Taniec nocy: Szepty i prawda.

Okazały, dwupiętrowy budynek stojący na wprost wschodniej bramy miasta.
Oprócz smacznych posiłków i przedniego piwa, karczma oferuje odpoczynek strudzonym wędrowcom.

Moderator: Strażnicy

Post Reply
User avatar
Hamaliel
Mistrz Gry
Posts: 14
Joined: Wed, 22 Aug 2007, 21:42
Location: Naruyeth

Taniec nocy: Szepty i prawda.

Post by Hamaliel » Wed, 11 Jun 2008, 11:39

Wraz z przekroczeniem progów karczmy, Silinde otoczyła tytoniowa mgła, ograniczając widoczność i dokuczając zmysłowi węchu. Gwar informował o pokaźnej ilości uczestników zabawy. Do uszu elfa dochodziły strzępki rozmów o głupotach, a także odgłosy kłótni w jednym z zakątków gospody.

Zza oparów dymu elf zauważył jak wąsaty człowiek poczerwieniał ze złości i ruszył w kierunku świeżo powstałej burdy. Sądząc po odgłosach, w ruch poszły drewniane elementy umeblowania karczmy, a po chwili wąsacz, ciągnąc za sobą dwóch nieprzytomnych ludzi, skierował się ku zapleczu za ladą. Wydawało się, że w uciszaniu kłótni ma wprawę, gdyż robił to już wyłącznie z lekką irytacją na twarzy. Przyjrzawszy mu się, można było uznać go za orka, lecz delikatne kształty twarzy świadczyły o człowieczeństwie, a także o tym, że był po prostu wysoki i nie grzeszył wstrzemięźliwością w stosunku do jadła.

Do Silinde podeszła krągła, rudowłosa kobieta, w kremowym poplamionym fartuszku. Ubiór ten umiejętnie odsłaniał walory dziewki, która przechodząc, unikała rąk pijaczków, chcących dać jej klapsa. Jednemu strzeliła otwartą ręką w twarz, rzucając: "Widzisz, to się ciesz, bo tylko na tyle cię stać."

- Ech, ten Rodgud... Łapy go teraz świerzbią, a w domu czeka go lanie od żony... Och, przepraszam waszmość pana. Do siebie tak gadałam. W czymże możem panu służyć?
Last edited by Hamaliel on Thu, 1 Jan 1970, 01:00, edited 1 time in total.

User avatar
Silinde Seregon
Posts: 17
Joined: Thu, 23 Aug 2007, 19:38
Location: Nashira

Post by Silinde Seregon » Mon, 23 Jun 2008, 15:30

Przymknął lekko oczy, gdy wygląd karczmy okazał się stanowić urzeczywistnienie jego obaw – dym, fetor alkoholu i gotowanej kapusty, głośne wybuchy śmiechu i czerwone pyski pijanych... wieśniaków. Proste – niemal prostackie wnętrze zajazdu wyglądało jednak na dość dobrze utrzymane i stosunkowo – zważywszy przede wszystkim wieczorną porę – czyste. Wzrok wysokiego mężczyzny lustrował uważnie wyszorowane niemal do białości blaty ciężkich dębowych stołów, rejestrował lśnienie butelek starannie ustawionych szeregiem na półkach za barem – właściciel starał się, już za to należała mu się pochwała.
Szkoda tylko, że to zapomniane przez bogów miejsce nie zasługiwało aż na tyle wysiłku...

Poprawił na ramieniu pas skórzanej torby, zdając sobie sprawę że wiele par oczu zwróciło się w jego stronę. Popatrzył ze znudzeniem na dziewczynę, która podniosła na niego spojrzenie otoczonych jasnymi rzęsami oczu. Powstrzymał grymas zniesmaczenia na widok poplamionego stroju wieśniaczki.

- Potrzebuję pokoju na dzisiejszą noc – cichy głos był doskonale słyszalny, pomimo gwaru panującego w sali biesiadnej, wznosił się ponad chór głosów niczym najprzedniejsza oliwa wylana na powierzchnię mulistej sadzawki. – Chciałbym, aby ktoś odebrał od woźnicy moje bagaże i dostarczył je do mej sypialni. I poproszę o gorącą kąpiel, mam nadzieję, że nie jest to zbyt wygórowane pragnienie?

Spojrzenie przenikliwych oczu skupiło się na dziewce, do której najwyraźniej zaczęło wreszcie docierać, że nowy gość nie jest zwyczajnym podróżnym. Bez wątpienia miała już wystarczająco dużo czasu, by dostrzec kosztowny strój i ozdoby przybyłego.
A jeśli nie była skończoną idiotką, to nie umknęły jej uwadze także charakterystyczne rysy twarzy i – jeszcze bardziej charakterystyczny – kształt uszu postaci, która stała przed nią.
[i]Prawdziwy wirtuoz czyni uÂżytek z kaÂżdej broni - miecza, monety, obietnicy, uÂśmiechu... KaÂżdej uÂżywa z elegancjÂą, kaÂżdej - w sposĂłb zabĂłjczy...[/i]