Poufność i Siła

Okazały, dwupiętrowy budynek stojący na wprost wschodniej bramy miasta.
Oprócz smacznych posiłków i przedniego piwa, karczma oferuje odpoczynek strudzonym wędrowcom.

Moderator: Strażnicy

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Sat, 15 Sep 2007, 00:42

Rudy pociągnął kolejny zdrowy łyk ze swego kufla.

- Nie dzieje się tu więcej, niż gdziekolwiek indziej w Cesarstwie. Ale i nie mniej, jeśli już się nad tym zastanowić, - uśmiechnął się i puścił oko do rozmówcy.

Rozejrzał się ukradkiem po sali.

- No, roboty to jest sporo, ale chętnych do niej nie zawsze bywa tak samo dużo – znów zniżył nieco głos. – Thoris leży w dość specyficznym miejscu, sąsiedztwo Mrocznego Lasu i Gór Przeznaczenia sprawia, że zjeżdża tutaj dość... szczególna kompania. Wiesz, okoliczne lasy roją się od bandziorów, bo bardzo wielu ich tu przyjeżdża, żeby skryć się przed długim ramieniem prawa.

Zabębnił palcami po blacie i przesunął ręką po włosach. Patrzył na krasnoluda życzliwym, uważnym spojrzeniem.

- Zależy, jaka robota cię interesuje, panie krasnoludzie, skoro do kopalni w Górach się nie wybierasz? Co jeszcze potrafią krasnoludowie? Co jeszcze potrafi ten konkretny pan krasnolud?
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Grodmir
Ambasador Krasnoludów
Posts: 182
Joined: Wed, 7 Mar 2007, 13:07
Location: Baragm-Dred
Contact:

Post by Grodmir » Sat, 15 Sep 2007, 12:56

Grodmira lekko zaskoczyło to konfidencjonalne zachowanie Feliksa, ale cóż... Każdy ma prawo do swoich dziwactw, a on nie powiedział niczego, z czym musiałby się specjalnie kryć.
A przynajmniej tak mu się zdawało.

- Krasnoludy niejedno potrafią poza kopaniem w ziemi. Sam jestem znośnym kowalem, jak na ludzkie standardy nawet dobrym. Do waszego jednak nie miałbym zastrzeżeń i zdaje się, że on całkiem dobrze sobie radzi z zamówieniami w mieście.
Poza tym mam inne umiejętności które, mam wrażenie, w przypadku takiego położenia miasta mogą się okazać pożyteczne.

Głową lekko wskazał wyraźnie używany topór. Takie krycie się zaczynało go mocno bawić, ale dopasował się pod tym względem do rozmówcy.
Last edited by Grodmir on Wed, 26 Sep 2007, 20:10, edited 3 times in total.
Za dobrze utrzyman¹, rudaw¹ brod¹ kryje siê szeroka twarz. G³êboko osadzone, niewielkie, ciemne oczy spogl¹daj¹ na œwiat nieruchomo. Jest wysoki jak na swój gatunek i postawny. Nosi siê prosto i biednie. Przy pasie przytroczony ma krótki miecz, a na plecach dwurêczny topór.
Wymiary: 156cm i 84kg

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Mon, 17 Sep 2007, 12:26

Felix popatrzył na broń po czym spojrzał na Grodmira z błyskiem w oku.

- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że przyjmujesz zlecenia na wyrąb lasu – zaśmiał się krótko. – Chyba że usuwasz chwasty, które zarastają ulice wielkich miast, a nie – grządki przyzwoitych gospodyń.
Ale wtedy musiałbyś gadać z kim innym – ja się nie wdaję w konszachty z rzeźnikami.

Ponownie pobieżnie rozejrzał się po sali.

- A znasz się na fajerwerkach i tych... no... wybuchaczach...? – znów zniżył głos. W jego oczach migotały ogniki najwyższego zainteresowania.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Grodmir
Ambasador Krasnoludów
Posts: 182
Joined: Wed, 7 Mar 2007, 13:07
Location: Baragm-Dred
Contact:

Post by Grodmir » Mon, 17 Sep 2007, 13:55

Słysząc określenie „rzeźnik” Grodmir zesztywniał i odkaszlnął z niezadowoleniem. W ostatniej niemal chwili powstrzymał się przed splunięciem na podłogę.

- Rzeźników można znaleźć w wąskich i ciemnych uliczkach, a nie w porządnej karczmie. I szukać należy wśród ludzi, nie krasnoludów, - rzucił dobitnie, choć nie podnosząc znacząco głosu.

Ech sam sobie tego życzyłem, zgrywając spiskowca.

Kiedy podjął wypowiedź, mówił już normalnie.

- Co do wybuchaczy, to nie wiem, o czym mówisz... Chyba, że masz na myśli dreshef. Ale to krasnoludzka technologia. Takie powstają pod ziemią i zostają pod ziemią. Ewentualnie mógłbyś porozmawiać z tymi, którzy przybyli sprawdzić doniesienia dotyczące złóż. Mała szansa, że będą mogli ci pomóc, ale jest.
Ale nawet wtedy sam tego nie dostaniesz. Co najwyżej będziesz mógł wskazać, co ma zostać wysadzone.
Last edited by Grodmir on Tue, 18 Sep 2007, 13:49, edited 1 time in total.
Za dobrze utrzyman¹, rudaw¹ brod¹ kryje siê szeroka twarz. G³êboko osadzone, niewielkie, ciemne oczy spogl¹daj¹ na œwiat nieruchomo. Jest wysoki jak na swój gatunek i postawny. Nosi siê prosto i biednie. Przy pasie przytroczony ma krótki miecz, a na plecach dwurêczny topór.
Wymiary: 156cm i 84kg

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Tue, 18 Sep 2007, 23:31

Rozmówca krasnoluda zasępił się wyraźnie, po czym ponownie nachylił się ponad stołem.

- A nie mógłbyś w tym jakoś pomóc? – zapytał patrząc Grodmirowi prosto w oczy. – Te wasze wybuchacze są bardzo wysoko cenione przez wielu naszych fachowców, a strasznie trudno je uzyskać. Może moglibyśmy się jakoś dogadać?

Ponownie mrugnął porozumiewawczo do rudobrodego. Choć było w nim mnóstwo łotrzykowskiego sprytu, miał też w sobie niezwykły urok, jak dziecko, które choć rozrabia, i tak jest oczkiem w głowie rodziców.

- Nie mówię o wozie, ale o kilku porcjach – dodał szybko. – taki drobiazg dla scementowania przyjaźni pomiędzy rasami...
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Grodmir
Ambasador Krasnoludów
Posts: 182
Joined: Wed, 7 Mar 2007, 13:07
Location: Baragm-Dred
Contact:

Post by Grodmir » Sun, 23 Sep 2007, 16:19

Grodmir odchylił się na krześle i z udawanym smutkiem pokręcił głową. Miał wrażenie, że jakikolwiek użytek człowiek chciał zrobić z dreshef, żaden krasnolud pomagający mu nie powinien po tym zachować całej brody.

- Nie bardzo mógłbym w takim razie coś zrobić. Jak mówiłem, nie jestem z tych stron i nie mogę liczyć na specjalne względy. Ciągle zakładając, że w okolicy jest ktoś, kto dysponuje takimi środkami.

To stwierdzenie ocierało się o kłamstwo, ale nie okłamywał przecież krasnoluda...
A Feliks raczej nie orientował się w zwyczajach krasnoludów tak dobrze, by przejrzeć wymówkę.
A nawet jeśli, cóż mógł z tym zrobić?
Last edited by Grodmir on Wed, 26 Sep 2007, 20:04, edited 1 time in total.
Za dobrze utrzyman¹, rudaw¹ brod¹ kryje siê szeroka twarz. G³êboko osadzone, niewielkie, ciemne oczy spogl¹daj¹ na œwiat nieruchomo. Jest wysoki jak na swój gatunek i postawny. Nosi siê prosto i biednie. Przy pasie przytroczony ma krótki miecz, a na plecach dwurêczny topór.
Wymiary: 156cm i 84kg

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Wed, 26 Sep 2007, 20:15

Grodmir

Mina rudego wydłużyła się, ale wzruszył ramionami i przywołał na twarz uśmiech.

- Cóż mogę rzec? – powiedział wciąż tym samym, lekkim tonem. – Trudno, się mówi. Ale jakby coś się w tej kwestii zmieniło, znajdź mnie, panie krasnoludzie. Zapytasz o Feliksa Szczęściarza, to cię doprowadzą, albo mnie poinformują.
To zlecenie nie jest krótkoterminowe. Powiedzmy, że oferta jest stale aktualna.

Ponownie mrugnął porozumiewawczo.

- Nie wiem, jak jeszcze mógłbym ci pomóc, panie krasnoludzie. Najemnicy zazwyczaj wynajmują się do ochrony – czy to kupców, czy ich sklepików i karawan. Czasem trafi się zlecenie od jakiegoś szlachetki, co to z sąsiadami zadarł i boi się nos wytknąć z dziury, co by mu go nie utarli. Z rzadka jakiś konwój lub inną przesyłkę pilną i szczególnej wartości trzeba z miejsca na miejsce przenieść.
Ale takiej roboty, to już na targowisku, panie, poszukajcie.

Coda

Okazało się, że dobrze pamiętał trasę, którą poprzednio przemierzał z mistrzem. Rozpoznawał tę okolicę – to było jedno z miasteczek, które odwiedzili w ubiegłym roku. Tym razem zatem także powinien przez nie przejść – dalej poprowadzi go północna brama.

Minęło już kilka godzin od świtu, więc stojący w bramie strażnicy jedynie zmierzyli znudzonymi spojrzeniami jego połyskujący w słońcu strój i długi, prosty kij, którym się podpierał.
Pozdrowił ich uśmiechem i skinieniem głowy.

Plac za bramą także pamiętał, podobnie jak i karczmę, która stała naprzeciwko wejścia do miasta. Właściciel nakarmił ich wtedy za darmo i pozwolił przenocować w cieple stryszku nad stajnią.
Nad drzwiami wisiał szyld z obrazkiem przedstawiającym srebrnego lisa.
Popchnął drzwi i wkroczył w opary tytoniu i piwnych oddechów. Choć było jeszcze wcześnie, gospodarz nie mógł narzekać na brak klientów. Zgromadzeni byli najprawdopodobniej mieszkańcami tej okolicy – ogorzałymi, spoconymi i szeroko uśmiechniętymi.
Zauważył, jak kilku z nich obrzuciło go taksującym spojrzeniem. Ale nie przerwali swoich rozmów – zazwyczaj karczemni klienci milkli na widok złocistych haftów na jego stroju; tutaj jednak zdawało się, że nikogo nie dziwią.

Skłonił się lekko, stojąc w progu, po czym spokojnie ruszył naprzód. Usiadł przy okrągłym stoliku w kącie, nieopodal miejsca, w którym rozmawiało dwóch rudzielców – chudy z chytrym spojrzeniem i barczysty brodacz.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Thu, 27 Sep 2007, 01:28

Gdy tylko przestąpił próg karczmy, niemal odruchowo zmrużył trochę już zmęczone oczy. Śmierdziało tak samo, jak ostatnio kiedy tu był. Są, rzecz jasna, rzeczy, które gorzej cuchną, ale dla kogoś, kto nie przebywa w bliskim towarzystwie osób pijących, czy palących - jest to fetor.

Dwa kroki do przodu i... od razu trochę lepiej. Oczy przyzwyczaiły się do ciemniejszego otoczenia, a nos - do wątpliwych aromatów. Widział, jak obrzucili go wzrokiem, chwilę udawał, że tego nie widzi, ale zdecydował się odwzajemnić spojrzenie. Rzucił uśmiech, ale... tamci zdążyli już odwrócić wzrok.
Odchrząknął i ruszył dalej.

Wypatrzył stolik, wokół którego nie było tyle dymu co na środku gospody. Postąpił dalej i usiadł, lustrując w tym samym momencie dwóch rudzielców debatujących nad czymś niezmiernie ważnym. Jeden, zdało się wesołek, z chytrym uśmieszkiem na twarzy tłumaczył coś mniejszemu. Tamten z kamienną miną uważnie słuchał.

Nieciekawa para... - pomyślał, odwracając wreszcie wzrok.

Drewniane krzesło przez chwilę sprawiało wrażenie królewskiego tronu. Oparł laskę o ścianę i wyciągnął wreszcie nogi. Ręce wręcz same wystrzeliły w górę, w geście odprężenia. Przeciągnął się jak kot, mógł to teraz robić ile razy chciał - w końcu nie było z nim mistrza, który zwracałby mu uwagę na to, co powinien, a czego nie.
Mimo to, po chwili odruchowo wyprostował się, a wyraz twarzy spoważniał. Nauka jaką otrzymał nie poszła na marne, tak jak dyscyplina, która mimo że już nie doglądana, nadal była żywa i obecna w jego czynach.

Rozejrzał się po pomieszczeniu za kimś, kto mógłby go obsłużyć, ale zdał sobie sprawę, że lepiej będzie, jeśli sam załatwi sprawę. Teraz, kiedy był w drodze, musiał sam się o siebie troszczyć.
Nie był tak charyzmatyczny jak jego nauczyciel, toteż winno go to motywować do pracy nad sobą oraz zapoznawania się z otoczeniem.

Wstał, zabrał kij i spokojnym krokiem podszedł do lady.

- Witaj gospodarzu, - rzucił porozumiewawczo, dodając do słów lekki uśmiech i ciepłe spojrzenie. - Jestem skromnym wędrowcem. Być może mnie nie pamiętasz, ale byłem tu już kiedyś. Dawno i na krótko co prawda, - wyszczerzył zęby śmiejąc się cicho, - ale pamiętam ten dzień dobrze.
Podróżowałem wtedy u boku starszego człowieka; ubrany był podobnie do mnie. Rozmawiałeś z nim, a ja jedynie przyglądałem się z boku waszej dyskusji. Podałeś nam wtedy skromny posiłek na koszt własny i zaoferowałeś nocleg na strychu... Wdzięczni byliśmy Ci niezmiernie i jesteśmy po dzień dzisiejszy za za ten czyn. Rzecz w tym, że historia lubi się powtarzać... - spoważniał ciut.
- Jestem w drodze od dosyć dawna a do kresu wędrówki mi jeszcze daleko. Będziesz Drogi Panie szczodry jak kiedyś i serce otworzysz przede mną, aby mnie nakarmić i przenocować?

Skończywszy przemowę odetchnął dyskretnie i otarł pot z czoła. Wiele nerwów kosztowała go ta przemowa, ale rad był z siebie, że nie zająknął się ni razu i chyba nie dał po sobie poznać, jak jest zestresowany.
Last edited by Coda on Thu, 27 Sep 2007, 23:36, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Grodmir
Ambasador Krasnoludów
Posts: 182
Joined: Wed, 7 Mar 2007, 13:07
Location: Baragm-Dred
Contact:

Post by Grodmir » Thu, 27 Sep 2007, 16:44

Grodmir obrzucił spojrzeniem wchodzącego. Szybko jednak zostawił go samego sobie, gdy tylko dostrzegł, że to nie Levy. Wrócił do towarzysza.

- Jeśli coś się zmieni, na pewno cię znajdę. A na targu, jakby co, już byłem. Ale pójdzie się jeszcze raz. Nie wypytywałem specjalnie wtedy.

Otwierające i zamykające się drzwi coraz wyraźniej przypominały krasnoludowi, dlaczego tutaj siedzi, i wprawiały w powoli rosnące zirytowanie.

Co można tyle robić u kowala? Człowiek nie wyglądał na znawcę broni. A może mu sie coś stało? Skoro miał pieniądze na zakupy, to mógł się nieodpowiedniej osobie rzucić w oczy.
Last edited by Grodmir on Sat, 29 Sep 2007, 13:17, edited 2 times in total.
Za dobrze utrzyman¹, rudaw¹ brod¹ kryje siê szeroka twarz. G³êboko osadzone, niewielkie, ciemne oczy spogl¹daj¹ na œwiat nieruchomo. Jest wysoki jak na swój gatunek i postawny. Nosi siê prosto i biednie. Przy pasie przytroczony ma krótki miecz, a na plecach dwurêczny topór.
Wymiary: 156cm i 84kg

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Fri, 28 Sep 2007, 22:58

Coda

Karczmarz patrzył na mówiącego bez przerwy młodzieńca ze sporym zadziwieniem. Gość nie pozwalał mu dojść do głosu.
Obrzuciwszy klienta uważnym spojrzeniem, karczmarz uśmiechnął się, a w jego oczach pojawiła się iskra zrozumienia.

- Jesteś czcicielem Otello... nie, nie... Ottawo... czy jakoś tak – powiedział wreszcie, szperając gorączkowo w zasobach swej pamięci. – Byliście tu jakiś rok temu, ty i starzec. Pamiętam was doskonale.

Uśmiech stał się jeszcze szerszy. Gospodarz zatarł ręce.

- Siadaj, młodzieńcze, siadaj przy stole – powiedział serdecznie. – Wiele zawdzięczam twojemu nauczycielowi. Chętnie się przysłużę i tobie i twemu bogu, jakkolwiek mu na imię. Siadaj, siadaj, dziewczyna za chwilę przyniesie ci strawę.

Grodmir

Felix patrzył na krasnoluda z uśmiechem, który wyglądał na nieodłączną część jego twarzy – Grodmir zaczynał być już przekonany, że ten człowiek nie potrafi przybrać żadnej innej miny.

- Czekasz na swojego kolegę? – zapytał domyślnie. – Tego kogucika w czerwonej koszuli? Długo już razem pracujecie?

W pytaniu o pracę brzmiała nuta, która niezbyt podobała się krasnoludowi. Miał wrażenie, że rodzaj współpracy, który najwyraźniej sugerował rudy, nie przystoi szanującemu się krasnoludowi.
Ani szanującemu się przedstawicielowi żadnej innej rasy...
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Fri, 28 Sep 2007, 23:58

- Ot... Ot... - chłopak próbował wejść karczmarzowi w słowo za każdym razem, gdy słyszał przekręcone imię swego boga.
Ucichł natomiast, gdy z ust gospodarza padły słowa, w których faktycznie zaoferował mu darmową strawę. Twarz jego rozpromieniła się od razu. Na myśl, że miał wreszcie możliwość aby wrzucić coś na ząb - i to w czterech ścianach, a nie na gościńcu, bądź trakcie, sprawiała, że serce mu rosło.

- Do rany przyłóż, mości gospodarzu! Do rany przyłóż! Wielkie dzięki! - Gdyby nie szynkwas, który dzielił dwóch rozmówców, Coda gotów był rzucić się łaskawcy w objęcia.

Karczmarz polecił młodzieńcowi, aby usiadł na miejsce, ale gdy wspomniał o mistrzu bardzo to chłopaka zaciekawiło...

Ciekawe co takiego zawdzięcza gospodarz Mistrzowi... Chętnie bym się tego dowiedział. - Zmarszczył brwi, popadając w chwilową zadumę.

- Już biegnę do stolika! - Uśmiechnął się szeroko, ale nie mógł wytrzymać dwóch rzeczy...

- Gdybyś tylko mógł chwilę, dobry panie, znaleźć, wdzięczny byłbym Ci, gdybyś mógł mi streścić, co takiego mentor mój uczynił, że takiś mu dłużny... - Uśmiechnął się i dodał: - Będę cały czas przy swoim stoliku!

Już miał się odwracać, ale przypomniał sobie o drugiej rzeczy.

- Ee... mości oberżysto! Otomo! - zaśmiał się, po czym uciekł szybko, żeby nie oberwać kuflem za gadulstwo.

Podszedł do swojego stolika i usiadł wygodnie. Znów oparł kij o ścianę i rozejrzał się po wnętrzu przybytku i ludziach w środku.

Tak... To się nazywa przecierać stare szlaki. - uśmiechnął się sam do siebie.

Po rozmowie z gospodarzem poczuł się pewniej, bezpieczniej. Był trochę dumny z siebie, że jego przemowa zadziałała, zdając sobie jednocześnie sprawę, że to znowu zasługa jego mistrza. Nie było go z nim, ale widocznie nadal nad nim czuwał.
Last edited by Coda on Sat, 29 Sep 2007, 00:46, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Sat, 29 Sep 2007, 10:48

Karczma wyglądała dość przyzwoicie – było tu dość prosto, ale bardzo czysto. Stoły ustawione na solidnych drewnianych krzyżakach wyglądały na bardzo ciężkie, podobnie jak długie dębowe ławy, na których wygodnie mogło zmieścić się wiele osób.
Nie dostrzegał tutaj żadnych zbędnych przedmiotów, tylko meble i naczynia, na których podawano jedzenie lub w które nalewano napitki.

Klientela też nie wyglądała na niewłaściwą – Mistrz opowiadał mu o tawernach, w którym mogą człowieka okraść lub pobić – a nawet zabić – bez żadnego poważnego powodu.
Ludzie tutaj wyglądali na miejscowych – mieszczan i rolników, może kupców...
Pili piwo, plotkowali, często wybuchali śmiechem.
Zwykli ludzie.

Atmosfera w tym miejscu była zupełnie inna niż w zakonie – tutaj ludzie mówili głośno, klepali się po plecach i śmiali się z przaśnych dowcipów, w których istotną rolę odgrywała gestykulacja – dość niezrozumiała dla Cody.
Tu było gorąco i przyjemnie. Czuł się, jakby owinął się wełnianym kocem i obserwował morze – wzburzone, głośne, niezrozumiałe, ale ciekawe i fascynujące.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Grodmir
Ambasador Krasnoludów
Posts: 182
Joined: Wed, 7 Mar 2007, 13:07
Location: Baragm-Dred
Contact:

Post by Grodmir » Sat, 29 Sep 2007, 13:20

Grodmirowi nie podobał się wydźwięk tych słów. Odchylił się lekko na krześle, zwiększając jeszcze trochę dystans dzielący go od rozmówcy.

- Trudno go już nazwać kolegą. Poznałem go ledwie dzisiaj. Nie pracowaliśmy jeszcze razem. Mam jednak w stosunku do niego pewne zobowiązanie do wypełnienia.

Po chwili namysłu dodał:

- A słyszałeś coś o tym człowieku może?
Last edited by Grodmir on Sat, 29 Sep 2007, 17:24, edited 1 time in total.
Za dobrze utrzyman¹, rudaw¹ brod¹ kryje siê szeroka twarz. G³êboko osadzone, niewielkie, ciemne oczy spogl¹daj¹ na œwiat nieruchomo. Jest wysoki jak na swój gatunek i postawny. Nosi siê prosto i biednie. Przy pasie przytroczony ma krótki miecz, a na plecach dwurêczny topór.
Wymiary: 156cm i 84kg

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Mon, 8 Oct 2007, 12:59

Grodmir

Felix patrzył przez chwilę w oczy krasnoluda. Nie odzywał się, tylko wciąż uśmiechał. Krasnolud zacisnął zęby – miał ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy. Ten człowiek, choć tak miły i życzliwy, starał się wciąż sprawiać wrażenie, jakby wiedział coś, czego nie chciał powiedzieć – być może nawet tak było, ale prostolinijna natura syna Goroda sprawiała, że nie bardzo rozumiał, dlaczego ktokolwiek miałby się tak zachowywać.
No, chyba że jego celem było doprowadzenie krasnoluda do szału.

- Nie, nie wiem, kim jest – powiedział wreszcie rudzielec. – Ale to dość nietypowy towarzysz jak dla kogoś z Twojej rasy, panie krasnoludzie. – Jego głos ponownie brzmiał tak, jakby znaczenia zawarte w słowach kłębiły się jak gniazdo węży.
- Jedyne, co słyszałem, - dodał, - to, że właśnie przybył do miasta. Nie widziałem go tu nigdy wcześniej, a i strój sugeruje, że przybył z daleka.

Mężczyzna obejrzał się nagle, słysząc swoje imię wykrzyczane przez kogoś z tyłu.

- No, - powiedział, opierając się dłońmi o stół, - miło mi się z tobą rozmawia, ale pora wracać do roboty. Do zobaczenia, panie krasnoludzie, nie zapominaj o mnie, gdybyś miał jednak dla mnie dobre wieści.

Coda

Dziewczyna o płowych włosach uśmiechnęła się do niego stawiając na stole drewnianą miskę wypełnioną parującą kaszą suto okraszoną skwarkami i kubek oraz gliniany dzban wypełniony zimną wodą.

- Smacznego życzę, panie – powiedziała uprzejmie i skłoniła lekko głowę. – Gdybyście nadal byli głodni, jak już zjecie, dajcie znak, to podejdę.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Mon, 8 Oct 2007, 18:33

Coda siedział i rozmyślał nad swoja podróżą. Zastanawiał się, jak będą wyglądały jego... przyrządy. Upajał się myślą, że wreszcie będzie miał coś naprawdę swojego. Wyobrażał sobie siebie, gdy już będzie miał je przy sobie. Układał w myślach jak będzie trzymał to, a jak tamto.

W miejscu, skąd pochodził, rzadko - o ile w ogóle - zdarzało się, aby ktoś posiadał rzecz wyłącznie swoją. Prywatną. Panowały tam inne priorytety, niż własność czy troska o swoje dobra. Każdy jemu podobny traktowany był tak samo. Określone odgórnie cele określały w jasny sposób jak duży wysiłek należy włożyć, aby dojść na szczyt. Zgrabnie ujęte zasady i reguły dopełniały reszty.
Mówiąc krótko, własność prywatna była absolutnie zbędną rzeczą.
Wiedział to on oraz inni uczniowie. A już na pewno świadomi byli tego nauczyciele.

Nagle, na horyzoncie wzroku wpatrzonego w niebyt pojawiła się sympatyczna, uśmiechnięta twarz. Wzrok wyostrzył się. Była to dziewka karczemna. Przyniosła młodzieńcowi strawę.

- Dziękuję pani, - powiedział z serdecznością, uśmiechając się do niej ciepło.
- Szczodrość i jeszcze raz szczodrość - powiedział. - Tam, skąd pochodzę, cenimy to sobie, jako że Otomo, pan nasz wieczny, kazał nam dzielić się między sobą i wiedzą i dobrami. Postaram się nie jeść więcej niż potrzebuję. Nie chcę nadużywać gościnności... Podziękujcie jeszcze raz karczmarzowi ode mnie, - dodał na koniec.

Widząc, że panienka odchodzi, zabrał się do jedzenia. Wzrok jego jednak powędrował wpierw za nią, a raczej za jej bujającymi się jak łódź na pełnym morzu, bioderkami.

Mniam...

Gdy już wrócił myślami do miski, którą miał pod nosem, uśmiechnął się do siebie i zabrał za jedzenie.
Last edited by Coda on Tue, 9 Oct 2007, 19:44, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Tue, 9 Oct 2007, 20:20

Kasza była wyjątkowo smakowita, dobrze doprawiona, sycąca. Przypominała mu jedzenie, do którego przywykł w klasztorze. W miejscu, które nazywał domem.
I które tak jaskrawo różniło się od tego, co było tutaj.

Zaskoczyła go pamięć karczmarza – on sam nie pamiętałby prawdopodobnie aż tylu szczegółów o jednym z wielu klientów, którzy odwiedzili lokal rok wcześniej. Ale być może mieszkańcy miast skupiali się na rozwijaniu innych umiejętności?

Czuł, jak ciepło posiłku rozlewa się po zmęczonych pieszą wędrówką członkach, pozwalając chłopakowi rozluźnić się i poczuć wolnym od trosk. Przynajmniej na chwilkę.
Całe Windsaw stało przed nim otworem. Już wkrótce miał zakończyć szkolenie i zostać jednym z Wędrowców.
Chyba że zdecyduje się wrócić.

Nie wiedział, jaką drogę życiową wybierze.
Ale na pewno chciał poznać możliwości.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Tue, 9 Oct 2007, 23:06

Jadł powoli. Nie chciał się spieszyc, bo było mu dobrze. Pozwolił sobie odpłynąc i odprężyc się. Ciepłe i tłuste jedzenie dodawało sił, ale i sprawiało, że człowiek robił się senny. Nie ma, chyba, nic lepszego po sutym posiłku, niż drzemka.

Gdy skończył jeść, popił wodą, którą przyniosła dziewczyna. Orzeźwiła go trochę, ale nadal uważał, że dobrym pomysłem byłoby przespać się.
Najpierw jednak - obowiązki zakonne.

Historię o tym, jak Mistrz pomógł gospodarzowi, odłożymy chyba na inną okazję.

Wstał i zabrał swój kostur. Podszedł raz jeszcze do szynkwasu, żeby zagadnąć karczmarza.

- Mości panie, pewnie czasu nie masz na opowiadania o tym, co wspominałem wcześniej. Nie ma się co dziwić, klienteli nie brak ci tutaj - uśmiechnął się. - Chciałbym Cię zatem prosić o jeszcze jedną rzecz... Nocleg. Póki co, jest jeszcze wcześnie, ale chciałbym też poświęcić kilka godzin na modlitwę i trening. Byłbym po stokroć zobowiązany, gdybyś mógł mi udostępnić jakieś skromne lokum. Zostawiłbym tam swoje rzeczy i wrócił później po modłach i ćwiczeniach.
Last edited by Coda on Wed, 10 Oct 2007, 10:05, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Wed, 10 Oct 2007, 10:16

Karczmarz przesunął dwa malutkie kubki w kierunku brodatego mężczyzny i schował pieniądze do kieszeni. Spojrzał na młodego człowieka, który podszedł do baru.

- Twój mistrz nie byłby zadowolony, wiedząc, jak jesteś ciekawski, młody człowieku – powiedział surowym tonem. – On nie zadawał zbyt wielu pytań. Między innymi dlatego właśnie cieszył się takim poważaniem także u ludzi, którzy nie znają waszego bóstwa.
A sprawy łączące mnie z tym mądrym człowiekiem nie potrzebują uczestnictwa dodatkowych osób.

Jego brwi połączyły się na chwilę, a w oczach pojawiło się... Rozczarowanie? Smutek? Potępienie?

- Swoje rzeczy możesz zostawić u mnie, a na nocleg mogę zaproponować ci to samo miejsce, co poprzednio. Stryszek nad stajnią jest przestronny, jest tam ciepło i przytulnie. I nikt cię nie będzie tam nękać.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Thu, 11 Oct 2007, 18:29

Skwaszona mina mężczyzny nie zadziałała na niego pozytywnie. Chyba pierwszy raz otrzymał reprymendę od kogoś innego, niż Mistrz - w dodatku od kogoś spoza zakonu. Był w lekkim szoku. Można to było poznać po lekko otwartych z wrażania ustach.

I weź tu bądź człowieku mądry i zrozum, o co im chodzi...

- Cóż, - powiedział odchrząknąwszy uprzednio, - nie zdawałem sobie sprawy, że ma to dla ciebie takie znaczenie, panie. Ale jeśli tak wolisz, tak będzie. Wybacz. - zakończył zupełnie poważnie, z lekko chmurną miną.

- Po zastanowieniu myślę, że wezmę swoje rzeczy do stajni. Mam tam posłanie, więc na pewno zrobię z niego użytek. Poza tym, nie chcę cię już później kłopotać. Nie będę się odmeldowywał przed wyjściem. Ruszam po świcie. - Skończywszy odsunął się od lady.

- Zatem... bywaj, dobry człowieku, i jeszcze raz szczerze dziękuję ci za przyjęcie mnie i za całą pomoc. Do zobaczenia!

Skierował kroki w kierunku drzwi gospody. Wyszedł na zewnątrz i od razu wziął głęboki oddech.

Nareszcie świeże powietrze, nie to co karczemny zaduch.

Nie zastanawiając się długo, poszedł do miejsca, gdzie miał nocować. Wszedł na stryszek i położył na sianie swoje rzeczy oraz kij. Poddasze rzeczywiście wyglądało przestronnie. Miał jeszcze sporo czasu, więc doszedł do wniosku, że sensownym będzie najpierw odpocząć, potem wykonać trening, który tak bardzo lubił, a na koniec zostawić sobie medytacje, zaczynając je bezpośrednio przed wieczorną modlitwą.

Wyjął z pakunków koc i posłanie i ułożył je sobie odpowiednio w rogu pomieszczenia, na sianie, tak aby mi miękko.
Położył się i zrelaksował. Męczyły go trochę wyrzuty sumienia, że w pewnym sensie zaniedbuje trening, ale przecież miał jeszcze sporo czasu. Poza tym, w zakonie nigdy nie trenował zaraz po posiłku.

Odpoczywał.
Last edited by Coda on Sat, 13 Oct 2007, 08:21, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Sat, 13 Oct 2007, 13:00

Zapach siana i stojących na dole koni wypełniał jego nozdrza ciepłym wspomnieniem lata na wyspie – suszenia skoszonej trawy, treningów w blasku słońca. Tylko tutaj było dużo... goręcej. Słońce rozgrzewało stryszek poprzez deski dachu, a ciepło zwierzęcych ciał dochodziło z dołu.

Po chwili odpoczynku poczuł, jak na całe jego ciało zaczął występować pot, a nie było jeszcze południa. Powietrze pod dachem z wolna stawało się coraz gęstsze, wypełniało płuca gęstym kłębem, sprawiało, że głowa zdawała się Codzie coraz cięższa, miał wrażenie, jakby ściskały ją rozgrzane szczypce.
Last edited by Astarael on Thu, 1 Jan 1970, 01:00, edited 1 time in total.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Sun, 14 Oct 2007, 02:08

Ależ tu gorąco... Nawet oka nie zmrużyłem! - myślał. - Chyba później poleżę, a teraz zrobię trening. Ale na pewno nie tu, nie w tej skwarce!

Wstał i spakował swoje rzeczy. Zszedł z powrotem do stajni, po czym wyszedł na zewnątrz. Rozejrzał się, a następnie skierował kroki w stronę miejskiej bramy. Nie chciał oddalać się zanadto od stajni. Szukał jakiejś polanki, gdzie mógłby w spokoju potrenować albo przespać się pod drzewem.

W stajni było gorąco, ale na zewnątrz też słońce dawało się we znaki. Uwielbiał ciepło, kochał słońce, upajał się każdym promieniem, ale... nienawidził się pocić.
Zatrzymał się. Cała jego szata była czarna jak noc, tylko że w środku dnia... Szyta na miarę, pasująca perfekcyjnie. Nie krępowała żadnych ruchów. Tylko ta czerń...
A może: tylko to słońce...?
Zrzucił z siebie tunikę oraz koszulę. Złożył obie części garderoby pieczołowicie i schował razem z innymi rzeczami. Od razu zrobiło się lepiej - przewiewniej.

W oddali dojrzał dwa drzewa dające trochę cienia. Dookoła trawiasty teren, łąki, pola uprawne.
Od stajni było to jakieś 15 - 20 minut drogi.

Gdy doszedł na miejsce położył rzeczy koło jednego z drzew. Jako, że zdjął odzienie wcześniej, tę część miał już z głowy. Postanowił przejść do treningu. Nie spieszył się, miał przed sobą kilka godzin na wszystko - łącznie z medytacją.

Planował wrócić do miasta, kiedy słońce będzie już daleko poza zenitem. W stajni nie byłoby wtedy już tak gorąco. Raczej przyjemnie ciepło i odpowiednio na modlitwę przed zachodem.
Last edited by Coda on Thu, 1 Jan 1970, 01:00, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Tue, 16 Oct 2007, 14:03

Czuł przyjemne ciepło na skórze. Czuł, jak rozgrzewają się jego mięśnie, kiedy zaczął wykonywać pierwsze ruchy.
Nie było najmniejszego powiewu, żadnego ruchu powietrza, żadnego dźwięku poza intensywnymi pieśniami świerszczy niezrażonych pogodą i – od czasu do czasu – trelem wzbijającego się w powietrze skowronka.

Zapach rosnących w trawie kwiatów i rozgrzanej letnim słońcem ziemi przypominał mu treningi z Mistrzem. Ich wspólne wyprawy wysoko w góry, lekcje, których udzielał mu doświadczony mnich, nieustanne męczące ćwiczenia, od których sztywniały mu mięśnie, choć rosło zrozumienie.
Pamiętał każdą kroplę potu, każdy siniec, każdy niewielki sukces, każdą z rzadkich pochwał nauczyciela.

Mięśnie zdawały się same wykonywać znajome ruchy, podążać wzdłuż linii, które wykonywały tak wiele razy, odtwarzać doskonałość, której go nauczono.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Tue, 16 Oct 2007, 23:37

- Nigdy nie osiągniesz odpowiedniego poziomu, jeśli nie zapanujesz nad swoim ciałem - zaczął starzec. - Aby to zrobić, musisz je szanować. Pamiętaj przede wszystkim, że trening to nie obowiązek, to dla Ciebie przyjemność, działa jak odprężenie. Masz wtedy mnóstwo czasu aby wykonać każdy ruch, dokładnie tak jak, powinien być wykonany. Dokładnie tak, jak tego chcesz ty!
Musisz wiedzieć także, że ciało inaczej działa w stresie, a inaczej, będąc rozluźnionym. To właśnie jest jego związek z umysłem, który także trenujesz pod moim czujnym okiem. Sytuacje, gdzie w pewnych warunkach musisz działać natychmiastowo, sprawiają, że ciało poprzez umysł, nastraja się w czasie krótszym niż najkrótsze odcinki czasu tworzące jedną tylko sekundę. Gdy jest to trening, masz całkowitą kontrolę nad zmysłami, zatem sam musisz sprawić, aby ciało było przygotowane na kolejne ćwiczenia...

Starzec, kończąc instruktaż, otworzył swój kajecik, zabrał z pakunków ołówek i siadł na skale, z której widok rozciągał się na całą dolinę okalającą zakon. Zabrał się za rysowanie.
Nie musiał tłumaczyć chłopcu więcej, niż tyle, ile przed momentem zostało powiedziane.



Zaczął od dobrego rozciągnięcia mięśni. Stagnacja, która następowała przez brak ruchu, to jedno. Podróż, gdzie ruch występował, ale był ograniczony do konkretnych, powtarzających się akcji, to drugie. Jednak obie te rzeczy wpływały na mięśnie z podobnym skutkiem, toteż rozwiązanie również było jedno.
Usiadł na ziemi, zaczynając od rozciągnięcia konkretnych partii ciała w tej właśnie pozycji. Już po kilku chwilach, poczuł w nogach delikatny ból, ale i całkiem przyjemne ciepło.
Wstał i wykonał kilka skłonów, rozciągnięć pleców oraz wymachów rąk i nóg.
Mięśnie co chwila kurczyły się i rozciągały. Czuł, jak ich masa rosła, a kształty zmieniały się na bardziej wyraziste. W promieniach słońca, które przedzierały się przez korony drzew, kładły na ciele odpowiednie cienie.
Zrobił kilka przysiadów, potem zaś kilka wyskoków. Następnie połączone jedno z drugim, czyli wyskoki z pozycji siedzącej.

Skończywszy podstawowe ruchy, przeszedł do ostatniej, ale ważnej części rozgrzewki - napinania mięśni. Zdjął buty i odrzucił je w pobliże pakunków. Wziął głęboki oddech, po czym zaczął napinanie od stóp. Szedł stopniowo do góry - łydki, mięśnie strzałkowe, uda, pośladki, mięśnie lędźwiowe, brzucha, klatki piersiowej, kark, ramiona, dwugłowe, trójgłowe, przedramiona i nadgarstki.
Czuł jak krew uderza do głowy. Mięśnie stały się cieplejsze, a po chwili przyjemnie gorące. To był właśnie znak, mówiący, że już czas.
Wypuścił powietrze i rozluźnił wszystkie muskuły. Postał tak chwilę, wykonując spontaniczne ruchy, odrzucające negatywną energię, która zgromadziła się organizmie.

Rozgrzewkę miał za sobą.


- Ruchy jakie wykonujesz, nie mogą być przypadkowe. Zarówno w walce, jak i w treningu, musisz wiedzieć, co chcesz zrobić. Panować nad sytuacją. Znać ruch przeciwnika. Jako że to, czego cię uczę, winno służyć obronie, musisz obserwować oponenta, wyczuwać, to co chce zrobić. Nie jest to łatwe, choć czasem, zdarza się, że możesz wyczytać to choćby z jego oczu. Przede wszystkim jednak z jego ruchów i balansowania ciałem.
Przyglądaj się zatem uważnie. Obserwuj każde posunięcie i w momencie, gdy widzisz wyprowadzany w twoim kierunku cios, bądź szybszy! Przechwyć go, zaskocz wroga i wtedy dopiero wyprowadź sekwencję uderzeń. Wiedz, że nie zawsze się to udaje, a raczej rzadko. Nie próbuj zatem na siłę wykonać pełnej sekwencji, gdy czujesz, że kolejne ciosy są coraz trudniejsze do pomyślnego wyprowadzenia.
I bądź skupiony absolutnie zawsze! Gdy będziesz słyszał swoje serce, będzie to znaczyło, że panujesz nad koordynacją. Gdy będziesz słyszał bicie serca przeciwnika, znaczyć to będzie, że jesteś zwycięzcą.

Mistrz podniósł z ziemi notatnik oraz ołówek i wrócił na miejsce, powracając do poprzedniego dzieła. Na kartce widać było już kilka kresek, łączących się w ogólny zarys budynku klasztoru.



Nogi lekko ugięte, prawa bardziej z przodu. Ręce wyciągnięte przed siebie. Był gotowy i skupiony. Wczuwał się w bicie swego serca.

Pierwsze uderzenia wykonane rękoma były miarowe, nie za szybkie, ale za to solidne pod względem wykonania. Do tego dodał balansowanie ciałem i przestępowanie z nogi na nogę. Tę sekwencję ruchów, odtwarzał tak wiele razy, że robił to z zamkniętymi oczyma.
Ruchy były coraz szybsze i bardziej zdecydowane. W końcu doszły wymachy nóg, tak groźne i tak silne, dające pewność w ataku z większego dystansu.
Gdyby ktoś przechodził teraz obok, zapewne stwierdziłby, że to tancerz. Finezją chłopak dorównywał najlepszym z nich. Widać, że wiedział co robił, panował nad swoimi krokami, wymachami, uderzeniami.

W jednej chwili taniec ustał. Chłopak będąc w przysiadzie jedną nogę miał wyciągniętą przed siebie, a wyprostowane ręce, jedna nad głową, druga wyciągnięta do przodu, tworzyły niemalże idealny kąt prosty.

Nagle otworzył oczy i zaczął inny układ. Nie wyglądał już tak finezyjnie jak poprzedni. Był bardziej dziki, nieokiełznany, nawet dla niego samego. Ruchy były o wiele szybsze, o wiele bardziej zdecydowane. Na twarzy pojawił się gorzki grymas, jakby bólu albo gniewu.
Do dzikiej choreografii doszły śmiałe wyskoki, skomplikowane i karkołomne ewolucje w powietrzu. Nawet drzewo doczekało się dotyku rozpalonej przez krew skóry. Bowiem to po nim chłopak postąpił w górę z rozbiegu, aby po salcie, wylądować na nogach.
Widok burzył krew w żyłach, dawał siłę. Od samego patrzenia czuło się w sobie energię tak wielką, że można by góry przenosić.
Mnich wyglądał jakby zapomniał o całym świecie. Tak pochłonęła go ta demonstracja siły i umiejętności, że omal nie zauważył przechodzących obok dwóch dziewcząt. Spoglądały na niego i podśmiewały się pod swoimi małymi noskami. Spoglądały na niego jak na mały cud, który dział się tutaj, w tym zupełnie zwykłym miejscu.
Młodzieniec, gdy tylko je zauważył, wylądował na prostych nogach. Był cały spocony, ciało jego lśniło pod wpływem ciepłych promieni słonecznych Wielkiego Brata, który przemierzył tego dnia już dosyć długą wędrówkę. Coda, zaabsorbowany treningiem, nie zwrócił na to szczególnej uwagi.
Stał tak, dysząc, jakby powoli dochodził do siebie po transie, z którego dopiero co wyszedł. Spojrzał na dwie młódki i jakby z niedowierzaniem zmarszczył brwi. One parsknęły śmiechem na cały głos, a ten zaczerwienił się nieco. Podszedł do swoich rzeczy i siadł na ziemi. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie dziewczętom, ale właśnie odchodziły dalej szepcząc coś jedna do drugiej i śmiejąc się.

Odzyskawszy wreszcie oddech, wstał. Popatrzył raz jeszcze na słońce i zdał sobie sprawę, że to odpowiedni moment, aby wrócić na mały stajenny stryszek i tam zacząć medytacje, a po nich wieczorną modlitwę.

Zawinął jeszcze raz swoje rzeczy, po czym założył buty. Wymaszerował w stronę Thoris, sięgając tam, jak na razie, tylko wzrokiem.


- Nie zaniedbuj medytacji. To ważna część twojego dobrego funkcjonowania, zarówno pod względem treningów czy walk, jak również samopoczucia psychicznego, nastroju. To również nie może być twoim obowiązkiem. Nie może być tylko obowiązkiem. Do wszystkiego musisz przywyknąć tak, abyś wykonywał to jako codzienną praktykę, ale również odbierał jako chwilę spokoju, przyjemności, odprężenia, czy po prostu czasu tylko dla ciebie.

Mentor dodał kilka kresek do rysunku, kończąc go. Wstał i podszedł do wiernego ucznia. Położył rękę na jego ramieniu.

- Na dziś to koniec, chłopcze. Będziemy medytować razem, potem modlitwa i trochę snu.
Last edited by Coda on Wed, 17 Oct 2007, 21:12, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Wed, 17 Oct 2007, 21:47

Szedł spokojny, panując nad oddechem, czując doskonale pracę mięśni, wsłuchany w krew płynącą w żyłach, samoświadomy.

Ponad dachami miasteczka wznosiły się odległe, sięgające skłębionych chmur Góry Przeznaczenia – szare ściany pięły się wysoko, rysując się wyraźnie na tle burzowego nieba. To nie był dobry dzień na wędrówkę po ich stromych zboczach, na marsz wzdłuż zdradliwych krętych ścieżek oplatających szczyty.
Pamiętał te góry z wędrówki z Mistrzem – szare, zimne, odpychające. Nigdy wcześniej nie widział kamieni, które tak bardzo zniechęcały do zbliżania się do nich – nagie, ostre granie sugerowały, że są w stanie ciąć do krwi dłonie wędrowców na tyle nieostrożnych, by zapuszczać się pomiędzy wysokie zbocza; głębokie przepaście bez wątpienia najeżone były kośćmi tych, którzy ześliznęli się z wąskich ścieżek, by pogrążyć się w otchłani, w której nikt nie byłby w stanie odnaleźć ich zwłok.

Rzemieślnik – jak sam o sobie mówił – zbudował swój dom w jednej z ukrytych wśród skał dolin. Niewielka przestrzeń na wysoczyźnie z trzech stron otoczona była szarym kamieniem, a z ostatniej wychodziła na głęboką przepaść. Najniezwyklejszym w tym miejscu nie był kamienny dom, ale drzewo, które rosło tuż przy nim – potężne, o wielkich żółtozielonych liściach.
Nie widzieli innych drzew podczas całej przeprawy przez Góry...

Patrzył, jak w jedno ze zboczy uderza jasny zygzak błyskawicy.
Bez wątpienia wywołał lawinę – być może grzebiąc pod zwałem głazów kolejnego nieszczęśnika, który wyruszył w poszukiwaniu owianych legendą skarbów i tajemniczości skrywanych przez wyszczerzone szczyty.

Oderwał wzrok od odległej burzy.
Zbliżał się już do bramy miasta, przed którą stało dwóch strażników, na których twarzach rysowało się bezgraniczne znudzenie i zmęczenie – najpewniej kolejnym dniem straszliwych upałów.
Minął ich spokojnie, kierując się ku znajomej Karczmie.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Fri, 19 Oct 2007, 18:31

Gdy wszedł do stajni, znowu doleciał go przyjemny zapach siana. Wszedł na strych i zostawił tam swoje rzeczy. Zszedł z powrotem, aby przemyć gdzieś spocone ciało. Znalazł koryto z wodą dla koni, więc niewiele się zastanawiając, zrobił co miał zrobić.
Potem wrócił na górę.

Do zmierzchu miał jeszcze trochę czasu. Powinno wystarczyć, aby oddać się medytacjom.
Usiadł na drewnianej podłodze stryszku i zamknął oczy.

- Po treningu, który wykonałeś, twoje ciało pewnie jest zmęczone. Wiedz jednak, że trening jeszcze nie jest zakończony, - rzekł starzec zapalając kolejno kilka świeczek w grocie, w której przebywał ze swoim studentem.

- To był tylko trening fizyczny. Mnisi to nie zwykli wojownicy. Twój trening nie składa się tylko z kształtowania ciała i nauki panowania nad nim. Pamiętasz, gdy mówiłem o skupieniu? Teraz odbędziesz drugą część treningu, czyli medytację. Trening ducha i umysłu.
Jesteś pewnie zmęczony, śpiący. To naturalne, ale tak naprawdę, to tylko twoje ciało to odczuwa. A że nie składasz się tylko z samego ciała, teraz wykorzystasz drugą cześć siebie - ducha.

Wiesz o czym mówię, robiłeś to już wielokrotnie, ale nauka nigdy nie ma końca, toteż słuchaj uważnie.
Wprowadzając się w ten stan, postaraj się wypocząć. Zamknij oczy i odpręż się. Pozwól, aby twoje ciało odpoczywało, ale pamiętaj - tylko twoje ciało! Umysł ma być aktywny, zmysły czujne, a twoja dusza, niech czuwa nad całością.
Tak jak w czasie tamtego treningu, musisz się wsłuchać w siebie. Usłysz bicie swojego serca, poczuj jak krew płynie przez twoje żyły. Wyobraź sobie jakieś przyjemne miejsce i pomyśl, że tam jesteś.
Tam właśnie odbywać będziesz zawsze swój trening. Zawsze tam możesz wrócić, bowiem to miejsce tylko twoje. Będziesz tam zawsze sam, ale jednocześnie z tymi, których tam zaprosisz. Wszystko zależy od ciebie.
Możesz teraz tam iść...


***

Czuł pod stopami miękką trawę i ciepłą ziemię. Zapach kwiatów, pośród zielonych kępek, rozwiany przez delikatny wiaterek uderzał do nosa i sprawiał, że człowiek od razu czuł się zrelaksowany. Włosy powiewały lekko, uderzając w jego policzki. Słońce świeciło gdzieś wysoko, ogrzewając swoimi promieniami wszystko co było na dole. Postąpił kilka kroków dalej i siadł na kamieniu. Zamoczył stopy w wodzie.
Wsłuchiwał się w plusk wody, spadającej z wysoka, ze skał nad nim, wprost na dwa kamienie wystające z wody, umiejscowione na środku oczka. Poszedł w ich stronę. Woda sięgała mu do ud. Gdy był tuż przed nimi, przepłukał twarz i oczy. Spojrzał przed siebie, a na jego ustach jawił się uśmiech.

- Witaj Mistrzu. Cieszę się, że Cię widzę.

Starzec, siedząc na jednym z kamieni, nie otwierając oczu uśmiechnął się ledwo widocznie i odparł:

- Siądź mój uczniu i zacznij swój trening.

Chłopak wdrapał się na drugi kamień i usiadł na nim. Woda spadała na jego głowę, na nagie ramiona, pierś i plecy. Z zamkniętymi oczyma, wyciągnął przed siebie ręce. Ułożył dłonie, jedną na drugiej, a palce splótł w specyficzny sposób. Przypominało to odrobinę niewielki totem.
Medytował.


Gdy otworzył oczy, dookoła nie było już zielonej polanki, pachnących kwiatów ani wodospadu. Za to nadal pachniało sianem. Robiło się jednak troszeczkę chłodno. Wstał i założył ubranie.
Był to najlepszy czas, aby odmówić wieczorną modlitwę. Zszedł po raz ostatni tego wieczora na dół stajni. Wyszedł przez bramę miasta kierując się w stronę zachodzącego słońca. Odszedł kawałek i mając przed sobą twarz Wielkiego Brata chowającego się za horyzontem, uklęknął i oddał pokłon. Potem siedział i wpatrywał się, jak gigant układa się do snu. Szeptał pod nosem słowa modlitwy.

Gdy słońce zniknęło z jego oczu, mnich wrócił na stryszek i rozłożył swoje posłanie. Myślał o dniu jutrzejszym i o wędrówce, która go czekała.

Przydałoby się kilka sucharów na drogę... Chyba będę musiał porozmawiać jeszcze raz z karczmarzem, ale to nad ranem.

Powieki osunęły się, a jego oddech spowolnił.
Coda pogrążył się w lekkim śnie. Jego zmysły, mimo że też odpoczywały, czuwały jak zawsze.
Last edited by Coda on Sun, 21 Oct 2007, 00:27, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Thu, 25 Oct 2007, 21:10

Miecz unosił się w powietrzu.
Prosty, długi, bez zbędnych ornamentów – obracał się powoli dokoła własnej osi.
Nie było żadnych mistycznych słupów światła ani blasków na klindze – prorocy zwykle doznawali objawień skąpanych w jasności...
Był po prostu miecz zawieszony w powietrzu i kamienne ściany rozległego pomieszczenia.

Rozejrzał się – za jego plecami wznosiły się cztery potężne okna, przez które do sali wpadało światło. Przy jednym z nich stała niewysoka postać – odległość nie pozwoliła mu określić dokładnie, kim jest, ale zdawała się przyglądać mu uważnie.
Raz jeszcze popatrzył na broń.

Wyciągnął rękę, chcąc chwycić miecz, który upadł na ziemię, pękając z głośnym brzękiem. Powietrze zawibrowało, gdy echa odbijające się od wysokich ścian wypełniły pomieszczenie.
Przerażony chłopak obrócił się gwałtownie w stronę obserwującej go postaci – okna eksplodowały, a ciemna sylwetka zniknęła nagle spowita deszczem lśniących odłamków.


- ... się stąd, zapijaczona mordo! – usłyszał, siadając gwałtownie.

Otaczało go jedyne przytulne ciepło stajni i zapach siana.
I krzyki na zewnątrz.

- ... wszawej budzie! Ani ja ani żadnen z moich znajomków!
- Wynoś się, powiedziałem, albo straż zawołam!
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Fri, 26 Oct 2007, 20:51

Próbując otrząsnąć się po dziwnej wizji, która ni stąd, ni zowąd pojawiła się w jego głowie, usłyszał jakieś krzyki. Nie wiedział, czy to jeszcze mara, czy już jawa. Przez chwilę myślał o swym śnie, zastanawiał się, co mógł znaczyć. Nie wiedział, a na pewno nie był tego świadomy.
No, w końcu to był tylko sen...

Z zamyślenia wybiły go kolejne słowa, tym razem był pewny, że dochodzą z dołu. Zmarszczył brwi i nadstawił uszu.

Wynoś się, powiedziałem, albo straż zawołam! - usłyszał w końcu.

Nie zastanawiając ani chwili, wstał na nogi i rzucił się ku drabince. W kilku susach znalazł się na dole. Nie wystraszył koni zeskakując na dół. Stały spokojnie, nękane tylko krzykami z okolicy budynku obok.

Wyszedł ze stajni i przyległ szybko do ściany karczmy. Poszedł wzdłuż niej, zmierzając w stronę głównego wejścia. Dochodząc do krańca ściany, wyjrzał badawczo zza rogu, próbując zorientować się w sytuacji.
Last edited by Coda on Thu, 1 Jan 1970, 01:00, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Sun, 28 Oct 2007, 21:52

Pijany mężczyzna kołysał się i wygrażał pięścią w kierunku drzwi karczmy. Krótkie włosy miał zwichrzone, a ubranie zabrudzone pyłem placu – najwyraźniej został wyrzucony w dosłownym znaczeniu tego słowa.
Na schodach wiodących do "Srebrnego Lisa" nie było nikogo – nikt nie przejmował się już tym, co usunięty z lokalu pijak ma do powiedzenia. A do powiedzenia, a raczej – do wykrzyczenia, miał jeszcze sporo:

- Parszywa dziura! Twoje piwo smakuje jak końskie szczyny, Silberfuchs! – Wygrażał ścianom karczmy zaciśniętymi pięściami.

Coda patrzył zniesmaczony na ledwo utrzymującego równowagę pijaka. Z takimi scenami nie miał dotychczas do czynienia. Mistrz, co prawda, opowiadał mu o zagrożeniach płynących z używania alkoholu, ale tak dosadnego przykładu młodzieniec nie oglądał.
Mężczyzna wykrzykiwał inwektywy, pluł i machał rękami. Po czym odwrócił się i ze spuszczoną głową ruszył w kierunku kamienic pogrążonych w ciemnościach.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Sun, 28 Oct 2007, 23:51

- Biedaczysko... - szepnął pod nosem.

Oparł się o ścianę i spojrzał w niebo. Gwiazdy świeciły wysoko na niebie, towarzysząc księżycowi w jego podróży.
Coda przetarł oczy, przeciągnął się i ziewnął.

Chyba lepiej będzie, jeśli po prostu wrócę na strych.

Jak pomyślał, tak zrobił.
Wolnym krokiem powędrował do drabinki i wspiął się na górę. Podszedł do swojego posłania i poprawił je. Usiadł, a jego wzrok, niby niedaleko przed nim, utkwił gdzieś w niebycie.
Młody mnich przypomniał sobie jak w Zakonie po treningach i medytacjach układał się do snu. Nikt w nocy nie budził go krzykami, a on sam śnił raczej spokojnie. Wielkie mury Klasztoru broniły jego mieszkańców przed wszelkim niebezpieczeństwem. Młodzi studenci mogli spać spokojnie. Wtedy było inaczej...

Oj tak, było inaczej, zupełnie inaczej...

Chłopak ułożył się do snu i zamknął oczy.
Last edited by Coda on Thu, 1 Jan 1970, 01:00, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Tue, 30 Oct 2007, 08:45

Obudziły go pierwsze promienie słońca, przedzierające się na stryszek pomiędzy deskami. Zapowiadał się kolejny słoneczny dzień - dobry dzień na kontynuowanie podróży.

- Najdalej za trzy tygodnie będę z powrotem – dobiegło z dołu. – Do tego czasu nie podejmujcie żadnych działań. Usypiamy całą sprawę. Poza tym niedźwiedź jest strasznie niebezpieczny, lepiej będzie się przyczaić aż poczuje się nietykalny.

Mężczyzna mówił szeptem. Jego głosowi wtórowało pobrzękiwanie końskiej uprzęży.

- Będziemy się rozglądać – odpowiedział mu drugi głos, - i mieć baczenie na to, co dzieje się wokół. Wiemy, co robić, jakby zaczęli się rzucać.

- Macie nic nie robić – warknął pierwszy. Kopyta uderzały o klepisko stajni. – czekacie na mój powrót albo na wieści. Bez wyraźnego rozkazu nie robicie niczego. Już popełniliśmy błąd, na kolejny nie możemy sobie pozwolić.

- Tak jest, panie.

Skrzypnęły drzwi. Głosy umilkły. Jeszcze tylko przez chwilę Coda słyszał dźwięk kopyt rozpędzającego się konia. A potem znów został sam ze swoimi myślami.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.