Teraz jest Pn, 16 lip 2018, 23:14

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 1 z 1 [ Posty: 11 ] 

Wielkie Mo┼╝liwo┼Ťci

Autor Wiadomo┼Ť─ç
 Tytu┼é: Wielkie Mo┼╝liwo┼Ťci
PostNapisane: Cz, 27 sie 2009, 11:50 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Maglor mia┼é za sob─ů spokojn─ů podr├│┼╝.
W kilka dni uda┼éo mu si─Ö pokona─ç spor─ů odleg┼éo┼Ť─ç dziel─ůc─ů jego rodzinn─ů wiosk─Ö od wybrze┼╝a. Niesiony energi─ů m┼éodych mi─Ö┼Ťni i zapa┼éem wznios┼éych marze┼ä o bohaterskiej przysz┼éo┼Ťci - podr├│┼╝owa┼é szybko i z u┼Ťmiechem na ustach. Cho─ç upalna pogoda dawa┼éa mu si─Ö we znaki, nie pozwala┼é sobie na narzekanie; zdj─ů┼é koszul─Ö i maszerowa┼é z obna┼╝onym torsem. Blisko┼Ť─ç rzeki pozwala┼éa na och┼éodzenie i zmycie ze spoconej sk├│ry kurzu i zm─Öczenia. W gruncie rzeczy ÔÇô nie mia┼é powod├│w do narzekania: przysz┼éo┼Ť─ç rysowa┼éa si─Ö przed nim w jaskrawych barwach, a w─Ödr├│wka nie by┼éa trudna.

Dodatkowym plusem by┼éo towarzystwo. Ch┼éopak szed┼é jednym z g┼é├│wnych trakt├│w, wi─Öc mija┼éy go liczne wierzchowce i karawany kupieckie. Zawsze trafi┼é si─Ö kto┼Ť, z kim mo┼╝na by┼éo zamieni─ç kilka s┼é├│w. Kupcy i ich ochroniarze nie zwracali uwagi na p├│┼énagiego m┼éodzie┼äca w podniszczonych spodniach, ale pomocnicy i wo┼║nice zawsze ch─Ötnie zaczepiali mijanych przechodni├│w, spragnieni plotek lub po prostu pogadania z kim┼Ť, kto nie podr├│┼╝owa┼é z nimi od kilku tygodni...
Jednego dnia pom├│g┼é naprawi─ç w├│z, w kt├│rym p─Ök┼éa o┼Ť. Robota nie by┼éa trudna, cho─ç w pra┼╝─ůcym upale nie nale┼╝a┼éa tak┼╝e do najprzyjemniejszych ÔÇô ale dzi─Öki temu Maglor zosta┼é ugoszczony mi─Ösem i winem i podwieziony a┼╝ do najbli┼╝szego zajazdu, gdzie po┼╝egna┼é si─Ö z karawan─ů.
On sam nie sypia┼é w karczmach ÔÇô pieni─Ödzy nie mia┼é du┼╝o, a nie wiedzia┼é, jak szybko uda mu si─Ö znale┼║─ç zaj─Öcie w mie┼Ťcie. Do tego czasu musia┼é stara─ç si─Ö nie straci─ç zbyt szybko tego, co mia┼é. A noc pod go┼éym niebem dla m┼éodego osi┼éka nie by┼éa niczym nadzwyczajnym ÔÇô uk┼éada┼é si─Ö na roz┼éo┼╝onym p┼éaszczu, patrzy┼é w gwiazdy i zasypia┼é szybko, my┼Ťl─ůc o l┼Ťni─ůcej zbroi i l┼Ťni─ůcym szkar┼éatnym p┼éaszczu powiewaj─ůcym na wietrze...

Kiedy znalazł się niedaleko miasta, zatrzymał się zaskoczony.
Ascanthia by┼éa ogromna! Obronne mury rozci─ůga┼éy si─Ö szeroko po obu stronach rzeki, okalaj─ůc liczne domy, kt├│rych dachy t┼éoczy┼éy si─Ö obok siebie. Tu i tam wystrzeliwa┼éa w niebo wysoka iglica albo wie┼╝a, niekt├│re budynki l┼Ťni┼éy biel─ů lub czerwieni─ů, szklane okna odbija┼éy ┼Ťwiat┼éo s┼éo┼äca. Koron─Ö pot─Ö┼╝nego miasta stanowi┼éa tafla widocznego za nim morza ÔÇô blask s┼éoneczny ┼Ťlizga┼é si─Ö na falach i mieni┼é si─Ö jak niezliczone skarby, opromieniaj─ůc rozedrgan─ů po┼Ťwiat─ů masyw skupiska kamienic i ┼Ťwi─ůty┼ä.

Je┼Ťli gdzie┼Ť ma si─Ö rozpocz─ů─ç moja Przysz┼éo┼Ť─ç, ÔÇô pomy┼Ťla┼é Maglor, - to chcia┼ébym, ┼╝eby to by┼éo w┼éa┼Ťnie tutaj...

Im bli┼╝ej by┼é miejskich mur├│w, tym wyra┼║niej czu┼é s┼éony zapach morza, kt├│ry miesza┼é si─Ö z niezliczon─ů ilo┼Ťci─ů miejskich woni. Wiatr mierzwi┼é w┼éosy m┼éodzie┼äca i ch┼éodzi┼é rozgrzan─ů w─Ödr├│wk─ů i upa┼éem sk├│r─Ö.
Mijaj─ůc znajduj─ůcych si─Ö na stra┼╝y ┼╝o┼énierzy ch┼éopak skin─ů┼é im g┼éow─ů. Obrzucili go uwa┼╝nym spojrzeniem, ale ┼╝aden z nich nie powiedzia┼é ani s┼éowa.

Za bram─ů rozci─ůga┼éo si─Ö g┼éo┼Ťne i kolorowe miasto. Jacy┼Ť ludzie st┼éoczeni niedaleko wykrzykiwali co┼Ť jeden przez drugiego. Towarzysz─ůcy im stra┼╝nicy ÔÇô ubrani tak samo jak ci stoj─ůcy przy bramie, - wymachiwali r─Ökami pr├│buj─ůc zaprowadzi─ç porz─ůdek.
Dwie kobiety spiesz─ůce dok─ůd┼Ť w identycznych granatowych sukniach popatrzy┼éy zaciekawione na spoconego Maglora, po czym zacz─Ö┼éy co┼Ť szepta─ç do siebie i chichota─ç. Kilka razy obejrza┼éy si─Ö jeszcze, zanim znikn─Ö┼éy w t┼éumie.
Je┼║dziec na koniu manewrowa┼é umiej─Ötnie wierzchowcem, staraj─ůc si─Ö unika─ç przechodni├│w, kt├│rzy nie byli wystarczaj─ůco ostro┼╝ni, by w por─Ö zej┼Ť─ç mu z drogi. Brosza przypi─Öta do jego kaftana l┼Ťni┼éa jak powierzchnia morza.

M┼éody przybysz rozgl─ůda┼é si─Ö zaciekawiony, ale i zdezorientowany. Rozmiar miasta i ilo┼Ť─ç przebywaj─ůcych w nim ludzi zbi┼éy go z tropu. Nie by┼é pewien, co powinien zrobi─ç, dok─ůd si─Ö uda─ç i z kim rozmawia─ç. Z ka┼╝dej strony mijali go nieznajomi zaj─Öci swoimi sprawami. W domu wszyscy wiedzieli, kim by┼é ÔÇô tutaj nagle poczu┼é si─Ö jak kamie┼ä na drodze ÔÇô pozbawiony imienia, bez znaczenia, niezauwa┼╝alny.
Ale wiedzia┼é, ┼╝e mia┼é przed sob─ů Cel. Pozostawa┼éo mu tylko zacz─ů─ç go realizowa─ç, a wielkie miasto oznacza┼éo przecie┼╝ Wielkie Mo┼╝liwo┼Ťci.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: N, 30 sie 2009, 16:41 

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 15 lut 2009, 23:56
Posty: 6
Gdziekolwiek nie spojrzał, otaczały go cuda!
Niemo┼╝liwe, by w jednym miejscu sta┼éo tyle ogromnych budowli. Owszem, s┼éysza┼é o ┼Ťwi─ůtyniach poka┼║nych rozmiar├│w, ale sam takiej w ┼╝yciu nie widzia┼é... A co dopiero paru na raz! Wiara by┼éa jego rodzinie kompletnie zb─Ödna - je┼Ťli kto┼Ť mia┼é z tego ┼Ťwiata zej┼Ť─ç, to schodzi┼é niezale┼╝nie od wznoszonych mod┼é├│w. Plony kowalowi nie by┼éy potrzebne (je┼Ťli mia┼é spartoli─ç robot─Ö to to uczyni┼é), wi─Öc jedynym sposobem na godne prze┼╝ycie by┼éo po┼Ťwi─Öcenie si─Ö pracy.
W dodatku te budowle l┼Ťni┼éy...
Maglorowi podobały się nowe budynki, lecz ich urok trwał do pierwszego deszczu. Po tym czasie wszystko wilgotniało i robiło się byle jakie. Świat nie może istnieć bez deszczu, zatem czy te wieże dopiero powstały?

Nie... Niemo┼╝liwe. Ludzie nie potrafi─ů pracowa─ç tak pr─Ödko i to na takich wysoko┼Ťciach. Chocia┼╝ jest ich tutaj naprawd─Ö du┼╝o. Wi─Öc to jest efekt MAGII... Tak! - pomy┼Ťla┼é, radosny z powodu rozwik┼éania zagadki. - Gdy nigdzie w okolicy si─Ö nie t┼éuk─ů, czarownicy bawi─ů si─Ö w tworzenie takich cud├│w! Musz─ů by─ç naprawd─Ö pot─Ö┼╝ni, skoro postawienie takich budowli to dla nich kwestia dni.. Inaczej nie by┼éyby tak ┼Ťwie┼╝e.

Jednak nic nie wywołało takich wrażeń jak morze. Nieograniczona przestrzeń... Błękitna otchłań... Przepotężny żywioł...
Nagle poczu┼é ciarki na sk├│rze. W my┼Ťlach spostrzeg┼é siebie, znajduj─ůcego si─Ö na ┼Ťrodku tego zbiornika, rozgl─ůdaj─ůcego si─Ö i nie wiedz─ůcego, w kt├│r─ů stron─Ö powinien ruszy─ç. Powoli traci si┼éy, oddech i bezw┼éadnie daje si─Ö ponie┼Ť─ç naturze.

Wzdrygn─ů┼é si─Ö, my┼Ťl─ůc, ┼╝e nigdy nie odwa┼╝y si─Ö wej┼Ť─ç na pok┼éad statku. Jak kto┼Ť w og├│le mo┼╝e by─ç tak nierozwa┼╝ny, by ryzykowa─ç swoim ┼╝yciem i zda─ç si─Ö na ┼éask─Ö i nie┼éask─Ö morskiej pot─Ögi? Czy za ma┼éo ju┼╝ kr─ů┼╝y┼éo opowie┼Ťci o strasznych sztormach i wielkich falach, kt├│re przewraca┼éy ┼éodzie, b─ůd┼║ prowadzi┼éy je prosto na ska┼éy?

Najwyra┼║niej za ma┼éo, skoro ca┼éy czas si─Ö pchaj─ů. Na szcz─Ö┼Ťcie, mam inny plan i walczy┼é b─Öd─Ö na l─ůdzie, a nie na statkach! - pomy┼Ťla┼é dumnie.

Istnia┼é jeszcze jeden problem, kt├│rego nie potrafi┼é rozwi─ůza─ç: jak zosta─ç stra┼╝nikiem?
Nigdy wcze┼Ťniej nie musia┼é stara─ç si─Ö o posad─Ö... Ojciec po prostu by┼é kowalem, ale Maglor nie m├│g┼é po prostu stan─ů─ç i rzec: "Jestem stra┼╝nikiem! Niepos┼éuszni i pata┼éachy b─Öd─ů karani!" Wydawa┼éo mu si─Ö to skrajnie g┼éupie. Je┼Ťli z┼éa osoba zdecydowa┼éaby, ┼╝e jest stra┼╝nikiem, to wszystko pogr─ů┼╝y┼éoby si─Ö w chaosie... Zatem kto┼Ť musia┼é decydowa─ç, czy dana osoba mog┼éaby strzec prawa, czy nie nadaje si─Ö do tego. Ale czy ten "decyduj─ůcy" b─Ödzie sprawdza┼é ka┼╝dego cz┼éowieka w mie┼Ťcie? Zabrak┼éo by mu na to ┼╝ycia...

Zaraz! Przecie┼╝ to ja spyta┼éem podr├│┼╝nik├│w, czy nie chc─ů mojej pomocy przy wozie. Oni wtedy przytakn─Öli... Wi─Öc musz─Ö znale┼║─ç "decyduj─ůcego" i poprosi─ç, by uczyni┼é mnie stra┼╝nikiem! - Drugi rozwi─ůzany problem jeszcze bardziej poprawi┼é jego nastr├│j. Ledwo co znalaz┼é si─Ö w mie┼Ťcie, a ju┼╝ rozwi─ůza┼é dwie zagadki.
Gdy tylko uzyska zgod─Ö "decyduj─ůcego", za┼éo┼╝y prawdziw─ů zbroj─Ö stra┼╝nika i pewnym krokiem przemaszeruje przez ulic─Ö, by pilnowa─ç porz─ůdku...

Zazdro┼Ťci┼é tym, kt├│rzy pilnowali rozkrzyczanych ludzi. By─ç mo┼╝e ju┼╝ wkr├│tce b─Ödzie jednym z nich...
Podszed┼é do zbiegowiska, chc─ůc si─Ö przypatrze─ç reakcji stra┼╝y, a przy okazji chcia┼é zamieni─ç z nimi par─Ö s┼é├│w. Przecie┼╝ kto, jak nie oni, powinien zna─ç spos├│b na wej┼Ťcie w ich szeregi? Mia┼é tylko nadziej─Ö, ┼╝e b─Öd─ů skorzy do wsp├│┼épracy.


Ostatnio edytowano Pn, 31 sie 2009, 23:11 przez Maglor Fefalas, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pn, 31 sie 2009, 23:14 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
- Nie pcijecha┼éem do tego miasta, czeby by─ç popichanym! - wrzeszcza┼é smag┼éy cz┼éowiek w dziwacznym bia┼éym stroju. Mia┼é okr─ůg┼é─ů, g┼éadko ogolon─ů twarz i g─Öste czarne w┼éosy. - Dostali┼Ťmy zaprosienie! Lalita! Bhadagar' inganu ma-ta zarranghan! - krzykn─ů┼é do korpulentnej kobiety w czerwonej sukni.

- Powtarzam ci przecie┼╝, durniu, - warcza┼é stra┼╝nik o wodnistych niebieskich oczach, - ┼╝e cho─çby┼Ť nawet by┼é wezwany przez samych swoich poga┼äskich bog├│w, to masz takie same obowi─ůzki, jak wszyscy inni wje┼╝d┼╝aj─ůcy do Ascanthii kupcy!

Handlarz wyci─ůgn─ů┼é ramiona ku niebu i wyrzuci┼é z siebie ci─ůg gwa┼étownych s┼é├│w w nieznanym Maglorowi j─Özyku.

- Wszi┼Ťci kupcy?! - zawo┼éa┼é przechodz─ůc na wsp├│ln─ů mow─Ö. - A czi ja jestem wszi┼Ťci?! Nie, nie, nie, nie, nie, stra┼║nik-dhuni. Ja nie jestem wszi┼Ťci kupcy! Ja nie jestem jaki┼Ť tam kupiec! Ja, stra┼║nik-dhuni, jestem Rajesh Ramayan Koothrapali ÔÇô najlepsi handlarz jedwabiem i psiprawami, jaki kiedykolwiek przeszed┼é przez t─Ö bram─Ö!

M─Ö┼╝czyzna pociemnia┼é na twarzy i wymachiwa┼é zaci┼Ťni─Ötymi pi─Ö┼Ťciami, na kt├│rych po┼éyskiwa┼éy wielkie pier┼Ťcienie. Kobieta, kt├│ra wreszcie wcisn─Ö┼éa mu do r─Öki jaki┼Ť papier, do┼é─ůczy┼éa do kupca szwargocz─ůc podniesionym tonem w swoim dziwnym j─Özyku. Kilka os├│b o takim samym ciemnym kolorze sk├│ry pilnowa┼éo stoj─ůcych opodal woz├│w.

- Myto p┼éaci ka┼╝dy, niewa┼╝ne, czy najlepszy, czy najgorszy! - wrzeszcza┼é stra┼╝nik, przyciskaj─ůc d┼éo┼ä do czo┼éa. - Nie obchodzi mnie, co o tym my┼Ťlisz ty, czy twoi ziomkowie! Zasady s─ů dla wszystkich takie same! A jak si─Ö nie podoba, panie Kutra-putra, to mo┼╝emy doko┼äczy─ç t─Ö rozmow─Ö w areszcie! Za┼éo┼╝─Ö si─Ö, ┼╝e zmi─Ökniesz jak meduza na piasku, jak sobie posiedzisz kilka dni pod kluczem!

Stoj─ůcy za swoim prze┼éo┼╝onym stra┼╝nicy zarechotali i wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
Ciemnosk├│ry kupiec usun─ů┼é wst─ů┼╝k─Ö, kt├│r─ů przewi─ůzany by┼é przyniesiony przez kobiet─Ö papier i zacz─ů┼é wymachiwa─ç dokumentem przed nosem zaskoczonego gwardzisty.

Maglor zda┼é sobie spraw─Ö, ┼╝e t┼éum wok├│┼é miejsca awantury powi─Öksza┼é si─Ö z ka┼╝d─ů chwil─ů ÔÇô ludzie przystawali zaintrygowani ha┼éasem, a potem z zaciekawieniem obserwowali przebieg wydarze┼ä. Co chwil─Ö s┼éycha─ç by┼éo czyj┼Ť ┼Ťmiech lub komentarze:

- Bezczelne brudasy!
- Panie władzo, dajcie spokój!
- Myto p┼éac─ů wszyscy. W czym niby ci s─ů lepsi od nas?
- Zamknij si─Ö pan!
- Nie, no, dajcie spok├│j! Przecie┼╝ tak nie mo┼╝na!
- Niech┼╝e si─Ö pani tak nie pcha!

Dow├│dca stra┼╝nik├│w zdo┼éa┼é wyrwa─ç pergamin handlarzowi. Rozwin─ů┼é go i odczytywa┼é powoli. Wreszcie otar┼é czo┼éo i poblad┼é nieco.

- C├│┼╝... - wyj─ůka┼é. - To zmienia nieco posta─ç rzeczy...
- Oczywi┼Ťcie, ┼╝e zmienia! - tryumfowa┼é kupiec dumnie zadzieraj─ůc g┼éow─Ö. - jego ┼éa┼Ťkawo┼Ť─ç dowie si─Ö osziwi┼Ťcie o tym wydarzeniu!
- Nie s─ůdz─Ö, ┼╝eby trzeba by┼éo... - w niezwyk┼éym tempie gwardzista traci┼é pewno┼Ť─ç siebie.
- Osziwi┼Ťcie, ┼╝e trzeba! Takie traktowanie! - wrzeszcza┼é ciemnosk├│ry tocz─ůc wok├│┼é wzrokiem zwyci─Özcy. - Zas┼éu┼╝il pan na kar─Ö i dopilnuj─Ö, ┼╝ebi jego ┼éa┼Ťkawo┼Ť─ç o tym nie zapomnia┼é!

Stra┼╝nik odda┼é kupcowi dokument i rozejrza┼é si─Ö. Napotka┼é zdezorientowane twarze swoich ludzi i wyczekuj─ůce spojrzenie t┼éumu.

- A co to za zbiegowisko?! - rykn─ů┼é nagle. Nawet wci─ů┼╝ pomstuj─ůcy kupiec podskoczy┼é i zamilk┼é natychmiast. - Rozej┼Ť─ç mi si─Ö, ale ju┼╝! Roboty ┼╝adnej nie macie?! Ruchu ulicznego nie tamowa─ç!

Podkomendni ┼╝wawo zabrali si─Ö do powtarzania rozkaz├│w prze┼éo┼╝onego, przerzedzaj─ůc zbiegowisko krzykiem, poszturchiwaniem, a nawet ÔÇô czasem ÔÇô kopniakami.
Kupiec i jego towarzysze szybko wskakiwali do woz├│w.
Ludzie zacz─Öli si─Ö rozchodzi─ç.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pn, 7 wrz 2009, 23:17 

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 15 lut 2009, 23:56
Posty: 6
Czy on?... Nie... Nie mo┼╝e by─ç cz┼éowiekiem. Przecie┼╝ on m├│wi jako┼Ť inaczej... Ale si─Ö nie r├│┼╝ni od nas niczym szczeg├│lnym poza wymow─ů. Dziwne. Rodzice nie mogli go nauczy─ç porz─ůdnego wys┼éawiania si─Ö, tylko pozwolili mu na dziecinne ┼Ťwiergotanie przez ca┼éy czas? M├│j ojciec by mnie w ko┼äcu zla┼é, gdybym niepos┼éusznie nie chcia┼é si─Ö czego┼Ť nauczy─ç. Ech... Czasami nazywaj─ů to pob┼éaszyliwo┼Ťci─ů. A to trzeba niesfornemu m┼éokosowi z raz, dwa przyla─ç i b─Ödzie ┼éadnie m├│wi┼é. Chyba, ┼╝e chory...

Zacz─ů┼é cz┼éowiekowi wsp├│┼éczu─ç. Ch─Ötnie by mu przekaza┼é swoje ciep┼ée s┼éowa, ale nie mia┼é teraz na to czasu. Gdy kiedy┼Ť go jeszcze spotka, poobserwuje go uwa┼╝niej, je┼Ťli los b─Ödzie sprzyja┼é.

Miasto przynosi┼éo coraz to nowsze wra┼╝enia. Opr├│cz niezrozumia┼éego j─Özyka spostrzeg┼é tak┼╝e oryginalne szaty: A przecie┼╝ one s─ů kompletnie niepraktyczne... Tak─ů biel to mog─ů baby do ┼Ťlubu za┼éo┼╝y─ç, ale w robocie takie co┼Ť si─Ö upaskudzi i tyle z niej po┼╝ytku. Pewnie jutro b─Ödzie trzeba za┼éo┼╝y─ç now─ů. Ale je┼Ťli go sta─ç na praczki...

Przede wszystkim jednak mia┼é pierwszy raz do czynienia z prawdziw─ů stra┼╝─ů. Czu┼é si─Ö jak gdyby spe┼éni┼é swoje ma┼ée marzenie. W┼éa┼Ťnie spotka┼é swoje wzorce do na┼Ťladowania! Przecie┼╝ on chcia┼é by─ç w┼éa┼Ťnie taki jak oni! Wielkimi oczyma wpatrywa┼é si─Ö w reakcj─Ö wobec buntowniczego kupca, a p├│┼║niej zako┼äczenie sporu i pr├│b─Ö rozp─Ödzenia t┼éumu.

Tylko dlaczego oni kopi─ů? Czy w mie┼Ťcie jest a┼╝ tylu pata┼éach├│w, ┼╝e takie traktowanie ka┼╝dego daje wysokie prawdopodobie┼ästwo trafienia w ┼éotra? To niemo┼╝liwe, by stra┼╝nicy byli lud┼║mi tak nieczystymi, ┼╝eby traktowali poddanych ┼║le. Musz─ů mie─ç przecie┼╝ dobre serca, by s┼éu┼╝y─ç ca┼éemu spo┼éecze┼ästwu. Inaczej "decyduj─ůcy" nie wybra┼éby ich.

Nadszed┼é czas zrobienia jakiego┼Ť kroku. Stra┼╝nicy zaraz wr├│c─ů do swoich zwyk┼éych zaj─Ö─ç i nie b─Ödzie m├│g┼é przeszkodzi─ç im w pracy. Nale┼╝a┼éo teraz wykona─ç gest, zaczepi─ç "decyduj─ůcego" w tym ma┼éym oddziale i poprosi─ç go o pomoc.

Chwila skupienia na znalezienie odpowiednich, nie ra┼╝─ůcych s┼é├│w, moment na z┼éapanie powietrza i ju┼╝ znalaz┼é si─Ö przy tym, kt├│ry krzycza┼é najg┼éo┼Ťniej:

- Panie! Panie! Jam jest Maglor Fefalas. Chc─Ö by─ç taki jak Wy, Panie! Chc─Ö nale┼╝e─ç do stra┼╝y! Prosz─Ö Ci─Ö, by┼Ť wskaza┼é mi, gdzie mog─Ö by─ç stra┼╝nikiem.

Nieudolnie chcia┼é na┼Ťladowa─ç pods┼éuchany u brata pseudo-┼╝o┼énierski ┼╝argon. Wiedzia┼é, ┼╝e mu si─Ö to nie powiod┼éo, lecz najistotniejszym by┼éo nie dopu┼Ťci─ç do traktowania go jak g┼éupiego wie┼Ťniaka. B─ůd┼║ co b─ůd┼║, mieszka┼é na wsi, ale by┼é synem kowala, nie parobka.

Uk┼éoni┼é si─Ö pr─Ödko, nie chc─ůc na d┼éugo spuszcza─ç z oka przyw├│dcy grupy. Chcia┼é dok┼éadnie widzie─ç ka┼╝dy jego grymas, najmniejsze drgnienie powieki. Je┼Ťli wypad┼é pozytywnie, by─ç mo┼╝e zas┼éu┼╝y na jego poparcie w przysz┼éo┼Ťci. Ka┼╝dy krok stawa┼é si─Ö istotny, ale to nic... Przecie┼╝ w┼éa┼Ťnie patrzy┼é z nadziej─ů na w┼éasn─ů przysz┼éo┼Ť─ç.


Ostatnio edytowano Wt, 6 pa┼║ 2009, 03:15 przez Maglor Fefalas, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 6 pa┼║ 2009, 03:20 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Stra┼╝nik zmierzy┼é wzrokiem p├│┼énagiego ch┼éopaka. Przez chwil─Ö Maglorowi wydawa┼éo si─Ö, ┼╝e zaraz potraktuje go tak samo jak wcze┼Ťniej zgromadzony t┼éum, ale grymas irytacji na twarzy mundurowego bardzo szybko zast─ůpi┼éo niedowierzanie. Sekundy d┼éu┼╝y┼éy si─Ö niemi┼éosiernie, a gwardzista nadal nic nie m├│wi┼é. Syn kowala nie by┼é pewien co w jego s┼éowach a┼╝ tak zaskoczy┼éo rozm├│wc─Ö, ale przed┼éu┼╝aj─ůca si─Ö cisza nie wydawa┼éa si─Ö wr├│┼╝y─ç nic dobrego. M┼éodzieniec nerwowo przeczesa┼é d┼éoni─ů w┼éosy, zastanawiaj─ůc si─Ö gor─ůczkowo, co jeszcze m├│g┼éby doda─ç. Kiedy ponownie otworzy┼é usta, przedstawiciel prawa za┼Ťmia┼é si─Ö serdecznie, tym samym przerywaj─ůc kr─Öpuj─ůce milczenie.

- Witaj w Ascanthii, ch┼éopcze - w jego g┼éosie pobrzmiewa┼éo zadowolenie. Wygl─ůda┼éo na to, ┼╝e zupe┼énie zapomnia┼é o nieprzyjemnym incydencie z kupcem. - Musisz uda─ç si─Ö do stra┼╝nicy przy wschodniej bramie - machn─ů┼é r─Ök─ů wskazuj─ůc kierunek. - Tam zg┼éo┼Ť si─Ö do dzia┼éu rekrutacji. Kaprala Parsleya z pewno┼Ťci─ů ucieszy tw├│j widok. - Stra┼╝nik u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö porozumiewawczo i przyja┼║nie poklepa┼é ch┼éopaka po ramieniu. - Powodzenia!
Zanim Maglor zd─ů┼╝y┼é cokolwiek odpowiedzie─ç, m─Ö┼╝czyzna znikn─ů┼é w t┼éumie, a jego ludzie pod─ů┼╝yli za nim.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: So, 17 pa┼║ 2009, 23:55 

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 15 lut 2009, 23:56
Posty: 6
- Przyj─ů┼éem, dzi─Ökuj─Ö i... odmeldowywuj─Ö si─Ö, Panie! - wykrzycza┼é uradowany. Stan─ů┼é na baczno┼Ť─ç i odwr├│ci┼é si─Ö w stron─Ö wyznaczonego przez stra┼╝nika kierunku.

Jeszcze nie biegnij... Jak by to wygl─ůda┼éo, gdyby┼Ť jak m┼éokos ruszy┼é z kopyta, by pobiec do mamusi po ┼éakocie? Nadszed┼é czas zachowywania si─Ö jak wojownik.

- B─Öd─Ö stra┼╝nikiem! Hihi! - mrukn─ů┼é rado┼Ťnie pod nosem.

Dok┼éadnie tak, jak przykaza┼é mi ojciec... - Nie m├│g┼é uwierzy─ç w nieprawdopodobne szcz─Ö┼Ťcie, kt├│re go spotka┼éo. Wskazano mu drog─Ö do miejsca, gdzie przyjm─ů go do s┼éu┼╝by... To stawa┼éo si─Ö tak banalnie proste! Czy zatem ca┼éa ┼Ťcie┼╝ka paladyna stanie si─Ö tak ┼éatwa?
Na pewno nie przestanie by─ç czujnym, bo musi wspina─ç si─Ö po kolejnych drabinkach kariery, ale wszystko mu przychodzi┼éo z tak ma┼éym wysi┼ékiem. Jakby mia┼é niesamowite szcz─Ö┼Ťcie!

Szcz─Ö┼Ťcie, a by─ç mo┼╝e to tak wspaniali ludzie mnie otaczaj─ů. Ten przyw├│dca wydawa┼é si─Ö by─ç dobrym cz┼éowiekiem. Nie odm├│wi┼é mi pomocy w b┼éahej dla niego sprawie, ale dok┼éadnie powiedzia┼é, co mam czyni─ç i ┼╝yczy┼é powodzenia. Pom├│g┼é potrzebuj─ůcemu! Zatem by┼é krystalicznego serca... Rzadko spotyka si─Ö takich ludzi. Jedynym cz┼éowiekiem o krystalicznie czystym sercu, jakiego spotka┼éem dotychczas, by┼é m├│j tato... A tu?! Od razu, przy pierwszym kroku spotka┼éem takiego kogo┼Ť. Mo┼╝e wi─Öc wszyscy ┼╝o┼énierze s─ů krystalicznie czystego serca?

Znajdowa┼é si─Ö ju┼╝ poza zasi─Ögiem wzroku stra┼╝nika, wi─Öc rozpocz─ů┼é bieg do wschodniej bramy. Stara┼é si─Ö trzyma─ç g┼é├│wnego chodnika, nie skr─Öca─ç w ┼╝adne zau┼éki, bo najpewniej wtedy trafi na stra┼╝nic─Ö. Co jaki┼Ť czas umyka┼é przed kolizj─ů z innymi piechurami, nie chc─ůc ich potr─ůci─ç oraz nie maj─ůc czasu na dyskusj─Ö z nadgorliwymi o pi─Öknym dniu.
Teraz mia┼é si─Ö zaci─ůgn─ů─ç...

A co, je┼Ťli ja nie mam dobrego serca? Je┼Ťli nie nadaj─Ö si─Ö na to, by strzec mieszka┼äc├│w Ascanthii? Jak oni to sprawdz─ů? Zapewne nie powinni uwierzy─ç mi na s┼éowo, ┼╝e jestem prawdom├│wnym prostym cz┼éowiekiem, kt├│ry pragnie chroni─ç innych przed pata┼éachami...

Pojawi┼éy si─Ö pierwsze w─ůtpliwo┼Ťci: "a co, a je┼Ťli...". Maglor nie mia┼é drogi powrotnej, wi─Öc m├│g┼é i┼Ť─ç tylko naprz├│d. A naprz├│d oznacza┼éo realizacj─Ö celu. A to z kolei m├│wi┼éo o tym, ┼╝e zostanie stra┼╝nikiem, a p├│┼║niej paladynem, czy to si─Ö b─Ödzie komu┼Ť podoba┼éo, czy te┼╝ nie! I basta!

I mam krystalicznie czyste serce... - w końcu uporczywa wiara zamienia przekonanie w fakt.


Ostatnio edytowano N, 18 pa┼║ 2009, 22:21 przez Maglor Fefalas, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: N, 18 pa┼║ 2009, 22:24 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Biegn─ůc wzd┼éu┼╝ muru okalaj─ůcego miasto mia┼é pewno┼Ť─ç, ┼╝e trafi do swego miejsca przeznaczenia.
Ignorowa┼é odsuwaj─ůcych si─Ö pospiesznie mieszczan i pe┼éne oburzenia krzyki i wyzwiska rzucane przez potr─ůcanych przez niego ludzi. Nikt i nic nie mog┼éo go powstrzyma─ç przed wype┼énieniem przeznaczenia. Teraz ju┼╝ by┼é pewien, ┼╝e Bogowie przychylnie patrzyli na jego marzenia i postanowili pom├│c mu w ich urzeczywistnieniu.

Skr─Öci┼é gwa┼étownie, by min─ů─ç grub─ů kobiet─Ö z wiklinowym koszem i wpad┼é na co┼Ť twardego i ciep┼éego.
Przestraszony ko┼ä stan─ů┼é d─Öba wierzgaj─ůc kopytami. Kto┼Ť zacz─ů┼é krzycze─ç. Maglor po┼Ťlizn─ů┼é si─Ö i upad┼é na plecy, tu┼╝ pod nogi sp┼éoszonego zwierz─Öcia, o kt├│rego pier┼Ť uderzy┼é.
Zrobiło mu się ciemno przed oczami.

* * *

- ...wina. Przecie┼╝ by┼é tak samo przestraszony jak ko┼ä! - m├│wi┼é niski, kobiecy g┼éos gdzie┼Ť niedaleko.

- Kara i tak mu si─Ö nale┼╝y! A gdyby co┼Ť sta┼éo si─Ö tobie? - pyta┼é poirytowany m─Ö┼╝czyzna.

- To zabra┼éby┼Ť mnie do medyka ÔÇô uci─Ö┼éa kobieta. Maglor poczu┼é ch┼éodn─ů wilgo─ç na czole. - A pastwienie si─Ö nad tym m─Ö┼╝czyzn─ů na pewno w ┼╝aden spos├│b nie wp┼éyn─Ö┼éoby na popraw─Ö mojego stanu.

- I tak uwa┼╝am...

- A ja si─Ö nie zgadzam. - W ciep┼éym dotychczas g┼éosie nieznajomej zabrzmia┼éa nieugi─Öto┼Ť─ç hartowanej stali.

Syn kowala powoli otworzy┼é oczy i podni├│s┼é d┼éo┼ä do czo┼éa. Dotkn─ů┼é delikatnej d┼éoni przytrzymuj─ůcej mokr─ů szmatk─Ö.

- Nic si─Ö panu nie sta┼éo? - Ch┼éopak popatrzy┼é w pi─Ökn─ů twarz o kszta┼étnych ustach i l┼Ťni─ůcych oczach. Pokr─Öci┼é g┼éow─ů. - Mo┼╝e pan wsta─ç? Mam nadziej─Ö, ┼╝e m├│j wierzchowiec nie zrobi┼é panu krzywdy...

- Ca┼ée szcz─Ö┼Ťcie, ┼╝e ten prostak nie zrobi┼é krzywdy wierzchowcowi ÔÇô mrukn─ů┼é m─Öski g┼éos.

Maglor usiadł powoli i rozejrzał się ostrożnie.
Wok├│┼é niego zgromadzi┼é si─Ö ju┼╝ t┼éum ludzi patrz─ůcych ciekawie na p├│┼énagiego m┼éodzie┼äca i schylon─ů nad nim wykwintn─ů kobiet─Ö. Dama mia┼éa na sobie szar─ů sp├│dnic─Ö i sk├│rzan─ů kurtk─Ö. L┼Ťni─ůcy jak ogie┼ä w palenisku warkocz owin─Ö┼éa sobie wok├│┼é g┼éowy.
Jej towarzysz sta┼é nieopodal, trzymaj─ůc cugle pary pi─Öknych koni. Wygl─ůda┼é na niezadowolonego i z niech─Öci─ů patrzy┼é na dochodz─ůcego do siebie ch┼éopaka.

- Jak si─Ö pan czuje? - pyta┼éa nadal kobieta. Wci─ů┼╝ przytrzymywa┼éa mokry ok┼éad na czole Maglora.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: N, 6 gru 2009, 02:06 

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 15 lut 2009, 23:56
Posty: 6
- G...g...gdzie ja jestem? - Wykrztusi┼é z siebie, gdy tylko odzyska┼é przytomno┼Ť─ç. Obraz jaki spostrzeg┼é, usadowi┼é go na ziemi.

- Com ja uczyni┼é? - Zacz─ů┼é si─Ö zastanawia─ç, co si─Ö sta┼éo, gdy dotar┼éo do niego, kto si─Ö nim opiekowa┼é.

Zbada┼é dok┼éadnie rysy jej twarzy, by wreszcie dotrze─ç do ubioru. Przecie┼╝ tak nie ubieraj─ů si─Ö zwyk┼ée kobiety. To by┼éa prawdziwa szlachcianka! Pierwszy raz m├│g┼é tak─ů ujrze─ç z bliska...
Dzieci rzemie┼Ťlnik├│w mog┼éy zaledwie kr─ů┼╝y─ç wok├│┼é orszaku szlachty, gdy ci ┼éaskawie zechcieli przejecha─ç przez wiosk─Ö. Co dopiero mie─ç kontakt z kim┼Ť tak niezwyk┼éym! Ponadto zwykle by┼éa to grupa wy┼é─ůcznie wysoko urodzonych m─Ö┼╝czyzn pod─ů┼╝aj─ůcych w poszukiwaniu jakiej┼Ť rozrywki. Na palcach jednej r─Öki m├│g┼é policzy─ç, ile razy widzia┼é dam─Ö.
A ona z nim rozmawiała...

- Pani! Jam niegodny! - odskoczył przestraszony.

S┼éysza┼é od ojca, ┼╝e ci wy┼╝si mogli bez konsekwencji podnie┼Ť─ç r─Ök─Ö na ch┼éopa, gdy tylko ten zha┼äbi┼é ich imi─Ö. By─ç mo┼╝e nie ona, ale jej towarzysz nie zawaha┼éby si─Ö go uderzy─ç z racji tego wypadku.
Teraz nale┼╝a┼éo jak najpr─Ödzej zako┼äczy─ç niezr─Öczn─ů sytuacj─Ö, aby nie prowokowa─ç tego m─Ö┼╝czyzny.

- Ja dzi─Ökuj─Ö! Ju┼╝ wszystko dobrze! Uprzejmie przepraszam! I dzi─Ökuj─Ö! I przepraszam... przepraszam... - m├│wi┼é, podnosz─ůc si─Ö, chyl─ůc g┼éow─Ö i staraj─ůc si─Ö wycofa─ç.


Ostatnio edytowano Wt, 12 sty 2010, 05:17 przez Maglor Fefalas, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 12 sty 2010, 05:18 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Kobieta podnios┼éa si─Ö powoli, patrz─ůc ze zdziwieniem na przera┼╝onego ch┼éopaka.
P┼éomiennorude w┼éosy starannie splecione w koron─Ö z warkoczy okala┼éy pi─Ökn─ů twarz o regularnych rysach. W─ůski nos i wydatne ko┼Ťci policzkowe nadawa┼éy jej nieco drapie┼╝nego wygl─ůdu, ┼éagodzonego przez delikatne usta i ciep┼ée spojrzenie oczu o kszta┼écie migda┼é├│w. Ze zdziwieniem zauwa┼╝y┼é, ┼╝e ka┼╝de z nich mia┼éo inny kolor - jedno l┼Ťni┼éo b┼é─Ökitem, a drugie - intensywn─ů zieleni─ů.

- Naprawd─Ö uwa┼╝am, - powiedzia┼éa spokojnym tonem, - ┼╝e powinien obejrze─ç pana medyk. Straci┼é pan przytomno┼Ť─ç, cho─ç wierz─Ö, ┼╝e uda┼éo si─Ö panu unikn─ů─ç ko┼äskich kopyt...

Cofaj─ůcy si─Ö Maglor nadepn─ů┼é komu┼Ť na nog─Ö, po czym zosta┼é popchni─Öty w stron─Ö pi─Öknej damy. U┼Ťwiadomi┼é sobie, ┼╝e za plecami ma t┼éum gapi├│w ciekawych, co wydarzy si─Ö dalej. Najwyra┼║niej odci─Öto mu drog─Ö odwrotu...

Zdawa┼é sobie spraw─Ö, ┼╝e ciekawo┼Ť─ç stanowi┼éa pot─Ög─Ö przykuwaj─ůc─ů ludzi w miejscu do chwili, gdy okaza┼éo si─Ö, ┼╝e atrakcje si─Ö sko┼äczy┼éy...

- Przecie┼╝ powiedzia┼é, ┼╝e nic mu nie jest - mrukn─ů┼é trzymaj─ůcy konie m─Ö┼╝czyzna. - Zostawmy go w spokoju i jed┼║my dalej.

Maglor poczu┼é kie┼ékuj─ůc─ů w nim nadziej─Ö.

- By┼éabym spokojniejsza, wiedz─ůc ┼╝e trafi┼é pan w dobre r─Öce - dama zdawa┼éa si─Ö nic sobie nie robi─ç z uwag towarzysza. - Bez w─ůtpienia kto┼Ť - wyra┼║nie zaakcentowa┼éa to s┼éowo - ch─Ötnie zaprowadzi pana do lekarza.

Tłum zafalował. Za plecami chłopaka rozległo sie szuranie wielu par butów.

- Dwie ulice st─ůd mieszka stara Katarzyna - powiedzia┼é kto┼Ť z ty┼éu. - Dobrze zna si─Ö na leczeniu. To niedaleko...

Przestraszony ch┼éopak podni├│s┼é wzrok i spojrza┼é na ciemnow┼éosego wyrostka, kt├│ry podszed┼é do niego i sk┼éoni┼é si─Ö przed szlachciank─ů.
Kobieta skin─Ö┼éa g┼éow─ů i u┼Ťmiechn─Ö┼éa si─Ö z zadowoleniem. Szybko zbli┼╝y┼éa si─Ö do Maglora i jego przewodnika.

- To za fatyg─Ö i us┼éugi znachorki - w┼éo┼╝y┼éa kilka monet w d┼éo┼ä odwa┼╝nego urwisa, po czym przenios┼éa uwag─Ö na onie┼Ťmielonego Fefalasa. - Gdyby potrzebowa┼é pan jakiej┼Ť pomocy, prosz─Ö da─ç zna─ç. Mieszkam w pensjonacie panien Minchin. Naprawd─Ö bardzo mi przykro. ┼╗ycz─Ö zdrowia.

Stoj─ůc wci─ů┼╝ ze spuszczon─ů g┼éow─ů, Maglor widzia┼é jedynie, jak zafalowa┼éa szara sp├│dnica. Potem us┼éysza┼é pobrz─Ökiwanie uprz─Ö┼╝y i powolny stukot kopyt o bruk.

T┼éum zacz─ů┼é si─Ö rozchodzi─ç.

- To jak? Idziemy? - zapyta┼é m┼éody ulicznik, patrz─ůc wyczekuj─ůco na oszo┼éomionego m─Ö┼╝czyzn─Ö.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: N, 31 sty 2010, 02:15 

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 15 lut 2009, 23:56
Posty: 6
To┼╝ to nie szlachcianka, a ksi─Ö┼╝niczka... - ba┼Ťniowo nastawiony ch┼éopak zd─ů┼╝y┼é ju┼╝ umie┼Ťci─ç kobiet─Ö we w┼éa┼Ťciwym miejscu jego przepi─Öknej historii o wspania┼éym paladynie, jakim w przysz┼éo┼Ťci si─Ö stanie. Tylko jej towarzysz, zapewne przeznaczony jej niegodziwy ksi─ů┼╝─Ö, sta┼é na jego drodze, chc─ůc go zniewa┼╝y─ç lub pobi─ç. B─ůd┼║ jedno i drugie.

Powinien teraz zaatakowa─ç szlachcica, udowadniaj─ůc dziewoi swoj─ů m─Ösko┼Ť─ç. Nie wyszed┼éby wtedy na dziwnego prostaka, za jakiego musieli go mie─ç...

Ale on mnie zabije... ÔÇô pomy┼Ťla┼é, oceniaj─ůc przebieg walki. ÔÇô Nawet gdybym by┼é szybszy, to ten t┼éum mnie zabije za niego!

W jego oczach ponownie zago┼Ťci┼é strach. Lekcewa┼╝─ůc obowi─ůzki wobec damy zdecydowa┼é si─Ö na ratowanie w┼éasnej sk├│ry. Dumny to on b─Ödzie, siedz─ůc na koniu w zbroi, a nie podnosz─ůc si─Ö z bruku.

- Ja nic... ÔÇô zamrucza┼é pod nosem.

K─ůtem oka spogl─ůda┼é za kobiet─ů, wci─ů┼╝ nie mog─ůc si─Ö zdecydowa─ç, czy jest bardziej przera┼╝ony, roz┼╝alony, czy sko┼éowany. Dopiero ch┼éopak przywr├│ci┼é mu krztyn─Ö ┼Ťwiadomo┼Ťci, wi─Öc roztargniony ruszy┼é za nim nie wypowiadaj─ůc ani s┼é├│wka.


Ostatnio edytowano Pt, 19 lut 2010, 23:43 przez Maglor Fefalas, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pt, 19 lut 2010, 23:45 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Ulicznik szed┼é szybko, m├│wi─ůc jeszcze szybciej:

- Stara Katarzyna mo┼╝e i nie jest najmilsza, ale to najlepsza znachorka w tej okolicy. Jak zobaczy kas─Ö, to zrobi co trza. Tylko nie m├│wcie nic z┼éego o tym jej ┼Ťmierdz─ůcym psisku... - zatrzyma┼é si─Ö gwa┼étownie i odwr├│ci┼é w stron─Ö Maglora. - Najlepiej nawet wcale na niego nie patrzcie! Ona ma zupe┼énego szmergla na jego punkcie. Wi─Öc ani s┼éowa! Naprawd─Ö...

Nie czekaj─ůc na odpowied┼║, ruszy┼é dalej, nie przerywaj─ůc swej gadaniny.

- W og├│le lepiej przy niej si─Ö za wiele nie odzywa─ç. Jest do┼Ť─ç dra┼╝liwa. Ale jak we┼║mie brz─Öki, to na┼éata was tak, jakby wam si─Ö nic nie sta┼éo.
Widzia┼éem ju┼╝ takich, co to ich no┼╝ami pociachali, a jak si─Ö Katarzyna za ig┼é─Ö z┼éapa┼éa, to┼Ť po miesi─ůcu nie umia┼é powiedzie─ç, ┼╝e im si─Ö kiedy co z┼éego sta┼éo! Tylko obrazi─ç jej nie mo┼╝na, bo dra┼╝liwa jak osa! Niech si─Ö jej tyko wyda, ┼╝e┼Ťcie na ni─ů krzywo spojrzeli, to ju┼╝ si─Ö zabierajcie i si─Ö nie ogl─ůdajcie za siebie, bo nie tylko s┼éowem grubym, ale i czasem jakim sprz─Ötem rzuci─ç mo┼╝e!
Ko┼Ťlawy Aden kiedy┼Ť do niej przyszed┼é z dziur─ů w ramieniu, co to mu jakowe┼Ť draby w porcie wyrzeza┼éy, i jak mu gorza┼é─ů na ran─Ö pola┼éa, przeklina─ç j─ů zacz─ů┼é, ┼╝e g┼éupia. Do dzisiaj ma blizny na g─Öbie. Tak mu w pysk przyla┼éa! A ┼╝e w ┼éapie butelk─Ö trzyma┼éa, to mu j─ů na pysku rozbi┼éa!

Ch┼éopak za┼Ťmia┼é si─Ö i mrugn─ů┼é okiem, patrz─ůc na Maglora.

- Ucieka┼é przed ni─ů, a┼╝e si─Ö za nim po ulicach b┼éocko rozbryzgiwa┼éo! I ju┼╝ jej si─Ö nigdy na oczy pokaza─ç nie odwa┼╝y┼é. Co pewnikiem i dobrze, bo by mu pewnie jeszcze czym poprawi┼éa...
No dobra, to┼Ťmy doszli - powiedzia┼é zatrzymuj─ůc si─Ö wreszcie.

Stali przed niedu┼╝ym drewnianym domem, kt├│ry wygl─ůda┼é, jakby si┼é─ů wci┼Ťni─Öto go pomi─Ödzy dwa wy┼╝sze i bardziej okaza┼ée budynki. Pomalowane na ┼╝├│┼éto drzwi by┼éy uchylone. W otwartych na o┼Ťcie┼╝ oknach pyszni┼éy si─Ö niebieskie kwiaty i soczy┼Ťcie zielone zio┼éa posadzone w glinianych garncach. Na progu le┼╝a┼éo co┼Ť, co przypomina┼éo stert─Ö brudnej we┼ény i ┼Ťmierdzia┼éo jak padlina le┼╝─ůca tam od kilku dni. Dziwny tw├│r poruszy┼é si─Ö i podni├│s┼é kud┼éaty ┼éeb, patrz─ůc na przybyszy. To musia┼é by─ç pies, o kt├│rym wspomina┼é ch┼éopak, tym bardziej, ┼╝e ulicznik spojrza┼é porozumiewawczo na Maglora i pokr─Öci┼é przecz─ůco g┼éow─ů, k┼éad─ůc palce na ustach.

- Czcigodna Katarzyno! - krzykn─ů┼é. - Przyprowadzi┼éem wam klienta! Zderzy┼é si─Ö z koniem i ┼éeb mu p─Öka! Dobrze zap┼éaci za wasze medykamenty!

Po chwili w drzwiach stan─Ö┼éa postawna starucha o pomarszczonej ogorza┼éej twarzy. Suta sp├│dnica przykryta brudnym fartuchem sprawia┼éa, ┼╝e Katarzyna wygl─ůda┼éa jak ogromny grzyb. Ciemne w┼éosy, w kt├│rych z rzadka dostrzec mo┼╝na by┼éo pasmo siwizny, splecione mia┼éa w d┼éugi, przerzucony przez rami─Ö warkocz.

- A co on, baran jaki┼Ť, ┼╝e si─Ö z koniami ┼ébami tr─ůca? - burkn─Ö┼éa starucha mocnym, nieco schrypni─Ötym g┼éosem. Wytar┼éa pulchne d┼éonie w fartuch i delikatnie odsun─Ö┼éa psa nog─ů.

- Niech wejdzie - powiedzia┼éa patrz─ůc na Maglora. - I niech opowie, sk─ůd mu si─Ö takie g┼éupie pomy┼Ťlunki bior─ů.

Popychany przez ch┼éopaka Fefalas wszed┼é do ┼Ťrodka za Katarzyn─ů.
Ku jego zdumieniu, w ┼Ťrodku by┼éo jasno i czysto. Wyszorowany do bia┼éo┼Ťci st├│┼é przykryty lnian─ů serwet─ů, dwa krzes┼éa, wymieciony kominek i wysoki kredens stanowi┼éy podstawowe wyposa┼╝enie domu. P┼éachta materia┼éu zwiesza┼éa si─Ö od powa┼éy zas┼éaniaj─ůc cz─Ö┼Ť─ç izby.
Na stole rozłożone były suszone zioła, żelazny moździerz, kilka miseczek i trzy butelki z ciemnego szkła.

- Niech si─ůdzie - niski g┼éos gospodyni sprawi┼é, ┼╝e Maglor wzdrygn─ů┼é si─Ö mimowolnie; - i opowiada...



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wy┼Ťwietl posty nie starsze ni┼╝:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 1 [ Posty: 11 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegl─ůda forum

U┼╝ytkownicy przegl─ůdaj─ůcy ten dzia┼é: Brak zidentyfikowanych u┼╝ytkownik├│w i 0 go┼Ťci


Nie mo┼╝esz rozpoczyna─ç nowych w─ůtk├│w
Nie mo┼╝esz odpowiada─ç w w─ůtkach
Nie mo┼╝esz edytowa─ç swoich post├│w
Nie mo┼╝esz usuwa─ç swoich post├│w

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne u┼╝ytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u