Teraz jest So, 20 paź 2018, 08:14

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 1 z 2 [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Kamienny Las - Tajemnice wśród Gór

Autor Wiadomość
 Tytuł: Kamienny Las - Tajemnice wśród Gór
PostNapisane: Wt, 13 lis 2007, 08:33 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Zawierzył swojemu szczęściu i wierzchowcowi.
Koń szedł miarowo, stawiając dźwięcznie kopyta na skalistym podłożu. Lorens kołysał się w siodle, czując jak zasycha mu w gardle. Wiedział, że musi oszczędzać wodę, nie mając pewności, kiedy – i czy w ogóle – znajdzie wodę na tym skalistym pustkowiu.
Upał utrudniał widoczność, sprawiając, że krajobraz drżał i falował. Szczęściem, koń postanowił iść wzdłuż urwiska, pozostając w cieniu zbocza – być może tylko rozsądek zwierzęcia chronił jeźdźca przed nadmiarem słońca.

Po pewnym czasie Lorens zauważył, że droga zaczęła piąć się ku górze. Wsłuchany w stukot kopyt niemal usypiał, nie zdając sobie sprawy z upływającego czasu. Jechali naprzód, aż dotarli do miejsca, w którym zbocze urywało się. Wyrwa w skale była na tyle szeroka, by można było nazwać ją wąwozem – swobodnie mogłoby jechać nim dwóch jeźdźców bok przy boku.
Koń wszedł pomiędzy ściany i szedł pewnie przed siebie. Lorens oprzytomniał nieco, patrząc z zaciekawieniem na drogę, która stała się urozmaiceniem monotonnej dotychczas wędrówki. Szare zbocza nie wyglądały na wykute przez człowieka – to raczej sama natura ukształtowała to przejście – głazy były poszarpane, a niedosięgłe szczyty wąwozu wyszczerzały ku niebu szpiczaste zębiska.
Droga pomiędzy zboczami zajęła mu kilka pacierzy, aż wreszcie wyprowadziła go do kolejnej doliny. Wysokie szczyty otaczały kotlinę wielkości turniejowej areny. Oprócz drogi, którą tu przybył, można stąd było wyjechać jeszcze dwoma innymi – jedna z nich znajdowała się po drugiej stronie dolinki, a druga – kilka metrów na lewo.

Na środku połyskiwało niewielkie jeziorko, najwyraźniej zasilane podziemnym źródłem. Woda była doskonale przejrzysta, z wysokości siodła Lorens dostrzegał każdy kamyk na dnie sadzawki.
Koń pochylił łeb i zaczął pić.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 14 lis 2007, 15:18 
Lorens, zobaczywszy wodę, natychmiast zszedł z konia trzymając nadal wodze.
Zdjął swój plecak, wyciągnął bukłak z wodą i całą wodę, jaką w nim miał wylał, po czym napełnił go świeżą z sadzawki.
Lorens pomyślał sobie, że skoro koń pił tę wodę, to ona nie mogła być zatruta.

- No, koniku, – powiedział z wielkim szczęściem w głosie, – wreszcie się do nas los uśmiechnął.

Zobaczył dwie drogi i bez zastanowienia wybrał tę, która była po drugiej stronie dolinki.
Zanim jeszcze wsiadł na konia i wyruszył, postanowił wziąć kilka kamieni z sadzawki "na drogę" - zawsze mogą się przydać, może akurat uda mi się znaleźć jakiś krzemień.

Lorens wybrał kilka kamieni, schował do plecaka, wsiadł na konia i ruszył w drogę.


Ostatnio edytowano Śr, 21 lis 2007, 19:50 przez Anonymous, łącznie edytowano 1 raz

  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 21 lis 2007, 20:45 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Koń zbliżał się do końca doliny, gdy nagle zbocza góry zbliżyły się do siebie ze straszliwym chrzęstem, tarasując przejście i zrzucając pod kopyta zwierzęcia liczne kamienie. Wierzchowiec zatańczył, zawracając gwałtownie i rżąc z przerażeniem. Siedzący na nim człowiek kurczowo zacisnął dłonie na skórzanych lejcach i ścisnął konia kolanami, z ledwością utrzymując się w siodle.
Wokół nich osypywały się głazy – jedne wielkości pięści, inne – końskiej głowy. Lorens skulił głowę i – zdając się na rumaka, starał się zmusić go do powrotu w stronę źródełka.

Gdy wreszcie koń odwrócił się w kierunku, z którego nadjechali, młody jeździec zadrżał przerażony, patrząc na półprzejrzystą ścianę przedzielającą kotlinę na pół, na ścianę utworzoną z... wody!
Jej szczyt wznosił się na wysokość sąsiednich – kamiennych – ścian.
Choć zdawała się być jedynie taflą wody, pomiędzy przebiegającymi po jej powierzchni drobnymi falami skrzyły się blaski w różnych kolorach – jakby świetlne węże szukały drogi ku wolności, albo jakby ktoś uwięził w stawie giętkie błyskawice.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 6 cze 2008, 21:09 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Jedyna myśl jaka przyszła Lorensowi do głowy to przejechać przez tę ścianę wody.
- No koniku – powiedział z lekkim przerażaniem – wiem że to nie jest łatwe ale musimy przejechać przez tę ścianę wody. – Lorens zacisnął ręce na wodzach, zamknął oczy i rozkazał swojemu koniowi aby ruszył na przód, zdając się tylko na niego.



_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 9 cze 2008, 16:32 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 sie 2007, 21:42
Posty: 14
Lokalizacja: Naruyeth
Lorens usłyszał krótkie parsknięcie konia i poczuł jak zwierzę po raz kolejny zaczyna się szamotać. Trzask spadających skał otaczał człowieka i jego wierzchowca, a ściana wody znajdowała się tuż przed nim.

Gdy otworzył oczy, mógł się dokładnie przyjrzeć tajemniczej wodzie i zauważyć, że jej tafla jest regularna, wręcz leniwa, pozwalająca wić się swobodnie kolorowym nitkom. Na kamieniach ciecz znikała, jakby nie zauważała stojącej na jej drodze powierzchni ziemi.

Odłamki skalne nie oszczędzały Lorensa. Jeden z nich zranił go boleśnie w dolną partię pleców. Inne spadały na ciało ogiera, a każdy z nich podwajał widoczną irytację zwierzęcia, który z bezradności oszalał. Jeździec z trudem utrzymywał się na grzbiecie obracającego się nieustannie wokół własnej osi wierzchowca.


Ostatnio edytowano Pn, 9 cze 2008, 18:02 przez Hamaliel, łącznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 10 cze 2008, 22:23 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Lorens był przerażony i nie wiedział do końca, co się działo.
Za wszelką cenę próbował uspokoić konia i przywrócić sobie świadomość, co wyprawiało się dookoła.

Pierwsze, co pomyślał, to to, że nie wyjdzie z tego cało.
Na szczęście wiara w Terhila przywracała mu siły do walki, by za wszelką cenę wyjść z tego cało. W czasie całego zdarzenia modlił się do niego w myślach:

Boże, proszę, uchroń mnie przed tym wszystkim! To nie jest czas jeszcze, żebym zginął. Mam jeszcze wiele do zrobienia na tym świecie w Twoim imieniu.


Ostatnio edytowano Śr, 11 cze 2008, 22:00 przez Lorens, łącznie edytowano 2 razy


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 14 cze 2008, 14:20 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 sie 2007, 21:42
Posty: 14
Lokalizacja: Naruyeth
Wśród trzasków i odgłosów uderzeń skał rozległ się dziwny ryk. Z pewnością nie należał do człowieka, więc strachem napawała mężczyznę myśl, z jakim potworem miał do czynienia. Ciekawość, choć może bardziej intuicja, podpowiedziała mu, by spojrzał w górę.
Istota stworzona z kamieni rzuciła w kierunku jeźdźca pokaźny głaz. Koń nie pozwolił się opanować nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Kamień z hukiem uderzył w ciało. Lorens poczuł jak wyskakuje w powietrze, obraca się i uderza plecami o skały.
Przez chwilę nie był w stanie nabrać oddechu. Z trudem złapał powietrze w płuca, czując jakby zamiast gazu ostrze przeszywało jego wnętrze. Splunął parokrotnie, pozbywając się ziemi z ust.

Otworzył oczy i ujrzał swego rumaka, którego głowa została strzaskana skałą.


Ostatnio edytowano Cz, 1 sty 1970, 01:00 przez Hamaliel, łącznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 15 cze 2008, 19:13 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Lorens patrząc na olbrzyma z kamieni czuł przerażenie. Nie wiedział co robić. Jedyne, co przychodziło mu na myśl, to ucieczka - szybko rozejrzał się dokoła siebie, szukając, w którą stronę mógłby uciec.
W tym samym czasie obmyślał, w jaki sposób mógłby potwora przechytrzyć. Jeszcze dokładnie nie wiedział, co chciał zrobić, ale zdawał sobie sprawę, że sama ucieczka nie pomoże.

Nie mógł uwierzyć w to, że zwierzę, które było z nim od lat, i które dostał od swojego nauczyciela, nie żyje.
Postanowił uciekać w taki sposób, żeby się nie zgubić i móc jeszcze tutaj wrócić i zabrać resztę ekwipunku, który miał przy koniu.


Ostatnio edytowano Pn, 23 cze 2008, 13:44 przez Lorens, łącznie edytowano 2 razy


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 17 cze 2008, 17:06 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 sie 2007, 21:42
Posty: 14
Lokalizacja: Naruyeth
Kamienny deszcz ustał, lecz otaczająca Lorensa cisza nie uspokajała go. Jedyne, co mogło go zadowolić, to brak zagrożenia ze strony skał. Potwór zniknął, pozostawiając po sobie przerażające wspomnienie. Udało mu się zamordować zwierzę, ale nie wiadomo było, czy osiągnął cel.

Zaledwie parę metrów dzieliło człowieka od ściany wodnej. Wśród tumanów kurzu wywołanych przez spadające odłamki, lśniła ona niezmiennym blaskiem.

Po przeciwnej stronie rozległ się delikatny szmer. Lorens obserwował, jak głazy, jeden po drugim, formują sylwetkę dwukrotnie większą od niego. Skała, która zgładziła konia, przeturlała się po ziemi, odsłaniając jego zmiażdżoną głowę. Zatrzymała się przy kończynie potwora, a on podniósł ją znowu.


Ostatnio edytowano Cz, 1 sty 1970, 01:00 przez Hamaliel, łącznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 26 cze 2008, 08:35 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Widząc jak postać z kamieni formuje się po raz kolejny, Lorens był przygotowany na to, że golem będzie chciał go zaatakować ponownie. Postanowił w takim razie przygotować się na atak i próbować uniknąć ciosu.
Postanowił przeskoczyć na drugą stronę tafli wody, gdyż zobaczył, że ucieczka jest jedynym rozwiązaniem.
Wiedział, że nie da rady wygrać z potworem.


Ostatnio edytowano Cz, 10 lip 2008, 22:53 przez Lorens, łącznie edytowano 1 raz


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 3 lip 2008, 22:05 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 sie 2007, 21:42
Posty: 14
Lokalizacja: Naruyeth
Przyjemny chłód ogarnął ciało Lorensa, gdy przekraczał wodną barierę. Ku jego zdziwieniu, wciąż znajdował się w wodzie. Płynął w niej, lecz równocześnie nie miał problemów z oddychaniem.
Po krótkiej chwili poczuł lekkie pchnięcie w plecy. Obróciwszy się, spostrzegł głaz, który miał go zabić, ale jedynie przedostał się razem z nim przez ścianę.
Do kawałka skały podpływało coraz więcej świetlnych wężyków, które otaczały go, całkowicie zasłaniając jego powierzchnię. Następnie razem oddaliły się, pozostawiając po kamieniu tylko pustkę.

Skupisko wężyków jeszcze przez chwilę powiększało się, aż uformowało postać.
Wyglądem przypominała ona człowieka, lecz z błękitnym kolorem skóry oraz granatowymi oczami. Przez niezwykłą smukłość twarzy i rąk wydawała się być kobietą. Sam jej tułów zlewał się z wodą, tworząc z nią jedną, nierozerwalną całość, która jedynie pragnęła przybrać poniekąd znaną mu postać.

- Czy przybyłeś walczyć, przybyszu? - głos ogarniał go zewsząd. Nie mógł stwierdzić, czy powiedziała to umiejscowiona przed nim istota. Sama nie wykonała żadnych ruchów, świadczących o chęci komunikacji.


Ostatnio edytowano Cz, 1 sty 1970, 01:00 przez Hamaliel, łącznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 5 lip 2008, 20:16 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Lorens czuł wielki spokój, gdy patrzył na postać przed sobą. W ogóle się nie bał i czuł się bezpieczny.

Na zadane mu pytanie spokojnie odpowiedział:

– Nie, nie przybyłem tutaj walczyć. Ten potwór pojawił się znikąd i nie wiem, co mam teraz zrobić. Proszę, pomóż mi się stąd wydostać – powiedział ze spokojem w głosie i nadzieją, że istota nie odmówi mu. Wierzył, że głos, który słyszał, pochodził od niej.

Tak naprawdę nie miał ochoty wychodzić z wody, czuł się tam bardzo dobrze. Czekał na reakcję istoty i na to, co mu odpowie.
Nagle przypomniał sobie, jak świetlne węże, które otoczyły kamień, zniszczyły go.

Może to jest sposób na unicestwienie potwora? – pomyślał z nadzieją.


Ostatnio edytowano Cz, 10 lip 2008, 22:58 przez Lorens, łącznie edytowano 2 razy


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 12 lip 2008, 01:13 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr, 22 sie 2007, 21:42
Posty: 14
Lokalizacja: Naruyeth
- Dlaczego nosisz przy sobie broń, skoro nie chcesz walczyć... tutaj? Gdzie, według ciebie, jest to tutaj, młodzieńcze? - pełen spokoju głos wciąż go otaczał a wokół nic się nie poruszało.

Lorens nie mógł pozbyć się wrażenia, że jest obserwowany - nie tylko przez oczy nieruchomej postaci, lecz przez kilka, kilkanaście, może kilkadziesiąt oczu. Przeczucie było tak silne, że postanowił mu zaufać, choć nie dawało odpowiedzi na to, z czym miał do czynienia.

- Tutaj, czyli w miejscu, w którym stoisz... Lecz wszystko płynie, zatem teraz to już nie jest to twoje miejsce, które nazwałeś "tutaj". To zupełnie nowe otoczenie... Skąd mam mieć pewność, że wraz z otoczeniem zdanie się nie zmieniło? Skąd mam wiedzieć, że po twoim zapewnieniu o szczerości zamiarów, zagwarantujesz mi bezpieczeństwo ze swojej strony? Skąd mam brać przekonanie, że zapewnienie jest szczere?

Głos zmieniał się powoli w nużący potok słów, płynących własnym rytmem, poddającym się nurtowi cieczy.

- Tyle niedomówień! Bardzo wiele jak na jedną chwilę... Pragniesz pomocy, nie gwarantując mi nic w zamian... Nawet i twoje starania byłyby bezowocne. Ty nie masz po prostu niczego, co mógłbyś mi zaproponować za pomoc... Nikt i nic nie pomoże...


Ostatnio edytowano So, 12 lip 2008, 06:38 przez Hamaliel, łącznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 21 lip 2008, 23:27 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Lorens poczuł jak policzki zaczynają mu się rumienić.
Lorens jednak postanowił w pierwszym rzędzie skupić się na odpowiedzi dotyczącej posiadania broni. Przez długą chwilę nie wiedział co odpowiedzieć.

– Widzisz, nie wiadomo na co można się natknąć w takim miejscu, jak tutaj. Warto mieć przy sobie broń, by być przygotowanym na wszystko – powiedział z wielką pewnością i stanowczością w głosie. – Zapewniam Cię jednak, że nie mam złych zamiarów wobec Ciebie – dodał szybko, żeby nie było niedomówień.

Słysząc, jak wokół wszystko płynie i mając świadomość, że to nie jest już jego miejsce, postanowił odpowiedzieć na to stanowczo:

– Ale ja nigdy nie uważałem że to jest moje miejsce i zgodnie tym, jak mówisz, że wszystko tutaj płynie i wszystko się zmienia, możesz być pewna, że moje zdanie się nie zmieniło i nie mam zamiaru w jakikolwiek sposób Cię atakować. – Gdy to powiedział, poczuł wielkie zadowolenie.

Lorens zastanowił się, co odpowiedzieć na pytanie dotyczące prawdomówności. Nic mu nie przychodziło na początku do głowy, aż nagle przypomniał sobie, że w przyszłości chciał zostać paladynem, a paladyn mówi zawsze prawdę:

– Nie jesteś pewna tego, że mówię prawdę, i jedynie co może Ci to zapewnić, to moje słowo. Musisz uwierzyć mi na słowo, a to dlatego, że w przyszłości chcę zostać paladynem, a ci rycerze światłości mówią zawsze prawdę i działają w imię dobra. – Powiedział to szybko, ale zarazem można było poczuć w tych słowach dumę, jaką Lorens miał w sobie na myśl o tym, do czego dążył.


Ostatnio edytowano Cz, 1 sty 1970, 01:00 przez Lorens, łącznie edytowano 1 raz


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 12 paź 2008, 17:35 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 5 paź 2008, 19:30
Posty: 14
Oczy istoty zwęziły się, gdy wpatrywała się uważnie w Lorensa słuchając jego słów. Ich wyraz zmienił się delikatnie, na ustach pojawił się lekki, nieco drwiący uśmiech. Trudno jednak było odczytać coś więcej z mimiki tej plastycznej, niemalże płynnej twarzy.

- Czy zawsze warto? Broń bardzo często jest główną przyczyną walki... Wzbudza nieufność...

Niebieska postać wolnym ruchem skrzyżowała ręce na piersiach. Jej ciało falowało, jego zmienność kontrastowała z pewnością, którą Lorens wyczuwał w słowach.

- Nie muszę ci uwierzyć... Mogę to zrobić, ale w jakim celu? Żeby ci pomóc? W końcu nie oferujesz mi nic w zamian... Żeby czuć się bezpieczniej? Nie obawiam się ciebie...
Cóż możesz mi, człowieku, dać za moją pomoc?


Ostatnio edytowano Cz, 1 sty 1970, 01:00 przez Ishmael, łącznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 14 paź 2008, 17:18 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Lorens patrzył się na wodną postać i nie wiedział co ma powiedzieć. Myśli wirowały w jego głowie jak zwariowane, nie mógł pozbierać ich do kupy i skleić w jedno. W pewnym momencie odważył się by coś z siebie wykrztusić.

- Czy uważasz że nie powinienem nosić przy sobie broni, tylko dlatego bo jest główną przyczyną walk? - Lorens mówiąc to zaczął czuć się coraz bardziej pewny siebie, i gdy skończył jedno zdanie, pewnym siebie tonem zaczął mówić kolejne.

- A czy jeśli w lesie wyskoczy mi na drodze wilk, to mam nie wyciągać broni i dać mu się pożreć dlatego bo to jest jego instynkt samo zachowawczy? Że jeśli jest głodny to poluje na coś co może zjeść? Moim instynktem w tedy jest przed nim się bronić, a broń mi w tym pomaga. - Odpowiedział stanowczo i kontynuował dalej.

- Mówisz że się mnie nie obawiasz? I dobrze, bo nie musisz, prawdopodobnie nie jestem Ci nic w stanie zrobić tylko dlatego bo jesteś płynną cieczą. Pytasz co mogę Ci zaoferować? A co można zaoferować wodzie?
- Zapytał się z całą pewnością siebie.
- Wytłumacz mi proszę, czego ode mnie oczekujesz a wtedy zastanowię się czy jestem w stanie Tobie to ofiarować.



_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 18 paź 2008, 11:19 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 5 paź 2008, 19:30
Posty: 14
- Nie uważam, że broni nie powinieneś nosić nigdy, aczkolwiek są sytuacje, w których może ona działać niekorzystnie. Jak ty zareagowałbyś, gdyby ktoś wkroczył uzbrojony na twoje terytorium? Zapewne miałbyś się na baczności.
Chcesz wydostać się z doliny? Jestem w stanie ci pomóc... Ale powiedz mi: jak tu trafiłeś, gdzie zmierzasz? Nieczęsto można spotkać tu istoty twojego gatunku...

Lorens w głosie kobiety dosłyszał lekką nutę wyższości, ale i zaciekawienia. Nie wydawało mu się, by miała ona złe zamiary, jednak nie mógł tego stwierdzić na pewno - sposób bycia żywiołaka roztaczał swoistą aurę tajemniczości.

- Natura zawsze rządzi się takimi samymi prawami... Nic nie dzieje się tu bez powodu. Wy, ludzie, jesteście nam obojętni i nie atakujemy was, jeśli sami nie stworzycie ku temu przyczyny...

Spojrzała wymownie na Lorensa.


Ostatnio edytowano Cz, 1 sty 1970, 01:00 przez Ishmael, łącznie edytowano 1 raz

Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 22 paź 2008, 19:01 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
- No dobrze, powiem Ci wszystko po kolei - powiedział krótko i zaczął swoją opowieść:

- Jadąc na koniu natrafiłem na dwie osoby. Jeden z nich to był mag, tego jestem pewien, a drugi... - zaczął się zastanawiać; - ach, nie jestem w stanie sobie przypomnieć.
W każdym bądź razie, po kilku dniach tułaczki z nimi zobaczyłem, że to nie ma sensu, i warto jest wyruszyć w dalszą drogę samemu, co przyśpieszy moją podróż. Tak więc postanowiłem jechać sam i zdałem się na instynkt mojego konia.
Znalazłem niewielką sadzawkę, w której umyłem twarz, napiłem się i ruszyłem dalej... - mówiąc to wszystko Lorens był bardzo skupiony, by się nie pomylić.

- W pewnej chwili znalazłem się między dwoma ścianami, które nagle zaczęły się obsuwać, a po krótkiej chwili ujrzałem wielkiego kamiennego golema, a za mną pojawiła się ściana wody. Golem rzucił we mnie potężnym głazem i nie wiedziałem, co mam robić. Zeskoczyłem szybko z konia. Głaz uderzył w niego, zabijając go. Nie wiedziałem co mam robić, widziałem tylko jak kamień wpadający w wodę został rozkruszony, więc pomyślałem, że jeśli tam wejdę, to golem nie pójdzie za mną, a to może uratować mi życie - ton jego głosu ciągle się zmieniał, ale chłopak nadal był bardzo skupiony, by wszystko dobrze powiedzieć.

- Gdy już wszedłem do tej wody, ujrzałem ciebie i tak zaczęła się nasza rozmowa. To chyba wszystko w skrócie, niczego raczej nie po minąłem.

Patrzył na "twarz" wodnej istoty i chciał wyczytać z jej jakikolwiek wyraz, żeby być pewnym, czy była zainteresowana tym, co mówił. Jednocześnie wiedział, że nie jest to możliwe, gdyż była istotą z wody i nie miała ciała, więc nic z jej twarzy nie mógł wyczytać.


Ostatnio edytowano Śr, 29 paź 2008, 17:25 przez Lorens, łącznie edytowano 1 raz


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 31 paź 2008, 19:55 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 5 paź 2008, 19:30
Posty: 14
-Instynkt cię nie zmylił... Mogę ci pomóc, jednak... przysługa za przysługę. A jest coś, co mógłbyś dla mnie zrobić...

Pomiędzy mną a poznanym przez ciebie wcześniej żywiołakiem ziemi wyniknął pewien konflikt... Z dość błahego powodu, jak mi się wydaje, jednak Theodeus, będąc od zawsze impulsywnym, zareagował w sposób dość... nieodpowiedni, co chyba mogłeś zauważyć. Musisz przekonać Theodeusa o jego złej interpretacji moich zamiarów.

Lorens zaczął się zastanawiać, czy dobrze usłyszał. Czy to coś myśli, że on stąd wyjdzie, i tak ot, po prostu, stanie przed tym... Theodeusem- który wcześniej ciskał w niego kamieniami- i zacznie z nim rozmawiać?

Wodna istota jakby czytając w myślach Lorensa, powiedziała:

-Nie musisz się obawiać. Theodeus jest porywczy, ale nie głupi. Wysłucha, co masz do powiedzenia.



_________________
Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 6 lis 2008, 15:58 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Lorens naprawdę nie wierzył w to co usłyszał, ale chyba nie miał wyboru.
- Dobrze, zrobię to - powiedział z dość małym przekonaniem w głosie.

- W takim razie poczekaj aż wrócę, i powiem Ci jak ten cały Theodeus wysłucha mnie, lecz pierw powiedz mi więcej szczegółów, gdyż nie mogę rozmawiać z nim mówiąc mu tylko, że ma złą interpretacje twoich zamiarów. - I tak Lorens czekał co odpowie mu wodna kobieta.


Ostatnio edytowano N, 9 lis 2008, 18:10 przez Lorens, łącznie edytowano 1 raz


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 9 lis 2008, 18:37 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 5 paź 2008, 19:30
Posty: 14
-Wyjdź najlepiej bez broni, co prawda raczej się jej nie przestraszy, ale może się zdenerwować... Stań spokojnie i poczekaj, a na pewno przyjdzie. Nie pokazuj mu, że się boisz, ale nie bądź zbyt zuchwały...

Co do szczegółów naszej kłótni.. Nie musisz ich znać. Wystarczy, ze powiesz, że Eltera pragnie się pogodzić. To wszystko.

Wodna postać zaczęła znowu dzielić się na drobne wężyki, po chwili rozpłynęła się.
Lorens wahał się jeszcze chwilę, patrząc niepewnie na miejsce, w którym jeszcze chwilę temu stała ta dziwna istota. Wziął głęboki wdech i zaczął powoli wychodzić z otaczającej go cieczy. Po wyjściu z wody zrobił jeszcze parę kroków w przód, stanął w lekkim rozkroku odpinając pas z bronią i odrzucając go lekko w lewo.

Po chwili pełnej napięcia przed jego oczami zaczął formować się olbrzymi kształt. Postać była bardzo masywna, wielkie dłonie zaciśnięte były w pięści, głowę trzymała prosto. Stała wyprostowana i dumna, wpatrując się w Lorensa.



_________________
Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 11 lis 2008, 18:30 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
-Theodeusie, przysłała mnie do ciebie Eltera. - powiedział normalnym tonem, aby nie zdenerwować żywiołaka.
- Eltera kazała mi przekazać, że chce się z tobą pogodzić i zakończyć kłótnię między wami. Nie znam powodu dla jakiego prowadzicie miedzy sobą bójki, ale z tego co mi powiedziała, to chce żebym ci powiedział że ją źle zrozumiałeś. Jaka jest twoja odpowiedź na jej prośbę? - zakończył i czekał co odpowie Theodeus.


Ostatnio edytowano Wt, 11 lis 2008, 18:33 przez Lorens, łącznie edytowano 1 raz


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 29 lis 2008, 20:21 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 5 paź 2008, 19:30
Posty: 14
-Źle ją zrozumiałem? Źle ją zrozumiałem?! Ja? O nie, nie, bardzo dobrze zrozumiałem! Wiem, co ona planuje! Chce się pogodzić? Ona?! Już ja ją znam! Mówi a robi co innego!

Cisnął w bok kamieniem. Jego groźna postura całkowicie przeczyła niemalże dziecięcemu zachowaniu. Lorens nie spodziewał się takiej reakcji na - jak myślał- pokojowe słowa.

-Co ona sobie myśli? Ona jest tylko wodą! Śmie mówić coś takiego mnie? Genezie wszystkiego, co żywe? Żadnej ugody na jej warunkach nie będzie!

Olbrzymia postać zniknęła tak szybko jak się pojawiła, zostawiając Lorensa samego z ogromem myśli. Wpatrywał się jeszcze przez chwilę bezmyślnie w miejsce, w której stał żywiołak i starał sobie przypomnieć wszystkie słowa, które wypowiedział Theodeus, by przekazać je dokładnie Elterze.



_________________
Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 1 gru 2008, 20:57 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Lorens postanowił wrócić do wodnej postaci i przekazać jej wszystko co powiedział Theodeus.

-Mam złe wiadomości- Theodeus w ogóle się nie zgadza na Twoje warunki. Uważa, że jesteś "TYLKO" wodą. No i uważa się za genezę wszystkiego tego, co żywe. - Powiedział jej to wszystko, co zapamiętał.


Ostatnio edytowano Cz, 11 gru 2008, 20:35 przez Lorens, łącznie edytowano 1 raz


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 11 gru 2008, 17:44 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 5 paź 2008, 19:30
Posty: 14
Eltera wysłuchała w spokoju wszystkiego, co Lorens miał do powiedzenia. Po jej reakcji- a właściwie jej braku- domyślił się, że żywiołaczka przewidziała to, co powiedział Theodeus, jednak gdy wypowiadał ostatnie zdanie, wydawało mu się, że źrenice Eltery zwężyły się lekko.

- Nadęty dureń. Więc musimy znaleźć inne rozwiązanie tej sytuacji.

- Może... arbitraż?... - wymsknęło się młodzieńcowi.

- Arbitraż... Jest to jakieś wyjście. Ale gdzie znajdziesz kogoś... neutralnego? Chociaż czekaj... może jednak...

Eltera monotonnie falowała całym ciałem. Lorens obserwując w jej ruchy, z trudem opanowywał senność.

- Druidzi. Tak, oni zgodnie ze swoim kodeksem powinni być odpowiedni. Powinieneś odszukać jednego z nich... Przedstaw mu, na czym sprawa stoi, i wróć z nim. Niechaj osądzi sprawę sprawiedliwie.

Po tych słowach żywiołaczka rozpłynęła się.


Ostatnio edytowano Cz, 11 gru 2008, 20:34 przez Ishmael, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt, 2 sty 2009, 23:14 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Druidzi - pomyślał Lorens.

- Ale gdzie ja znajdę druidów? - Powiedział na głos.

Lorens nie wiedział, gdzie miał iść, a że kierunek, w którym zmierzał, był zablokowany zawaloną kamienną ścianą, chłopak musiał zawrócić.

- Jak ja tutaj znajdę druida? - myślał na głos. - Przecież ta okolica jest ogromna! I jakim cudem akurat przypadkiem znajdzie się tutaj druid?

Lorens szedł ciągle przed siebie i co jakiś czas krzyczał:

- Hop hop, czy jest w pobliżu jakiś druid?

W jego głosie można było wyczuć ironie, gdyż, w sumie, nie wierzył w to, co mówił.


Ostatnio edytowano Wt, 13 sty 2009, 02:23 przez Lorens, łącznie edytowano 2 razy


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 27 sty 2009, 13:09 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 5 paź 2008, 19:30
Posty: 14
Zrezygnowany wbił wzrok w ziemię. Po chwili jednak niechętnie zaczął iść.
Był na siebie zły, że dał się w to wplątać. Wiedział, że ta "misja" nie była tym, czego szukał. Czuł, że jego przeznaczeniem były wyprawy o znacznie szczytniejszych, wzniosłych celach. A on musiał szukać jakiegoś druida, by rozwiązać idiotyczny spór żywiołaków.

Trudno - pomyślał. - Od czegoś trzeba zacząć.

Od niechcenia rozejrzał się dokoła. Szedł tą samą trasą, co wcześniej - wąską, nieciekawą. Otaczały go kamienne ściany. Nie czuł się w nich zbyt dobrze - wydawało mu się, że w każdej chwili mogły się na niego zawalić. W jego pamięci wciąż tkwiło niezbyt przyjazne wspomnienie poznania Theodeusa.

Po dłuższej chwili marszu udało mu się zejść ze zbocza góry. Krajobraz zaczął się zmieniać - kamienistą pustkę zaczęły wypełniać drzewa - Lorens widział, że w oddali było ich coraz więcej. Szaroe skały zaczęły ustępować miejsca strzelistym formacjom przypominającym drzewa - skamieniałe albo wyrzeźbione w kamieniu. Mężczyzna stanął przed wyborem - czy iść po druida, czy nie. Jeśli nie - mógł wejść między drzewa i zapomnieć o całej sprawie, poszukać innej drogi. Jeśli tak - rozsądniejsze wydawało mu się wypełnienie prośby wodnej istoty.

Zastanowił się, czy zostawić żywiołaki same ze swoimi głupimi problemami i iść w swoją stronę, czy męczyć się, szukając arbitra.


Ostatnio edytowano Wt, 27 sty 2009, 21:06 przez Ishmael, łącznie edytowano 1 raz


_________________
Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 2 lut 2009, 20:30 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
- Ach – westchnął Lorens. – Bezpieczniejsze będzie jednak, jeśli pójdę tą samą drogą i znajdę tego całego druida. Wolę się jednak nie narażać.

Nie zrezygnował i postanowił się nie poddać. Nie była to jego wymarzona misja, ale - jak to mówią - trzeba być wiernym w małym…
W sumie nie wiedział, gdzie szukać, więc nie zbaczał ze ścieżki i szedł przed siebie, krzycząc co jakiś czas:

– Hop hop, jest tutaj ktoś?


Ostatnio edytowano Wt, 3 lut 2009, 01:28 przez Lorens, łącznie edytowano 1 raz


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 5 lut 2009, 20:32 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 5 paź 2008, 19:30
Posty: 14
Powoli wszedł do lasu. Ubitą glinę pod jego stopami zastąpiło kamienne, zimne podłoże. Przez sztywne pnie drzew prześwitywały promienie letniego słońca, jednak w lesie panował niewytłumaczalny chłód. Powietrze było suche.
Lorens pokrzykiwał raz po raz. Po kolejnych nawoływaniach kogokolwiek, cały czas odpowiadało mu tylko irytujące go milczenie, przerywane jedynie świstem wiatru. Nie podobała mu się ta cisza lasu, ten spokój. Miejsce było jednym z tych, w którym pomimo braku konkretnego powodu, ciężko było poczuć się bezpiecznie.
Lorens zatrzymał się na chwilę przy jakimś pniaku i usiadł, opierając się o niego powoli, aby dać odpocząć nogom. Dopiero teraz poczuł, jaki był zmęczony. W końcu przebył już trochę drogi; nie zawsze równej i łatwej. Chociaż bardziej chyba męczyło go poczucie lekkiej bezradności. Jak miał na tym odludziu kogoś znaleźć? Sam już nie wiedział, czy lepiej nie czuł się nawet przy ciskającym kamieniami Theodeusie...
Przyjrzał się dokładniej lasowi. Otaczały go stosunkowo niskie drzewa. Miały krótkie, suche gałęzie, nie miały za to liści. Ich widok był nieprzyjemny. Drzewa, na pierwszy rzut oka chaotycznie rozstawione, po głębszym przeanalizowaniu ich położenia wydawały się przedstawiać jakiś logiczny ciąg. Tak jakby ktoś ciągle nad nimi czuwał, dbał o ich ustawienie.

Może jednak znajdę tutaj tego "kogoś"

Przez ciało Lorensa przebiegł krótki dreszcz. Przez chwilę pomyślał, że nie jest pewny, czy chce kogoś tu znaleźć. Kto mógł mieszkać w takim miejscu? Na pewno nikt... normalny...

Patrząc dokoła nie widział jednak żadnych śladów mogących wskazywać na obecność kogoś humanoidalnego. Jednak po jakimś czasie cisza panująca w lesie zaczęła wydawać mu się nienaturalna...



_________________
Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 5 lut 2009, 21:10 
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt, 6 cze 2008, 20:52
Posty: 20
Lokalizacja: Silver Manor
Lorens nie czuł się w tym miejscu najlepiej. Ale skoro podjął się już tej misji, to postanowił ją wypełnić.
Wstał i ruszył powoli. W międzyczasie ciągle krzyczał, pytając, czy ktoś był w pobliżu. Był bardzo ostrożny i rozglądał się na wszystkie strony. Czuł jak serce zaczęło mu mocniej bić, gdyż nie czuł się pewnie w tej okolicy. Jednak pewność, że Terhil nad nim czuwał, uspokajała go.
Lorensa intrygowało kto, lub co czuwało nad ustawieniem tych drzew. Miał nadzieję, że to nie będzie kolejny żywiołak, który mógł się okazać mniej wyrozumiały niż Theodeus.
Mimo wszystko ciągle szedł przed siebie, krzycząc co jakiś czas.


Ostatnio edytowano Wt, 24 lut 2009, 11:43 przez Lorens, łącznie edytowano 2 razy


_________________
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 1 z 2 [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u