadającego na lewe oko pasma ogniście rudych włosów powoli opadały krople deszczu, który wciąż siekł w dach karczmy.

- Kurier jechał na spotkanie ze mną – wyjaśniła Kobieta, zsuwając z ramion mokry płaszcz. - Moim zadaniem jest upewnić się, by ten list dotarł do miejsca przeznaczenia. To naprawdę bardzo ważna sprawa.

- Równie dobrze to wy mogliście go zabić – warknęła Cień, nie wypuszczając ściskanej w dłoni koperty.

- Równie dobrze moglibyśmy zabić was! - odparował towarzysz Rudej, po czym skulił się pod jej karcącym spojrzeniem.

- Ale nie zabiliśmy – odpowiedziała spokojnie. - Ten list zawiera informacje, które mogą okazać się niezmiernie ważne dla adresata. Tak przynajmniej uważają moi mocodawcy.
Dla was może oznaczać jedynie kłopoty. Oszczędźmy więc sobie przykrości i zajmijmy się swoimi sprawami... - promienny uśmiech rozpogodził poważną twarz.

- A jeśli ci nie wierzę? I nie oddam tego listu?

- To będę musiała podnieść go z kolejnego trupa – zielone oczy zwęziły się i zamigotały złowrogo.

Cierń poczuł jak jego dłonie zaciskają się w pięści. Spiął się, jakby szykował się do odparcia ataku.
Spojrzała na niego, jakby oceniała, jakim był przeciwnikiem. Chłodny wzrok przesunął się po szerokich ramionach i skupionej twarzy, zaczesanych do tyłu włosach...


* * *

Wtedy stanowiła jedynie nieznane zagrożenie. Była wrogiem w każdej chwili gotowym dobyć broni.
Wtedy nie zauważył koloru Jej oczu, szlachetnej linii podbródka, czy kształtu brwi. Widział za to niewzruszoną pewność siebie, determinację i opanowanie – cechy, które czyniły z Niej przeciwnika wzbudzającego szacunek i najwyższą czujność.

* * *

Skryty w bocznej uliczce usłyszał Jej głos:

- Ratunku! Na pomoc! Błagam cię, panie, pomóż mi!

Nawet tutaj, z dala od miejsca, w którym stała, słyszał wyraźnie, jak kiepską była aktorką.


* * *

Pamiętał, jak sama śmiała się potem ze swych wysiłków – jak z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że nie potrafi być głupiutką dziewoją.
Nie potrafiła.
Ale z całą pewnością – nigdy się nie błąkała...

Cierń usiadł oparty o cembrowinę studni. Zanurzył końce palców w stojącym przed nim wiadrze i wpatrzył się w wodę.

Dziwne miejsce. Obłąkani ludzie.
Jak ktokolwiek miałby wrócić do zdrowia w takim otoczeniu?


Podniósł wzrok i popatrzył na rozciągniętego na dachu szopy kota.

Tobie to dobrze – pomyślał i uśmiechnął się do zwierzaka.

Kocur leniwie spojrzał w kierunku mężczyzny, który zakłócił jego toaletę, ziewnął przeciągle, po czym zeskoczył na ziemię i powoli podszedł do intruza. Usiadł w bezpiecznej odległości i wbił spojrzenie w Ciernia.
Jedno oko kota było zielone jak zamarznięte jezioro, a drugie – niebieskie jak rosnące na brzegu niezapominajki.

- Miau.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 1 lis 2009, 12:32 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Ręka Lalaith opadła. Dziewczyna wciąż drżała. Nie wiedziała już, czy z powodu wieczornego powietrza, czy ze strachu. Chciała tylko porozmawiać, pomóc, a wyszło jak zwykle. Cierń poważnie przestraszył ją swoją nagłą zmianą nastroju. Było w nim coś, czego nie rozumiała. Coś, co mówiło jej, że wcale się nie pomyliła w ocenie tego mężczyzny – była jakaś straszliwa tajemnica, której strzegł, odgradzając siebie od innych.
Kapłanka opadła ciężko na ławkę, na której do niedawna siedział Cierń, i ukryła twarz w dłoniach.

Matko, niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać… - powtarzała w myślach.

Tak naprawdę nie chciała pakować się w życie Ciernia bez zaproszenia, ale mimo wszystko miała wrażenie, że w tym życiu musiało wydarzyć się coś strasznego, co uczyniło go takim, a nie innym. Chciałaby wiedzieć co. Przede wszystkim dlatego, że - w jej własnym odczuciu - mogłaby spróbować mu jakoś pomóc.

I może tym razem wyszłoby jakoś lepiej…

Jednak po sposobie, w jaki zakończyła się jej rozmowa z Cierniem, Lalaith nie miała zbyt wielkiej nadziei, że uda jej się porozmawiać z nim ponownie.
Co nie miało najmniejszego wpływu na fakt, iż chciała go spotkać.

Wyprostowała się odgarniając włosy z czoła i ruszyła w stronę drzwi, którymi tu trafiła. Miała nadzieję, że tym sposobem przynajmniej się nie zgubi w ogromnym budynku szpitala.
Wracając do sali chorych zastanawiała się, co zrobiła źle, że wszystko potoczyło się nie tak, jak planowała. Czym tak bardzo zraniła lub uraziła Ciernia? I czy dałoby się to w jakikolwiek sposób naprawić?

Widocznie mam talent do wywoływania gwałtownych zmian nastroju rozmówców - pomyślała wspominając swoją rozmowę z Danielem, i tę niedawno zakończoną - z Cierniem.

Postanowiła położyć się spać, a rano – kiedy już spotka się z Seleną - doprowadzić do ładu stan swoich włosów. I spróbować się dowiedzieć czegoś więcej o Mistrzu Vardalienie. Człowiek, którego uważano za tak wielki autorytet, musiał dysponować ogromną wiedzą. A dla niej – skromnej zielarki – była to nie lada okazja.


Ostatnio edytowano Śr, 4 lis 2009, 01:34 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 2 lis 2009, 01:22 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Słońce już niemal zniknęło za horyzontem. Otoczone murami podwórko pogrążyło się w cieniu. Jednak rozgrzany w ciągu dnia bruk wciąż wygrywał z wieczornym chłodem.

Ciepły uśmiech na twarzy Ciernia zmienił go niemal nie do poznania - rysy twarzy złagodniały, zniknął niepokojący płomień w oczach. Wojownik wyglądał na zupełnie rozluźnionego. Nie wydawał się już niebezpieczny. Przyglądał się z zaciekawieniem pięknemu zwierzęciu.

- To twoje terytorium, tak? Mam sobie iść? - Głos był cichy, ale nie było w nim śladu typowego chłodu, którym mężczyzna zwykł odgradzać się od większości ludzi. - Nie mam nic, co mógłbym ci zaoferować za zakłócenie spokoju - Cierń powoli rozłożył ręce, pokazując że były puste. - Ale jeśli pozwolisz mi zostać tu jeszcze chwilę, obiecuję się poprawić przy naszym następnym spotkaniu...

Kot zmrużył oczy, jakby zastanawiał się nad propozycją. Wciąż uważnie obserwował intruza.

Jestem też nieuzbrojony, ale nie daj się temu zwieść... - pomyślał mężczyzna gorzko, spoglądając na swoje dłonie. Dopiero teraz uświadomił sobie, że jego koszula była niemal całkowicie przemoczona pomimo znajdującej się na niej kamizelki. Mokra tkanina kleiła się do ciała, ale - wyjątkowo - nie w z powodu szkarłatnych plam o drażniącym, ciężkim zapachu. Cierń ostrożnie zdjął najpierw kamizelkę, a potem koszulę, żeby bandaż pod spodem również nie zamókł, i przewiesił sobie obie rzeczy przez ugięte kolano. Miał nadzieję, że opatrunek na głowie wyschnie do rana i Selena nie zauważy, że narozrabiał.
Ponownie spojrzał na kocura, ale władcy podwórka ze studnią nie było już na poprzednim miejscu.

- Miau.

Wzrok wojownika podążył za dźwiękiem. Kot siedział tuż przy jego nodze. Mężczyzna wyciągnął rękę, a zwierzak obwąchał ją podejrzliwie.

- Mówiłem, że nic dla ciebie nie mam - powiedział Cierń ze skruchą, a jego palce dotknęły jedwabistej sierści na łbie kocura. - Ci wszyscy szpitalni obłąkańcy nie poświęcają ci wystarczająco dużo uwagi? Chętnie bym się z tobą zamienił... - wojownik westchnął, nie przerywając drapania kota za uchem. Władca podwórka wyglądał na zadowolonego ze złożonego mu hołdu.

Pomijając fakt, że za nic w świecie nie chciałbym zostać na stałe w tym okropnym miejscu... Chyba że byłbym kotem... - mężczyzna po raz kolejny się uśmiechnął.

Kocur z gracją wycofał się poza zasięg jego ręki i ponownie przysiadł przyglądając mu się swoimi różnokolorowymi oczami.

- Znam Kogoś, kto ma takie same oczy jak ty... - tym razem w cichym głosie pobrzmiewało echo tęsknoty.

- Miau - kot odwrócił się i odszedł majestatycznym krokiem w kierunku szopy.

- Rozumiem. Audiencja zakończona. Dobrej nocy i owocnych łowów, Różnooki. Ja dzisiaj jeszcze nie zapoluję... - wojownik wstał, otrząsnął z włosów nadmiar wody, zarzucił sobie na ramię zdjęte rzeczy i ruszył w stronę drzwi.


Ostatnio edytowano Śr, 4 lis 2009, 01:38 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 4 lis 2009, 01:39 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Szła powoli cichymi korytarzami, zastanawiając się, co poszło nie tak.
Czy faktycznie ten niezwykły mężczyzna krył w sobie jakiś straszliwy sekret, który nie pozwalał mu na komfort bliskości z ludźmi, czy też ona popełniła jakiś błąd?

Kiedy już znalazła się w łóżku, nie potrafiła przestać o nim myśleć.
Zielone oczy zdawały się więzić prawdę, która nie mogła zostać ukazana, a pokryte tatuażami ciało – niezwykle proporcjonalne, muskularne ciało – stawało się maską dla emocji skrzętnie upchniętych pod splątanymi gałązkami.

Być może to prawda, że najbardziej pragniemy tego, czego mieć nie możemy?

Mogła mu pomóc.
Była pewna, że przygotowanie, które odebrała w klasztorze, dawało jej wszelkie podstawy do tego, by móc uzdrawiać nie tylko chore ciała, ale i chore dusze. Ten mężczyzna... Fascynował ją. Jego małomówność, ogromna ostrożność w postępowaniu i... jeszcze coś, czego nie potrafiła nazwać – wszystkie te cechy sprawiały, że Cierń jawił jej się jako nadczłowiek, ktoś zupełnie nie przystający do mężczyzn, których dotychczas poznawała.
Odległy, niebezpieczny, trochę szalony.
Inny.

W jego oczach kryło się coś zwierzęcego, a jednocześnie nadludzko mądrego. Coś...

Przewróciła się na łóżku, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. Pościel pachniała krochmalem i czystością. Ciekawe jak unikają wilgoci w tych kamiennych murach...? W pomieszczeniu słychać było zgodny chór równych oddechów. Było bardzo, bardzo cicho.
Powoli zanurzała się w sen, czując na sobie parzące spojrzenie zielonych oczu.
Szlachcica?
Ciernia?

Świątynia Diyoli wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętała – nieduży, ozdobiony kwiatami ołtarz, proste drewniane ławki, posąg bogini stojący we wnęce wybitej zielonym płótnem.
Lalaith stała w drzwiach do kaplicy i patrzyła na skupione na modlitwie kapłanki. Siedziały jedna obok drugiej, nieruchomo, w absolutnej ciszy.

Ruszyła w kierunku ołtarza i stojącej za nim postaci celebrantki skrytej pod płaszczem z kapturem. Miała poczucie, że była niezbędna jako pomoc przy odprawianiu nabożeństwa. Chyba się spóźniła, a Matka Przełożona miała jasne poglądy na temat punktualności.
I wielu innych spraw...

Była o krok od ołtarza, gdy zakapturzona kapłanka podniosła głowę znad kwiatów pokrywających blat i szybkim ruchem zrzuciła płaszcz. Lalaith zatrzymała się gwałtownie i zakryła usta dłonią, powstrzymując krzyk cisnący się na usta.
Przed nią stał Cierń – nagi, pokryty jedynie tatuażami i czerwonymi plamami krwi. Z kamiennym spokojem popatrzył jej w oczy, uśmiechnął się serdecznie i jednym gestem zrzucił bukiety zakrywające ołtarz. Na śnieżnobiałym obrusie leżało ciało Zielonookiego Szlachcica krwawiącego z licznych ran. Szkliste spojrzenie niewidzących oczu przyciągnęło wzrok przerażonej dziewczyny, która odwróciła się, szukając ratunku u sióstr.

Kapłanki siedziały nieruchomo w swych jasnych habitach splamionych szkarłatem krwi wypływającej z otwartych gardeł.

Zaczęła krzyczeć.


Usiadła na łóżku oddychając ciężko. Była spocona i przerażona. Rozglądała się wokół, szukając zagrożenia.
Widziała jedynie równe rzędy łóżek i – na kilku z nich – pogrążone we śnie postaci. Blade światło księżyca wydobywało z mroku zarysy przedmiotów. Słychać było jednostajny szmer.

Deszcz pada – pomyślała nieprzytomnie, wciąż czując kołatające w piersi serce i strach ściskający ją za gardło.

* * *

Gdy wrócił do sali, było już ciemno.
Przez okna wpadało światło księżyca, przemieniając szpitalną salę w dziwaczne miejsce pełne białych plam.

Prawie cmentarz.

Mokre ubranie rozwiesił na ramie łóżka. Choć za oknem słyszał melodię deszczu, nadal było bardzo ciepło – do rana koszula powinna być sucha jak drewno na opał.
Zdjął buty i spodnie i wsunął się pod okrycie.

Czuł się dość dziwnie. Nie przywykł do tak długich okresów bezczynności. Zazwyczaj nie było dnia, gdy nie musiał załatwiać spraw, pędzić z jednego miejsca w drugie, starać się jak najlepiej wywiązać z różnych powinności. Chwilowy brak zobowiązań – i zajęcia – wytrąciły go ze znajomego rytmu dnia. Niemal liczył na to, że wydarzy się coś, co przywróci normalny – dla niego – porządek rzeczy.

Bez szaleńców, głupców i gadatliwych „błąkających się dziewczynek” – pomyślał z przekąsem.

Patrzył w kamienny sufit zastanawiając się, dokąd przyjdzie mu wyruszyć, gdy otrzyma odpowiedź. Miał nadzieję, że będzie to miasto bardziej podobne do tych, jakie poznał dotychczas – żywe, pełne ludzi i zdarzeń; tłoczne i kolorowe; takie, w którym można zachować anonimowość i nie przyciągać uwagi pozbawionych własnych spraw dzieciaków.
Był pewien, że Selena doskonale poradzi sobie w Thoris – młoda, serdeczna i cierpliwa, potrafiła słuchać i interesowała się ludźmi. Mogła tu zdziałać wiele dobrego.
I chyba nikt nie stanowił tutaj dla niej zagrożenia.

Jego rozmyślania przerwał rozlegający się niedaleko kobiecy krzyk.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 4 lis 2009, 14:29 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Nie poruszył się. Leżał z rękami pod głową nasłuchując.
W sali była tylko jedna osoba, która mogła być źródłem krzyku, a tutejsza banda wariatów była raczej nieszkodliwa - mogli co najwyżej zagadać człowieka na śmierć. Prawdopodobnie jedynym zagrożeniem w okolicy był on sam. Co oznaczało, że pałętająca się dziewczynka przestraszyła się jakiegoś sennego koszmaru. Czyżby rozrywkowy szlachcic dał jej aż taką lekcję życia?

Najwyraźniej ta lekcja i tak nie była wystarczająco dosadna, skoro dziewczyna zaczepia nieznajomych...

Gdzie te dzieciaki się wychowaly, skoro nie wiedzą że wtrącanie się w cudze sprawy często oznacza nieprzyjemności, a w skrajnych przypadkach nagłą śmierć? Zresztą, nie było to jego zmartwienie. Miał tylko nadzieję, że jemu już żadne zagubione dziecko nie będzie zawracać głowy. Jeśli chcą sobie kroczyć swoimi drogami z mieczami czy bez, to niech sobie kroczą, tylko po co wszystkim naokoło o tym opowiadać? On z pewnością nie był zainteresowany.

Wojownik westchnął i wsłuchał się w melodię deszczu. Dźwięki brzmiały głucho w tej potężnej sali. Nieprzyjemnie kojarzyło mu się to ze świątynią. Nie lubił świątyń ani kapłanów. Czy ludzie nie mogli służyć swoim bogom bez organizowania się w jakieś większe całości? Wszyscy naokoło musieli się przechwalać? Cieszył się, że ten szpital, mimo że pełen wariatów, nie był przynajmniej placówką przyświątynną. No i była tu Selena. Był pewien, że jego kuzynka wszędzie mogłaby zrobić wiele dobrego. A z zagrożeniami doskonale radziła sobie sama. Właśnie - jutro pójdzie znaleźć dla niej odpowiedni prezent na pożegnanie. Miał nadzieję wkrótce wyruszyć w dalszą drogę, w stronę bardziej cywilizowanych miejsc. Ona z pewnością nie marnowałaby czasu ani talentu w takiej dziurze jak Thoris...



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 11 lis 2009, 03:46 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Jego myśli błądziły przez chwilę po ulicach miast, które poznawali podczas swych wspólnych podróży - większe i mniejsze osady, rzędy kamiennych budynków, kolorowe tłumy przelewające się pośród straganów, świątynie...

Świątynie i kulty wyznawane w Imperium były dla niego nieodmiennie zjawiskiem zadziwiającym. Religia, którą wyznawał Cierń, kierowała się prostymi zasadami, była dość... pragmatyczna. Nie potrzebowała wyniosłych budowli, tłumów wiernych o cielęcych spojrzeniach, regularnych spotkań, płaczliwych modłów.
Wyznaczała drogę życiową, która nie była łatwa, ale dawała... nie, nic nie dawała.
Nie była jednym z tych łzawych kultów, których wyznawcy skamlali o litość, pomoc i dary; raczej pozwalała dostrzec kierunek, zrozumieć cel, wytyczyć trasę.

Wiedział, że bogowie istnieli - do tego nie potrzebował wiary. Bogowie manifestowali swą obecność na wiele sposobów, nierzadko mało przyjemnych, czesto - szalenie efektownych. Wierzył w... nie...
Wierzył, że droga, którą podążał, była jedyną możliwą, a jednak... ostatnio stawiał wiele pytań, które wcześniej nawet nie przychodziły mu do głowy. Nie mogły.
Wydarzenia ostatnich tygodni zapoczątkowały w Cierniu procesy, których sensu i wagi nie potrafił pojąć, których efekty mogły okazać się dużo bardziej destruktywne, niż dotychczasowe niewzruszone przekonanie o słuszności wyborów. Znalazł się w punkcie, w którym zachwiana została pewność. A w oczach Boga był to grzech niewybaczalny.

Coraz więcej pytań. Żadnych odpowiedzi.

Leżał w milczeniu wpatrując się w sufit.
Deszcz wygrywał rytm na bruku.
Krzycząca wcześniej dziewczyna chyba zasnęła. Miał nadzieję, że pozostała część nocy minie spokojniej. Jeśli już musiał spędzać czas w placówce doktora Tregartha, miał przynajmniej nadzieję, że może on upływać w świętym spokoju.
Monotonny rytm kropli zlał się w jednostajny szum.

Obudziło go światło poranka.
W szpitalnej sali panowała cisza, w której słychać było jedynie spokojne oddechy pogrążonych we śnie pacjentów.

* * *

Lalaith siedziała wyprostowana na łóżku, oddychając ciężko i wsłuchując się w szalone tętno przerażonego serca. Upiorne obrazy ze snu przesuwały się przed jej oczami - martwe oczy Szlachcica, zakrwawione szaty kapłanek, zbrukane kwiaty ofiarne, beznamiętne spojrzenie Ciernia.
Nie wiedziała, dlaczego Bogini zesłała jej ten sen - czy złowieszczy Myśliwy stanowił zagrożenie dla kultu Diyoli? Czy planował odegrać się na kapłankach, za to, że jedna z nich wyszła cało - no, prawie cało - z jego nieludzkiej gry? Czy Cierń miał stanowić dla niej wsparcie w konfrontacji z oprawcą? Czy jego brak zainteresowania opowieścią Lalaith był jedynie udawany? A w rzeczywistości poruszył w nim strunę, której tajemniczy mężczyzna starał się nie ukazywać?

Uspokajała się stopniowo.
Być może jutro uda jej się znaleźć czas na modlitwę i medytację. Być może Diyola odkryje przed swą kapłanką prawdziwe znaczenie obrazu, który jej ukazała.

Położyła się, muskając dłonią sklejone żywica włosy, po czym podciągnęła prześcieradło pod brodę. Przez chwilę mościła się wygodnie, aż znalazła pozycję, w której było jej dobrze.

Dotarła do punktu, w którym mogła wreszcie wejść na Drogę, którą ślubowała kroczyć - to miasto bez wątpienia potrzebowało pomocnej dłoni i serdecznego traktowania. Posługa, jaką świadczyły kapłanki Diyoli, nie zamykała się jedynie w modłach i leczeniu ciała - powinny także nieść ukojenie zranionym duszom, czynić świat lepszym miejscem. Jeśli doktor Tregarth zdecyduje się dać jej szansę, Lalaith będzie w stanie sprawić, by przykazania Bogini znalazły zastosowanie w tym chłodnym szpitalu. Surowy lekarz i serdeczna kapłanka stanowiliby doskonały duet, gwarantujący idealne warunki sprzyjające powrotowi do zdrowia wszystkich pacjentów.

Jeśli tylko da mi szansę...

Usnęła otulona marzeniami i szmerem deszczu za oknem.

Obudziła się w doskonałym humorze. Przeciągnęła się i rozejrzała po zalanej słońcem sali. Mężczyzna o siwych włosach siedział na swoim łóżku i powoli jadł coś z miski - sos spływał mu po brodzie. Lalaith przełknęła ślinę - była wyspana i głodna.
Wyspana, głodna i odprężona - senne koszmary stanowiły już tylko wyblakły cień w jej pamięci. Mimo tego odruchowo szukała muskularnej sylwetki Ciernia. Nie dostrzegła jej jednak nigdzie. Być może jeszcze spał. Być może jego łóżko znajdowało się w innej sali.
Zamiast niego zobaczyła Selenę - dziewczyna szła ku niej z tacą. Dziś miała na sobie pięknie haftowaną tunikę w kolorze źródlanej wody i zdobione paciorkami sandały; długi czarny warkocz kołysał się za jej plecami.
Na widok Lalaith dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.

- Dzień dobry! - powiedziała. - Najwyższa pora na śniadanie!



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 11 lis 2009, 17:33 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Przez kilka minut leżał bez ruchu, przyglądając się znajomym już kamieniom sufitu. Odkąd pamiętał, budził się niemal równo ze słońcem. Cień zwykle wyśmiewała ten zwyczaj, mówiąc, że powinien zostać rolnikiem, ale wojownik cenił sobie te chwile spokoju - czas, który poświęcał na codzienne treningi; czas, który miał tylko dla siebie; kiedy nikt mu nie przeszkadzał, niczego od niego nie chciał.

Jednak ten poranek różnił się od wszystkich innych - tym razem obudził się z jasnym umysłem, a jego zmysły chciwie chłonęły każdy szczegół rzeczywistości. Wszystko było takie samo, ale jednak odrobinę bardziej realne - kolory, kształty, dźwięki, zapachy. Wczoraj nie do końca uświadamiał sobie tę subtelną zmianę. Została zepchnięta na dalszy plan przez dziesiątki różnych spraw walczących o jego uwagę. Teraz, po nocy solidnego wypoczynku, nagła intensywność otaczającego go świata przyprawiła go niemal o zawrót głowy, mimo że znajdował się w ascetycznej sali szpitalnej.

Będę się musiał przyzwyczaić... do wielu rzeczy.

Natłok pytań i wątpliwości z poprzedniego wieczoru powoli, ale uparcie torował sobie drogę przez chropowatą szarość kamienia, szorstki dotyk prześcieradła, oślepiającą jasność promieni słonecznych i przyjemny chłód pomieszczenia. Cierń zdawał sobie sprawę, że zatapianie się w tych niebezpiecznych rozmyślaniach nie miało obecnie większego sensu.

Wszystko po kolei... Odpowiedzi znajdą się w swoim czasie... Najpierw powrót do właściwego rytmu, potem reszta...

Usiadł na łóżku, włożył spodnie, buty i koszulę, doprowadził posłanie do porządku, zostawiając na nim resztę swoich rzeczy, żeby Selena znowu nie pomyślała, że zniknął, i szybkim krokiem opuścił salę. Pierwszym przystankiem było podwórko ze studnią - tym razem opustoszałe. Zimna woda zmyła resztki snu, a wojownik - już całkowicie przytomny - ruszył w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby mu pomóc w wypełnieniu pierwszego zadania, jakie postawił przed sobą dzisiejszego dnia.
Osobą tą okazał się być nieco zaspany Daniel, który bez zadawania zbędnych pytań zgodził się spełnić prośby wojownika.
Chwilę później Cierń miał już ze sobą swój miecz i obiecaną co namniej godzinę spokoju w obszernej piwnicznej sali, w której trenował poprzedniego dnia. Zdjął koszulę i rozpoczął ćwiczenia, tym razem koncentrując się na nich całkowicie i wyrzucając z umysłu wszystkie inne myśli. Poszło mu znacznie lepiej niż ostatnio, chociaż zdawał sobie sprawę, że minie trochę czasu zanim prawa ręka całkowicie wróci do formy i przestanie dawać o sobie znać. Jednak ból nie był już tak dotkliwy.
Kiedy Daniel wrócił, wojownik był nieco zmęczony, ale w doskonałym humorze. Miecz został ponownie zamknięty w bezpiecznym miejscu, a Cierń wychodząc z przechowalni zabrał niewielki pakunek z plecaka. Z koszulą w jednej ręce i białym zawiniątkiem w drugiej udał się prosto do łaźni.
Kąpiel dopełniła porannego rytuału. Kiedy siedział w balii pozwalając ciepłej wodzie ukoić zmęczone mięśnie, zaczął się zastanawiać, co zrobić z pozostałą częścią dnia. Znając szpitalne zwyczaje, był prawie pewien, że doktor Tregarth będzie chciał się z nim widzieć, więc nie mógł zniknąć na całodzienny spacer, chociaż była to niezwykle kusząca opcja. Postanowił zatem poczekać na rozwój wypadków, mając nadzieję, że uda mu się chociaż rozejrzeć za odpowiednim prezentem dla kuzynki.
Po wyjściu z wody wytarł się dokładnie i, ignorując szatę kąpielową, ponownie założył swoje ubranie. Dopiero teraz uświadomił sobie jak bardzo był głodny. Chwilowo śniadanie zdobyło pierwsze miejsce na liście priorytetów.

Wszystko po kolei...

Tak było dużo łatwiej i bezpieczniej. Miał dużo czasu, żeby odnaleźć się w nowej sytuacji. Nie musiał się spieszyć.

Kiedy wrócił do sali szpitalnej pozostali pacjenci już się obudzili. Przy łóżku dziewczyny z ogrodu stała Selena. Wojownik uśmiechnął się na jej widok, ale postanowił nie przeszkadzać i w milczeniu udał się na swoje posłanie. Imponujący czarny warkocz kuzynki wspaniale kontrastował z haftowaną tuniką. Jego niedawna podopieczna błyszczała niczym klejnot w skromnej szarobiałej oprawie jasnego pomieszczenia.
Cierń wziął czystą kartkę i zaczął rysować.


Ostatnio edytowano Cz, 26 lis 2009, 03:42 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 17 lis 2009, 12:54 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith rozpromieniła się na widok Seleny.

Z nią rozmowy są jakoś łatwiejsze… – pomyślała uśmiechając się do dziewczyny. - Poza tym, miło mieć poczucie, że ktoś się cieszy na twój widok.

- Dzień dobry, Seleno. Cieszę się, że cię widzę… Mogłabym chyba nawet powiedzieć, że zdążyłam zatęsknić. Zwłaszcza, że twój zastępca chyba nie bardzo będzie chciał znów ze mną porozmawiać – roześmiała się pogodnie, wspominając przerażenie Daniela na wzmiankę o starym zielarzu.

Kapłanka przeciągnęła się.

- Jakie mamy plany na dziś?

Dziewczyna uśmiechnęła się serdecznie i podała pacjentce tacę. Kilka plastrów wonnej szynki, pomidor i ciepły chleb kusiły mieszaniną zapachów. W kubku pachniał napar z ziół.

- Na początek śniadanie - odpowiedziała Selena. - A czym zajmie się pani potem, zależy tylko od pani. Doktor Tregarth robi obchód za jakąś godzinę, więc do tego czasu muszę zatrzymać panią w łóżku. Później może pani wyjść do ogrodu, albo zająć się czymś tutaj.
Gdyby potrzebowała pani czegoś, proszę tylko powiedzieć. Jeśli pani haftuje, mogę znaleźć kanwę i nici. Bezczynność z reguły strasznie rozleniwia.

Lalaith przełknęła napływającą do ust ślinę – śniadanie wyglądało wspaniale: proste, świeże jedzenie, które ktoś przygotował z wielką wprawą i zaangażowaniem. Zachęcało do ucztowania.

Ale to za chwilę… Najpierw muszę trochę ogarnąć to wszystko.

Wzięła do rąk tacę podaną przez Selenę i odstawiła na bok. Zioła w kubku pachniały intensywnie. Lalaith próbowała przez chwilę rozpoznać poszczególne wonie. Podniosła wzrok na pomocnicę doktora Tregartha, nie mogąc powstrzymać cichego parsknięcia.

- Dziękuję, Seleno, ale haftowanie to chyba kiepski pomysł. Kiedy byłam młodsza, miałam raczej w zwyczaju uciekać od typowo kobiecych zajęć, niż się ich uczyć, więc kiepska to dla mnie rozrywka. Ale jeżeli mogę pomóc tobie tutaj, albo na przykład komuś, kto opiekuje się ziołami, to chętnie… O, właśnie – powiedz mi, proszę, czym poi mnie doktor Tregarth? – zapytała, wskazując na kubek. - I skoro już jesteśmy przy ziołach, to właściwie jest coś, czym powinnam się zająć… - zaczęła nieco nieśmiało, skręcając między palcami splątany lok.

– Powinnam chyba odwiedzić Mistrza Vardaliena, zanim moje włosy do końca zmienią się w wiecheć siana. I nie mów do mnie "pani" – jeszcze będzie czas, jak się zestarzejemy.

- Te zioła to mieszanka naszykowana przez Mistrza Vardaliena - odparła Selena spokojnie. - Oparta na rumianku i szałwii, z kilkoma dodatkami, których Mistrz nie chce nikomu zdradzić - uśmiechnęła się zawadiacko.

Nawinęła koniec warkocza na palec.

- Wizyta u Vardaliena nie jest potrzebna - mówiła dalej, spuszczając głowę. - Jak obiecałam, rozmawiałam z nim wczoraj i... - przerwała na chwilę, po czym dokończyła ciszej: - i nie mam dobrych wieści. Niestety, nie ma skutecznego sposobu na pozbycie się żywicy z pani... twoich włosów. Jedynym rozwiązaniem są nożyczki... Bardzo mi przykro.
Mogę jedynie obiecać, że postaram się, żeby fryzura była twarzowa. Kręcone włosy zawsze wyglądają dobrze - uśmiechnęła się przepraszająco. - I wierzę, że szybko odrosną.

Lalaith nie wyglądała na uszczęśliwioną. Ale skoro nie było wyjścia, nie zamierzała się opierać. Przynajmniej nie bardziej, niż to konieczne, by nie ostrzyżono jej na chłopczycę. Długie niemal do pasa włosy zebrała w dłonie i skręciła w węzeł, przybierając minę - w jej mniemaniu - oddającą zadufanie w sobie panny z wyższych sfer. Zaraz potem zaś wybuchnęła śmiechem.

- Dobrze. To znaczy: niedobrze, ale skoro nie mam wyjścia, będę musiała przywyknąć. To znaczy, że ty będziesz moją fryzjerką? No, zatem kończ waść, ale… Obiecaj mi, że nie będą zupełnie krótkie, dobrze? – poprosiła, patrząc z lekkim sentymentem to na swoje loki, to na długi warkocz Seleny. - Szkoda, że nie odwiedzę Mistrza Vardaliena – wczoraj usłyszałam, że jest wielką sławą. Pewnie mógłby mnie wiele nauczyć, uzupełnić to, co już wiem o ziołach. I przynajmniej miałabym jakieś zajęcie, bo jak dotąd rozmowy z tutejszymi pacjentami nie bardzo mi się udawały. Taki na przykład Cierń… - przymknęła oczy, wzdychając.

Opiekunka patrzyła na Lalaith spoza grzywki.

- Radzę sobie nieźle z nożyczkami, więc chętnie zajmę się pani... twoimi włosami - powiedziała. - Zacznę od usunięcia tego, co najbardziej posklejane, a potem zobaczymy, jakie zostaną nam możliwości...

Zamyśliła się na chwilę, jakby coś rozważała.

- Mistrz Vardalien... nie lubi, gdy przeszkadza mu się w pracy - powiedziała starannie dobierając słowa. - A pracuje niemal bezustannie. Jest bardzo... skupionym... człowiekiem. Myślę, że rozmowy z nim udają się... nielicznym jednostkom. - Uśmiechnęła się tajemniczo. - Myślę, że bezbrzeżna wiedza odgradza go od świata zwykłych śmiertelników, a rzadko kiedy jakiś wybraniec ma szansę dostać się na prom do samotni Vardaliena. A i wtedy musi brać poprawkę na przeciwne nurty, niezapowiedziane sztormy i gwałtowne wstrząsy.

- Dziękuję. Nie wątpię w twój talent, Seleno. Raczej w swoją zdolność akceptacji tej zmiany w wyglądzie. Jakoś zawsze wydawało mi się, że długie włosy są bardziej… hmm… skromne? Bardziej odpowiednie dla kogoś mojego pokroju, niż odważna fryzura…

Lalaith zamilkła na chwilę. Miała wrażenie, że Mistrz Vardalien jest kolejną tajemnicą, która staje jej na drodze. Kolejną po Cierniu, do którego co jakiś czas wracały myśli dziewczyny. Zastanawiała się, którego z nich dwóch łatwiej jej będzie spotkać.

- Wiesz, do tej pory miałam okazję porozmawiać tu z trzema osobami: z tobą, z Danielem, i, później w ogrodzie, z pewnym mężczyzną, Cierniem. I dwie z trzech osób zniechęcały mnie do spotkania z Mistrzem Vardalienem, co oznacza, że pewnie powinnam dać sobie spokój. Ten człowiek musi być nie dość, że ważną personą, to jakimś ogromnym autorytetem, skoro wszyscy tak dbają, by mu nie przeszkadzać. Jednak ty, w przeciwieństwie do Daniela, nie wyglądasz jak ktoś, kto się boi tego człowieka. Opowiedz mi coś o nim, proszę. Sądzisz, że naprawdę nie mam żadnych szans, by się z nim spotkać?

Selena podniosła odstawioną tacę i umieściła ją na kolanach pacjentki.

- Pod warunkiem, że zacznie pani... zaczniesz jeść, - powiedziała spokojnie, po czym usiadła na łóżku naprzeciwko. Odrzuciła warkocz na plecy i splotła dłonie.

- Mistrz Vardalien zjeździł chyba całe Windsaw, wzdłuż i wszerz, badając zioła i ich właściwości - zaczęła spokojnym tonem. - Docierał w miejsca, w które nie zapuszczali się wcześniej inni ludzie, spisywał dokładnie efekty swoich badań i powiększał swoją wiedzę każdego dnia. Powinnaś zobaczyć jego ogród! Czego tam nie ma! A zapach! Po prostu zniewalający!

Uśmiechnęła się szeroko.

- Chyba nie ma rośliny, której Vardalien nie znałby i nie wiedział, do jakich celów można ją zastosować... A jednak wciąż kontynuuje swoje studia, tworzy nowe maści, mikstury i kordiały, a jego wiedza medyczna ustępuje jedynie jego znajomości botaniki.
Niestety, nie da się tego samego powiedzieć o umiejętnościach społecznych Mistrza Vardaliena. Zakładam, że zna formy i zwyczaje, ale po prostu nie traci na nie czasu... Tym samym, ma opinię nieprzystępnego i... dość ekscentrycznego. W sądach jest szybki i mało delikatny, więc stara się ograniczać kontakt ze światem zewnętrznym do niezbędnego minimum.

Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się przepraszająco.

- Tyle udało mi się dotychczas dowiedzieć i zaobserwować - wyjaśniła. - Jestem tu niedługo, więc dopiero uczę się miasta i jego mieszkańców.

Lalaith posłusznie zaczęła jeść śniadanie, kolejny raz potwierdzając swoją obserwację, że, co jak co, ale kuchnia w szpitalu była znakomita. Słuchając słów Seleny uniosła wzrok znad talerza. Oczy kapłanki rozszerzały się w miarę postępu opowieści.

- Nie przyznałaś się! A przecież skoro tyle wiesz, musisz go znać! I widziałaś jego ogród… Zazdroszczę ci, że masz szansę tam przebywać! Ten człowiek musi być skarbnicą wiedzy, i kiedy pomyślę, ile mógłby mnie nauczyć… Obstawiam, że skoro miałaś okazję tyle zaobserwować to sama musisz znać się na zielarstwie.
Nie wiem, ile czasu spędziłaś w Thoris, jednak to, co wiesz, to o niebo więcej, niż wiem ja. Mogłabym spędzić cały dzień na rozmowie, a i tak pewnie nie ogarnęłabym zbyt wiele z tego, co Ty już wiesz. A na pewno masz też inne prace i innych pacjentów.
Gdybyś mogła teraz pomóc mi ściąć włosy i znaleźć jakieś bardziej odpowiednie ubranie, chętnie bym ci pomogła. W końcu nasz doktor i tak nie kazał mi leżeć bezczynnie w łóżku.

- Zatem skończ jeść, - powiedziała Selena uśmiechając się i wstając z łóżka, - a ja zadbam o pacjentów, których jeszcze nie zdołałam nakarmić, bo łazili nie wiadomo gdzie... - odwróciła się w stronę Ciernia, który właśnie wszedł do sali.

Przesunęła dłońmi po delikatnej spódnicy. Lalaith spojrzała na migoczącą tkaninę pokrytą haftem tak subtelnym, jakiego nigdy wcześniej nie widziała. Selena musiała być albo bardzo uzdolniona, albo bardzo bogata...

- Zaraz wrócę z nożyczkami i szatą dla pa... ciebie. Wczoraj starałam się przerobić nieco jedną z szat szpitalnych. Myślę, że będzie pasowała. Na pewno będzie wygodniejsza niż gorset i spodnie...

Wzrok Lalaith prześlizgnął się po misternym hafcie, po czym spoczął na Cierniu. Nie bardzo wiedziała, co powinna zrobić. Wieczorna rozmowa z nim, a potem... ten sen... dawały do myślenia. Nie sądziła, że spotka go znów tak szybko.

Po chwili oprzytomniała i, ocknąwszy się z rozmyślań, powiedziała do Seleny:

- Nie musisz się zajmować przerabianiem ubrań specjalnie dla mnie. Gorset i spodnie też będą bardziej wygodne niż kąpielowy płaszcz. Zaczekam tutaj grzecznie i nie będę się włóczyć nie wiadomo gdzie.

Selena skinęła kapłance głową, po czym odeszła w kierunku Ciernia.


Ostatnio edytowano Cz, 26 lis 2009, 04:08 przez Lalaith, łącznie edytowano 4 razy


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 18 lis 2009, 22:23 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń siedział rozparty wygodnie z kartkami na kolanie. Całkowicie pochłonęła go praca nad rysunkiem. Szybkie, pewne ruchy wydobywały z jednostajnej szarości ledwie zaakcentowane kamiennne ściany i majaczące przy nich sylwetki łóżek, aż wreszcie na pierwszym planie z pozornego chaosu plam i kresek zaczęła wyłaniać się postać...

- No to niech mi pacjent wyzna, gdzie się pacjent podziewał od samego rana - głos Seleny wyrwał Ciernia ze skupienia, z którym pracował nad rysunkiem.

Wojownik podniósł wzrok i przerwał pracę, jednak nie odłożył kartek ani rysika. Uśmiechnął się do dziewczyny.

- Mnie również miło cię widzieć, kuzynko.

- Przestań się do mnie wdzięczyć i odpowiadaj, jak pytam - odparowała szybko dziewczyna, choć jej serdeczny uśmiech przeczył ostrym słowom.

Cierń spojrzał przelotnie na stopy kuzynki zdziwiony brakiem rytmu wybijanego o posadzkę. Podniósł ręce sygnalizując kapitulację.

- Nie opuściłem terenu twierdzy. Nie odważyłbym się bez pozwolenia mojej groźnej strażniczki - mężczyzna nadal się uśmiechał. - Czy więzień nie może się nawet odświeżyć bez przesłuchania?

- To ciężkie czasy, pacjencie, - mówiła Selena, podpierając się pod boki, - każdy człowiek jest na wagę zlota. Generał wkrótce zwoła zbiórkę, więc nie chciałabym mieć w oddziale dezerterów! - Zaśmiała się głośno i dźwięcznie.

Cierń również się zaśmiał, nie mogąc opanować rozbawienia.

- No wiesz, kuzynko... Mnie podejrzewać o dezercję? - pokiwał głową w udawanym rozczarowaniu. - Taka plama na honorze... Jak ja sobie z tym poradzę?

- A poważnie - powiedziała już normalnym tonem, - martwiłam się o ciebie. Cieszę się, że zwykłe potrzeby ciała tobą powodowały...

Przesunęła dłońmi po biodrach otulonych delikatną tkaniną. Hafty niezbicie dowodziły, że musiała przywieźć ją ze sobą z domu. Wojownik skinął głową, jak zwykle zbity z tropu jej szczerą troską.

- Właśnie idę po śniadanie dla ciebie. Tylko ty jeszcze nie jadłeś - pogroziła mężczyźnie palcem. - Potrzebujesz czegoś szczególnego, co mogłabym dla ciebie zdobyć?

Cierń przyglądał się Selenie słuchając jej melodyjnego głosu. W tym stroju była jeszcze piękniejsza niż dotychczas i boleśnie przypominała mu o domu. Poczuł nagłe ukłucie tęsknoty za tym, co na zawsze utracone, ale natychmiast odrzucił te myśli i ponownie się uśmiechnął.

- Na ułaskawienie i wolność pewnie nie mam co liczyć, więc... hmm... wystarczy śniadanie. Dziękuję.

- Zaraz będę z powrotem - powiedziała dziewczyna, odwracając się ku wyjściu, przy czym nagle zawahała się i spojrzała na wojownika ponad ramieniem. - Chyba spodobałeś się naszej nowej pacjentce... Nie wiedziałam, że z ciebie taki uwodziciel...

Końcami palców posłała mu pocałunek i wybiegła z sali. Cierń odprowadził ją rozbawionym wzrokiem i pokręcił głową.

Uwodziciel... - zaśmiał się w duchu. - Chyba nieco zbyt wiele ode mnie oczekujesz, droga Seleno...

Mgliście pamiętał, że ta nowa pacjentka wspominała coś o drodze, którą kroczyła... ale chyba nie chodziło o szukanie adoratorów w lazaretach? Zresztą, jak zwykle, nie była to jego sprawa.
Wojownik potrząsnął głową i wrócił do pracy nad rysunkiem.


Ostatnio edytowano Cz, 26 lis 2009, 04:14 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 26 lis 2009, 04:15 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
- Zrób sobie przerwę, Cierniu - powiedziała Selena wróciwszy z wyprawy do kuchni. - Pora na zaspokojenie kolejnej potrzeby twojego zdrowiejącego ciała.

Jajecznica kusiła zapachem zrumienionego boczku, a nad kubkiem ziół unosiła się pachnąca para. Pajdy świeżego chleba lśniły od masła.

- Pani Whitlow kazała ci życzyć smacznego - powiedziała dziewczyna z uśmiechem. - Poczekaj tylko na obiad, kuzynku, obiecasz wszystko, byle tylko dostać dokładkę!

Cierń skończył coś pisać w rogu kartki i podniósł głowę, uśmiechając się.

- Proszę, kuzynko - powiedział wymieniając rusynek na tacę z posiłkiem.

Szkic przedstawiał roześmianą Selenę z gracją przemykającą pośród rzędów szpitalnych łóżek ze zwiniętym batem w dłoni. Na dole widniał dopisek: "Okaż nieco zaufania, Strażniczko."

Kuzynka popatrzyła na obrazek i wybuchnęła śmiechem.

- Cudowny! - krzyknęła i pochyliła się, by uściskać i ucałować wojownika, omal nie wylewając na niego gorących ziół. - Przepraszam, przepraszam! - powiedziała, gdy mężczyzna z nadzwyczajną zręcznością złapał naczynie, ocalając zarówno jego zawartość, jak i siebie przed poparzeniem.

- Prześliczny jest! Nie wiedziałam, że masz tak wiele talentów, kuzynie - powiedziała tuląc obrazek do piersi. - Bardzo ci dziekuję! - dygnęła jak mała dziewczynka.

Wojownik ostrożnie odstawił kubek na tacę i uśmiechnął się zakłopotany reakcją kuzynki.

- Emmm... Nie ma za co - powiedział niepewnie. Jej nagłe przemiany z kobiety w dziewczynkę były urocze, ale trudno się było do nich przyzwyczaić. Czasami Cierń zapominał, jak młoda była Selena, a w innych chwilach trudno było mu uwierzyć, że nie pozostawała nadal pod czułą opieką matki.

- Ależ jest! Jeszcze nigdy nie dostałam czegoś tak... tak... pięknego - głos dziewczyny załamał sie nieco. - No dobrze. Smacznego zatem, panie artysto nie-dezerterze, a ja biegnę rozwijać swoje umiejętności fryzjerskie.

Mężczyzna zmarszczył brwi, widząc kolejną nagłą zmianę w dziewczynie.

- Kuzynko, to naprawdę nic w porównaniu z tym, co ja dostałem od ciebie - powiedział cicho, przyglądając się Selenie.

Po chwili znowu się uśmiechał.

- Dziękuję i... hmm... powodzenia - dodał już lekkim tonem.

Selena uśmiechnęła się nieśmiało i zarumieniła. Poruszyła głową, jakby chciała zaprzeczyć, lecz zmieniła zamiar i szybko odeszła do swoich obowiązków.

* * *

Lalaith zdziwiona obserwowała wymianę zdań pomiędzy Cierniem i Seleną. Nie słyszała ani słowa, ale mężczyzna najwyraźniej swobodnie rozmawiał z wdzięczną pracownicą szpitala, a na jego twarzy pojawił się uśmiech, który ujął mu lat, a dodał uroku.
Kapłanka poczuła zdradliwy rumieniec rozpalający jej policzki.
Gdy w sali zabrzmiał śmiech Seleny, któremu zawtórował małomówny pacjent, Lalaith zaczęła się zastanawiać, od czego uzależnione było - jakże odmienne od wczorajszego! - zachowanie pokrytego tatuażami nieznajomego.

Nie da sie ukryć, że Selena jest piękna... - myślała posępnie, zaciskając dłonie na prześcieradle. - Jest serdeczna i otwarta... ale ja też! Z drugiej strony, ja zalałam go opowieścią o upiornych wydarzeniach i pytaniami o naturę ludzkiej duszy... a ona dba o to, by wracał do zdrowia w dobrym samopoczuciu... By wszyscy pacjenci Tregartha czuli się dobrze...
A może śmieją sie ze mnie?


Odgarnęła włosy z twarzy, jakby odpędzała złe myśli.

Nie, na pewno nie! Selena nie jest taka. Pewnie powiedziała coś zabawnego, żeby Cierń się rozluźnił. Żeby nie myślał o swych cierpieniach...

A jednak gdy brunetka posłała mężczyźnie kokieteryjny pocałunek, Lalaith zasępiła się. Powoli położyła się na łóżku i podciągnęła prześcieradło pod brodę.

Niedługo potem znów usłyszała wybuch śmiechu Seleny - najwyraźniej dziewczyna wróciła już z nożyczkami. Kapłanka przymknęła oczy.
Nie chciała obcinać włosów.
Tatuś zawsze powtarzał jej, że włosy są największą ozdobą kobiety; że to loki matki sprawiły, że pokochał ją i zapragnął poślubić; loki o barwie dojrzałych kasztanów, lśniące jak polerowane drewno, jedwabiste jak płatki róż.

Największa ozdoba kobiety...

- Gotowa na zmianę? - wesoły głos wyrwał kapłankę z ponurego zamyślenia. Otworzyła oczy.

Selena trzymała kościany grzebień i lśniące nożyczki.

- Postaram się obciąć to, co szpeci, i uratować tyle długości ile się da - powiedziała krzepiącym tonem. - Ma pani... masz naturalne loki, więc ewentualne różnice powinny pozostać niezauważalne. Bez wątpienia polubisz swoje nowe wcielenie. Podobno do Thoris przyjeżdżają ci, którzy pragną zacząć nowy etap w swoim życiu, a co lepszego może zrobić kobieta, jesli nie - zmienić swój wygląd?

Mówiąc, Selena przysunęła stojące nieopodal krzesło i zdjęła prześcieradło z jednego z wolnych łóżek.
Wskazała siedzisko kapłance i uśmiechnęła sie zachęcająco.

- Zapraszam!

I jak jej nie lubić? - pomyślała bezradnie Lalaith, uśmiechając się w odpowiedzi.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 27 lis 2009, 20:08 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń patrzył na odchodzącą kuzynkę. Ciepły uśmiech nadal łagodził jego rysy.

Umiejętności fryzjerskie... Ty to dopiero masz zestaw talentów, Seleno.

A największym z nich była z pewnością umiejętność bezbłędnego odnajdowania drogi do najbardziej nawet obwarowanych serc. Wojownik miał wrażenie, że ta pełna energii i życia dziewczyna byłaby w stanie wywołać szczery uśmiech na każdej twarzy.

* * *

Siedział na szerokim drewnianym parapecie, wpatrując się w nurt rzeki za oknem. W jego głowie wciąż rozbrzmiewało echo trzasku zamykanych drzwi. Zaciśnięte szczęki były jedyną oznaką kipiącej w nim wściekłości. Czuł, że to był koniec, że więcej nie zobaczy swojej siostry - ale nie to było powodem jego gniewu, a słowa które przed chwilą padły w tym pokoju, i zachowanie Cień.
Jednak to już nie miało znaczenia. Powoli docierał do niego fakt, że wreszcie był wolny; że łańcuchy, które nałożono na niego wiele lat temu, opadły na ziemię w momencie, kiedy rozległ się ten głośny trzask.

Wstał i spojrzał na swój niewielki bagaż, zastanawiając się, co dalej. Wiedział tylko, że nie chciał mieć już nic wspólnego z Cień i jej nowym
przyjacielem, chyba że miałoby to związek ze śmiercią tego ostatniego. Bezwiednie zacisnął pięści, ale natychmiast ponownie je rozluźnił. Żadnego rozlewu krwi - nie tutaj, nie teraz. W okolicy nie było żadnych potencjalnych wrogów. Nie mógł pozwolić sobie na rzeź obsługi karczmy - nie upadł tak nisko. Musiał się jakoś uspokoić.
Wiedziony impulsem wyjął zza pasa sztylet i owinął wokół dłoni siegający mu niemal pasa rudobrązowy warkocz. Jeden szybki ruch uzbrojonej w ostrze dłoni i splecione, związane rzemieniem włosy opadły miękko na drewnianą podłogę. Potrząsnął głową, próbując przywyknąć do nowej lekkości. Od czegoś trzeba było zacząć...

Z zamyślenia wyrwało wojownika pukanie do drzwi. Nie odpowiedział, ale spojrzał w kierunku wejścia do pokoju. Po chwili pojawiła się tam jego kuzynka, którą ujrzał dziś pierwszy raz od lat - poznał ją jedynie po czarnej grzywce przysłaniającej oczy i podobieństwie do matki. Cierń obserwował ją uważnie, próbując jednocześnie zdusić w sobie żądzę mordu. Dziewczyna omiotła spojrzeniem pokój, zatrzymując wzrok na leżącym u stóp wojownika warkoczu oraz sztylecie w jego dłoni, po czym spojrzała mu w oczy. Przez mgnienie oka ujrzał w niej wahanie, a może niepewność.

- Zaraz wrócę - powiedziała, już się uśmiechając i zniknęła w korytarzu.

Odetchnął głęboko, próbując się uspokoić. Była jeszcze ta jedna rzecz, którą musiał zrobić.
List od wuja leżał nadal na łóżku - tam, gdzie rzuciła go Cień. Wojownik podniósł kartkę i ponownie przebiegł wzrokiem schludne rzędy znaków. Thoris... Słyszał kiedyś jakąś wzmiankę o tym mieście. Z tego, co pamiętał, znajdowało się w jakimś odległym zakątku Cesarstwa.
Niech będzie. Póki co, każdy cel był dobry - potrzebował czasu, żeby się zastanowić.

Stał na środku pokoju z zamkniętymi oczami, próbując nad sobą zapanować. Powrót Seleny zauważył dopiero gdy wyjęła mu z rąk sztylet oraz list i delikatnie acz stanowczo posadziła go na stołku. Nie protestował - skupił wszystkie siły na utrzymaniu samokontroli. Po chwili w jego dłoni znalazł się kubek wina, a kuzynka z wprawą zabrała się za wyrównywanie jego świeżo ściętych włosów, szczebiocząc przy tym o ostatnich wydarzeniach związanych z ich ojczyzną i rodziną.

Cierń poczuł, jak furia rozpływa się bez śladu w kojącej melodii głosu Seleny. Nie słuchał nawet, co mówiła. To właściwie nie miało znaczenia. Upił spory łyk wina z kubka. Przyjemne ciepło roztopiło resztki niepokoju wciąż czające się gdzieś w jego głowie...


* * *

Wojownik potrząsnął głową, wyrywając się ze strumienia wspomnień.
Śniadanie stygło. Nagle przypomniał sobie, jaki był głodny. Odłożył na bok przybory do rysowania. Zapach jajecznicy, świeżego chleba i ziół uderzył go nową falą, kiedy położył sobie tacę na kolanach. Zaczął jeść - powoli, rozkoszując się każdym kęsem, zauroczony intensywnością prostych smaków.
Nie mógł uwierzyć, jak wiele tracił z życia przez te wszystkie lata.
A to wszystko było przecież zaledwie początkiem...


Ostatnio edytowano Wt, 1 gru 2009, 03:36 przez Cierń, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 1 gru 2009, 03:37 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Rozkoszując się posiłkiem obserwował Selenę, która zdecydowanie strzygła pacjentkę. Kobiety prowadziły rozmowę, ale nie był w stanie usłyszeć, czego dotyczyła. Nie robiło mu to jednak różnicy – jajecznica miała doskonałą konsystencję, a chleb był miękki z chrupką skórką; rozkosze podniebienia wystarczyły mu w zupełności.
Odkąd odzyskał przytomność w szpitalu, zdążył już doznać absolutnego przesytu rozmowami: medyk, ogrodnik, chłopak w ogrodzie, krawiec, a na koniec – ta kudłata pacjentka...
Cisza mu nie przeszkadzała. W gruncie rzeczy – lubił milczenie, nie potrzebował gadaniny, by się określić, by wiedzieć, że żyje. I na pewno nie znajdował powodów, by opowiadać obcym swoje życie...
W ciszy znajdował się na pewnym gruncie.

Dopiero gdy włożył do ust pustą łyżkę, zorientował się, że skończył śniadanie. Resztką chleba wytarł miskę i odstawił tacę. Podniósł kubek do ust i po jego ciele rozlała się fala ciepłego ukojenia.

Zaczynał rozumieć, dlaczego istnieli ludzie, którzy lubili takie... gnuśne... niespieszne, komfortowe... puste... życie. Wylegiwanie się w łóżku, smakowite posiłki o regularnych porach, brak... znaczenia... obowiązków.
Ale to nie było dla niego. Minęła doba, a jemu już okrutnie doskwierała bezczynność, jałowość godzin, nieskończoność oczekiwania. Być może powinien być wdzięcznym swym przypadkowym rozmówcom, że zapewniali mu krótkotrwałą rozrywkę?

W sali rozległy się kroki. Przysadzista kobieta w prostej granatowej sukience minęła łóżko wojownika i podeszła do jednego z nielicznych chorych. Powitała go czułym pocałunkiem i postawiła na posadzce wiklinowy kosz pełen zakupów. Przysiadła na łóżku i wraz z mężem pogrążyli się w rozmowie.

Cierń przeniósł spojrzenie na pergamin, który mieszczka upuściła na jego łóżko. Niebieska tasiemka, kropla laku i pieczęć, której nie rozpoznał.
Nie musiał. Tylko jedna osoba mogła do niego napisać.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 2 [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u