Teraz jest Wt, 25 cze 2019, 10:47

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 7 z 7 [ Posty: 203 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7

Polowanie

Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: N, 1 cze 2008, 21:25 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Obserwował ją uważnie, a na jego ustach drżał delikatny uśmiech. Rysunki były szybkie i nieporadne, ale oczy Tymma wyrażały zrozumienie dla starań dziewczyny - kiwał głową i śledził gesty Lalaith. Kiedy skończyła swoją pracę, zastanawiał się przez chwilę, po czym delikatnie wyjął trzcinę z dłoni towarzyszki i podjął jej dzieło.

Patyczki i kółka musiały oznaczać las, potem pojawiły się pozbawione podstaw trójkąty, a linia drogi wiła się pomiędzy nimi. Na koniec pojawił się budynek z wysoką wieżą – Orange zakreślił go zamaszystym gestem, podkreślając chyba, że to miejsce docelowego jego wędrówki.
Kiedy Lalaith podniosła na niego spojrzenie, uśmiechnął się porozumiewawczo, po czym podniósł dłoń i pokazał czoło. Wykonał szeroki gest, po czym ponownie pokazał swoją głowę. Przez chwilę wahał się, jakby coś rozważając, po czym podniósł się gwałtownie i ruszył z powrotem na trawę. Podbiegł do plecaka i gorączkowo w nim czegoś szukał – dziewczyna stała na brzegu rzeki i uśmiechała się w oczekiwaniu na wyjaśnienie dziwnego zachowania towarzysza, którego rozumiała w coraz większym stopniu.
Orange wyprostował się, wyjmując coś z plecaka, po czym zatrzymał się w pół ruchu. Drgnął gwałtownie, jakby przeszedł go dreszcz, po czym zamarł na chwilę, nienaturalnie wyprostowany. Kiedy odwrócił się powoli, by spojrzeć na Lalaith, z jego ust spływała cienka strużka purpurowej krwi, a z brzucha sterczały dwa czarne bełty.

Książka wysunęła się ze zdrętwiałych palców i upadła na trawę.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 12 cze 2008, 14:32 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Jednym skokiem dopadła upadającego Orange’a i przywarła do niego, jakby mogła tym gestem ochronić go przed konsekwencjami zadanych ran. Delikatnie ułożyła go na trawie. Ubranie mężczyzny nasiąkało krwią i gorącymi łzami dziewczyny.
Lalaith odchyliła głowę, wściekłym gestem odrzucając włosy płonące w południowym słońcu. Z jej ust wyrwał się przeraźliwy krzyk. Krzyk, który ciął leśne powietrze niczym nóż – mieszaniną przerażenia, żalu i wściekłości.
Głównie wściekłości.

- Na wszystkich bogów tego i pozostałych światów, niech was piekło pochłonie! Tchórze!

Nie chciała zostawiać tutaj Orange’a, a do tego była zbyt wściekła i załamana, by zrobić choć krok. Bezradnie zaciskała pięści. Po raz pierwszy zrozumiała, czym jest żądza mordu – krew wrzała w żyłach, pulsując ogłuszająco w skroniach, a pełne nienawiści spojrzenie ślizgało się po linii drzew, zza których jej towarzysza dosięgł zdradliwy pocisk.

Instynkt samozachowawczy i resztki logiki kazały jej przyciągnąć ku sobie leżący nieopodal plecak z ekwipunkiem. Sięgnęła ręką po nieszczęsną książkę. Cóż było w niej zawarte, że stała się taka ważna dla Tymma? Zerknęła na okładkę, bijąc się z galopującymi w głowie myślami.

Uciekaj, dziewczyno… Uciekaj, na bogów, jeśli ci życie miłe.
Nie, nie, nie! Nie mogę go tu zostawić!
Nie możesz mu też pomóc, kobieto…Rusz się!


Ból zaciśniętej na skórzanej okładce dłoni powrócił ją do rzeczywistości. Rozejrzała się wokół siebie jak ktoś, kto budzi się w innym miejscu niż kładł się spać.


Ostatnio edytowano N, 15 cze 2008, 06:50 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 16 cze 2008, 17:29 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Mężczyzna był blady jak prześcieradło, a z ust spływała mu strużka krwi. Tylko rzut oka na wbite w jego brzuch bełty wystarczył Lalaith, żeby zdała sobie sprawę, że nie można mu pomóc. Strzelec doskonale znał anatomię i wiedział, gdzie trafiać – Tymm nieodwołalnie musiał umrzeć.
Tak wybitny kusznik bez wątpienia potrafiłby trafić w serce, a jednak strzelił w brzuch. Jakby chciał dręczyć ofiarę powolną i bolesną agonią, która stawała się udziałem każdego rannego w brzuch.
Orange patrzył na Lalaith zamglonym spojrzeniem – przeraźliwy ból prawdopodobnie przekroczył już wszelkie granice. Lalaith nie była w stanie wyobrazić sobie ogromu cierpień, które musiały dotykać jej towarzysza. Tymm nie płakał ani nie krzyczał – zacisnął dłonie na skrwawionych drzewcach sterczących z jego ciała i znajdował się prawdopodobnie na granicy omdlenia. Tracił krew bardzo szybko – plama czerwieni na jego koszuli rosła, podczas gdy twarz bladła coraz bardziej. Tylko gorączkowe lśnienie nieprzytomnych oczu dowodziło, że mężczyzna jeszcze żyje.

Plecak był zadziwiająco ciężki – nie spodziewała się takiej siły po tym wątłym mężczyźnie – ledwie udało jej się przeciągnąć bagaż po trawie.
Książka oprawiona była w jakąś cienką tkaninę – ciemną i nieco zabrudzoną. Na okładce nie było żadnego tytułu.

Las wokół nagle przestał wydawać jej się słoneczny i wdzięczny. Teraz przypominał jej kolorowego węża, który mami pięknem swojej skóry, ale skrywa jadowe zębiska, gotowe nieść śmierć, kiedy tylko ofiara zbliży się na wystarczającą odległość... Drzewa wokół polany były ciche i wyniosłe – nie interesował ich los niewielkich istot plączących się u podstaw ich niebosiężnych pni.

Nagle poczuła się straszliwie samotna.


Ostatnio edytowano Wt, 25 lis 2008, 15:12 przez Astarael, łącznie edytowano 2 razy


_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 17 lip 2008, 19:27 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Szloch wstrząsnął ciałem dziewczyny.
Znali się kilka godzin, a jednak najprawdopodobniej to właśnie Tymm ocalił jej życie. Wspólny los, jaki przyszło im dzielić zbliżył ich bardziej niż lata znajomości i mijania się na ulicach tego samego miasta. A teraz Orange gasł z sekundy na sekundę na jej rękach.
Zagryzła wargi – nie chciała, żeby widział jej płacz. Jego cierpienie było nieporównywalnie większe i Lalaith zganiła się w duchu, że pozwoliła sobie tak się mazgaić.

- Dlaczego… Powiedz mi, dlaczego oni ci to zrobili? A ja nawet nie mogę ci pomóc… - szeptała do niego, jakby mógł ją zrozumieć, lub udzielić odpowiedzi.

Nikt nie może… Bo cuda nie przydarzają się zwykłym ludziom, a bogowie mają w głębokim poważaniu co się z nami dzieje. - pomyślała z rozżaleniem. Zaczynała się zastanawiać, czy to czasem nie z jej winy Orange umierał? Czy kusznik kryjący się pośród drzew był jednym z ludzi Zielonookiego Szlachcica, czy może śledził Orange’a zanim jeszcze jego i Lalaith drogi się skrzyżowały?

Nie, nie, nie…To bez sensu – gdyby ścigał mnie, czemu miałby strzelać do przypadkowo towarzyszącego mi człowieka, a mnie zachować przy życiu? Wszelka logika nakazywałaby zabić obydwoje… Tajemnica, którą jesteś, kosztowała cię życie, Przyjacielu.

Spojrzała z troską na spoczywającego na trawie mężczyznę, który wpatrywał się w nią lśniącymi oczami, widzącymi już chyba drugą stronę Rzeki Życia. Tymm wyglądał jakby jego wzrok przenikał Lalaith na wskroś. Dziewczyna delikatnie pogładziła go po policzku.

- Już chyba czas na ciebie, Przyjacielu... – szepnęła ledwie poruszając wargami.

Prawie się nie poruszając, by nie dodawać cierpień konającemu, dziewczyna rozchyliła okładkę trzymanej w dłoniach książki.

Ty mi odpowiesz…


Ostatnio edytowano Pt, 18 lip 2008, 20:11 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 18 lip 2008, 20:22 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Książka upadła na ziemię po raz drugi, gdy ramię dziewczyny przeszył lodowaty dreszcz – bełt wbił się głęboko w mięsień, przechodząc na drugą stronę. Krzyk Lalaith po raz kolejny wzbił się w nieczuły błękit nieba, a łzy polały się po policzkach gorącą strugą.

Idiotka! – przeklęła się w myślach, chwytając za ranę. – Diyolo! Jak strasznie mnie boli, jak boli!
Przecież ten bandyta nadal siedzi w krzakach! A ja tylko dałam mu czas na powtórne naciągnięcie cięciwy!


Gorąca krew spływała po opalonym ramieniu, padając na trawę i leżącego na niej mężczyznę, w którego oczach blask życia już zgasł. Promieniujący na całą rękę ból usunął z myśli kobiety niemal wszystkie inne sprawy: była tylko ona i jej cierpienie – strach ściganej zwierzyny, panika zaszczutej ofiary, ból rannego zwierzęcia, które stara się oszukać myśliwego i unieść życie pomimo przewagi ścigającego.
Gorączkowo rozejrzała się po polanie, szukając czegokolwiek – jakiegokolwiek ratunku. Rzeka wydała jej się najrozsądniejszym posunięciem – prąd pomoże jej uzyskać lepszą szybkość, a chłodna woda złagodzi nieco ból.

Diyolo, błagam cię, nie daj mi tu zginąć!
I odsuń ode mnie to straszliwe cierpienie!


Spazmy płaczu targały jej ciałem – rana była bolesna, a w zaistniałej sytuacji nie mogła zrobić nic, by zapobiec krwawieniu ani cierpieniu – nie miała czasu nawet na to, by wyciągnąć pocisk. Nawet jeśli strzelec chybił specjalnie – kolejny bełt mógł utkwić w jakimś witalnym organie, a wtedy ostatnia szansa na ucieczkę zostanie stracona.
Choć ciemne plamy zaczęły pojawiać się jej przed oczami, instynkt przeżycia zmusił ją do kolejnego wysiłku.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 23 lis 2008, 20:02 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Rzuciwszy książkę w wysoką trawę szarpnęła torbą podróżną niedawnego towarzysza i, starając się nie zemdleć z bólu, pobiegła w stronę rzeki...

Utonę, albo przeżyję... Wszystko jedno, ale złapać się nie dam – pomyślała, miotając się między wściekłością na pół świata i krańcowym zniechęceniem, towarzyszącym bólowi promieniującemu na całą rękę.

Nic ponad pragnienie biegu nie miało teraz znaczenia, pojawiające się w głowie dziewczyny myśli były jak iskry – zjawiały się na chwilę, by zgasnąć nim zaistniały na dobre.

Lalaith nawet nie zastanawiała się, czy nurt rzeki nie będzie dla niej zbyt silny, czy da radę utrzymać się na powierzchni, i umknąć, nim woda pociągnie ją w królestwo ciszy. Dotarłszy do brzegu, niewiele myśląc skoczyła…


Ostatnio edytowano Wt, 25 lis 2008, 15:10 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 25 lis 2008, 15:51 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Chłodne fale zamknęły się nad jej głową, gdy znalazła się w rzece. Przez chwilę nie dłuższą niż dwa uderzenia serca zastanawiała się, jak skuteczną obronę przed miotanymi przez kuszę pociskami stanowi woda, ale zaraz skupiła się na tym, by odzyskać dostęp do powietrza i nie pozwolić się pociągnąć na dno zdrętwiałemu od bólu ramieniu.
Tkwiący w ranie bełt sprawiał ból przy każdym ruchu, na szczęście rzeka niosła dziewczynę szybko i pewnie – jedynym zmartwieniem Lalaith było zadbać o to, by utrzymać się na powierzchni.

Drzewa migały przed jej oczami, a szum wody kołysał jak znajoma piosenka – powieki zmęczonej kobiety stawały się coraz cięższe. Bez wątpienia powodem była utrata krwi, która wciąż sączyła się powoli, znacząc jej ślad w wodzie.

Lalaith gwałtownie poderwała głowę do góry i otworzyła oczy, uderzywszy w coś twardego – musiała zemdleć w wodzie!
Zatrzymał ją konar przewróconego drzewa, do połowy zanurzonego w nurcie rzeki. Nie wiedziała, ile czasu płynęła, jaka odległość mogła dzielić ją od napastnika i... trupa niedawnego towarzysza. Łzy zamgliły jej spojrzenie.

Drzewo, które zatrzymało Lalaith w rzece, było na tyle dogodnie umiejscowione, by zagwarantować jej sposób wydostania się na brzeg bez konieczności wspinania się po błotnistym brzegu. Używając gęsto rosnących na pniu gałęzi, przesuwała się wzdłuż chropowatej kory w stronę porośniętego soczyście zieloną trawą łagodnego zbocza. Ramię nie bolało już tak bardzo, odrętwiałe i wychłodzone po pobycie w wodzie. Rana przestała też krwawić, więc kapłanka uważała, by nie zahaczyć sterczącym wciąż z ciała bełtem o gałęzie.
Po kilku minutach leżała na ciepłej trawie i patrząc w prześwitujące poprzez liście drzew niebo, oddychała ciężko, starając się uspokoić zmęczone mięśnie, oszalałe z wysiłku serce i rozedrgane grozą i pęczniejącą w niej wściekłością myśli.
Musiała pozbyć się bełtu, opatrzyć ranę i...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 25 lis 2008, 16:53 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
I przeżyć… Skoro tyle już udało mi się przetrwać, nie mogę poddać się teraz! Jeszcze trochę, jeszcze jeden zakręt i ta droga musi się wyprostować… A potem… potem, moja pani, odpłacić pięknym za nadobne – pomyślała, ledwie hamując wściekłość.

Leżąc na miękkiej trawie starała się ułożyć jakiś plan działania. Odetchnąwszy ciężko, uniosła się na zdrowym przedramieniu i usiadła. Zerknęła na zranione przedramię, z którego z jednej strony sterczały zmokłe lotki bełtu, z drugiej zaś wystawał grot.
Na szczęście, o ile można mówić o szczęściu, kiedy dostanie się bełtem z kuszy; na szczęście grot nie utkwił w ciele, nie będzie więc powodował gorączki krwotocznej ani innych podobnych powikłań.

Muszę go tylko obłamać tuż przed lotkami i wyciągnąć... Potem okład z ziół i będzie dobrze. Do wesela się zagoi, jak mawiał ojciec - powtarzała sobie, starając się silić na optymizm. W zaistniałej sytuacji jednak prościej było o tym myśleć, niż wykonać, szczególnie, że Lalaith pamiętała, ile bólu potrafił sprawić taki zabieg rosłemu mężczyźnie – bo przecież nieraz opatrywała takie rany zadane przypadkiem podczas polowań.

Tak dawno temu, w innym życiu…

Uniosła głowę, starając się rozpoznać najbliżej rosnące zioła i krzewy. Potrzebowała liści krwawnika, koniczyny łąkowej albo żywokostu. A najlepiej wszystkich na raz – wspomagałyby się nawzajem, oczyściły i zagoiły ranę. Poza tym, zmniejszyłyby ból.

Dziewczyna nie do końca była pewna, jak daleko za sobą zgubiła „ogon”, ale miała nadzieję, że dość daleko, by móc tu pozostać jeszcze chwilę, poszukać ziół, opatrzyć ranę i odpocząć, zanim znów ruszy w drogę.

I tym razem wszystko mi się uda... - powiedziała sobie podnosząc się, by nazbierać potrzebnych jej ziół, które na szczęście nie powinny być rzadkością w tej lesistej okolicy, nietkniętej cywilizacją.


Ostatnio edytowano Wt, 2 gru 2008, 15:56 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 2 gru 2008, 15:56 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Znalazła krwawnik. Wysokie łodygi o charakterystycznych ażurowych liściach wznosiły się wysoko pośród trawy, rozkładając szeroko białe kwiatostany. Dziewczyna podeszła do kępy na czworakach, pilnie uważając, by nie urazić i tak bolącej rany. Choć bardzo się starała, i tak kilka razy jęknęła z powodu przejmującego bólu.
Ignorując gorzki smak w ustach, mocno przeżuwała pokryte drobnym meszkiem łodygi, próbując uzyskać jak najdrobniejszą papkę – wiedziała, że to prowizoryczny opatrunek i miała nadzieję, że dożyje kolejnego poranka – lub przynajmniej zmierzchu – by móc na spokojnie zadbać o wszystkie swoje rany i otarcia. Jeżeli – oczywiście – okrutny szlachcic zamierzał dotrzymać danego słowa i uhonorować układ, do którego ją zmusił...

Usiadła pod drzewem i złapała za wystającą z rany cześć bełtu. Mocno zacisnęła zęby, zdając sobie sprawę, jak potężny ból wywoła jakikolwiek gwałtowny ruch. Przytrzymując pocisk dłonią, wygięła go mocno i złamała. Przez chwilę wydawało jej się, że kurczowo zaciśnięte zęby pękną od nacisku, fala czerni napłynęła przed jej oczy, ale nadludzkim wysiłkiem woli Lalaith nie pozwoliła na to, by porwała ją nieświadomość.
Utrzymując się na krawędzi przytomności dziewczyna wysunęła resztę bełtu z rany, po czym od razu przyłożyła umieszczoną na wilgotnej szmatce - będę musiała zapracować na nową koszulę – rozdrobnioną masę z krwawnika. Jedną ręką, najdokładniej jak była w stanie, zabandażowała opatrunek, po czym podniosła się na miękkich nogach.

Słońce nadal stało wysoko na niebie, ale już jakiś czas temu zaczęło swą powolną wędrówkę ku zachodowi.

Jeszcze tylko kilka godzin – pomyślała Lalaith, - tylko kilka godzin i będę wolna...

Nie wiedziała, gdzie się znajdowała, ani jak daleko miała do najbliższej osady ludzi, gdzie miałaby szanse na jakąś pomoc, na odpoczynek, na posiłek. Ale jedynym, co się dla niej w tej chwili liczyło, był fakt, że najjaśniejsze ciało niebieskie, oblicze Jaśniejącego Pana, wkrótce miało dopełnić swą codzienną wędrówkę i – jeśli ten szalony myśliwy naprawdę był szlachetny – zakończyć katusze udręczonej dziewczyny.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 7 gru 2008, 18:36 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Oparła się o pień najbliższego drzewa i spojrzała w niebo. Jedyny sensowny kierunek jaki przychodził jej do głowy, to podążać wzdłuż rzeki.

Przecież wszyscy potrzebujemy wody by żyć… Ludzie, zwierzęta… W osadach i miastach potrzeba masy wody, by napoić zwierzęta, nawodnić pola… Gdzieś wzdłuż tej rzeki musi być choć mała osada. I tam na pewno znajdę pomoc.

Zerknęła krytycznie na swój strój – choć zupełnie czysty, bo dwa razy wyprany w rzece, to jednak zgoła niekompletny.

O, Diyolo! Trafię do aresztu za obrazę moralności, jeśli przeparaduję przez miasto w takim stroju.

O ile powycierane spodnie nie były tragedią, a skórzany gorsecik był w zupełnie dobrym stanie, to z koszuli zostały już tylko strzępy.

No… i bandaż, jak się patrzy – pełen profesjonalizm, jeśli brać pod uwagę wiązanie jedną ręką w warunkach polowych… - pomyślała z nutką ironii.

Dziewczyna raczej siłą woli niż mięśni ruszyła przed siebie, starając się trzymać brzegu rzeki, ale jednocześnie nie będąc zbyt widoczną od strony wody. Miała nadzieję jak najszybciej trafić na jakąś osadę, i - po drodze - na cokolwiek do jedzenia – owoce lub orzechy.

O wodę nie muszę się martwić - pomyślała spoglądając na rzekę, która, jak się zdawało, uratowała dziewczynie życie.


Ostatnio edytowano Cz, 1 sty 1970, 01:00 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 15 gru 2008, 23:54 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Kolejne trzy godziny były dalszą udręką samotnej kobiety walczącej o przetrwanie – idąc w ślad za rzeką Lalaith starała się utrzymywać dość szybkie tempo, licząc na to, że dystans, który zyskał dla niej wartki nurt unoszący jej ciało, nie zostanie radykalnie zmniejszony przez podążającego jej śladem myśliwego.
Wciąż miała nadzieję, że zwyrodnialec, którego zabawką się stała, miał w sobie choć tyle honoru, by dać jej spokój, gdy uda jej się uciec z lasu. Wiedziała, że stawką, o która walczyła, było jej życie, ale pamiętała też, że ceną za nie było życie krasnoluda, którego miała upolować, a któremu pozwoliła odejść.
Nie czuła wyrzutów z tego powodu – wytyczne jej wiary zawsze stanowiły dla niej światło wskazujące drogę w mrokach rozterek i wątpliwości. Diyola nie pozwalała zabijać, każde życie było dla niej święte. Wierzyła, że Bogini nie zostawi jej samej w tej straszliwej próbie, na pewno pokaże jej drogę.

Przybrzeżny gąszcz pełen był ostrych traw i kolczastych pnączy. Od czasu do czasu stopy dziewczyny zapadały się w grząski grunt spowalniając jej ucieczkę i brudząc nogi lepkim błotem.
Potykając się i zaciskając zęby za każdym razem, gdy kolejna roślina uderzała w obolałe ciało, Lalaith szła naprzód, starając się nie zwracać uwagi na przeciwności. Tylko determinacja i potworne napięcie powstrzymywały ją przed płaczem, przed zwinięciem się w kłębek i oczekiwaniem na nadejście świtu, który rozwiałby ten straszliwy koszmar i pozwolił jej obudzić się we własnym łóżku.

Tak straszliwie odmienny okazał się być świat, którego oczekiwała każdego dnia, ucząc się za bezpiecznymi murami klasztoru. Tam łatwo było roić sobie, jakie wspaniałe możliwości i ilu niesamowitych ludzi poznać będzie mogła kiedy wreszcie Bogini pozwoli jej wyruszyć w Drogę i nieść pomoc i dobre słowo w każdy zakątek znanego świata. Jak bardzo oczekiwała malowniczych krajobrazów i barwnych postaci opisywanych w bogatych w ilustracje księgach zgromadzonych w klasztornej biblioteczce! Nie sądziła, że to, do czego tak bardzo tęskniła, bardziej przypominać będzie chaszcze porastające kupę kompostu w ogrodzie Matki Przełożonej – chaosem, smrodem i szkodliwością – niż kolorowe obrazki, które chłonęła pełnym pożądania wzrokiem.

Czy ludzie są potworami?

Wiele myśli kłębiło się w zmęczonej głowie kapłanki, gdy przedzierała się przez kolejne gęsto splątane łodygi jeżyn.
Rzeka szemrała tutaj spokojniej, a wzdłuż brzegu wiodła wąska ścieżka wydeptana przez... ludzi? Zwierzęta? W suchym piasku nie potrafiła odnaleźć łatwo rozpoznawalnych śladów, ale i tak w sercu poczuła drgnięcie nadziei.

Może już niedaleko?

Przyspieszyła idąc wygodną trasą, jednak po chwili zrezygnowała z niej, dochodząc do wniosku, że to udogodnienie było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Nie chciała dać się wciągnąć w pułapkę. Z westchnieniem rezygnacji skręciła głębiej między drzewa, jęknąwszy, gdy otarła łokieć o korę mijanej sosny.
Odetchnęła z ulgą, gdy uzmysłowiła sobie, że drzewa rosły tutaj rzadziej niż w dotychczas mijanych częściach lasu. Pomiędzy strzelistymi pniami dostrzegała już gdzieniegdzie prześwity, kawałki ciemniejącego nieba. Poczuła, jak jej serce zaczęło mocniej bić, jakby w oczekiwaniu na to, do czego się zbliżała.

Skraj lasu... I wieczór...

Po chwili stała oparta o chropowatą korę, ostrożnie wyglądając zza pnia w kierunku szerokiej łąki, nad którą niebo jaśniało feerią barw nisko stojącego słońca. Nieliczne chmury zabarwione były oranżem i różem, podobnie jak i niska roślinność pastwiska stojącego przed dziewczyną otworem.
Zrobiło jej się słabo. Z jednej strony – miała ogromną ochotę wybiec tam i rzucić się w wonne trawy, tarzać w nich jak dziecko i śpiewać Diyoli dziękczynne pieśni; z drugiej jednak, cos w duchu podszeptywało jej: „tam nie będziesz miała osłony”... W zasięgu wzroku nie znajdowały się żadne zabudowania, żadne ślady bytności człowieka. Kilkaset metrów od miejsca, w którym stała, Lalaith widziała niewielki zagajnik brzozowy, który mógłby zagwarantować jej najbliższe schronienie i punkt obserwacyjny dla terenów znajdujących się dalej.
Zastanawiała się intensywnie. Tak daleko zaszła, wciąż zachowując życie...
Nie wiedziała, gdzie znajdował się pościg – mile?... metry?... kroki za jej plecami?



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 25 gru 2008, 15:46 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Dziewczyna uważnie rozejrzała się po najbliższej okolicy – musiała przedostać się do zagajnika, nie zwracając na siebie uwagi, nawet jeżeli jedynym obserwatorem jej zmagań miało być odległe wieczorne niebo.
Nie zamierzała wybierać najkrótszej, najbardziej odsłoniętej drogi prowadzącej przez środek zupełnie otwartej równiny. Najrozsądniejsze wydawało się pójście wzdłuż jej obrzeży, pozostając w ukryciu drzew.

Czyżby to nareszcie był koniec? Zagajnik, łąka, a potem… Osada? Miasteczko? O, Diyolo! Jak bym chciała dotrzeć wreszcie w jakieś spokojne miejsce – ja, w której głowie roiły się marzenia o Drogach pełnych przygód, nawet nie myślałam, że spotka mnie coś takiego… I że kiedyś będę prosiła o odrobinę spokoju. – pomyślała.

Na wspomnienie obojętnych oczu Szlachcica przebiegł ją zimny dreszcz. Niepewnie obejrzała się za siebie, jakby spodziewając się ujrzeć Zielonookiego Szlachcica za swoimi plecami, choć wiedziała, że nie mogło go tam być.

Na szczęście…

Wziąwszy głęboki oddech uspokoiła trzepoczące się w piersi serce i powoli ruszyła skrajem lasu, pozostając w ukryciu drzew. Jednocześnie bacznie obserwowała łąkę i drogę tuż pod stopami, w każdej chwili spodziewając się choćby inaczej kładącego się cienia, który mógłby sugerować pułapkę.
Zmysły wyostrzone do granic możliwości i mięśnie napięte jak postronki sprawiały, że dziewczyna drżała lekko.
Starała się stąpać lżej i uważniej niż dotąd, byle nie poruszyć niepotrzebnie jakiejkolwiek gałązki. I choć pogoń nie mogła być nazbyt blisko – rzeka przecież niosła ją nieprzytomną dość długo - to Lalaith nie chciała zostawiać za sobą śladów. Znów dziękowała w myślach ojcu, za wszystkie myśliwskie sztuczki jakich starał się jej nauczyć. Nagle okazało się, że niepokorny charakter dziewczyny mógł ocalić jej życie.

O ile oczywiście w końcu pozostawię za sobą ten przeklęty przez wszystkich bogów zakątek.

A to było w zasięgu jej ręki.

Jeszcze kilka kroków…


Ostatnio edytowano Wt, 13 sty 2009, 00:22 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 13 sty 2009, 00:23 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Niebo na zachodzie już zaczynało się różowić, gdy dziewczyna dotarła do punktu, w którym jedyną możliwością, która jej pozostała, był bieg przez otwartą przestrzeń w kierunku kępy drzew na równinie. Zatrzymała się i odetchnęła głęboko kilka razy.

Zupełnie nie tego oczekiwała wyruszając z rodzinnych stron. To, co miało być jej wspaniałą przygodą, przekształciło się w koszmar – zamiast wędrówki na chwałę Bogini otrzymała rozpaczliwe próby pozostania przy życiu, zamiast szumu drzew i szemrania leśnych strumyków – świst przyspieszonego oddechu i strugi potu na twarzy, zamiast malowniczych pejzaży i zachwytu nad pięknem świata – upiorne cienie drzew i przerażającą niepewność, skąd nadleci śmiertelny pocisk.
Była zmęczona i przerażona, ale i zdeterminowana. Miała wrażenie, że jakaś część jej duszy zahartowała się w tym koszmarze, przekształcając się z roślinnej łodygi w żelazny pręt. Wobec okrucieństwa i myśliwskiej biegłości straszliwego szlachcica mogła być jedynie przestraszonym gryzoniem, ale nawet gryzoń – gdy zapędzić go w sytuację bez wyjścia – potrafi rzucić się do ataku i drogo sprzedać swą skórę...

Raz jeszcze obrzuciła spojrzeniem najbliższą okolicę, ale nie dostrzegła ani śladu zagrożenia – może faktycznie Diyola kierowała falą tak, by uratować swą wyznawczynię przed pewną śmiercią z rąk skrytych w cieniu oprawców.
Zebrała się w sobie i – najszybciej jak potrafiła – ruszyła naprzód. Serce waliło w jej piersi jak młot kowalski, zmęczone płuca paliły przy każdym oddechu, a kolejne ruchy sprawiały, że rana na ramieniu wybuchała coraz to nową eksplozją bólu.
Po chwili wbiegła pomiędzy srebrzyste pnie brzóz. Nie zatrzymując się przeszła wśród smukłych drzew na drugi skraj zagajnika, by sprawdzić, co znajdowało się dalej.
Nie wiedziała, czy powinna się cieszyć, czy stracić resztki nadziei na ratunek – przed nią rozciągała się szeroka otwarta przestrzeń porośnięta wybujałymi trawami, w których gdzieniegdzie pyszniły się barwy kwiatów – malownicza łąka, wymarzone miejsce radosnych gonitw z przyjaciółmi i spokojnego zbierania ziół i kwiecia.

Wielka równina, na której samotny człowiek stanowi cel równie widoczny, jak sadzone jajo na czarnej patelni...

Nieco na wschód od zagajnika, w którym się ukryła, Lalaith widziała szeroką wstęgę prowadzącego z południa na północ traktu – najpewniej drogę do Thoris. Dalej na północ dostrzec mogła kolejną linię drzew, a droga kryła się w cieniu następnego lasu, możliwego schronienia. Czy tam miała już być zupełnie bezpieczna?
Owszem, słyszała, że Thoris znajdowało się z dala od cywilizowanych okolic, jednak trudno jej było uwierzyć, że na tak szerokiej przestrzeni nie znajdowały się żadne osady czy choćby samotne domostwa. Z drugiej strony, gdyby tak nie było, czy lśniącooki szlachcic odważyłby się organizować tutaj polowania na ludzi?

Zmęczona i zrezygnowana Lalith osunęła się na ziemię. Jakaś gałązka trzasnęła cicho pod jej ciałem, a nad głową rozległ się gorączkowy łopot skrzydeł – srebrzystoszara gołębica zerwała się do lotu i ruszyła w popłochu w stronę łąki. Podróżniczka z zachwytem patrzyła na grę światła na skrzydłach ptaka – pióra mieniły się bielą i srebrem, czyniąc gołębia bardziej podobnym do spadającej gwiazdy niż do żywego zwierzęcia.
Przenikliwy pisk przeciął niebo. Charakterystyczny kształt łukowato wygiętych skrzydeł pikującego drapieżcy pojawił się na tle zachodzącego słońca – Lalaith zakryła usta dłonią, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Ślizgając się na powietrznych prądach, gołębica walczyła o życie mknąc ku odległemu lasowi. Ciemna sylwetka jastrzębia przybliżała się coraz bardziej z upiorną nieuchronnością nagłej śmierci. Dziewczyna nie potrafiła oderwać wzroku od podniebnego pościgu. Wreszcie srebrzysta plamka światła zniknęła pomiędzy drzewami, a mrocznoskrzydły myśliwy wzbił się w niebo z pełnym gniewu okrzykiem.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 14 sty 2009, 17:05 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Widzisz…? Masz za swoje, piękny myśliwy – nie zawsze siła jest tym, co przynosi wygraną - pomyślała Lalaith spoglądając w ślad za srebrzystą gołębicą, której udało się umknąć z życiem.

Polowanie dobiegło końca.

Choć wciąż nie dotarła do miasta, a jej ciało pokrywał kurz przebytych ścieżek i masa sińców, dziewczyna poczuła, jak opadało z niej napięcie ostatnich godzin. Wygrała swoją walkę o życie umykając myśliwemu - niczym ta mała, niepozorna gołębica, która wymknęła się szponom jastrzębia.
Odetchnęła głęboko, czując jak mięśnie rozluźniają się. Zniknęło drżenie, towarzyszące jej przez ostatnich kilka godzin.

Właśnie! Ile to już godzin? Przecież bramy miasta na pewno zamykają na noc... Muszę się dostać do Thoris przed zmierzchem. I proszę, Diyolo, niech tam mają ciepłą wodę, siennik, i koszulę – choćby w przytułku dla ubogich...

Lalaith podniosła się powoli, odgarniając z czoła splątane loki. Spojrzała na barwiące się czerwienią niebo, zastanawiając się, jak daleko mogło być do miasteczka.

Wychodząc z brzozowego zagajnika ostatni raz spojrzała za siebie, tylko po to by zapamiętać, ile udało jej się przeżyć. By to uczucie wyryło się w sercu wiarą we własne siły. I ruszyła ku traktowi wiodącemu ku miastu – na przełaj, przez porośniętą kwieciem i ziołami łąkę.

Gdyby tylko miała czas, mogłaby uzupełnić tu całą utraconą kolekcję ziół.
Im bliżej było miasta, tym bardziej Lalaith ubolewała nad utratą podróżnego ekwipunku. I choć Zielonooki Szlachcic obiecał jej oddać wszystko, kiedy skończy się to „polowanie”, dziewczyna wolała go już więcej nie spotkać, nawet jeżeli to oznaczało utratę torby i pamiątkowej broni, którą dał jej ojciec.
Zresztą, już po pierwszym upadku, jeszcze gdy towarzyszył jej Grum, Lalaith wiedziała, że wkraczając na drogę, którą wskazał szlachcic, straciła wszystko, co niosła ze sobą dotąd. I to nie tylko torbę ziół, ale i głowę pełną marzeń oraz swoją dziecięcą naiwną niewinność, która gnała młodą kapłankę byle dalej od rodzinnych stron.

Brnąc przez łąkę zaczęła zastanawiać się, co pocznie, kiedy już dotrze do upragnionej cywilizacji. Potrzebowała kogoś, kto pomoże jej opatrzyć rany, potrzebowała kąpieli, odpoczynku, nowej koszuli i jakiegoś zajęcia, które pozwoliłoby jej oszczędzić pieniądze na kupno nowego ekwipunku…
Ale przede wszystkim potrzebowała czasu, by odetchnąć po tym wszystkim, co ją dotąd spotkało.

Raz jeszcze spojrzała na niebo, a zaraz potem ruszyła szybkim marszowym krokiem w kierunku, który obrała już wcześniej , podczas ucieczki, a który oddalał ja od polowania, za to zbliżał do miasteczka – taką przynajmniej miała nadzieję.


Ostatnio edytowano Wt, 27 sty 2009, 20:24 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 27 sty 2009, 20:25 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Szła dziarsko, wdychając głęboko słodki zapach ziół. Czuła jak robiło jej się coraz cieplej na sercu – gołębica była najwyraźniej dobrą wróżbą, znakiem zesłanym przez miłosierną Boginię, symbolem wyzwolenia. Chylące się ku zachodowi słońce wydłużało cień kroczącej przez wysokie trawy dziewczyny, przekształcało łąkę w jezioro falującego czerwonego blasku. Delikatny zefirek chłodził rozgrzaną wysiłkiem twarz Lalaith, uspokajając i obiecując odpoczynek. Zachwycająca się urodą wieczoru kobieta czuła jak ogarniał ją coraz większy spokój – jakby cisza tej okolicy znalazła miejsce i w zmęczonym ucieczką sercu.
To miejsce tak bardzo przypominało jej rodzinne strony, że łzy wzruszenia napłynęły do oczu dziewczyny – na podobnych uroczyskach gromadziła swe bezcenne zioła, w identycznych zagajnikach znajdowała ochłodę w letnie dni, w takich samych brązowo-zielonych lasach wędrowała z ojcem.

Byłby ze mnie taki dumny...

Co kilkanaście kroków odwracała się w obawie, że dostrzeże pościg wynurzający się spomiędzy drzew, że usłyszy świst zabójczego pocisku lub ujadanie gończych psów. Otaczał ją jednak tylko subtelny szelest traw i odległy, czysty jak górski potok śpiew skowronka, niewidocznego na mieniącym się barwami nieboskłonie.

Była coraz bliżej kolejnej połaci lasu – ciemniejące w świetle zachodu drzewa niosły spokój i schronienie, którego chwilę wcześniej udzieliły srebrzystej gołębicy. A gdzieś za nimi musiało znajdować się miasto, ku któremu zmierzała – miejsce, gdzie wszystko wrócić miało do normy.
Choć radość z rychłego wybawienia i osiągnięcia celu napawała dziewczynę chęcią do życia i zapałem podejmowania kolejnych wysiłków, jej ciało słabło coraz bardziej. Napięcie i determinacja, które dotychczas napędzały jej mięśnie popychając do szaleńczego biegu, odpływały stopniowo, zostawiając po sobie senność i ociężałość wycieńczonych członków. Lalaith miała świadomość, że jeśli nie uda jej się dotrzeć na miejsce przed zmrokiem, na pewno nie będzie w stanie kontynuować podróży przez całą noc – potrzebowała wytchnienia, posiłku i snu.

Już niedługo. Jeszcze tylko ostatni wysiłek. Jeszcze trochę...

Charakterystyczny dźwięk końskiej uprzęży zatrzymał kobietę w pół kroku. Zmrużyła oczy. Pomiędzy drzewami dostrzegła charakterystyczną sylwetkę jeźdźca.
Koń postąpił kilka kroków w jej stronę.
Szlachcic siedział wyprostowany. Zmrużone oczy lśniły odbitym światłem zachodzącego słońca. Nad wymierzoną w siebie bronią -

Moja kusza!

- Lalaith dostrzegła drapieżny uśmiech. Serce jej zamarło.

- Klik.

Dopiero po chwili zrozumiała, że słowo dobiegło z ust mężczyzny, a nie było odgłosem zwalnianego zamka.

- Nie spodziewałem się, że zajdziesz tak daleko, moja droga – wymruczał zielonooki szlachcic. – Zapewniłaś mi więcej rozrywki niż mogłem przypuszczać. Szkoda tylko, że nie spełniłaś nadziei, które w tobie pokładałem: rozumiem, że nie masz dla mnie trofeum?



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 6 lut 2009, 17:57 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Klik.

Lalaith zamknęła oczy, oczekując nadlatującego bełtu, kolejny raz raniącego jej i tak potłuczone ciało.

Klik. I nic… Cisza.

Bogini…Już? To miałoby być takie trywialne? A gołębica...?

Na pełne smutku myśli młodej kapłanki odpowiadała cisza. Ból spodziewanego pocisku nie nadszedł. Lalaith powoli otworzyła oczy.
Siedział na pięknym rumaku, z jej kuszą w dłoniach, i przyglądał się jej oczyma zimnymi niczym jeziora skute zimowym lodem. Zimne i tak nieziemsko piękne. Kiedyś myślała, że patrzyły na nią z zainteresowaniem. Teraz czuła się zabawką.
Na dźwięk jego słów uniosła wzrok. Zielonooki Szlachcic patrzył na nią wzrokiem mówiącym „Nie uciekaj, mała kotko, nie uciekaj, bo i tak cię złapię…”

- Trofeum? – wyszeptała drżącymi wargami. – Nie spełniłam twych oczekiwań, Panie…?

Spojrzała mu w oczy, czując że to zimno może ją zabić w jednej chwili i… dygnęła w ukłonie godnym córki szlacheckiego rodu.

Kończ z klasą…

- Przykro mi, że się zawiodłeś, Panie. Ale być może nazbyt wiele sobie obiecywałeś? Nie da się, nawet najtwardszą ręką, sprawić, by domowe kocię stało się tygrysem ludojadem…
Ganisz mnie, a jednocześnie przyznajesz, że nie liczyłeś na tak wiele. Jak mam to rozumieć? Czy nie dość daleko zaszłam? Obiecałeś mi, Panie, że jeżeli do zmroku wydostane się z lasu – zwrócisz mi wolność...
Verbum nobile debet esse stabilne, piękny Panie, – rzekła, patrząc mu głęboko w oczy, po czym odwróciła twarz ku zachodzącemu słońcu.

Niebo wyglądało jak usłane jedwabiami - czerwień, pomarańcz, fiolet.
I znów cisza, gdy wybrzmiało jej ostatnie słowo.

Bo też, co więcej mogła mu jeszcze powiedzieć?


Ostatnio edytowano Pn, 9 lut 2009, 16:36 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 9 lut 2009, 16:38 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Śmiech szlachcica doskonale współgrał z jego aparycją – był dźwięczny, niski i gardłowy. Echo poniosło go pomiędzy drzewa, by jak najwięcej istot mogło nacieszyć uszy zmysłowym dźwiękiem. Kilka spłoszonych ptaków zatrzepotało skrzydłami i wzniosło się spomiędzy liści ku niebu.

- Zabawna z ciebie gąska, dziewczyno, - powiedział mężczyzna patrząc na nią z wysokości siodła. – Niby potrafisz o siebie zadbać, ale nic nie rozumiesz. W dziczy się chowałaś? To kto cię tam gładkiej mowy uczył? Ptaszki ćwierkające?

Kolejny wybuch śmiechu sprawił, że Lalaith przeszły ciarki – nie było w nim wesołości, tylko wyższość i drwina. Szlachcic popatrzył na kobietę i uśmiechnął się obnażając zęby – wyglądał jak głodny wilk.

- Być może zbytnią wagę przykładasz do bajeczek, których nasłuchałaś się w dzieciństwie – warknął, a jego oczy zabłysły szkarłatem odbitego światła zachodzącego słońca. – Moja propozycja wspominała o zdobyciu trofeum, a nie – o wydostaniu się z lasu. Miałaś być myśliwym, a nie tylko zwierzyną, ta rola zarezerwowana została dla tego plugawego niedorostka. Chciałem, byś przyniosła mi jego głowę, ale jakoś nie widzę, byś wywiązała się ze swojego zadania.

Poprawił się w siodle, po czym opuścił kuszę i zdjął bełt dłonią w skórzanej rękawicy. Przez chwilę przyglądał się pociskowi, po czym – jakby od niechcenia – cisnął go w kierunku stóp dziewczyny. Lalaith krzyknęła i odskoczyła, gdy ostrze wbiło się w ziemię. Mężczyzna uśmiechnął się straszliwie i nachylił nieco w jej kierunku.

- Jak już wspominałem, nie wierzyłem, żeby taka prowincjonalna gęś zapewniła mi rozrywkę na cały dzień – kiedy mówił takim cichym tonem, jego głos przywodził na myśl rozciągniętego przed kominkiem kota; człowiek niemal zapominał o zabójczych pazurach skrytych w miękkim futrze. – Okazuje się, że żywa jesteś zabawniejsza, niż martwa. Zastanawiam się, czy iść za Twoją radą, zastosować się do maksymy, którą cytujesz niepoprawnie, i skrócić cię o głowę, czy pójść za głosem szaleństwa i zrobić coś równie zaskakującego jak nieporadne stosowanie mowy klasycznej przez niedouczoną wieśniaczkę...
Każde z tych rozwiązań wydaje się w tym samym stopniu satysfakcjonujące...

Szarpnął wodze i koń posłusznie przeszedł kilka kroków, zataczając okrąg wokół Lalaith. Dziewczyna obracała się wraz z nim, starając się nie stracić mężczyzny z oczu – nie wiedziała, co planował, ale nie spodziewała się, że obsypie ją kwiatami. Domyślała się, że cokolwiek mógłby wymyślić, bez wątpienia nie spodoba jej się bardziej, niż śmierć z jego ręki. Choć zastanawiała się, co gorszego mogłoby mu przyjść do głowy...

- Idź sobie, gąsko, - powiedział szlachcic, chowając kuszę – jej kuszę – do eleganckiej torby przytroczonej przy siodle. – Idź przed siebie i nie zapominaj, że nie znasz dnia ani godziny. Jesteś mi winna życie.
Verbum nobile debet esse stabile – powiedział z naciskiem. – Nasz układ pozostaje w mocy, dziewczyno. Będę trzymał się danego ci słowa, ale ciesz się tym pożyczonym życiem. Być może jeszcze zdecydujesz się wypełnić swe zobowiązanie. A jeśli nie, ja upomnę się o swoje.
Będę miał cię na oku...

Spiął konia ostrogami i ruszył galopem w kierunku lasu, z którego niedawno wydostała się Lalaith.

- Do zobaczenia! – krzyknął jeszcze. A dla dziewczyny zabrzmiało to jak najstraszliwsza klątwa.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 24 mar 2009, 21:03 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Śmiech Zielonookiego Szlachcica niósł się echem po okolicy jeszcze długo po tym, jak mężczyzna zniknął jej z oczu.

A może to tylko moje szaleństwo? Może obydwoje jesteśmy równie szaleni – ja i on…

Lalaith stała na polanie wpatrując się w pocisk wbity w ziemię u jej stóp. Oplótłszy się ciasno ramionami, za wszelką cenę próbowała powstrzymać nerwowe drżenie.

Mrok gęstniał, wylewając się spod gałęzi drzew i ścieląc w zagłębieniach. Choć przez cały dzień palące słońce nagrzewało powietrze, teraz całe to gorąco jakby znikało, przestraszone nadchodząca nocą.

Otrząsnąwszy się z szoku, jakim było to spotkanie, Lalaith dostrzegła, że słońce już niemal ukończyło swą wędrówkę po niebie, powoli i niechętnie przygotowując się do oddania panowania gwiazdom. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że powinna dotrzeć do miasta, a jeżeli chciała tego dokonać, to powinna się pospieszyć.
W odruchu niezrozumiałej złości wyrwała z ziemi sterczący bełt i sprintem ruszyła ku widocznej z polany drodze. Biegła w stronę przeciwna do tej, w którą odjechał Szlachcic. Chciała się zmęczyć, chciała zapomnieć, musiała…

Dotrzeć do miasta przed nocą… I znaleźć tam schronienie, byle dalej od tego szaleńca! Wszyscy bogowie tego i innych światów urządzili sobie chyba zabawę moim kosztem, tylko… mnie to jakoś nie bawi!

Szok. Wściekłość. Rozżalenie i strach. Pot spływający po skórze, chłód wieczoru, pył drogi. I urywany oddech. Na chwilę obecną nic więcej.
Na zastanowienie i bezsilne pytania w stylu „dlaczego ja?” czas będzie później.
Teraz liczyło się tylko dotarcie do miasta. Plany na przyszłość, jakkolwiek krótka miałaby nie być – później.


Ostatnio edytowano Wt, 31 mar 2009, 16:16 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 31 mar 2009, 16:17 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Kilkanaście minut później szła przez kolejny las – tyle że tym razem, kroczyła twardo ubitym traktem, który wiódł pomiędzy dwoma ścianami ciemnych drzew. W ostatnich promieniach zachodzącego słońca dostrzegła jeszcze wynurzające się spomiędzy koron drzew szare mury kamiennej twierdzy wznoszącej się gdzieś po prawej stronie drogi.
Noc zapadła nad wyraz szybko – a może tak tylko zdawało się dziewczynie, która wędrowała w głębi gęstego lasu?
Nagle zniknęły pomarańczowe promienie, wydłużone cienie połączyły się w nieprzenikniony mrok. Księżyc nie spieszył się, by opromieniać ziemię, a blade światło gwiazd nie wystarczało, by uczynić drogę Lalaith jaśniejszą. Nie spowolniło to jednak zdeterminowanej dziewczyny – nawet teraz, kiedy jej prześladowca postanowił dać jej już spokój i odjechał, nie zamierzała się zatrzymywać, nie chciała dać się zaskoczyć, a zdawała sobie sprawę, że jedynie dzięki temu, że nie przerywała wędrówki, była w stanie jeszcze utrzymać się na nogach.

Bolało ją wszystko – otarta skóra i poobijane mięśnie, podpuchnięte oczy, wysuszone gardło i domagający się jedzenia żołądek. Stopy tętniły tępym i jednostajnym sygnałem skrajnego wycieńczenia, przy każdym kroku wywołując grymas cierpienia na twarzy kapłanki.
Miała świadomość, że nawet gdyby dotarła teraz do miasta, nie miała bez wątpienia żadnych szans na to, by przedostać się poza bramę – zwyczajowo zamykaną na noc. Musiała zatem coś postanowić – albo wędrować do skutku i przespać się tuż pod miastem, albo znaleźć sobie jakieś schronienie na noc, odpocząć, przespać się i – rano wyruszyć dalej.
Przecież Thoris nie mogło być już daleko...

Księżyc wysunął się powoli zza ciemnej chmury, opromieniając trakt i idącą nim coraz wolniej postać. Kilka metrów przed zmęczoną Lalaith, od głównej drogi odchodziła ścieżka prowadząca w górę zalesionego zbocza. Na szczycie wzniesienia znajdowały się mury, które dostrzegła wcześniej – wyszczerbione jak zęby przedwiecznej bestii, zwietrzałe, oświetlone jasnym szarym światłem Pana Nocy. Pojedyncza wieża wznosiła się wysoko ponad zmurszałymi blankami. Ciemna budowla wyglądała na niezamieszkałą.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 12 lip 2009, 08:54 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Jaki to ma sens? Zamczysko wygląda na opuszczoną ruinę, pchać się tam nocą, to jak prosić o cios kamiennym zwornikiem w łeb… - pomyślała pełna wściekłości.

Zamczysko pojawiło się na drodze dziewczyny albo stanowczo za późno, kiedy w szarym świetle wieczora zdawało się raczej grozić niż zapraszać, albo zdecydowanie za wcześnie – być może w innych okolicznościach i porze dnia dziewczyna byłaby się zainteresowała niezwykłą masywną budowlą, pośrodku bliżej nieokreślonego niczego, z jedna wąska drogą przez las zamiast zwyczajowego traktu, na którym mogłyby się wyminąć dwa powozy.

Lalaith przystanęła na chwilę, próbując dać wytchnienie nogom i kręgosłupowi, w którym echem odbijało się ciche „łup łup łup” równych, nieprzerwanych kroków. Westchnęła i uniósłszy głowę starała się przyjrzeć kamiennemu masywowi, dojrzeć być może światło w którymś z wykuszy okiennych, albo chociaż usłyszeć ciche odgłosy gospodarstwa szykującego się do snu – rżenie koni, pobekiwanie owiec, które jeszcze nie wiedzą, że jutro staną się pieczenią na pańskim stole, czy wreszcie psy i nawoływanie ludzi.

Spanie w opuszczonym zamku naprawdę nie wydaje się być dobrym pomysłem… Znając moje szczęście ostatnich dni, nawet opuszczony zamek zapewne ma już lokatorów – wilki, niedźwiedzia, a w najgorszym razie bandę podpitych zbójów – jakby mi mało było starć z wariatami. Wolę spać tutaj.

Dziewczyna była zdecydowana iść, póki sił, a w ostateczności przespać się pod bramą miasta, o ile zdoła tej nocy do niego dotrzeć, lub gdzieś na poboczu drogi, na mchu i wśród krzewów, jak miała okazję dotychczas – zanim spotkała Zielonookiego Szlachcica. Nawet spanie w towarzystwie leśnych żyjątek, i namolnych komarów wydawało się bardziej zachęcające niż kolejna tego dnia „przygoda”
Na samą myśl o przygodzie, Lalaith prychnęła pogardliwie, niczym rozdrażniona kotka. Rzuciła ostatnie spojrzenie na zamek – jeżeli faktycznie nikt w nim nie mieszkał, nadeszła pora ruszyć dalej.


Ostatnio edytowano Pn, 3 sie 2009, 14:11 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 3 sie 2009, 14:15 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Las śpiewał.
Nocna pieśń – choć cicha – zdawała się być wszechpotężna. Szum liści i głuche trzeszczenie gałęzi stanowiły tło dla bzyczenia komarów, z rzadka podkreślonego suchym uderzeniem skrzydeł ćmy. Czasem można było usłyszeć najlżejsze skrobanie drobnych pazurków o korę, smagnięcia cienkich gałęzi o muskularne ciała drapieżników i wysoki akord ostatniego krzyku upolowanej ofiary.

Mrok gęstniał.
Choć las zaoferował samotnej dziewczynie zdumiewające bogactwo dźwięków, skrywał się przed jej oczami w cieniach nocy, słabe światło księżyca przedzierało się przez mroczne korony drzew, by wydobyć z ciemności zarys traktu, który w bladym blasku zdawał się nierzeczywisty – srebrny, rozedrgany, jakby miał zniknąć, gdy nierozważny wędrowiec zmyli drogę.

Zostawiwszy za sobą ciemne zamczysko, Lalaith nie ustawała w marszu, choć czuła straszliwe zmęczenie – nogi bolały jak poparzone, plecy i ramiona sztywniały od nieprzerwanego wysiłku.

Czy to naprawdę był tylko jeden dzień?

Zdawało jej się, że minęły tygodnie odkąd zaczęła uciekać; tygodnie strachu, determinacji i zmęczenia, bólu i palącej potrzeby oddechu. Teraz, kiedy miała to już za sobą,

na pewno?

nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że jej nogi nagle rozpłyną się lub pękną, zostawiając ją w pyle drogi – Drogi! – zesztywniałą, posiniaczoną, skazaną na śmierć z wyczerpania.

Była głodna.
Jej wycieńczone ciało zużyło wszystkie rezerwy – pusty żołądek kurczył się i zaciskał, a kiszki wydawały dziwne dźwięki. Starała się nie myśleć o jedzeniu, bo wspominanie kolacji, którą uraczył ją Szlachcic, wywoływało kolejne fale skurczów udręczonych wnętrzności.

Była brudna i pokrwawiona.
Prawdopodobnie wyglądała jak żebraczka. Ale czy w naukach Diyoli nie było napisane, że prawdziwe piękno człowieka to myśl czysta, serce szczere i działanie dla dobra bliźniego? Matka Przełożona dokładała wszelkich starań, by jej podopieczne dobrze zrozumiały i zapamiętały ten wers.
A jednak świadomość faktu, że jej podróżny strój jest zniszczony, ciało pokryte sińcami i zadrapaniami, a włosy – splątane i zakurzone, sprawiała, że Lalaith poczuła się jeszcze gorzej niż dotychczas.

A jeśli zostaną mi blizny?

Pogrążona w myślach nawet nie zauważyła, kiedy wydostała się z lasu . Minęła jeszcze z rzadka rosnące drzewa, które zdawały się odprowadzać ją na próg swego domostwa, po czym znalazła się na rozległej równinie, na której lśniły srebrzyście prostokąty pól uprawnych. Pośrodku szachownicy ciemnych i jasnych zagonów Lalaith zauważyła ciemniejszą plamę skrzącą się gdzieniegdzie iskrą światła – miasto!

Bezpieczeństwo! Jedzenie! Kąpiel!

Myśli dudniły w jej głowie do wtóru szybszego bicia uradowanego serca. Wysiłkiem woli starała się zmusić zmęczone ciało do kontynuowania wędrówki, ale zakręciło jej się w głowie. Zatrzymała się i oddychała ciężko opierając dłonie na udach. Zaskoczyło ją starcze chrapliwe dyszenie, które z siebie wydała.
Ruszyła dalej. Wolno, lecz z determinacją.
To była Droga, którą wybrała.

Mroczny masyw miasta potężniał stopniowo, a Lalaith słabła z każdym krokiem. Nagle zrobiło się całkiem ciemno, jakby skrzydła nocy przesłoniły księżyc...

* * *

Otworzyła oczy i ponownie je zmrużyła, gdy blask ją oślepił. Wypluła piach, który miała w ustach i – choć wszystkie mięśnie boleśnie zaprotestowały – zmusiła się do wstania z ziemi.
Słońce stało wysoko na niebie, a otaczające dziewczynę złociste łany zboża lśniły w jego promieniach jak najczystsze złoto. Upragnione miasto było niemal na wyciągnięcie ręki – Lalaith stała tuż przy trakcie, na skraju pola, za którym zieleniły się łąki otaczające okolone ogromnym murem miasto.

Takie wielkie...

Nad murami widać było liczne dachy i kominy. Niektóre budynki wznosiły się wysoko ponad inne – wyżej nawet niż wieże świątyni w Perzowym! Zdawała sobie sprawę, że miasta są duże, ale nie spodziewała się czegoś takiego!
Donośny protest pustego żołądka zmusił ją do otrząśnięcia się z zadumy. Ruszyła ku otwartym bramom Thoris.
Im bliżej miasta była, tym większym zdziwieniem i zachwytem napawały ją jego rozmiary. Szeroko otwartymi oczyma przyglądała się wieżom, kominom i umieszczonym na blankach wieżyczkom strażniczym.

Kiedy wreszcie znalazła się u wrót, wyraz niesmaku na twarzach strażników przypomniał jej, w jakim opłakanym stanie się znajdowała...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 5 sie 2009, 09:20 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
No, tak… Ręka obandażowana. Gorset, a pod nim ani kawałka koszuli. Spodnie całe ubłocone po przedzieraniu się przez nadrzeczne chaszcze. Siniaków chyba nie zliczę. Fakt – do prezencji miejskich kapłanów i akolitek na pewno mi daleko, a przecież jestem jedną z nich – służę mojej Bogini… – pomyślała ze smutkiem Lalaith.

Ostatnia myśl wyrwała się jej zupełnie niechcący ze spierzchniętych ust. Wypowiedziana na głos na krótką chwilę przykuła uwagę strażników.

- No, ale przecież to nie wygląd szat świadczy o wartości człowieka, zwłaszcza kapłana…- mruknęła cicho, jakby bardziej do siebie, niż do nich.

Wyraz twarzy stojących w bramie strażników przywodził na myśl ludzi, którzy naprawdę stoją tutaj, bo muszą i zupełnie nie chcą nic o nikim wiedzieć, bo zastanawianie się mogłoby ich zaboleć.
A wypowiedziane na głos myśli zmuszały do zastanowienia – kto i dlaczego napadałby kapłankę?
Przynajmniej ją by zmusiły...

Lalaith westchnęła ciężko przekraczając bramy upragnionego Thoris odprowadzana obojętnymi spojrzeniami strażników. Znalazłszy się w mieście przystanęła, niepewna, dokąd skierować swoje kroki. Obracając się wokół, by choć odrobinę zorientować się, gdzie jest, wyplątywała z włosów ostatnie drobne gałązki.
Nawet jeżeli wyglądała mizernie, to w wyniku krótkiej obserwacji wiedziała już, że przynajmniej nie będzie wyróżniała się od miejskich żebraków i biedoty, która kryła się w zaułkach domów.
Dziewczyna ruszyła powoli w głąb miasta; szukała wzrokiem kogoś, kto mógłby jej wskazać drogę do świątyni Diyoli, lub miejskiego uzdrowiciela. Tam mogłaby zaoferować swoją wiedzę i umiejętności w zamian za pomoc w doprowadzeniu się do ładu – łóżko, posiłek, kąpiel.


Ostatnio edytowano Śr, 5 sie 2009, 09:36 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 5 sie 2009, 12:13 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Badawczo rozglądała się po imponującym mieście – ulice były szerokie i jasne, domy kamienne i wysokie – wiele z nich pomalowano jaskrawymi farbami, dzięki czemu odróżniały się od siebie i sprawiały, że Thoris olśniewało jak ogon koguta. Ulicami przechadzało się mrowie ludzi – dyskutujący o czymś zawzięcie mężczyźni w barwnych kaftanach, szeleszczące sutymi spódnicami kobiety dźwigające wypakowane sprawunkami wiklinowe kosze, młode dziewczęta o lśniących warkoczach i uśmiechający się do nich młodzieńcy, którym dopiero zaczynał sypać się pierwszy zarost. Tu i tam przebiegało dziecko toczące przed sobą drewnianą obręcz, albo pies ujadający wesoło gonił wychudzonego kota.

Ponad dachami Lalaith dostrzegała wysokie wieże kilku budynków oraz lśniącą w promieniach palącego słońca kopułę zwieńczoną nierozpoznawalnym z tej odległości symbolem. Przekonana, że to musiała być świątynia, dziewczyna postanowiła ruszyć w tamtym kierunku.

Łapczywie chłonęła dźwięki i kolory miasta, zazdrośnie patrząc na beztroskich ludzi, których jedynymi zmartwieniami był dzisiejszy obiad i dobór koloru stroju.
Zastanawiała się, czy ludzie tutaj są tacy sami, jak w rodzinnej wiosce, czy mieszkańcy miast różnią się zasadniczo od mieszkańców niewielkich osad; czy życie na granicy Cesarstwa zmienia tych, którzy tu przybyli.
Miała nadzieję, że będzie miała czas i sposobność, by się o tym przekonać.

Nagle poczuła, że o jej czoło uderza coś wilgotnego.

- Strecca! Strecca! - usłyszała i zobaczyła grupkę dzieci, które pokazywały ją palcami i śmiały się. Zerknęła na ziemię, gdzie upadł ogryzek jabłka, którym w nią rzuciły. Kiedy podniosła wzrok, już ich nie było, a wysoki śmiech cichł w bocznej uliczce.

Smutno pokręciła głową i ruszyła przed siebie. Być może jeśli doprowadzi się do porządku, nie będzie budziła takich reakcji?
A może tutaj jest zupełnie inaczej, niż w domu?

Ale o tym przekonasz się dopiero poznając THORIS A.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 7 z 7 [ Posty: 203 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u