Teraz jest N, 19 sie 2018, 14:01

Strefa czasowa: UTC + 1




 Strona 5 z 5 [ Posty: 132 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Zwoje Arhaeliona - I. Mrok w kominie.

Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: Cz, 6 sie 2009, 16:12 
Strażnik
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 13 sty 2007, 12:16
Posty: 138
Lokalizacja: Khorinis
Musiała użyć całej swojej woli, żeby się nie roześmiać - z radości i poczucia ulgi. Swojemu towarzyszowi posłała jednak tylko złośliwy uśmiech i przybrała odważną minę - niech myśli, że była wszystkiego pewna! Jego wyraz twarzy był najlepszym, co mogła zobaczyć. Będzie mogła drwić z niego przez całą wyprawę i jeszcze dłużej. Już to widziała oczami wyobraźni i zaczynała układać w głowie złośliwe docinki... Nie wytrzymała i mimowolnie zaśmiała się cicho. Była pewna, że teraz nic nie może zepsuć jej humoru.

Zdawała sobie oczywiście sprawę z ogromnej siły Natury, ale wiedziała też, że nie może nadużywać jej dobroci i bała się, że nie zostanie wysłuchana... A jednak! Dziękowała Be'alowi z całego serca. Przysięgła sobie raz jeszcze, że będzie mu dziękować przez całe życie.

Spojrzała na rozdartą ziemię. Na moment w jej głowie pojawiło się ciche pytanie, czy dobrze sformułowała modlitwę... Prześledziła ją w myślach jeszcze raz i uspokoiła się. Tak, to musi być ta droga. Teraz musi im się udać, musi. Nie ma innej możliwości, za daleko już zaszli. I już nie popełni tego samego, głupiego błędu, jeśli znajdzie chatkę... Teraz nie popełni już żadnego błędu- w tym momencie, gdy rozpierała ją duma, była tego niemalże pewna. Po chwili jednak zganiła się za te myśli.

Z jej twarzy jednak nie zszedł uśmiech. Przejechała dłonią po włosach, odgarniając je lekko do tyłu. Spojrzała z ukosa na elfa.

- Następnym razem, elfie, kiedy znów będziesz chciał wyśmiać moich bogów, przypomnij sobie tę chwilę... Natura karze nas za to, czego nie umiemy sobie wyobrazić, zapamiętaj to sobie.

W jej oczach błyszczały ogniki rozbawienia.

- Idziemy dalej?

Spytała i spojrzała na kamienie przed jej stopami. Wolno, jakby z lekkim wahaniem postawiła pierwszy krok.


Ostatnio edytowano Wt, 11 sie 2009, 23:02 przez Spirit, łącznie edytowano 1 raz


_________________
potentia, virtus, actus.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 11 sie 2009, 23:04 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Averoth opanował się szybko. Wyzywająco spojrzał w oczy druidce, ale nie powiedział ani słowa. Kiedy stanęła na pierwszym stopniu, wzruszył ramionami i patrzył, jak ostrożnie sprawdzała wytrzymałość dziwnego zejścia. Potem, kiedy nad ziemią widać było tylko jej głowę i ramiona, ruszył za nią.

Po obu stronach mokrych kamiennych stopni wznosiły się ściany ziemi, w której dostrzec można było korzenie roślin. Niżej było ciemno, a schody niknęły w mroku. Po jakimś czasie dotarli na dno tej dziwnej klatki schodowej. W słabym świetle dochodzącym z wyrwy, w którą weszli, widać było korytarz prowadzący w głąb ziemi.
Ostrożnie przeszli kilka kroków. Tunel był wystarczająco szeroki, by mogli iść obok siebie, ale Averoth wyprzedził swą towarzyszkę. W otaczającej ich ciemności szedł o wiele pewniej, niz dziewczyna, która dotykała dłonią ściany i starała się badać stopami trasę, którą pokonywali.

- Czujesz? - szept elfa zabrzmiał w ciszy jak grzmot.

Spirit pociągnęła nosem.

- Coś się pali? - zapytała.

Zabójca szedł bezszelestnie. Dziewczyna miała wrażenie, że przy nim jest niezgrabna jak niedźwiedź. Choć nie miała problemów z rozróżnianiem kształtów w ciemnym lesie, tutaj - pod ziemią - była jak ślepa. Pozbawiona źródła choćby najsłabszego światła szła po omacku, modląc się, by nie zderzyć się ze ścianą.
Nagle dostrzegła zarys głowy Averotha na tle czerwonawej ściany.

Dotarli do zakrętu korytarza. Elf wyjrzał ostrożnie zza załomu ściany, po czym ruszył dalej, nakazując gestem, by druidka podążyła za nim.
Wyłamane z zawiasów drzwi dopalały się powoli do wtóru trzaskających płomieni. Za nimi widać było zgliszcza. W ciemnej podziemnej sali było bardzo ciepło i duszno - gryzący dym szczypał w oczy i nozdrza, choć było go stosunkowo niewiele. Pożar już się dopalał.

Wcześniej jednak strawił wszystko, co znajdowało się w tym pomieszczeniu... - pomyślała dziewczyna.

Averoth stał tuż przy zwęglonych drzwiach. Spirit podeszła, by sprawdzić, co przykuło jego uwagę i jęknęła cicho, zakrywając usta dłonią.
Na progu leżały zwłoki. Ogień strawił włosy i skórę głowy, nie zniszczył jednak zupełnie ubrania - skórzane spodnie i ciężkie buty zdawały się być nietknięte przez niszczycielski żywioł. najwyraźniej ofiara znajdowała się z dala od samego centrum pożaru.
Na plecach trupa widniał wypalony prawie idealny krąg - kurtka i koszula były zniszczone, a ciało prawie przebite przez zabójczą siłę, która rzuciła mężczyzną o ścianę - być może to oddaliło go od żywiołu, który zniszczył to pomieszczenie.
Spirit rozpoznała strój zabitego.

- Revan - powiedział głucho Averoth.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr, 12 sie 2009, 19:33 
Strażnik
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 13 sty 2007, 12:16
Posty: 138
Lokalizacja: Khorinis
Oparła się plecami o ścianę i osunęła się lekko, siadając na piętach. Podparła spuszczoną głowę na ręce, starając się ukryć twarz przed towarzyszem.
Przez jej głowę przelatywały niezliczone obrazy ich wyprawy, ale ciągle powtarzał się jeden - zwłoki Revana. I to samo pytanie: czy mogła temu zapobiec? Na pewno. Zresztą nie byłoby ich tutaj, gdyby nie ona i jej "pragnienie przygód"... Co za szaleństwo.
Jak mogła do tego dopuścić?
Machinalnie pomyślała o Matiosie. Gdy uciekał, była pewna, pewna, że jest tak blisko drogi, że bez problemu wyjdzie z lasu... Teraz nie była już pewna niczego. Nie wybaczyłaby sobie śmierci tego chłopca.

Revan...

Dlaczego? Co tu się wydarzyło?

Wiedziała, że człowiek był bardzo blisko odkrycia czegoś... co nie było przeznaczone dla jego oczu. Dla ich oczu. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że to mogła być ona. Gdyby się wtedy nie wycofała.
A co będzie teraz? Co tu było? Prawdopodobnie wszystko się spaliło, ale... Nie wierzyła, by to, czego szukała, przepadło na zawsze. Było zbyt cenne.

Mogłaś temu zapobiec.

Otrząsnęła się i wstała wolno.

- To nie był... to nie był zwykły pożar. Ktoś... albo coś bardzo chciało ukryć swoją tajemnicę. - Spojrzała w ciemne oczy elfa. Wyruszyli we czwórkę, a teraz zostali tylko oni. Pomyślała, że nie może dopuścić do tego, by coś stało się Averothowi. Pomimo całej niechęci śmierć była ostatnim, czego mu życzyła.

- Pójdę się rozejrzeć... Może coś ocalało.

Wątpiła, czy coś znajdzie, ale wolała dla pewności sprawdzić. Wiedziała, że zabójcy łatwiej byłoby tam coś dostrzec, ale sama też mogła spróbować. Gdy przekraczała zwłoki, spojrzała na nie raz jeszcze i zastanowiła się chwilę nad kręgiem na jego plecach. Co to mogło być?


Ostatnio edytowano Wt, 18 sie 2009, 00:28 przez Spirit, łącznie edytowano 1 raz


_________________
potentia, virtus, actus.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 18 sie 2009, 00:54 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
- Parszywe miał życie, to i śmierć podłą - głos Averotha nie wyrażał żadnych emocji. Spirit drgnęła jak smagnięta batem i odwróciła się gwałtownie, by napotkać wyzywające spojrzenie odbijających blask ognia oczu.

Mogła coś powiedzieć. Oczywiście, że mogła.
Już nie raz udowodniła mu, że potrafiła dać sobie radę i że powinien się z nią bardziej liczyć.
Oczywiście, że mogła.
Mogła wykrzyczeć mu prosto w twarz, że życie to wartość nadrzędna i należy chronić je za wszelką cenę; że nikt nie zasługuje, żeby ginąć w taki sposób; że nikt nie powinien ginąć dla jakiegoś przedmiotu...

Mogła.

Ale nagle przyszło jej do głowy, że dla niego to wszystko było tylko pustosłowiem. Że ktoś taki jak on nie zrozumiałby. Że dla niego inni byli tylko mniej lub bardziej uciążliwymi okolicznościami.
I mógłby ją zabić - jak ktoś rozgniatający natrętną muchę, wyrywający oset z grządki obsadzonej groszkiem, odcinający gałąź zagradzającą drogę.
I dla niego nie miałoby to żadnego znaczenia...

Odwróciła od niego wzrok i skupiła sie na osmalonych ścianach i zagraconej podłodze, na której wciąż dopalały się resztki przedmiotów stanowiących dotychczas wyposażenie podziemnego pokoju.
Opalone kawałki drewna mogły być pozostałościami mebli - stołu, krzesła, może jakiejś szafki? Żeliwna konstrukcja potoczyła się z brzękiem gdy Spirit uderzyła w nią nogą. Pod podeszwami chrzęściło potłuczone szkło - to znaczyło, że właściciel tego miejsca miał wystarczająco dużo pieniędzy, by pozwolić sobie na taki zbytek.
Zadziwiające było, jak doszczętnie zniszczone zostało to pomieszczenie - ogień musiał szaleć tu jak we wnętrzu wulkanu, by strawić niemal zupełnie prawie każdy fragment łatwopalnych przedmiotów i zostawić kamienne ściany czarne jak węgiel.
Nie było szans na znalezienie jakichkolwiek śladów sprawcy.
Pozostawało pytanie, czy podpalacz znalazł to, czego szukał. I czy cel jego poszukiwań był tym samym, co znaleźć pragnęli oni dwoje...

Averoth kucał przy martwym Revanie i uważnie przyglądał się tajemniczej ranie na jego plecach.

- Niezwykle regularna - powiedział cicho. - Znam tylko jedną broń, która potrafiłaby zrobić coś takiego. Ale tobie chyba nie trzeba dodatkowych wyjaśnień. Jesteś taka sama... - spojrzał na nią mrużąc oczy. Przez chwilę miała wrażenie, że rzuci się na nią. Nie była pewna, co konkretnie miał na myśli.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 18 sie 2009, 08:34 
Strażnik
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 13 sty 2007, 12:16
Posty: 138
Lokalizacja: Khorinis
Lustrowała go wzrokiem spod lekko przymkniętych powiek.

Był jak postać wyjęta z historii, które opowiada się w zimowe wieczory, by przestraszyć niegrzeczne dzieci: bezlitosna, mordująca bez wahania. Mordująca dla siebie - dla satysfakcji, dla korzyści.
Gdy była mała, bała się ich. Potem przestała w nie wierzyć.
A teraz miała ją przed sobą.

Mało tego, bo tworzyli, można powiedzieć, parę wspólników. Łączył ich jeden zamiar. Ale czy na pewno? Tego nie wiedziała. Nie znała dokładnie jego planów. Mógł doprowadzić ich do celu pod ochroną swego ostrza, korzystając z jej umiejętności. A potem zabić.
Musiała zdobyć coś, co by go powstrzymywało. Miała już taki zamysł. A teraz on się spalił. Na szczęście dla niej, końca podróży nie było widać i miała czas, by coś wymyślić, trafić na jakąś okazję. Nie mogła dojść do celu mając przy sobie jedynie jego, jego szybkość, siłę i broń, i swoją wiarę w dobro.
Nie mogła, bo on nie miał w sobie dobra.

Ale miał słabość. Jedyną, jaką do tej pory poznała. I jedyną dającą jej przewagę.

- Magia to coś, czego boisz się najbardziej... Prawda, skrytobójco?

Jej szept przecinał duszne powietrze i opadał wolno, by spalić się w dogasającym ogniu. Czuła, że między nimi pozostanie na dłużej.

- Są wartości, których nie chcesz zrozumieć, bo byłoby ci to nie na rękę... Są sprawy, którymi nie zaprzątasz sobie swojego chłodnego umysłu, bo są błahe i nieważne... Ale jest coś, czego zrozumieć nie potrafisz, choć bardzo byś chciał...

Wyraz twarzy dziewczyny nie zdradzał emocji. Tylko ona czuła lekki strach, kryjący się pod maską, którą założyła. Nie była pewna, dlaczego to robi. Ale pamiętała, jak Averoth groził jej w lesie. Pamiętała jego zarzuty. I pogardę, jaką ją darzył.

- Nie możesz wyczuć jej mocy, tak jak siły kogoś, kogo właśnie chcesz zabić... Nie potrafisz ocenić kierunku ani sposobu, w jaki uderzy... Wiesz tylko, że powinieneś się jej bać, albo przynajmniej na nią uważać... Bo jako jedna z nielicznych, jest silniejsza od ciebie... I w tej kwestii, elfie, masz całkowitą rację...

Milczała chwilę, wciąż wpatrując się w mężczyznę. Później jej głos zaczął przybierać normalną barwę.

- Przestań ciągle zachowywać się tak, jakbyś zaraz miał mnie zabić. Obydwoje wiemy, że tego nie zrobisz. Nie wydostałbyś się beze mnie z tego lasu. A ja nie zrobiłabym tego bez ciebie.


Ostatnio edytowano N, 23 sie 2009, 01:39 przez Spirit, łącznie edytowano 1 raz


_________________
potentia, virtus, actus.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N, 23 sie 2009, 01:41 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
- Wydaje ci się, że osiągasz coś w ten sposób, kundlu? - warknął mężczyzna podnosząc się powoli. Jego oczy przypominały dwie czarne szpary w bladej twarzy. Podszedł powoli do dziewczyny, nie spuszczając z niej świdrującego spojrzenia.

- Mam już dość ciebie i twojej arogancji – cedził przez zaciśnięte zęby; - mam dość bajeczek dla dzieci i idiotów. Mam dość tego parszywego lasu.
Nie dysponujesz niczym, czym mogłabyś kupić moje ostrze, ani niczym – niczym – czym potrafiłabyś mnie zastraszyć, żałosna idiotko – zacisnął pięści i pochylił się w stronę Spirit. - Widziałem twoje kuglarskie sztuczki i widzę to, co zrobił tu inny sztukmistrz. żadne z was nie może nawet marzyć o prawdziwej Sztuce! - prychnął zirytowany. - Gdybyś widziała to, co ja widziałem, zrezygnowałabyś z puszenia się swoimi umiejętnościami.
I bałabyś się... Zaręczam ci, że nie zasnęłabyś już nigdy...

Averoth mówił coraz ciszej, a jego oczy zdawały się z każdą chwilą ciemnieć. Spirit nie wiedziała, czy elf wreszcie ją uderzy, pchnie ostrzem, czy zadusi. Nie wiedziała, czy zrobi cokolwiek.
Ale było w jego zachowaniu coś takiego, co sprawiło, że nagle nie była już pewna niczego poza tym, że w każdej chwili mogła zginąć. Fala przerażenia rozlewała się po jej ciele od serca zaciśniętego stalowymi szponami strachu po sparaliżowane grozą stopy.
Jakby wyczuwając jej strach, drow odsunął się nieco od pobladłej dziewczyny, a na jego twarzy pojawił się pozbawiony wesołości uśmiech.

- Staram się znaleźć jakiś powód, żeby cię nie zabijać – rzucił jakby od niechcenia. - Ale niczego nie znajduję. Nie jesteś nawet zabawna...



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 25 sie 2009, 14:04 
Strażnik
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 13 sty 2007, 12:16
Posty: 138
Lokalizacja: Khorinis
Patrząc w oczy elfa miała wrażenie, że swym zimnem byłyby w stanie zgasić płonący w pomieszczeniu ogień. O ile jego słowa same w sobie nie zrobiłyby na niej aż takiego wrażenia, to spojrzenie i postawa sprawiły, że czuła, jak jej ciało zaczęła przenikać chłodna aura, a twarz przybrała barwę podobną do koloru jego włosów. Strach zrodził się z niepewności - zawsze widziała skrytobójcę spokojnego i ukrywającego skutecznie wszelkie emocje. Teraz wydawało jej się, że jego opanowanie zaczęło znikać; że powoli topniało pod wypowiedzianymi słowami i ciepłem, które jej odebrał.

Czuła, że taki był jego zamiar i nie wszystko, co powiedział, było czystą prawdą, lecz zwykłą grą. Nie uważała, że posiada wielkie umiejętności, ale miała podstawy, by myśleć, że bez nich się stąd nie wydostaną. Przypomniała sobie wyraz osłupienia na jego twarzy, zanim tutaj weszli. Zapamiętała go bardzo dobrze.
Zapamiętała i czuła, że Averoth jej nie zabije.

Nie miała zamiaru dać mu satysfakcji okazując strach. Stłumiła go, zdusiła w sobie, powtarzając w myślach, że był bezpodstawny.

- Nie masz pojęcia o kunszcie. - W delikatnym głosie dziewczyny słychać było nieugiętość stali. - Potrafisz jedynie zabijać. A Sztuką nie jest śmierć, lecz Życie.

Jej duma nie mogła pozwolić, by ktoś tak ją traktował. By gardził nią, obnosząc się z tym, że istniała tylko dzięki jego wspaniałomyślności. By zachowywał się jak Bóg decydujący o życiu i śmierci.
I nie miała zamiaru tak go traktować - wymyślać powodów czy prosić. Mógł ją zabić, ale wciąż był dla niej nikim. W tym momencie godność dziewczyny była na tyle zraniona, by odsunąć na bok myślenie czysto racjonalne.

Przysunęła się, zbliżając swoją twarz do twarzy elfa. Od początku nie spuściła wzroku ani na chwilę, rzucając wyzwanie jego silnemu spojrzeniu.

- Jeśli naprawdę nie widzisz żadnego powodu, to proszę bardzo: zabij mnie.


Ostatnio edytowano So, 29 sie 2009, 23:09 przez Spirit, łącznie edytowano 2 razy


_________________
potentia, virtus, actus.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 29 sie 2009, 23:11 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
W ciszy, która zapadła, trzask najdrobniejszej iskry brzmiał jak łoskot spadającej lawiny. Spirit zacisnęła wargi i zdeterminowana wpatrywała się w twarz towarzysza.
Chyba nie do końca zdawała sobie sprawę, jak bardzo ryzykowała.
Spojrzenie elfa zdawało się palić ją żywym ogniem. W nieruchomych źrenicach tańczyły ogniste refleksy. A oświetlona przygasającym żarem pogorzeliska twarz przypominała drewnianą maskę.

- Zrobię cos lepszego - wyszeptał Averoth. Druidce nie udało sie powstrzymać reakcji: odskoczyła przerażona i zasłoniła dłonią usta by nie krzyknąć. Na twarzy mężczyzny pojawił się straszliwy uśmiech. - O wiele lepszego...

Zabójca strzepnął z ramienia jakiś pyłek i przeczesał dłonią swoje jasne włosy. Obrzucił pogardliwym spojrzeniem zruinowane pomieszczenie, po czym jego wzrok zatrzymał sie znów na dziewczynie.

- Pozwolę to zrobić twoim bożkom... - jego głos jak fala lodowatego powietrza przemknął przez pokój i zmroził druidkę.

A potem nagle jego rozwiane włosy błysnęły w gęstniejącym mroku i rozpłynęły się w ciemności korytarza.
Nawet nie słyszała jego kroków.

Została całkiem sama.



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 14 wrz 2009, 20:00 
Strażnik
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 13 sty 2007, 12:16
Posty: 138
Lokalizacja: Khorinis
Im dłużej wpatrywała się w ciemność korytarza, tym bardziej uświadamiała sobie, co straciła.

Kłębiły się w niej sprzeczne myśl i uczucia. Z początku, w złości, próbowała wmówić sobie, że dobrze się stało, ze to jego strata i ona świetnie sobie poradzi sama. Z drugiej strony znała wartość elfa i wiedziała, że teraz była słabsza, bardziej bezbronna. Zdawała sobie sprawę, że jego odejście było dla niej niekorzystne. Gdy sobie to uświadomiła, przez chwilę żałowała swoich słów. Później jednak pomyślała, że tak po prostu miało być, i prędzej czy później by do tego doszło - obydwoje walczyli o swoje wartości. Żałowała, że nie pomyślała o tym przed wyruszeniem na tę wyprawę. Gdyby mogła cofnąć czas, inaczej dobrałaby sobie towarzyszy...

Nie chciała znowu wracać tą samą drogą i wyjść z niczym. Choć może samo wydostanie się z Lasu powinna traktować jako cel. Ale ona chciała czegoś więcej.
Nie mogła pozwolić, by wszystko skończyło się w ten sposób.
Spróbowała poszukać innego wyjścia z tego miejsca.


Ostatnio edytowano Wt, 13 paź 2009, 22:11 przez Spirit, łącznie edytowano 1 raz


_________________
potentia, virtus, actus.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt, 13 paź 2009, 22:13 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Dogasający żar pożogi znikał stopniowo. Spirit zdała sobie sprawę, że nie pozostało jej wiele czasu do momentu, gdy pozostanie sama w zupełnej ciemności.
W tym kontekście wolałaby mieć pewność, że Averoth odszedł...

Ostrożnie poruszała się po zasypanej tlącymi się resztkami sprzętów podłodze, starając się dostrzec coś w czerwonym świetle. Po chwili zrozumiała, że jedna z plan ciemności na ścianie była otworem. Uważając, by się nie potknąć, ruszyła w kierunku drzwi, za którymi znajdowały się schody prowadzące do góry.
Wahała się tylko przez chwilę.

Piętnaście stopni – policzyła je, idąc powoli i przesuwając rękę po kamiennej ścianie – doprowadziło druidkę do wąskiego korytarza, którym szła czując pod dłońmi powierzchnię ścian. Tutaj już nie było żadnego źródła światła – poruszała się zdana jedynie na zmysł dotyku, jednak dziwnie pewna swojego bezpieczeństwa.
Tunel był długi i chłodny, choć wciąż czuła zapach dymu ze spalonego pomieszczenia.
Nagle jej stopa uderzyła w kamień – kolejne schody. Spirit nie wiedziała, gdzie ją doprowadzą, ale zdawała sobie sprawę, że nie miała alternatywy. Znów zaczęła liczyć.

Dwadzieścia siedem stopni wyżej znów poruszała się korytarzem, aż dostrzegła szarą plamę światła. Przyspieszyła, starając się iść ciszej niż dotychczas – ktokolwiek podpalił komnatę na dole, mógł jeszcze nie odejść z tego miejsca.

Przejście było niskie – sięgało Spirit nieco powyżej pasa, więc musiała się schylić, by wyjść z korytarza.
Ku swemu zdziwieniu ujrzała zrujnowaną chatę, którą przeszukała jakiś czas temu: te same rozpadające się resztki zapomnianego siedliska. Odwróciła się, by sprawdzić, którędy udało jej się wydostać. Popatrzyła na ciemny otwór ziejący w ścianie – kiedyś był tu kominek, z którego teraz pozostała jedynie rzeźbiona obudowa, na której kłębiły się kamienne gady.

Była pewna, że wystarczająco uważnie sprawdziła zrujnowaną chatę. Ale kto spodziewałby się tajnych korytarzy w... zbutwiałej leśniczówce?

Może ten, kto wierzyłby, że to miejsce było domem Arhaeliona?



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So, 5 gru 2009, 14:20 
Strażnik
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So, 13 sty 2007, 12:16
Posty: 138
Lokalizacja: Khorinis
Patrzyła na pomieszczenie w osłupieniu. Ponownie omiotła wzrokiem rzędy półek, stare łóżko, zbutwiały stół. Musnęła palcami drewniane ściany. Odwróciła się powoli i spojrzała na otwór, którym przyszła. Przypomniała sobie grę światła na kominku, którą widziała, gdy była tu po raz pierwszy i którą przypisała zmęczeniu.

Gdybym tego nie zignorowała, Revan nadal by żył.

Myśli kłębiące się w jej głowie były przytłaczające; miała wrażenie, że ogarniały ją ze wszystkich stron i nie dało się od nich uwolnić. Usiadła na skraju łóżka i przymknęła oczy, licząc na chwilę spokoju i samotności. Chciała wszystko sobie poukładać, przemyśleć.

Śmierć Revana wywołała w niej burzę uczuć i oskarżeń wobec samej siebie; ożywiła wspomnienia - począwszy od wszystkich kłótni aż po złe decyzje i wybory. Ale nie to było tutaj najgorsze - morderstwo wytrąciło jej z ręki cel, jakim było odnalezienie Zwojów. Prawdopodobnie najważniejsze pomieszczenie w chacie zostało doszczętnie spalone, a co się z tym wiąże - być może zniszczone zostały wszystkie notatki. Odejście Revana poddało pod wątpliwość słuszność całej wyprawy. Dziewczyna nie mogła odpędzić od siebie myśli, że on zginął przez jej zachcianki i pragnienie "przeżycia przygody". Czy nie mogła wcześniej pomyśleć o tym, jak niebezpieczny mógł być ten las i to, co się w nim znajdowało? Gdyby wiodła ją słuszna sprawa, miałaby jakieś oparcie; coś, co choć trochę łagodziłoby wyrzuty sumienia... W tym momencie jednak miała wątpliwości co do całego przedsięwzięcia. Nawet, gdyby wszystko się udało i gdyby odnaleźli Zwoje, co mogło z tego wyniknąć? Nie posiadali nawet takiej mocy, która pozwoliłaby im je opanować. Wtedy pewnie zrobiłby to ktoś inny, a prawdopodobieństwo, że dobrze by je wykorzystał, było znikome...

Patrzyła teraz na całą sprawę pod zupełnie innym kątem. Nie starała się usprawiedliwiać mordercy, bo wiedziała, że nie istniało na to żadne usprawiedliwienie; że bez względu na okoliczności, nie można nikogo pozbawiać życia. Ale starała się zrozumieć. Może on pilnował notatek Maga, by nikt nigdy nie odnalazł Zwojów, bo ich moc była zbyt wielka i zbyt niebezpieczna... Może uznawał ich za zachłannych przestępców, którzy szukali bogactw i władzy. Byli intruzami w jego lesie i domu. Nie znał ich, a wszystko, co nieznane, wzbudza strach i nieufność. A ta, z kolei, wrogość...

Siedząc w ciemnym pomieszczeniu nie potrafiła odpędzić od siebie przeczucia, że elf zaraz się tu pojawi. Mógł zauważyć, że nie wyszła z chaty i postanowić to sprawdzić. Choć z drugiej strony przypuszczała, że jego honor nie pozwoliłby mu wrócić.

Nie wiedziała, co zrobić, bo nie miała już jasnego celu, do którego mogłaby dążyć. Mogła spróbować wrócić, lecz w głębi duszy wcale tego nie chciała. Pragnęła zrozumieć całą sytuację; zrozumieć przyczynę śmierci Revana... Odejście byłoby brakiem szacunku, zapomnieniem, ucieczką od rzeczywistości.

Ale istniał też inny powód - prosiła Naturę o wskazanie drogi i została wysłuchana. Las jej odpowiedział - wezwaniem na wezwanie. Nie można prosić: wskaż odpowiedź, a następnie jej nie wysłuchać... Nie można prosić o drogę i kroczyć własnymi ścieżkami. Skoro jej głos został wysłuchany, stało się to z jakiegoś powodu i musiała to docenić. Spirit zdawała sobie sprawę z tego, że jej Matka była potężna i że nie jej dane było decydować o tym, gdzie skierowane zostaną jej kroki.


Ostatnio edytowano Pn, 18 sty 2010, 22:41 przez Spirit, łącznie edytowano 1 raz


_________________
potentia, virtus, actus.
Offline
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn, 18 sty 2010, 22:42 
Mistrz Gry
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N, 25 lut 2007, 00:05
Posty: 1146
Lokalizacja: Enki-e Shao'Saye
Zdecydowała, że bezczynne siedzenie nie stanowiło żadnego rozwiązania. Ostrożnie podniosła się z zakurzonej ruiny, która kiedyś stanowiła łóżko i ponownie przeszła się po zagraconym pomieszczeniu.

Od jej poprzedniej wizyty nic się nie zmieniło, może tylko warstwa śmieci na podłodze była bardziej... chaotyczna.
Strzępy zetlałego papieru nie dawały możliwości odcyfrowania, jakie treści kiedyś na nich zapisano, spróchniałe meble i ściany groziły zawaleniem. Tu i ówdzie na grubej warstwie kurzu dostrzec można było ślady niewielkich stworzeń.
Wiele czasu upłynęło od kiedy ktoś po raz ostatni odwiedził to miejsce.

Revan pewnie dotarł tutaj uciekając przed stworami, które ich zaatakowały. Jak znalazł przejście w kominku? Może zadecydował o tym przypadek? A może po prostu był bardziej spostrzegawczy niż niedoświadczona druidka? Tak czy owak, szukając schronienia, znalazł okrutną śmierć, która skłaniała do stawiania niezliczonych pytań.
Czy zabójca był na dole, gdy trafił tam Revan? Czy przyszedł później i odnalazł rzezimieszka plądrującego tajne pomieszczenie?
Czy rozmawiali? Czy po prostu napastnik powalił go, nie oznajmiając swej obecności?
Kim był morderca: co sprowadziło go do tego miejsca? Założenie, że był obrońcą spuścizny Arhaeliona, nie wytrzymywało argumentów: dom nie zniszczałby tak bardzo; musieliby dostrzec jakieś ślady; bez wątpienia ktoś chroniący pracownię dawnego maga nie zniszczyłby jej doszczętnie, pozbywając się intruza...

Czyżby Crash wiedział, że ktoś jeszcze pragnął odnaleźć potężne Zwoje i dlatego właśnie posłał Spirit na poszukiwania?
A jeśli tak, to dlaczego nie powiedział jej, że wyprawa nie będzie tylko polowaniem na legendę, ale przedsięwzięciem, w którym przeciwnik nie zawaha się przed niczym, by zdobyć upragniony cel?

Od rozmyślań oderwało ją spostrzeżenie, które dotychczas umykało jej uwadze, ale wreszcie przedostało się w centrum rozważań: magia.
Już poprzednio wyczuła w tej chacie ciche echa nadnaturalnej mocy jej dawnego mieszkańca - Arhaelion był wielkim magiem, więc pozostawił po sobie wciąż jeszcze niezatartą aurę Sztuki. Pulsowała gdzieniegdzie bladym kryształowym blaskiem.
Ale teraz w chacie obecne były inne zakłócenia - silne i jaskrawe jak ognisko w lesie. Ślady kogoś, kto używał magii świadomie i zdecydowanie. Płomienie jego potęgi wciąż jeszcze tliły się w chacie, choć pożoga, którą rozpętały w podziemnej komnacie, już dawno zgasła.

Spirit głośno wciągnęła powietrze i oparła się o ścianę, ignorując ostrzegawcze skrzypienie. Przypomniała sobie ogniste pociski, które ktoś posłał w ich stronę, gdy z Averothem i Revanem szła przez Las...
Czyżby sami przyprowadzili tu zabójcę?



_________________
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.
Offline
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
 Strona 5 z 5 [ Posty: 132 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron
 
phpBB skin developed by: phpBB Headquarters
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

stat4u