Teraz jest Wt, 18 gru 2018, 12:28

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 1 z 1 [ Posty: 7 ] 

Wilczyca - Prolog

Autor Wiadomość
 Tytuł: Wilczyca - Prolog
PostNapisane: So, 27 mar 2010, 10:46 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
- Jesteś skończonym idiotą, Brorze Fjornskjall! - krzyczała powstrzymując się przed sięgnięciem po broń. - Tępym jak zbudzony zimą niedźwiedź!

- Uspokój się, kobieto - warknął wojownik podnosząc dłonie w obronnym geście.

- Nie traktuj mnie w taki sposób! - czuła jak jej gniew potężnieje z każdą chwilą, a próby uspokojenia podsycały tylko żar przepełniającej ją wściekłości. - Nie jestem wielkooką jałówką, którą kupiłeś na targu i teraz będziesz ją trzymał w oborze, żeby jej wilki nie zeżarły - wysyczała jadowicie. - Wiesz dobrze, że nie jestem gorsza od Twoich koleżków!

- Przecież nie powiedziałem... - próbował oponować potężny mężczyzna.

- Powiedziałeś! - przerwała mu gwałtownie i zacisnęła pięści. - Powiedziałeś już stanowczo za dużo! Powinnam była przewidzieć, że masz tyle rozumu, co wędzony dorsz!

- Zważ sobie...

- Albo co? - hardo uniosła głowę, a grube warkocze zakołysały się gwałtownie. - Albo pokażesz mi, gdzie jest moje miejsce? Nie jestem twoją własnością; nigdy nią nie byłam!

Chwyciła włócznię i plecak i trzasnęła drzwiami. Widok absolutnego oszołomienia na twarzy potężnego wojownika wypełnił ją poczuciem bezlitosnej satysfakcji.
Niepełnej jednak.
Powinna była mu przyłożyć...

Doskonale wiedziała, że była dobra w swoim fachu. Nie ustępowała umiejętnościami żadnemu z najemników Brora. I on też to wiedział. Dlatego wybrał ją i dołączył - jedyną kobietę - do swojej ekipy. Ona zaś wybrała go, bo był przystojny, wysoki, silny, pewny siebie. Dzięki niemu podróż nie była nudna.
A potem ten idiota wyobraził sobie, że stała się jego własnością! Bronwyn potrafiła znieść wiele; jeszcze więcej rzeczy rozpalało jej gniew - ale nic nie doprowadzało jej do szału tak szybko, jak protekcjonalne traktowanie! Nagle przestała być członkiem grupy, a stała się "kobietą wodza". To, że myśleli o niej tak pozostali, nie robiło na niej wrażenia, ale fakt, że Fjornskjall zaczął traktować ją, jakby nagle stała się potulną żonką...

Nie zareagowała na zaczepki kompanów siedzących w sali biesiadnej, zignorowała kłaniającego się w pas karczmarza. Trzasnęła drzwiami i zatrzymała się dopiero na zewnątrz. Odetchnęła głęboko i rozejrzała się. Wiedziała, że trawiący ją żar ostygnie dopiero po jakimś czasie.
Tymczasem musiała rozejrzeć się za nowym miejscem na noc - nie zamierzała pozwolić, by ten błazen znajdował się w pobliżu...

Spokojnie, to już przeszłość - pomyślała. - A tu zaczyna się przyszłość. Szkoda czasu...

Poprawiła plecak i ścisnęła drzewce włóczni. Zalane księżycowym blaskiem ulice zapowiadały wiele możliwości. Może to miasteczko nie było duże, ale bez wątpienia miało więcej niż jedną karczmę...


Przeciągnęła się, siadając na łóżku.
Po przebudzeniu szybko odzyskiwała przytomność; nie należała do ludzi, którzy otwierając oczy zaczynają zastanawiać się, gdzie są, co się stało, i dlaczego ktoś dobija się do drzwi.
Jednym rzutem oka omiotła pokój: klucz był w zamku, a krzesło, które ustawiła przy wejściu, nadal podpierało klamkę. Podróżny strój leżał na podłodze, a pusty dzban po piwie stał na szafce.
Przeczesała dłonią splątane włosy.

- No dobrze - zachrypiała, po czym odchrząknęła. - No dobrze, - teraz jej głos brzmiał prawie normalnie; - co bym chciała robić dzisiaj?

Wydobyła z plecaka kościany grzebień i otworzyła okno. Ranek - hmm, raczej południe... - był upalny, ale rześki. Wraz z ciepłem do pokoju wlał się gwar ulicy i - znacznie mniej rześkie - zapachy miasta.
Energicznie wzięła się do rozczesywania grubych włosów, obserwując spieszących na pobliskie targowisko mieszkańców Thoris.

W efekcie wczorajszych wydarzeń nie miała żadnych planów na nadchodzące dni, a nie znosiła bezczynności. Musiała zatem zadbać o nowe zatrudnienie Nigdy dotąd nie stanowiło to dla niej trudności, więc nie wątpiła, że Thoris zaoferuje niejedno świadomej swojej wartości kobiecie.

Inną sprawą było odnalezienie adresatki listu...
W "Gościńcu Victora" się nie zatrzymała. Zresztą byłoby dziwne, gdyby wysłanniczka Akademii wynajęła pokój w oberży dla najemników.

A może tutaj? - Bronwyn ponownie rozejrzała się po pokoju.

Łóżko było czyste, a pościel pachniała krochmalem i ziołami. Bielone ściany i zadbane meble sprawiały, że przywykła do niewygód wojowniczka czuła się jak w pałacu. Może "Srebrny Lis" pałacem nie był, ale nie wierzyła, by miasteczko na pograniczu mogło zaproponować coś więcej podróżnikom, których droga przywiodła tak daleko od serca Cesarstwa.

Będę musiała zapytać karczmarza - pomyślałą splatając warkocze. - A potem może rozejrzę się po miasteczku i zobaczę, co da się z niego wycisnąć...

Wyjęła drewnianą tubę z listem i przez chwilę ważyła ją w dłoni. Pieczęć Akademii przedstawiała sześcioramienną gwiazdę wypełnioną drobnymi znaczkami. Musiała się tylko upewnić, że przesyłka trafi do adresatki, a potem będzie się mogła zająć swoimi sprawami.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wilczyca
PostNapisane: So, 27 mar 2010, 20:54 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 19 mar 2010, 08:51
Posty: 9
Bogowie, ależ ten pokój czysty… - pomyślała Bronwyn machinalnie czesząc skołtunione podczas snu włosy.- Przyjemna odmiana po śmierdzącym namiocie Brora.

- Przyjemna odmiana po śmierdzącym Brorze- dodała już na głos i przejechała ręką po włosach. Udało się jej sprawnie i równo spleść warkocze, co nie było wcale takie łatwe.

Wściekłość na Brora jeszcze jej nie przeszła i Bronwyn wiedziała, że nieprędko się to stanie. Roześmiała się mimowolnie na wspomnienie jego ogłupiałej miny, kiedy odwinęła się na pięcie i wyszła.

Będziesz miał problem ze skompletowaniem ekipy, kochanie. W tej dziurze nie ma raczej zbyt wielu wojowników godnych ci towarzyszyć . - Uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła się ubierać. Teraz dopiero zauważyła jak zakurzone i brudne było jej odzienie. - Eskortowanie karawan to nie zajęcie dla delikatnych i czyściutkich panieneczek. Podczas podróży nie martwisz się, czy twoje buty są czyste i czy nogi ci nie śmierdzą. Jedyne, na czym ci zależy, to bezpieczeństwo ładunku.

Dziewczyna wiedziała jednak, że to, co uchodzi podczas pracy na trasie, niekoniecznie będzie dobrze o niej świadczyło podczas postojów.

Muszę znaleźć miejsce, w którym się będę mogła wykąpać i doprowadzić do porządku swój ekwipunek- pomyślała raz jeszcze spoglądając krytycznie na swoją odzież i buty.

Wyjrzała przez okno. Obserwowała przez chwilę ludzi kręcących się po uliczkach miasteczka, ale po chwili jej myśli powróciły do listu, który miała dostarczyć. Adresatką była Giocosa Cor-sanatan, magini bawiąca obecnie w Thoris.

Mam nadzieję, że ją jeszcze zastanę w mieście-pomyślała Bronwyn.- Może karczmarz będzie wiedział, gdzie znaleźć tę damę?

Raz jeszcze spojrzała na drewnianą tubę.

Muszę go ukryć - postanowiła. Schowała list pod koszulę, zebrała wszystkie swoje rzeczy, obrzuciła pokój ostatnim spojrzeniem i zeszła do sali wspólnej.

- Giocoso Cor-sanatan, pędzę do ciebie, ale najpierw muszę coś zjeść- pomyślała schodząc.



_________________
"Dziś jest dobry dzień, żeby umarł ktoś inny"
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wilczyca
PostNapisane: Cz, 8 kwi 2010, 10:52 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
O tej porze było tu już sporo ludzi. W odróżnieniu od klienteli przydrożnych zajazdów, tutaj siedzieli przeważnie kupcy lub mieszczanie - schludni, mówiący cicho, a do jedzenia używający sztućców.Kolejna miła odmiana...
Szczupły karczmarz przyglądał się klientom i mimochodem pukał palcem w stojący na barze kubek. Dorodna dziewczyna z jasnym warkoczem zbierała brudne naczynia z jednego ze stołów. Przyciszony gwar rozmów szumiał jak woda w potoku. Kilka osób podniosło głowy, by spojrzeć na wchodzącą kobietę - Bronwyn napotkała zaciekawione spojrzenie mężczyzny o czerwonej twarzy, siedzącego nad talerzem czegoś, co mogło być gotowaną kapustą.
Wśród klientów nie było żadnej kobiety.

- Dzień dobry, - powiedziała dziarsko dziewczyna z tacą wyładowaną talerzami i miskami. Skinęła głową na powitanie.

- Jakieś śniadanie możnej pani przynieść? Pewnieście głodni? Świeżutko kapusto nagotowalim dzisiaj, z mnóstwem kopru i szkwarkami. Jeszcze chleba dam, co byście krzepy nabrali, bo po takim długim śnie człowiek z sił opada.
Siadajcie, pani, siadajcie...

Wykonała zapraszający gest wolną ręką.
Bronwyn uśmiechnęła się zdawkowo, ale nie usiadła przy stole. Ruszyła za dziewczyną w kierunku baru i powitała karczmarza, który ukłonił się jej nisko i uśmiechnął szeroko, choć jego oczy pozostały poważne.

- Witam, witam - powiedział. - Czym mogę służyć?



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wilczyca
PostNapisane: Pn, 19 kwi 2010, 13:58 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 19 mar 2010, 08:51
Posty: 9
- Karczmarzu, - Bronwyn uśmiechnęła się do witającego ją człowieka, - zanim zasiądę do posiłku, chciałabym uzyskać dwie ważne dla mnie informacje. Pierwsza: szukam pewnej kobiety - magini, przyjezdna; może zatrzymała się w twojej gospodzie?
Druga: gdzie mogę skorzystać z łaźni i pralni?

Karczmarz skłonił się nieco niżej.

- Z łaźni pani dobrodziejka skorzystać może u nas, dziewczyna pani pokaże - służka skinęła energicznie głową. - Uprać rzeczy też może, toć to żaden problem!
Ale magini żadnej w Lisie nie uświadczysz. Przyjezdnych do miasta sporo w lecie trafia, to się w nich jeden człowiek nie rozezna. A gospód w Thoris sporo, to się po mieście goście rozłażą...

- Z łaźni chętnie skorzystam, można to do rachunku doliczyć. Co do pierwszej kwestii, to wiesz może, dobry człowieku, gdzie w Thoris miałabym rozpocząć poszukiwania magini? Lub inaczej: gdzie zazwyczaj lokują się przyjezdni nieco lepszego pochodzenia? Bardzo mi zależy, by tę panią odnaleźć.

Karczmarz zastanowił się przez chwilę.

- Możecie, pani, w Kogucie zapytać, na Placu Świątynnym; albo w dzielnicy szlacheckiej do Srebrnej Łodzi podejść - powiedział szarpiąc się za wąs. - Tam słono sobie każą płacić za pokoje i jadło. Może wasza czarown... czarodziejka tam zamieszkać sobie życzyła?

- Ta czarown... , hmm, czarodziejka nie jest moja, ale muszę ją szybko odnaleźć - Bronwyn roześmiała się, powtarzając "przejęzyczenie" karczmarza. - Każ przygotować dla mnie łaźnię, proszę, i powiedz dziewczynie, żeby wzięła moje odzienie do oczyszczenia. Zjem coś podczas czekania na kąpiel. Co mogę zamówić o tej porze?

Karczmarz skinął głową, przyjmując dyspozycje.

- Dziś mamy kapustę młodą z chlebem, omlet na boczku albo kiełbasę parzoną z cebulą - powiedział uprzejmie.

- Doskonale, wezmę omlet - zdecydowała.

Bronwyn usiadła przy stole znajdującym się najbliżej baru, dzięki temu widziała, kto wchodzi i wychodzi, a jednocześnie, gdyby przyszła jej ochota, mogła rozmawiać z karczmarzem bez konieczności krzyczenia. Jadła, skupiona na tym, w jaki sposób znaleźć powinna adresatkę listu. Nie miała ochoty na bieganie po mieście i odbijanie się od lad w karczmach.
Nagle przyszła jej do głowy pewna myśl. Zwróciła się w kierunku człowieka krzątającego się za barem.

- Karczmarzu, nie macie gdzieś na służbie sprytnego dzieciaka, który znajdzie poszukiwaną przeze mnie osobę? Może przeleci się po gospodach i karczmach?- spojrzała na karczmarza pytająco.- Zapłacę- dodała z uśmiechem.



_________________
"Dziś jest dobry dzień, żeby umarł ktoś inny"
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 24 kwi 2010, 09:44 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Wszystko układało się po jej myśli.
Przysłany przez karczmarza wyrostek szybko zrozumiał, czego od niego oczekiwano i pobiegł do miasta nie zadając dodatkowych pytań.
Omlet był zadzwiająco smaczny - kucharz nie skąpił soczystego boczku i chrupiącej cebuli. Najedzona i zadowolona Bronwyn poszła za służącą do łaźni i już po chwili cieszyła się gorącą kąpielą. Dziewczyna zabrała jej ubranie do prania i zostawiła ją samą w wypełnionej gorącą wodą balii.
Najemniczka poddała się rozleniwiającej temperaturze i oddychała powoli, nie myśląc już ani o Brorze, ani o czekającym ją spotkaniu. Było jej dobrze z samą sobą.

Zanim przystąpiła do kompanii Fjornskjalla, musiała zajmować się siostrą.
Przyrodnią...
Smarkula była pyskata, impulsywna i diabelnie gadatliwa. Choć potrafiła rozbawić Bronwyn, częściej była po prostu wrzodem na...
Kobieta westchnęła ciężko.
Teraz czarnowłosa małolata stanowiła problem nauczycieli w Akademii - jeśli oni nie będą w stanie utemperować jej wybuchowego charakterku, prawdopodobnie nie dokona tego nikt na świecie.
Na myśl o hardo podniesionej brodzie siostry Bronwyn uśmiechnęła się złośliwie.

Pewnie myśleliście, że demony sprawiają kłopoty...

Otworzyła oczy i popatrzyła na belki powały. Postanowiła skończyć z błogim lenistwem i energicznie zabrała się za mycie. Drewnianą tarką usuwała bród i pobudzała do działania mięśnie. Płóciennym ręcznikiem osuszyła długie, muskularne nogi i silne ramiona. Założyła czystą koszulę i obcisłe cienkie spodnie. Kamizelkę z miękkiej skóry zasznurowała luźno - wciąż było upalnie, a ona nie znosiła gdy ubranie przyklejało się jej do pleców.
Zamknęła plecak i chwyciła drzewce włóczni. Przez chwilę zawahała się czy nie lepiej byłoby zostawić dobytek pod opieką karczmarza - przecież i tak spędzi tu jeszcze przynajmniej jedną noc... może więcej?

Pomyślę o tym później...

Kiedy weszła z powrotem do sali głównej, przy barze czekał juz szczerbaty chłopak, którego posłała na poszukiwania.

- Dziś psyjechała, ścigodna pani, - powiedział z szerokim uśmiechem, gdy Bronwyn zbliżyła się do niego. - Pono piękna jak kwiatek i dumna jak ryces jakowy. Wsyscy mówią, że elfica... - Szeroko otwarte oczy wyrostka błyszczały z podniecenia. - Jej sługa psybył kilka dni temu i wynajął pokój w Srebrnej Łódce, cekał aż się pani pojawi, jadło do pokoju zamawiał i zadko w miasto sedł.
A ona niedawno psysła, na targu owoce kupiła i do Łodzi posła.

Najemniczka słuchała opowieści chłopaka, starając się nie liczyć, ilu zębów mu brakowało. Dzieciak był zadowolony z siebie i podekscytowany, za co trudno było go winić - pewnie nieczęsto widywał ostrouchych w tej dziurze...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wilczyca
PostNapisane: Cz, 29 kwi 2010, 10:25 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 19 mar 2010, 08:51
Posty: 9
- Dziękuję ci bardzo, kawalerze, – Bronwyn uśmiechnęła się do szczerbatego wyrostka. – Sprawiłeś się bardzo dobrze. To dla ciebie – wręczyła mu miedziaka. – Drugą taką monetę dostaniesz, jak mnie zaprowadzisz do Srebrnej Łódki - dodała.

Chłopak uśmiechnął się szeroko.

- Kiedy tylko pani powie.

Jak najszybciej - pomyślała Bronwyn.

- Karczmarzu, - dziewczyna zwróciła się do człowieka za ladą. - Zachowaj dla mnie pokój jeszcze na dzisiejszą noc. Najwyraźniej przyjdzie mi jeszcze trochę pobyć w waszym pięknym mieście. A ty - zwróciła się do dzieciaka, - prowadź do tej elfiej pani. Chcę mieć to jak najszybciej z głowy.



_________________
"Dziś jest dobry dzień, żeby umarł ktoś inny"
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 6 maja 2010, 23:38 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Na ulicy Bronwyn uderzyła fala gorącego powietrza.
Szeroki skwer przed karczmą przemierzało wielu ludzi – prawdopodobnie dlatego, że po jego drugiej stronie znajdowała się jedna z miejskich bram.
Chłopak ruszył szybkim krokiem, upewniając się, że wojowniczka podążyła za nim. Szli brukowanymi ulicami, mijając thoryjczyków zajętych swymi zwykłymi sprawami. Ludzie w prostych strojach schodzili z drogi wysokiej blondynce z dumnie uniesionym podbródkiem.
Bronwyn już dawno przyzwyczaiła się do wzbudzania sensacji samą swą obecnością – po ojcu odziedziczyła wysoki wzrost, wyraziste rysy twarzy i hardą naturę. Jasnowłosa głowa zazwyczaj górowała nad tłumem, a pogardliwe spojrzenie szybko uciszało ewentualne komentarze. Tutaj także wojowniczka była świadoma zaciekawionych spojrzeń i wymienianych gorączkowym szeptem uwag. Uśmiechnęła się.

Większość domów w Thoris zbudowano z kamienia – było to dość dziwne, zważywszy na fakt, że miasteczko znajdowało się na końcu świata... Z drugiej strony, nie była to zapewne najbezpieczniejsza okolica, skoro wszędzie wokół rozciągały się lasy, w których bandyci czuli się zadziwiająco pewni siebie...

– Zasadzka! - ryknął Bror dobywając miecza.

Do Thoris zostało im zaledwie kilka godzin drogi. Wszyscy byli zmęczeni – nie tylko wiecznie utyskujący kupcy, ale i tragarze i ochrona. Wiele osób zastanawiało się, po co w ogóle pchali się w tę zapomnianą przez Imperium dzicz, zamiast wybrać któreś z dużych miast słynących z handlu... Ale co pan każe...

Bandyci mieli kusze.
Na szczęście nie byli mistrzami strzelectwa, większość bełtów chybiła. Poza jednym, który wbił się w pierś jadącemu obok Bronwyn Tomasowi. Chłopak spojrzał zdziwiony na grube drzewce i rosnącą wokół niego brunatną plamę, podniósł spojrzenie na towarzyszkę, po czym spadł na ziemię.
Wojowniczka zacisnęła zęby i spięła konia, szarżując ku wybiegającym na drogę zbirom. Z wściekłym okrzykiem poprawiła chwyt na włóczni, która zadrżała, gdy ostrze gładko rozcięło gardło pierwszego z napastników.


- Już niedaleko – powiedział szczerbaty, wyrywając Bronwyn z zamyślenia.

Kobieta skinęła głową.
W tej dzielnicy domy otoczone były murami – każdy z nich stanowił zapewne gniazdko jakiegoś bogacza. Na ulicy prawie nie było przechodniów, pomijając ciemnowłosego chłopaka zamiatającego przed jedną z bram.

Wszelką nadzieję porzuć na PROGU. A.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 1 [ Posty: 7 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u