Fala gorąca

Okazały, dwupiętrowy budynek stojący na wprost wschodniej bramy miasta.
Oprócz smacznych posiłków i przedniego piwa, karczma oferuje odpoczynek strudzonym wędrowcom.

Moderator: Strażnicy

User avatar
Gwidon
Posts: 49
Joined: Sat, 7 Apr 2007, 20:48
Contact:

Post by Gwidon » Sun, 8 Jul 2007, 07:10

Ci ludzie pogłupieli czy co? - zdziwił sie mieszaniec patrząc na wyciągniętą rękę. - Tak wyciągnąć rękę żeby można ja było odgryźć, albo w inny sposób uszkodzić?!. Aaaa... - nagle doznał olśnienia - to ma sens! No, jeśli podam mu rękę teraz to będzie oznaczało zaufanie do niego. A nawet jeśli nie byłby go wart to i tak powinienem być szybszy.

Podał rękę Nortanowi, przyglądając mu sie podejrzliwie i w napięciu, choć starał się tego nie okazywać. Jego uścisk był mocny i pewny, lecz nie trwał zbyt długo. Szybko cofnął rękę w bardziej bezpieczne miejsce i dopiero wtedy opuściło go napięcie, a na twarz wypłynął uśmiech.

- Mówisz, iż opowiadasz bajki i legendy? - bardziej stwierdził niźli zapytał.

Mistrz wiele mi opowiedział, ale może on będzie miał inne ciekawe opowieści. Zresztą te nigdy sie chyba nie kończą. Można je snuć i snuć.

- To w takim razie może mi uraczysz mnie jakowąś opowieścią? Z przyjemnością Cię posłucham.
Last edited by Gwidon on Sun, 8 Jul 2007, 11:16, edited 1 time in total.
"Ale œmierÌ w pierwszym zamyœle nie mia³a byÌ kar¹. Pozwala wam odejœÌ, porzuciÌ œwiat, nie jesteœcie z nim zwi¹zani czy to w nadziei, czy w znu¿eniu. Które wiêc pokolenie powinno zazdroœciÌ losu drugiemu?"
J.R.R.Tolkien [i]Silmarillion[/i]

User avatar
Nortan
Posts: 96
Joined: Sun, 13 May 2007, 15:12
Contact:

Post by Nortan » Sun, 8 Jul 2007, 14:00

Nortan okazał przyjacielski uśmiech, po tym jak Gwidon uścisnął jego dłoń, a następnie sam zasiadł na krześle.

- Naturalnie! - Odparł śmiało z uśmiechem - niech sobie dobrze przypomnę jakąś. Najgorsze co może się przytrafić, to zagubienie się we własnej opowieści.

Hm. Legenda, która ma go zainteresować... Mówił, że ma duże powiązania z lasem, to bardzo ważne. Magii jedni się boją, innych przyciąga, ale każdego intryguje. Hm, hm, hm, hm, hmmm... Tak, ta będzie dobra.

- Dobrze więc, słuchaj uważnie. W moich podróżach, zabrnąłem do pewnej karczmy. Spotkałem tam barda, który opowiedział mi historię, która podobno zdarzyła się w małej wiosce, jakieś cztery, lub pięć dni drogi stąd w głębi lasu. Ale do rzeczy:

W głębi lasu jest dolina, a w niej malutka wioska. Żył w niej człowiek imieniem Andre Froin, był on najbardziej lubianym i rozsądnym osobnikiem, dlatego ludzie zazwyczaj go słuchali. Pewnego poranka, gdy zbierał grzyby w lesie, Andre natknął się na jaskinię, której - co dziwne - przez tyle lat nie widział. Nigdy wcześniej jej tutaj nie było! Bardzo zaciekawiony, zbiory zostawił za krzaczkiem i ostrożnym krokiem zbliżył się i obejrzał jaskinie. Wewnątrz było bardzo ciemno, toteż nazbierał kilka kamyczków sprzed wejścia i odsunął się najdalej, jak mógł. Stamtąd rzucił jednym do środka i ukrył się za drzewem czekając, czy ktoś stamtąd wyjdzie. Po tym jak nic się nie stało rzucił drugim, trzecim, czwartym i schował się czekając. Nic. Zupełnie nic się nie stało - nikt, ani nic nie wyszło, toteż dużym łukiem, poszedł po swoje zbiory i wrócił do wioski to ogłosić. Ludzie byli zaskoczeni i część przestraszona, bo przez tyle lat nie wiedzieli o tym, a mogła tam mieszkać jakaś bestia.
Po opowieści, gdy ludzie się rozeszli, kilkoro młodych śmiałków zgłosiło się do eksploracji jamy, Andre oświadczył im:

"- Jeżeli będziecie mieli dobry ekwipunek ze sobą, to i ja zabiorę się z wami."

Chłopi czym prędzej ruszyli w swoje chaty i ku zaskoczeniu Andre, odwiedzili jego dom z ostrym orężem, tarczami i kolczugami na sobie. Froin widząc to, wyruszył zgodnie z danym słowem do jaskini z ochotnikami przy sobie, wcześniej informując ludzi, aby powiadomili straż w najbliższym większym mieście, gdyby nie wrócili.

Niedługo zajęła im podróż. Z pochodniami w rękach zeszli do jaskini. Tunel na jaki się natknęli był krótki, ale obfity w złoża srebra. Uradowani pobiegli z powrotem do wioski ogłaszając co odkryli. Po kilku miesiącach do wioski zawitali kupcy, a kopalnia dobrze pracowała dzięki wynajętym specjalistom. Andre doskonale zorganizował wydobycie, tak, aby każdy z wioski mógł zarobić tyle samo.

Lecz miesiące szczęścia kiedyś musiały się zakończyć, a w zastępstwie tragedia zawitała w ich progi. Jednego dnia kopacz dobił się do podziemnego jeziora. Woda szybko przebiła ścianę i zalała kopalnię, zabijając ludzi w niej.
Szybko zalewać zaczęła małą dolinę. Woda lała się i lała, nie było jej końca. Ludzie w panice wybiegali z doliny i w płaczu patrzyli jak toną ich domy.

Nagle w tłum weszła trzymetrowa istota! Jeleń, z tułowiem i twarzą człowieka. Miała rogi zawinięte jak baran i długie na pół metra poszarpane elfie uszy. W masywnych trójpalczastych dłoniach dzierżyła kostur.
Mieszkańcy zaczęli uciekać, odsuwać się, klękać, błagać o litość, istota spojrzała na nich wszystkich zimnym, srogim wzrokiem i ze spokojem weszła do doliny. Po tafli wody podążyła w kierunku kopalni.
Po kilku chwilach, gdy istota zniknęła między drzewami woda ustała. Ludzie osłupieni z niedowierzaniem patrzyli na cuda dziejące się przed ich oczami.
Zwierzoczłek powrócił jeszcze do doliny, jednym powolnym ruchem ręki spowodował, że cała woda wyparowała. Po tym powiedział magicznym głosem do tłumu tak, że niektórzy z nich bez efektu zakrywali uszy z cierpienia:

"-Darów wam danych nie umiecie docenić. Zachłanność przemawia przez każde wasze słowo! Nauczcie się doceniać tego, co dostajecie, lub umrzyjcie..."

To wypowiedziawszy wszedł w głębie lasu i zniknął.
Po dniach ludzie się uspokoili, a przed jaskinią podobno stoją jakby zamarłe enty z pazurami wyciągniętymi do każdego, kto chciałby wejść. Mieszkańcy za całe srebro, które im zostało, najęli najlepszego rzeźbiarza, a on w skale wykuł postać istoty, która uratowała wieś.

Wieśniacy podobno nie lubią mówić o tym zdarzeniu, bo jest ono tylko świadectwem ich głupoty. Tę istotę zowią królem druidów, ojcem naturą, czy nawet bogiem, do którego składają dary w podzięce, a niektórzy nawet się modlą.

- Nigdy nie mogłem tego sprawdzić, ale legenda mi się podoba. Może kiedyś droga tam prowadząca zwabi i moje stopy... Kto wie...
Last edited by Nortan on Mon, 9 Jul 2007, 10:05, edited 1 time in total.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Wed, 11 Jul 2007, 18:28

Mieszko zastanawiał się, czy znajdzie sobie nowe miejsce w życiu. Teraz, kiedy pozostawił za sobą wszystko, co wiązało go z przeszłością, kiedy pozbył się ostatnich pozostałości przytrzymujących go w dawnym, dobrym czasie, miał nadzieję, że wydarzy się w jego życiu coś, co pozwoli mu żyć dalej – dobrze i w zgodzie z wpajanymi mu przez bliskich zasadami.

Po kilkunastu dniach podróży udało mu się dotrzeć do miasta – bramy były zachęcająco otwarte, a zajęci spokojną pogawędką strażnicy miejscy sugerowali swoją postawą bezpieczeństwo okolicy.

Chłopak przekroczył bramę z ulgą – ostatnie dni były bardzo gorące i nic nie zapowiadało, by dzisiejszy miał być inny. Miał nadzieję na ukrycie się przed upałem.

Uczynni mieszkańcy skierowali go do karczmy „Pod Srebrnym Lisem”. W głównej sali było o tak wczesnej porze jedynie dwóch gości zajętych rozmową.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

Anonymous

Post by Anonymous » Wed, 11 Jul 2007, 20:46

Wchodząc do karczmy, Mieszko otarł pot z czoła.

Wreszcie mogę odpocząć w cieniu po długiej podróży na słońcu pomyślał z ulgą.

Rozejrzał się po sali, spojrzał na gości. Jego wzrok zatrzymał się na barze. Podszedł do kontuaru, siadł na stołku, kładąc swoją torbę na ziemi i zniecierpliwiony zabębnił palcami w drewno.

Nie było nikogo z obsługi.
Last edited by Anonymous on Wed, 11 Jul 2007, 20:59, edited 1 time in total.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Wed, 11 Jul 2007, 22:39

Mieszko starał się zwrócić na siebie uwagę karczmarza, który nagle pojawił się za ladą. Udało mu się jednak uzyskać jedynie krótkie skinienie głowy.
Zaaferowany mężczyzna szybkim krokiem ruszył w stronę dwóch mężczyzn, którzy rozmawiali o czymś szalenie interesującym.

Nortan poczuł zapach fasoli i mięsa zanim jeszcze szynkarz zdążył podejść do stołu. Poczuł, jak ślinka napływa mu do ust.
Siedzący naprzeciwko niego mężczyzna nie był jednak tak uważny – aż podskoczył, gdy drewniany talerz uderzył o blat.

- Proszę, - powiedział karczmarz. – należy się osiem miedziaków – dodał, stawiając na stole kubek i glinianą butelkę z uchem.
Założył kciuki za fartuch i popatrzył z wysoka na młodego grajka.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

Anonymous

Post by Anonymous » Thu, 12 Jul 2007, 11:27

Mieszko niecierpliwie siedział na krześle.

Mało coś dziś ludzi w karczmie - myślał - może dlatego, że obsługa fatalna....

Starał się podsłuchać o czym rozmawiało siedzących nieopodal dwóch ludzi.
Last edited by Anonymous on Thu, 12 Jul 2007, 22:40, edited 2 times in total.

User avatar
Nortan
Posts: 96
Joined: Sun, 13 May 2007, 15:12
Contact:

Post by Nortan » Thu, 12 Jul 2007, 22:03

Ach! Jedzenie! Mmm... A jakie zapachy... Raj, to jest po prostu raj... - myśli szczęścia przechodziły mu bez ustanku przez głowę.

Spojrzał na karczmarza z uśmiechem i błyskiem w oku. Gwałtownie wstał, uściskał go mocno, ucałował w policzek, następnie w czoło.

- Ratujesz mi życie, przyjacielu... - powiedział szczęśliwy, czym prędzej wyjął z sakwy dziesięć miedziaków i wręczył karczmarzowi jeszcze raz całując go w czoło. Usiadł i już chciał kulturalnie zasmakować potrawy, kiedy spojrzał na towarzysza przy stole i zapytał:

- Poczęstujesz się? I co sądzisz o opowieści?
Last edited by Nortan on Thu, 12 Jul 2007, 22:18, edited 1 time in total.
MÂłody mĂŞÂżczyzna z naturalnie delikatnÂą cerÂą oraz czarnymi, dÂługimi wÂłosami i piwnymi oczami. Z sympatycznym wyrazem twarzy i o przyjacielskim uÂśmiechu. WzroÂście 170cm i wadze okoÂło 70kg. Odziany w dobrej jakoÂści ubranie.

User avatar
Gwidon
Posts: 49
Joined: Sat, 7 Apr 2007, 20:48
Contact:

Post by Gwidon » Fri, 13 Jul 2007, 09:57

Gwidon patrzył zdziwionym wzrokiem to na Nortana, to na karczmarza. Jego brwi powędrowały do góry, a czoło się zmarszczyło.

Niee... ja ich nigdy nie zrozumiem.

Mieszaniec machnął ręką, jakby odżegnując się od jakichś myśli i spojrzał na siedzącego przed nim bajarza, zastanawiając się co ma sądzić o jego opowieści. Mogła być nawet prawdziwa.
Półelf nauczył sie w swym życiu ze nie należy każdej historii traktować dosłownie i przyjmować za fakt.

A jeśli była prawdziwa, to kim był ten druid? Duchem jeno, czy też kolejnym sługą natury?
W każdym bądź razie chętnie spotkałbym się z nim, choć perspektywy ku temu w najbliższym czasie raczej mam marne. Ale kto wie co przyniesie jutrzejszy dzień?

Zresztą, nieważne. Prawdziwa czy nie, ta opowieść odzwierciedla moje odczucia na temat ludzi. Choć nie... nie wszyscy tacy są.
Cóż, do nich nie stosują się chyba żadne ogólne pojęcia i każdego trzeba rozgryzać osobo. To tak, jak z drzewami, niby są takie same a każde inne.


- Cóż... była interesująca. - odpowiedział w końcu oszczędnie.
Last edited by Gwidon on Fri, 13 Jul 2007, 20:38, edited 1 time in total.
"Ale œmierÌ w pierwszym zamyœle nie mia³a byÌ kar¹. Pozwala wam odejœÌ, porzuciÌ œwiat, nie jesteœcie z nim zwi¹zani czy to w nadziei, czy w znu¿eniu. Które wiêc pokolenie powinno zazdroœciÌ losu drugiemu?"
J.R.R.Tolkien [i]Silmarillion[/i]

User avatar
Nortan
Posts: 96
Joined: Sun, 13 May 2007, 15:12
Contact:

Post by Nortan » Fri, 13 Jul 2007, 12:47

Nortan uśmiechnął się lekko i przystąpił do powolnego jedzenia i - od czasu do czasu - popijania strawy. Przełknął i powiedział:

- Wiesz, powiem Ci szczerze, że z przyjemnością się tam wybiorę... - przerwał wypowiedź i szybko wstał.
Zawołał:

- Karczmarzu! Czy mogę gdzieś tu zakupić papier i węgiel?
Last edited by Nortan on Fri, 13 Jul 2007, 20:38, edited 1 time in total.
MÂłody mĂŞÂżczyzna z naturalnie delikatnÂą cerÂą oraz czarnymi, dÂługimi wÂłosami i piwnymi oczami. Z sympatycznym wyrazem twarzy i o przyjacielskim uÂśmiechu. WzroÂście 170cm i wadze okoÂło 70kg. Odziany w dobrej jakoÂści ubranie.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Fri, 13 Jul 2007, 20:52

Zaskoczony zachowaniem klienta karczmarz zawahał się przez chwilę, po czym wzruszył ramionami i odszedł z powrotem za bar. Po drodze schował pieniądze.

- Czym mogę panu służyć? – zapytał nowego gościa siedzącego przy barze. – Jesteście, panie, głodni? Spragnieni? A może po prostu chcecie wypocząć po podróży?

Uśmiechnął się szeroko. Młodzieniec spojrzał w szczerą twarz dojrzałego mężczyzny, którego naburmuszenie nagle zniknęło, jak ręką odjął.
Zanim Mieszko zdążył odpowiedzieć, rozległo się głośne pytanie mężczyzny z tyłu. Karczmarz podniósł wzrok i oparł się o szeroki kontuar.

- Przejdźcie się, panie, na targowisko, jeśli czego potrzebujecie. Straganów tam tyle, że czasem aż oczy bolą od tych kolorów i blasków – powiedział, nie kryjąc dumy ze swego miasteczka. – Na pewno dostaniecie tam pergamin. A węgiel to i u nas w karczmie znajdziecie. Za to płacić nie musicie...

Ponownie spojrzał na chłopaka przy barze.

- Zatem? Co będzie?
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

User avatar
Nortan
Posts: 96
Joined: Sun, 13 May 2007, 15:12
Contact:

Post by Nortan » Sat, 14 Jul 2007, 00:25

Nortan przepięknie się uśmiechnął i skłonił nisko w geście podziękowania, po czym usiadł i z nieco smutną miną powiedział:

- Wybacz, przyjacielu, musiałem zapytać... - Pozwolił sobie uraczyć się kilkoma łyżeczkami i łykiem zawartości kufla.

- Co masz zamiar zrobić teraz? - zapytał, po czym kontynuował jedzenie.
Last edited by Nortan on Sat, 14 Jul 2007, 06:16, edited 1 time in total.
MÂłody mĂŞÂżczyzna z naturalnie delikatnÂą cerÂą oraz czarnymi, dÂługimi wÂłosami i piwnymi oczami. Z sympatycznym wyrazem twarzy i o przyjacielskim uÂśmiechu. WzroÂście 170cm i wadze okoÂło 70kg. Odziany w dobrej jakoÂści ubranie.

User avatar
Gwidon
Posts: 49
Joined: Sat, 7 Apr 2007, 20:48
Contact:

Post by Gwidon » Sat, 14 Jul 2007, 08:25

- Ha! Sam chciałbym to wiedzieć - odparł Gwidon przeczesując palcami włosy. - Chyba spróbuję poszukać tego Vardaliena. Jeśli wierzyć słowom karczmarza, to mógłbym się od niego dowiedzieć interesujących rzeczy, a i sam pewnie bym się na coś przydał.

"Przyjacielu"... tak mnie nazwał, a przecież znamy się ledwie od kilku chwil. Czemu ludzie tak pochopnie rzucają słowami? He! I pomyśleć, że to mnie Mistrz nazywał lekkomyślnym. Ciekawe co by powiedział o tych tutaj.
Ech.. wciąż mi brakuje jego rad. Ale cóż... wygląda na to, że muszę radzić sobie sam.


- A później? Hmm... cóż, zobaczymy co przyniesie nowy dzień. Pójdę tam gdzie powiedzie mnie Matka Natura.
Last edited by Gwidon on Mon, 16 Jul 2007, 12:42, edited 2 times in total.
"Ale œmierÌ w pierwszym zamyœle nie mia³a byÌ kar¹. Pozwala wam odejœÌ, porzuciÌ œwiat, nie jesteœcie z nim zwi¹zani czy to w nadziei, czy w znu¿eniu. Które wiêc pokolenie powinno zazdroœciÌ losu drugiemu?"
J.R.R.Tolkien [i]Silmarillion[/i]

Anonymous

Post by Anonymous » Sat, 14 Jul 2007, 13:10

Mieszko spojrzał przez ramię, gdy gość zadał pytanie karczmarzowi, po czym ponownie odwrócił się w stronę barmana. Teraz wreszcie skupił na sobie jego uwagę.

Wreszcie mogę coś zamówić, coś zimnego do picia, och napił bym się zimnego piwa pomyślał.

Uśmiechnął się.

- Witam. Ma pan coś zimnego dla spragnionego wędrowca? Nieważne co, byle było zimne i nie za drogie. O, właśnie, jeszcze jedna rzecz, czy przeszkadza panu gdy goście wnoszą własne jedzenie?

Podniósł torbę i wyciągnął z niej pajdę chleba.

- Nie chcę, by mi się jedzenie zmarnowało.
Last edited by Anonymous on Mon, 16 Jul 2007, 12:44, edited 1 time in total.

User avatar
Nortan
Posts: 96
Joined: Sun, 13 May 2007, 15:12
Contact:

Post by Nortan » Sat, 14 Jul 2007, 13:56

Szkoda dnia... - pomyślał Nortan, po czym szybko, może niekulturalnie, dokończył jedzenie i opróżnił kufel. Wstał i rzekł:

- To wspaniale. Natomiast ja wybiorę się na te stragany o których wspomniał karczmarz...

Przez chwilę obszukiwać się, jakby coś zgubił.

Pieniądze, torba, wszystko jest. No to w drogę.

- Powodzenia, czegokolwiek byś nie robił. Było naprawdę miło Cię poznać. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy... - Powiedziawszy to, odwrócił się i skierował swe kroki ku wyjściu.

No dobrze, więc według wskazań oberżysty na targowisko. A tam po pergaminy i węgiel drzewny. - pomyślał.
Last edited by Nortan on Tue, 17 Jul 2007, 01:10, edited 2 times in total.
MÂłody mĂŞÂżczyzna z naturalnie delikatnÂą cerÂą oraz czarnymi, dÂługimi wÂłosami i piwnymi oczami. Z sympatycznym wyrazem twarzy i o przyjacielskim uÂśmiechu. WzroÂście 170cm i wadze okoÂło 70kg. Odziany w dobrej jakoÂści ubranie.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Tue, 17 Jul 2007, 00:58

Gwidon

Patrzył w milczeniu na szamoczącego się przed nim mężczyznę. Miał nadzieję, że zacznie przyzwyczajać się do ludzkich zwyczajów, ale co rusz okazywało się, że nie sposób zrozumieć ich dziwacznych odruchów i działań.

W odpowiedzi na pożegnanie Nortana zdołał jedynie kiwnąć głową, bo dotychczasowy rozmówca błyskawicznie opuścił karczmę.

Mieszko

Barman popatrzył na chłopaka i zacisnął zęby.

Co to za dzień? Te upały chyba bardzo poważnie szkodzą ludziom. Powariowali wszyscy...

- Zimne i niedrogie mam piwo – odpowiedział tonem, który na pewno znacząco ochłodziłby trunek. – Jeszcze tańsza jest studzienna woda.
I nie, nie mam nic przeciwko temu, co byście zjedli swojego chleba – dodał, patrząc kamiennym wzrokiem na młodzieńca.

Nortan

Wyszedł na zalany światłem plac I od razu poczuł, ze dziś także królować będzie palące słońce. Pogoda stawała się coraz bardziej męcząca.
Tak samo jak noszenie ze sobą płachty futra...


Nortan, zapraszam TUTAJ . A.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

Anonymous

Post by Anonymous » Tue, 17 Jul 2007, 12:22

Uśmiech zniknął z twarzy chłopca, gdy karczmarz okazał swe niezadowolenie.

Nie wiem, na czym polega problem, chyba powiedziałem coś nie tak.

- Niech będzie zimne piwo.

Mieszko miał ochotę zapytać barmana, gdzie może zdobyć pracę, ale wiedział, że lepiej będzie jeżeli z tym zaczeka.

Czekając na napój zaczął konsumować swój kawałek chleba.
Last edited by Anonymous on Wed, 18 Jul 2007, 21:58, edited 2 times in total.

User avatar
Gwidon
Posts: 49
Joined: Sat, 7 Apr 2007, 20:48
Contact:

Post by Gwidon » Wed, 18 Jul 2007, 15:47

Gwidon siedział jeszcze chwilę w milczeniu, zastanawiając się nad wszystkim, co wydarzyło sie w ciągu ostatnich dwóch dni. Pot zrosił mu czoło, więc otarł je rękawem swojej tuniki. W końcu rozglądnął się po karczmie.

Nic tu po mnie. Więcej się już tu nie dowiem. Trzeba ruszyć, poszukać tego zielarza. Popytam miejscowych, karczmarzowi i tak już zająłem zbyt wiele czasu. Lepiej nie wystawiać na próbę jego cierpliwości.

Mieszaniec podniósł się ociężale, chwycił swój kostur i wyszedł, kiwając karczmarzowi na pożegnanie. Zatrzymał się jeszcze przed drzwiami i ostatni raz rozejrzał po karczmie, próbując sobie utrwalić w pamięci jej obraz. W końcu jednak pchnął drzwi i wyszedł na zewnątrz.
Last edited by Gwidon on Wed, 18 Jul 2007, 22:00, edited 1 time in total.
"Ale œmierÌ w pierwszym zamyœle nie mia³a byÌ kar¹. Pozwala wam odejœÌ, porzuciÌ œwiat, nie jesteœcie z nim zwi¹zani czy to w nadziei, czy w znu¿eniu. Które wiêc pokolenie powinno zazdroœciÌ losu drugiemu?"
J.R.R.Tolkien [i]Silmarillion[/i]

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Wed, 18 Jul 2007, 22:31

Mieszko

Karczmarz nie potrzebował wiele czasu, by postawić przed chłopakiem kubek wypełniony po brzegi złocistym napojem, skrytym pod migotliwą białą pianą.

Piwo było wyborne – chłodne i cierpkie – idealne na dzisiejszą pogodę.
Mieszko miał wrażenie, że to była jedyna rzecz, której brakowało mu dziś, by mógł poczuć się zupełnie szczęśliwym.

Gospodarz krzątał się za kontuarem, co rusz znikając na zapleczu, to wynurzając się stamtąd w oparach apetycznych zapachów – gotowanej kaszy, pieczonej wołowiny i wytapianej słoniny.


Gwidon

Zamknął za sobą drzwi karczmy i zmrużył oczy, oślepiony ostrym blaskiem. Poczuł dziwny powiew, nie mający nic wspólnego z wiatrem.

Blask.
Ciepło.
Ruch powietrza.

Otworzył oczy.

Gwidonie, zapraszam TUTAJ. A.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

Anonymous

Post by Anonymous » Sun, 29 Jul 2007, 19:40

- Dziękuję - rzekł, gdy postawiono przed nim napój.

Rozkoszował się piwem, pijąc je powoli małymi łykami, choć był bardzo spragniony.

Mmmm... Pyszne piwo

Gdy zostało mu pół kubka, wypił piwo szybko do końca.

- Doskonałe piwo, szefie.

Czując zapach mięsa, a szczególnie pieczonej wołowiny, poczuł, jak do ust napływa mu ślina.

Nie, muszę oszczędzać pieniądze.

- Karczmarzu! - zawołał. - Wie pan gdzie mogę zdobyć uczciwą pracę dla uczciwego wojownika, jak ja?
Last edited by Anonymous on Mon, 30 Jul 2007, 23:20, edited 1 time in total.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Mon, 30 Jul 2007, 23:56

Karczmarz popatrzył na gościa z mieszaniną irytacji i politowania.

- A potraficie co innego niż żelastwem machać? – zapytał. – Bo jeśli nie, to pożytku tu z was nie będzie. Chyba że się do straży miejskiej zaciągnięcie. Albo w której karawanie kupieckiej na ochroniarza was wezmą.

Podniósł wzrok i popatrzył nad głową Mieszka.

Na progu karczmy stanął odziany w długą szatę młody mężczyzna. Był zakurzony – najwyraźniej po długiej drodze. Wyglądał na zmęczonego. W ręce dzierżył drewnianą laskę, której głownia była dość niewprawnie rzeźbiona.

Gość rozejrzał się po sali, po czym powolnym krokiem zbliżył się do baru.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

Anonymous

Post by Anonymous » Tue, 31 Jul 2007, 12:05

Naprawdę mnie nie lubi ten człowiek

Rozmyślał o tym, co powiedział karczmarz: "Albo w której karawanie kupieckiej na ochroniarza was wezmą"[i/].

Nie, ja mam dosyć już podróżowania.

"Chyba że się do straży miejskiej zaciągnięcie". Czuł odrazę do władzy i wojska, ale pomyślał że to wcale nie taki głupi pomysł.

Miałbym miejsce do spania, pensje i pomagał bym ludziom utrzymując porządek w mieście. Przemyślę to.

Skierował wzrok za spojrzeniem barmana, patrząc na wchodzącego gościa. Skinął głową na powitanie gdy nieznajomy zbliżył się do baru.
Last edited by Anonymous on Tue, 31 Jul 2007, 12:10, edited 1 time in total.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Sun, 5 Aug 2007, 07:09

Mężczyzna podszedł do kontuaru i cichym głosem poprosił o miskę kaszy i kubek wody.

Popatrzył na Mieszka spokojnym wzrokiem, mierząc go z góry na dół. Powoli, jakby się nad tym poważnie zastanawiał, skinął młodzieńcowi głową. Nie mógł mieć więcej lat, niż siedzący przy barze – ale jego twarz była bardzo poważna.

W milczeniu odwrócił się i usiadł przy stole. Oparł się o ścianę i przymknął oczy.
Wyglądał na bardzo zmęczonego.
Last edited by Astarael on Tue, 7 Aug 2007, 00:33, edited 1 time in total.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

Anonymous

Post by Anonymous » Sun, 5 Aug 2007, 12:11

Na spojrzenie nieznajomego odpowiedział spoglądając na niego, po czym ponownie zagłębił się w myślach.

Nie, co ja w ogóle myślę: "dołączyć do straży" Nie! Nie po tym jak... Nie chciał tego wspominać. A może na najemnika mnie wezmą? Nie, to też zły pomysł - po co będę walczyć za kogoś w jego wojnie?
A jako ochroniarz w sklepie? No, to nie taki głupi pomysł.


- Barmanie, - rzekł, kierując na niego wzrok. - Wie pan, czy jacyś szlachcice lub właściciele sklepów potrzebują ochroniarzy?

- I ile jestem panu winien za piwo?
Last edited by Anonymous on Tue, 7 Aug 2007, 00:36, edited 2 times in total.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Tue, 7 Aug 2007, 00:47

Karczmarz popatrzył z niechęcią na pełne nadziei spojrzenie siedzącego przed nim chłopaka.

- Podobno dziś kole południa wyjeżdża z miasta karawana – powiedział wreszcie, siląc się na uśmiech. – możecie popytać na targowisku, kto jej przewodzi i czy potrzebują jeszcze kogo. Jak raz może się wam udać. Młodzi jesteście, silni, to może was zechcą.

Wzruszył ramionami, po czym dodał:

- Jeno że to praca ryzykowna jak demony. Lasy od rozbójników aż gęste. Do tego czasem i zwierz jaki rozsierdzony na trakcie się trafi, ale to, to już rzadko.
A za piwo miedziaki dwa.

Wyciągnął rękę i zmierzył gościa spojrzeniem.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.

Anonymous

Post by Anonymous » Tue, 7 Aug 2007, 11:32

No, chyba nic lepszego nie znajdę, ryzykowna praca ale pewnie nieźle płacą

- Dziękuję panu za pomoc, - uśmiechnął się. - Oto pana pieniądze - wyciągnął dwa miedziaki z sakiewki i podał je karczmarzowi.

Wstał leniwie z siedzenia.

Pora się ruszyć.

Podniósł swoją torbę z ziemi i przewiesił ją przez ramię.

- Więc żegnam pana.

Wyszedł z karczmy i skierował się w stronę targu.
Last edited by Anonymous on Thu, 9 Aug 2007, 21:58, edited 1 time in total.

User avatar
Astarael
Mistrz Gry
Posts: 1146
Joined: Sun, 25 Feb 2007, 00:05
Location: Enki-e Shao'Saye
Contact:

Post by Astarael » Thu, 9 Aug 2007, 22:35

Witam,

tym samym uwalniam kolejnego gracza z Karczmy.

Mieszko - zapraszam TUTAJ

A wątek zamykam - 115 to taka ładna liczba ;)

A.
Tchórz nie zazna życia,
Bohater nie zazna śmierci.