Teraz jest Cz, 15 lis 2018, 08:53

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 1 z 1 [ Posty: 7 ] 

Lotem błyskawicy

Autor Wiadomość
 Tytuł: Lotem błyskawicy
PostNapisane: Cz, 29 gru 2011, 01:15 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Okolica zajazdu, z którego się wydostał, zdecydowanie odbiegała od wcześniej poznanej przez Sylwava części miasta. Domy stały tu w większym oddaleniu i były bardziej okazałe. I otoczone murami.
Ulice były szersze i zdecydowanie więcej na nich było kamieni niż ziemi.

Utykając i sycząc przy każdym kroku, mężczyzna minął kilka budynków i przystanął za zakrętem, opierając się o mur. Oddychał ciężko, starając się ocenić, w którą stronę powinien ruszyć.
Ponad dachami wyraźnie widać było lśniącą kopułę świątyni, którą mijali idąc do szpitala. Uśmiechnął się, myśląc o szkoleniach terenowych i nacisku, jaki nauczyciele kładli na strategiczne punkty orientacyjne.

Zignorował pogardliwe spojrzenie mijającego go mężczyzny i ruszył w stronę szpitala.

***

Kiedy znalazł się w biedniejszej dzielnicy, z ulgą zanurzył się w plątaninę wąskich uliczek, na których mniej zwracał uwagę, i które oferowały wiele potencjalnych kryjówek.
Starał się utrzymywać równe tempo, aby jak najprędzej trafić do swojego pokoju. Tregarth na pewno miał jakąś maść, która przynosiła ulgę poparzonej skórze.

Zatrzymał się nagle i cofnął o kilka kroków. Szczęście wciąż go nie opuszczało - pomiędzy dwoma kamienicami rozciągnięte były sznury, na których suszyło się pranie. Bez wahania zerwał białą koszulę i skrył się w pobliskiej sieni.

Chwilę potem maszerował w luźnym stroju sięgającym połowy uda.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lotem błyskawicy
PostNapisane: Śr, 4 sty 2012, 23:04 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Starał się nie rzucać w oczy. Było to o tyle łatwiejsze, że odkąd założył odpowiednio długą koszulę, nie świecił już przyrodzeniem na lewo i prawo. Nadal nie wierzył, że spieprzenie przed prawem okazało się takie proste. To prawda, że jeszcze nie udało mu się dotrzeć do celu, ale dzięki niedowładowi umysłowemu tutejszej straży był na jak najlepszej drodze do swojego szpitalnego pokoju.

Z drugiej strony pójście do Tregartha może nie być takim świetnym pomysłem. Logicznym jest, że gość z przypalonym wackiem będzie chciał jak najszybciej doprowadzić swój największy skarb do stanu używalności. Jeśli tutejsi stróże prawa ilorazem inteligencji przynajmniej w połowie dorównują stercie cegieł, to przeszukają wszystkie pobliskie, a może i znajdujące się dalej przychodnie i szpitale.

Zatrzymał się na krótką chwilę, jakby rozważał zmianę dotychczasowych planów.

A gdzie indziej, do cholery, mam niby pójść?

Westchnął ciężko, po czym wznowił narzucone sobie zadanie odszukania szpitalnej pomocy. Przeczuwał, że pcha się w ten sposób do ciemnicy, ale nie miało to teraz znaczenia. Perspektywa spędzenia jakiegoś czasu w ciasnym pomieszczeniu była niczym w porównaniu do ostatniej myśli związanej z jego rodziną. Myśli, która, czuł to, jeszcze da o sobie znać i to ze skutkiem znacznie gorszym, niż ma to miejsce teraz.

W obliczu tego, co zobaczyłem, serdecznie pierd**ę więzienie.



_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 10 sty 2012, 02:06 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Rozeznanie się w topografii przychodziło mu bez problemu, a brak zainteresowania ze strony przechodniów ułatwiał wędrówkę do celu. Gdyby jeszcze nie było tak cholernie gorąco, mógłby potraktować tę eskapadę jak wycieczkę krajoznawczą.
I gdyby nie irytujące pieczenie oczywiście...

Drażniło go, że nie miał pojęcia, kto mógłby pomóc mu zrozumieć, co mu się przydarzyło. Czy Lala - czy jak jej było na imię - miała coś wspólnego z jego nagłą wyprawą? Czyżby i ona była czarokletką? A może ta ciemnowłosa wiedźma? I jak znów wrócił tutaj?
Pytań było coraz więcej, a odpowiedzi żadnej.
Tregarth nie mógł mu pomóc...
Kto mógł...?

Zmrużył oczy wychodząc na plac, nad którym górowała świątynia. Mrugnął kilka razy, po czym rozejrzał się wokół. Szpital był już niedaleko, a na zalanym słonecznym blaskiem skwerze nie było żywego ducha. Sylwav skinął głową z zadowoleniem i ruszył szybko w stronę schronienia. Kiedy zamknął za sobą drzwi ciemnej sieni, oparł się o nie plecami i odetchnął głęboko.

Najpierw jakaś maść - pomyślał, - a potem trzeba będzie uzyskać jakieś odpowiedzi...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lotem błyskawicy
PostNapisane: Wt, 24 sty 2012, 19:11 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Odepchnął się plecami od drzwi, po czym bardzo ostrożnie podążył korytarzem w poszukiwaniu kogokolwiek.

- Zastałem jakiegoś doktora?! – krzyknął, słabiej, niż by tego chciał. – Czy ktokolwiek mógłby coś zaradzić na mój palący problem?!

W momencie przekroczenia progów szpitala, był w stanie skupić się przede wszystkim na próbie odnalezienia pomocy. Wszelkie pytania i wątpliwości zostały zastąpione przez głęboką chęć uśmierzenia bólu.

Załatwiła mnie zawodowo. Chyba powinienem się cieszyć, że jestem cały. Równie dobrze mogło dojść do tego, że ten śmieszny typ z doklejonymi uszami musiałby wynosić mnie na szufelce.

Bardzo stęsknił się za jakimś przyjaznym obliczem. Najwidoczniej takie rzeczy dzieją się po zablokowaniu kuli ognia kroczem.

Tregarth, Mirandor, Selena, Lajal… nawet pieprzony Dekares. Niech ktoś się pokaże.



_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 7 lip 2012, 00:31 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Echo głosu Sylwava odbijało się od kamiennych ścian szpitala. Świadomość znalezienia się tutaj poprawiła mu samopoczucie. Znów wiedział, gdzie był – mógł odzyskać panowanie nad sytuacją.
Tylko najpierw potrzebował zapanować nad bólem.

Nagle poczuł jak opuszcza go energia i ciężko usiadł na schodach. Oddychał głęboko, czuł zawroty głowy, trzęsły mu się ręce.

I po adrenalinie... – pomyślał i uśmiechnął się blado. – To może ja sobie tu posiedzę przez chwilę...
Na wyższym piętrze szczęknęły drzwi i Sylwav usłyszał kroki.

- Nareszcie – wydyszał pod nosem i przesunął się, żeby sprawdzić, kto go usłyszał.

U szczytu schodów pojawił się doktor Tregarth.

- Wiedziałem, że pańska nieobecność jest tymczasowa – powiedział spokojnie, schodząc. – Pańska przyjaciółka niezmiernie się o pana niepokoiła. Mam nadzieję, że uspokoi ją pana powrót.

Nagle medyk zatrzymał się. Zmierzył Sylwava uważnym spojrzeniem i zmarszczył brwi.

- Co się stało? Jest pan chory? – zapytał skrzekliwie. – Strasznie pan zbladł.

Twarz wojownika pokryta była zimnym potem. Choć starał się – jak zwykle – drwiąco uśmiechać, przychodziło mu to z trudem.
Tregarth schylił się i położył dłoń na czole Sylwava, po czym zajrzał mu w oczy.

- Pomogę panu dotrzeć do łóżka – stwierdził krótko. – Proszę się na mnie wesprzeć. Hej tam! – krzyknął skrzekliwie. – Potrzebuję pomocy!



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 12 lip 2012, 22:45 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Wybiegając z sali chorych Lalaith mocniej zasznurowała szpitalny szlafrok, poprawiając wiązanie tak, by nie rozpadło się podczas gwałtownych ruchów, a za razem nie uwierało.
Nie widziała twarzy obróconego do niej plecami mężczyzny, jednak postawa i sposób poruszania się wojownika nie nastrajały pozytywnie.

Wygląda źle. Obrażenia wewnętrzne…? Cholera! Wdech, wydech, policzyć do stu, uśmiech numer siedem „wszystko ogarniemy, będzie dobrze” – idziemy. Diyolo, Opiekunko…

Nie zwolniła kroku aż do momentu, w którym dogoniła na schodach medyka prowadzącego, a w zasadzie niemal ciągnącego Sylwava po schodach. Ominąwszy Tregartha znalazła się po drugiej stronie Sylwava.

- Doktorze, proszę mi pozwolić pomóc! – powiedziała, delikatnie podtrzymując ramię wojownika. Nie chciała robić zbyt wiele, by nie narazić się na gniew Tregartha, ale też nie zamierzała dać się odprawić się z kwitkiem.

- Mogę pomóc.. Proszę mi tylko powiedzieć, co mam zrobić – powiedziała, spoglądając na Tregartha wyczekująco. Wolała zapytać co i jak zrobić, niż usłyszeć, że przeszkadza.

Byle tylko pozwolił mi być…

Tregarth popatrzył na nią spod zmrużonych brwi:
- Proszę wziąć go pod ramię i pomóc mu iść. Zaprowadzimy go do pokoju, a potem zobaczymy, co możemy zrobić.

Sylwav oddychał ciężko, ale szedł dość pewnie.

- Mówiła pani, że ma doświadczenie w opiece nad chorymi? - głos doktora był sceptyczny, ale nie było w nim słychać niechęci.

Lalaith poprawiła uchwyt pod ramieniem Sylwava, tak by ten mógł się wesprzeć również na niej, dostosowała krok do tempa chorego i wraz z Tregarthem poprowadziła go wzdłuż schodów.

- Mam… Tam, skąd pochodzę to była najlepsza alternatywa dla zostania czyjąś żoną – powiedziała, starając się by ostatnie zdanie nie zabrzmiało zbyt pogardliwie.

Prowadząc Sylwava pod ramię poczuła się znów choć trochę potrzebna i „na miejscu”, a teraz Tregarth dawał jej okazję do wykazania się. Może jednak wszystko będzie dobrze? Może Droga wcale się nie zgubiła… – pomyślała, uśmiechając się kącikiem ust.

- Wiele rzeczy już widziałam, Doktorze… Wystarczy, że powie mi pan, co i jak mam robić, a na pewno będę przydatną pomocą. – dodała. - Znam się też trochę na ziołach… Ale oczywiście, to pan jest tutaj lekarzem. – zapewniła solennie.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lotem błyskawicy
PostNapisane: Pt, 13 lip 2012, 11:39 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn, 10 wrz 2007, 22:11
Posty: 123
Ktoś powiedział mu pewnego razu, że nawet najgorsze życiowe doświadczenie jest dobre, bo czyni nas silniejszymi. Łoś, który to wymyślił, najwidoczniej nigdy nie stłumił ognia własnym kroczem.

Ból stawał się coraz bardziej nieznośny, ale prędzej sparowałby przyrodzeniem kolejne zaklęcie, niż dał po sobie poznać, że potrzebuje interwencji lekarza. Na szczęście nie musiał nikogo o nic prosić. Tregarth zdawał się być człowiekiem urodzonym do tego, by pomagać innym, bo wyczuł osobę w potrzebie zaledwie chwilę po tym, jak przekroczyła progi szpitala. Szybka reakcja mogła być także powiązana z darciem się wniebogłosy pacjenta. Na razie nie czuł konieczności odzywania się, więc stwierdził, że nie ma po co otwierać gęby. Takie wnioski wysnuł prawdopodobnie pierwszy raz w życiu, ku własnemu zaskoczeniu.

Zaskoczyła go również obecność osoby, przed którą spektakularnie zniknął. Dalej znajdowała się w szpitalu, więc prawdopodobnie trzymała język za zębami i nie wspominała o niecodziennym zjawisku, którego była świadkiem. W przeciwnym razie ktoś zadbałby o załatwienie jej pobytu w pięciogwiazdkowym pokoju bez klamek. Albo lochu.

Miał też nadzieję, że pod jego nieobecność Mirandor jakoś radził sobie na nowym terenie. Jego niecodzienne zachowanie raczej mieściło się w dopuszczalnych granicach, chociaż granice te mogły być zgoła inne na tym zaścianku.

Wojownik w dalszym ciągu był mocno skołowany. Doszedł do wniosku, że najlepiej skupić się na pojedyńczych problemach. W tej chwili najważniejsze było pozwolenie Tregarthowi zająć się obrażeniami wtryskiwacza. Perspektywa może nie była najprzyjemniejsza, ale zawsze mogło być gorzej - mógł wylądować u lekarza od czubków.



_________________
Osobnik wysoki, stosunkowo szczupły, lecz odpowiednio wyrzeźbiony. Włosy smoliście czarne, lekko przysłaniające bladą, gładką twarz. Ciemne oczy o nieco szalonym wyrazie współgrają z ironicznym uśmiechem. Postać ubrana jedynie w skórzaną kurtkę, obcisłe spodnie z tegoż samego materiału oraz wysokie buty, wszystko w kolorze czarnym.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 1 [ Posty: 7 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u