Teraz jest Wt, 25 cze 2019, 10:43

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 1 z 1 [ Posty: 22 ] 

Szkatu┼éka z wi─ůzu - Z tarcz─ů czy na tarczy?

Autor Wiadomo┼Ť─ç
 Tytu┼é: Szkatu┼éka z wi─ůzu - Z tarcz─ů czy na tarczy?
PostNapisane: Pn, 9 lut 2009, 02:33 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Mirandor usiad┼é gwa┼étownie i j─Ökn─ů┼é czuj─ůc swe rany. Rozgl─ůda┼é si─Ö gor─ůczkowo, ale nigdzie nie dostrzega┼é skrzydlatego konia o demonicznych oczach. Potrzebowa┼é chwili, by uzmys┼éowi─ç sobie, ┼╝e obraz, kt├│ry ogl─ůda┼é, by┼é zes┼éanym przez Bog├│w snem. Nie wiedzia┼é tylko, co pr├│bowali mu przekaza─ç.

Rozproszone szare ┼Ťwiat┼éo ┼Ťwitu zapowiada┼éo kolejny pi─Ökny dzie┼ä. W koronach drzew zaczyna┼éy budzi─ç si─Ö pierwsze poranne ptaki, nape┼éniaj─ůc okolic─Ö swym ┼Ťwiergotem. Rumak Konrada pas┼é si─Ö spokojnie nieopodal.
Nie by┼éo ┼Ťladu po nocnym go┼Ťciu.

Tylko przy dogasaj─ůcym ognisku le┼╝a┼é trup martwego potwora. W bladym ┼Ťwietle Mirandor widzia┼é pokryte stalowoszarymi pi├│rami skrzyd┼éa i blad─ů sk├│r─Ö zabitej harpii.

Sylwav szed┼é szybkim krokiem. By┼é zm─Öczony, ale zdawa┼é sobie spraw─Ö, ┼╝e je┼Ťli by zwolni┼é, prawdopodobnie upad┼éby i zasn─ů┼é. Konrad utrzymywa┼é tempo, cho─ç jego oddech stawa┼é si─Ö coraz g┼éo┼Ťniejszy. Obaj milczeli ÔÇô wszystko zosta┼éo ju┼╝ powiedziane i teraz pozostawa┼éo im jedynie dotrze─ç do obozowiska. Potrzebowali snu, posi┼éku i oddechu. Potrzebowali strz─ůsn─ů─ç z siebie wspomnienie upiornej nocy sp─Ödzonej po┼Ťr├│d zimnych ┼Ťcian grobowca i jego nieludzkich mieszka┼äc├│w.

Widzieli siedz─ůcego na swym pos┼éaniu Mirandora, kt├│ry najwyra┼║niej oczekiwa┼é ich powrotu.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pn, 9 lut 2009, 16:51 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Wycie┼äczony to ma┼éo powiedziane. Wojownik wygl─ůda┼é, jakby mia┼é kontakt trzeciego stopnia z kopytami rumaka Mrocznego ┼╗niwiarza, kt├│ry zmaltretowa┼é zab├│jc─Ö mag├│w mentalnie, po czym rzuci┼é go w choler─Ö na ┼╝er g┼éodnym i wkurzonym na ┼╝ycie rosomakom. By┼éo a┼╝ tak ┼║le.

Widz─ůc siedz─ůcego w pobli┼╝u dogasaj─ůcego ogniska Mirandora, Sylwav niemal┼╝e pokusi┼é si─Ö o u┼Ťmiech. Sam nie wiedzia┼é dlaczego od dziecka uwa┼╝a┼é u┼Ťmiech na widok kogo┼Ť znajomego za dow├│d ckliwo┼Ťci. Jak zwykle zwala┼é wszystko na materia┼é, z kt├│rego by┼é zrobiony.

- Mir! Nie uwierzysz przez jakie bagnojapierd**─Ö co to jest?! - wyci─ůgn─ů┼é miecz got├│w ugodzi─ç stworzenie le┼╝─ůce przy ognisku. - Mir co tu si─Ö... Jeste┼Ť ca┼éy? - zbada┼é wzrokiem wielkoluda. - Cholera, wygl─ůdasz dok┼éadnie tak, jak ja si─Ö teraz czuj─Ö.

Wr├│ci┼é wzrokiem do martwej istoty. Podszed┼é do niej ostro┼╝nie, po czym niemal┼╝e przewr├│ci┼é si─Ö od wydzielanego przez harpi─Ö fetoru. Skrzywiony, kopni─Öciem przewr├│ci┼é j─ů na plecy, by przyjrze─ç si─Ö z innej, bardziej interesuj─ůcej perspektywy. Uni├│s┼é w uznaniu brwi, po czym dla pewno┼Ťci ugodzi┼é padlin─Ö kilka razy mieczem.

- Trofeum z tej maszkary b─Ödzie ┼éadnie wygl─ůda─ç nad kominkiem, Mir. Gratuluj─Ö. Czy zabicie potwora z fajnym wyposa┼╝eniem to jedyne, czym chcesz si─Ö pochwali─ç?

Przegl─ůda┼éem sporo ksi─ů┼╝ek z rycinami najr├│┼╝niejszych gatunk├│w stworze┼ä, ale czego┼Ť takiego moje ga┼éy jeszcze nie widzia┼éy. Na jakie zadupie zosta┼éem wykopany?

- My┼Ťlicie, ┼╝e jest jadalna? - rzuci┼é nie spuszczaj─ůc wzroku z tajemniczej istoty.


Ostatnio edytowano ┼Ür, 25 lut 2009, 00:20 przez Sylwav, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczup┼éy, lecz odpowiednio wyrze┼║biony. W┼éosy smoli┼Ťcie czarne, lekko przys┼éaniaj─ůce blad─ů, g┼éadk─ů twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie wsp├│┼égraj─ů z ironicznym u┼Ťmiechem. Posta─ç ubrana jedynie w sk├│rzan─ů kurtk─Ö, obcis┼ée spodnie z tego┼╝ samego materia┼éu oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 10 lut 2009, 00:06 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Mirandor podejrzewa┼é ┼║r├│d┼éo swych sn├│w - to ten z┼éy duch, kt├│ry w nocy go napad┼é... Z┼éy duch teraz b─Ödzie ┼Ťni┼é mu si─Ö po nocach i prze┼Ťladowa┼é go. Dla siebie by┼é ju┼╝ zgubiony, wr─Öcz przekl─Öty.

Widz─ůc entuzjastycznego Sylwava pierwotnie nie powiedzia┼é nic, tylko rozejrza┼é si─Ö dooko┼éa.

Nie ma go - pomy┼Ťla┼é o tajemniczym jegomo┼Ťciu, kt├│ry w nocy mu pom├│g┼é. - Ale na pewno tu by┼é. - Obmaca┼é opatrzone rany. - Nie przywidzia┼é mi si─Ö na pewno, z┼ée duchy nie nam─ůci┼éy mi jeszcze a┼╝ tak w g┼éowie.

Siedzia┼é w ciszy przez chwil─Ö, nie zwracaj─ůc uwagi na towarzyszy. Swym prostym umys┼éem sam analizowa┼é wydarzenia tej ponurej nocy.

- Ekhm, noo... - odezwa┼é si─Ö, a mo┼╝e raczej westchn─ů┼é. Jako┼Ť jednak nie radowa┼é si─Ö widz─ůc kompan├│w. Ta noc by┼éa za d┼éuga, o wiele za d┼éuga. D┼éuga na tyle, by zepchn─ů─ç nowych znajomych na dalszy plan. Przecie┼╝ to ich wina, ┼╝e tu zaw─Ödrowa┼é.

Chocia┼╝ kim jestem, by ich ocenia─ç? Mo┼╝e to boska wola mnie tu sprowadzi┼éa? - skarci┼é sam siebie i przetar┼é d┼éoni─ů twarz. Otworzy┼é usta zbieraj─ůc s┼éowa.

- Noooo - prymitywny pocz─ůtek rozmowy. - Ja bym tego nie rusa┼é - rzek┼é stanowczo do Sylwava. - To z┼éy duch i ich si─Ö nie je. Musimy go spali─ç. To jest z┼ée. I nie wiem, cy co┼Ť jesce mog─Ö wam powiedzie─ç. - Spr├│bowa┼é wsta─ç podpieraj─ůc si─Ö r─Ökoma. - Ale chc─Ö st─ůd i┼Ť─ç....


Ostatnio edytowano ┼Ür, 25 lut 2009, 00:29 przez Mirandor, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 10 lut 2009, 13:05 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
- Widz─Ö, ┼╝e poziom przyswajalno┼Ťci moich ┼╝art├│w pozosta┼é u ciebie na niezmienionym poziomie - powiedzia┼é, k┼éad─ůc na bok miecz i ku┼Ťtykaj─ůc jednocze┼Ťnie w stron─Ö Mirandora, by pom├│c mu stan─ů─ç na nogi. - Cholera... - sapn─ů┼é i sykn─ů┼é z b├│lu. - Ci─Ö┼╝ki z ciebie kawa┼é bydlaka, Mir - klepn─ů┼é go przyjacielsko w plecy.
- To mi┼éo, ┼╝e chcesz st─ůd i┼Ť─ç, ale syf, jaki nam si─Ö przytrafi┼é, wypompowa┼é ze mnie, i prawdopodobnie Konrada te┼╝, resztki jakiejkolwiek motywacji do kontynuowania weso┼éych przyg├│d. Musimy odpocz─ů─ç, Mir. A tak w og├│le, to z nami wszystko w porz─ůdku, dzi─Öki ┼╝e pytasz - u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö krzywo.

Odwr├│ci┼é si─Ö plecami do Mirandora taksuj─ůc okolic─Ö wzrokiem i wypatruj─ůc ewentualnego posi┼éku. Odruchowo sprawdzi┼é stan prawej r─Öki i spojrza┼é w niebo.

Nienawidz─Ö tych pieprzonych dreszczy.

Odwrócił się w stronę towarzyszy.

- Przyda┼éoby si─Ö opatrzy─ç rany. Widz─Ö, Mir, ┼╝e si─Ö na tym znasz. Sprawdzisz co z nami? - z┼éapa┼é si─Ö za brzuch. - Chce mi si─Ö je┼Ť─ç jak m┼éokosowi ciurla─ç. Zosta┼éo nam co┼Ť do ┼╝arcia?


Ostatnio edytowano ┼Ür, 25 lut 2009, 00:31 przez Sylwav, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczup┼éy, lecz odpowiednio wyrze┼║biony. W┼éosy smoli┼Ťcie czarne, lekko przys┼éaniaj─ůce blad─ů, g┼éadk─ů twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie wsp├│┼égraj─ů z ironicznym u┼Ťmiechem. Posta─ç ubrana jedynie w sk├│rzan─ů kurtk─Ö, obcis┼ée spodnie z tego┼╝ samego materia┼éu oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Cz, 12 lut 2009, 18:05 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Skorzysta┼é z udzielonej mu pomocy, s┼éuchaj─ůc wypowiedzi Sylwava. Chyba nie zrozumia┼é delikatnej ironii i spokojnie odpowiedzia┼é:

- Chyba nie tak w por─ůdku z wami. - Zbada┼é swoje opatrunki oraz czy b├│l w boku nie by┼é na tyle silny, by dalej musia┼é odpoczywa─ç. Chcia┼é pom├│c kompanom na ile m├│g┼é, jednak po tym, jak wsta┼é, zaraz zn├│w opad┼é na ziemi─Ö. Chyba jednak w nocy za wiele go spotka┼éo.

- Nie dam rady jesce wam pom├│c - rzek┼é wzdychaj─ůc. - Ten z┼éy duch zrani┼é mnie mocno. Nie mog─Ö wam za bardzo pom├│c, jedynie rany owin─ů─ç. Nie znam si─Ö na leceniu i pomocy rannym, wybac.

Po┼éo┼╝ywszy si─Ö na plecach i rozlu┼║niaj─ůc si─Ö, wymaca┼é d┼éoni─ů zraniony bok i kln─ůc w duchu, ┼╝e da┼é si─Ö za┼éatwi─ç, le┼╝a┼é patrz─ůc w poranne niebo. Cieszy┼é si─Ö jednak, ┼╝e upiorna noc si─Ö sko┼äczy┼éa. Wiedzia┼é te┼╝, ┼╝e drugiej ju┼╝ tu nie zostanie.

- Mam trochę jedzenia, ale mało - powiedział w końcu. - Nie mas własnego? - powiedział do Sylwava, po czym spojrzał na Konrada, by sprawdzić, co robił.


Ostatnio edytowano ┼Ür, 25 lut 2009, 00:36 przez Mirandor, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: So, 14 lut 2009, 15:25 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
- Nie, Mir, w podziemiach nie zasta┼éem ┼╝adnej powabnej handlarki ┼╝ywno┼Ťci─ů, kt├│rej m├│g┼ébym zap┼éaci─ç w naturze za stos jedzenia - westchn─ů┼é zrezygnowany, by odezwa─ç si─Ö po d┼éu┼╝szej przerwie. - Podaj mi banda┼╝e, sam si─Ö nimi potraktuj─Ö. Widz─Ö, ┼╝e nam wszystkim przyda si─Ö odpoczynek.

Przysiad┼é ci─Ö┼╝ko, zwa┼╝aj─ůc, by odleg┼éo┼Ť─ç od cuchn─ůcego stworzenia by┼éa mo┼╝liwie jak najznaczniejsza.

- Wolę nie zostawać tu jeszcze jednej nocy. Konrad, jak długo zajmie nam powrót do tego Thoris?

Nie mam najmniejszego powodu, ┼╝eby odczuwa─ç ulg─Ö. Jeszcze nie wyle┼║li┼Ťmy z tego cholernego lasu. Dop├│ki to nie nastanie, lepiej by─ç czujnym na niespodzianki pokroju lataj─ůcych dziewek z biustem na wierzchu. Swoj─ů drog─ů, popieprzona sprawa.


Ostatnio edytowano ┼Ür, 25 lut 2009, 00:38 przez Sylwav, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczup┼éy, lecz odpowiednio wyrze┼║biony. W┼éosy smoli┼Ťcie czarne, lekko przys┼éaniaj─ůce blad─ů, g┼éadk─ů twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie wsp├│┼égraj─ů z ironicznym u┼Ťmiechem. Posta─ç ubrana jedynie w sk├│rzan─ů kurtk─Ö, obcis┼ée spodnie z tego┼╝ samego materia┼éu oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 17 lut 2009, 20:16 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
- Nie rozumiem, Sylwavie, sk─ůd mia┼éa si─Ö wzi─ů─ç tam handlarka - powiedzia┼é. - Mo┼╝e gdybym by┼é sprawny, upolowa┼ébym ci co┼Ť.

Mirandor wstał i ostrożnie poszedł do plecaka sprawdzić, czy nie miał tam bandaża, bo przecież w nocy robił z niego swoje strzały.

- Nie wiem, cy jaki┼Ť mam jesce - powiedzia┼é sprawdzaj─ůc zawarto┼Ť─ç plecaka. - Mo┼╝e Konrad ma? - spojrza┼é na milcz─ůcego m┼éodzie┼äca.

Po ostatniej wypowiedzi Sylwava w ko┼äcu mu przytakn─ů┼é:

- Oj tak, nie chc─Ö tu zosta─ç, ale nie mam wiele si┼é, by odej┼Ť─ç pr─Ödko...


Ostatnio edytowano ┼Ür, 25 lut 2009, 00:39 przez Mirandor, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: ┼Ür, 25 lut 2009, 00:40 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Konrad sprawia┼é wra┼╝enie osoby poruszaj─ůcej si─Ö w g┼é─Öbokim ┼Ťnie. Mia┼é zamglone spojrzenie, a upiorny trup przy ognisku zdawa┼é si─Ö w og├│le go nie porusza─ç. Jak zahipnotyzowany min─ů┼é ┼Ťmierdz─ůce zw┼éoki i usiad┼é pod drzewem zapatrzony w to, co znajdowa┼éo si─Ö przed jego oczami, a czego jego towarzysze nie mogli zobaczy─ç.
Nie reagowa┼é na wypowiedzi zaniepokojonego Mirandora, ani na dowcipy Sylwava. Milcza┼é i patrzy┼é przed siebie, jakby ta┼äcz─ůce w szarym ┼Ťwietle poranka p┼éomienie zawiera┼éy w sobie odpowiedzi na wszystkie pytania, kt├│re m┼éodzieniec chcia┼é zada─ç.
Zapytany o odleg┼éo┼Ť─ç do miasta ockn─ů┼é si─Ö jednak i spojrza┼é na towarzysza.

- Kilka godzin szybkiego marszu ÔÇô powiedzia┼é kr├│tko. ÔÇô Konno szybciej, ale na jednym wierzchowcu nie pojedziemy.

Rozwa┼╝ania Mirandora na temat handlarki w kurhanie wywo┼éa┼éy blady u┼Ťmiech na twarzy ch┼éopaka. O┼╝ywi┼é si─Ö nieco i zerkn─ů┼é w kierunku przybysza z P├│┼énocy.

- Niestety, nie mam ze sob─ů ┼╝adnych medykament├│w ani banda┼╝y ÔÇô powiedzia┼é. ÔÇô Teraz zdaje mi si─Ö, ┼╝e taki ekwipunek powinien stanowi─ç podstaw─Ö podczas podr├│┼╝y, ale kiedy wyrusza┼éem z zamku, wszystko zdawa┼éo si─Ö takie proste...
Na pewno jednak mam jedzenie. Nie ma tego zbyt wiele i nie b─Ödzie to posi┼éek godny kr├│lewskiego sto┼éu, ale na pewno posilimy si─Ö i ┼éatwiej nam b─Ödzie podj─ů─ç w─Ödr├│wk─Ö.

Wsta┼é powoli i ruszy┼é w kierunku pozostawionych nieopodal ogniska juk├│w. Przez chwil─Ö szpera┼é w torbie i wydoby┼é z niej starannie zapakowany suchy prowiant ÔÇô solone mi─Öso, chleb i kawa┼é twardego sera.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: ┼Ür, 25 lut 2009, 16:54 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Mirandor wymaca┼é w plecaku reszt─Ö banda┼╝y. A m├│g┼éby przysi─ůc ┼╝e w nocy zu┼╝y┼é ca┼éy.

- Znalaz┼éem banda┼╝, jesce mi zosta┼é w plecaku - wyj─ů┼é go i pokaza┼é Sylwavowi. - Pom├│c ci opatzy─ç ran─Ö? Tyle umiem.

Skierował wzrok na nieobecnego Konrada.

- Sybki mars odpada Konradzie, - powiedzia┼é zaniepokojony stanem m┼éodzie┼äca. Mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e z┼ée duchy dopad┼éy go tam na cmentarzu i teraz przez to by┼é chory. Nie umia┼é mu pom├│c, pomimo i┼╝ chcia┼é. Nie powiedzia┼é nic wi─Öcej, my┼Ťl─ůc jedynie o tym, ┼╝e przyda┼éby si─Ö szaman, kt├│ry odpowiedzia┼éby na jego pytania i uratowa┼é Konrada przed niechybn─ů zgub─ů.

Teraz w jego umy┼Ťle o┼╝y┼é sen z przekl─Ötym koniem...

Oj, szaman si─Ö przyda i mi... - pomy┼Ťla┼é i r─Öka bezwiednie pow─Ödrowa┼éa do rzemieni u pasa i przywieszonych tam ochronnych talizman├│w. Zacisn─ů┼é kosteczki i kamyczki w r─Öce jak silnie tylko m├│g┼é, licz─ůc na zbawienny cud, kt├│ry uratowa┼éby ich z opresji.

- Odpocnijmy i chod┼║my...


Ostatnio edytowano Wt, 10 mar 2009, 20:52 przez Mirandor, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: N, 1 mar 2009, 15:52 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
- Poradz─Ö sobie, Mir - odpowiedzia┼é, doprowadzaj─ůc si─Ö banda┼╝ami wielkoluda do stanu u┼╝ywalno┼Ťci.

- Mir dobrze kombinuje. Musimy zje┼Ť─ç, odpocz─ů─ç kilka godzin, po czym zabiera─ç dup─Ö w troki i nigdy tu nie wraca─ç. Dok┼éadnie w takiej kolejno┼Ťci. Dobrze, ┼╝e jeste┼Ťmy tak cholernie rozgarni─Öci, ┼╝e wpadamy na te wszystkie plany.

Natychmiast po tym, jak sko┼äczy┼é k┼éapa─ç paszcz─ů, przyst─ůpi┼é do konsumpcji specja┼é├│w podrzuconych przez Konrada.

- Jedzcie szybko, bo wystygnie - doda┼é z pe┼énymi ustami, po czym przysun─ů┼é si─Ö odrobin─Ö do Mirandora i szepn─ů┼é w jego stron─Ö: - Nie martw si─Ö o dzieciaka, staruszku. Musi sobie ca┼éy ten bajzel pouk┼éada─ç w g┼éowie. Zanim si─Ö obejrzysz, zn├│w b─Ödzie si─Ö zalotnie u┼Ťmiecha┼é do dziewek na ulicy. O ile kiedykolwiek to robi┼é.

Dobre samopoczucie wojownika by┼éo zaledwie poz─ů, kt├│ra mia┼éa przekona─ç wszystkich dooko┼éa, ┼╝e zab├│jca mag├│w jest twardy jak stal. W rzeczywisto┼Ťci robi┼é w gacie na my┼Ťl o tym, ┼╝e obrazy rzeczy, z kt├│rymi mia┼é do czynienia w katakumbach, nigdy nie opuszcz─ů jego umys┼éu.
Zdawa┼é sobie spraw─Ö, ┼╝e wpieprz jaki dosta┼é Konrad, by┼é wprost proporcjonalnie wi─Ökszy w stosunku do mi┼éo┼Ťci, jak─ů darzy┼é swojego wuja. Go┼éym okiem by┼éo wida─ç, ┼╝e jaka┼Ť cz─ůstka ch┼éopaka umar┼éa wraz z zaufaniem do kogokolwiek.


Ostatnio edytowano Wt, 10 mar 2009, 20:57 przez Sylwav, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczup┼éy, lecz odpowiednio wyrze┼║biony. W┼éosy smoli┼Ťcie czarne, lekko przys┼éaniaj─ůce blad─ů, g┼éadk─ů twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie wsp├│┼égraj─ů z ironicznym u┼Ťmiechem. Posta─ç ubrana jedynie w sk├│rzan─ů kurtk─Ö, obcis┼ée spodnie z tego┼╝ samego materia┼éu oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 3 mar 2009, 21:00 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Mirandor zn├│w pogr─ů┼╝y┼é si─Ö w my┼Ťlach, o co chodzi┼éo Sylwavowi ze stygni─Öciem... Przecie┼╝ strawa by┼éa zimna... Chyba ┼╝e potrafi┼é j─ů czarodziejsko podgrza─ç...
Postanowi┼é jednak milcze─ç i zje┼Ť─ç swoje suszone mi─Öso. Mo┼╝e kiepski mia┼é apetyt... ale zawsze by┼é to jaki┼Ť apetyt. Zaj─ů┼é si─Ö wi─Öc jedzeniem.

Po uwadze Sylwava, spojrzenie Mirandora zatrzyma┼éo si─Ö na Konradzie. Wygl─ůda┼é w ten spos├│b do┼Ť─ç... prymitywnie: muskularny cz┼éowiek ubrany w ┼Ťmierdz─ůce sk├│ry - jakby jego cia┼éo nie ┼Ťmierdzia┼éo - patrz─ůcy t─Öpo w jeden punkt i ┼╝uj─ůcy kawa┼é surowego mi─Ösa... Dzikus jak si─Ö patrzy.


Ostatnio edytowano Wt, 10 mar 2009, 21:00 przez Mirandor, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 10 mar 2009, 21:02 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Konrad zdawa┼é si─Ö nie zwraca─ç uwagi ani na towarzyszy, ani na plam─Ö krwi wok├│┼é rozci─Ötego r─Ökawa. Siedzia┼é zapatrzony w przestrze┼ä i w milczeniu prze┼╝uwa┼é chleb z serem. Na jego twarzy malowa┼é si─Ö wyraz skupienia ÔÇô mia┼é ┼Ťci─ůgni─Öte brwi i zmru┼╝one oczy, jakby chcia┼é dostrzec co┼Ť, co znajdowa┼éo si─Ö bardzo daleko. Dalej, ni┼╝ mog┼éyby dostrzec ludzkie oczy.
Wydawa┼é si─Ö by─ç bardziej przytomny ni┼╝ bezpo┼Ťrednio po powrocie z kurhanu, cho─ç nadal w tym samym stopniu odleg┼éy.

Jedzenie smakowa┼éo jak... ┼╝elazne racje. Sylvaw mia┼é wra┼╝enie, ┼╝e smaczniejsze by┼éyby podeszwy jego w┼éasnych but├│w. Nie zamierza┼é jednak wybrzydza─ç ÔÇô nie w takich okoliczno┼Ťciach... W tej chwili najwa┼╝niejsze by┼éo, ┼╝e zatamowa┼é krwawienie i nape┼énia┼é ┼╝o┼é─ůdek. O rozkosze podniebienia zadba─ç planowa┼é w mie┼Ťcie.
Nagle z cieni przesz┼éo┼Ťci zabrzmia┼éy s┼éowa, kt├│re kiedy┼Ť s┼éysza┼é:

Dziwnie krew pachnie ode mnie...
Sta┼éo si─Ö ÔÇô sta┼éo; teraz nadaremnie
┼╗a┼éowa─ç rzeczy. Sta┼éo si─Ö ÔÇô przeminie.
Z nas wszystkich kiedy┼Ť b─Öd─ů takie trupy.


Nie pami─Öta┼é, kto i kiedy je wypowiedzia┼é, ani w jakich okoliczno┼Ťciach. A jednak nagle wyda┼éy si─Ö idealnie pasowa─ç do jego ostatnich prze┼╝y─ç.
Nagle zrobiło mu się zimno.

Mirandor t─Öskni┼é za domem. Zastanawia┼é si─Ö, co tak naprawd─Ö podkusi┼éo go, by wyrusza─ç w te dziwaczne strony, zamieszkane przez ludzi, kt├│rzy bez wahania decydowali si─Ö zak┼é├│ca─ç spoczynek Przodk├│w i prowokowa─ç gniewne demony opieku┼äcze; w krainy, w kt├│rych skrzydlate horrory atakowa┼éy niewinnych podr├│┼╝nych, a dziwaczni osobnicy pojawiali si─Ö znik─ůd, by sta─ç na stra┼╝y porz─ůdku; w miejsce, kt├│re tak bardzo r├│┼╝ni┼éo si─Ö od tego, co dobrze zna┼é i rozumia┼é.
To, co przydarzy┼éo si─Ö jego towarzyszom, by┼éo dla niego oczywiste od samego pocz─ůtku ÔÇô nie potrafi┼é jedynie rozezna─ç si─Ö w ich motywacji ÔÇô dlaczego chcieli zrobi─ç co┼Ť tak straszliwie idiotycznego? Dlaczego nara┼╝ali swe nie┼Ťmiertelne duchy?
┼╗al mu by┼éo ch┼éopaka, kt├│ry got├│w by┼é ju┼╝ dba─ç o stada, ale jeszcze nie dor├│s┼é, by samotnie wyrusza─ç na polowania. Jakie plemi─Ö zmusza┼éo swe dzieci do ┼Ťwi─Ötokradztwa?



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: ┼Ür, 5 sie 2009, 19:18 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Mirandor zjad┼é to, co mu w udziale przypad┼éo. Jak dla takiego ch┼éopa jak on - ma┼éo, o wiele za ma┼éo. Zapolowa┼éby, bo to pozwoli┼éoby mu rozwia─ç wszystkie z┼ée my┼Ťli i wspomnienia. Zaj─ů┼éby sw├│j prosty umys┼é czym┼Ť po┼╝ytecznym i te┼╝ przyjemnym.

Nie my┼Ťla┼é ju┼╝ o Konradzie, zgodnie z rad─ů Sylwava. Jednak gdzie┼Ť wzrok utkwi─ç musia┼é. Teraz patrzy┼é na Sylwava, nie chcia┼é patrze─ç w ten nieprzyjazny las.

- Co teraz Sylwawie? - Przypomnia┼é mu si─Ö nocny go┼Ť─ç; - A widzieli┼Ťcie kogo┼Ť jesce tutaj? Oproc nas w okolicy.

Wsta┼é i poszuka┼é ┼Ťlad├│w. Gdy sobie przypomina┼é swego nocnego zbawc─Ö, to ├│w kto┼Ť musia┼é by─ç lekki, wi─Öc ┼Ťlady powinny by─ç p┼éytkie. ┼üatwo da┼éo si─Ö rozpozna─ç te, kt├│re zostawili Sylwav i Konrad, ci─Ö┼╝ej te w┼éasne... Po nocnej walce by┼éo ich wiele... Stara┼é si─Ö wi─Öc wypatrze─ç, sk─ůd i dok─ůd poszed┼é jego duch opiekun... O ile ten duch mia┼é stopy i nie pojawi┼é si─Ö z G├│rnego ┼Üwiata.


Ostatnio edytowano Wt, 11 sie 2009, 12:30 przez Mirandor, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: ┼Ür, 5 sie 2009, 22:26 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Cholera, nie mog─Ö si─Ö doczeka─ç, a┼╝ w ko┼äcu zaszczyc─Ö swoj─ů osob─ů jakie┼Ť miasto. Tak jest: kurtyzany ┼Ťwiata, Sylwav ju┼╝ do was idzie. Wpadn─Ö do pierwszego lepszego domu rozpusty, zam├│wi─Ö winko, jakie┼Ť zak─ůski, wynajm─Ö pok├│j, zabior─Ö ze sob─ů dw... trzy sztuki najprzedniejszego [i]mi─ůska, koniecznie z du┼╝ymi atrybutami, a p├│┼║niej...
[/i]

Nagle poklepa┼é si─Ö po kieszeniach. Nie us┼éyszawszy tak cudownie brzmi─ůcego i znanego brzd─Öku, zakl─ů┼é szpetnie.

Jajog┼éowi mnie rozpu┼Ťcili. Zapomnia┼éem, ┼╝e b─Ödzie trzeba zarobi─ç, ┼╝eby [i]pociurla─ç. No i oczywi┼Ťcie zje┼Ť─ç.
Jajog┼éowi... Cholera, czemu ja musz─Ö by─ç takim pieprzonym egoist─ů? Mam nadziej─Ö, ┼╝e jeszcze dychaj─ů.[/i]

- W tej okolicy? - g┼éos Mirandora wyrwa┼é go z zamy┼Ťlenia. - Nie, tu by┼éo, o dziwo, czysto, po prostu bajecznie - m├│wi─ůc ┼Ťledzi┼é wzrokiem w─Ösz─ůcego wok├│┼é olbrzyma. - Troszk─Ö inaczej sytuacja przedstawia┼éa si─Ö na dole, po przekroczeniu cholernej bramy piekie┼é, tudzie┼╝ zej┼Ťciu do katakumb. Por─ůbanych rzeczy znajduj─ůcych si─Ö w tamtym miejscu nie zapomn─Ö do... Czego ty tam si─Ö tak skradasz? Na wydr─Ö polujesz? Cz┼éowieku, zlituj si─Ö, odpocznij kilka godzin, jak wszyscy, ┼╝eby┼Ťmy mogli ju┼╝ uda─ç si─Ö w stron─Ö cywilizacji. Naprawd─Ö nic tu po nas - m├│wi─ůc to poklepa┼é zapraszaj─ůco pos┼éanie niedaleko siebie i Konrada.


Ostatnio edytowano Wt, 11 sie 2009, 12:42 przez Sylwav, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczup┼éy, lecz odpowiednio wyrze┼║biony. W┼éosy smoli┼Ťcie czarne, lekko przys┼éaniaj─ůce blad─ů, g┼éadk─ů twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie wsp├│┼égraj─ů z ironicznym u┼Ťmiechem. Posta─ç ubrana jedynie w sk├│rzan─ů kurtk─Ö, obcis┼ée spodnie z tego┼╝ samego materia┼éu oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 11 sie 2009, 13:05 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Nie znalaz┼észy ┼╝adnych trop├│w, niepocieszony Mirandor poszed┼é za rad─ů gadatliwego towarzysza i po┼éo┼╝y┼é si─Ö, by odpocz─ů─ç.

Wstali w okolicach południa. Szybko zebrali swoje rzeczy i ruszyli traktem.
Snuli si─Ö powoli w milczeniu - poranieni, zm─Öczeni, utykaj─ůcy i zamy┼Ťleni.

Konrad ko┼éysa┼é si─Ö miarowo w rytm ruchu wierzchowca, a jego twarz nie wyra┼╝a┼éa ┼╝adnych emocji. Ze spojrzeniem wbitym w dal i zaci┼Ťni─Ötymi ustami jecha┼é st─Öpa, by nie zmusza─ç towarzyszy do forsowania nadw─ůtlonych si┼é. Zdawa┼é si─Ö niemal wyrze┼║biony w kamieniu ÔÇô cichy i zdeterminowany, jak zakl─Öty.
Mirandor szed┼é ci─Ö┼╝ko, staraj─ůc si─Ö ignorowa─ç b├│l. Kimkolwiek by┼éa tajemnicza posta─ç, kt├│ra przysz┼éa mu z pomoc─ů, bez w─ůtpienia doskonale zna┼éa si─Ö na swojej robocie ÔÇô rany goi┼éy si─Ö i nie doskwiera┼éy tak, jak powinny bez nale┼╝ytego opatrzenia. Zdawa┼éo mu si─Ö, ┼╝e czu┼é je tak, jakby zosta┼éy zadane tydzie┼ä temu ÔÇô a nie kilka godzin ÔÇô ale by─ç mo┼╝e by┼éa to zas┼éuga ma┼Ťci, kt├│r─ů zosta┼é nasmarowany?
By┼é nieco zmartwiony zachowaniem ch┼éopaka, kt├│remu ÔÇô jak czu┼é ÔÇô nie by┼é w stanie pom├│c w ┼╝aden spos├│b. Cierpi─ůc─ů dusz─Ö m├│g┼é uleczy─ç jedynie szaman albo czas. Nie wystarczy┼éaby ma┼Ť─ç czy ÔÇô jak wydawali si─Ö wierzy─ç niekt├│rzy ÔÇô alkohol. Mirandor widywa┼é ju┼╝ takie zgaszone oczy u niekt├│rych ze swego plemienia. Nied┼éugo potem ich najwierniejszym towarzyszem stawa┼é si─Ö garniec kangkang, w kt├│rym topili swoje smutki i w─ůtpliwo┼Ťci.
Humor Sylwava tak┼╝e uleg┼é zmianie pod wp┼éywem pos─Öpnego milczenia towarzyszy. ┼╗artobliwy dystans, kt├│ry dotychczas udawa┼éo mu si─Ö zachowywa─ç, teraz przepad┼é gdzie┼Ť, a on sam zamy┼Ťli┼é si─Ö nad dziwaczno┼Ťci─ů miejsca, w kt├│re trafi┼é. Owszem ÔÇô spos├│b, w jaki si─Ö tu znalaz┼é, bez w─ůtpienia nie nale┼╝a┼é ani do najzwyklejszych ani do najwygodniejszych sposob├│w podr├│┼╝owania, ale nie dor├│wnywa┼é temu, co zasta┼é na miejscu: nawiedzone cmentarzysko, magiczne upiory, niezbyt rozgarni─Öty rycerzyk, kt├│ry mia┼é jeszcze mleko pod nosem ÔÇô to wszystko pasowa┼éo bardziej do ksi─ů┼╝ki z bajkami, ni┼╝ do jakiegokolwiek realnego ┼╝ycia! Zastanawia┼é si─Ö, co jeszcze czeka go w mie┼Ťcie, do kt├│rego zmierzali ÔÇô mo┼╝e smok?

Droga prowadziła ich ku oczekiwanemu odpoczynkowi.
Nikt si─Ö nie skar┼╝y┼é, nikt nie narzeka┼é, nikt nie m├│wi┼é na temat tego, co zostawili za sob─ů. W zasadzie ÔÇô nikt nie m├│wi┼é, poza kr├│tkimi postojami, kt├│re robili, by da─ç odpocz─ů─ç zm─Öczonym mi─Ö┼Ťniom i zje┼Ť─ç co┼Ť, by mie─ç si┼é─Ö na kolejne godziny marszu.
Do noclegu tak┼╝e przygotowali si─Ö w ciszy.

Kiedy wreszcie w okolicy po┼éudnia kolejnego dnia zza zakr─Ötu wynurzy┼éy si─Ö mury Thoris, Sylwav drgn─ů┼é, a w jego oczach zap┼éon─ů┼é p┼éomie┼ä podniecenia. Jego towarzysze nie podzielali jednak jego ekscytacji, wi─Öc ostatni odcinek trasy wysoki wojownik pokona┼é kilkana┼Ťcie metr├│w przed Konradem i Mirandorem, kt├│rzy wlekli si─Ö noga za nog─ů ÔÇô pierwszy z powodu prze┼╝ywanego cierpienia, drugi ÔÇô zm─Öczenia i ran.
Niedaleko od bramy, przy kt├│rej dostrzec mo┼╝na by┼éo dw├│ch ┼╝o┼énierzy, Sylwav zwolni┼é i poczeka┼é, a┼╝ ch┼éopak i dzikus zr├│wnaj─ů si─Ö z nim.

- Dotrzyma┼éem s┼éowa, wojowniku ÔÇô g┼éos m┼éodzie┼äca by┼é powa┼╝ny i spokojny, a jednak by┼éo w nim co┼Ť, co sprawi┼éo, ┼╝e po plecach Sylwava przebieg┼é dreszcz. Zaniepokojony spojrza┼é na je┼║d┼║ca. - Obieca┼éem, ┼╝e doprowadz─Ö ci─Ö do miasta i tak uczyni┼éem. Tutaj nasze drogi si─Ö rozchodz─ů. Dzi─Ökuj─Ö wam za pomoc, mam nadziej─Ö, ┼╝e uda nam si─Ö jeszcze spotka─ç, bym podzi─Ökowa┼é tak, jak godzi si─Ö to uczyni─ç. Teraz jednak czekaj─ů na mnie pilniejsze sprawy, kt├│rymi powinienem si─Ö zaj─ů─ç.

Spi─ů┼é konia ostrogami i rzuci┼é czym┼Ť w zdziwionego towarzysza. Sylwav odruchowo z┼éapa┼é niewielki sk├│rzany mieszek.

- Pewnie wam si─Ö przyda w mie┼Ťcie! - krzykn─ů┼é jeszcze odje┼╝d┼╝aj─ůcy galopem ch┼éopak, zostawiaj─ůc za sob─ů dw├│ch oniemia┼éych z zaskoczenia m─Ö┼╝czyzn.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Wt, 11 sie 2009, 22:33 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Nie lubi┼é takiej ponurej atmosfery - jego ┼╝ywio┼éem by┼éa rozmowa, przekomarzanie si─Ö, jaka┼Ť riposta je┼Ťli szcz─Ö┼Ťcie dopisze, nie za┼Ť grobowa cisza i to w dodatku w podr├│┼╝y ku dobrze zapowiadaj─ůcej si─Ö przysz┼éo┼Ťci. Ale rozumia┼é, a przynajmniej stara┼é si─Ö zrozumie─ç, stan Konrada.
Rana M┼éodego - teraz zda┼é sobie z tego w pe┼éni spraw─Ö - by┼éa czym┼Ť znacznie powa┼╝niejszym ni┼╝ okazjonalny cier┼ä w ty┼éku. Zosta┼é skrzywdzony na ca┼ée ┼╝ycie, a lekarstwo na wszystko - czas - zdawa┼éo si─Ö ju┼╝ nie zapewnia─ç powrotu pacjenta do zdrowia. Sylwav poczu┼é, ┼╝e wola┼éby nie zostawia─ç ch┼éopaka samemu sobie, ┼╝e towarzystwo przyjaznych mu ludzi mog┼éo przynajmniej za┼éagodzi─ç b├│l. Jednak decyzja nale┼╝a┼éa do m┼éodego rycerza, kt├│ry otrzyma┼é od ┼╝ycia swojego pierwszego wi─Ökszego kopniaka w zad.

Pozostawi┼é te smutne my┼Ťli by dog┼é─Öbniej przeanalizowa─ç swoje po┼éo┼╝enie.

W porz─ůdku, sytuacja si─Ö poprawi┼éa. Przynajmniej w moim przypadku. Zmierzam w konkretnym kierunku, mam jasny cel i d─ů┼╝─Ö do jego realizacji - pozna─ç kurtyzany, tfu! Ratowa─ç jajog┼éowych.

Na chwil─Ö przesta┼é analizowa─ç, pozwoli┼é my┼Ťlom p┼éyn─ů─ç samodzielnie. Nag┼éy skurcz twarzy sugerowa┼é, ┼╝e jej w┼éa┼Ťciciel albo ze┼╝ar┼é skrzyni─Ö cytryn, albo u┼Ťwiadomi┼é sobie co┼Ť wyj─ůtkowo niewygodnego.

Co si─Ö, kurna, dzieje?! Niedawno atakowa┼éy mnie cholerne szkielety! A p├│┼║niej do mnie przemawia┼éy! Ca┼éy tamten cmentarz by┼é jakby wyj─Öty z zupe┼énie innej bajki. Zara... a propos bajek. Sk─ůd┼Ť znam te historyjki o dzielnych rycerzach i niedobrych umarlakach. ┼Üwitaj─ů mi w g┼éowie te g┼éupie baj─Ödy, kt├│rymi karmi si─Ö ma┼ée dzieci. Dawniej mnie zreszt─ů pewnie te┼╝.
To siedzi w moim umy┼Ťle.
A je┼Ťli ci cholerni czarokleci wcale nie wys┼éali mnie teleportem na drugi koniec ┼Ťwiata? A je┼Ťli le┼╝─Ö teraz u nich, nieprzytomny, na jakim┼Ť pieprzonym blacie, a oni, karmi─ůc mnie jakimi┼Ť wspomnieniami z dzieci┼ästwa, bym si─Ö nie obudzi┼é, kroj─ů mnie i eksperymentuj─ů na...
Nie! Przesta┼ä chrzani─ç od rzeczy. To wszystko jest realne, a przynajmniej tak zdaj─Ö si─Ö to wszystko odczuwa─ç. Zaraz dotr─Ö do miasta i zobacz─Ö, jak bardzo realny ten ┼Ťwiat potrafi by─ç.


Gdy po podr├│┼╝y trwaj─ůcej ca┼é─ů wieczno┼Ť─ç dojechali na miejsce, Sylwav niemal przebi┼é si─Ö przez bram─Ö miasta tylko po to, by uciec przed otwart─ů przestrzeni─ů i skry─ç si─Ö w jakiej┼Ť karczmie, tudzie┼╝ zamtuzie. W obawie przed przykrymi konsekwencjami takiego procederu po prostu przyspieszy┼é.
Wysłuchał chłopaka, a jego zaskoczeniu nie było końca.

- Konrad! - krzykn─ů┼é z wyrzutem, po tym jak ch┼éopak si─Ö oddali┼é.
- M┼éody - pokr─Öci┼é g┼éow─ů - ty biedny sukinsynu...

Zamacha┼é mieszkiem w stron─Ö ch┼éopaka, dzi─Ökuj─ůc mu. Odruchowo zwa┼╝y┼é sakw─Ö w d┼éoni, i ukradkiem wysypa┼é zawarto┼Ť─ç na grab─Ö. Spojrza┼é na olbrzyma.

- Wygl─ůda na to, ┼╝e zostali┼Ťmy sami. - Przeliczy┼é monety i wr─Öczy┼é po┼éow─Ö Mirandorowi. - Cieszymy si─Ö? - u┼Ťmiechn─ů┼é si─Ö przyja┼║nie po czym spojrza┼é w stron─Ö stra┼╝nik├│w. - Pozw├│l, ┼╝e to ja b─Öd─Ö gada┼é.

Nie poczekawszy na potwierdzenie b─ůd┼║ zaprzeczenie olbrzyma, podszed┼é do przedstawicieli prawa dzielnie i zacnie stacjonuj─ůcych przy bramie.

- Prawi m─Ö┼╝owie, - przem├│wi┼é g┼éosem nie pozostawiaj─ůcym w─ůtpliwo┼Ťci co do tego, ┼╝e jego w┼éa┼Ťciciel by┼é na wskro┼Ť prawy. Jednocze┼Ťnie ukrywa┼é rany na ciele i powstrzymywa┼é si─Ö od grymasu b├│lu. - Czy znalaz┼éoby si─Ö miejsce w waszym przednim mie┼Ťcie dla dw├│ch strudzonych podr├│┼╝nik├│w? Zapewniam, ┼╝e nie b─Ödziemy sprawia─ç k┼éopot├│w.


Ostatnio edytowano So, 22 sie 2009, 23:53 przez Sylwav, ┼é─ůcznie edytowano 2 razy


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczup┼éy, lecz odpowiednio wyrze┼║biony. W┼éosy smoli┼Ťcie czarne, lekko przys┼éaniaj─ůce blad─ů, g┼éadk─ů twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie wsp├│┼égraj─ů z ironicznym u┼Ťmiechem. Posta─ç ubrana jedynie w sk├│rzan─ů kurtk─Ö, obcis┼ée spodnie z tego┼╝ samego materia┼éu oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: N, 16 sie 2009, 20:07 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Nie wiedzia┼é, co m├│wi─ç w trakcie trasy, wi─Öc milcza┼é przebieraj─ůc nogami.
Nie zastanawia┼é si─Ö nad celem podr├│┼╝y. Nie zna┼é okolicy i zaufa┼é, ┼╝e inni wiedz─ů, dok─ůd id─ů. Czas mija┼é, a Mirandor krocz─ůc b┼é─ůdzi┼é my┼Ťlami po prostych zau┼ékach swego umys┼éu, szukaj─ůc czego┼Ť, co pozwoli┼éoby mu zaj─ů─ç czas na jak najd┼éu┼╝ej. Chcia┼é ┼Ťpiewa─ç - chocia┼╝ nuci─ç - lecz towarzystwo onie┼Ťmiela┼éo go i powstrzymywa┼éo jego barbarzy┼äskie za┼Ťpiewki.
Szedł w ciszy.
W ko┼äcu gdy ukaza┼éo im si─Ö miasto, spos─Öpnia┼é. Zn├│w trafia┼é do dziwnej osady z dziwnymi domami, mrowiem ludzi, kt├│rzy na widok Mirandora mogli co najwy┼╝ej wytkn─ů─ç go palcem, zakl─ů─ç, mo┼╝e splun─ů─ç i odej┼Ť─ç. Nie lubi┼é tutejszych - niego┼Ťcinnych w jego opinii - miast. Wola┼é ich unika─ç. Cho─ç teraz mia┼é swoj─ů "tarcz─Ö" - Konrada i Sylwava. Oni wiedzieli, co robi─ç w tym ludzkim osiedlu.

Tym bardziej zabola┼éo go odej┼Ťcie Konrada. Zna┼é go kr├│tko, ale nie m├│g┼é powiedzie─ç, ┼╝e jego towarzystwo mu nie odpowiada┼éo. Jego tarcza na nieprzyjaznych mu ludzi zmala┼éa do Sylwava - czasem tak dziwnie m├│wi─ůcego, ┼╝e nie sz┼éo go zrozumie─ç.
Zamacha┼é Konradowi na po┼╝egnanie, cho─ç w g┼é─Öbi duszy nie by┼é pewien, ┼╝e zobaczy┼é go ostatni raz w ┼╝yciu. Na P├│┼énocy by┼éo to nie do pomy┼Ťlenia: zobaczy─ç kogo┼Ť ostatni raz. Tam zawsze si─Ö wraca┼éo...

W┼éa┼Ťnie, Mirciu, tam si─Ö wraca. I ty powiniene┼Ť wr├│ci─ç. Ju┼╝ teraz. Do domu. Marsz.
Mo┼╝e jednak p├│┼║niej...
- przesz┼éo mu przez my┼Ťl, gdy Sylwav rzuci┼é mu cz─Ö┼Ť─ç zawarto┼Ťci sakiewki. Nie z pazerno┼Ťci lub chciwo┼Ťci. Raczej ze zwyk┼éej ciekawo┼Ťci przyjrza┼é si─Ö zawarto┼Ťci d┼éoni. I zn├│w wielki obcy ┼Ťwiat przyt┼éoczy┼é go. - Co to jest? Ile to jest warte? Do czego ma mi to pos┼éu┼╝y─ç?

Spojrza┼é na Sylwava zagubiony, wzrokiem wr─Öcz prosz─ůc o pomoc, co powinien zrobi─ç z "tym". Lecz jego kompan ju┼╝ rozmawia┼é z lud┼║mi przy bramie....


Ostatnio edytowano N, 23 sie 2009, 00:02 przez Mirandor, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: N, 23 sie 2009, 00:07 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
┼╗aden z nich nie zna┼é monet, kt├│re znajdowa┼éy si─Ö w sakiewce Konrada, ale obaj mieli nadziej─Ö, ┼╝e wystarczy tego cho─çby na przyzwoity posi┼éek i nocleg. Kilka kr─ů┼╝k├│w wykonanych by┼éo ze z┼éota ÔÇô by─ç mo┼╝e kupi─ů za to wi─Öcej ni┼╝ jedn─ů spokojn─ů noc?

Stra┼╝nicy patrzyli na przybysz├│w z nieufno┼Ťci─ů zmieszan─ů z zaskoczeniem. Zaiste ÔÇô dw├│ch podr├│┼╝nik├│w tworzy┼éo zadziwiaj─ůcy duet: wysoki i szczup┼éy Sylwav ubrany w l┼Ťni─ůcy czarny str├│j z niezwykle g┼éadko wyprawionej sk├│ry nosi┼é na twarzy wyraz niezachwianej pewno┼Ťci siebie, a muskularn─ů pier┼Ť pr─Ö┼╝y┼é jak ┼╝o┼énierz podczas inspekcji wojsk; otulony w sk├│ry zwierz─ůt zgarbiony nieco Mirandor sprawia┼é za┼Ť wra┼╝enie zawstydzonego swoim rozmiarem, a brodata twarz okolona grubymi br─ůzowymi w┼éosami wyra┼╝a┼éa jedynie zagubienie i zdradza┼éa niezmierzone morze obaw k┼é─Öbi─ůcych si─Ö w jego duszy.

Wreszcie jeden z gwardzistów zdecydował się odpowiedzieć:

- Thoris to miasto otwarte ÔÇô m├│wi┼é powoli, starannie dobieraj─ůc s┼éowa. - Cho─ç dziwnie wygl─ůdacie, zagro┼╝eniem chyba nie jeste┼Ťcie. Wchod┼║cie i pami─Ötajcie, ┼╝e tu nie tylko stra┼╝nicy, ale i sami miszka┼äcy tward─ů r─Ök─ů strzeg─ů swego spokoju.

Zamilk┼é na chwil─Ö, wpatrzony w zwalist─ů sylwetk─Ö Mirandora.

- Mam tylko nadziej─Ö, ┼╝e zachowa─ç si─Ö umicie i nie b─Ödziecie nas zmusza─ç do szarpaniny... Mamy tu, co prawda, lochy, ale nikt w nich zbyt d┼éugo miejsca nie zagrza┼é... - zmarszczy┼é brwi, ale zrobi┼é krok w ty┼é, daj─ůc drugiemu ┼╝o┼édakowi znak, by uczyni┼é to samo.

Sylwav patrzył uważnie na strażników.
Je┼Ťli to oni mieli stanowi─ç ÔÇ×mur obronnyÔÇŁ pomi─Ödzy mieszka┼äcami miasta a zagro┼╝eniami z zewn─ůtrz, to wsp├│┼éczu┼é mieszczanom.
Ten, kt├│ry m├│wi┼é, mia┼é szczer─ů, niezbyt bystr─ů twarz wie┼Ťniaka i sylwetk─Ö zdradzaj─ůc─ů zbyt ma┼éo trening├│w i zbyt sute posi┼éki. Jego mundur dawno nie zazna┼é solidnego czyszczenia, a bro┼ä pami─Öta┼éa du┼╝o lepsze czasy.

Pewnie jakie┼Ť pi─Ö─çdziesi─ůt lat temu...

Drugi obnosi┼é dumnie pierwszy rzadki zarost i ┼Ťciska┼é drzewce halabardy jakby si─Ö ba┼é, ┼╝e zemdleje z upa┼éu. Zerka┼é wci─ů┼╝ niepewnie to na swego towarzysza, to na przybysz├│w, a na czole perli┼é mu si─Ö pot. Cz─Ö┼Ťciowo pewnie z gor─ůca.

Musz─ů tu mie─ç bardzo spokojne ┼╝ycie, albo potworne problemy kadrowe... ÔÇô pomy┼Ťla┼é drwi─ůco Sylwav.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: N, 23 sie 2009, 17:37 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Sylwav mia┼é nadziej─Ö na tak─ů odpowied┼║ stra┼╝nik├│w. Jakkolwiek nieprofesjonalnie si─Ö prezentowali, poprawili mu humor w sumie pozytywnym nastawieniem do niego i Mirandora. Bo te pomniejsze uwagi i podejrzliwe spojrzenia ka┼╝dy stra┼╝nik mia┼é wpisane w genach.

Przekroczywszy bram─Ö poczu┼é si─Ö jak nowo narodzony. Podni├│s┼é g┼éow─Ö do g├│ry, wci─ůgn─ů┼é z u┼Ťmiechem na ustach miejskie powietrze ┼Ťmierdz─ůce dymem, dobrami z targ├│w i wszelkiego rodzaju fekaliami wylanymi na ulice, i rykn─ů┼é rado┼Ťnie. Jego weso┼éo┼Ťci nie popsu┼é nawet gwa┼étowny dreszcz przebiegaj─ůcy mu po plecach, a wywo┼éany spojrzeniem na niebo.
Pierwszy raz w swoim kr├│tkim ┼╝yciu dozna┼é miejskiej wolno┼Ťci. Zwykle podczas eskapad do byle wioski by┼é pod opiek─ů naukowc├│w i zbrojnych gotowych odda─ç za niego ┼╝ycie, a tak┼╝e nie zezwalaj─ůcych mu na jakikolwiek ruch wbrew woli Argutum, dla kt├│rego Sylwav by┼é w┼Ťr├│d r├│┼╝norodnej palety wynalazk├│w najcenniejszy. Tote┼╝ jego pobyt poza murami siedziby jajog┼éowych ogranicza┼é si─Ö do zatrzymywania si─Ö w jakiej┼Ť gospodzie, jedzeniu szybkiego posi┼éku, kr├│tkim wypoczynku i ruszaniu w dalsz─ů drog─Ö tropem aktualnie poszukiwanego maga. Kolejne miasta przybiera┼éy w jego g┼éowie wygl─ůd budowli, przy kt├│rych jego eskorta raczy┼éa si─Ö zatrzymywa─ç - zawsze incognito.
Miał w tej chwili ochotę specjalnie zwlekać z ratunkiem, żeby tylko móc w pełni wykorzystać dany mu przez los czas.

Wojownik by┼é tak zadowolony, ┼╝e jego umys┼é sam zmusi┼é swego w┼éa┼Ťciciela do wyta┼äczenia na ┼Ťrodku ulicy bli┼╝ej niezidentyfikowanego uk┼éadu choreograficznego. ┼Ümia┼é si─Ö przy tym do rozpuku. Przejmuj─ůcy b├│l, jakim odpowiedzia┼éo cia┼éo b┼éyskawicznie sprowadzi┼é Sylwava na ziemi─Ö. W przeno┼Ťni, jak i dos┼éownie.

- O zaraza! - z┼éapa┼é si─Ö za udo. - Trzeba mi znale┼║─ç jaki┼Ť lazaret, Mir - wyst─Öka┼é, pr├│buj─ůc podnie┼Ť─ç si─Ö z ziemi i otrzepa─ç si─Ö z kurzu. - Musz─Ö wymy┼Ťli─ç jak─ů┼Ť historyjk─Ö co do przyczyn mojego jak┼╝e nie wyj┼Ťciowego stanu. Chyba sprzedam wym├│wk─Ö numer 28 - napad bandyt├│w - rozpatrywa┼é mo┼╝liwo┼Ťci, pocieraj─ůc si─Ö jednocze┼Ťnie po brodzie z min─ů jak ma┼épa z zatwardzeniem. Nie wiadomo, czy wywo┼éan─ů b├│lem, czy intensywnym my┼Ťleniem.

Zagada┼é najbli┼╝sz─ů osob─Ö, gdzie znajdzie interesuj─ůcy go budynek, po czym nie zwlekaj─ůc ani chwili d┼éu┼╝ej, postanowi┼é uda─ç si─Ö we wskazanym kierunku.

- Idziesz, wielkoludzie?


Ostatnio edytowano Pn, 24 sie 2009, 13:06 przez Sylwav, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczup┼éy, lecz odpowiednio wyrze┼║biony. W┼éosy smoli┼Ťcie czarne, lekko przys┼éaniaj─ůce blad─ů, g┼éadk─ů twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie wsp├│┼égraj─ů z ironicznym u┼Ťmiechem. Posta─ç ubrana jedynie w sk├│rzan─ů kurtk─Ö, obcis┼ée spodnie z tego┼╝ samego materia┼éu oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Pn, 24 sie 2009, 21:10 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Cz, 23 sie 2007, 19:49
Posty: 130
Mirandor nic nie powiedział podczas rozmowy Sylwava ze strażnikami. Nie wiedział, po co, ani co miałby mówić.

Wszedł za swoim towarzyszem do miasta nie dlatego, że chciał albo musiał. Zrobił to, bo nie wiedział, co innego miałby teraz zrobić. Po prostu szedł za Sylwavem.
Nie zachwyca┼é si─Ö okolic─ů jak jego kompan. Dla przybysza z P├│┼énocy miasto by┼éo tylko sm─Ötnym miejscem pe┼énym bezdusznych ludzi.
Nie poruszy┼é go tak┼╝e taniec na ulicy. Pomimo i┼╝ by┼éo to dla niego co┼Ť absolutnie dziwnego i niezrozumia┼éego, nie odezwa┼é si─Ö.

Może tak tu się robi? A może i ja muszę tak tańczyć? Nie, raczej nie zrobię tego.

- Lazaret? - Powiedział cicho. - I jacy bandyci? - nieco się ożywił - Na cmentaru napadnięto was? Nie słysałem walki.

Bo mo┼╝e zag┼éuszy┼éa j─ů walka z twoim z┼éym duchem? Mo┼╝e to by┼é boski plan? - zamy┼Ťli┼é si─Ö ca┼ékiem na powa┼╝nie.

- Napad┼é was tam kto┼Ť? Powiedz, pros─Ö.

Wszystko ułożyło się w nieco pokraczny sposób w głowie Mirandora, który teraz wpatrywał się w towarzysza w oczekiwaniu na odpowiedź.
Dalej nie wiedz─ůc, co to lazaret, poszed┼é wolno za Sylwavem, boj─ůc si─Ö tego dziwnego miasteczka.


Ostatnio edytowano N, 30 sie 2009, 00:27 przez Mirandor, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: Cz, 27 sie 2009, 18:40 
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
- Ta, zostali┼Ťmy zaatakowani po zej┼Ťciu do katakumb. I wiesz co? Te twoje bajki o duchach by─ç mo┼╝e nie s─ů tylko bajkami. Ale nie chc─Ö o tym gada─ç. Ze wszystkich temat├│w nie do poruszania, ten znajduje si─Ö w ┼Ťcis┼éej czo┼é├│wce. Pierwsza tr├│jka jak w mord─Ö strzeli┼é - zako┼äczy┼é rozmow─Ö i, widok to niecodzienny w jego przypadku, zas─Öpi┼é si─Ö nieco, po czym powr├│ci┼é do czynno┼Ťci, kt├│rej uprawia┼é ostatnio dosy─ç sporo - my┼Ťlenia.

"Panie doktorze, by┼éo ich pi─Öciu". Nie, nie uwierzy. To mo┼╝e: "Wzi─Ö┼éo nas z zaskoczenia trzech r─Öbaj┼é├│w. Dziwowaniu si─Ö nie by┼éo ko┼äca, a jak to bywa z takim dziwowaniem - w ko┼äcu musi doj┼Ť─ç do tragedii. Jeden ci─ů┼é mnie po nodze, kompanowi te┼╝ si─Ö dosta┼éo. Ale jak doktor widzi, my nie pierwsi lepsi podr├│┼╝nicy, a i do dania komu┼Ť w mord─Ö d┼éugo nas namawia─ç nie trzeba. Tote┼╝ wnet si─Ö odkuli┼Ťmy, ale nie chc─Ö doktora zanudza─ç szczeg├│┼éami. Do┼Ť─ç powiedzie─ç, ┼╝e niepr─Ödko pozbieraj─ů si─Ö do kupy". Hmm, powiedzmy, ┼╝e mo┼╝e by─ç.

Sylwav by┼é zadowolony, je┼Ťli chodzi o estetyk─Ö miasta. Jak na syf, w kt├│rym nie raz musia┼é si─Ö babra─ç, Thoris by┼éo ze wszech miar zadbane. Stara┼é si─Ö nie rozgl─ůda─ç zbytnio - jajog┼éowi nie raz straszyli go opowie┼Ťciami, kt├│re traktowa┼éy o tym, jakimi ┼éatwymi zdobyczami s─ů dla kieszonkowc├│w tury┼Ťci.
Doj┼Ťcie do upragnionej budowli zaj─Ö┼éo im jaki┼Ť kwadrans. Zanim ich oczom ukaza┼é si─Ö sam budynek, mieli okazj─Ö nacieszy─ç oczy upstrzonym kolorowymi kamienicami placem, kt├│ry dodatkowo przyozdobiony by┼é pomnikiem brodatego starca z psem u st├│p. Sylwav przywita┼é si─Ö ze staruszkiem, po czym ruszy┼é w stron─Ö szarego budynku - lazaretu. Nad drzwiami frontowymi znajdowa┼é si─Ö symbol kija oplecionego par─ů w─Ö┼╝y i zwie┼äczonego, zdaje si─Ö, go┼é─Öbimi skrzyd┼éami.

- Nie ma to jak por─ůbana symbolika - mrukn─ů┼é do siebie. Spojrza┼é w stron─Ö Mira: - To w drog─Ö.

Przekroczył próg, po czym wykrzyczał:

- Zastałem w domu doktora?!


Ostatnio edytowano N, 30 sie 2009, 00:34 przez Sylwav, ┼é─ůcznie edytowano 1 raz


_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczup┼éy, lecz odpowiednio wyrze┼║biony. W┼éosy smoli┼Ťcie czarne, lekko przys┼éaniaj─ůce blad─ů, g┼éadk─ů twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie wsp├│┼égraj─ů z ironicznym u┼Ťmiechem. Posta─ç ubrana jedynie w sk├│rzan─ů kurtk─Ö, obcis┼ée spodnie z tego┼╝ samego materia┼éu oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytu┼é:
PostNapisane: N, 30 sie 2009, 00:35 
Mistrz Gry
Avatar u┼╝ytkownika

Do┼é─ůczy┼é(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Sylwav musia┼é zatrzyma─ç si─Ö gwa┼étownie, by nie zderzy─ç si─Ö z wysokim mi─Ö┼Ťniakiem w szarej sukni. Przebieraniec patrzy┼é na niego zaskoczony.

- Witam - powiedzia┼é spokojnie. - Owszem, pan Tregarth jest w swoim gabinecie, ale przyjmuje w┼éa┼Ťnie pacjentk─Ö.

Zab├│jca mag├│w raz jeszcze obrzuci┼é rozbawionym spojrzeniem str├│j ch┼éopaka i rysuj─ůce si─Ö pod warstw─ů tkaniny mi─Ö┼Ťnie. Za plecami blokuj─ůcego korytarz m┼éodzie┼äca dostrzeg┼é brudnego obdartusa przygl─ůdaj─ůcego mu si─Ö badawczo.

- Je┼╝eli racz─ů panowie przej┼Ť─ç do ogrodu i poczeka─ç na swoj─ů kolej, - zaproponowa┼é ten w sukience, - medyk przyjmie was, gdy sko┼äczy.

Zapraszam pan├│w do SZPITALA.



_________________
Tch├│rz nie zazna ┼╝ycia,
Bohater nie zazna ┼Ťmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wy┼Ťwietl posty nie starsze ni┼╝:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 1 [ Posty: 22 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegl─ůda forum

U┼╝ytkownicy przegl─ůdaj─ůcy ten dzia┼é: Brak zidentyfikowanych u┼╝ytkownik├│w i 0 go┼Ťci


Nie mo┼╝esz rozpoczyna─ç nowych w─ůtk├│w
Nie mo┼╝esz odpowiada─ç w w─ůtkach
Nie mo┼╝esz edytowa─ç swoich post├│w
Nie mo┼╝esz usuwa─ç swoich post├│w

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne u┼╝ytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u