Kamienny Las - Tajemnice wśród Gór

Do krain szczytów tych zapuszczają się ci, którzy szukają przygód, przeżyć i którym na istnieniu już nie zależy. Wiedzą bowiem, że życie mogą tam stracić.

Moderator: Strażnicy

User avatar
Ishmael
Mistrz Gry
Posts: 14
Joined: Sun, 5 Oct 2008, 19:30
Contact:

Post by Ishmael » Tue, 17 Feb 2009, 21:21

Przechadzając się pomiędzy drzewami nie dostrzegał niczego nowego, niczego intrygującego. Otaczająca go szarość stawała się nudna i monotonna.
Jednak cisza będąca odpowiedzią na nawoływania Lorensa została w pewnym momencie zakłócona. Jego uszu dobiegł niemalże niedosłyszalny cichy chrzęst kamyczków, jakby delikatnie przez kogoś potrąconych. Źródło dźwięku znajdowało się za plecami chłopaka. Odwrócił się szybko, jednak nikogo nie dostrzegł. Badawczo spoglądał na drzewa. Pomyślał, że lepiej czułby się na równinie - tutaj oczami wyobraźni widział kogoś za każdym drzewem. Jednak za skamieniałymi pniami i gałęziami niczego nie było widać.
Po jakimś czasie przestał wypatrywać tego, co potrąciło kamyczki. Sam już nie był pewien, czy mu się nie zdawało. W końcu ten odgłos był bardzo cichy.

Może to tylko wiatr...

Już miał zawrócić, gdy nagle kątem oka dostrzegł jakiś ruch. Coś przesunęło się po jego prawej stronie. Jakiś nikły cień wtapiający się we wszechobecną szarość. Gdy jednak mężczyzna odwrócił wzrok, znowu niczego nie dostrzegł. Nie potrafił już wyznaczyć granicy między złudzeniem a tym, co realne. Zaczął czuć się bardo niepewnie...
Last edited by Ishmael on Thu, 1 Jan 1970, 01:00, edited 1 time in total.
[i] Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...[/i]

User avatar
Lorens
Posts: 20
Joined: Fri, 6 Jun 2008, 20:52
Location: Silver Manor
Contact:

Post by Lorens » Wed, 18 Feb 2009, 16:16

Lorens zaczął odczuwać strach.
Wiedział, że ktoś go obserwował. A może nie? Może jednak to tylko jego bujna wyobraźnia? Nie wiedział, czego mógł się tutaj spodziewać.
Mimo wszystko zaczął iść przed siebie, był przygotowany na to, by w razie czego sięgnąć po miecz i go wyciągnąć. Szedł niepewnie, rozglądając się na wszystkie strony.

Ktoś musi tutaj być - powiedział do siebie - niemożliwe, żeby to wszystko mi się zdawało.

Postanowił jeszcze raz zawołać, mając nadzieję, że ten ktoś się ujawni. Czuł, że serce biło mu jak młot, ale postanowił nie pokazywać tego po sobie. Wyprostował się i szedł pewnie, mimo że w jego umyśle kłębiły się różne myśli...
Last edited by Lorens on Tue, 24 Feb 2009, 11:50, edited 3 times in total.
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...

User avatar
Ishmael
Mistrz Gry
Posts: 14
Joined: Sun, 5 Oct 2008, 19:30
Contact:

Post by Ishmael » Mon, 23 Feb 2009, 20:40

Trzask.
Kamienna gałązka spadła z chrzęstem za plecami Lorensa. Odwrócił się. Tym razem mu się nie wydawało.

Zza drzewa zwisało coś długiego i szarego, bezwiednie kołysanego przez wiatr. Po chwili mężczyzna uświadomił sobie, że były to włosy. Skołtunione włosy czegoś, co kryło się za kamienną formą, co odłamało gałązkę. Mężczyzna zastanawiał się, co zrobić. Skoro coś się ukrywało, to raczej nie było groźne... A może to podstęp?
Podejść, czy odejść?

Niedługo później dylemat Lorensa został rozwiany - powoli wychylił się właściciel włosów. Oczom mężczyzny ukazała się głowa starca - pomarszczona blada twarz, prawie niewidoczne brwi, wąskie usta.
I oczy... Było w nich coś intrygującego.

Starzec wyszedł zza drzewa. Był zgarbiony, owinięty w białe poszarpane szaty, w ręce trzymał kij. Pomimo tego, że stał w miejscu, jego postać była jakby w ruchu, subtelnym, ale nieustannym. Owiany był aurą dynamiki, niepokoju. To miął palcami szatę, to przenosił ciężar ciała z nogi na nogę, to rozglądał się dokoła.
W końcu utkwił świdrujący wzrok w Lorensie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Nie złośliwy. Ale nie wzbudzał też zaufania.
Last edited by Ishmael on Tue, 24 Feb 2009, 11:53, edited 1 time in total.
[i] Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...[/i]

User avatar
Lorens
Posts: 20
Joined: Fri, 6 Jun 2008, 20:52
Location: Silver Manor
Contact:

Post by Lorens » Sun, 8 Mar 2009, 19:25

Na znak pokoju Lorens postanowił schować swój miecz. Zaczął podchodzić do mężczyzny powolnym krokiem.

- Witaj, - powiedział do mężczyzny z radością w głosie. Cieszył się, że w końcu kogoś spotkał. - Nie mam złych zamiarów i przybywam w pokoju - dodał.
Last edited by Lorens on Tue, 10 Mar 2009, 01:11, edited 2 times in total.
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...

User avatar
Ishmael
Mistrz Gry
Posts: 14
Joined: Sun, 5 Oct 2008, 19:30
Contact:

Post by Ishmael » Mon, 16 Mar 2009, 20:06

- W pokoju, powiadasz? Przecież to jest las. - Zaśmiał się i spojrzał na mężczyznę z politowaniem. - No dobrze, nieważne. Czego tu szukasz, młodzieńcze? - Wbił w Lorensa badawczy, przenikliwy wzrok, jakby starał się wyczytać odpowiedź z jego ruchów. - Wiedz, że intruzi nie są tutaj mile widziani...

Słowo "intruzi" został wypowiedziane w taki sposób, że Lorensowi przeszły ciarki po plecach.

- Lecz jeśli naprawdę przybywasz w pokoju... - tu wzrok mężczyzny spokojnie spoczął na mieczu Lorensa, - to nie masz się czego obawiać.
Last edited by Ishmael on Tue, 17 Mar 2009, 14:24, edited 1 time in total.
[i] Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...[/i]

User avatar
Lorens
Posts: 20
Joined: Fri, 6 Jun 2008, 20:52
Location: Silver Manor
Contact:

Post by Lorens » Sun, 26 Apr 2009, 19:55

Lorens zdjął rękę z rękojeści miecza. Postanowił przejść od razu do sedna sprawy i wytłumaczyć, dlaczego przybył z wizytą.

- Powiem od razu, o co mi chodzi. Chcę mieć to jak najszybciej za sobą - powiedział krótko i, zanim starzec cokolwiek powiedział, znów zaczął mówić: - Przybywam w sprawie Theodeusa i Eltery. Są skłóceni i Theodeus nie ma zamiaru się pogodzić. Nie znam szczegółów ich sporu, ale Eltera kazała mi odnaleźć druida, który oceni ich sprawę neutralnym okiem i wszystko wyjaśni. Eltera chciała, bym cię znalazł i przyprowadził do nich.
Last edited by Lorens on Mon, 24 Aug 2009, 00:56, edited 2 times in total.
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...

User avatar
Ishmael
Mistrz Gry
Posts: 14
Joined: Sun, 5 Oct 2008, 19:30
Contact:

Post by Ishmael » Sat, 6 Jun 2009, 19:16

Starzec patrzył na Lorensa z ukosa, przygryzając wargę i skubiąc lekko brodę. Wyraźne było, że myślał intensywnie. Po chwili milczenia odezwał się zachrypłym głosem:

- Może pójdę, a może nie pójdę... - przerwał na chwilę, w jego niespokojnych oczach pojawił się dziwny błysk.

- Ale pierwsze, chłopcze, musisz... rozwiązać zagadkę!

Lorens zaniemówił.

Zagadkę? Jaką zagadkę? O co mu w ogóle chodzi?

Patrzył na swego rozmówcę wzrokiem pełnym irytacji. Ten z kolei, nie widząc żadnego sprzeciwu ze strony chłopaka, kontynuował.

- Biała kula na ziemi, białe nici w górze... Biała kula jest początkiem, białe nici śmiercią. Z jednej białej kuli osiem czarnych nóg, z ośmiu czarnych nóg tysiące białych nici...
Last edited by Ishmael on Mon, 24 Aug 2009, 00:59, edited 1 time in total.
[i] Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...[/i]

User avatar
Lorens
Posts: 20
Joined: Fri, 6 Jun 2008, 20:52
Location: Silver Manor
Contact:

Post by Lorens » Mon, 8 Jun 2009, 21:06

Lorens zaczął się zastanawiać nad rozwiązaniem zagadki. Jedynie co go intrygowało, to te osiem czarnych nóg. Pierwsze, co przychodziło mu na myśl, to pająk.

- Tak! - krzyknął nagle; - Pająk! Biała kula jest początkiem, pająk z niej wychodzi, białe nici to pajęczyna, którą tworzy, w nie wpada wiele owadów, dla których oznacza to już tylko śmierć.

Patrzył ze skupieniem na mędrca i oczekiwał jego odpowiedzi.
Last edited by Lorens on Mon, 24 Aug 2009, 01:01, edited 2 times in total.
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...

User avatar
Ishmael
Mistrz Gry
Posts: 14
Joined: Sun, 5 Oct 2008, 19:30
Contact:

Post by Ishmael » Thu, 11 Jun 2009, 12:03

Mędrzec milczał. Skamieniał jak posąg, wbił świdrujące spojrzenie w Lorensa, skrzywił twarz w dziwnym grymasie i ani myślał coś powiedzieć.

Pomimo że w kamiennym lesie było chłodno i sucho, Lorensowi pod wpływem natarczywego wzroku domniemanego druida zrobiło się gorąco. Chciał się przed nim skryć, czymś zasłonić, odwrócić uwagę. A tymczasem niewiele mógł zrobić. Próbował udawać, że nie widzi, odwracając wzrok w inną stronę, ale było to wyjątkowo trudne i ciągle napotykał spojrzenie mężczyzny. Oczekiwał jakiejś odpowiedzi czy wyjaśnienia, w końcu odpowiedział na zagadkę starucha, a ten nawet nie powiedział, czy dobrze.
Chłopak otarł ręką czoło i, nie mogąc już dłużej ustać w miejscu, zrobił kilka kroków, przechadzając się w koło. Nie wiedział, co powinien zrobić, bo zawrócenie w tym momencie mogło być nierozważne. Drugiego druida - o ile to był druid - mógł przez długi czas nie znaleźć. Ale z drugiej strony, ten nie wyglądał na kogoś, kto mógłby mu pomóc. Denerwował Lorensa niepomiernie swoim dziwnym zachowaniem.
Ale, w sumie, mógł mieszkać w tym miejscu już bardzo długo i być może pierwszy raz od wielu lat spotkał człowieka...

Nie wiedząc, co robić dalej, chłopak postanowił jeszcze chwilę poczekać. Stanął w lekkim rozkroku, wsparłszy ręce na biodrach i postanowił stawić czoło przenikliwemu spojrzeniu starca.
A ten, o dziwo, przemówił.

- Zaskoczyłeś mnie, przyjacielu. Zaskoczyłeś mnie, bardzo nawet pozytywnie, że tak młody chłopak potrafi tak sprawnie myśleć! Odpowiedź podałeś poprawną, tak, tak, bardzo poprawną. Należą ci się gratulacje.

Lorens odskoczył, gdy starzec nagle - zadziwiająco skocznie, jak na człowieka w jego wieku - podbiegł niemalże, by podać mu dłoń. Odwzajemnił gest ostrożnie, by przypadkiem staruszka nie połamać, a ten sposępniał nagle, opuścił ramiona i ugiął lekko kolana. Wydał się chłopakowi strasznie mały.

- Ech... A może to ja straciłem formę? Kiedyś zadawałem zagadki pierwszej klasy, oj tak, tak... Najwięksi mędrcy nie mogli im sprostać, najwięksi! A teraz ty mnie pokonałeś... - Uniósł smutne oczy na Lorensa i cała złość, którą dotychczas powodował, znikła. Uśmiechnął się.

- No cóż, nie warto teraz się tym załamywać, prawda, młodzieńcze? Mówiłeś, że masz jakiś problem, więc prowadź i opowiadaj po drodze, opowiadaj jak najwięcej! Mów mi, kim jesteś i co tam słychać w świecie...
Last edited by Ishmael on Mon, 24 Aug 2009, 01:08, edited 1 time in total.
[i] Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...[/i]

User avatar
Lorens
Posts: 20
Joined: Fri, 6 Jun 2008, 20:52
Location: Silver Manor
Contact:

Post by Lorens » Wed, 24 Jun 2009, 00:42

Lorens uśmiechnął się do starca i zaczął prowadzić go do miejsca, w którym spór pomiędzy dwoma żywiołakami miał zostać rozstrzygnięty.

- Nazywam się Lorens, - powiedział. - Niestety, nie mogę powiedzieć ci, co słychać w świecie, ponieważ sam od długiego czasu kręcę się w kółko w tym lesie i nie potrafię z niego wyjść - wyjaśnił.
- Mój problem dotyczy Theodeusa i Eltery. Nie znam szczegółów ich sporu, ale wiem, że są skłóceni. Eltera powiedziała mi, żebym odszukał mędrca, który pomoże im rozstrzygnąć ich spór.
- A jak Ty się nazywasz? Czy masz jakieś imię? - Zapytał Lorens, gdyż nie wiedział, jak powinien się zwracać do starca. - Czy będziesz w stanie mi wskazać wyjście z tego lasu? Kompletnie zabłądziłem i nie wiem, co mam teraz zrobić - powiedział w nadziei, że druid pomoże mu opuścić las.
Last edited by Lorens on Mon, 24 Aug 2009, 01:11, edited 2 times in total.
...:::Shut up when I'm talking to you!!!:::...

User avatar
Ishmael
Mistrz Gry
Posts: 14
Joined: Sun, 5 Oct 2008, 19:30
Contact:

Post by Ishmael » Tue, 7 Jul 2009, 19:23

Starzec szedł obok Lorensa bardzo wolnym krokiem, kuśtykając nieco, jakby celowo wszystko przedłużając. Słuchał słów młodzieńca z uwagą, lecz gdy ten zadał pierwsze pytanie, na twarzy druida pojawiło się zamyślenie. Po chwili milczenia odezwał się niepewnym głosem:

- Imię... Duror. Nazywam się Duror. A przynajmniej tak się do mnie kiedyś zwracano. - Westchnął ciężko. - Dawnymi czasy nie żyłem sam na tym odludziu, lecz z innymi druidami. Ale ci głupcy nie wiedzieli, co ma prawdziwą wartość i co naprawdę się liczy. Tylko natura, natura, natura. Bezmyślność... - na jego twarzy pojawił się grymas złości. - Po jakimś czasie oni... ekhm... Odłączyłem się od nich. Zresztą, po co ja ci to mówię? To nie twoja sprawa!

Starzec przystanął i popatrzył na rozmówcę dziwnym wzrokiem, jakby lekko zmieszany nagłym wybuchem złości. Choć przed chwilą krzyczał, teraz jego głos był już spokojny:

- Spójrz w niebo, Lorensie. Słońce zachodzi. Przenocujmy w mojej chacie.

Czując, że nie warto sprzeczać się z druidem, nie wyraził sprzeciwu. Poza tym był już zmęczony. Szli dosyć długo, aż wreszcie oczom Lorensa ukazała się mała lepianka. Trochę upiornie komponowała się z całym tym "lasem", jednak w środku okazała się nawet przytulna. Składała się z trzech izb. Pierwszą z nich było największe pomieszczenie, do którego wchodziło się z zewnątrz. Prawdopodobnie pełniło funkcję 'salonu' i kuchni jednocześnie. Był w nim stół, zaraz pod ścianą, na prawo od wejścia, jakieś książki rozrzucone w nieładzie na jednej z półek, dwa drewniane, obdarte krzesła, okienko wpuszczające bardzo mało światła i wejścia do dwóch pozostałych pomieszczeń - jedno po lewej, bliższe, ukazywało mały pokoik. Drugie, bardziej oddalone, kryło pokój większy i ciemniejszy. Lorens starał się z daleka zobaczyć, co było w pokoju umieszczonym najbardziej w głębi. Niestety w chacie było jeszcze ciemniej, niż na zewnatrz, a jego oczy nie przyzwyczaiły się do mroku. Duror wskazał mu pomieszczenie na lewo od wejścia, zachęcając go, aby sie w nim rozgościł.

- Wybacz nieporządek, - powiedział, zrzucając ramieniem to, co znajdowało się na stole, - ale bardzo rzadko miewam gości.

Gdy efekt wydawał mu się zadowalający, rzucił parę słów: coś o wieczerzy, o innych ludziach, których widział przechodzących przez las, ale bali się go i uciekali w popłochu. Gdy skończył, nagle zniknął w najgłębszej izbie, i zakrył drzwi szmatą, która była przybita u wejścia.

Lorens patrzył jeszcze przez chwilę na zasłonę, lekko zaskoczony. Gdy jednak starzec już nie wyszedł, wzruszył tylko ramionami i odwrócił się w stronę pokoju, w którym miał spać. Położył dłoń na framudze i przestąpił próg, obrzucając wszystko ciekawym spojrzeniem. W izbie stało stało skromne, nie wyglądające na zbyt wygodne łóżko przykryte szarawym prześcieradłem z jedną czy dwoma dziurami i brązową poduszką. Pod ścianą znajdowała się komoda wykonana z ciemnego drewna. Leżała na niej sterta zwojów przyciśnięta kunsztownie wykonanym przyciskiem do papieru. W meblu znajdowały się dwie duże zamknięte szuflady. W rogach i na suficie zwisały srebrnymi nitkami pojedyncze pajęczyny.

Chłopak usiadł ostrożnie na łóżku. Dopiero teraz poczuł, jaki był zmęczony. Zastanawiał się, czy dobrze zrobił, zgadzając się na nocleg w tej chacie... Chyba lepiej czuł się na otwartej przestrzeni, niż tutaj. Sam nie wiedział, dlaczego.
Przesuwał zmęczonym wzrokiem po drewnianej komodzie, brudnych ścianach, ciemnych drzwiach. W jego głowie pojawiały się różne obrazy.
Myślał o starcu.
O Elterze.
O całym dzisiejszym dniu...

Sen przyszedł szybko.

[center]* * *[/center]

Brzdęk.

Lorens otworzył oczy. Nie wiedział, jak długo spał. Zastanawiał się, co go...

Brzdęk. Po chwili zabrzmiało ciche przekleństwo.

Przetarł zaspane oczy i nastawił uszu. Nie był pewien, co słyszał. Ale teraz dobiegała go tylko cisza...
Last edited by Ishmael on Mon, 24 Aug 2009, 01:23, edited 2 times in total.
[i] Ja jestem grajkiem twym,
Tym wÂłaÂśnie jestem ja,
ZjawiÂłem siĂŞ tu po to,
By zrobiĂŚ co siĂŞ da...[/i]