Krew na mchu

Tutaj jest miejsce na Wasze wyprawy.

Moderator: Strażnicy

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Krew na mchu

Post by Astarael » Sat, 24 Mar 2007, 14:37

Kapłan szedł przez las już drugi dzień. Podobno gdzieś za nim znajdowało się graniczne miasteczko Thoris – osada straceńców i śmiałków, pragnących zdobyć sławę lub stracić życie. Stamtąd już niedaleko do osławionego Mrocznego Lasu, niebosiężnych szczytów Przeznaczenia i tajemniczego Jeziora Snów.
Ciekaw był tej okolicy, bo niezdobyte przez ludzi miejsca przyciągały stwory, które nie mogły zbyt długo pozostawać nieodnalezione w sercu osad ras inteligentnych. Być może jego cel też uciekł w tamte strony?

Wiele miast i wiosek zostawił za sobą. Był już bardzo zmęczony, kończył mu się prowiant, a upalna pogoda wyciskała z jego ciała ostatnie krople wody. Nawet w lesie potworny żar nie dawał mu spokoju. Z każdym krokiem plecak zdawał mu się być coraz cięższy.

- Oddaj nam pieniążki, klecho, - usłyszał nagle zza swoich pleców, - to pójdziesz dalej bezpieczny w swojej sukienczynie.

Odwrócił się, by zobaczyć dwóch obszarpanych obwiesiów. Jeden z nich miał w ręce drewniana pałkę, drugi – prosty miecz. Nie wyglądali na groźnych przeciwników.
Lothar był rozdrażniony i zmęczony.

- Zejdźcie mi z drogi, to nic Wam się nie stanie, - powiedział. – Możemy udać, że to zajście nie miało miejsca.

Bandyci zarechotali i popatrzyli na siebie. Ten, który trzymał pałkę, postąpił krok do przodu.

- Oddaj sakiewkę, i pójdziesz spokojnie swoją drogą – przestał się uśmiechać, gdy kapłan zrzucił z ramion plecak i chwycił młot.

- Walka z wami to żaden honor, - powiedział, cedząc słowa Lothar, - ani dla mnie, ani dla mego boga. Nie zatrzymujcie mnie, jeśli nie chcecie poznać potęgi Tethosta.

Bandyta zerknął porozumiewawczo na kompana, po czym ruszył do ataku. Kapłan zauważył jeszcze jak tamten rusza ze wzniesionym mieczem, po czym wziął zamach.
Rozbójnik był szybszy, młot Lothara świsnął jedynie nad głową napastnika, którego drewniana broń trafiła bezbłędnie w lewe udo kapłana.
Uderzony krzyknął, czując miażdżący ból nogi. Padając uniknął kolejnego ciosu, nie udało mu się jednak trafić po raz kolejny. Pałka napastnika zatrzymała się na młocie przewróconego mężczyzny. W tej chwili dopadł do nich drugi z bandytów.


Dziewczyna nie miała zbyt wiele czasu na reakcję. Usłyszała rozmowę za drzewami. Podeszła zaciekawiona – już od wielu dni nie miała z kim porozmawiać. Tym razem jednak też nie zapowiadało się na miłą pogawędkę. Dwóch bandytów napadło mnicha, który próbował się bronić, ale... czego można spodziewać się po mężczyźnie w sukni?

Bez zastanowienia dobyła miecza i ruszyła równocześnie z bandytą, który dzierżył miecz. Ich bronie zderzyły się z głośnym szczękiem tuz nad głową powalonego mnicha.
Kiedy ostrze przeciwnika odskoczyło w prawo, wyprowadziła potężny cios w górę, rozcinając twarz mężczyzny od żuchwy po łuk brwiowy. Chlusnęła krew.

Kapłan poczuł, jak gorąca posoka zalewa mu oczy. Pierwszy z bandytów zawahał się przez chwilę, gdy dostrzegł nową postać. Zamachnął się jednak i uderzył. Drewno otarło się o odziana w wysoki but łydkę dziewczyny, która zachwiała się, próbując uniknąć ciosu. Drugi bandyta wrzeszcząc wniebogłosy upuścił broń i chwycił się za broczącą twarz.

Zamachując się do kolejnego ciosu kapłan upuścił młot. Ból w udzie zaczynał promieniować coraz silniej. Zdrętwiało mu ramię. Bandyta wyprowadził kolejny cios w dziewczynę. Jego broń minęła ją o centymetry, podczas, gdy jej miecz zagłębił się w jego ciele, miażdżąc obojczyk. W lesie rozległ się kolejny wrzask bólu.

Dziewczyna jednym ruchem wyszarpnęła ostrze i cięła w drugą stronę. Głowa bandyty potoczyła się po mchu.
Jeszcze jeden wprawny ruch i krzyk drugiego rozbójnika urwał się na zawsze.

Lothar leżał na ziemi i patrzył szeroko otwartymi oczami na szczupłą, po męsku odzianą dziewczynę, wycierającą pokrwawiony miecz o szmaragdowy mech. Nieznajoma odwróciła się do niego. Wyglądała na najwyżej piętnaście lat!
Last edited by Astarael on Fri, 13 Apr 2007, 22:59, edited 1 time in total.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Sun, 25 Mar 2007, 09:37

- Zakładam, panie, iż nie byli to twoi przyjaciele - zaczęła nieśmiało dziewczyna, patrząc na dwa trupy, które właśnie zabiła. Nie byli godnymi przeciwnikami. Spojrzałała z zaciekawieniem na leżącego na ziemi dorosłego mężczyznę w dziwnym odzieniu. Dlaczego tak się ubrał? Co tu robi? Nie zadała tych pytań, czekając na reakcję dziwnego człowieka. Widziała, że bandyta zranił mu nogę.
- Mogę jakoś pomóc? Nie bardzo znam się na leczeniu, ale chyba trzeba coś zrobić z tą nogą... Dlaczego tak mi sie pan przygląda?!
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Sun, 25 Mar 2007, 10:45

Szedł spokojnie ścieżką, zmęczony, droga która przebył była długa lecz jego cel nie pozwalał mu na odpoczynek dłuższy niż było to konieczne. Zaczepili go a on ich zignorował i to był jego błąd, liczył na to że wędrówka nie odbije się na jego refleksie lecz to tamte dwa opryszki były szybsze, celnym ciosem pałki podcinając go i obalając na ziemie. Młotem udało mu sie zablokować cios który z pewnością pozbawiłby go przytomności i wtedy ujrzał drugiego z nich który zamierzał się na jego głowę mieczem. Starał się prygotować na uderzenie lecz ono nie nastąpiło za to poczuł na ustach krew, zaciekawiony spojrzał w góre i zobaczył młodą kobietę.Tethosie czemu ze wszystkich możliwych możliwości ratunku zsyłasz mi na pomoc akurat kobiete. Pomyślał po czym wstając próbował trafić w drugiego z bandytów ale piorunujący ból w udzie sprawił że stracił równowage, stara rana odniesiona jeszcze podczas nauki u jego mentora odezwała się także, przez co jego atak wyglądał żałośnie. Padałwszy przewrócił się na plecy, szukając odrazu dłonią swego młota. Atak jednak nie nastąpił, za to Lothar ujrzał przelatującą obok niego głowe jednego z bandytów. Podąrzając wzrokiem w kierunku przeciwnym do trajektori lotu głowy ujrzał dziewczyne, sprawiała wrażenie doświadczonej w mieczu ale ten wiek był podejrzany.
-Kim ty ulicha jesteś dziewko, władasz mieczem jak jakiś rębajła a wyglądasz jakbyś co dopiero wyszła za spódnicy matki. Wyrwało mu się po czym wstał i otrzepawszy się, podniósł młot, wciąż nieufnie patrząc na nieznajomą

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Sun, 25 Mar 2007, 19:48

Tesaria zesztywniała. Przyzwyczaiła się do tego, że ludzie ją obrażali i nie chceli uwierzyć, że walczy całkiem nieźle mimo płci i młodego wieku. Jednak uwaga mężczyzny w kiecce mocno ją zabolała.
- Wydawało mi się, że potrzebujesz pomocy, ale widzę, że sam sobie świetnie radzisz w takich sytuacjach. - zaczęła patrząc mu hardo w oczy - obiecuję, że następnym razem się nie wtrącę. Kim jestem niewiele cię powinno interesować, a zza spódnicy matki wyszłam na pewno wczesniej niż ty. - to mówiąc odwróciła się ruszyła przed siebie. Gdy się trochę uspokoiła skarciła sie w duchu za ostre słowa, a szczególenie za ostatnią uwagę, świadczącą o jej własnej głupocie. To przecież nie jego wina, każdy by się zdziwił. Westchnęła i wróciła do dziwnego mężczyzny.
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Mon, 26 Mar 2007, 11:52

Patrząc jak dziewczę odchodzi, mruknął pod nosem -Echh te kobiety.
Po czym ukląkł i zaczął oglądać swoją nogę. Kość była cała, ale sądząc po zaczerwienieniu będzie z tego duży siniak, rozmasował udo po czym wstał, zaciskając zęby z niewyobrażalnego bólu - mięśnie musiały być zmiażdżone...
Ehh muszę odpocząć, ile jeszcze do tego przeklętego miasta,w takim stanie przydałaby mi się pomoc tej kobiety, pomimo tego że wydaje się jakaś nienaturalna, demoniczna. gdy zauważył że dziewczyna wróciła odwrócił się do niej,
- Nazywam się Lothar i przyznaję to nie chętnie ale uratowałaś mnie kobieto, można wiedzieć jak Cię zwać i co sprawiło że taki ktos jak ty się tutaj znalazł?
Last edited by Lothar on Tue, 27 Mar 2007, 18:25, edited 1 time in total.

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Mon, 26 Mar 2007, 15:17

Dziewczyna przyglądała mu się uważnie. Po chwili odpowiedziała na pytania:
- Na imię mi Tesaria, w skrócie po prostu Tes. Nie robię tu nic specjalnego, idę do miasta. - mężczyzna, choć nie wyglądał zbyt przyjemnie, był lepszym kompanem niż nikt. Co prawda traktował ją jak coś godnego jedynie pogardy, ale może to się zmieni.
- A ty jak się tu znalazłeś? I dokąd zmierzasz?
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Tue, 27 Mar 2007, 14:09

- A więc dobrze Tes, o dziwo ja także zmierzam do Thoris. Podróżuje niosąc wiarę w boskiego Tethosta, nie tylko słowami a także czynami, jednakże widać że dzień nie jest mój dzisiaj, ale może reszte rozmowy dokończymy w drodze.
Fugit hora jak to mawiał mój nauczyciel, a przed nami daleka droga.

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Tue, 27 Mar 2007, 20:34

O nie, to na pewno kapłan - pomyślała dziewczyna. Nigdy nie widziała takiego na oczy, ale słyszała różne nieprzychylne opowieści...

- No to ruszajmy. Zapewne przyda Ci się pomoc, trudno się idzie z rozharataną nogą. Wiesz może, jak daleko do tego Thoris? Prowiant mi się kończy, mam nadzieję, że to niedaleko.
Mogę ci znaleźć jakiś porządny kij do podpierania sie, dopóki nie dojdziemy do miasta, co? Czy ty w ogóle będziesz mógł iść? Nie wyglądasz na takiego...
Last edited by Tesaria on Sun, 1 Apr 2007, 23:40, edited 1 time in total.
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Wed, 28 Mar 2007, 17:13

- Dzień w którym będę potrzebował kija do pomocy przy chodzeniu po takim lekkim ciosie będzie dniem mojej rezygnacji z mego ornatu kapłańskiego. Obędę się bez kija, jedynym oparciem jakie mam i jakie będę potrzebował jest ma wiara w pana naszego Tethosta.

Popatrzył na dziewczynę krytycznym wzrokiem, oceniając ją jeszcze raz.

- A co do tego jak daleko do miasta, to z moich obliczeń wynika, że góra dzień albo dwa więc powinnaś dać rade tam dojść.
Last edited by Lothar on Sun, 1 Apr 2007, 23:42, edited 1 time in total.

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Sat, 31 Mar 2007, 16:35

- Skoro sądzisz, że sobie poradzisz - rzekła wzruszając ramionami i ruszyła raźno do przodu starą, wydeptaną ścieżką.

Widziała już podobne rany i wiedziała, że kapłan bez pomocy medyka daleko nie zajdzie, ale nie chciała się spierać.
Cieszyła się, że do miasta już niedaleko, sprzykrzyła jej się wędrówka przez las.
Last edited by Tesaria on Sun, 1 Apr 2007, 23:45, edited 1 time in total.
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Mon, 2 Apr 2007, 07:19

Lothar ponownie zacisnął zęby i zrobił krok naprzód. Kiedy przeniósł ciężar ciała na obolałą nogę, ból w udzie eksplodował. Kapłan nawet nie jęknął, choć pociemniało mu przed oczyma. Stracił równowagę i ciężko zwalił się na ziemię.

Dziewczyna miała rację - chyba jednak nie da rady podróżować z takimi obrażeniami...

Tesaria usłyszała głuche uderzenie i odwróciła się. Dumny mężczyzna leżał płasko na ziemi. Potrząsnęła głową z politowaniem.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Mon, 2 Apr 2007, 17:54

- Nieźle sobie radzisz - westchnęła i podeszła do niego - Chyba to jest ten dzień. Spróbuję znaleźć porządny kij i jeśli to tak niedaleko, jak mówisz, powinieneś sobie poradzić. Pomogę Ci. Gorzej, jeżeli wogóle nie będziesz mógł iść. Wtedy... - zabrakło jej pomysłów.
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Tue, 3 Apr 2007, 21:37

Przewrócił się na plecy, po czym siadł i zdjął plecak żeby wyciągnąć z niego bandaże

- No szlag by to jasny trafił, przeklęci bandyci akurat dzisiaj musieli mnie napaść jak mi na czasie zależy.

Ehh droga Tes, czy byłabyś tak miła i poszukała tego cholernego kija, ja w tym czasie opatrzę sobie tą podstępną ranę.


Kapłan nie był w dobrym humorze, widać Tethost nie sprzyjał mu dzisiaj, klnąc cicho pod nosem zaczął na poważnie opatrywać sobie swą nogę
Last edited by Lothar on Wed, 4 Apr 2007, 21:38, edited 1 time in total.

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Wed, 4 Apr 2007, 15:46

Dziewczyna z lekkim rozbawieniem popatrzyła na wściekłego mężczyznę, po czym ruszyła na poszukiwania. Po chwili znalazła dość porządnie wyglądający, długi i w miarę prosty kij. Oceniając, czy będzie odpowiedni do wzrostu zranionego, ruszyła z powrotem do przeklinającego kapłana. Widząc, że już kończy bandażować nogę podała mu kij.

- Mam nadzieję, że się nada. Będziesz mógł iść?
Last edited by Tesaria on Wed, 4 Apr 2007, 21:39, edited 1 time in total.
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Thu, 5 Apr 2007, 07:39

Popatrzył na kij. Ot - kij jak kij, powinien mu się nadać. Chwycił go i podpierając się na nim wstał. Tępy ból był mniejszy niż przedtem, ale nadal dawał w kość. Powoli zrobił kilka kroków na próbę, dało się iść.

- Nada się. A co do chodzenia, to raczej dam rade, widać pan miał w tym jakiś wyższy cel, skoro nas ze sobą zetknął. Jak dziwne by to nie było połączenie...

Pozwól więc, że spytam, gdzieś się tak nauczyła mieczem wywijać kobieto?
Last edited by Lothar on Thu, 5 Apr 2007, 09:25, edited 1 time in total.

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Thu, 5 Apr 2007, 13:18

- Ojciec mnie nauczył - wzruszyła ramionami.
- Był wojownikiem, przekazał mi chyba całą wiedzę, jaką posiadał. No i jakoś tak wyszło. Na razie nie jestem jeszcze dostatecznie silna, ojciec zawsze mi to wytykał. Ale trenuję.

- No i Ci dwaj.... Nie wiem, czy potrafili by muchę zranić - natychmiast zorientowała się, że popełniła nietakt i parząc na nogę Lothara dodała szybko - No... mieli szczęście.
Last edited by Tesaria on Thu, 5 Apr 2007, 13:44, edited 1 time in total.
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Thu, 5 Apr 2007, 14:56

Gdy Tes wypowiedziala swoją uwagę, kapłan prychnął lekceważąco.

-Oczywiście że mieli szczęście, nie myśl że było inaczej. Jednakże powiedz mi co skłoniło Cię tak naprawde do podróżowania tym szlakiem, czy była to jakaś zwykła twoja zachcianka czy też może coś cię popchneło do tego?

Wbił wzrok w młodą kobiete ciągle idąc, krok za krokiem, podpierajać sie kijem

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Thu, 5 Apr 2007, 19:51

Dziewczyna uśmiechnęła się. Szła wolno obok Lothara.
- Chodzi Ci o przeznaczenie czy coś w takiego? Nie wierzę w takie rzeczy, ale może, kto wie? Wydaje mi się, że znalazłam się tu przypadkiem. Gdzieś usłyszałąm o tym Thoris, a że nie miałam nic ciekawszego do roboty, ruszyłam w drogę. A ty, jak się tu znalazłeś?
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Mon, 9 Apr 2007, 09:52

-Przeznaczenie istnieje, wszakże czyż nie jesteśmy tylko pionkami na szachownicy bogów, czyż to nie oni kierują naszymi wszystkimi czynami, ciągle poddając nas jakimś próbom.
Moja obecność tutaj jest próbą, próbą jaka poddał mnie mój Bóg- Tethost. Tethost jest bogiem sprawiedliwym, dobrotliwym i opiekuńczym dla swych wiernych sług, których chroni jak wilczyca swe młode zaś dla wrogów jest niczym młot opadający na kowadło kary do którego są przykuci

W oczach kapłana można było zauważyć ogniki niezdrowego fanatyzmu , jego głos też stawał się dziwnie podekscytowany.
- Tethost wysłam mnie z misją,
z misją wytępienia tych wszystkich sług chaosu,
zniszczenia ich przebrzydłych kryjówek,
spalenia każdej przebrzydłej wiedźmy...

Lothar sprawiał wrażenie że myślami przebywał gdzieś inndziej, po chwili jednak wrócił do siebie. Popatrzył na Tes.
Templariuszem to ona nie jest, ale ma talent, dar do miecza, pytanie tylko kto jej ten dar zesłał, może jest wysłanniczką ciemnych mocy, która mnie zdradzi w gdy będe potrzebował jej pomocy, z tymi kobietami to nigdy nie wiadomo, są zbyt uczuciowe, zbyt kłamliwe.
-A ty w jakie bóstwo wierzysz??

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Mon, 9 Apr 2007, 12:34

- Chyba w nic nie wierzę - odparła po chwili namysłu - tylko w miecz i w to, co mogę dzięki niemu uczynić. Szanuję inne bóstwa, ale nic więcej. - ucięła temat. Nie chciała o tym mówić, fanatyczne gadanie mężczyzny troche ją przestraszyło. Zastanawiała się, czy Lothar jest w stanie mówić o czymś normalnym.
- Mówiłeś, że ile jeszcze do Thoris?
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Mon, 9 Apr 2007, 15:11

Słuchając odpowiedzi Tes, krew w nim zawrzała.
Bezbożnica, wierzy w martwą rzecz a nie w bogów. Za takie wyznania w Incest czekałby ją stos, zaiste musi być albo niezwykle silna albo pewna siebie że takie rzeczy wygaduje. Trzeba będzie na nią naprawde uważać.
Pytanie dziewczyny wytrąciło go z równowagi.
- Co? A tak, powinniśmy dojść do niego za góra dzień, dwa w takim stanie.

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Mon, 9 Apr 2007, 17:59

Powinna się domyślić, że ta odpowiedź zdenerwuje mężczyznę. Ale co miała powiedzieć? Nigdy nie umiała dobrze kłamać. Postanowiła się zachowywać, jakby nic się nie wydarzyło, choć wściekły grymas na twarzy i oschły głos Lothara trochę to utrudniał.
- Czyli raczej bedziemy nocować w lesie. - powiedziała cicho. Wolałaby spać w jakiejś tawernie w Thoris, ale nie chciała pospieszać Lothara.
ZÂło jest banalne. Nie ma twarzy szatana, tylko ludzkÂą. Jest szare, nijakie, codzienne, jest w nas i obok nas. Nie ma w sobie nic majestatycznego ani przeraÂżajÂącego. Jest raczej podÂłe i przyziemne.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Mon, 9 Apr 2007, 19:04

- Aye, raczej tak, mam nadzieje że takiemu komuś jak ty nie będzie to przeszkadzać.
Lothar przystanął na chwilę, po czym wyciągnął z plecaka bukłak z wodą. Po ciągnął z niego łyk po czym podał Tes.
- Od tej naszej rozmowy zaschło mi w ustach, chcesz trochę, to zwykła woda ale też pragnienie ugasi.

User avatar
Tesaria
Posts: 63
Joined: Sun, 18 Mar 2007, 12:58
Location: Riva

Post by Tesaria » Mon, 9 Apr 2007, 20:46

Tes odruchowo wzięła bukłak i napiła się, po czym oddała go właścicielowi.
- Zazwyczaj nie jestem taka rozmowna - mruknęła, gdy ruszyli dalej. Zastanawiała sie, co miał na myśli mówiąc "takiemu komuś jak ty", ale na głos nic nie powiedziała. Szła dalej zatopiona we własnych myślach.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Tue, 10 Apr 2007, 22:37

Podróżni zatrzymali się nagle, jak na komendę. Oboje poderwali głowy do góry, słysząc dziwny dźwięk.

Tesarii wydał się on podobny śpiewowi ptaków i szmerowi górskiego potoku.
Gdyby tęcza miała głos - brzmiałby w ten sposób - pomyślała...

Lothar rozejrzał się badawczo po okolicy - nie było to miejsce, w którym spodziewałby się grajka z lutnią. To mogły być sztuczki nieczystych istot - znane były z kuszenia niespodziewających się zagrożenia grzeszników i spadania na nich, kiedy najmniej sie tego spodziewali.
Zerknął na dziewczynę - wyglądała na otumanioną.

Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, bądź uczynić, zza drzewa wyszła postać odziana w kolorowe, nieco znoszone fatałaszki i ogromny - absurdalny w lesie - kapelusz z przypiętym kogucim ogonem.

Melodia urwała się. Trzy postaci patrzyły na siebie w ciszy, która nagle uśpiła całą okolicę - jakby to pieśń grajka nadawała jej życie i kolory.

Muzyk pobieżnym rzutem oka zarejestrował obecność wspartego na kosturze kapłana, po czym skupił uwagę na dziewczynie, która szła przodem...
Choć była bardzo szczupła i - chyba - bardzo młoda, miała w sobie coś intrygującego. Może niezwykłą delikatność, której nie widział u żadnej mieszczki, ani tym bardziej wieśniaczki?
Może zwierzęcą zwinność w każdym ruchu?
A może po prostu przepastne oczy, w których dostrzegł... przez ułamek chwili coś, czego nie zdołał nazwać, zanim zniknęło, zastąpione przez czujność...
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Gabriel
Posts: 53
Joined: Fri, 23 Mar 2007, 13:47
Location: Remords

Post by Gabriel » Thu, 12 Apr 2007, 14:29

Gabriel wyszedł zza drzew, zasłuchany w wydobywaną z instrumentu melodię. Skupiony, delektował się delikatnymi, perlistymi dźwiękami, by po chwili zakończyć pieśń kilkoma ulotnymi jak wiosenny wiatr nutami...

Powoli podniósł głowę, patrząc na dziwnych wędrowców. Przemknął wzrokiem po ubranym w powłóczyste szaty mężczyźnie, chwilę dłużej lustrował dziewczynę... Uśmiechnął się delikatnie, widząc błysk w jej oczach, zaciekawiony przechylił lekko głowę, upodabniając się tym jeszcze bardziej do kolorowego ptaka z gorących lasów południa. Było w niej to coś...

...jednak nie w niej pierwszej. Znów miałbym się pomylić? Nic pochopnie...

Szybkim ruchem zawiesił lutnię na plecach, otrzepał kolorowy, zakurzony kubrak. Niemal tanecznym krokiem podszedł do dwójki nieznajomych... melodia wciąż pobrzmiewała w uszach. Ukłonił się z gracją, starym, dworskim sposobem. Zamiatając ziemię kapeluszem, jak zwykle zgubił kilka fantazyjnie upiętych, kogucich piórek.

Ten pióropusz, systematycznie się kurczy... w końcu niechybnie zniknie, a ja poczuję się taki... łysy? Ha! Zabawna myśl. Trzeba by postarać się o coś nowego!


Prostując się, jakby od niechcenia odrzucił za plecy upięte w koński ogon, kruczoczarne włosy, wyprostował się śmielej. Dłoń ułożył na kiści kołyszącego się u boku rapiera, gestem wyglądającym na dawno nabyty nawyk. Spokojnym, nieco łobuzerskim tonem przedstawił się:

- Witajcie nieznajomi. Jam jest mistrz Gabriel, minstrel, zwany Krukiem o słowiczym głosie. Cóż tak dobrana para... – nie mógł wyzbyć się odrobiny ironii, człowiek wyglądający na akolitę i młódka, razem, w lesie? Ha! Temat na fraszkę czy nieprzyzwoita anegdotkę... – ...robi w tym unurzanym w zieloności lesie, skrytym pośród cieni lesie? Trakt bywa pułapką dla nieostrożnych wędrowców. Jam biedny człowiek drogi, rzecz by można zgodnie z prawdą. Jam łup niegodny nawet najbardziej wygłodzonego banity. A choć i wy nie wyglądacie, wybaczcie bezpośredniość staremu bardowi, na ludzi szczególnie majętnych, to jednak piastujecie przy skarb godny władców, na który niejeden niewątpliwie by się połakomił, pragnąc choć na chwilę zostać najszczęśliwszym z ludzi na tym pełnym łez padole... – mówiąc to, patrzył dziewczynie oczy, kończąc, skłonił się, składając hołd jej urodzie – Gdzie was wiedzie trakt, moi mili?

Skończywszy, zmrużonymi oczami wpatrywał się w napotkanych, znów przechylając głowę niby zdziwiony ptak. Bezwiednie poprawił układający się nierówno, haftowany kołnierz niegdyś białej koszuli. Czyżby napotkał towarzystwo na dalszą część podróży?

Razem zawsze raźniej... a może los przyniesie mi jeszcze większe szczęście?
Last edited by Gabriel on Mon, 23 Apr 2007, 23:57, edited 2 times in total.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Fri, 13 Apr 2007, 17:02

Szedł spokojnie gdy doszedł go ten śpiew.
Cóż to za muzyka, zbyt niecodzienna, zbyt przypominająca tamtą muzykę grzeszników.

Popatrzył na Tes, dziewczyna była stracona jeśli ciemne moce miały zaatakować, stała zaczarowana tą muzyką, widział już takie przypadki podczas nauk u mistrza.
Po chwili zobaczył tego grajka. Zdziwił go ten widok i to bardzo, a jeszcze bardziej zdumiał go ten słowotok który potem nastąpił. Popatrzył w górę jakby chciał ujrzeć twarze tych wszystkich bogów którzy go pokarali obecnością takiego towarzystwa

Tethoscie, ileż można?

- Podróżujemy mości Gabrielu, do Thoris nas trakt wiedzie. Ale ma rada na przyszłość, nie podróżujcie śpiewając bowiem rożni ludzie na tym trakcie bywają o czym sie my już mieliśmy nieszczęście przekonać
Last edited by Lothar on Fri, 13 Apr 2007, 19:56, edited 1 time in total.

User avatar
Gabriel
Posts: 53
Joined: Fri, 23 Mar 2007, 13:47
Location: Remords

Post by Gabriel » Fri, 13 Apr 2007, 17:48

Uśmiechnął się nieco kpiąco, słysząc słowa mężczyzny. Tonem godnym świętego, tłumaczącego małemu dziecku tajniki korzystania z dobrodziejstw łyżki i widelca, zabrał się do wyjaśnień.

- Widzę, żeś mnie nie słuchał, przyjacielu. Jam jeno grajek, który niesie przez świat życie i jego barwy, bo czymże innym jest muzyka? Jestem niby gołąbek pokoju, z gałęzią oliwną w dziobku. Za małym, za skromnym, by stanowić godny łup dla choćby najpodlejszego łowczego. Ci jednak, którzy potrafią dostrzec piękno w detalach, powitają mą poezję z radością, zdając sobie jednocześnie sprawę, że jest tym, czego skraść się nie da...

Jakże pozory mogą mylić. W pierwszej chwili miałem tego człowieka za kogoś dużo bardziej subtelnego. Podobno nie szata zdobi człowieka, jednak w tym akurat przypadku zdecydowanie dodaje mu... animuszu, żeby to nazwać delikatnie i eufemistycznie. Jednak nie zrażajmy się, w końcu – powiedział raptem jedno zdanie...

Bard wziął się pod boki, przerysowanym gestem tupiąc nogą. Głosem pełnym wyrzutu i słyszalnej ironii kontynuował rozmowę.

- Nie dziwię się jednak, żeś moją piosnkę odebrał jako groźbę, tudzież coś niepojętego. Skoroś nie raczył się choćby przedstawić, miast tego pouczając mnie beztrosko, śmiem sądzić, żeś ty rozbójnik czy inny banita. Inaczej pewno już znałbym twe miano Panie, a tym bardziej – miano twej towarzyszki...

Ech, to niedobrze tak do siebie ludzi zrażać, ale mimo wszystko nienawidzę, kiedy się mnie poucza, samemu niewiele obycia mając. Cóż, przyjdzie młodzianowi lekcji udzielić, bom przecie wiele starszy od niego, co na oko poznać idzie, a powinnością doświadczonych jest młodych przed głupotą i błędami wieku ich ostrzegać.

- ...bo powinnością prawdziwego mężczyzny, wobec damy mu towarzyszącej, jest zająć się nią w towarzystwie, przedstawić przybyszowi, który tak dwornie się opowiada, samemu niezgorsze maniery pokazując. Inaczej nieznajomy, w mojej tym razem osobie, gotów uznać, żeś jeno damy służba, którą głowy sobie nie warto zaprzątać, miast tego prędko rączki pięknej Pani całować.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że ten człowiek, wyglądający w swych szatach iście niby kapłan, nie może być na usługach damy tak młodej, a tym bardziej – tak nietuzinkowej i nie pasującej do archetypu szlachcianki. A tym bardziej – podróżującej pieszo, co szlachcie się nie zdarza...

Biorąc jednak poprawkę na ironiczny styl wypowiedzi, młodzik mógłby z łaski swej okazać nieco obycia, albo niech idzie w diabły, tudzież wraca do klasztoru, nabyć więcej pokory. Za moich czasów takich burków, nieokrzesańców, chłostano powrozem...

- ...jak więc będzie, akolito? – [/i]ciekawe czy trafnie odgadłem profesję? – Raczysz się opowiedzieć, naprawiając swój niewątpliwy nietakt, czy też łaskawie wyminiesz mnie łukiem i rozpalisz ognisko, zajmując się bagażami, a mi pozwolisz porozmawiać ze swą piękną towarzyszką?

Poważniejąc na zewnątrz, śmiałem się w duszy. Ciekawe, jak ten jurny młodzik zareaguje na moją małą prowokację? Ech, pamiętam jak sam taki byłem... z dziesięć lat temu, przed kilkoma wędrówkami, niejedną złamaną kością czy siniakiem i wieloma ucieczkami!

Ach, zapomniałbym... do Thoris? Choć jedna użyteczna informacja. Miasto dobre jak każde inne. O ile młodzian się zreflektuję, na co liczę, w końcu szata zobowiązuje, warto będzie skierować tam swe kroki... choćby dla poznania tej intrygującej młódki.
Last edited by Gabriel on Tue, 24 Apr 2007, 00:00, edited 1 time in total.

User avatar
Lothar
Posts: 56
Joined: Tue, 20 Mar 2007, 17:57
Location: Incest
Contact:

Post by Lothar » Fri, 13 Apr 2007, 19:20

Kapłan wydmuchnął powietrze nosem, ta cała sytuacja zaczynała go już denerwować.
Ten grajek trajkotał jak jakieś przekupki na targu, noga piorunowała bólem, słońce prażyło niemiłosiernie. Na Tes nie było co liczyć, kobieta jak to kobieta, parę ładnych słówek i już masz ją w garści.

- Po pierwsze - nie jesteśmy na dworze arystokratów więc nie mam obowiązku ci się przedstawiać, może to być gest mojej dobrej woli, nic więcej. Jak chcesz je znać to spytaj.

Po drugie, staruszku, daj spokój swoim chuciom, bo to nie karczma a droga leśna i różne niebezpieczeństwa się tutaj czają a, wierz mi, że miałem do czynienia z takimi, które ładnym ciałem i słowem cię w krzaki wezmą i tam twe serce wydrą.

Po trzecie - nie jestem akolitą tylko kapłanem, więc, na Tethosta, nie pozwalaj sobie. Nie wiem jak ty, ale my zamierzamy dalej iść póki słońce świeci. Jak chcesz to możesz tutaj sobie obozowisko rozbić.
Last edited by Lothar on Fri, 13 Apr 2007, 20:01, edited 1 time in total.

User avatar
Gabriel
Posts: 53
Joined: Fri, 23 Mar 2007, 13:47
Location: Remords

Post by Gabriel » Fri, 13 Apr 2007, 20:17

Jeśliś nigdy nie widział gotującego się ze złości kapłana, żałuj waść, bo widok i zabawa przednia.

Ignorując zaczepki, bo nie od takich już go wyzywano, Gabriel mówił dalej, głosem tak jadowitym, iż gdyby był żmiją, pewno dawno rozlewałaby się wokół niego kałuża trucizny.

- Widzę, że nie warto zawracać sobie tobą głowy. Nawet, jeśliś kapłan, to zachowujesz się jak ledwie przyjęty do zakonu osesek. Przykre, że szanowni bracia zakonni nie wpoili Ci, iż kultura osobista obowiązuje zawsze i wszędzie, na trakcie również. Nie mam zamiary tłumaczyć Ci zasad przystojnego zachowania, pewno i tak nie zachowają się w zakutym czerepie.

Zrobił efektowną pauzę, patrząc na wściekłego mnicha. Sam się o to prosił, prostak...

- Insynuacje wobec mojej osoby, jakobym miał szukać rozrywki z byle dziewką na trakcie, mogę puścić w niepamięć. – oczy zaświeciły mu się figlarnie na wspomnienie zeszłej, kosztownej przecież, nocy... - Tyś jeno głośny, a w środku próżny, tedy nic nie warte twe słowa. Brak ogłady wybaczyłbym Ci, bo nie takich niewychowanych gburów na trakcie spotykałem. Nic jednak nie usprawiedliwia czystego chamstwa wobec damy! Wybacz mocne słowa, ale twoje sugestie wobec tej młodej dziewczyny, jej moralności i czystości są wprost skandaliczne. Znajdujesz ją jako córę Koryntu? Tedy nie lepszy jesteś, niźli byle pijany jebaka z przydrożnej karczmy!

Uniósł się gniewem. Czego jak czego, ale takiego zachowania wobec kobiet nie znosił! Może nie zawsze był z nimi szczery, ale nigdy nie obrażał, szczególnie w tak dotkliwy sposób. Biorąc głęboki oddech, uspokoił nerwy, puścił zaciśniętą na kiści rapiera dłoń, zbielałe kostki palców zaczynały mu już drętwieć. Spokojnym, opanowanym tonem zakończył dyskusję...

- Skończyłem z tobą rozmawiać. Nie lza mi Cię na pojedynek wyzywać, boś święcenia przyjmował, tedy bogom jesteś poświęcony, nie mej broni. Nie myśl jednak, żeś bezkarny! Spróbuj tylko jeszcze kiedy dziewczynę jakąkolwiek w mej obecności obrazić, a płazem rapiera tak spiorę, że do końca żywota popamiętasz mą ciężką rękę! A teraz usuń się z drogi, kmiocie, bo wadzisz, a chcę z damą porozmawiać!

Bard wyprostował się dumnie, poprawił kapelusz. Niespiesznym, acz pewnym krokiem ruszył w stronę młodej dziewczyny, nie zaszczycając mnicha ni jednym spojrzeniem, wyminął go ostentacyjnie, ignorując jakiekolwiek dalsze zaczepki.

"Napisał kiedyś pewien stary mistrz mądrą fraszkę:

Nie nowina, że głupi mądrego przegadał;

Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał,

Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł;

Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął,

Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny:

"Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny."

Ileż racji miał w tym stary poeta, ileż racji...
Last edited by Gabriel on Tue, 24 Apr 2007, 00:08, edited 2 times in total.