Poufność i Siła

Okazały, dwupiętrowy budynek stojący na wprost wschodniej bramy miasta.
Oprócz smacznych posiłków i przedniego piwa, karczma oferuje odpoczynek strudzonym wędrowcom.

Moderator: Strażnicy

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Tue, 30 Oct 2007, 23:33

Gdy Coda otworzył oczy, poczuł na twarzy ciepłe promienie słoneczne, bez trudu prześwitujące przez przerwy między deskami ścian. Poczuł się przyjemnie, gotów był wstać i z marszu kontynuować podróż. Jego sen, mimo że lekki, zapewniał mu dostateczny poziom regeneracji, zarówno fizycznej jak i psychicznej.
Zanim wstał, z dołu stajni usłyszał rozmowę jakichś osób. Leżał przez chwilę nieruchomo i przysłuchiwał się.
Głosy nie wydały mu się przyjazne. Mowa była o jakimś niedźwiedziu, który miał nabrać animuszu.

Łowcy? Traperzy? - zaczął się zastanawiać.

Drugi mężczyzna jednak - może nie wprost, ale dość dosadnie - wspomniał o, jakby nie było, przemocy. W dodatku mówił o kimś w liczbie mnogiej.
W chwilę po tym jak pierwszy mężczyzna wyraźnie wydał drugiemu rozkazy, obaj zniknęli ze stajni.

Mnich wstał i szybko zwinął posłanie. Zapakował je w swoje tobołki i zabrał razem z kosturem. Zszedł na dół i podszedł do drzwi budynku. Wyjrzał dyskretnie, po czym wyszedł i skierował się do drzwi karczmy.
Karczmarz stał jak zwykle za szynkwasem. Chłopak podszedł do niego dość szybkim, zdecydowanym krokiem.

- Dzień dobry gospodarzu. Jednak widzicie mnie jeszcze raz przed moim wyjściem, - uśmiechnął się. - Wybaczcie, że tak was ciągle zamęczam, ale mam jeszcze prośbę i pytanie... Po pierwsze, chciałem prosić o kilka sucharów na drogę. Wędrówka daleka, niemądrze byłoby podróżować z pustym i żołądkiem i plecakiem, - zaśmiał się cicho.

Po tych słowach chłopak rozejrzał się dyskretnie wokoło i nachylił bardziej do rozmówcy.

- Druga rzecz, mości karczmarzu, - zaczął, mówiąc cicho, niemalże szeptem, - to, że byłem świadkiem dość ciekawej rozmowy. Zaraz po tym jak wstałem, mimowolnie podsłuchałem dwóch mężczyzn i od razu mogę wam powiedzieć, że nie były to ciekawe typki. Jeden mówił coś o niedźwiedziu, ale, jak dla mnie, nie miał na myśli żadnego zwierzęcia, a drugi, najwyraźniej podwładny, biorąc pod uwagę sposób, w jaki zwracał się do pierwszego, wspomniał, że wie co ma zrobić, gdyby ktoś robił im problemy. Pierwszy nakazał mu jednak nic nie robić i czekać na wieści od niego albo powrót.
Potem obaj wyszli.
Co o tym myślicie? Coś wam się kojarzy?
Last edited by Coda on Thu, 1 Jan 1970, 01:00, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Thu, 1 Nov 2007, 20:03

Karczmarz patrzył na chłopaka z poważną miną. Wysłuchał każdego słowa, po czym przez chwilę milczał, jakby zastanawiając się, jakie było znaczenie przekazanych mu przez gościa nowin. Potem podniósł wzrok i popatrzył w oczy młodzieńca.

- Różni ludzie zatrzymują się w mojej karczmie – zaczął monotonnym głosem, - nie mam sposobu na to, żeby sprawdzać, czym się zajmują, chłopcze. Zresztą, nawet gdybym miał, to chyba i tak bym tego nie robił, to praca Straży Miejskiej, nie moja.
Nie słyszałem, żeby niedźwiedzie z okolicznych lasów stały się ostatnio szczególnie agresywne, ale ze zwierzakami nigdy nic nie wiadomo.
Nie wiem też, dlaczego ktoś miałby robić problemy z powodu polowań – okoliczne lasy nie należą do żadnego możnowładcy, więc każdy może w nich łowić zwierzynę. Każdy, kto posiada umiejętności i odwagę.

Wzruszył ramionami i uśmiechnął się bezradnie. Po chwili jednak w jego oczach zabłysł promyk podejrzliwości:

- Chyba nie jestem w stanie pomóc ci w żaden sposób. A swoją drogą, od kiedy członkowie twojego zakonu podsłuchują cudze rozmowy i wypytują na temat nieznajomych?
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Thu, 1 Nov 2007, 21:55

To, co karczmarz mu odpowiedział, niewiele wyjaśniło. W niczym praktycznie też nie pomogło. Ale chłopak miał dziwne wrażenie, że jego rozmówca nie do końca mówił prawdę.
Z jakich względów? Na to pytanie nie potrafił sobie odpowiedzieć.

- Tak, tak, pamiętam co mówiliście o Mistrzu Blackthornie i byciu ciekawskim. Wiem też, co o tym sądzicie... Nie zaradzę nic na to, niestety, widocznie jestem ciekawski z natury, a jej nie da się zmienić - zripostował.

Chłopak przez chwilę nic nie mówił, jakby wahał się nad swoim następnym czynem. Widocznie mu to przeszkadzało. W końcu jednak zmrużył oczy i popatrzył na karczmarza mówiąc:

- Wiem, że to nie ja jestem tu od udzielania rad, i może to trochę niegrzeczne z mojej strony, względem dobroci jaką mi okazaliście, ale... - znów się zawahał, - czasami po prostu należy być ciekawskim. Lepiej mieć oko na to, co się dzieje dookoła, żeby móc się spodziewać tego, co może się stać. Często niespodziewanie.
Thoris może nie jest dużym miastem, choć osobiście niewiele miast widziałem, ale i tutaj może zadziałać zła moc. Ci dwaj wydali mi się podejrzani i dlatego wam o tym mówię. Ufam wam.

Chłopak oparł się o ladę łokciem i spojrzał w drugą stronę.

- Swoją drogą... bezpieczna ścieżka jest dobra, ale nie pozwala widzieć wszystkiego. To droga kucharza, albo rolnika, nie czempiona.

Spojrzał jeszcze raz na gospodarza, odrobinę zrezygnowanym wzrokiem i zapytał:

- To jak z tymi sucharami?
Last edited by Coda on Thu, 1 Jan 1970, 01:00, edited 1 time in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Fri, 2 Nov 2007, 02:13

- To faktycznie niegrzeczne – powiedział surowym tonem karczmarz, - i tylko przez wzgląd na twego Mistrza nie wyrzucę cię z mojej karczmy.

Mężczyzna wyprostował się – nagle wydał się Codzie dużo wyższy i bardziej postawny, niż dotychczas. Dobrotliwa twarz stężała w wyrazie zawodowego spokoju i moralnego potępienia.

- Jeżeli ścieżka czempiona, którą chcesz podążać, doprowadzi cię do wieku, jakiego mnie udało się dożyć, będziesz miał prawo pouczać. Do tego czasu jednak, powinieneś przypomnieć sobie nauki swego mistrza, nieopierzony smarkaczu, i trzymać język za zębami, kiedy rozmawiasz z ludźmi, o których życiowych doświadczeniach niczego nie wiesz.
Umiłowana przez twe próżne serce droga czempiona – wymawiał te dwa słowa z wyraźnym przekąsem, jakby oznaczały coś niepoważnego lub nieprzyzwoitego, - wielu takich jak ty zawiodła już do gwałtownej i bezsensownej śmierci, która, wierzaj mi, mniej jest warta, niż czyny, jakich dla przedłużania i uprzyjemniania życia dokonują kucharze i rolnicy, których dzieł docenić nie potrafisz.

Schylił się i sięgnął pod bar, by wyciągnąć stamtąd wiklinowy koszyk wypełniony złocistymi sucharami. Postawił go na szynkwasie przed chłopakiem.

- Weź, ile potrzebujesz, koguciku. Weź i ruszaj w pogoni za swoim marzeniem o bohaterstwie. I nie wracaj tu, dopóki nie zrozumiesz nauk swego Mistrza, bo do tego czasu nie mamy ze sobą o czym rozmawiać.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Coda
Posts: 20
Joined: Sat, 8 Sep 2007, 23:47
Contact:

Post by Coda » Fri, 2 Nov 2007, 18:46

Jak rany! Czy Ci ludzie nigdy będą umieli zrozumieć tego co się do nich mówi!? - wykrzyczał w myślach.

Rzeczywiście, w jego głowie kłębiło się teraz tysiąc myśli - jakby karczmarzowi powiedzieć, że nie o to mu chodziło i że chłop opacznie go zrozumiał...
Z drugiej strony, sam przed momentem powiedział, że natury nie da się zmienić...

Droga czempiona to nie droga zuchwalca i nie to chciałem powiedzieć, przecież wiem, że nie to! - tłumaczył się sam przed sobą, na zewnątrz widać było tylko skwaszoną minę.

Tym razem nie pomyślał dwukrotnie zanim otworzył usta. No i tylko tyle mu zostało - przekonywać samego siebie, co tak naprawdę chciał mężczyźnie przekazać - że są w życiu chwile, w których trzeba działać... Że trzeba czasem dopomóc losowi i chwycić feniksa za ogon.
No cóż, widocznie ten starszy mężczyzna wiedział, widział i doświadczył o wiele, wiele więcej, niż młokos mógł sobie w najśmielszych oczekiwaniach wyobrazić. Albo po prostu był tak zuchwały, jak wydawało mu się, że młodzik był.
Tak czy inaczej, słowa, w których poruszył temat nauk Mistrza podziałały na Codę.

Ze spuszczoną głową wyciągnął rękę do koszyka z sucharami. Wziął w garść tyle, ile mógł swobodnie chwycić. Rozsupłał tobołki i włożył do nich prowiant.
Odsunął się od lady i wyciągnął przed siebie ręce z prawą pięścią schowaną w lewą dłoń. Ukłonił się lekko na pożegnanie.
Nie chciał okazywać pokory. Nie był skromny. Był po prostu sobą.
Odwróciwszy się powoli, wywędrował z karczmy bez słowa. Nie chciał tu już wracać, ale wiedział, że i tak to zrobi.

Na zewnątrz było ciepło, słońce dawało znać o swojej obecności. Przez chwilę zastanawiał się, czy iść do straży wypytywać o tych dwóch, czy ruszać dalej...
Najpierw jednak, miał do zrobienia ważniejszą rzecz, niż obie wcześniej wspomniane.
W momencie odrzucił manatki i kij treningowy i padł na kolana. Oddał pokłon Wielkiemu Bratu, który co prawda już rozpoczął wędrówkę i, jakby nie było, rytuał powitania go był ciut spóźniony, ale to zdarzało się już Codzie wcześniej i liczył się fakt dopełnienia ceremonii. Odmówił krótką modlitwę i stanął na nogi, podnosząc jednocześnie rzeczy.
Otrzepał spodnie z kurzu i rzekł sam do siebie:

- Skoro Mistrz ufa temu człowiekowi, to ja też powinienem...
Last edited by Coda on Sat, 3 Nov 2007, 03:44, edited 3 times in total.
MĂŞÂżczyzna Âśredniego wzrostu, solidnej postury. WÂłosy dÂługie, czarne, zwiÂązane w kucyk. Oczy dwukolorowe - lewe zielone, prawe piwne.
Nosi czarne, lekkie ubranie - luŸne spodnie ze wzorami po bokach, haftowanymi w kolorze z³otym; koszula z wysokim, sztywnym ko³nierzem; na wierzchu szata do kolan, bez ko³nierza, zapinana od pasa pod szyjê, z przodu od pasa w dó³ szerokie wyciêcie umo¿liwiaj¹ce swobodne poruszanie siê.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Fri, 2 Nov 2007, 20:22

Witam,

Coda - serdecznie zapraszam w Góry Przeznaczenia .

A.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Fri, 7 Dec 2007, 23:58

Grodmir

Czuł, że po raz kolejny wystrychnięto go na dudka.
Ludziom po prostu nie należało ufać – albo nic nie znaczyło dla nich ich własne słowo, albo nie przykładali wagi do słowa danego krasnoludowi.
Tak, czy owak – nie warto było się nimi przejmować.

Klienci wchodzili i wychodzili, gwar w karczmie nie cichł nawet na chwilę.
Grodmir siedział naprzeciwko pustej szklanicy, nie słysząc rozmów, nie zwracając uwagi na nikogo z otaczających go ludzi. Był coraz bardziej zirytowany; nie – był wściekły. Wściekły, że próbował mierzyć swoją miarą przedstawicieli rasy tak dalece niegodnej zaufania.

Konrad przynajmniej zostawił wiadomość!
Last edited by Astarael on Fri, 8 Aug 2008, 21:15, edited 1 time in total.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Grodmir
Ambasador Krasnoludów
Posts: 182
Joined: Wed, 7 Mar 2007, 13:07
Location: Baragm-Dred
Contact:

Post by Grodmir » Fri, 25 Jul 2008, 11:02

Czas płynął, miarowo odmierzany otwieraniem się drzwi i falowaniem otaczającego Grodmira karczemnego szumu. Wszystko to zlewało się z szumem wypitego piwa, którego za mało jeszcze było by zamotać w głowie, lecz całkowicie dość, by zrobiła się ona ciężka...

Grota pełna skarbów przytrzaśniętych smoczym truchłem... Ciężar mitycznego miecza w dłoni... Baragm-Dred piękne jak nigdy, przyjmujące z powrotem swojego bohatera... Biesiada... Kłaniający się ludzcy kupcy, wśród których można było dostrzec twarz Levy'ego, Felixa, a nawet Konrada...

Grodmir obudził się nagle, prostując się na krześle, jedną ręką sięgając po broń. Potrzebował ładnej chwili, by zorientować się gdzie był.
Wpierw dotarło do niego, że siedział w karczmie, nie był pewien, ile czasu przespał. Obudzić go mógł zwykły klient przechodzący obok, albo obsługa. Nadal lekko otumaniony przerwanym snem rozejrzał się wokół.
Last edited by Grodmir on Thu, 1 Jan 1970, 01:00, edited 1 time in total.
Za dobrze utrzyman¹, rudaw¹ brod¹ kryje siê szeroka twarz. G³êboko osadzone, niewielkie, ciemne oczy spogl¹daj¹ na œwiat nieruchomo. Jest wysoki jak na swój gatunek i postawny. Nosi siê prosto i biednie. Przy pasie przytroczony ma krótki miecz, a na plecach dwurêczny topór.
Wymiary: 156cm i 84kg

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Fri, 8 Aug 2008, 21:49

Klientów było niewielu, raczej pochylonych nad talerzami, niż kuflami, co oznaczać musiało, że była już późna pora obiadowa. Skupieni na posiłku ludzie nie wyglądali na miejscowych, więc prawdopodobnie, jak Grodmir, byli gośćmi Karczmy.
Ani śladu Levego...

Nie było sensu czekać dłużej, jeżeli chłopak nie pojawił się do tej pory, to oznaczało, że już się nie pojawi. Kolejny raz Grodmir mógł co najwyżej pokiwać z politowaniem nad ludzkim brakiem szacunku do własnego słowa i moralnością, której wstydziłyby się nawet gobliny.

Za barem stała wyglądająca na znudzoną dziewczyna z długim warkoczem – opierała się o bar łokciami i bawiła się trzymaną w dłoni wstążką. Fala spragnionych piwa fizycznych robotników opuściła bar zapewne dłuższą chwilę temu – Jak długo spałem? Godzinę? Dwie? – i wróciła do swoich zajęć, pozostawiając „Lisa” podróżnikom, których głód na chwilę oderwał od interesów.

I Grodmirowi – krasnoludowi, który chwilowo czuł się jak wagon z węglem, który na zakręcie kopalni wypadł z szyn i toczył się przez mrok, straciwszy drogę do celu.
Nadszedł moment, by podjąć jakieś decyzje bez oglądania się na ludzi – nawet będąc pośród nich, nie musiał być od nich zależny. Zresztą – na Thoris kończył się teren, który ludzie uważali za „swój”, za „oswojony” – dalej była już tylko dzicz niedostępna dla cywilizowanych ras – nieokiełznana i agresywnie i zazdrośnie strzegąca swoich skarbów...
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Grodmir
Ambasador Krasnoludów
Posts: 182
Joined: Wed, 7 Mar 2007, 13:07
Location: Baragm-Dred
Contact:

Post by Grodmir » Fri, 8 Aug 2008, 22:44

Jeszcze chwilę na przypomnienie sobie, na jakim świecie żył i przetarcie oczu dał sobie Grodmir, po czym wstał z cichym stęknięciem.
Zdarzenia ostatnich dni wytrąciły go trochę ze stabilnego i właściwie prostego życia, o ile mogła być o takim mowa wśród dziwacznego otoczenia jakim byli ludzie i ich świat. Jak widać, tyczyło się to nawet rytmu snu i czuwania - tak istotnego, gdy od widoku słońca oddzielała cię lita skała.
Pojawiające się i znikające oferty, kradzież wziętej jeszcze z domu fajki, ułuda wielkiej szansy, a teraz na dodatek zniknięcie na poły umówionego partnera. Zapewne dla przedstawiciela dominującej rasy to byłaby chwila na rozważania. Dla krasnoluda odwrotnie: Gdy tracisz kontrolę, to najwyższa pora by działać -oto podziemna recepta na radzenie sobie z dezorientacją.

Dość więc wątpliwości.

Dla Grodmira następne działania zdały się nagle oczywiste.
Podarowano mu bezcenny miecz. Nawet jeżeli dla darczyńcy był to śmieć, nawet jeśli darczyńca sam był śmieciem, zostało zaciągnięte zobowiązanie potwierdzone gestem i słowem. Trzeba więc je spełnić. Reszta to tylko para przesłaniająca hartującą się stal.
Z tak powziętym postanowieniem Grodmir zabrał swoje rzeczy i wyszedł z karczmy. Krokiem stabilnym jak nadciąganie czoła lodowca skierował się tropem Levego do kowala.
Last edited by Grodmir on Wed, 18 Mar 2009, 15:07, edited 4 times in total.
Za dobrze utrzyman¹, rudaw¹ brod¹ kryje siê szeroka twarz. G³êboko osadzone, niewielkie, ciemne oczy spogl¹daj¹ na œwiat nieruchomo. Jest wysoki jak na swój gatunek i postawny. Nosi siê prosto i biednie. Przy pasie przytroczony ma krótki miecz, a na plecach dwurêczny topór.
Wymiary: 156cm i 84kg

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Wed, 18 Mar 2009, 15:09

Zapraszam TUTAJ
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.