Teraz jest N, 16 cze 2019, 09:29

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 3 z 4 [ Posty: 95 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Po Drugiej Stronie Lustra

Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 3 paź 2007, 20:38 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 18 mar 2007, 12:58
Posty: 63
Lokalizacja: Riva
Po chwili milczenia dziewczyna odpowiedziała.

- Oczywiście… Ja również tak uważam – powiedziała Lalaith może niezbyt przekonująco, ale całkowicie szczerze. Zaintrygowała ją ta dziewczyna, która podobnie jak ona sama, chodziła z bronią. Wyglądała zwyczajnie, ale mogły to być jedynie pozory.

Poczekawszy, aż nieznajoma usiądzie zapytała cicho:

- Jak się nazywasz?


Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 4 paź 2007, 13:34 
Drzwi otworzyły się cicho. Na tle jasnego kwadratu zamajaczyły kontury kolejnego podróżnego. Jego płaszcz zlewał się z blaskiem słońca. Wysoka i smukła postać wyciągnęła dłoń, drzwi zamknęły się z cichym skrzypnięciem. AlatĂĄriel skrzywiła usta w cieniu kaptura i rozejrzała się po pomieszczeniu. Obszerna sala wspólna wyposażona w szerokie stoły i wygodne drewniane ławy zyskała jej aprobatę. Zdziwił ją tylko kandelabr.

Świece płonące w środku dnia...? Czy nie lepiej szerzej otworzyć okiennice? Dziwni są ci ludzie...

Trzy kobiety w rogu, każda pod bronią wzbudziły jej zaciekawienie. Nie na tyle jednak, żeby się przysiadła. Człowiek władający dziwną odmianą wspólnego i ... na widok krasnoluda tylko leciutko ściągnęła usta.

Tych omijam z daleka.

Trzecia grupka to ...

Elfy?! I to dwa?! Tutaj? Pośrodku niczego? Może mają jakieś spotkanie? Hmmm, ciekawe....

Szybciutko odzyskawszy rezon, przeniosła wzrok na barmana. Zamówiła czerwone wino, zapłaciła i odwróciła się w stronę sali. Zwinnie wyminęła hożą dziewkę z rumianym licem. Wybrała stolik w pobliżu elfów, tak, aby mieć na nich baczenie...

(Ach! Ta moja ciekawość! Kiedyś za nią oberwę... taaaa, nieraz było to „kiedyś”, ale co tam raz się żyje...)

...ale na tyle odległy, aby nie przeszkadzać im swoją osobą w ewentualnym spotkaniu. Sakwa z lutnią lekko puknęła o drewno, gdy AlatĂĄriel stawiała ją na blacie. Delikatne, zadbane dłonie powędrowały teraz do zapinki płaszcza, rozpięły ją i zrzuciły okrycie. Srebrzyste włosy rozbłysły w miękkim blasku świec opadając do połowy pleców. Ich swobodę ograniczała tylko srebrna, misternej roboty spinka na karku. Długie, smukłe palce złapały w locie płaszcz i ułożyły go na ławie, bezpośrednio na plecaku. Zielone oczy rzuciły zaciekawione spojrzenie na współplemieńców. Poprzestała jednak na ukłonie w ich stronę, po czym rozsiadłą się wygodnie na ławie i wyciągnęła przed siebie długie nogi w ciemnoszarych spodniach. Jej lekko ubłocone i sfatygowane buty wskazywały, że wiele podróżuje. Elfka poprawiła swoją błękitną tunikę ze srebrzystymi wzorami w stylu elfickim i zmieniła ułożenie pasa z bronią. Po tych zabiegach oparła się plecami o ścianę, smukłe przedramiona założyła za piersi i westchnęła cicho.

Nareszcie... Chwila wytchnienia... Ostatnio było ciężko, ale może w końcu wszystko się skończyło. Zaczyna mnie męczyć ta włóczęga. Czy to znaczy, że czas już do domu? Ile ich nie widziałam? 20-30 lat? Aesandar pewnie doczekał się już dziecka... Ech, Linsaldar, ciekawe co u Ciebie...

Podczas tych rozmyślań z ust spełzł jej lekko psotny, łotrzykowski grymas. Twarz przybrała wyraz zadumy. Poruszyła lekko głową. Zadźwięczały cicho kolczyki.


  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 10 paź 2007, 10:09 

Dołączył(a): Cz, 30 sie 2007, 13:02
Posty: 10
VóhkeesĂĄ'e! - gniewne sarknięcie, zaraz potem hałas gdy ciężki kufel piwa oraz talerze z jedzeniem wraz ze stołem wylądowały na biedaku mającym nieszczęście akurat siedzieć najbliżej drzwi. Reszta słów była niezrozumiała w ogólnym chaosie jaki na moment zapanował, a którego sprawcą okazał się mężczyzna, teraz wraz z nieszczęśnikiem leżący w kałuży piwa, wśród resztek czegoś, co zapewne miało być kiedyś posiłkiem.

... Tak tak, mówiłem, że dzisiaj jest pechowy dzień. Jednak jak zawsze musiałeś być mądrzejszy... - mamrotał mężczyzna, zabierając ciężki kostur z nóg biedaka, zbyt na razie zaszokowanego najwyraźniej by wydusić z siebie cokolwiek.
No dobrze, dobrze – niecierpliwie przetarł włosy, upaprane teraz gulaszem – komu by przyszło do głowy, że można belkę w drzwiach umieszczać? I to dokładnie pod nogami! - oblizał niepewnie jeden palec, po czym z wyraźnym zadowoleniem zrobił to z pozostałymi czterema, powoli idąc w stronę najbliższego stolika – Głupi czasami ci ludzie, a durni, kłód w wejściu się im zachciało... - monolog przerwał jednak gospodarz, najwyraźniej niezbyt zadowolony zaczął coś tłumaczyć przybyszowi. Do niego przyłączył się też poszkodowany, którego jedzeniu najwyraźniej nie było przeznaczone trafić do przepastnego brzucha właściciela.
Zaczerwieniony ze złości mężczyzna skrzekliwym głosem wyjątkowo głośno dawał upust uczuciom w nim się gotującym. Fragmenty o kuzynie w radzie miasta, hańbie, wspaniałym, zmarnowanym posiłku , trwałym okaleczeniu wyjątkowo dobrze niosły się po pomieszczeniu, podkreślane wysokim falsetem i dramatycznymi gestami, raz po raz kierowane to do sprawcy, to do skonfudowanego karczmarza.

Przestraszony winowajca przenosił wzrok to na karczmarza, to na zacietrzewionego, prującego seriami słów kupca, przygnieciony zarówno gabarytami tego pierwszego jak i hałasem, jaki czynił ten drugi.


Ostatnio edytowano Cz, 11 paź 2007, 20:38 przez Hakan, łącznie edytowano 2 razy


_________________
1.75m, szczupÂły; DwadzieÂścia kilka - czterdzieÂści lat. Niezbyt przystojna, poznaczona bliznami po ospie twarz. DuÂży, „orli” nos, zÂłamany przynajmniej raz i nieumiejĂŞtnie zÂłoÂżony. WÂłosy spiĂŞte w dziesiÂątki grubych warkoczy, za ramiona. Koraliki, pojedyncze piĂłra zwierzÂąt, zdobione sznurki z charakterystycznymi wĂŞzeÂłkami, wplÂątane we wÂłosy, rĂłwnieÂż zawieszone na szyi oraz na przegubach.
---
Wytarty, ciemny, bliÂżej nieokreÂślonego koloru pÂłaszcz. SkĂłrzane spodnie i bluza pokryta wyblakÂłymi zdobieniami. Wysokie buty, nagryzione zĂŞbem czasu. KrĂłtki, prosty miecz. Drewniany kostur.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 10 paź 2007, 12:26 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:38
Posty: 17
Lokalizacja: Nashira
- Doskonale wiem, o czym mówisz, Hellaer, - powiedział Silinde, unosząc kielich i przyglądając się jego zawartości. Przez chwilę obracał nim, kołysząc winem, po czym powąchał trunek, przymykając oczy. Z uznaniem pokiwał głową i posłał porozumiewawcze spojrzenie towarzyszowi.

- Być może nie jest to najdoskonalszy lokal, do jakiego mogliśmy trafić, ale bez wątpienia udało się w nim znaleźć doskonałe wino – równe zęby błysnęły w uśmiechu. – Za spotkanie zatem, Shinma'onari, i za możliwość odświeżenia przeszłości.

Przesunął wzrokiem po zgromadzonych w tawernie klientach – przedziwnej i straszliwie monotonnej zbieraninie awanturników i wieśniaków. Na pierwszy rzut oka rozpoznawał poszukiwaczy przygód – ciepłe płaszcze w środku upalnego lata, zabłocone buciory – nawet jeśli drogi były suche jak pieprz, podejrzliwe spojrzenia rzucane spod zaniedbanych włosów i nieodłączna broń położona w na tyle widocznym miejscu, by każdy poszukujący niezbyt rozgarniętego najemnika mógł bez wątpliwości skierować swe kroki właśnie ku nim.
Smutni szarzy ludkowie, wierzący w swe cudowne przeznaczenie, które doprowadzić ich miało do mitycznej sławy i monstrualnych bogactw...

Ludkowie i elfikowie... – pomyślał patrząc na objuczoną jak osioł elfkę siadającą nieopodal. – Nawet w Starej Rasie zdarzają się egzemplarze, którym bogowie poskąpili rozsądku...

Wrócił spojrzeniem do towarzysza. Dobrze było mieć świadomość, że w tej menażerii nie został sam, że jest jeszcze ktoś, z kim da się zamienić kilka sensownych zdań.

- Cóż powinniśmy zatem począć z tak pięknie rozpoczętym wieczorem, drogi przyjacielu? – zapytał, spełniwszy kielich, rozkoszując się delikatnym smakiem rozpływającym się falą po zrelaksowanym kąpielą ciele.
Zupełnie zignorował awanturę przy drzwiach i patrzył spokojnie na mężczyznę siedzącego naprzeciwko.



_________________
Prawdziwy wirtuoz czyni uÂżytek z kaÂżdej broni - miecza, monety, obietnicy, uÂśmiechu... KaÂżdej uÂżywa z elegancjÂą, kaÂżdej - w sposĂłb zabĂłjczy...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 10 paź 2007, 12:54 
Lewa Ręka Metatrona
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 12 wrz 2007, 22:39
Posty: 28
Shinma'onari potrząsnął głową, i przy stoliku rozległ sie jego cichy melodyjny śmiech. Uniósł kielich w toaście.

- Za teraźniejszość, Lirimaer, i za przyszłość. Przeszłość niechaj zostanie tam gdzie jej miejsce.

Przez chwilę w zamyśleniu przyglądał się swojemu towarzyszowi, bawiąc się kielichem, po czym jego wzrok podążył za wzrokiem Silinde. Nie było trudno zgadnąć, jakie myśli krążyły po głowie przyjaciela.

Towarzystwo zebrane w tym, skądinąd całkiem miłym lokalu rzeczywiście nie było zbyt zachęcające. Z drugiej strony niewiele się różniło od tego, co zwykle można było zobaczyć w przydrożnych karczmach. Teraz tylko czekać, kiedy w tawernie pojawi się jakaś tajemnicza postać w płaszczu z kapturem i w ordynarny sposób zacznie oferować tym biedakom o wielkich marzeniach jakieś zadania spod ciemnej gwiazdy, z których zapewne połowa z nich nie wróci żywa.

Prawie było mu ich żal... Prawie...

Przeciągnął się leniwie i spojrzał ponownie na swojego towarzysza, uśmiechając się tajemniczo.

- Co byś powiedział na partyjkę Shent, przyjacielu? Całe wieki minęły odkąd graliśmy ostatnio... - podniósł karafkę i delikatnie przechylił nad kielichem Silinde - a w międzyczasie jeszcze trochę tego wspaniałego trunku?



_________________
"Piekło jest najwyższą nagrodą, jaką możesz otrzymać od Diabła za wierną służbę."

"Hell is not punishment, it's training." - Suzuki Shunryu
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 12 paź 2007, 12:33 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:38
Posty: 17
Lokalizacja: Nashira
Patrzące dotychczas spod półprzymkniętych powiek orzechowe oczy rozszerzyły się nieco. Silinde uśmiechnął się z niedowierzaniem.

- Z największą przyjemnością, Shinma'onari – powiedział zachwycony. – Czyżbyś jednak woził ze sobą grę? Jeżeli pamięć mnie nie zawodzi, nigdy nie lubiłeś nadmiaru ekwipunku.
Ed' i'ear ar' elenea! Ty naprawdę masz ze sobą figury, prawda?

Podnosząc do ust kielich śmiał się już serdecznie. Patrzył na towarzysza jakby nie do końca go rozpoznawał.

- Wiele się zmieniło od naszego ostatniego spotkania, Hallaer – znów zmrużył oczy. – Mam nadzieję, że masz dla mnie jeszcze wiele takich cudownych niespodzianek. Zwłaszcza tutaj przydadzą się one bardziej, niż gdziekolwiek.

Palce zatańczyły po delikatnej materii szala, głaszcząc i muskając haftowane złotem kwiaty. Materiał lśnił w świetle świec jakby utkano go z czystego kruszcu. Elf zdawał się błyszczeć i migotać jak magiczna istota, jakby otaczało go światło gwiazd i lśnienia drogich kamieni. Refleksy padały na jego delikatną twarz, czyniąc go tajemniczym i nie do końca realnym.



_________________
Prawdziwy wirtuoz czyni uÂżytek z kaÂżdej broni - miecza, monety, obietnicy, uÂśmiechu... KaÂżdej uÂżywa z elegancjÂą, kaÂżdej - w sposĂłb zabĂłjczy...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 12 paź 2007, 13:28 
Lewa Ręka Metatrona
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 12 wrz 2007, 22:39
Posty: 28
Shinma'onari ponownie zaśmiał się cicho i napełnił oba kielichy aromatycznym, szkarłatnym trunkiem.

- Masz niesamowitą pamięć, Przyjacielu - potrząsnął głową z udawanym niedowierzaniem. - Zgadza się, wolę podróżować bez zbędnego obciążenia. To daje większą wolność... - mówiąc to cały czas się uśmiechał.

- Jednak są rzeczy ważne i ważniejsze, Mellonamin - dodał z pełną powagą, ale postronny obserwator z pewnością miałby trudności w ocenie czy była ona prawdziwa.

Shinma'onari pochylił się lekko nad stołem zbliżając nieco twarz do twarzy przyjaciela. Jego długie, pozostające w nieładzie po kąpieli włosy opadły mu na twarz, a w oczach na ułamek sekundy pojawił się figlarny błysk.

- Przekonasz się, Lirimaer, jaki pożytek mielibyśmy z zepsutych niespodzianek? - wymruczał z rozbawieniem.

Podniósł się płynnym ruchem, wykonał coś na kształt namiastki dworskiego ukłonu, a przedłużeniem tego samego ruchu zarzucił sobie swój ozdobny zakrzywiony kij zawieszony na grubych rzemieniach na plecy.

W odpowiedzi na rozbawione spojrzenie przyjaciela, wzruszył ramionami z uśmiechem.

- Nigdy nie wiadomo co czeka za najbliższym rogiem. Taka moja rola... - powiedział dość zagadkowo.

- A teraz wybacz na chwilę, Silinde. Pójdę przynieść to, o czego posiadanie mnie nie podejrzewałeś, a co miejmy nadzieję uprzyjemni nam dzisiejszy dzień. - odwrócił się i ruszył przez salę z kocią gracją i wyniosłością omijając skupiska innych gości.

Na jego obliczu znowu gościł ten sam zagadkowy, nieco nieobecny uśmiech.



_________________
"Piekło jest najwyższą nagrodą, jaką możesz otrzymać od Diabła za wierną służbę."

"Hell is not punishment, it's training." - Suzuki Shunryu
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 12 paź 2007, 20:34 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith siedziała zamyślona, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w przestrzeń.
Szum rozmów zlewał się w jedno... I tylko przy ich stoliku zapadła nagle dziwna cisza.

Dziewczyna uniosła wzrok, prześlizgując się spojrzeniem od Tes do owej wiedźminki, która jak dotąd nie podała im swego imienia.

-Pani...? Nadal nie podałaś nam swego miana - zwróciła się wprost do kobiety o białych włosach - a to umiliłoby nam rozmowę... Widzisz...myślę, że możesz nam pomóc...Ale o tym za chwilę - uśmiechnęła się, nieco przekrzywiając głowę i smukłą dłonią skinęła na dziewkę karczemną, by doniosła im dzban wody i karafkę wina.


Ostatnio edytowano Pt, 12 paź 2007, 21:08 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 12 paź 2007, 21:04 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 14 sty 2007, 14:17
Posty: 40
Lokalizacja: Khorda
-Wybaczcie...-Odezwała się po chwili milczenia. -Mam na imię Anahiela. Teoretycznie znikąd nie pochodzę.

Zamyśliła sie przez chwilę i powiedziała:

-Mam nadzieję, że znajdziemy wspólne tematy do rozmowy, czy mogę wam zadać kilka pytań? Z natury jestem dosyć ciekawska...

Powiodła wzrokiem po obecnych przy stoliku.

EDIT: Ten temat traktujemy jako wątek, dlatego też staramy się w nim pisać starannie z zachowaniem poprawności. Pozdrawiam, M.


Ostatnio edytowano Pt, 12 paź 2007, 21:14 przez Anahiela, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Anahiela
ÂŻycie jest tylko powieÂściÂą idioty,gÂłoÂśnÂą,wrzaskliwÂą a nic nie znaczÂącÂą..
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 13 paź 2007, 02:02 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:38
Posty: 17
Lokalizacja: Nashira
- Oczywiście, Hallaer, ale nie każ mi czekać zbyt długo – rozejrzał się dyskretnie po sali.

Trzy kobiety siedzące razem – młode, nawet bardzo młode. Najprawdopodobniej uciekinierki, które nasłuchały się bredni o bohaterskim życiu i cudownych odległych stronach.

Kradnie takie cielątko ojcowski miecz, który pamięta lepsze czasy, ubiera buty starszego brata i rusza po sławę.
A potem płacze wieczorami z powodu odcisków, komarów i wciąż cuchnącego ubrania.


Zarośnięty barbarzyńca rozmawiający z krasnoludem nawet nie zatrzymał na dłużej jego spojrzenia. Podobnie zresztą jak krzyczący i zakłopotani mężczyźni przy drzwiach. Takie zjawiska były straszliwie... krępujące.

Bogato odziany chłopaczek siedział nad obfitym posiłkiem. Dworski delikates... Rozglądał się wokół jakby zaniepokojony, nikt z obecnych w karczmie ludzi nie wyglądał na jego straż, a on sam chyba nie byłby w stanie się obronić.
Silinde patrzył przez chwilę na odgięty palec w dłoni trzymającej nóż. Uśmiechnął się pod nosem.

Została jeszcze blondwłosa wielbicielka piwa przy stole w kącie sali. Niebrzydka jak na mieszańca, ale wyglądała na przygnębioną. Nie zdziwił się – życie bękarta nie mogło być przyjemnym. Elfy nie lubiły elandili, źle im było żyć ze świadomością, że niektórzy z nich płodzili dzieci z ludźmi, gdy Stara Rasa coraz rzadziej cieszyła się z narodzin potomka czystej krwi.
Ludzie odrzucali mieszańców jako ostrouche dziwadła. Zresztą, te prymitywy miały potężne trudności z zaakceptowaniem odmienności rasowej, zdawało im się, że to oni powinni władać światem.

Te rozważania doprowadziły go do zastanowienia się nad przynależnością rasową dźwięczącej biżuterią właścicielki straszliwego plecaka. Nosiła się jak elf, ale chyba dawno nie miała możliwości umycia się i kupienia czegoś stylowego. W tej tunice prawdopodobnie chadzała jeszcze jej prababka!
Być może tradycyjne wzory były ładne na zasłonach, ale w tym sezonie zdecydowanie królowały kwiaty i ptaki... Srebrzyste esy-floresy sprawiały jedynie, że wyglądała jak wyjęty z wody węgorz...

Westchnął, machinalnie przekręcając pierścienie na palcach.
Tak wiele dałby, aby móc się teraz znaleźć w Nashira...


Ostatnio edytowano Cz, 1 sty 1970, 01:00 przez Silinde Seregon, łącznie edytowano 2 razy


_________________
Prawdziwy wirtuoz czyni uÂżytek z kaÂżdej broni - miecza, monety, obietnicy, uÂśmiechu... KaÂżdej uÂżywa z elegancjÂą, kaÂżdej - w sposĂłb zabĂłjczy...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 13 paź 2007, 03:08 
Lewa Ręka Metatrona
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 12 wrz 2007, 22:39
Posty: 28
Elf szybkim krokiem przemierzył salę i zniknął na schodach prowadzących na piętro.

Po krótkiej chwili wrócił, niosąc jakiś prostokątny przedmiot, owinięty we wspaniałą tkaninę w kolorze piasku ozdobioną delikatnymi wzorami w różnych odcieniach brązu. Kształtem i rozmiarem przedmiot mógł przypominać kilka ksiąg złożonych razem.

Shinma'onari podszedł do swojego przyjaciela i delikatnie ułożył przedmiot na środku stołu, odsuwając kielichy i karafkę.

- Mam nadzieję, że czas oczekiwania nie dłużył Ci się w tak doborowym towarzystwie, Lirimaer - powiedział zupełnie szczerze i tylko jego rozbawione spojrzenie wskazywało na to, że najwyraźniej bezbłędnie rozpoznał zdegustowanie i znudzenie swojego towarzysza.

Zdjął z pleców swój "kij" i odłożył go na bok, po czym usiadł i ostrożnie zaczął rozwijać fałdy materiału ukrywającego przyniesiony przedmiot. Malunki czy też hafty na tkaninie wydawały sie przedstawiać jakąś scenę, ale trudno było dokładniej się przyjrzeć, gdyż przy każdym ruchu, wzory migotały sprawiając wrażenie ruchu.

Wreszcie rozpostarł całą tkaninę na stole, odsłaniając zawartość pokrowca. Było to misternie rzeźbione pudełko z ciemnobrązowego drewna inkrustowane srebrem i mieniącymi się w świetle świec kamieniami.

Shinma'onari delikatnie odczepił rogi pudełka. Teraz miał przed sobą drewniany ośmiokąt, którego wierzch pokrywała plątanina linii i kształtów utworzonych z rzeźbień, srebra i kamieni. Tak piękna rzecz mogła zostać stworzona tylko przez elfiego artystę - i to niezwykle utalentowanego nawet jak na przedstawiciela magicznej Starej Rasy.

Spojrzał na cztery niewielkie trójkąty odczepione od pudełka i podniósł wzrok na Silinde.

- Jako osoba zaproszona do gry masz wybór, Lirimaer. Kogo chcesz reprezentować - Władcę Świtu czy Władcę Zmierzchu?



_________________
"Piekło jest najwyższą nagrodą, jaką możesz otrzymać od Diabła za wierną służbę."

"Hell is not punishment, it's training." - Suzuki Shunryu
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 13 paź 2007, 16:46 

Dołączył(a): Cz, 30 sie 2007, 13:02
Posty: 10
Cóż, każdemu pomaga zrzucenie tego, co mu na wątrobie zalega. I nie inaczej sprawa miała się z kupcem, który po wyrzuceniu swoich żalów, zmęczeniu się tyradą w końcu umilkł, wciąż rozzłoszczony patrząc na przybysza. Karczmarz, od dobrych kilku minut niespokojnie rzucający spojrzenia na opuszczony szynkwas też z ulgą przyjął ten fakt, szybko i dobitnie coś mówiąc do chłopaka. Krótka, już spokojna rozmowa zajęła jeszcze chwile, po czym przy stoliku został tylko chłopak. Dziewka sprawnie posprzątała bałagan, wzięła od chłopaka garść jakiś drobniaków, wygrzebanych najwyraźniej z pustawej sakiewki, karząc mu na chwilę zaczekać. Dopiero teraz miał okazję rozejrzeć się po pomieszczeniu w sumie dosyć typowego wyszynku, przy okazji ciekawie lustrując przebywających karczmie gości.

- A niech to kwaśne mleko – zaskoczony rozdziawił gębę, gdy zauważył dwójkę elfów, którzy swoim zachowaniem i ubraniem wyróżniali się niczym szlachetny rumak wśród stada kobył – Ylfy, prawdziwe ylfy. Uwierzysz? Patrz na ich łaszki, starościna jak wydawała swoją córkę za kowala dała jej ylfią chustę ale nawet w połowie tak cudacznie jak ubranie tego ylfa nie wyglądała. – umilkł, przez dłuższą chwilę po prostu gapiąc się w siedzące postacie.

No dobra, dobra, już idę. - Niechętnie oderwał się od podziwiania tych przedziwnych stworzeń, widząc kolejne, niecierpliwe znaki dziewki służebnej, która w drzwiach izby łaziennej czekała, najpewniej z gotową kąpielą.

Stara Ellsa by z zazdrości pękła gdyby zobaczyć to mogła – rzucił ostatnie spojrzenie na cudaki siedzące przy stole, najwyraźniej rozkładające jakiś tajemniczy i na pewno magiczny przyrząd.



_________________
1.75m, szczupÂły; DwadzieÂścia kilka - czterdzieÂści lat. Niezbyt przystojna, poznaczona bliznami po ospie twarz. DuÂży, „orli” nos, zÂłamany przynajmniej raz i nieumiejĂŞtnie zÂłoÂżony. WÂłosy spiĂŞte w dziesiÂątki grubych warkoczy, za ramiona. Koraliki, pojedyncze piĂłra zwierzÂąt, zdobione sznurki z charakterystycznymi wĂŞzeÂłkami, wplÂątane we wÂłosy, rĂłwnieÂż zawieszone na szyi oraz na przegubach.
---
Wytarty, ciemny, bliÂżej nieokreÂślonego koloru pÂłaszcz. SkĂłrzane spodnie i bluza pokryta wyblakÂłymi zdobieniami. Wysokie buty, nagryzione zĂŞbem czasu. KrĂłtki, prosty miecz. Drewniany kostur.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 13 paź 2007, 21:38 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:38
Posty: 17
Lokalizacja: Nashira
Na szczęście nie czekał zbyt długo.
Zbył uśmiechem żart towarzysza i z uwagą przyglądał się pudełku, które znalazło się na stole. Lustrował je spojrzeniem znawcy, od czasu do czasu przyglądając się poszczególnym detalom.

- Moje dzisiejsze barwy to Letnie Słońce na Bezchmurnym Niebie, przyjacielu – powiedział spokojnie, podnosząc jeden z odłączonych narożników. – Wybieram zatem Władcę Świtu: Vanimamin sila tiri, dla ciebie pozostawiam Taitha na Moth.

Smukłe dłonie poruszały się pewnie – Silidne otworzył pudełko i wyciągnął znajdujące się w nim misternie rzeźbione figury oraz kilka drewnianych płytek. Potem zaczął wsuwać płytki w poszczególne miejsca na skrzynce.

- Piękna robota – powiedział, nie podnosząc wzroku znad zabawki. – Aczkolwiek czas nie obszedł się z nią łagodnie. Srebro w kilku miejscach jest zdarte, przynajmniej dwa kamienie są pęknięte – wypadałoby zadbać o tak wspaniałe dzieło. Rozumiem jednak, że transportowanie go w końskich jukach może nastręczać pewnych problemów w tej materii.

Jego głos brzmiał jak pieśń, jakby akompaniował sobie przy pracy, którą zajęte były jego dłonie. Lśniące srebrem kawałki drewna wpasowywały się w przeznaczone na nie szczeliny, podwójny ośmiokąt dźwigał konstrukcję pnącą się ku górze. Efekt pracy elfa coraz bardziej przypominał fantastyczną budowlę – pałac z niezliczonymi balkonami, połyskujący w świetle świec niczym kufer klejnotów.

- Gotowe – powiedział spowity jedwabiem mężczyzna. – W Pałacu Dnia umieszczam Val'istar. Kogo posadzisz na tronie w Północnych Komnatach?


Ostatnio edytowano N, 14 paź 2007, 09:12 przez Silinde Seregon, łącznie edytowano 2 razy


_________________
Prawdziwy wirtuoz czyni uÂżytek z kaÂżdej broni - miecza, monety, obietnicy, uÂśmiechu... KaÂżdej uÂżywa z elegancjÂą, kaÂżdej - w sposĂłb zabĂłjczy...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 14 paź 2007, 01:23 
Lewa Ręka Metatrona
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 12 wrz 2007, 22:39
Posty: 28
Elf przez krótką chwilę siedział nieruchomo niczym posąg, przyglądając się pozostałym trzem trójkątnym szkatułkom.

- Vanimamin sila tiri - powtórzył niczym echo nieco nieobecnym głosem. - Zawsze uważałem, że to idealny wybór dla Ciebie, Lirimaer. - obdarzył przyjaciela ciepłym uśmiechem.

- Niech zatem będzie tak jak przy naszej pierwszej rozgrywce, jeśli ją jeszcze pamiętasz... Sierp Księżyca nad Wzburzonym Morzem - oczywiście obaj wiedzieli, że nie da się zagrać dwóch identycznych partii, ale Shinma'onari był ciekaw jak rozgrywka potoczy się tym razem w tym samym układzie sił.

Zdecydowanym, ale delikatnym ruchem sięgnął po jedną z pozostałych trójkątnych szkatułek. Otworzył ją i spokojnie przyglądał się działaniom przyjaciela. Najwyraźniej czekał, aż Silinde skończy.

- Sporo było tego czasu. To dość wiekowy egzemplarz - wyjaśnił śpiewnie, dostrajając sie do melodii głosu drugiego elfa. - Dostałem go od dziadka po pierwszej ceremonii wejścia w dorosłość, kiedy zacząłem szkolenie - wzruszył ramionami. - Należał do rodu Yenearsira od kilku pokoleń.

Gdy Silinde zakończył rozstawianie swojej części, Shinma'onari podążył w jego ślady. Spokojnymi, wystudiowanymi ruchami budował własną część "planszy". Wzór utworzony z gestów elfa zamieniał się w kolejne piętra konstrukcji, która pod koniec zdawała się trzymać w pionie jedynie siłą woli lub magii graczy.

- W Komnatach Północy zasiądzie Nim'ohtar - Shinma'onari zaśmiał się wdzięcznie, jakby właśnie opowiedział dobry żart.

- A w Ogrodach Księżycowej Poświaty znajdzie się Amandil oraz trzech Belthor'n-aran... - rozstawiał figury, nie odrywając wzroku od swojego towarzysza. - A kto zajmie Łąki Świetlistej Rosy?

Czekając na odpowiedź, otworzył kolejny trójkąt. Podał przyjacielowi delikatnie zdobioną kość o wielu ściankach.

- Wylosuj sojuszników, Lirimaer.

Był tak zaabsorbowany przygotowaniami do gry, że nie zauważał co jeszcze działo się na sali.



_________________
"Piekło jest najwyższą nagrodą, jaką możesz otrzymać od Diabła za wierną służbę."

"Hell is not punishment, it's training." - Suzuki Shunryu
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 14 paź 2007, 15:50 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:38
Posty: 17
Lokalizacja: Nashira
Silinde zastanowił się przez chwilę. Przymknął oczy, próbując przypomnieć sobie początkowy skład swego Dworu w rozgrywce sprzed lat. Delikatnie uderzał końcami palców o blat stołu, patrząc jak Shinma'onari umieszcza figury w konkretnych polach.

- Na wzgórzu stanie Pilu Na'Silme. To idealne miejsce dla jego zadań, - zmrużył oczy posyłając towarzyszowi tajemniczy uśmiech. – W pobliżu oczywiście musi znaleźć się Raimera Nol'lome, bez niego Spryciarz ma mniejsze szanse na zakończenie misji. Oprócz tego dwóch Taur'ohtar.

Smukłe figury trafiały na wybrane miejsca, tworząc malowniczą scenę.
Silinde wziął kostkę do ręki. Obracał ją, przyglądając się znakom zdobiącym poszczególne ściany, położył palec na jednej z nich i przymknął oczy.
Kostka toczyła się po stole.
Mężczyzna popatrzył na przeciwnika.

- Sfora Pana Wichrów – uśmiechnął się.

Gnać mnie będzie Wichura,
Skrzydła Wiatrów uniosą mnie w niebo,
Poszybuję ku Słońca promieniom,
By dojrzeć mych Ziem rubieże.

Okiem orła przeniknę przez chmury,
Błysk na skrzydle mym ostrzem i tarczą,
W śmiechu skryta stu grzmotów potęga,
W gniewie furia tysiąca błyskawic.


Czyli nad moim Dworem zawiśnie sztandar Twórczej Potęgi Letniej Burzy. Tak jak wtedy.

Sięgnął po kolejne figury, które z namysłem ustawiał na starannie wybranych pozycjach.



_________________
Prawdziwy wirtuoz czyni uÂżytek z kaÂżdej broni - miecza, monety, obietnicy, uÂśmiechu... KaÂżdej uÂżywa z elegancjÂą, kaÂżdej - w sposĂłb zabĂłjczy...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 17 paź 2007, 08:19 

Dołączył(a): Cz, 30 sie 2007, 13:02
Posty: 10
- No tak, mogło być gorzej… - mechanicznie zaplatał ostatnie warkocze, przy okazji wplątując we włosy ozdoby. Wyraźnie zadowolony, przez moment przypatrywał się cudacznej konstrukcji, jaka wyrosła na stole elfów, po chwili najwyraźniej jednak nudząc się powolnością i namaszczeniem, z jakim gmerali przy tym magicznym cacku. Trudno.

- A tak, oczywiście, hm… Kasza ze skwarkami, jeśli łaska. Chigee znajdzie się może ? A tak… hm. No Tak. Jak to? Nie kobyle? To jakie? – wyraźnie zdumienie się odbiło na twarzy mężczyzny, w miarę tłumaczeń gospodarza oczy robiły się coraz okrąglejsze…

- Ale… jak? No tak słyszałem go, nie musisz mi krzyczeć… No dobrze. Niech będzie. W takim razie i kubek… przez moment najwyraźniej się zastanawiał – niech będzie. Kubek chigee.

Gdy zamówienie wylądowało na stole, nieufnie powąchał napój w kubku.

Tak, stanowczo dziwni tutaj Ci ludzie. Mało, że belki w drzwiach w poprzek kładą, to próbują to coś chigee nazywać – ciekawe, czy kiedyś spróbowali? Ani to kwaśne, jak winno być, ani prawidłowo z kadzi podane? Przecie nie godzi się w butelkach chować i stary gościom nalewać. Oj, sędziwy Elzig w grobie by się przewrócił, gdyby to zobaczył. Słodkie to bardziej niż kwaśne. Krzywy nos, jakże bym jego arakhi teraz wypił…

Kwaśna mina pojawiła się na moment na twarzy, jednak zaraz miska kaszy ze skwarkami kazała całkowicie zapomnieć o smutnych i na pewno traumatycznych rozważaniach. Kilka kropel napoju wraz z odrobiną jedzenia zostało odłożone na niewielki spodeczek na ziemię.

Wytyczający i zmieniający drogi Ślepy Wędrowcze, skromny dar niech przynajmniej w niewielkiej części okaże moją wdzięczność, za dach, posiłek i siennik dzisiejszej nocy. Drogi Twoje niech zawsze wiodą mnie do celu prosto, szybko i z dala od krzywdy wszelakiej.

Skłonił się w kierunku drzwi lekko, po czym całą jego uwagę pochłonął posiłek. I bardzo, bardzo pusty brzuch.


Ostatnio edytowano Śr, 17 paź 2007, 09:54 przez Hakan, łącznie edytowano 1 raz


_________________
1.75m, szczupÂły; DwadzieÂścia kilka - czterdzieÂści lat. Niezbyt przystojna, poznaczona bliznami po ospie twarz. DuÂży, „orli” nos, zÂłamany przynajmniej raz i nieumiejĂŞtnie zÂłoÂżony. WÂłosy spiĂŞte w dziesiÂątki grubych warkoczy, za ramiona. Koraliki, pojedyncze piĂłra zwierzÂąt, zdobione sznurki z charakterystycznymi wĂŞzeÂłkami, wplÂątane we wÂłosy, rĂłwnieÂż zawieszone na szyi oraz na przegubach.
---
Wytarty, ciemny, bliÂżej nieokreÂślonego koloru pÂłaszcz. SkĂłrzane spodnie i bluza pokryta wyblakÂłymi zdobieniami. Wysokie buty, nagryzione zĂŞbem czasu. KrĂłtki, prosty miecz. Drewniany kostur.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 30 paź 2007, 09:29 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Kto pyta, nie błądzi...

-Oczywiście, pytaj. Jakże inaczej miałybyśmy się poznać? Milczenie jest zazwyczaj drogą do samotności...

Lalaith wsparła główkę na smukłej dłoni. Ciepło, jedzenie i odpoczynek działały kojąco i rozleniwiająco. Na stole pojawiły się w końcu trzy cynowe puchary, zdobione prostym, ale mającym swój urok roślinnym ornamentem. Karafka wina i dzban zimnej wody, najwidoczniej wprost ze strumienia, czy studni, sądząc po tym, jak osiadała na nim skraplająca się para wodna, stanęły idealnie po środku stołu.

- Więc... Anahielo, bo mam nadzieję mogę mówić ci po imieniu? Tes... Proszę, napijmy się, porozmawiajmy.

I uwierz mi - rzekła Lalaith, zwracając się do wiedźminki- zapewne tyle samo ty chcesz wiedzieć o nas, co i my o tobie. Zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi leży w naturze każdej istoty myślącej. I ja nie uważam, że jesteś ciekawska... Po prostu chcesz wiedzieć, kto zacz, tak jak i my chętnie dowiemy się czegoś o tobie.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 15 gru 2007, 21:42 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz, 23 sie 2007, 19:38
Posty: 17
Lokalizacja: Nashira
Skończył i krytycznie przejrzał swoje wojsko, upewniając się, czy pozycje zgadzają się z pierwotnym zamysłem.

- Czy twoja armia jest już gotowa, przyjacielu? – zapytał z olśniewającym uśmiechem.

Na jego twarzy pojawił się delikatny rumieniec – najwyraźniej panujące w tawernie ciepło potrafiło rozgrzać nawet zimnokrwiste elfy.
Mężczyzna zsunął z ramion pyszny szal i rozprostował palce, posyłając kolejne świetliste tęcze w tan po ścianach i powale. Dyskretnie przesunął wzrokiem po zbieraninie przypadkowych włóczęgów zgromadzonej w sali. Wciąż nie potrafił zrozumieć, dlaczego się tutaj znalazł. Dlaczego, spośród wszystkich miejsc na Windsaw, los postanowił wyznaczyć mu rolę właśnie tutaj, na rubieżach kultury, cywilizacji i – najwyraźniej – rozumu.
I - bez wątpienia – dobrego smaku – przemknęło mu przez myśl, gdy jego wzrok prześliznął się po chudej elfce. Brak gustu u przedstawicieli Starej Rasy napawał go niesmakiem i głębokim rozczarowaniem.
Wrócił spojrzeniem do siedzącego naprzeciw towarzysza.

- Doba rozpoczyna się w komnatach twego pałacu, zatem to twoi słudzy jako pierwsi zdeptają murawę w tej rozgrywce, Hallaer, – skłonił się delikatnie oponentowi.


Ostatnio edytowano Cz, 1 sty 1970, 01:00 przez Silinde Seregon, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Prawdziwy wirtuoz czyni uÂżytek z kaÂżdej broni - miecza, monety, obietnicy, uÂśmiechu... KaÂżdej uÂżywa z elegancjÂą, kaÂżdej - w sposĂłb zabĂłjczy...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 18 gru 2007, 12:01 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Dziewczęta przy stole Lalaith milczały jak zaklęte, gdy tymczasem za ich plecami przetoczyła się nawałnica i tornado zarazem w postaci nieznajomego o bardzo charakterystycznym wyglądzie.

Przez chwilę po jego upadku kawałki gulaszu spadały na ziemię jak gradowe kulki. Przedstawiciele Starszej Rasy nawet nie zwrócili na to uwagi.

Lalaith odwróciła się w stronę owego nieznajomego, bacznie mu się przyglądając. Kiedy podano mu napitek wyraźnie się skrzywił. Czyżby nie lubił wina? Zaraz potem odłożył niewielką porcję strawy na podłogę, mamrocząc przy tym coś pod nosem.

Słyszałam, że u niektórych Ludów zostawiają ofiary ze strawy dla opiekuńczych duchów... Ciekawe skąd on pochodzi? Może mógłby mi coś opowiedzieć o swojej wierze...

Dziewczyna zerknęła przez ramię na Anahielę i Tesarię - obie milczały, zajęte swoimi myślami. Podniosła się więc i podążyła w kierunku stołu nieznajomego, starając się nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi, a jednocześnie nie dając po sobie poznać niepewności towarzyszącej owemu przedsięwzięciu.
Może pomyśli, że mu się narzucam?

Była już zaledwie o kilka kroków od stołu owego gościa, który wywołał takie zamieszanie. Mogła przyjrzeć mu się dokładniej. Był szczupłym mężczyzną, którego wiek trudno było odgadnąć. Wyglądał na podróżnika, kogoś kto nie zagrzewa miejsca na stałe w żadnej z odwiedzanych krain, kogoś, kto przeszedł więcej dróg niż wszyscy w tej karczmie zebrani razem. Włosy miał posplatane w cienkie warkoczyki, ubranie znoszone. Nie był może piękny, ale był niezmiernie interesujący.

- Panie...? – Lalaith odezwała się niepewnie do nieznajomego – Czy nie będę ci zawadą, jeżeli zechcę się przysiąść?



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 19 gru 2007, 12:22 

Dołączył(a): Cz, 30 sie 2007, 13:02
Posty: 10
- Co? – chłopak, wyrwany z zamyślenia przeniósł wzrok na stojącą nad nim nieznajomą. Szybko obrzucił postać spojrzeniem, wyraźnie zastanawiając się, czego może chcieć.

- Ależ proszę panienko, niech panienka siada. Nijak mi wadzić mi nie będzie – lekko zażenowany przetarł blat stołu rękawem, robiąc miejsce.

Czegóż może ode mnie chcieć jaśnie pani? – Myśli kłębiły się w głowie – Jakaś krewna tego kupczyka, chyba nie będzie przykrości robiła. Przecie gospodarz wszystko ułagodził. Na bezrękiego. Chyba nie. Może sługę wynająć chce?

Odsunął pustą miskę. Skrzywił się, smakując to, co gospodarz zachwalał jako najprawdziwsza chigee… takie z tego chigee jak z osła rumak – niesmak się wyraźnie odmalował na twarzy, gdy odstawiał kubek z napojem. Zatrzymał służkę, kręcącą się od czasu do czasu między stołami.
- Piwo.



_________________
1.75m, szczupÂły; DwadzieÂścia kilka - czterdzieÂści lat. Niezbyt przystojna, poznaczona bliznami po ospie twarz. DuÂży, „orli” nos, zÂłamany przynajmniej raz i nieumiejĂŞtnie zÂłoÂżony. WÂłosy spiĂŞte w dziesiÂątki grubych warkoczy, za ramiona. Koraliki, pojedyncze piĂłra zwierzÂąt, zdobione sznurki z charakterystycznymi wĂŞzeÂłkami, wplÂątane we wÂłosy, rĂłwnieÂż zawieszone na szyi oraz na przegubach.
---
Wytarty, ciemny, bliÂżej nieokreÂślonego koloru pÂłaszcz. SkĂłrzane spodnie i bluza pokryta wyblakÂłymi zdobieniami. Wysokie buty, nagryzione zĂŞbem czasu. KrĂłtki, prosty miecz. Drewniany kostur.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 19 gru 2007, 13:26 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Dziewczyna usiadła naprzeciw nieznajomego. Przyglądała się mężczyźnie z nieskrywanym zainteresowaniem. Nigdy nie widziała kogoś podobnego. Myśli kłębiły się w główce: Skąd pochodzi? Co może go sprowadzać na ten koniec świata...?


Przybysz zaczepił karczemna służkę, prosząc o piwo. Dopijając resztę wina znów skrzywił się, jakby mu ktoś podał piołunu. A wino tutaj i tak nie było wcale złe, można nawet rzec, że znacznie lepsze niż w innych okolicznych karczmach. I wybór był niemały...

Lalaith zaśmiała się cichutko.
- Mam wrażenie, panie, że nie smakuje ci tutejsze wino? Czyżby tam, skąd pochodzisz pijano inne napitki?

Po krótkiej chwili wyraźnie się zmieszała.
- Wybacz mi, panie, okazany brak ogłady. Przywitałeś mnie tak dwornie, a ja nawet nie podałam ci swego imienia... - policzki dziewczyny pokrył rumieniec, oczy ukryła pod opuszczoną firanką rzęs.

- Na imię mi Lalaith. Pochodzę z Dalekiej Drogi... Starsi ludzie, co pamiętają minione zimy, mawiali na nasze miasteczko Yvonnen, ale że jest ono na drugim końcu świata to i nazwa Daleka Droga bardziej przemawiała do wyobraźni. I tak już zostało...

Umilkła, po raz kolejny dochodząc do wniosku, że za dużo mówi. Czekała na to, co powie jej o sobie ten niezwykły mężczyzna.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 25 lis 2008, 18:04 
Lewa Ręka Metatrona
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 12 wrz 2007, 22:39
Posty: 28
Wysoki elf rozparł się wygodnie na swoim miejscu i przyglądał się zafascynowany działaniom swojego towarzysza. Delikatny uśmiech zdobił jego twarz, łagodząc ostre rysy. Nie zwracał uwagi na nic poza tańcem smukłych dłoni przyjaciela nad skomplikowaną konstrukcją planszy - wydawał się zahipnotyzowany refleksami rzucanymi przez pierścienie Silinde przy każdym ruchu. Kiwał głową za każdym razem, kiedy drugi elf ustawiał kolejną figurę.

- Sfora Pana Wichrów... - rozległ się jego mruczący głos. - Doskonale. Zobaczmy czy i mnie się poszczęści, Lirimaer... - sięgnął po kostkę i nonszalanckim ruchem pozwolił jej potoczyć się po stole.

- Strażnicy Ogrodów Zapomnienia - spojrzał na Silinde uśmiechając się łobuzersko, niczym chłopiec dumny z udanej psoty.

- Radości ni smutku tutaj nie uświadczysz;
Wiosna ni jesień nie mają tu wstępu.
Wędrowcy, co zbłądzą
Na wieczność zostają
Zagubieni bez marzeń wśród ścieżek labiryntu.

Nasze serca od wieków stopione z drzewami
Siłą swą utrzymują
Pozory Istnienia
Strzeżcie się ogrodów, gdzie umiera pamięć -
Miejsca tego już dawno zrzekła się nadzieja.


Jego twarz spoważniała na moment, a wzrok stał się nieobecny i zamglony, kiedy recytował wersy.

Po chwili milczenia Shinma'onari ponownie spojrzał na swojego towarzysza, a uśmiech powrócił na jego oblicze.

- Wieże mojego pałacu przyozdobi zatem godło Kojącego Blasku Gwiazd na Tafli Jeziora.

Nie odrywając wzroku od Silinde, powrócił do rozstawiania swojej armii. Kiedy ukończył dzieło, omiótł spojrzeniem planszę, ostatni raz sprawdzając układ swoich sług i, najwyraźniej usatysfakcjonowany, skłonił się lekko na znak, że miał zamiar rozpocząć rozgrywkę.

Wyjął kilka mniejszych kości z pudełka i rzucił je na stół. Na kościach widniały wygrawerowane dziwaczne symbole. Ponownie spojrzał na wzniosioną na stole budowlę.

- Noc mija spokojnie, Lirimaer. - powiedział miękko. - Źródło Wiecznego Marzenia traci jeden oddech. Na północy słychać wycie wilków. Mamori'shinde udaje się na Wzgórze Tych, Którzy Odeszli, aby móc objąć spojrzeniem ogrody. Czeka na znak - pewnym ruchem przesunął jedną z figur. - W kamiennym kręgu Detholalle pojawia się Ascarer - kolejna figura stanęła na jednym z pól budowli. - Nim'ohtar zaczyna pracę nad swą pierwszą pieśnią. Na Łąkach Księżycowego Blasku widać wiele świateł - taniec upamiętniający Bitwę Dwóch Książąt właśnie się rozpoczął. Belthor'n-aran nie ujawniają swej obecności - obserwują wszystko z ukrycia... - Jego głos płynął ku jego przyjacielowi niczym spokojna, kojąca pieśń jakiej można wysłuchać przed pogrążeniem się w objęciach snu.

Po chwili Shinma'onari wykonał zapraszający gest w kierunku Silinde.

- I oto nadchodzi świt...



_________________
"Piekło jest najwyższą nagrodą, jaką możesz otrzymać od Diabła za wierną służbę."

"Hell is not punishment, it's training." - Suzuki Shunryu
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 26 lis 2008, 00:15 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
W drzwiach karczmy pojawił się wysoki mężczyzna. Jego pozbawioną zarostu twarz o ostrych rysach okalały nieco chaotycznie przycięte kasztanowo-rude włosy siegające prawie do ramion. Miał na sobie lekkie, proste, luźne ubranie pozbawione ozdób. Uwagę zwracała rękojeść potężnego miecza wystająca znad ramienia przybysza. Przez drugie ramię miał przewieszony plecak.

Mężczyzna zatrzymał się w drzwiach lustrując pomieszczenie. Wyglądało to tak, jakby kogoś szukał. Jego wzrok zatrzymał się na elfach zajętych grą, ale po chwili ruszył do stołu możliwie najbardziej oddalonego od wszystkich osób znajdujących się w pomieszczeniu. Zdjął z ramienia plecak, ostrożnie układając go na ławie. To samo, ale z jeszcze większą starannością, uczynił z dwuręcznym mieczem, którego prosta, ale wspaniale wykonana oprawa przypominała dzieło starszej rasy. Wreszcie sam również przysiadł obok swojego bagażu.

Kiedy podeszła do niego dziewczyna, chcąc przyjąć zamówienie, zamienił z nią kilka słów cichym głosem. Dziewka odeszła, a mężczyzna wyjął z plecaka papier i rysik i zaczął coś kreslić na kartce. Od czasu do czasu z zainteresowaniem zerkał na elfią grę.



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 26 lis 2008, 14:26 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith nie umknęło uwagi przybycie zaczepnie wyglądającego, rudego chłopaka.
Jeszcze bardziej zaintrygowały ja rysik i kartka wyciągnięte z bagażu.

Może jakieś zamiłowanie do rysunku?- pomyślała, zaciekawiona. Sama już od tak dawna nie oddawała się tej małej przyjemnostce - ostatnio chyba tworząc zielnik w świątyni Diyoli.

Skłoniła głowę przed młodzieńcem, przy którego stole stała, a który okazał się być chyba nieco onieśmielony jej obecnością i ruszyła, ku swemu stolikowi, gdzie nadal leżąły jej rzeczy.

Mijając nowo przybyłego posłała mu promienny uśmiech, wskazując skinieniem głowy na kartkę papieru, na której mężczyzna zaczął już cos szkicować.


Ostatnio edytowano Śr, 26 lis 2008, 21:03 przez Lalaith, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 26 lis 2008, 16:03 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Oderwał wzrok od elfów, po raz kolejny pogrążając się w swojej pracy. Powoli podniósł głowę, czując że tym razem to jemu ktoś się przyglądał. Intensywnie zielone oczy omiotły całą postać Lalaith, żeby wreszcie skupić się na jej twarzy. Dziewczyna niemal wzdrygnęła się pod badawczym spojrzeniem. Surowa twarz mężczyzny ewidentnie należała do kogoś, kto kierował się w życiu żelaznym kodeksem i z jakiegoś powodu rzadko pozwalał sobie na swobodę. W otaczającej go aurze ciężko wypracowanego spokoju było też coś, co kazało przypuszczać, że raczej bywał samotnikiem - kimś, kto bez powodu sam nikogo nie zaczepiał i oczekiwał tego samego od innych, chyba że mieli ochotę skrzyżować z nim ostrza. W wyrazie jego twarzy widać było pewne zdziwienie wywołane zainteresowaniem dziewczyny. Jednak niewątpliwie największe wrażenie robiły oczy - ciemna zieleń głębokiej, spokojnej wody, na której dnie czaiła się nagła, krwiożercza i z pewnością bolesna śmierć.

Mężczyzna skinął lekko głową w odpowiedzi na uśmiech, ale jego opanowanie i samokontrola, zapewne doprowadzane do perfekcji przez lata treningów, nie dawały Lalaith żadnej podpowiedzi co do zdania wojownika na jej temat po tej krótkiej obserwacji. Po chwili Cierń powrócił do pracy nad swoim rysunkiem, nie poświęcając jej już więcej uwagi. Jego dość smukłe dłonie wprawnie i bez wahania kreśliły linie po papierze - można było sobie wyobrazić, że w taki sam sposób zwykł zadawać śmierć - wprawnie i bez wahania.

Jeden z szerokich rekawów podwinął sie nieco, odsłaniając kolczaste pnącza wytatuowane wokół umięśnionego przedramienia oraz nierówną bliznę bięgnącą wzdłuż ręki. Takie same czarne cierniste gałęzie nieśmiało wspinały się na szyję mężczyzny.

Zerkając na kartkę, Lalaith zauważyć mogła powstający właśnie szkic przepięknej kobiety. Mimo, że wyglądała na elfkę, jej uroda kruszyła bariery kanonów piękna pomiędzy starszą rasa, a ludźmi.



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 26 lis 2008, 22:51 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 25 cze 2008, 22:13
Posty: 48
Lokalizacja: mobilny jestem
Po mniej więcej minucie drzwi uchyliły się i do Sali wszedł mężczyzna lat około dwadzieścia pięć , średniego wzrostu, szczupły. Krótki zarost dodawał mu lat, podobnie jak i oczy. Nie były jakieś bardzo nietypowe… po porostu widać w nich było …obojętność. Głowa pokryta ciemnymi włosami przystrzyżonymi dość schludnie. Uśmiechał się miło choć bez jakiegoś szczególnego wyrazu.
Obcy odezwał się dość niskim i opanowanym głosem.
- Witam wszystkich. Czy to karczma "za szyba pokryta srebrem"?

Gdy dostrzegł skinienie barmana wszedł do środka i usiadł za barem. Nachylił się do barmana i szeptał z nim chwilę. Następnie uśmiechnął się szeroko i położył na blacie monety. Barman również się uśmiechnął i postawił na przeciwko niego butelkę czerwonego wina. Feliks nalał sobie do kielicha i wypił kilka łyków.

- Wyborne.

Następnie, nie wypuszczając kielicha z dłoni obrócił się do sali i bez ceregieli przejechał wzrokiem po zebranych.



_________________
"... You may regret it
Careful what you wish
You just might get it ..."

Metallica
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 28 lis 2008, 16:19 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith bardziej wyczuła, niż zauważyła, że ktoś się jej przygląda. Podniosła wzrok, napotykając spojrzenie oczu starszych, niż wskazywałby wygląd ich właściciela.
Opanowane, niemal obojętne spojrzenie prześlizgiwało się po sali w tę i z powrotem, niby bez większej uwagi, jednak dziewczyna dostrzegła że mężczyzna tworzy sobie mapę szczegółów.

Skupiła na nim wzrok i myśli, starając się przyciągnąć jego spojrzenie na dłużej.
- Może twoje oczy coś mi o tobie powiedzą, Podróżny…

Miała zwyczajnie dość siedzenia tu samotnie, i nawet jeżeli ów mężczyzna miał okazać się mało rozmowny, wyglądał na obytego w świecie i obeznanego w tych stronach. Być może dostarczy jej więcej informacji, o tym gdzie zagnał ją los…

Podniosła do ust kielich wina, upiła łyk i westchnęła cicho. Wyciągnęła zeszyt czystych kart i rysik – Chyba czas wrócić do tej pasji, jak tamten samotnik…Dawno tego nie robiłam. Czy nie zgubiłam talentu?– zastanawiała się chwilę, przypatrując się tajemniczemu przybyszowi, który podobnie jak ona, wybrał wino. Jego niedbała poza i sposób w jaki trzymał kielich przywołały na myśl kogoś wyjątkowego, dawno dawno temu, w innym życiu. To było cos, co warto choć spróbować zatrzymać na papierze.

Niesamowicie zielone oczy zapłonęły żywszym, migotliwym blaskiem, gdy napotkały wzrok tajemniczego Podróżnika.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 28 lis 2008, 18:07 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 12 paź 2008, 02:26
Posty: 83
Cierń skończył rysunek i odłożył rysik przyglądając się krytycznie swojemu dziełu. Jego oczy na moment zasnuła mgła wspomnień, a spojrzenie złagodniało.

Sięgnął do plecaka i wyjął pięknie zdobioną fajkę i paczuszkę suszonych ziół. Kiedy zapalił, wokół niego rozszedł się słodkawy zapach, współgrający z aurą spokoju, która go otaczała. Rozsiadł się wygodniej i spojrzał na nowego przybysza. Miał wrażenie, że mężczyzna właśnie prezentował kunszt aktorski, chociaż nie wiedział, kto miał być jego publicznością.
Ponownie rozejrzał się po sali. Wyglądało na to, że tylko jedna osoba zwróciła uwagę na pokaz podróżnego. Na twarzy wojownika na moment zagościł zagadkowy uśmiech.

Po chwili pojawiła się kelnerka, niosąc na tacy parujący posiłek, dzban i kubek oraz karafkę wina i kielich. Gdy postawiła wszystko na stole, Cierń podziękował jej skinieniem i nieznacznym uśmiechem. Położył na tacy kilka monet i przez chwilę przyglądał się odchodzącej dziewczynie. Nalał sobie przezroczystego płynu do kubka i napił się z wyraźną przyjemnością.



_________________
Cierń jest wysoki, jak na człowieka. Nie wygląda na wielkiego osiłka, ale dwuręczny miecz przewieszony przez plecy skłania do przemyślenia tej kwestii. Postrzępione, brązowo rude włosy okalają pozbawioną zarostu twarz nie sięgając nawet ramion. Zielone oczy spoglądają na świat ze spokojem i tylko w głębi dostrzec można niepokojące ogniki. Nosi luźne, lekkie ubrania w spokojnych barwach.

Mój czas wkrótce nadejdzie.
Modlę się tylko o dobrą śmierć.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 28 lis 2008, 23:06 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 25 cze 2008, 22:13
Posty: 48
Lokalizacja: mobilny jestem
Feliks zatrzymał wzrok na zielonych oczach nieznajomej. Jego uwadze nie umknęło to jak intensywnie migotliwym blaskiem biło jej spojrzenie. Uśmiechnął się serdecznie i szczerze do pięknej nieznajomej. Delikatnie wzniósł kielich i wyszeptał.

- Twoje zdrowie Pani.

Słowa nie były słyszane ale z ruchu warg i mowy gestów nie dało się wyczyta nic innego.

Cóż za piękne stworzenie pomyślał Mam nadzieje, że to nie jedna z karczemnych dziewek, które oddają swe wdzięki za kilka srebrników. Było by to wielkie rozczarowanie. I choć prawdą jest, że już jakiś czas nie byłem z tak piękną kobieta to jednak nie chciałbym płaci za wdzięki zwłaszcza tak uroczej niewiasty. Ciekawe czy mają na górze pokoje?


Gdy pochylał się nad kielichem spojrzał w oczy nieznajomemu zajętemu rysunkami. Nie trwało to jednak długo. Po chwili ponownie przeniósł wzrok na kobietę o brązowych włosach.

To chyba nie jest człowiek, który szuka kompana do picia. Ciekawe jakąż to tajemnicę skrywa ta poważna twarz. I zdecydowanie dobrze by było być po jego stronie w przypadku brutalnego starcia z użyciem ostrych przedmiotów. Może to tylko wrażenie ale wydaje mi się że rozumie więcej niż reszta zgromadzonego tutaj towarzystwa. No może poza tymi dwoma długouchymi chłopolubami ale oni pewnie teraz kombinują jak zrobić żeby ich kobiety chciały sypiać z nimi a nie z ludźmi. Podobno im nie staje wiec kobiety elfickie szukają pociechy w ramionach ludzkich mężczyzn a i krasnoludów pono nie omijają

Ciekawe czy ta panna sama podejdzie? W końcu nie dała żadnego znaku, że byłbym mile widzianym gościem przy jej stoliku.


Ostatnio edytowano Pn, 1 gru 2008, 22:03 przez Feliks Kiebduj, łącznie edytowano 1 raz


_________________
"... You may regret it
Careful what you wish
You just might get it ..."

Metallica
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 2 gru 2008, 18:30 
Krzykaczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 26 maja 2007, 20:19
Posty: 176
Lokalizacja: z Dalekiej Drogi
Lalaith zauważyła pozdrowienie wyszeptane znad kielicha wina i nie omieszkała na nie odpowiedzieć skromnym Dziękuję wyszeptanym w stronę nieznajomego.

Pochyliła główkę w geście podziękowania, przez co na chwilę jej oczy skryły się za kaskadą rudych loków. A to pozwoliło jej ukryć rumieniec, jakim zapłonęły policzki.

Z nutką irytacji strzasnęła niesforny pukiel z oczu i uśmiechnęła się promiennie do Podróżnika siedzącego przy barze. Skinąwszy dłonią, dała znak, że będzie mile widzianym towarzystwem przy jej stoliku.

-Niesamowite, jak pociągająca może się okazać tajemnica – pomyślała.
A do tego ten mężczyzna jest naprawdę przystojny, tym specyficznym urokiem jakiego nie zobaczy się u żadnego strojnego paniczyka… Ma w sobie Coś… Ehh, w co ja się znów pakuję? Jeszcze pomyślisz, że jestem zwykłe ladaco.

Spojrzała mężczyźnie w oczy, zastanawiając się, co też teraz myśli o niej. I czy zechce podejść. Miała szczerą nadzieję, że ta znajomość nie skończy się na wspólnie wypitym kielichu wina, choć nie do końca chciała się do tego otwarcie przyznać przed samą sobą… Ten tajemniczy mężczyzna jednym spojrzeniem sprawił, że krew w żyłach zaczęła huczeć, szepcząc obietnice.

Ten urok mógłby mnie zgubić, a jednak chcę za nim pójść.



_________________
Być beznadziejnie niepewnym i szaleńcem nadziei
~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna o delikatnej urodzie; długie rzęsy, bursztynowo zielone oczy. Usta w kolorze płatków maków. Krótko ścięte kręcone włosy w kolorze kasztanowo rudym nadają jej nieco zawadiacki wygląd. 160cm wzrostu i 55kg.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 3 z 4 [ Posty: 95 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u