Nieproszony Gość

Nadrzeczne miasteczko kupieckie odgrywające niebagatelną rolę w handlu piwem i tkaninami. Miejsce, gdzie dokonuje się nie tylko transakcji handlowych, ale i wymiany informacji...

Moderator: Strażnicy

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Tue, 6 Apr 2010, 12:58

Kobieta słuchała uważnie, patrząc na Feliksa z pazernym uśmiechem na twarzy. Jej oczy zalśniły, gdy wspomniał o przyjęciu. Przez chwilę milczała, a gdy wreszcie zaczęła odpowiadać, mówiła powoli, zastanawiając się nad czymś intensywnie.

- Cóż... nie wiem, czy są najlepsze - skrzywiła się z wyższością, - ale najwyżej cenią się dziewczyny z Pałacu Tańca. Zresztą sam wiesz najlepiej... Wielki piękny dom, wysokie stawki, kosztowne kiecki. Osobiście uważam, że te chude szkapy nie mogą się równać z prawdziwymi kobietami, ale wielu bogaczy najwyraźniej ma do nich słabość...
Więc jeśli zamierzają wynająć kurwtyzany, to pewnie zapłacą Lienbergowi...

Pałac Tańca Arne Lienberga niewiele miał wspólnego z tańcem - chyba że komuś chodziło o widok rozkołysanych biustów i kilku pasków zwiewnego materiału. Ale nazwa łatwo wpadała w ucho i brzmiała wystarczająco elegancko, by podnieść stawki zatrudnianych tam "dziewcząt" o trzysta procent.
Klientela najbardziej wyrafinowanego zamtuza w Ascanthii rekrutowała się z najwyższych warstw społecznych - zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych. Bywali tam bogaci kupcy i mieszczanie, przedstawiciele szlachty i arystokraci - nie przyznawali się do tego, ale wszyscy i tak wiedzieli... Choć nie od personelu Pałacu, bo ludzie Lienberga byli lojalni i dyskretni.
Feliks widział Pałac Tańca nie raz, choć nigdy nie udało mu się dostać do środka.

- A gdzie zamierzają zorganizować to przyjęcie?

Wzrok Kiebduja wciąż lustrował ulicę, przesuwając się po twarzach przechodniów. Mężczyzna zastanawiał się, czy ewentualny napastnik podejmowałby jeszcze pogoń po takim czasie, gdy nagle jego uwagę przykuł ubrany w ciemny kaftan mężczyzna.
Nieznajomy szedł dość szybkim krokiem, łypiąc na prawo i lewo spod strzechy jasnych włosów. Feliks nie mógł przyjrzeć się jego twarzy, ale dostrzegł kord zwisający przy pasie i lekkie wybrzuszenie tkaniny na piersi - bez wątpienia ukryto tam coś niedużego. Mężczyzna przyglądał się mijanym ludziom i uważnie obserwował budynki.

- No powiedz-że, - przymilny głos Beli i kuksaniec w bok przywróciły Kiebdujowi poczucie rzeczywistości. Nieznajomy zniknął za rogiem budynku, a dorodna kobieta patrzyła na Feliksa wyczekująco.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Feliks Kiebduj
Posts: 48
Joined: Wed, 25 Jun 2008, 22:13
Location: mobilny jestem
Contact:

Re: Nieproszony Gość

Post by Feliks Kiebduj » Sat, 22 May 2010, 23:34

W Ascanthii, jak zapewne i w innych rejonach świata, władzę miał ten, kto miał informacje. Najlepiej takie informacje, których nie miał nikt inny. A kto miał władzę, ten miał też pieniądze. Więc przemykający się mężczyzna z tajemniczym pakunkiem pod kaftanem wyglądał dla Feliksa jak wielka biegnąca sakiewka.

- Wybacz, Bella, muszę iść. Znajdziemy się jeszcze wieczorem. – Feliks ruszył zdecydowanym krokiem w stronę ulicy, którą przechodził nieznajomy. Wiedział, że ton jego wypowiedzi nie dopuszczał choćby cienia sprzeciwu. Dyskusja z kurtyzaną, nawet bardzo krótka, była wykluczona.

Śledzenie człowieka samemu pozostając niezauważonym to nie jest prosta sprawa. Trzeba wyglądać jak zwykły przechodzień. Wyglądać niepozornie nie tylko w oczach śledzonego, w których najlepiej w ogóle się nie znaleźć, ale i w oczach osób postronnych. A ja jestem w tym cholernie dobry. Na moje nieszczęście próbuję złapać trzy sroki za ogon i własnej ciekawości pohamować nie umiem. Ktoś próbuje mnie zabić, a ja co robię? Wałęsam się po ulicach.
"... You may regret it
Careful what you wish
You just might get it ..."

Metallica

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Sat, 16 Oct 2010, 02:30

Feliks musiał iść dość szybko, by dotrzymać kroku śledzonemu. Na szczęście Ascanthia była miastem żyjącym prędko i intensywnie; wielu ludzi spieszyło do swoich spraw, wozy przetaczały się po bruku do wtóru końskich kopyt; dzieci i psy biegały pomiędzy przechodniami, a od czasu do czasu nad gwarem portu rozlegał się łopot skrzydeł i przenikliwy krzyk mewy.

Nieznajomy maszerował dziarsko, a jego gęste jasne włosy wyróżniały go w tłumie. Z portu skierował się ku centrum miasta, a już po chwili szedł w dół ku dzielnicy kupieckiej.
Kiebduj zmniejszył wcześniej dzielący ich dystans, ale teraz postanowił zwolnić. W bogatszych dzielnicach nie było tłumów, a on nie chciał zwrócić na siebie uwagi blondyna.
Nieznajomy dotarł do otynkowanej na biało kamienicy i zastukał w drzwi, które otwarły się niemal natychmiast.

Przechadzający się nonszalancko Feliks powoli minął wysoki budynek przyglądając mu się uważnie.
Wypolerowana kołatka w kształcie skaczącej ryby odcinała się wyraźnie na tle jasnych drzwi. Okna były czyste, ale przesłonięte cienkimi zasłonami. Zdobiąca piętro płaskorzeźba przedstawiała wzburzone fale i wyskakującego ponad ich powierzchnię śledzia.
Sąsiadujące z białą kamienicą domy były równie zadbane i nieostentacyjnie bogate - bielone ściany, lśniące okna i wykonywane na zamówienie rzeźby z granitu jasno dawały do zrozumienia, że mieszkańcy nie muszą martwić się o przyszłość, choć jeszcze nie osiągnęli tego stopnia majętności, by stawiać przed wejściem kamienne lwy, a frontony zdobić malunkami i złoceniami.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Feliks Kiebduj
Posts: 48
Joined: Wed, 25 Jun 2008, 22:13
Location: mobilny jestem
Contact:

Re: Nieproszony Gość

Post by Feliks Kiebduj » Mon, 20 Dec 2010, 21:35

Nie przystając ani na chwilę, rozejrzał się za kimś, kogo mógłby zapytać o właściciela tej posiadłości. Czasem bywał to wścibski sąsiad, czasem jakiś ulicznik, a czasem, jak na złość, nikogo takiego w okolicy nie było.
Postanowił przyczaić się i poczekać. A nuż tajemniczy jegomość za chwilę będzie wracał.
Nie planował jednak zbyt długiego oczekiwania. Być może wiedza, którą właśnie próbował zdobyć, będzie mu do czegoś potrzebna, a może nie. Natomiast prawie na pewno powinien czekać na wieści od Borsuka.

Poczekam tu chwilę a potem wracam do siebie. Zresztą, jak teraz o tym myślę, w ogóle nie powinienem tracić czasu na tego złotowłosego. - rozejrzał się z utęsknieniem po okolicy. - Przyjdzie czas.
"... You may regret it
Careful what you wish
You just might get it ..."

Metallica

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Tue, 4 Jan 2011, 02:16

Jakąkolwiek sprawę miał do załatwienia, śledzony młodzieniec poradził sobie z nią szybko. Minęło zaledwie kilka chwil, gdy wrócił na ulicę i poszedł w kierunku placu targowego.
Feliks odczekał, aż chłopak się oddali, po czym ruszył za nim.
Po wizycie w domu "pod Śledziem" blondyn wyglądał na mniej zdenerwowanego. Szedł swobodnie, pogwizdywał pod nosem i od czasu do czasu kopał jakiś kamień.
Wreszcie - kilka przecznic od targowiska - wszedł do tawerny "Pod Siecią i Harpunem".

Kiebduj znał to miejsce - ciasna spelunka, gdzie piwo smakowało jak końskie szczyny, a serwowanym przez szynkarza posiłkom lepiej było nie przyglądać się zbyt uważnie. Rzadko dochodziło tu do spektakularnych wydarzeń, bo mało kto odwiedzał tę dziurę.
W zasadzie - nikt nie wiedział, jakim cudem "Sieć i Harpun" jeszcze nie splajtowała...

Nikt, kto odwiedza takie nory, nie może być chyba wart, żeby się za nim uganiać po całym mieście... - pomyślał z niedowierzaniem Feliks.

I nagle go olśniło...
Skaczący śledź był godłem Yankhareenów - rodziny, która od kilku lat mieszkała w Ascanthii i zajmowała się handlem rybami. Nie mieli dużego znaczenia, ale stopniowo powiększali swoje rybne "królestwo". Obecnie Yankhareen był właścicielem kilku kutrów i podobno nawiązał kontakty z dwoma czy trzema miastami, do których dostarczał swój towar.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Feliks Kiebduj
Posts: 48
Joined: Wed, 25 Jun 2008, 22:13
Location: mobilny jestem
Contact:

Re: Nieproszony Gość

Post by Feliks Kiebduj » Sun, 13 Feb 2011, 23:27

I tym optymistyczny akcentem muszę zakończyć tę tak obiecująco rozpoczynającą się przygodę. Zbyt dużo czasu poświęciłem na głupoty, a to Borsuk jest dla mnie priorytetem.

Ileż to razy próbował złapać kilka srok za ogon? I zawsze kończyło się tym, że łapał najwyżej dwie. Ktoś zwyczajny na pewno nie złapał by żadnej.
Tym razem jednak postanowił skupić się na jednej i zarazem najbardziej perspektywicznej opcji. Oczywiście dużo bardziej perspektywiczną sprawą ciążącą obecnie Feliksowi była kwestia jego przeżycia, gdyż ze swoim przeżyciem wiązał dość spore nadzieje na przyszłość.
Nie zmieniało to faktu, że u boku Borsuka mógł zapewnić sobie większe bezpieczeństwo i szansę dowiedzenia się kto - i dlaczego - próbował go zabić.

Tak czy inaczej, zdecydował się wracać do siebie. W innym przypadku chętnie porozmawiałby z owym jasnowłosym nieznajomym. Jednak rybny interes państwa Yankhareenów nie wydawał mu się obecnie specjalnie pociągający.

Nie marnując już więcej czasu, ruszył w stronę domu.
"... You may regret it
Careful what you wish
You just might get it ..."

Metallica

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Wed, 30 Mar 2011, 23:12

Miasto wróciło już do swojego normalnego rytmu - co prawda pochwytywane przez Feliksa fragmenty rozmów dowodziły, że "Pływający Skarbiec" nadal zaprzątał umysły askanthyjczyków, ale najwyraźniej pierwsza fala gorączkowej fascynacji już ustąpiła.

Nie zatrzymywany przez nikogo, szybko szedł przez ulice, uważnie przyglądając się ludziom i budynkom. Wypatrywał ewentualnych szpiegów lub najemnych zbirów, mogących czyhać na niego w każdym zaułku.
Tu i ówdzie mijał "przypadkowo" spotykających się przechodniów, którzy rozmawiając, ukradkowo zerkali na wszystkie strony.
Feliks miał wrażenie, że w żywym zazwyczaj mieście, teraz wrzało jak w ulu. Wiele dużych spraw działo się równocześnie, a w przynajmniej jedną z nich był osobiście zaangażowany. A jeśli wypali sprawa z Borsukiem...

Kiedy wszedł w chłodną sień kamienicy, miał wrażenie, że całe napięcie zostało na ulicy. Na schodach czuć było zapach smacznego domowego jedzenia, mieszający się z wonią mydlin i delikatną sugestią zapachu Anny.

Mój dom jest moją twierdzą... - pomyślał z uśmiechem, który spełzł z jego twarzy na wspomnienie nocnej napaści.
Nie ma twierdzy nie do zdobycia...
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Feliks Kiebduj
Posts: 48
Joined: Wed, 25 Jun 2008, 22:13
Location: mobilny jestem
Contact:

Re: Nieproszony Gość

Post by Feliks Kiebduj » Wed, 11 Jan 2012, 23:48

Ach, te dylematy... Tyle możliwości, tyle dróg do wyboru... Niezliczona ilość akcji i reakcji... Chciałoby się mieć sto szans na przeżycie każdej chwili.
Z drugiej strony, skoro los czuwa nade mną, to logicznym jest, że każdy wybór, jakiego dokonam, będzie najlepszym z możliwych. Nawet jeśli w danej chwili wyda się on chybiony, to w najbliższej lub trochę dalszej przyszłości okaże się jedynym słusznym.
Choćby taka prosta kwestia jak otwarcie listu, śledzenie tajemniczego kuriera, czy pomysł napadu na statek.


Ta ostatnia myśl nie wydała mu się wybitnie interesująca. Oczywiście, można powiedzieć, że pieniądze otwierają wszystkie drzwi. Jednak posiadanie takiego majątku mogłoby mu przysporzyć więcej problemów niż korzyści. Tym jednak postanowił się martwić, gdy już ów majątek spadnie mu na barki.

Statek jest chroniony i to dobrze. A ja nie jestem aż tak dobry, aby próbować się na niego zakraść wspinając się po cumie. To chyba robota dla Boba Locksleya. Oczywiście mógłbym to zrobić, gdybym chciał, ale dokonałem innych wyborów. Nie, Feliksie, Ty specjalizujesz się w całkiem innych rozwiązaniach.
Co innego gdyby ktoś na ów statek mnie zaprosił.


Usilnie próbował połączyć tajemniczy list z równie tajemniczym statkiem. Czyżby było to jakieś zaproszenie? Może na bal?

Czy umiałbym się podszyć pod szlachcica? Jak nie ja to kto? Tylko ja! Ech, jak cudownie jest być nieomylnym...
Jednak bycie nieomylnym nie zwalnia z myślenia, o nie. Skoro już zaproponowałem Borsukowi list, nie mogę go teraz otworzyć. Byłoby to karygodne, gdyby on zgodził się przyjąć ofertę. Już widzę jak przysyła tu tego swojego Morisa czy Maurycego, czy jak mu tam było, a ja na to: "Proszę wybaczyć. Nieaktualne". Z drugiej strony, gdybym znał treść pisma, mógłbym lepiej wycenić jego wartość.

Muszę rozważyć jeszcze jedną kwestię. To, że Algernon nie umie zdjąć pieczęci nie uszkadzając jej, nie znaczy, że nie da się tego zrobić. Ciekawe kto mógłby coś takiego umieć? Trzeba zapytać w gildii. W końcu za coś im płacę...
Zawsze też mogę dostarczyć te listy otwarte. I liczyć na to, że treść nie okaże się dla mnie śmiertelna. "PS: Zabij posłańca jeśli list był otwarty".


Wśród tej całej plątaniniy myśli było jeszcze wiele pomysłów.

Sprawdzić czy herby z oflagowania statku nie należą do jakiejś rodziny z terenów prowincji Ras-Tansul albo Khin-Nanni. Może Kotek podszkoliłby się w rysowaniu, a ten pijak profesor sprawdził w jakiejś księdze z herbami?
W tym wszystkim ciągle zapominam o kwestii najważniejszej. Moje bezpieczeństwo. Sam nie wypytam w gildii, ale może gdyby poprosić któregoś z kolegów po fachu?


Pewność siebie znowu go opuściła. Co innego być nieomylnym, a co innego walczyć na schodach własnego domu z bandą płatnych zabójców.

Mam nadzieję, że poza domownikami nikogo tu nie ma. Obiad obiadem, ale najpierw sprawdzę dom.

Przez chwilę nasłuchiwał, czy z domu dochodzą zwykłe odgłosy krzątaniny.

... a zaraz potem idę jeść. Zjeść coś pysznego to nigdy nie jest zły pomysł.
"... You may regret it
Careful what you wish
You just might get it ..."

Metallica

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Fri, 6 Jul 2012, 23:19

Otwarte na oścież okno wpuszczało do środka żar z ulicy, ale Feliks poczuł zimny dreszcz na plecach. Stojąc w progu od razu zauważył biały prostokąt leżący na łóżku.
Odzyskał panowanie nad sobą i badawczym wzrokiem obrzucił wszystkie kąty – nic innego się nie zmieniło, wszystko było dokładnie w tym samym miejscu, w którym znajdowało się przed jego wyjściem. Jedyną zmianą było otwarte okno.
I koperta na poduszce.

Powoli wszedł do pokoju i cicho zamknął za sobą drzwi. Krok po kroku przesuwał się po podłodze, lustrując każdy fragment powierzchni w poszukiwaniu pułapek.
Po kilkunastu minutach uznał, że ktokolwiek wpadł z niespodziewaną wizytą, nie planował go zabijać.

... przynajmniej jeszcze nie teraz...

Koperta wykonana była z kosztownego papieru, a nazwisko adresata wypisano starannym, ozdobnym charakterem pisma.
Feliks przyglądał się jej przez chwilę, po czym postanowił założyć rękawiczki - dopiero wtedy podniósł prezent i odwrócił go – na ciemnym laku nie było pieczęci, tylko gładki, równy kwadrat w miejscu w którym tajemniczy nadawca docisnął ciężarek.
Po chwili wahania Kiebduj złamał lak i wysunął złożoną wiadomość. To samo równe pismo pokrywało papier, ozdabiając go harmonijnie wijącymi się zakrętasami. Nie było podpisu, ale nad kartką unosiła się delikatna woń kwiatów.

Szanowny Panie Feliksie,

mam nadzieję, że wybaczy Pan psotę, która – nie będąc w żaden sposób wymierzona przeciwko Panu – jednocześnie pozwoli Panu zrozumieć, że nasze talenty pomagają wiele osiągnąć.

Nie chcąc marnować Pańskiego czasu, ani wystawiać cierpliwości Pana na próbę, przejdę od razu do rzeczy. Wiedząc, że jest pan osobą dociekliwą i dość zaradną, jesteśmy przekonani, iż nasza współpraca mogłaby stać się układem obopólnie korzystnym. Wierzymy, że jest Pan w stanie zapewnić nam przydatne dla naszych celów informacje, oraz – być może – wyświadczyć i inne przysługi. W zamian za satysfakcjonujące wynagrodzenie.
Tym samym poddajemy Panu pod rozwagę propozycję świadczenia nam usług informacyjnych, z niecierpliwością oczekując Pańskiej decyzji.
Z ogromnym zainteresowaniem przyglądać się będziemy Pańskiej karierze.

X.X.X.

P.S. W szufladzie stołu znajdzie pan skromną rekompensatę stresów, jakich przysporzyły Panu dotychczasowe wizyty naszego kuriera.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Feliks Kiebduj
Posts: 48
Joined: Wed, 25 Jun 2008, 22:13
Location: mobilny jestem
Contact:

Re: Nieproszony Gość

Post by Feliks Kiebduj » Thu, 4 Apr 2013, 23:38

Feliks położył list na łóżku. Odetchnął głęboko i wyciągnął się opierając głowę na poduszce. Ponownie ujął pergamin w dłoń i raz jeszcze przeczytał list.

Co za licho mi w głowie miesza. Czyżby ten list pochodził od Borsuka?

Tę myśl szybko jednak porzucił. Jeśli autor, lub autorka pisma nie kłamała to tajemniczy kurier odwiedzał jego domostwo zanim jeszcze Feliks odwiedził sklep z wyrobami skórzanymi.

Jeśli to nie Borsuk, w takim razie kto? Czyżby Gildia? A może ktoś jeszcze? Ktoś o kim do tej pory nie miałem pojęcia? Ktoś... Z wyższych sfer?

Jak wiadomo Feliks nigdy specjalnie w wyższych sferach się nie obracał. Zasadniczo nie obracał się nawet w sferach średnich. Jednak mimo najszczerszych starań nie mógł wątpić ani przez moment iż zdecydowanie w sferach wyższych obracać się powinien. W końcu po co bogowie dali by mu tak wiele sprytu, inteligencji, zręczności i charyzmy? Z pewnością nie po to aby całe życie szwendał się po dzielnicy portowej i prowadził szemrane interesy za niewygórowane stawki. O nie mili moi. Stawki powinny być zdecydowanie większe. A ów list który własnie trzymał w ręku z pewnością zbliża go do tego celu. Oczywiście mógł go on również zbliżać do dna rzeki. Tej perspektywy jednak pod uwagę brać nie mógł. Nie do końca widział siebie jako przyjaciela ryb w jeziorze.
Postanowił raz jeszcze przyjrzeć się kopercie. Sprawdził zapach papieru. Niektóre trucizny da się wyczuć powonieniem. Jeśli jednak miałaby to być trucizna, przekazywana przez dotyk powinna zostawić jakieś ślady na rękawiczkach. Zasadniczo szczerze wątpił iż ktoś chciał go otruć.

A to im się psota udała. Widać John musiał być w większej ilości tarapatów niż mi powiedział. To stary drań. Byłem pewny iż Ta sprawa z jego przeszłości była dobrze załatwiona. Nie mało mnie to kosztowało.

Feliks swego czasu wykupił długi Johna. Był już wyrok na głowę Włóczęgi jednak udało się sprawę załatwić. Jak widać sprawa nie była jedyną która ciążyła nad nieszczęśnikiem. Zasmucił się nad wspomnieniem towarzysza. Tak wiele razem przeszli. Miał nadzieję iż wiele jeszcze wspólnych przygód ich czeka.

No nic. Dość tych sentymentów. Czas zająć się listem. Tylko czy właściwie jest się czym zajmować? Kwadratowa pieczęć bez żadnego innego znaku? Czy to symbol jakiejś organizacji? Z niecierpliwością oczekujemy Pańskiej decyzji. Oczywiście adresu zwrotnego nie zostawili. Ehh.

Nie wiedzieć czemu nie zainteresował się skromną rekompensatą stresów. Pewnie dlatego iż była skromna. A może po prostu był zbyt zmęczony. I tak oto Feliks zrobił coś czego z pewnością kiedyś pozałuje. Zamknął oczy i uciął sobie drzemkę.
"... You may regret it
Careful what you wish
You just might get it ..."

Metallica